Tag Archive: Mel Gibson

  1. Byliśmy żołnierzami

    Leave a Comment Fabularny zapis jednej z najkrwawszych bitew wojny w Wietnamie, która miała miejsce w dolinie Ia Đrăng, w 1965 roku. Śledząc dramatyczną walkę amerykańskich żołnierzy z komunistycznym „VietKongiem”, jednocześnie co pewien czas obserwujemy reakcje pozostałych w domach  żon tychże żołnierzy- niektóre z nich zostają wdowami, a inne z niepokojem czekają na wiadomość o swych mężach. Film „Byliśmy żołnierzami” z pewnością ma dużo mocnych punktów. Z sympatią pokazuje chrześcijaństwo, modlitwę, zaś imię Boga, Pana Jezusa i Pismo święte są tu traktowane z należnym szacunkiem. Mamy tu też ciepły i pozytywny obraz tradycyjnej, chrześcijańskiej i wielodzietnej rodziny (na przykładzie domu głównego bohatera). Tytułem zalet trudno też nie wspomnieć o patriotycznym i antykomunistycznym (choć bez demonizowania walczących komunistów) wydźwięku tej produkcji. Pozytywne wrażenie robią tu też obrazy ukazujące odwagę, waleczność i poświęcenie tak żołnierzy, jak również i – w pewnym sensie – ich żon, które zostając w domu i oczekując na wiadomości o swych mężach, czynią to z godnością. Jako dwuznaczne i wątpliwe elementy  tego filmu należy jednak wskazać na obfitość wulgarnej mowy, a także być może – zbytnią szczegółowość w pokazywaniu, doznawanych na froncie wojennym, krwawych ran. Jest kontrowersyjne, czy w imię troski o zachowanie tzw. realizmu, należy tak epatować widzów owymi rzeczami. Mirosław Salwowski /.../
  2. Furia (2010)

    Leave a Comment Thomas Craven to owdowiały detektyw, któremu w życiu – oprócz pracy i kilku znajomych – została już tylko, pochłonięta pracą w wielkiej korporacji,  ukochana córka Emma. Nie ma on sposobności by często ją widywać, tak też, gdy pojawia się taka okazja, przygotowuje dla niej pyszną kolację, mając nadzieję, że po raz pierwszy od dłuższego czasu spędzą ze sobą miły, rodzinny wieczór. Ta kolacja przemienia się jednak w istny koszmar – Emma nagle dostaje ataku tajemniczej choroby, by za chwilę zostać brutalnie zabita. Zdruzgotany tym Craven postanawia wszcząć prywatne śledztwo i na własną rękę wymierzyć karę mordercom swej córki. NIEPRZYZWOITY JĘZYK W filmie tym zawarto około 40 wulgarnych i nieprzyzwoitych słów. PRZEMOC/LĘK Przeszło 20 scen obrazujących przemoc bądź mogących wywoływać lęk. Duża część z nich pokazana z wymyślnymi i naturalistycznymi szczegółami typu: tryskająca z ran krew, rozbryzgujące się kawałki mózgu, wystające wnętrzności, etc. Najprawdopodobniej owe sceny miały uczynić ten film atrakcyjniejszym w oczach widza. SEKS Brak jest scen i dialogów zawierających odniesienia lub aluzje seksualne. NAGOŚĆ I NIESKROMNOŚĆ Brak choćby częściowej nagości. Nie ma tu też scen eksponujących nieskromne ubiory. STOSUNEK DO CHRZEŚCIJAŃSTWA Poza krótkimi scenami, w których zawieszony na szyi głównego bohatera krzyżyk  i medalik jest wyraźnie widoczny, w filmie tym nie ma żadnych – ani pozytywnych ani negatywnych jasnych odniesień do chrześcijaństwa. OBECNOŚĆ NIEKTÓRYCH Z WARTOŚCI MORALNYCH W tej produkcji w wzruszający sposób zostały przedstawione więzy rodzinne łączące Cravena z jego córką. Główny bohater wygłasza też parę cennych uwag o tym, jakie życie powinno się prowadzić, by było ono prawe. Niestety jednak te dobre punkty filmu są mocno zaciemnione przez główny motyw prywatnej zemsty w wykonaniu Cravena.  On – mimo, że jest policjantem – nie chce po prostu złapać morderców swej córki i doprowadzić ich przed wymiar sprawiedliwości – ale postanawia na własną rękę wymierzyć im krwawą karę.  Mimo że, takie postępowanie jest moralnie godne napiętnowania i zakazane przez Słowo Boże – które mówi: ” (…) nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście [Bożej]! Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta. Ja wymierzę zapłatę” (Rz 12, 19) – oglądając ów film nie ma się wrażenia, iż jego twórcy chcieli doprowadzić widzów do podobnej konkluzji. Mirosław Salwowski /.../
