Tag Archive: chrześcijański serwis filmowy

  1. Śniadanie u Tiffany’ego

    Leave a Comment Do pewnej eleganckiej kamienicy w Nowym Jorku wprowadza się początkujący pisarz Paul Varjak. W miejscu tym szybko zaprzyjaźnia się ze swoją sąsiadką mieszkającą z bezimiennym kotem – uroczą i ekscentryczną Holly Golightly. Młody mężczyzna, mimo że jest utrzymankiem pewnej zamożnej kobiety, szybko ulega urokowi nowo poznanej dziewczyny i pragnie się z nią związać. Ta jednak zdaje się marzyć raczej o poślubieniu któregoś ze swoich licznych bogatych adoratorów … Scenariusz tej może najbardziej rozpoznawalnej i jednej z najciekawszych komedii romantycznych w historii kina oparty został na opowiadaniu Trumana Capote’a z 1958 roku pod tym samym tytułem. Jednakże twórcy filmu na tyle odeszli od pierwowzoru, że produkcję tę można rozpatrywać w zasadzie niezależnie od niego. Film ów pomimo poważnych zastrzeżeń ocenić można pozytywnie, gdyż rozwój głównych bohaterów pod wpływem przyjaźni i miłości prowadzi do tego, że zmieniają się obydwoje na lepsze i przynajmniej po części zrywają ze swoim próżniaczym i niemoralnym życiem. Obraz ten w jakiś sposób pokazuje pozytywny wpływ jaki, zgodnie z Bożym zamysłem, mogą wywierać wzajemnie na siebie zakochany mężczyzna i niewiasta, jeśli nie dominuje w ich relacji egoizm. W przypadku Paula jest to pokazane w prosty i jednoznaczny sposób – zmiana stylu życia jest u niego szybka i oczywista, tak samo jak jego przyjaźń wobec Holy, pragnienie opiekowania się nią i jej dobra. Pod wpływem swojej znajomości z panną Golightly ów młody mężczyzna dość szybko i zdecydowanie porzuca wygodne życie utrzymanka zamężnej kobiety, postanawiając zarabiać na życie w bardziej godziwy sposób. Do pozytywnej zmiany swojego próżniaczego i ryzykownego stylu życia (przez kontakty z półświatkiem dziewczyna ociera się o więzienie) zmierza również Holy, chociaż bardziej niepewną i okrężną drogą. Ta „okrężność” wynika nie tyle z (pozornego raczej) wyrachowania tej bohaterki, co głównie z jej emocjonalnego rozchwiania, rozmaitych lęków i fiksacji. Film więc pokazuje też pozytywną możliwość przełamania takich nawet głęboko zakorzenionych lęków, uprzedzeń czy zranień poprzez decyzję „wyjścia ze swojej klatki”. Jakie są natomiast negatywne aspekty tego filmu? Zacznijmy od bardzo niejasnego przedstawienia sposobu życia i zarobkowania głównej bohaterki. O ile jeśli chodzi o Paula sprawa pokazana jest wprost, to znaczy, jest on utrzymankiem zamożnej kobiety, to kwestia zarobkowania Holy jest mocno zawikłana. Nie wiadomo, czy twórcy filmu „puszczają do widza oko”, czy rzeczywiście sami wierzą, że samotna dziewczyna z ubogiej rodziny jest w stanie utrzymać elegancki apartament w Nowym Jorku z napiwków od adoratorów, które otrzymuje „na toaletę”. Panna Golightly jest tutaj więc rodzajem „amerykańskiej gejszy” (zgodnie ze słowami samego Trumana Capote). Co znaczy właściwie, że trudno określić, czy zajmuje się ona prostytucją, czy jest to coś z pogranicza. Z pewnością nie ma ona określonego „cennika usług” i nie czuje się zobowiązana, by za każdym razem „odwdzięczać się” za napiwki na toaletę czy drogie prezenty, jednakże widz może się domyślać, że Holy potrzebuje też bardziej hojnych i stałych adoratorów, by utrzymać się na takim poziomie, mieszkając w drogiej dzielnicy i urządzając huczne imprezy. Z jednej strony można by powiedzieć, że to dobrze, iż sposób życia panny Golightly został pokazany w tak oględny sposób, z pełną dyskrecją; z drugiej jej nadmiernie wystylizowany wizerunek głównej bohaterki może być pociągający dla młodych i naiwnych dziewczyn, które mogą sądzić, że bogaci mężczyźni będą obsypywać je prezentami i pieniędzmi, nie oczekując od nich prędzej czy później „świadczeń seksualnych.” Poważną i jednoznaczną wadą filmu jest natomiast to, że pokazuje z pewną sympatią, a co najmniej pobłażliwością różne złe zachowania takie jak kradzieże w sklepach („dla sportu”), okazjonalne upijanie się, zakłócanie spokoju sąsiadom, nazbyt poufałe tańce, niezbyt skromne ubiory czy nawet odwiedzanie klubów ze striptizem. Inna rzecz, że takie zachowania są pokazywane raczej bez epatowania nimi i po części jako przejaw pustego i niezbyt chwalebnego życia śmietanki towarzyskiej Nowego Jorku. Z niewątpliwą jednakże sympatią, którą trudno wytłumaczyć, pokazany tu został grzech kradzieży i to na dodatek popełniony dla czczej rozrywki. Podsumowując, film ten pomimo poważniejszych zastrzeżeń, zdaje się prezentować jednak co do głównego wątku pozytywne moralnie przesłanie, nadto większość złych rzeczy pokazuje on raczej oględnie, w sposób który nie powinien zgorszyć dorosłego widza. Marzena Salwowska /.../
  2. Siedem sióstr

