Tag Archive: poświęcenie

  1. Adwokat

    Leave a Comment Film ten opowiada autentyczną historię procesu sądowego, który wytoczyła grupa rodziców reprezentowanych przez wziętego adwokata Johna Schlichtmanna przeciwko jednej z wielkich korporacji. Firma ta miała zatruwać swymi odpadami wodę, która z kolei wykorzystywana przez miejscową ludność, powodowała wzrost zachorowań na białaczkę. W skutek tego zmarło dwoje dzieci.  Schlichtmann początkowo niechętnie bierze tę sprawę i nie ma zamiaru poważnego zaangażowania się w nią (gdyż nie widzi tu perspektywy zysków). Ten stan rzeczy zmienia się, kiedy, przypadkowo, na własne oczy widzi zanieczyszczoną rzekę, odkrywając dowody na to, że korporacja z którą ma się procesować wyrzuca do niej chemikalia. Schlichtmann zaczyna więc całym sercem angażować się w sądową batalię, ale wraz z upływem czasu, on i jego współpracownicy z kancelarii stają na progu finansowego bankructwa. Ostatecznie, główny bohater traci w walce z korporacją nie tylko pieniądze, ale też partnerów i przyjaciół.  STOSUNEK DO NIEKTÓRYCH Z WARTOŚCI MORALNYCH Omawiana produkcja pokazuje przemianę początkowo cynicznego i nastawionego na zyski oraz robienie kariery Schlichtmanna w człowieka, który gotów jest poświęcić wszystko, by dochodzić praw należnych słabym i pokrzywdzonym.  Ten adwokat z wyrachowanego karierowicza staje się prawdziwym i niemalże heroicznym obrońcą sprawiedliwości. Chociaż, w filmie tym brak jest jasnych odwołań do chrześcijaństwa, pomimo to można go uznać za swego rodzaju przypowieść, w której chrześcijańskie prawdy o tym, że należy kochać sprawiedliwość oraz brać w obronę słabych i skrzywdzonych, lśnią jasnym blaskiem. NIEPRZYZWOITY JĘZYK W filmie zawarte zostały trzy wulgarne (słowo f**ck w j. angielskim)  wyrażenia oraz kilka bardziej lekkich, ale również uważanych za nieprzyzwoite zwrotów. SEKS, NAGOŚĆ I NIESKROMNOŚĆ Nie ma tu żadnych scen nagości, seksu albo innych czynności o charakterze ewidentnie erotycznym (np. zmysłowych pocałunków). W omawianej produkcji nie są też eksponowane nieskromne ubiory. PRZEMOC Nie ma tu żadnych scen przemocy.     /.../
  2. 1920. Wojna i miłość (serial TV)

    Leave a Comment Serial ten opowiada o losach trzech żołnierzy, których losy połączył fakt odzyskania w 1918 roku przez Polskę niepodległości.  Wszyscy oni w czasie I wojny światowej służyli w armiach zaborców, lecz po skończeniu owej wojny, dane im będzie razem wstąpić do wojska odrodzonego Państwa Polskiego. Jak wiemy z historii, niebawem będą zmuszeni znów walczyć, tym razem jednak nie w interesie obcych władców, ale w obronie niepodległości Polski przed inwazją bolszewickiej Rosji.  W tle owych wojennych zmagań obserwujemy też miłosne perypetie bohaterów, a także społeczne realia odradzającego się Państwa Polskiego. Produkcja ta ma z pewnością kilka swych mocnych punktów. Niewątpliwie na pochwałę zasługuje tu jej wyrazisty antykomunizm, patriotyzm i pieczołowite ukazanie takich tradycyjnych cnót jak: odwaga, waleczność i poświęcenie. Serial ten w sympatyczny sposób pokazuje też chrześcijaństwo (niektórzy z pozytywnych bohaterów czasami modlą się, chodzą do kościoła  i z szacunkiem wypowiadają imię Boże). Można też powiedzieć, iż na przykładzie postaci Józefa (dawnego oficera armii austro-węgierskiej) widzom przybliżono sylwetkę pobożnego, wiernego oraz oddanego męża i głowy rodziny . W jednej ze scen zasugerowano, że nie korzysta on z okazji by zdradzić swą żonę, mimo że przeżywa poważny psychiczny kryzys wynikający z podejrzenia,  iż jego małżonka wyszła za niego nie z miłości, lecz po to by móc skuteczniej szpiegować polską armię. Niestety jednak, te zalety są dość mocno osłabiane przez  pokazywanie tu niczym czegoś normalnego i pożądanego