  3. Przełęcz ocalonych

    Leave a Comment Ten nowy film w reżyserii Mela Gibsona przedstawia niecodzienną, lecz prawdziwą historię jednego z bohaterów II wojny światowej. Jest to opowieść o młodym adwentyście dnia siódmego, Desmondzie Dossie, który z powodu swych głęboko zakorzenionych przekonań religijnych i moralnych, choć co prawda sam wstępuje do amerykańskiej armii, jednak jednocześnie odmawia nie tylko strzelania do wrogów, ale nawet wzięcia karabinu do swej ręki. Jednocześnie zaś, Desmond mimo swego pacyfistycznego nastawienia, stał się bohaterem, gdyż z bezprzykładnym poświęceniem i odwagą ratował rannych żołnierzy (tak amerykańskich, jak również japońskich) przed śmiercią. Za te swe czyny Doss został nawet odznaczony przez Prezydenta USA jednym z najwyższych medali wojskowych. Na płaszczyźnie etycznej i światopoglądowej, „Przełęcz ocalonych” sprawia nam duży kłopot. Z jednej bowiem strony nie można nie podziwiać heroicznego wręcz poświęcenia i odwagi, jaką wykazał się Desmond Doss ratując z pola walki tak swych kompanów, jak i żołnierzy wrogiej japońskiej armii. Można też powiedzieć, iż mimo wszystko, szacunek budzi nieugiętość, szczerość i wytrwałość z jaką Desmond trwał przy swych pacyfistycznych przekonaniach. Z drugiej jednak strony, właśnie fakt owych pacyfistycznych poglądów, jak i ich promowania przez twórców tego filmu budzi bardzo poważne wątpliwości natury tak moralnej, jak i światopoglądowej. W „Przełęczy ocalonych” to bowiem pacyfizm  jest jednym z głównych „bohaterów”, a całość fabuły poprowadzona jest tak, by widz odniósł wrażenie, że postawa, jaką w tym względzie reprezentuje Desmond Doss, jest właściwą interpretacją prawd i zasad podawanych przez Nowy Testament odnośnie używania przemocy i wojny. Pacyfistyczna wykładnia postawy i nauczania Pana Jezusa oraz apostołów na wyżej wspomniane kwestie jest jednak nader wątpliwa. Nie trzeba chyba specjalnie przypominać nauczania Starego Testamentu na temat wojny i przemocy, by widzieć, iż w ramach tego Przymierza Bóg nie tylko tolerował, ale nieraz wprost rozkazywał zabijanie złoczyńców tak w ramach działań wojennych, jak i za pośrednictwem instytucji kary śmierci. Chrześcijańscy pacyfiści twierdzą jednak, że owa Boża aprobata dla takich działań została definitywnie cofnięta przez Jezusa i apostołów, powołując się przy tym głównie na te wypowiedzi Nowego Testamentu, które mówią o tym, iż należy „nadstawić drugi policzek” (Mateusz 5: 39), „miłować swych nieprzyjaciół” (Mateusz 5: 43), „czynić dobrze tym, którzy nas nienawidzą„; oraz nie należy „odpłacać złem za zło” (Rzymian 12: 17), „wymierzać sami sobie sprawiedliwości” (Rzymian 12: 19). Problem z pacyfistyczną interpretacją tych napomnień polega jednak na tym, iż większość z nich można było znaleźć już w Starym Testamencie, który wszak z drugiej strony aprobował zabijanie złoczyńców w ramach wojny i kary śmierci. I tak np. w Księdze Przysłów Bóg dał następujące słowa: „Gdy twój wróg łaknie, nakarm go, gdy pragnie napój go wodą – żar ognia zgromadzisz nad jego głową, a Pan ci za to odpłaci” (tamże: 25: 21 – 22). W innej księdze Starego Testamentu czytamy: „Tego, kto się mści, spotka pomsta od Pana (…) Odpuść przewinę bliźniemu, a wówczas, gdy błagasz zostaną ci odpuszczone grzechy (…) Pamiętaj o rzeczach ostatecznych i przestań nienawidzić (…) Pamiętaj o przykazaniach i nie miej w nienawiści bliźniego, – o przymierzu Najwyższego, i daruj obrazę!” (Mądrość Syracha 28: 1-2; 6-7). W Księdze Kapłańskiej zaś napisane zostało: „Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do swego brata (…) Nie będziesz szukał pomsty” (tamże: 19: 18). Z kolei w Księdze Wyjścia Bóg podał następującą zasadę: „Jeśli spotkasz wołu twego wroga albo jego osła błąkającego się, odprowadzisz je do niego. Jeśli zobaczysz, że