    Leave a Comment Koniec XXI wieku. Walcząc z przeludnieniem, rząd USA wprowadza „politykę jednego dziecka”, która jest drastycznie egzekwowana. „Nadprogramowe” dzieci są wyłapywane, odbierane rodzicom przez służby bezpieczeństwa i przewożone do tzw. ośrodków dziecięcej alokacji, w której rzekomo są hibernowane, do czasu kiedy sytuacja na świecie zmieni się na lepsze. Tymczasem w rodzinie Settmanów młoda kobieta, Karen, rodzi siedem dziewczynek. Wyczerpana porodem samotna matka umiera zaraz po wydaniu na świat dzieci w podziemnej klinice. Opiekę nad bliźniaczkami przejmuje ich dziadek, który rejestruje tylko jedną z dziewczynek, jednak wychowuje wszystkie w swoim mieszkaniu. Po to by zapewnić wnuczkom odrobinę normalności, mężczyzna wymaga od nich, by, zachowując swoją indywidualność w czterech ścianach domu, na zewnątrz dzieliły jedną wspólną tożsamość – Karen Settman. Tylko bowiem jako oficjalnie zarejestrowana Karen każda z nich może wychodzić na zewnątrz w dzień tygodnia, który jednocześnie jest jej imieniem (Poniedziałek wychodzi w poniedziałki, Wtorek we wtorki, itd.). Panny Settman uczone są od małego, jak ważne jest, by trzymały się tego systemu. Tym większym szokiem jest dla nich, gdy pewnego dnia „Poniedziałek” nie wraca do domu po pracy w korporacji. Świadome, że to zniknięcie zagraża bezpieczeństwu całej rodziny, kobiety robią wszystko, żeby dowiedzieć się, co stało z siostrą. Tego zadania nie ułatwia im fakt, że znalazły się na celowniku służb specjalnych, podległych w rzeczywistości niejakiej Nicolette Cayman, która jest głównym autorem planu „dziecięcej alokacji”. Istnienie aż siedmiu dorosłych sióstr w oczach pani Cayman ośmiesza cały jej plan i grozi jego ruiną, dlatego swoim poddanym zleca zabicie bliźniaczek. Gdyby brać pod uwagę jedynie tematykę i przesłanie tego filmu, to niewątpliwie zasługiwałby on na pozytywną uwagę i dobrą ocenę. Sam scenariusz tego obrazu wydaje się bowiem całkiem prawdopodobny, jeśli chodzi o oparte na chińskim wzorcu pomysły na walkę z prawdziwym czy rzekomym przeludnieniem za parę dekad. Zaletą tego filmu jest więc to, że stanowi dystopijne ostrzeżenie przed nader prawdopodobnym scenariuszem, tego co rzeczywiście może zdarzyć się w przyszłości. Docenić można też fakt, że tego rodzaju pomysły na kontrolę urodzin zostały tu pokazane w wyraźnie złym świetle, jako zbrodnicza działalność, która powinna spotkać się z należną karą. Z zakończenia filmu dowiadujemy się nawet, że Nicolette Cayman oczekuje za swoje czyny na egzekucję. Ważne jest pokazanie, iż pani Cayman, mimo iż w swoim mniemaniu jest dobroczyńcą ludzkości, to w istocie jest zadufaną w sobie zbrodniarką, która myśli, że ma prawo poświęcać niewinne ludzkie życia po to, by zbudować „nowy lepszy świat”. Jej przeciwieństwem jest tutaj, rzec można, dziadek siedmiu sióstr, który ceni jako dar życie każdej z nich i w naturalny sposób staje na straży życia oraz rodziny. Ostatecznie też to jego postawa wygrywa i okazuje się słuszna w całej tej historii. Niestety to zasadniczo dobre moralnie przesłanie i ważna tematyka filmu zostały utopione w rynsztoku różnych złych rzeczy. Przede wszystkim chodzi tu o nadmiar krwawych i często wyrafinowanych scen przemocy oraz scenę seksu o bardzo lubieżnym i perwersyjnym charakterze. Jeśli chodzi o przemoc, to wprawdzie akcja filmu po części ją uzasadnia, gdyż siostry muszą się jakoś bronić przed niesprawiedliwą napaścią, mimo to widać, że jest ona przede wszystkim nakierowana na szokowanie i przyciąganie widza do ekranu, a rozwój akcji jest tu raczej pretekstem do pokazywania przemocy niż przyczyną, dla której się ją pokazuje. Obleśność zaś sceny seksu dodatkowo podkreśla jeszcze jej kontekst – siostry namawiają jedną spośród siebie, żeby współżyła z narzeczonym zaginionej panny „Poniedziałek” (mężczyzna myśli, że współżyje ze swoją narzeczoną). Przy okazji dowiadujemy się, że „Poniedziałek” lubi być podduszana w trakcie współżycia, a dla siostry, która współżyje z jej narzeczonym, jest to pierwszy raz, choć przedtem lubiła się chełpić przed rodzeństwem swoimi rzekomymi licznymi „przygodami erotycznymi”. Jest tu więc nadto pokazana jako moralnie akceptowalna rzecz pozamałżeńskie współżycie, którego celem jest uzyskanie pewnych ważnych korzyści. Podsumowując, jest to jeden z tych filmów, aż proszących się o cenzurę obyczajową, która jest rzeczą dobrą i słuszną, gdyż jedynie nie pozwala na pokazywanie pewnych rzeczy w sposób, który jest sam w sobie grzeszny, gdyż łatwo może prowadzić widza do grzechu. Wystarczyłoby więc wyciąć jedną lubieżną scenę seksu i kilka zbyt drastycznych scen przemocy i film ten byłby moralnie całkiem wartościowym obrazem, nie tracąc zresztą na swojej dynamice. Marzena Salwowska /.../
  3. Droga powrotna

    Leave a Comment Film ten opowiada o byłym koszykarzu (Jacku), który w pewnym momencie zrezygnował z obiecująco rozwijającej się kariery sportowej. Jack, od tego czasu coraz bardziej pogrąża się w kłopotach: jego małżeństwo się rozpada, a on sam nadużywa alkoholu i cierpi na stany depresyjne. Gdy miejscowa szkoła katolicka szuka osoby, która mogłaby podjąć się roli trenera drużyny koszykarskiej, współpracujący z nią duchowny, zwraca się właśnie do Jacka z propozycją objęcia tej funkcji. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film pt. „Droga powrotna” wydaje się nieść dość silne i pozytywne przesłanie. Główny bohater co prawda jest pijakiem używającym wulgarnej mowy, ale rzeczy te są w filmie karcone, a nadużywanie alkoholu przez Jacka jest ukazywane jako jedno z głównych źródeł jego życiowych problemów. Dodatkowo w produkcji tej została też podkreślona rola wiary chrześcijańskiej i modlitwy. Jeśli chodzi o zastrzeżenia, jakie można wysunąć wobec tego filmu, to jest nim nadmiar wulgarnej mowy. Tradycyjnie przy takich okazjach zwracamy uwagę na to, czy nie dałoby się ukazać pewnych choćby i bardzo ciężkich problemów życiowych bez epatowania widzów wulgaryzmami? Mimo wszystko sądzimy, że – bez większej straty dla dramatyzmu filmów – byłoby to możliwe, czego przykładem są filmy kręcone w USA za czasów panowania tam „Kodeksu Haysa”. Wówczas to bowiem udawało się twórcom filmowym połączyć obrazowanie powagi pewnych nieprawości oraz życiowych problemów z jednoczesnym unikaniem stosowania wulgarnej mowy. Lekką dwuznacznością jest tutaj też jedna wypowiedź padająca z ust Jacka, w której ten zdaje się kwestionować to, iż życie pośmiertne w Niebie jest lepsze od życia na Ziemi. Z drugiej strony co do tej ostatniej rzeczy, to rzeczona wypowiedź jest osadzona w kontekście całego pogmatwanego życia głównego bohatera, a zatem nie należy jej raczej traktować jako zbyt „autorytatywnej” jeśli chodzi o przesłanie, które chcieli nam przekazać twórcy tego filmu. Mirosław Salwowski /.../
  4. Krąg