pewnych wad oraz nieprawości. I tak np. widzimy tu, jak niektórzy z Polaków mszczą się na „czerwonoarmistach” zabijając ich bez wyroku sądowego  również wtedy, kiedy ci są już bezbronni i wzięci do niewoli. Jeden z bohaterów serialu formuje nawet oddział, którego specjalnym celem jest zabijanie wszystkich bolszewickich żołnierzy, bez rozróżnienia czy ci chcą dalej walczyć, czy też się poddają (jak mówi: „Nie bierzemy jeńców„). Niestety, ta aż nadto wątpliwa postawa, nie spotyka się z żadną wyraźną krytyką czy naganą ze strony innych pozytywnych postaci tego  filmu.  Innym dwuznacznym moralnie elementem tej produkcji jest to, iż bujne „nocne życie” Warszawy z jego nieskromnymi strojami i tańcami, jest tu przedstawione w dość przychylny sposób. Logicznym efektem owej sympatii względem tak niebezpiecznych miejsc i sytuacji wydaje się też być jedna ze scen owego serialu, gdzie nastoletni żołnierz po tym jak prawdopodobnie oddawał się rozpuście z jedną z sanitariuszek zostaje za to „de facto” pochwalony przez swego dowódcę (i tym razem nikt nie gani podobnych zachowań). Mirosław Salwowski /.../
  3. Człowiek ringu

    Leave a Comment Oparta na autentycznej historii opowieść o słynnym bokserze, Jimie Braddocku, który po serii przegranych walk, odchodzi od sportu i w dobie tzw. Wielkiego Kryzysu, musi imać się różnych prac, by utrzymać swą rodzinę. W pewnym momencie przed Braddockiem pojawia się możliwość powrotu na ring, tyle tylko, że w tym celu musi zmierzyć się z przeciwnikiem, który ma opinię prawdziwego bokserskiego „zabijaki” (gdyż niektórzy z jego rywali umierali po walce w skutek odniesionych ran). Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej „Człowiek ringu” wydaje się być filmem z bardzo mocnym i pozytywnym przesłaniem, które mimo wszystko przeważa nad jego najbardziej wątpliwym elementem, a mianowicie ukazaniem zawodowego boksu (zwanego też „komercyjnym i rozrywkowym mordobiciem„) w aurze wręcz romantycznej wzniosłości. Istotnie bowiem, wielka szkoda, iż tłem dla tak wyrazistego, przekonywującego i wzruszającego ukazania takich tradycyjnych wartości jak przywiązanie do rodziny, troska i poświęcenie dla bliskich, pracowitość, modlitwa i wiara w Boga, stały się pokazy krwawych walk pięściarskich urządzanych po to by dostarczać w taki chory i spaczony sposób rozrywkę dla publiczności.  Jednak mimo wszystko, w wypadku tego konkretnego filmu, życzliwość dla nieprawości, jaką jest zawodowy boks, nie wydaje się zatruwać i psuć całości tego dzieła.  Pięściarstwo zdaje się tu bowiem być bardziej tłem niż głównym tematem tego obrazu. Centralnym punktem „Człowieka ringu” wydaje się być właśnie ukazanie wielkiej miłości głównego bohatera do swej żony i dzieci oraz tego,  jak silna i tradycyjna rodzina potrafi przetrwać najtrudniejsze z chwil. Pewną niemałą wadą owego filmu jest też obfitość zawartej tu wulgarnej mowy, ale w tym aspekcie jej szkodliwość może być w pewien sposób łagodzona przez fakt, iż takie słownictwo jest tu używane nie przez jednoznacznie pozytywnych bohaterów, ale przez postaci pokazane, jako bardziej dwuznaczne lub wręcz wyraźnie negatywnie moralne. Podsumowując – „Człowiek ringu” to zasadniczo dobry film, ale oglądając i polecając go innym, trzeba mieć na uwadze słuszność przekonania, iż zawodowy boks jest czymś zdecydowanie złym i nieprawym. /.../
  4. Obrońcy skarbów