osioł twego wroga upadł pod swoim ciężarem, nie pozostawisz go, ale razem z nim przyjdziesz mu z pomocą” (tamże: 21: 4-5). Jak więc widać zasada miłości do nieprzyjaciół, wyświadczania im dobra oraz niemszczenia się na nich mocą własnej prywatnej decyzji nie była rewolucją wprowadzoną przez Pana Jezusa i Apostołów, ale była przez nich powtarzana za nauczaniem Starego Przymierza – które jednak jednocześnie aprobowało zabijanie złoczyńców w niektórych sytuacjach. Albo więc, Bóg w Starym Zakonie popadał w sprzeczność z samym sobą, gdy z jednej strony polecał okazywać miłość wrogom, a z drugiej nakazywał prowadzić wojny i wymierzać karę śmierci, albo też te dwie postawy nie muszą być ze sobą w sposób absolutny sprzeczne. Nie jest zaś czymś bardzo trudnym wykazać, iż także na wojnie można okazywać miłość swym nieprzyjaciołom (nawet jeśli w pewnych warunkach jest się gotowym ich zabić). Na przykład, taką miłością jest karmienie i pojenie wziętych do niewoli jeńców oraz nieznęcanie się nad nimi, opatrywanie ran oraz leczenie rannych żołnierzy wrogiej armii, pochowanie z szacunkiem ciał zabitych wrogów, modlenie się za ich dusze, etc. Nie jest także zbyt trudne do udowodnienia, że potępienia mszczenia się na nieprzyjaciołach da się pogodzić z prowadzeniem wojny i karą śmierci. Wyartykułowany bowiem tak w Starym, jak i Nowym Przymierzu zakaz zemsty dotyczy sytuacji, gdy ktoś mocą swego prywatnego rozeznania i decyzji, chce wymierzyć złoczyńcy karę za swe krzywdy. Czym innym jest prawo do karania pewnych nieprawości przez władze cywilne, które mają ku temu dany przez samego Boga „miecz” – o czym jasno naucza Nowy Testament w Liście do Rzymian (tamże: 13: 1 – 4) oraz w Pierwszym Liście św. Piotra Apostoła (tamże: 2: 14). Także, słowa Pana Jezusa o nadstawianiu drugiego policzka nie wydają się odnosić do sytuacji obrony przed ciężkim zranieniem lub próbą zabójstwa, gdyż z natury rzeczy uderzenie kogoś w policzek nie powinno powodować ciężkiego uszkodzenia ciała, a co dopiero mówić o zabiciu człowieka w skutek takiego działania. Uderzenie w policzek jest raczej psychologiczną i emocjonalną zniewagą niż ciężkim pobiciem, dlaczego „nadstawianie drugiego policzka” należy interpretować jako wezwanie do cierpliwego znoszenia zniewag i obelg, aniżeli zakaz bronienia siebie i innych przed fizyczną napaścią. Również fakt, iż Pan Jezus kazał Piotrowi „schować miecz”, wówczas gdy ten chciał Go bronić przed przybyłymi po Niego ludźmi Kajfasza, nie wydaje się być dostateczną podstawą do odrzucania wszelkiego używania miecza. Te słowa padły bowiem w konkretnej sytuacji polegającej na tym, iż Chrystus był już gotów złożyć z siebie dobrowolną ofiarę za grzechy świata, więc aktywne przeciwdziałanie temu za pomocą siły, niejako mijałoby się z celem i sensem misji Zbawiciela. Poza tym zauważmy, że sam Pan Jezus polecił swym uczniom by zaopatrzyli się miecze (Łukasz 22: 35 – 38), zaś największy po Chrystusie prorok, jakim był św. Jan Chrzciciel na pytanie żołnierzy co mają czynić nie odpowiedział im, iż mają porzucić swój zawód, lecz, że nie mają na nikim wymuszać pieniędzy ani nikogo nie uciskać (Łukasz 3: 14). Widać więc, że po bliższym przyjrzeniu się, owa dość mocno rozpowszechniona, a pacyfistyczna interpretacja Nowego Testamentu wydaje się nie mieć wystarczających podstaw. Oczywiście, to nie oznacza, że na wojnie dopuszczalne są wszelkie zachowania, gdyż i w jej czasie nigdy nie wolno w bezpośredni sposób zabijać osób niewinnych, nigdy nie wolno kłamać, cudzołożyć, gwałcić, za to powinno się dotrzymywać zawieranych z wrogiem umów, danych mu obietnic, etc. Jest jednak, moralnie usprawiedliwione ranienie oraz zabijanie żołnierzy wrogiej armii na wojnie, o ile ta, jest prowadzona z rozkazu legalnych władz publicznych i nie ma jasnego powodu, by uważać ową wojnę za niesprawiedliwą. Choć więc, można szanować szczerość błędnych przekonań głównego bohatera filmu „Przełęcz ocalonych” trudno jest nam chwalić samą istotę jego błędu w omawianej sprawie. Tymczasem, Mel Gibson właśnie w ten sposób poprowadził  swą nową produkcję, byśmy byli skłonni przyznać rację pacyfistycznej postawie Desmonda Dossa. Dlatego też, pomimo oczywistych zalet tego filmu, jakim są chociażby nawiązania do Boga i modlitwy, a także pokazanie wielkiego poświęcenia jakim wykazał się Doss na polu bitwy, nie wydaje się nam rozsądne polecenie i chwalenie owego obrazu. Mirosław Salwowski /.../