    Leave a Comment Dwudziestoparoletnia Mae Holland, ambitna stażystka na niezbyt obiecującym stanowisku dostaje propozycję pracy w nowoczesnej korporacji. Firma ta, prowadzona przez charyzmatycznego Baileya nie skupia się wyłącznie na zarabianiu pieniędzy, ale stara się też kształtować przyszłość ludzkości, dzięki technologii zmieniając ją, w swoim przekonaniu, na lepsze. Mae jest zachwycona pracą i możliwościami, które się przed nią otwierają. Szybko staje się bardziej wyznawcą filozofii korporacji Baileya niż zwykłym pracownikiem. Dziewczyna ma zresztą również materialne powody do zadowolenia – jej potencjał zostaje szybko zauważony, ma nie tylko dobrze płatną pracę, ale firma pokrywa nawet koszty leczenia jej chorego na stwardnienie rozsiane ojca. Jednym zdaniem – praca marzeń. Kiedy więc kierownictwo firmy proponuje Mae „zadanie specjalne”, ta zgadza się bez wahania. Otóż ma być ona, dzięki najnowszej kamerze Baileya, pierwszą osobą na Ziemi, której życie będzie w pełni transparentne. Poza kilkuminutowymi przerwami na toaletę, życie May ma być bowiem widoczne w czasie rzeczywistym dla wszystkich użytkowników Kręgu. Jak się łatwo domyślić, takie upublicznianie prywatności przez pannę Holland, wkrótce narusza także prywatność bliskich jej osób – przyjaciół i rodziny. W końcu Krąg nie tylko zaszkodzi jej relacją z bliskimi, ale doprowadzi nawet do nieodwracalnej tragedii … Film ten, chociaż jako thriller wydaje się niezbyt udany i po obiecującym początku dość rozczarowujący, ma pewne istotne zalety, które warto docenić. W skrócie mówiąc: nigdy dość przestrzegania przed bezmyślnym czy nazbyt pochopnym oddawaniem swojej prywatności mediom społecznościowym za różnego rodzaju mniejsze bądź większe korzyści czy ułatwienia w życiu. Z pewnością warto przypominać, zwłaszcza młodym ludziom, że powinni się najpierw dobrze zastanowić, co i dlaczego ze swego prywatnego życia chcą upublicznić w sieci i czy na pewno warto to robić. Obraz ten pokazuje, że wbrew hasłu korporacji sekrety nie są równoznaczne z kłamstwami. Człowiek ma po prostu prawo, a czasem wręcz obowiązek, by nie ujawniać pewnych informacji osobom, które nie mają do nich prawa. Pismo św. nieraz wręcz nawołuje do zachowania poufności (o ile ujawnienie jakiejś informacji nie jest moralnym obowiązkiem). Przykładowo Biblia mówi: Kto zdradza tajemnicę, traci zaufanie i nie znajdzie sobie przyjaciela. (Syr 27, 16); Nie naradzaj się z głupim, bo nie potrafi rozmowy zachować w tajemnicy. Wobec obcego nie zdradzaj tajemnic, nie wiesz bowiem, co wymyśli. Nie otwieraj swego serca każdemu człowiekowi, abyś nie usunął od siebie szczęścia. (Syr 8, 17-19). Istnieją też oczywiście sfery w życiu człowieka, które ze względu na swoją intymność oraz z przyczyn moralnych nie powinny być upubliczniane. W filmie znalazł się tego bardzo dobry przykład, kiedy Mae przez nieuwagę pokazuje intymne pożycie swoich rodziców, co na pewien czas psuje jej relacje z matką i ojcem. Jako sferę, która niekoniecznie może powinna być upubliczniana, pokazuje się tu również przyjaźń. Można też powiedzieć, że w filmie tym w jakimś stopniu uchwycono problem ideologicznego zastępowania życia w rodzinie i wspólnotach naturalnych (typu wspólnota religijna, sąsiedzi, znani z „realu” przyjaciele) na rzecz czegoś, co można określić jako „cyber trybializm”. Chodzi mi o zjawisko, w którym uczestnicy różnego rodzaju mediów społeczności dają się dobrowolnie zredukować z poziomu przedstawicieli wysoko rozwiniętych cywilizacji do poziomu członków jakiegoś prymitywnego plemienia. I paradoksalnie to uwstecznienie dokonuje się za pomocą najnowocześniejszych technologii. Oczywiście nie pod każdym względem członkowie Kręgu muszą takie prymitywne plemię przypominać, ale skojarzeń nasuwa się naprawdę sporo. Po pierwsze ważniejsze od więzi rodzinnych są tu więzi z plemieniem, jego tradycjami i rytuałami. Granice wstydliwości i intymności są w Kręgu mocno przesunięte w stosunku do wyżej rozwiniętych cywilizacji, niechęć np. do upubliczniania małżeńskiego pożycia piętnowana jest przez plemię jako pruderia. Wspólnotą zarządza coś w rodzaju rady starszych i charyzmatycznego szamana. Łatwo jest skierować niechęć i agresję członków Kręgu przeciw jednostkom, które niezbyt pasują do wizji „szczęśliwego plemienia”. W plemieniu tym widać także zanik realnej wiedzy i samodzielnego myślenia, co jest pokazane w scenie, kiedy przyjaciel Mae, który tworzy żyrandole z poroża jeleni, zostaje oskarżony o zabijanie tych zwierząt (przed wynalezieniem Internetu w szkołach podstawowych uczono dzieci, że jelenie zrzucają co roku poroże i bynajmniej od tego nie umierają). Film jednak dość mgliście odpowiada na pytanie, czemu służy taka ściśle sterowana i najwyraźniej planowana „cybertrybializacja”. Ponieważ firma, w której pracuje Mae, jest przedsięwzięciem dochodowym możemy się tylko domyślać, że po części chodzi tutaj o pieniądze, gdyż takie przewidywalne w swoich zachowaniach plemię daje idealnie przewidywalnych konsumentów. Innym celem, który w jakiś sposób się tu ujawnia, jest tworzenie niezależnych i właściwie niekontrolowanych ośrodków władzy, które będą realizować sobie wiadome cele. Jeśli chodzi o wady filmu, to główną jest jego rozmyte i osłabiające wymowę całości zakończenie. Można je bowiem zrozumieć nawet tak, że w zasadzie nic takiego złego się nie stało. Ot, po prostu błędy się zdarzają, zwłaszcza na etapie testowania nowych wynalazków. W rezultacie wydaje się, że problemem jest bardziej hipokryzja i nadmierne ambicje kilku osób, niż to że nie powołane do tego firmy za pomocą tworzonych przez siebie atrakcyjnych i nowoczesnych narzędzi bezprawnie ograniczają ludzką wolność czy uprawiają daleko idącą inżynierię społeczną. Film więc niestety po części zmarnował szansę na bycie wyraźnym znakiem ostrzegawczym przed tym zjawiskiem, jednakże jakimś zamazanym wciąż jest. Marzena Salwowska /.../
  5. Zambezia