    Leave a Comment Akcja „Obrońców skarbów” rozpoczyna się w momencie, kiedy wiadomo, że losy II Wojny Światowej są już przesądzone, jednak Niemcy nie dają jeszcze za wygraną, grabiąc co się da i niszcząc to, czego nie da się zagrabić. W tej sytuacji dla ochrony najcenniejszych skarbów kultury powołana zostaje do życia amerykańska jednostka specjalna. Jest to szczególny oddział złożony z niezbyt sprawnych, niekoniecznie najmłodszych, nie odznaczających się idealnym zdrowiem i bojowymi umiejętnościami wybitnych ekspertów w dziedzinie historii sztuki. Większość tej naprędce zmontowanej jednostki nie brała dotąd udziału w walkach na frontach II wojny światowej, nie z powodu pacyfistycznych przekonań, czy braku odwagi, ale raczej z tego względu, że stan zdrowia lub wiek dyskwalifikował ich do służby wojskowej. Oddział ten zatem zostaje utworzony specjalnie do ochrony i odzyskiwania dzieł sztuki. Nie jest to zadanie ani łatwe, ani bezpieczne. Bohaterowie filmu muszą zmagać się nie tylko z żołnierzami wroga, ale także z niezrozumieniem ze strony dowódców alianckich, którym troska o dzieła sztuki, gdy wokół ginie tylu ludzi, wydaje się zwykłą fanaberią. Oddział musi się też śpieszyć, żeby zdążyć przed żołnierzami sowieckimi, którzy w przeciwieństwie do Amerykanów, nie zamierzają zwracać odnalezionych artefaktów ich prawowitym właścicielom. Na początek, przy ocenie tego, opartego na prawdziwych wydarzeniach, filmu warto  zauważyć, że prawie nie ma w nim pewnych, często występujących we  współczesnym wojennym kinie, negatywnych elementów w rodzaju: – typowego dla gatunku cynizmu -kwestionowania pojęcia „sprawiedliwej wojny” – pogardy dla patriotyzmu, ukazywanego jako wabik na naiwne „mięso armatnie” – przedstawiania zasad moralnych obowiązujących w czasie pokoju jako nieaktualnych i nieprzystających do sytuacji wojny Za to, znajdziemy w filmie bezpośrednie lub pośrednie liczne pozytywne odniesienia do takich wartości jak: szacunek dla ludzkiego życia i dziedzictwa kulturowego, honor, patriotyzm, braterstwo, odwaga, rodzina, czy nawet (może nie dość zaakcentowana) pochwała wierności małżeńskiej. Dużą zaletą filmu jest też jego przesłanie, które nie czyniąc ze sztuki bożka, ukazuje ją jednak jako wartość cenniejszą od złota. I choć film ten wprost nie zachwala chrześcijaństwa, to czyni to niejako przy okazji, gdy wyraża podziw dla sztuki europejskiej. A ponieważ tak się, nie przypadkiem, składa, że większość wartościowej twórczości Starego Kontynentu to dzieła sakralne lub bezpośrednio inspirowane chrześcijaństwem, film pokazuje też kulturotwórcze znaczenie religii. Niestety, choć film jako całość, wyraźnie wybija się na tle współczesnej kinematografii czystością przekazu i moralności bohaterów, to widnieje na nim kilka plam. Trzeba tu odnotować parę wpadek w dziedzinie języka, takich jak kilka wulgaryzmów i, co gorsza, używanie imienia Bożego nadaremno (w sytuacjach silnego stresu). Z uwzględnieniem więc powyższej uwagi co do niefrasobliwości używanego tu języka, film można polecić jako wartościową rozrywkę, która przybliża nam jeden z niezbyt znanych epizodów II Wojny Światowej. Marzena Salwowska       /.../
  5. Byliśmy żołnierzami

    Leave a Comment Fabularny zapis jednej z najkrwawszych bitew wojny w Wietnamie, która miała miejsce w dolinie Ia Đrăng, w 1965 roku. Śledząc dramatyczną walkę amerykańskich żołnierzy z komunistycznym „VietKongiem”, jednocześnie co pewien czas obserwujemy reakcje pozostałych w domach  żon tychże żołnierzy- niektóre z nich zostają wdowami, a inne z niepokojem czekają na wiadomość o swych mężach. Film „Byliśmy żołnierzami” z pewnością ma dużo mocnych punktów. Z sympatią pokazuje chrześcijaństwo, modlitwę, zaś imię Boga, Pana Jezusa i Pismo święte są tu traktowane z należnym szacunkiem. Mamy tu też ciepły i pozytywny obraz tradycyjnej, chrześcijańskiej i wielodzietnej rodziny (na przykładzie domu głównego bohatera). Tytułem zalet trudno też nie wspomnieć o patriotycznym i antykomunistycznym (choć bez demonizowania walczących komunistów) wydźwięku tej produkcji. Pozytywne wrażenie robią tu też obrazy ukazujące odwagę, waleczność i poświęcenie tak żołnierzy, jak również i – w pewnym sensie – ich żon, które zostając w domu i oczekując na wiadomości o swych mężach, czynią to z godnością. Jako dwuznaczne i wątpliwe elementy  tego filmu należy jednak wskazać na obfitość wulgarnej mowy, a także być może – zbytnią szczegółowość w pokazywaniu, doznawanych na froncie wojennym, krwawych ran. Jest kontrowersyjne, czy w imię troski o zachowanie tzw. realizmu, należy tak epatować widzów owymi rzeczami. Mirosław Salwowski /.../
