Filmy
Irlandczyk

Ocena ogólna:  Dobry ale z bardzo poważnymi zastrzeżeniami (+1)

Tytuł oryginalny
The Irishman
Data premiery (świat)
27 września 2019
Data premiery (Polska)
22 listopada 2019
Rok produkcji
2019
Gatunek
Dramat/Kryminalny
Czas trwania
209 minut
Reżyseria
Martin Scorsese
Scenariusz
Steven Zaillian
Obsada
Robert De Niro, Al Pacino, Joe Pesci, Anna Paquin, Harvey Keitel, Stephen Graham, Bobby Cannavale, Aleksa Palladino, Domenick Lombardozzi, Kathrine Narducci, Ray Romano, Sebastian Maniscalco, Jesse Plemons
Kraj
USA
BrakNiewieleUmiarkowanieDużoBardzo dużo
Nieprzyzwoity język
Przemoc / Groza
Seks
Nagość / Nieskromność
Wątki antychrześcijańskie
Fałszywe doktryny

Film opowiada historię Franka „Irlandczyka” Sheerana – gangstera i płatnego mordercy na usługach włoskiej rodziny przestępczej Bufalino. Wydarzenia pokazywane są tu oczami samego Franka, który po latach więzienia zbliża się do kresu swoich dni w „domu spokojnej starości”. Zniedołężniały Sheeran opowiada o swoim pełnym zbrodni życiu, a część z tych zwierzeń ma formę spowiedzi. Z opowieści tych wyłania się obraz powojennej Ameryki, w którym dużo miejsca zajmują przenikające się światy gangsterstwa, polityki i biznesu. Film dotyka też jednej z najważniejszych tajemnic Stanów Zjednoczonych, a mianowicie zaginięcia przywódcy związkowego Jimmego Hoffy. Można powiedzieć, że sprawa Hoffy jest najważniejszym z wątków filmu i jako taka postrzegana jest również przez samego Franka „Irlandczyka” Sheerana. Ów bowiem, mający silne związki z mafią, przywódca związkowy przez lata przyjaźni się z Frankiem i jego rodziną. Do tej więc sprawy w retrospekcjach czy też spowiedzi Irlandczyk będzie powracał najczęściej…

„Irlandczyk” oparty jest na książce pod niewinnie brzmiącym tytułem: „Słyszałem, że malujesz domy”. Ta lektura jest zapisem rozmów, które przeprowadził Charles Brandt z bliskim już śmierci działaczem związkowym, a jednocześnie mafiosem i zabójcą na zlecenie – Frankiem „Irlandczykiem” Sheeranem. Człowiek ten pomimo swojego irlandzkiego pochodzenia pracował przez lata dla włoskiej mafii, a prokurator Giuliani zaliczał go nawet do grupy jej najważniejszych członków. Warto jednak zaznaczyć, iż niniejsza recenzja nie dotyczy książki, a jedynie filmu. Nie mniej warto wspomnieć, że „Irlandczyk” oparty jest na rzeczywistych wspomnieniach przestępcy, które zostały zapisane, a może nawet „wydobyte” przez jego rozmówcę – Charlesa Brandta, któremu nie obce były techniki przesłuchań. A zatem, biorąc nawet poprawkę na to, iż w filmie pewne rzeczy z tej historii oddane mogą być w sposób skrótowy czy uproszczony, to jednak widzowie mogą się spodziewać, że pokazuje on zasadniczo prawdziwe zdarzenia. Można więc powiedzieć, że film ten ma pewną wartość edukacyjną. Warto także zwrócić uwagę na tytuł książki -„Słyszałem, że malujesz domy”, który to później pada też w filmie „Irlandczyk”. Zdanie to kieruje mianowicie do Sheerana przywódca związkowy Hoffa przy ich pierwszym spotkaniu. Pod tym niewinnie brzmiącym określeniem kryje się mordowanie ludzi na zlecenie w taki sposób, by krew ofiar tryskała na ściany. Zdanie to w dużym stopniu oddaje ducha ludzi, z którymi mamy tutaj do czynienia, zawierając w sobie zimne okrucieństwo i brutalność, połączone z zakłamaniem. Zaznacza też, że wielu nieraz znanych, wpływowych, a nawet szanowanych obywateli USA dobrze wiedziało, z kim wchodzi w układy.

Przechodząc do samego filmu, trzeba powiedzieć na początku, że „Irlandczyk” może być dla części widzów pozytywnym zaskoczeniem. Wszak po historii opowiadanej z punktu widzenia mafiosa można się było spodziewać wiele złego. Takim złem mogła być chociażby jakaś forma uatrakcyjniania „profesji” płatnego mordercy czy też samej mafii. W filmach poświęconych zorganizowanej przestępczości nieraz przecież widzimy głównego bohatera przedstawianego w taki sposób, by widz jakoś z nim sympatyzował, czy nawet podziwiał za pewne cechy (typu błyskotliwa inteligencja, wyjątkowa odwaga, a nawet takie błahostki jak ciekawa stylizacja). Sama mafia również już nieraz bywała przedstawiana wręcz jako ostoja tradycyjnych rodzinnych wartości. Wbrew takim uzasadnionym obawom „Irlandczyk” daleki jest od wszelkich prób koloryzowania czy to całej włoskiej mafii, czy poszczególnych przestępców z nią związanych. Obraz zorganizowanej przestępczości daleki jest tutaj od atrakcyjności, wręcz przeciwnie raczej może zniechęcać do wchodzenia na podobną drogę. Wydźwięk, zwłaszcza drugiej połowy, „Irlandczyka” jest taki, że w zasadzie poza pieniędzmi (i to nie zawsze) członkowie mafii nic nie zyskują. A z tych pieniędzy, o ile uda im się dożyć starości, mają taki pożytek, że mogą sobie kupić „wypasioną” trumnę. Frank „Irlandczyk” Sheeran zanim dojdzie do kresu swoich dni, po drodze straci też wszystko, co było dla niego ważne: miłość i szacunek dzieci, przyjaźń i wolność.