    Leave a Comment

    Z dala od wielkich miast i uczęszczanych szlaków, gdzieś w Afryce pod nadopiekuńczymi skrzydłami ojca dorasta młody sokół Kai. Kai pragnąłby jak najszybciej opuścić gniazdo, jest żądny przygód i bardzo ciekaw świata. A to nie wzbudza zachwytu jego owdowiałego rodzica, dla którego to, co poza gniazdem, jest tylko zagrożeniem. Pewnego dnia młody sokół dowiaduje się przypadkowo o istnieniu wspaniałej ptasiej metropolii – Zambezi, której bezpieczeństwa strzeże elitarny oddział -Dziobasy Przestworzy. Zafascynowany Kai postanawia wyruszyć do ptasiego miasta -państwa, by tam wstąpić w szeregi Dziobasów.

    „Zambia”, jak już może czytelnik się domyśla, stara się kształtować w dzieciach postawy obywatelskie i patriotyczne (może nawet z lekką przesadą, gdyż parę razy w bajce tej pada powiedzenie „Zambia jest najważniejsza”).  A że coraz rzadziej promuje się takie wartości w produkcjach dla najmłodszych, warto docenić wysiłek twórców filmu.  Prezentuje się tu też wyraźnie pozytywny stosunek do służby wojskowej (również zawodowej) jako jednego z obowiązków wobec ojczyzny. Docenione jest też bohaterstwo w walce, obrona słabszych, gotowość do poświęcenia swojego życia dla ratowania innych, czy rycerskość wobec zwyciężonego wroga. Inną zaletą filmu jest wyważone ukazywanie „konfliktu pokoleń”.  „Zambezia” pokazuje, że młodsi i starsi mogą się od siebie nawzajem uczyć i jest to czynione bez podważania zasadności władzy rodzicielskiej i obowiązku czci wobec rodziców. Dużym atutem tego obrazu jest też pokazywanie pozytywnego (ale nieutopijnego) wzoru państwa, które dąży do sprawiedliwości i szczęścia swoich obywateli, nie prowadzi agresywnej polityki, ale jest gotowe do obrony, zachowuje też otwartość na pozytywne zmiany. Nie przypadkiem antybohaterem w tej opowieści jest bezwzględny i żądny władzy jaszczur, który pragnie zniszczyć ptasie miasto.

    Niestety, „Zambezia” nie jest wolna od pewnych, typowych dla współczesnych produkcji dla dzieci, wad. Chodzi tu głównie o chęć trafienia „przy okazji” do starszych odbiorców, co wiąże się z nasączaniem tej, zasadniczo dobrej bajki, niezbyt stosownym słownictwem (kilka wyrażeń na granicy wulgarności), czy aluzjami o charakterze erotycznym (typu „gorące skrzydełka”, „ktoś tu na kogoś leci”).

    Film jest jednak zasadniczo ciekawą i wartościową propozycją, którą można, z pewna ostrożnością ze strony rodziców, oferować również najmłodszym widzom.