  6. Zambezia

    Leave a Comment Z dala od wielkich miast i uczęszczanych szlaków, gdzieś w Afryce pod nadopiekuńczymi skrzydłami ojca dorasta młody sokół Kai. Kai pragnąłby jak najszybciej opuścić gniazdo, jest żądny przygód i bardzo ciekaw świata. A to nie wzbudza zachwytu jego owdowiałego rodzica, dla którego to, co poza gniazdem, jest tylko zagrożeniem. Pewnego dnia młody sokół dowiaduje się przypadkowo o istnieniu wspaniałej ptasiej metropolii – Zambezi, której bezpieczeństwa strzeże elitarny oddział -Dziobasy Przestworzy. Zafascynowany Kai postanawia wyruszyć do ptasiego miasta -państwa, by tam wstąpić w szeregi Dziobasów. „Zambia”, jak już może czytelnik się domyśla, stara się kształtować w dzieciach postawy obywatelskie i patriotyczne (może nawet z lekką przesadą, gdyż parę razy w bajce tej pada powiedzenie „Zambia jest najważniejsza”).  A że coraz rzadziej promuje się takie wartości w produkcjach dla najmłodszych, warto docenić wysiłek twórców filmu.  Prezentuje się tu też wyraźnie pozytywny stosunek do służby wojskowej (również zawodowej) jako jednego z obowiązków wobec ojczyzny. Docenione jest też bohaterstwo w walce, obrona słabszych, gotowość do poświęcenia swojego życia dla ratowania innych, czy rycerskość wobec zwyciężonego wroga. Inną zaletą filmu jest wyważone ukazywanie „konfliktu pokoleń”.  „Zambezia” pokazuje, że młodsi i starsi mogą się od siebie nawzajem uczyć i jest to czynione bez podważania zasadności władzy rodzicielskiej i obowiązku czci wobec rodziców. Dużym atutem tego obrazu jest też pokazywanie pozytywnego (ale nieutopijnego) wzoru państwa, które dąży do sprawiedliwości i szczęścia swoich obywateli, nie prowadzi agresywnej polityki, ale jest gotowe do obrony, zachowuje też otwartość na pozytywne zmiany. Nie przypadkiem antybohaterem w tej opowieści jest bezwzględny i żądny władzy jaszczur, który pragnie zniszczyć ptasie miasto. Niestety, „Zambezia” nie jest wolna od pewnych, typowych dla współczesnych produkcji dla dzieci, wad. Chodzi tu głównie o chęć trafienia „przy okazji” do starszych odbiorców, co wiąże się z nasączaniem tej, zasadniczo dobrej bajki, niezbyt stosownym słownictwem (kilka wyrażeń na granicy wulgarności), czy aluzjami o charakterze erotycznym (typu „gorące skrzydełka”, „ktoś tu na kogoś leci”). Film jest jednak zasadniczo ciekawą i wartościową propozycją, którą można, z pewna ostrożnością ze strony rodziców, oferować również najmłodszym widzom. Marzena Salwowska   /.../
  7. Nad życie

    Leave a Comment Historia znanej polskiej siatkarki Agaty Mróz-Olszewskiej, która, cierpiąc na bardzo poważną chorobę, zdecydowała się na urodzenie swego dziecka, mimo że ze względów zdrowotnych otaczający ją ludzie, doradzali jej, by dokonała aborcji. Wskazana wyżej główna treść tego filmu pozwala (mimo pewnych jego poważnych wad) na zaliczenie go do wartych pochwały i polecenia. Odmowa zabicia niewinnego nienarodzonego dziecka nawet, by ratować swoje życie, jest bowiem chrześcijańskim obowiązkiem miłości, o którym przypomina tradycyjne nauczanie katolickie.  