To ogólne wrażenie, jakie wywiera film, iż droga zbrodni często nie popłaca już w doczesnym życiu, bardzo wzmacnia pewien prosty zabieg, który należy zdecydowanie pochwalić, a mianowicie chyba przy większości prezentowanych postaci ukazuje się krótka wzmianka o tym, kiedy i jak zginęli. I okazuje się, że niewielu zmarło śmiercią naturalną, większość zaś zamordowana przez podobnych sobie bandytów. Można więc powiedzieć, iż film ten niejako przestrzega przed wchodzeniem na drogę zbrodni.

Pewną zaletą filmu jest też to, że pokazuje też drogę Irlandczyka do stania się płatnym mordercom na usługach mafii. Istotnym punktem na tej drodze jest dokonywanie na rozkaz dowódca bezprawnych egzekucji na niemieckich żołnierzach w czasie II wojny światowej. Później w czasie pokoju Sheeran dopuszcza się też innych przestępstw, poczynając od kradzieży w zakładzie pracy, wymuszeń, pobić. Wreszcie staje się płatnym mordercą, który, na rozkaz zabije nawet swojego przyjaciela.

Warto też wspomnieć, że jest to jeden z nielicznych obrazów filmowych, w którym dużo miejsca poświęca się starości. Starość jest tutaj pokazana jako bardzo ważny etap życia, gdyż niejako odziera człowieka z różnych złudzeń, próżności, zadufania we własne siły. Zmusza też oczywiście do różnych refleksji nad swoim życiem, od których nieraz człowiek skutecznie uciekał przez wiele lat. Jak pokazuje film na starość nieraz ludzie którzy budzili grozę, stają się po prostu śmieszni, by nie powiedzieć żałośni. Ten etap życia w naturalny sposób skłania też do rozważań nad śmiercią i nad tym, co po niej. W filmie mamy tego może krótki, ale dość wyrazisty, przykład w spowiedzi Irlandczyka. W scenie rozmowy z księdzem pojawia się tu dość ciekawa i celowo niedomknięta rozmowa na temat tego, co właściwie oznacza żal za grzechy.

Jeśli chodzi o negatywne strony filmu, to nie sposób pominąć tu masy wulgaryzmów, które padają z ust aktorów. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że jest to jedynie oddanie prawdy o pokazywanych w tej produkcji postaciach. Jest to jednak dość naciągane usprawiedliwienie, gdyż nie wszystkie złe rzeczy powinny być pokazywane na ekranach dosłownie i nieraz wystarczy większa inwencja reżysera, by dane zło zasugerować, nie epatując nim widza. Na domiar złego wulgaryzmy tu zawarte nawiązują często do perwersyjnych czynności seksualnych. Z drugiej strony nie ma w tym filmie takich wad, których można się było obawiać ze względu na jego tematykę – przemoc nie jest aż tak obfita i nie sprawia wrażenia pokazywanej dla zabawienia widza, nadto nie ma tu żadnych scen seksu czy lubieżności (mimo że np. romans głównego bohatera dawałby ku temu pretekst).

Inną poważną wątpliwością związaną z „Irlandczykiem” jest jego, jakby nie było, przynależność do kategorii kina gangsterskiego. Ten rodzaj kina zaś z reguły nie jest godzien polecenia, gdyż czyniąc z przestępców czy wręcz zbrodniarzy głównych bohaterów odwraca niejako właściwy porządek rzeczy. Z zasady bowiem lepiej jest, gdy, oglądając kryminalną historię, widz skupia się np. na kibicowaniu działaniom policji czy współczuciu ofiarom. Z drugiej strony, może ktoś powiedzieć, iż takie odwrócenie zaowocowało w literaturze choćby jedną z najbardziej wartościowych moralnie powieści, czyli „Zbrodnią i karą” Dostojewskiego. Problem w tym, że sztuka filmowa jest, rzec można, bardziej nachalna w przekazie i mniej skłaniająca odbiorcę do osobistej refleksji niż literatura.

Podsumowując, choć z bardzo poważnymi wątpliwościami, oceniamy jednak film pozytywnie ze względu na jego ogólny przekaz, a po części też ze względu na bardziej umiarkowane posługiwanie się tu przemocą niż można by się spodziewać, a także brak obscenicznych scen. Niemniej jest to produkcja, którą polecamy ze sporą ostrożnością jedynie dojrzałym widzom, którzy nie mają zbytniej skłonności do posługiwania się wulgarną mową, czy usprawiedliwiania tego zjawiska. Jednocześnie zastrzegamy, że film ten stanowi raczej pozytywny wyjątek na tle całości kina gangsterskiego, od którego z reguły lepiej trzymać się z daleka.

Marzena Salwowska

Grafika dołączona została do powyższej recenzji za witrynami internetowymi: Filmweb, CNN

13 stycznia 2024 16:05