    Marzena Salwowska

      /.../

  6. Debiutanci

    Leave a Comment Głównym bohaterem tej smętnej historii jest 38-letni rysownik Oliver. Cały film składa się właściwie z przeskoków czasowych, w których dowiadujemy się, co stoi za ustawicznym smutkiem bohatera. Oliver jest singlem, który nie potrafi na dłuższą metę utrzymać relacji z żadną ze swoich „poważnych partnerek”. Po śmierci matki zamieszkuje on z psem. Ojciec Olivera (Hal) też postanawia zmienić swoje życie, po tym jak zostaje wdowcem. 75-latek oświadcza, że jest „gejem”, zawsze nim był i teraz chce, żeby jego życie odzwierciedlało, to kim się czuje. Starszy pan nie tylko znajduje sobie dużo młodszego partnera, ale też zostaje gejowskim aktywistą i z dumą obnosi się ze swoim zboczeniem, aż do śmierci, która nadchodzi kilka lat po jego „coming out”. Oliver tymczasem poznaje mieszkającą w USA francuską aktorkę. Mężczyzna szybko zakochuje się w Annie, ta jednak, tak jak i Oliver, ma problemy z nawiązywaniem trwałych relacji. Sporą więc część filmu wypełniają zmagania tej pary o utrzymanie związku, na którym ich obojgu mimo wszystko jakoś zależy. Dla czytelników naszej strony nie będzie zapewne zaskoczeniem stwierdzenie, iż przesłanie tego filmu jest moralnie nie do zaakceptowania. Przede wszystkim dlatego, iż pokazuje się w nim jako rzecz dobrą i godną pochwały, to że starszy człowiek postanawia zostać jawnogrzesznikiem i otwarcie oddawać się wołającemu o pomstę do nieba grzechowi sodomskiemu. Można powiedzieć, że podeszły wiek Hala czyni sprawę jeszcze gorszą, gdyż jego złe wybory wydają się nie tylko przemyślane, ale też trwałe. A niestety, kiedy starszy człowiek decyduje się świadomie na grzeszny tryb życia, to prawdopodobieństwo nawrócenia, wydaje się już niewielkie. Tak też dzieje się w tym przypadku – Hal, mimo że świadomy śmiertelnej choroby, która go toczy, ciągle trwa przy swoich złych wyborach i wszystko wskazuje na to, że umiera on w stanie grzechu śmiertelnego. Co gorsza, po swoim „coming out” Hal znajduje sobie także zdeklarowanie homoseksualnego duchownego (zdaje się nawet księdza katolickiego), który cały czas wspiera go na drodze sodomii, nawet na łożu śmierci, czyli w chwili, kiedy ostatecznie decyduje się pośmiertny los człowieka. Wątek tego duchownego może oczywiście utwierdzać wielu widzów w fałszywym przekonaniu, że da się spójnie i bez hipokryzji połączyć praktykowanie pewnych grzechów z byciem „dobrym chrześcijaninem”. Jako piękny i budujący przykład postawiony jest tutaj więc duszpasterz, który zamiast prowadzić powierzone sobie owce do skruchy i nawrócenia, prowadzi je do zguby niczym wilk w owczej skórze. Zamieszanie co do pojmowania prawd chrześcijańskich widać też w scenie, gdy Hal czyta swoją wersję życia Jezusa Chrystusa, w której dożywa On późnych lat, starzejąc się i chorując. Widać więc ogólnie bardzo „luźny” stosunek tego bohatera do Słowa Bożego, co również pokazane jest w filmie przychylnie. W filmie tym pokazuje się też niestety jako dobrą rzecz proces dekryminalizacji praktyk sodomickich. Jako że w czasach młodości Hala tego rodzaju czyny były w kręgu cywilizacji chrześcijańskiej jeszcze dość powszechnie zagrożone pewnymi sankcjami karnymi, człowiek ten dokonywał ich w ukryciu. Twórcy tej produkcji pokazują więc sytuację, w której starszy sodomita może bezkarnie dawać gorszący przykład młodszym jako rzekomo zmianę na lepsze. Innym problemem jest tu też oczywiście bezkrytycznie pokazanie intymnego pożycia Olivera i Anny, którzy nie są (przynajmniej póki co) małżeństwem. Choć na tle promowania sodomii w tym filmie łatwo pominąć ów problem, to warto zwrócić uwagę, iż również jeśli chodzi o pary heteroseksualne, to ich pozamałżeńskie pożycie nie powinno być pokazywane w kinie jako rzecz dobra, czy moralnie obojętna. Z innych wad tej produkcji wskazać też można na przychylne pokazywanie wandalizmu w scenach, kiedy główny bohater wraz z przyjacielem piszą sprajem po nie swoich murach. Film ten ma też pewne zalety takie jak na przykład pokazywanie na przykładzie Olivera i Anny przyczyn, jakie mogą dwojgu dorosłych ludzi utrudniać tworzenie trwałych i udanych relacji, jednakże ta jaśniejsza strona tego obrazu jest całkowicie przyćmiona przez wyżej opisane jego wady. Marzena Salwowska /.../
  7. American Psycho