Każdy zatem film, który w swej głównej treści poświęcony jest ukazaniu w dobrym świetle owej postawy, zasługuje na wyróżnienie i uznanie. Choć wiemy, że przed dramatyczną końcówką swego życia, Agata Mróz, raczej nie prowadziła świątobliwego życia (seks przedmałżeński, udział w erotycznej sesji zdjęciowej dla jednego „z pism dla panów”, zgoda na zakładanie nieskromnych strojów, które wymagane są do praktykowania kobiecej siatkówki), tym bardziej możemy być wdzięczni Bogu, iż mimo tych wad, ostatecznie, w tak ważnej sprawie, jaką jest szacunek dla życia niewinnych, postąpiła ona zgodnie z Bożymi zasadami i przykazaniami. Paradoksalnie zaś rzecz biorąc, historia życia tej niewiasty pokazuje nam, że Bóg potrafi „pisać po krzywych liniach ludzkich”, a zło, które czyniliśmy wcześniej, nie przekreśla możliwości podejmowania właściwych i dobrych moralnie decyzji w przyszłości, nawet gdy może to wiązać się dla nas z bardzo poważnymi i przykrymi konsekwencjami. Owszem, im bardziej brniemy w zło, tym trudniej może nam być później postępować dobrze (zwłaszcza w ekstremalnych okolicznościach), ale nie oznacza, że nie będzie to absolutnie niemożliwe. Wykazane powyżej paradoksy życia Agaty Mróz (wcześniejsze poważnie niemoralne czyny i późniejsze jej wręcz heroiczne postępowanie) w pewien sposób odbiły się też na omawianym filmie. Nie byłoby w tym nic złego (wszak nie chodzi o to, by ukrywać fakt czyjegoś złego postępowania), gdyby nie to, że w produkcji tej nie tylko nie ma żadnych wyraźniejszych krytycznych sugestii wobec pewnych niemoralnych działań głównej bohaterki. Co gorsza, wówczas, gdy w sposobie ich pokazania, twórcy winni zachować najwyższą ostrożność i powściągliwość (chodzi głównie o sceny seksu przedmałżeńskiego, ale po części także o ujęcia pokazujące niezbyt skromne tańce) oni, przeciwnie, ukazali je z dużą wyrazistością i szczegółowością. Gdyby nie ten smutny fakt, dalibyśmy owemu filmowi jedną z najwyższych ocen na naszym serwisie, a więc „+3”, a tak zmuszeni jesteśmy obniżyć ją do „+2”. Mirosław Salwowski /.../
  8. Ma-i We-i

    Leave a Comment Film ten został zainspirowany prawdziwą historią Yang Kyoungjonga, Koreańczyka, któremu w czasie II wojny światowej przyszło służyć w trzech armiach – kwantuńskiej, sowieckiej i niemieckiej. W tym konkretnym obrazie Yang Kyoungjong przedstawiony jest jako Kim Jun-shik, którego historię życia możemy śledzić już od jego wczesnych lat chłopięcych. Widzimy więc, jak Kim Jun dorasta w Korei znajdującej się od 1910 roku pod okupacją Japonii, a jego pasją jest wyczynowe bieganie. Gdy Kim Jun jest młodym mężczyzną, staje do biegu z Japończykiem Tatsuo, którego co prawda pokonuje w tych zawodach, jednak opanowane przez Japończyków jury fałszywie przypisuje zwycięstwo Tatsuo. Ten oszukańczy werdykt wywołuje zrozumiałe oburzenie ze strony Koreańczyków, co z kolei doprowadza do gwałtownych zamieszek. W wyniku owych rozruchów Kim Jun i jego koreańscy znajomi zostają skazani przez japoński sąd na karę przymusowego wcielenia do armii Cesarstwa Japonii. Kim Jun wraz ze swymi towarzyszami dostaje się pod dowództwo Tatsuo, który znęca się nad żołnierzami koreańskiego pochodzenia. Tak się jednak składa, iż w czasie jednej z bitew, jaki Japonia stoczyła ze Związkiem Sowieckim Tatsuo, zostaje wzięty jako jeniec do sowieckiej niewoli razem z Kim Jun i innymi Koreańczykami. Tam z kolei sytuacja się odwraca, gdyż przełożonym jeńców zostaje jeden z Koreańczyków, który zaczyna mścić się na japońskich żołnierzach za doznawane od nich wcześniej upokorzenia i niesprawiedliwości. Ostatecznie, Kim Jun i Tatsuo po tym, jak zostają wcieleni do armii sowieckiej, w wyniku wojennej zawieruchy lądują w niemieckim Wehrmachcie, z którego szeregów podejmą próbę ucieczki. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film „Ma-i We-i” należy pochwalić za to, iż stanowi piękną i w swym głównym przesłaniu tradycyjnie chrześcijańską opowieść o tym, że przebaczenie swym wrogom jest możliwe, a ponadto można nawet się za tych wrogów poświęcić. Co prawda, nie ma w tej produkcji jawnych odwołań do chrześcijaństwa, jednak wskazana powyżej jego główna treść i lekcja w tak silny sposób korespondują z jedną z zasadniczych cech moralności chrześcijańskiej, iż trudno jest nie nazwać tego filmu przynajmniej w faktycznym sensie głęboko chrześcijańskim. W pewien pośredni sposób można zresztą powiedzieć, iż pogańska duchowość zostaje tu poddana naganie, gdyż jednym z głównych negatywnych bohaterów tego filmu jest właśnie pogańska Japonia z jej bałwochwalczym stosunkiem do panującego cesarza oraz kultem śmierci przejawiającym się np. w obowiązkowym popełnianiu samobójstwa, wówczas, gdy w mniemaniu przełożonych popełniło się coś mającego zawieść oczekiwania cesarza. Te negatywne cechy, którymi niegdyś charakteryzowali się wyznający pogaństwo Japończycy zostały tu pokazane, co może stanowić źródło cennych refleksji na temat wyższości cywilizacji chrześcijańskiej nad kulturami wykreowanymi przez pogańskie społeczności. Inną sprawą jest to, że jeden z elementów poświęcenia pokazanego w tym obrazie jest wątpliwy etycznie, gdyż wiąże się z zachęcaniem do kłamstwa, ale ów wątek można zniwelować wykładając widzom poprawne nauczanie na ów temat – czyli, że nigdy i w żadnych okolicznościach nie wolno kłamać. Film ten można też docenić za to, iż nie ma w nim żadnych scen seksu, nagości i że nie epatuje on obscenicznością oraz nieskromnością. Owszem jest w nim dużo scen mniej lub bardziej wyrazistej przemocy, ale mimo wszystko nie robią one wrażenia uczynionych w celu ekscytowania czy zabawiania za ich pomocą widza. Polecamy zatem film pt. „Ma-i We-i” jako przykład budującego i niezwykle wartościowego obrazu na temat przebaczenia wrogom, miłości do bliźniego oraz poświęcenia jakie można okazywać w imię tych wartości. Mirosław Salwowski /.../
  9. Sierpniowe niebo. 63 dni chwały

    Leave a Comment Punktem wyjściowym dla tego filmu jest znalezienie przez pracowników budowy pamiętnika z czasów powstania warszawskiego oraz kości poległych w czasie jego trwania. To odkrycie jest jednak nie na rękę inwestorowi budowy (Podsiolakowi), na której terenie go dokonano, gdyż ujawnienie takowego wiązałoby się dla inwestora ze stratami finansowymi.  Dlatego też próbuje on namówić kierownika budowy, by oszukał opinię publiczną, przenosząc znaleziony pamiętnik i kości poza teren prac budowlanych. O wszystkim dowiaduje się jednak grupa młodych ludzi, którzy oburzeni takim brakiem szacunku względem narodowych świętości, organizują protest w tej sprawie. Obok zarysowanego powyżej wątku ze współczesności ów film zawiera też równoległe nawiązania do powstania warszawskiego jako takiego. Śledzimy tu bowiem losy jego młodych  uczestników, a przeplatane to jest też autentycznymi historycznymi zdjęciami z gwałtownych wydarzeń, jakie działy się w owym czasie, w Warszawie. OBECNOŚĆ NIEKTÓRYCH Z WARTOŚCI MORALNYCH W omawianym filmie takie grzechy jak nieuczciwość, chciwość i łapówkarstwo są reprezentowane przez tych spośród jego bohaterów, którzy są  pokazani w zdecydowanie nieprzychylnym i negatywnym świetle. Można więc powiedzieć, że tym samym „Sierpniowe niebo” przynajmniej pośrednio dowartościowuje cnoty przeciwne tym wadom, a więc: uczciwość, skromność oraz zadowalanie się tym, co się ma. Fakt, że ludzie postępujący w owej produkcji w sposób nieuczciwy wywodzą się z  postkomunistycznych układów, dodatkowo sugeruje niechęć wobec komunizmu. W oczywisty sposób film ten składa hołd waleczności, odwadze i patriotyzmowi naszych przodków. Powstańcy warszawscy są tu zresztą skontrastowani z chciwymi i nieuczciwymi biznesmenami mającymi za sobą komunistyczną przeszłość. PRZEMOC Chociaż tematyka filmu niejako narzuca obecność w niej wielu scen przemocy, to trzeba stwierdzić, iż są one tu pokazane z umiarem i ostrożnością.  