    Leave a Comment Główny bohater filmu – Patrick Bateman to wzorcowy przedstawiciel yuppies końca lat 80-tych ubiegłego wieku. Wymuskany, młody profesjonalista z Wall Street, zamieszkujący luksusowy apartament i spotykający się ze stosowną dla siebie „dziewczyną od swobód obywatelskich”. Od podobnie wyglądających, podobnie myślących, przejawiających te same ambicje i bywających w tych samych miejscach kolegów różni go tylko jedno – ogromna żądza mordu, której nie waha się realizować. Na wstępie warto chyba od razu zaznaczyć, że stwierdzenie iż Bateman „nie waha się realizować” swojej żądzy mordu, nie oznacza w tym przypadku, że rzeczywiście dopuścił się on tych zbrodni. Zakończenie filmu pozostawia bowiem widza w niepewności co do tego, czy krwawe mordy miały rzeczywiście miejsce, czy rozgrywały się tylko w wyobraźni bohatera. Właściwie to ta druga opcja wydaje się nawet bardziej prawdopodobna. Nie ma to jednak większego znaczenia dla oceny filmu, gdyż tak czy inaczej, wymyślone, czy też nie, różne perwersyjne pomysły Batemana zostały tu pokazane w sposób zatruwający wyobraźnię. I nie ma co się dziwić, że nie pierwszy już raz w historii kina, stały się one pewną inspiracją do rzeczywistych zbrodni. Myślę, że film ten ma wciąż spory potencjał, by w ludziach jakoś zaburzonych czy zastanawiających się, czy (bądź jak) wkroczyć na ścieżkę zbrodni dodatkowo niszczyć te już nadwątlone bariery, które oddzielają ich od tego kroku. Czynnikiem, który dodatkowo wpływa na niekorzystną ocenę filmu jest fakt, że adaptacja książki zawsze może przyczyniać się do zwiększenia jej poczytności. A sądząc nawet po pobieżnych jej opisach, powieść, na której oparta została ta produkcja, to jeden wielki ściek. Streszczenia tej książki, wskazują bowiem, że mamy tu do czynienia z czymś wyjątkowo plugawym i odrażającym, zarówno jeśli chodzi o ukazywanie krwawej przemocy, jak i seksu (a jedno zazwyczaj łączy się tutaj z drugim). Tak że wydaje się, że ekranizacja tej powieści, choć obfitująca w momenty obsceniczne i tak jest mocno złagodzona. Krótko mówiąc, trudno zrozumieć, że ktoś przy zdrowych zmysłach, uznał, że powieść ta zamiast do spalenia nadaje się do ekranizacji. Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak zadać pytanie, czy jest w tym filmie coś pozytywnego, co można by pochwalić? Jednoznaczna odpowiedź na to pytanie jest trudna, ponieważ to, co wydaje się pewną zaletą tej produkcji, jest też po części jej wadą. A chodzi tu mianowicie o wyraźnie satyryczne zacięcie filmu, którego ostrze wymierzone jest w puste, skoncentrowane na wyrafinowanej konsumpcji, pozbawione ideałów młode elity końca lat 80-tych. I choć przedstawione jest tutaj konkretne środowisko w konkretnym czasie, to ta krytyka pozostaje uniwersalna. Pokazuje bowiem, do czego prowadzi bezmyślna pogoń za pieniędzmi i sukcesem, to że konsumpcja różnych dóbr (szeroko pojętych) nie jest w stanie człowieka uszczęśliwić. I że tego rodzaju styl życia może prowadzić do coraz większej wewnętrznej pustki, frustracji i narastającej agresji. Bohater filmu żyje bowiem w świecie, który z jednej strony zachęca do traktowania wszystkiego i wszystkich przedmiotowo, z drugiej oczekuje zewnętrznego dostosowania się do ściśle określonych form zachowania, również pewnej powierzchownej grzeczności i „sympatyczności” w kontakcie z innymi ludźmi. Z jednej strony wymogiem jest nieskazitelna czystość zewnętrzna, z drugiej różne rodzaje moralnego brudu są szeroko akceptowane społecznie (typu zaspakajanie perwersyjnych fantazji z prostytutkami, zażywanie twardych narkotyków, wulgarne i poniżające rozmowy o kobietach w ściśle męskim gronie). Film ten pokazuje, że nie da się z jednej strony pielęgnować w człowieku takich rodzajów zła jak chciwość czy narcystyczne skupienie na sobie, a z drugiej strony oczekiwać, że tak ogólnie będzie on dobrą i życzliwą istotą. Jeśli można coś zarzucić takiej trafności satyry, to jedynie to, że opisywane problemy zdaje się nadmierne łączyć z kapitalizmem, podczas gdy ciężka praca w połączeniu z godziwym bogaceniem, nie jest zła sama w sobie, o ile nie traktuje się tych rzeczy jako bożków. Dlaczego jednak to, że film ten jest pełen czarnego humoru, może być jednocześnie jego wadą? Po pierwsze nie powinno się bestialskiego mordowania ludzi pokazywać w sposób rozrywkowy, bo to uwłacza ludzkiej godności. Po drugie takie podejście czyni jednak bardziej strawnym pokazywane zbrodnie, a sam morderca może wydawać się niektórym widzom nawet „cool”. Podsumowując, zdecydowanie odradzamy obejrzenie filmu, a gdyby ktoś miał w swoim posiadaniu przypadkiem książkę o tym samym tytule, to zachęcamy, bo poszedł śladem pierwszych chrześcijan z Efezu (Dz 19,18-19), czyli dosłownie zniszczył ten diabelski pomiot. Marzena Salwowska /.../
  8. Brian Banks

    Leave a Comment Film ten został oparty na prawdziwych wydarzeniach i opowiada historię młodego sportowca, który niesłusznie został oskarżony o napaść seksualną. Brian (tak na imię główny bohater) po warunkowym wyjściu z więzienia postanawia udowodnić swą niewinność. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej produkcja ta zasługuje na uznanie i docenienie, gdyż z jednej strony pokazuje ona wiarę w Boga głównego bohatera, a z drugiej ukazuje jak walczy on o prawdę oraz sprawiedliwość dla własnej osoby. Sama zaś główna historia tu opowiedziana może być interpretowana jako przestroga przed angażowaniem się w przypadkowe relacje seksualne – gdyż kłopoty z prawem głównego bohatera zaczęły się właśnie od tym podobnej sytuacji. Film ów na szczęście też w oszczędny sposób operuje scenami pokazującymi nieskromność oraz obsceniczność – choć jego tematyka mogła by być w łatwy sposób wykorzystywana przez twórców do epatowania widzów takimi rzeczami. Mirosław Salwowski /.../
  9. Błękitny cud

    Leave a Comment Film ten przedstawia nieco podkoloryzowaną dla potrzeb kina, jednakże opartą na prawdziwych zdarzeniach historię. Autentyczne zdarzenia, na których oparty jest ów obraz, rozegrały się w Meksyku w roku 2014. Wtedy to bowiem, borykający się już z problemami finansowymi dom dziecka o nazwie Casa Hogar, został poważnie zniszczony przez huragan Odile. I trzeba przyznać, że sposób, w jaki dyrektor tego domu, nazywany przez chłopców papą Omarem, wraz z grupą podopiecznych, wyprowadził Casa Hogar z finansowych tarapatów jest niecodzienny. Otóż grupa chłopców wraz ze swoim opiekunem wzięła udział w bardzo prestiżowym konkursie wędkarskim Bisbee’s Black & Blue Fishing Tournament. Wygranie tych zawodów, w których poławia się zwykle ogromne marliny, oznaczało też bardzo wymierną nagrodę pieniężną. Tyle że raczej patrząc na to zdroworozsądkowo, trudno było spodziewać się wygranej w konkursie, w którym startują dziesiątki najlepszych wędkarzy na świecie, po grupie niedoświadczonych dzieci i ich wychowawcy (i to mimo faktu, że kapitan łodzi był profesjonalistą). Film ten na podstawie spektakularnego incydentu, który zyskał światowy rozgłos, mówi o cudownych zdarzeniach w ludzkim życiu, które czasem dzieją się, kiedy pokładamy naszą ufność w Bogu. Nie są to być może zdarzenia, które wypełniałyby ściśle definicje cudu, czy zostałyby np. oficjalnie uznane w konkretnym procesie kanonizacyjnym. A jednak są one tego rodzaju, że kiedy przytrafiają się człowiekowi, który modlił się o Bożą interwencję w szczególnie trudnej dla siebie sytuacji, to nie ma on raczej wątpliwości, że taka szczególna interwencja stała się jego udziałem i że inaczej nie wyszedłby z tarapatów. Takie jest główne przesłanie tego filmu i takie też świadectwo daje również w prawdziwym życiu Omar Venegas, dyrektor meksykańskiego Casa Hogar, który zwycięstwo w konkursie wprost przypisał szczególnemu działaniu Boga. „Błękitny cud” to jedna z tych cennych produkcji filmowych, które można polecić całej rodzinie, bez większych obaw, że znudzi starszego bądź młodszego odbiorcę. Mimo bowiem przewidywalności zakończenia, obraz ten ogląda się z przyjemnością, gdyż łączy on w sobie elementy wzruszające, zabawne, wyraziste postacie, czy chociażby znany motyw literacki – zmagania człowieka z wielką rybą z wątkami moralizatorskimi, społecznymi a przede wszystkim religijnymi. Można bowiem powiedzieć, że jest to film wręcz ewangelizacyjny. Widz szybko dowiaduje się, że główny bohater – Omar Venegas jest głęboko wierzącym chrześcijaninem, który wraz z żoną stara się wychować powierzonych sobie chłopców w duchu zaufania do Boga i posłuszeństwa Jego przykazaniom. Widzimy też, że ten model wychowania przynosi dobre owoce, gdy na przykład jeden z chłopców nie tylko przestaje kraść, ale też okazuje obrzydzenie dla planowanego oszustwa „w dobrej sprawie”, inni zaś chłopcy (zwłaszcza najmłodszy uczestnik zawodów) okazują silną wiarę w Bożą pomoc i prowadzenie w trudnej dla nich wszystkich sytuacji. Niewątpliwą zaletą filmu jest też podkreślanie, że zasadniczym powołaniem w życiu mężczyzny jest ojcostwo, niekoniecznie fizyczne. Temu też służy wprowadzenie fikcyjnej postaci kapitana Wade, który jest jakby przeciwwagą dla wydającego się niemal ideałem ojca głównego bohatera. Kapitan przed wieloma laty zrezygnował z żony i syna (oboje wyjechali do Dallas), przedkładając ponad nich swoją pasję do morza i zmagań z wielkimi rybami. Wade żyje w przekonaniu, że jeśli odniesie znowu wielki sukces, to rodzina do może niego sama wróci. Dopiero osieroceni chłopcy uświadamiają mu, że dzieci wolą mieć na co dzień ojca, na którym mogą polegać niż ciągle nieobecnego, nawet jeśli odnosi wielkie sukcesy w świecie. Jeśli chodzi o nieco wątpliwe elementy filmu, to można tu wspomnieć o wyeksponowaniu dużego tatuażu w kształcie krzyża w jednej z pierwszych scen, który to ma na swoich plecach główny bohater. Jednak, o ile trudno usprawiedliwić sam proceder takiego trwałego zniekształcania ludzkiego wyglądu, jakim jest tatuowanie, to można zrozumieć domniemane okoliczności i motywy, jakie na pewnym etapie życia kierowały głównym bohaterem, kiedy zdecydował się na taką „ozdobę”. Otóż są w filmie wyraźne sugestie, że przed swoim nawróceniem, prowadził on złe i prawdopodobnie przestępcze życie, typowe dla patologicznego środowiska, z jakiego się wywodził. Częścią tej kultury i naturalnym środkiem wyrazu było zapewne tatuowanie ważnych dla siebie spraw na ciele. Prawdopodobnie więc dla głównego bohatera tatuaż w formie krzyża był odruchowym sposobem wyrazu woli, by jego nawrócenie było trwałe i niezatarte, tak by zawsze nosić na sobie znak Krzyża i z niego się chlubić. Co oczywiście nie oznacza, że zwyczaj tatuowania ludzkiego ciała jest sam w sobie dobry, jego eksponowanie więc w filmie skierowanym też w dużej części do młodzieży, wydaje się kiepskim pomysłem. Ktoś mógłby też podnieść wątpliwości co do faktu podkoloryzowania niektórych rzeczy w tej historii, zwłaszcza wprowadzenia postaci steranego i gburowatego wilka morskiego – kapitana Wade. Ponieważ jednak twórcy filmu nie twierdzą, że jest on wiernym zapisem zdarzeń, to zabieg taki trudno uznać za oszustwo. W dodatku postać kapitana Wade jest całkowicie wymyślona, nie ma tu więc też formy oszczerstwa, w której dla zabawienia widza prawdziwej postaci przypisuje się różne złe cechy i czyny, jakich w rzeczywistości nie popełniła. Nadto, zważywszy, iż cała historia miała miejsce zaledwie parę lat temu i łatwo sprawdzić też, jaki rzeczywiście miała przebieg, to raczej nie istnieje realne ryzyko, by postać kapitana Wade rzutowała negatywnie na prawdziwego kapitana zwycięskiej łodzi, tym bardziej że pomiędzy tym postaciami nie ma większych podobieństw. Film ten oferuje jeszcze sporo innych lekcji, o których celem uniknięcia zbyt dużej ilości spoilerów nie było tutaj mowy. W zasadzie cały obraz ma ewangelizacyjno – moralizatorskim wydźwięk. Przy czym nie jest ani nudny, ani trudny w odbiorze. Można rzec, że jest to wręcz idealny film do rodzinnego oglądania. Marzena Salwowska /.../
  10. Obcy 3