Widzimy tu bowiem walkę,  słyszymy strzały karabinów i huk granatów, ale nie są przy tym eksponowane sceny ludzi z krwawiącymi ranami, etc. Oglądając ów film nie ma się zatem wrażenia, by intencją jego twórców było epatowanie widza krwawą przemocą czy też rozniecenie w nim chęci rozkoszowania się obrazami takowej. SEKS Nie ma w tym filmie scen przedstawiających współżycie seksualne lub też inne daleko posunięte czynności erotyczne. W jednym miejscu jest sugerowane, iż doszło do zgwałcenia kobiety (bez pokazywania szczegółów), a  inna ze scen zagrana jest w taki sposób, że sugeruje  nierząd (czyli seks przedmałżeński). NIEPRZYZWOITY JĘZYK Mimo że, w filmie występują znani z niesamowicie wulgarnego języka raperzy, paradoksalnie zawiera on małą ilość nieprzyzwoitych słów. Dodatkowo, wulgarną mową posługuje się tu w głównej mierze jeden z negatywnych bohaterów, co raczej nie wzmacnia sympatii do takowego sposobu formułowania swych myśli. NAGOŚĆ I NIESKROMNOŚĆ Jedna ze scen pokazuje częściową nagość (odsłonięte kobiece piersi), ale fakt, że zostało to osadzone w kontekście gwałtu, a więc czynu, który do dzisiaj wzbudza ostre potępienie i dezaprobatę,  sprawia,  iż raczej nie powinna być takowa odbierana przez widzów jako kusząca czy atrakcyjna. W tym filmie nie ma też eksponowania nieskromnych strojów, jednak pojawiają się w nim dość bliskie i poufałe tańce pomiędzy mężczyznami a niewiastami.  Te ostatnie nie są pokazane w sposób, który sugerowałby moralną dezaprobatę względem nich. STOSUNEK DO CHRZEŚCIJAŃSTWA Nie ma tu ani pozytywnych ani negatywnych czy krytycznych odniesień do chrześcijaństwa. W jednej ze scen zawarta została niejasna wzmianka o Aniołach, które miały ukazać się Basi (uczestniczce powstania) w chwili śmierci. FAŁSZYWE DOKTRYNY Jeden z pobocznych wątków filmu wydaje się uwiarygadniać korzystanie z horoskopów. Widzimy tu bowiem jak prowadzący antykwariat Leonard patrzy w horoskop i na podstawie tego mówi, że w dniu 5 sierpnia wydarzy się coś bardzo złego.  Z historii wiemy zaś, że istotnie 5 sierpnia 1944 roku rozpoczęła się w Warszawie tzw. rzeź Woli, w czasie której Niemcy wymordowali – wedle różnych szacunków – od 38 do 65 tysięcy polskich mężczyzn, kobiet i dzieci.   PODSUMOWANIE „Sierpniowe niebo” zasługuje na uznanie ze względu na swój główny motyw, jakim jest wyrażenie uznania dla patriotyzmu i poświęcenia naszych przodków, faktyczne napiętnowanie nieuczciwości, chciwości oraz łapówkarstwa, a także zawarte tam antykomunistyczne sugestie. Fakt, iż twórcom udało się uniknąć epatowania widzów krwawą przemocą, seksem, nagością, wulgarnością i nieskromnością także budzi szacunek. Niepokój budzi jednak tu uwiarygadnianie astrologii a także fakt, iż część publiczności owego filmu może w skutek jego obejrzenia być zainspirowana do bliższego zainteresowania się muzyką rap i hip hop (która stanowi ścieżkę dźwiękową dla tego filmu) będącej w dużej mierze promocją wulgarności, miękkich narkotyków, nienawiści oraz pogardy względem policji.   /.../
  10. Strzelając do psów