    Leave a Comment Po wydarzeniach z drugiej części serii Ripley wraca zahibernowana wraz z kapralem Hicksem i małą Newt na ziemię. Niestety ich statek kosmiczny, Sulaco, ulega tajemniczej awarii (podczas której Hicks i Newt giną) i zmuszony jest lądować na planecie o nazwie Fiorina 161. Znajduje się tam kolonia karna dla bardzo groźnych przestępców, którzy wykorzystywani są jako siła robocza przez firmę Weyland – Yutani, dla której Ripley pracowała. Podejrzewa ona, iż za awarią statku mogło stać działanie Obcego, który się nań przedostał. Wkrótce wśród więźniów dochodzi do kilku tajemniczych zgonów. Sprawa wymaga rozwiązania, którego podejmuje się Ripley we współpracy z władzami kolonii i osadzonymi. Ta część omawianej na tym portalu od niedawna serii kontynuuje ciekawy wątek firmy, której napędzani zachłannością oraz żądzą sukcesu zwierzchnicy zdolni są do podłości w imię zysku i „postępu”. Ukazano tu zatem, że niepohamowana, obsesyjna chęć odniesienia gospodarczego czy naukowego sukcesu wiedzie do grzechów takich jak kłamstwo (przedstawiciel firmy, chcąc nakłonić Ripley do współpracy, mówi jej, iż zamierzają unicestwić Obcego, podczas gdy jedynym ich celem jest pozyskanie go, choćby kosztem sprowadzenia zagrożenia dla otoczenia) czy nawet zabójstwo (czarne charaktery są tu gotowe uśmiercać więźniów, którzy wiedzieli za dużo o nieetycznych planach firmy i próbowali im przeszkadzać). Tak więc jeden z grzechów głównych – chciwość – doczekał się w tej produkcji słusznego napiętnowania poprzez odmalowanie jego zgubnych owoców.  Doceniono tutaj natomiast odwagę, poświęcenie, determinację w walce ze śmiertelnymi zagrożeniami i pomysłowość, jakimi muszą wykazać się zarówno główna bohaterka, jak i mieszkańcy kolonii, by zlikwidować zagrożenie ze strony Obcego. Wydaje się, iż nie czynią tego oni „tylko” po to, by przetrwać (co oczywiście nie byłoby niczym złym), lecz narażają się i giną w jeszcze szlachetniejszym celu, dla dobra powszechnego. Do przeżycia tych ludzi wystarczyłoby bowiem zapewne zaczekanie na wysłaną przez firmę ekipę ratunkową, jednak uświadomieni przez Ripley, iż ekipa ta może chcieć przejąć Obcego, ryzykują oni zdrowiem i życiem, aby do tego nie doszło, dając nam tym samym przykład swego rodzaju heroizmu.  Inną zaletą owej produkcji jest podkreślenie, że człowiek, nawet mający na koncie straszne grzechy, może się zmieniać na lepsze. W szczególności widać to na przykładzie więźnia Dillona, który mówi, że wcześniej był zabójcą i gwałcicielem, lecz teraz widzimy go, gdy broni Ripley właśnie przed zgwałceniem, a potem odważnie walczy z Obcym aż do ofiary życia. Także były więzień, Clemens, mieszkający dalej w kolonii i pracujący tam jako lekarz opowiada o swoim niegdysiejszym narkotykowym uzależnieniu (i spowodowaniu śmierci pacjentów podczas pracy pod wpływem narkotyków), teraz jednak widzimy go jako rzetelnie pełniącego swe obowiązki medyka, który zerwał z zażywaniem wiadomych substancji (przy okazji w oczywisty sposób zaznaczono tu zagrożenia związane ze wspomnianym nałogiem). Ogólnie zresztą gromada wspomnianych więźniów, będących niezbyt normalnymi, często niezrównoważonymi, ludźmi przechodzi tu pewną pozytywną przemianę tworząc dość zgrany zespół dzielnie przeciwstawiający się Obcemu. Co warte odnotowania wskazano, iż ich przemiana ma swe źródło w religii praktykowanej przez dużą część osadzonych. I choć można wątpić w ortodoksję ich wyznania (mowa na przykład, iż inspirują się milenaryzmem, którego pewne formy Kościół potępił, o czym świadczy dekret Św. Oficjum z 19 lipca 1944 r.), to sam fakt, iż wiara w Boga jest tu jakoś łączona z pozytywną przemianą zasługuje na docenienie. Jeśli chodzi o negatywne elementy filmu to jest tu niestety sporo wulgaryzmów, więcej niż w częściach poprzednich (co prawda może to być usprawiedliwiane tym, iż tutaj dużo bohaterów jest przestępcami, skłonnymi do takiego sposobu mówienia, ale podobnych słów warto przy kręceniu filmów jednak unikać, gdy to tylko możliwe). Część ujęć wydaje się być w tym filmie bardziej krwawa niż w poprzednich odsłonach, co rodzi zasadne pytania o potrzebność użycia takiego zabiegu. Mamy także zasugerowane (choć nie pokazane), iż między Ripley a Clemensem doszło do nierządu, co niestety nie jest zganione. Jest też scena, w której Ripley namawia jednego więźnia by okłamał przedstawicieli firmy, po to by nie przybywali po Obcego. Wreszcie wielkie wątpliwości budzi prośba Ripley skierowana do Dillona, by ten ją uśmiercił (dowiedziała się bowiem, iż nosi w sobie mającego się „narodzić” Obcego i chciała jego śmierci, jednak wielce wątpliwym jest czy jej własna śmierć byłaby tu jedynie skutkiem ubocznym czy też zadana byłaby bezpośrednio).  Jednak nie powinny już budzić wątpliwości dwie sceny. Pierwsza, w której Ripley doprowadza do kremacji ciał Hicksa i Newt (boi się, że w ciele dziewczynki zalęgł się Obcy). Taki „niechrześcijański” czy, mówiąc precyzyjniej, nietradycyjny z punktu widzenia chrześcijaństwa pochówek jest niekontrowersyjny, gdy dokonuje się dla tak ważnego powodu jak obrona przed śmiertelnym zagrożeniem, o czym Kościół się wypowiedział się chociażby w Instrukcji Św. Oficjum z dnia 19 lipca 1926 r., stwierdzając: „Jakkolwiek palenie zwłok, chociaż nie jest bezwzględnie złe, w nadzwyczajnych okolicznościach jest dopuszczalne, to jedynie z uwagi na poważną i ciężką rację dobra publicznego (…)”.  Uważam także, iż nie budzi obiekcji finałowa scena dobrowolnego skoku Ripley do rozpalonego pieca hutniczego (w celu unicestwienia tkwiącego w niej Obcego). Między jej śmiercią a śmiercią Obcego nie zachodzi tu bowiem związek przyczynowo – skutkowy; ten pierwszy zgon nie jest  środkiem do uzyskania drugiego. Obcy nie ginie w sensie technicznym dzięki jej śmierci, może się bowiem wydostać z jej ciała (co w wersji kinowej filmu zresztą dzieje się na sekundę przed znalezieniem się bohaterki we wnętrzu pieca) i spłonąć w miejscu swych narodzin niezależnie od tego czy Ripley także umrze czy nie. Oczywiście po ludzku jej śmierć jest pewna, ale ciągle uboczna względem chcianego efektu (pokonania stwora), przez co czyn tej postaci nie różni się zbytnio od chwalebnego spowodowania przez Samsona zawalenia się filistyńskiej świątyni, pod której gruzami on sam zginął (jemu też bowiem na jego własnej śmierci nie zależało jako na celu bądź środku). Są to działania dopuszczalne w myśl tzw. zasady podwójnego skutku. Postawa podobna do zachowania Ripley czy owego biblijnego siłacza, którzy na płaszczyźnie woli nie dążą do samobójstwa, nie wyklucza nawet pewnych starań o zachowanie swego życia (np. modlitwy o cud, który w przypadku bohaterki omawianego filmu mógłby przybrać formę podobną do uratowania znanych z Pisma Świętego młodzieńców wrzuconych do pieca). Sam zaś fakt poświęcenia aż tak ważnego dobra, jakim jest życie, dla dobra ludzi sprawia, że czyn Ripley jest wręcz godny szczególnej pochwały jako akt niezwykłego bohaterstwa, będący pięknym zwieńczeniem jej pełnych cierpienia, ale i heroizmu losów. Podsumowując – choć część ta miejscami wydaje się gorsza moralnie od poprzednich, to ciągle zawiera w sobie na tyle dużo dobra, iż jawi się jako godna polecenia dorosłym widzom.  Michał Jedynak /.../