    Leave a Comment Film prezentuje jedną z odsłon ludobójstwa w Rwandzie w 1994 r. Nakręcony został na podstawie wydarzeń, które miały miejsce w École Technique Officielle (ETO) w Kigali. Schroniło się tam ponad 2000 cywili z plemienia Tutsi. Za ogrodzeniem placówki ochranianej przez siły pokojowe ONZ czyhają gotowe w każdej chwili do mordu bojówki Hutu. Kiedy oddział ONZ dostaje rozkaz, aby się wycofać, zabierając z sobą jedynie cudzoziemców, w szkole zaczyna się rzeź pozostawionych na pewną śmierć Tutsi. Choć w produkcji tej wzięła udział spora liczba rdzennych mieszkańców Rwandy, które przeżyły rzeź, to film jest opowiedziany z perspektywy dwóch białych ludzi, obywateli francuskich. Główni bohaterowie to bowiem: młody nauczyciel (około roku w Rwandzie) oraz, starszy już, ksiądz katolicki, od lat pracujący na misjach. Twórcy filmu nie zajmują się zbytnio próbą wyjaśniania przyczyn ludobójstwa w tym afrykańskim państwie, skupiają się bardziej na postawach, jakie wobec tego co się działo zajmowali cudzoziemcy. Jako że nie byli oni bezpośrednim celem ataków ze strony bojówek Hutu, mogli wybierać czy i do jakiego stopnia angażować się w pomoc ofiarom. Oczywiście większe zaangażowanie oznaczało faktyczną rezygnację z bezpiecznego statusu cudzoziemca. Dwaj główni bohaterowie filmu -młody nauczyciel i starszy ksiądz wybierają czynną postawę. Jednak jeden z nich nie wytrwa do końca  i w kluczowym momencie opuści podopiecznych, aby ratować własne życie. Właśnie w zestawieniu postaw dwóch głównych bohaterów tkwi największa zaleta filmu. Nie chodzi tu jednak o to, że jedna z nich jest dobra, a druga zła.  Nie, obie są dobre, ale jedna trochę za mało, nie jest dość „ewangelicznie radykalna” by sprostać tak trudnemu wyzwaniu miłości. Film prezentuje na wskroś chrześcijańską koncepcję miłosierdzia. Pokazuje, że są sytuacje, w których „zwykłe” ludzkie odruchy solidarności, choć cenne, są niewystarczające. Myślę, że przesłanie „Strzelając do psów” można  streścić w zdaniu – Bądź gotów wysłać charytatywny sms, bądź gotów poświęcić rok swojego życia na misje, bądź gotów „oddać życie swoje za przyjaciół swoich” (J,15,13). Oczywiście to ostatnie nie jest możliwe bez szczególnego wsparcia w postaci łaski Bożej, co również pokazuje film. Film pokazuje też klęskę świeckich organizacji międzynarodowych (zwłaszcza ONZ), które całkowicie zawodzą pokładane w nich nadzieje, okazując się nieporadne i bezużyteczne. Jedną z najbardziej wyrazistych scen filmu jest ta, w której, tuż za ogrodzeniem strzeżonej przez uzbrojonych w broń palną żołnierzy w niebieskich beretach szkoły, grupa wyposażonych jedynie w maczety ludzi Hutu zabija swoich rodaków z plemienia Tutsi, nie oszczędzając nawet małych dzieci. Nikt nie powstrzymuje rzezi, ponieważ żołnierze ONZ mają zakaz strzelania do bojówkarzy, o ile sami nie zostaną zaatakowani. Niewątpliwym atutem filmu są też częste i pozytywne odwołania do Boga i wiary chrześcijańskiej. Duży akcent położony jest na siłę i pocieszenia, jakie w takich dramatycznych momentach, daje wspólnota wierzących. Niestety film zawiera też pewne nieco dwuznaczne elementy, o których trzeba wspomnieć. Wątpliwość budzić może scena, w której ksiądz Christopher tłumaczy uczniom, że „Jezus jest we wszystkim, w każdym ludzkim sercu, we wszystkim co czujemy i czego dotykamy.”  Tak sformułowane zdanie może przywoływać na myśl różne panteistyczne herezje. Choć ufam, że jest to tylko niefortunne sformułowanie, mająca wyrażać myśl o bliskości Pana Jezusa. Innym wątpliwym elementem jest tu obecność kilku scen, w których ksiądz Christopher najprawdopodobniej posługuje się kłamstwem, dla ratowania życia bliźnich. Co, nie tylko jest moralnym nieporządkiem i złem  samym w sobie, ale też oczywistą oznaką braku wiary w to, że Bóg może (jeśli zechce) ocalić życie człowieka w każdej sytuacji, bez potrzeby choćby najmniejszego grzechu ze strony człowieka. Pewną wadą jest też stosowanie w paru scenach wulgarnego języka, a ponieważ czynią to pozytywni bohaterowie, takie postępowanie może być odbierane jaką rodzaj wzorca. Jednakże, z uwzględnieniem powyższych zastrzeżeń, film jako całość wydaje się dziełem „de facto” chrześcijańskim, nadto posiada duże walory edukacyjne. Marzena Salwowska     /.../