  4. Pasja

    Leave a Comment Ten,  nakręcony na podstawie Biblii i prywatnych wizji mistycznych bł. Anny Katarzyny Emmerich,  film pokazuje ostatnie godziny ziemskiego życia Jezusa Chrystusa. Obserwujemy więc tu życie naszego Pana i Zbawiciela od modlitwy w Ogrójcu, poprzez Jego pojmanie, proces, ukrzyżowanie,  aż po chwalebne zmartwychwstanie. NIEPRZYZWOITY JĘZYK W filmie raz występuje słowo „cholera”, które co prawda nie jest jawnie wulgarne, ale można je uznać za balansujące na pograniczy przyzwoitej mowy.   PRZEMOC/LĘK Większa część tej produkcji zawiera sceny skrajnej krwawej i szokującej przemocy pokazanej w bardzo naturalistyczny sposób. W tym wypadku obrazy te mają jednak służyć pokazaniu widzom, jak Pana Jezus wiele wycierpiał za nasze grzechy i dla wybawienia naszych dusz. Niezmiernie trudno jest tu podejrzewać twórców owego dzieła, by za pomocą skrajnej przemocy chcieli  ekscytować odbiorcę. SEKS Nie ma tu scen pokazujących czyny o charakterze seksualnym ani też obscenicznych aluzji bądź dialogów. NAGOŚĆ/NIESKROMNOŚĆ Jest parę niedługich scen pokazujących częściową męską nagość.  Nieskromnie odziane kobiety zostały krótko pokazane w scenie dziejącej się w pałacu z Herodem STOSUNEK DO CHRZEŚCIJAŃSTWA W oczywisty sposób film ten wywyższa dzieło zbawienia dokonane przez Pana Jezusa w jego śmierci krzyżowej i zmartwychwstaniu.  W swej całości i szczegółach „Pasja” zachowuje też wierność temu, w jaki sposób te wydarzenia zostały zrelacjonowane w Piśmie świętym. /.../
  5. Waleczne serce

    Leave a Comment Przyznaję, iż przed gruntownym zabraniem się do pisania recenzji tego filmu, miałem zamiar nadać mu umiarkowanie pozytywną ocenę „+1”, czyli „Dobry, ale z bardzo poważnymi zastrzeżeniami”. Mimo bowiem kilku istotnych wad, obraz ten jawił mi się jako będący w swym głównym przesłaniu pochwałą takich dobrych rzeczy jak: waleczność, odwaga, honor, wytrwałość, wierność wobec prawowitych władców i sprzeciw względem niesprawiedliwych uzurpatorów. Chociaż co do części z wymienionych przed chwilą zalet tego filmu nie zmieniłem zdania i nadal uznaję, iż rzeczywiście są one w nim zaakcentowane i uwypuklone, to po dokładniejszym zapoznaniu się przede wszystkim z historycznymi faktami, które są kanwą „Walecznego serca”, doszedłem do wniosku, że owa produkcja nie zasługuje jednak nawet na bardzo umiarkowanie pozytywną notę. Dlaczego? Zanim, przejdziemy do omówienia zasadniczych powodów, które przekreśliły możliwość wyrażenia naszej aprobaty dla tego dzieła, zatrzymajmy się jednak na kilku wadach o charakterze stricte moralnym i światopoglądowym, które już wcześniej dostrzegaliśmy w „Walecznym sercu”. Otóż: W filmie tym cudzołóstwo, czyli zdrada małżeńska jest pokazywana w taki sposób, iż łatwo może ona wzbudzić na płaszczyźnie emocjonalnej sympatię i wsparcie widzów. Sceny, w których główny bohater intymnie obcuje z cudzą żoną (księżniczką Izabelą) są wszak obrazowane w dość podniosłym i romantycznym klimacie, poza tym owa niewiasta jest traktowana w zimny i chłodny sposób przez swego męża, co dodatkowo rodzi dla niej i siłą rzeczy też dla występnej moralnie sytuacji, w którą się angażuje współczucie ze strony oglądających. Ponadto, Wallace w żadnym momencie filmu nie wyraża skruchy z powodu uwiedzenia cudzej żony, co tym tym bardziej wzmacnia postrzeganie tego wątku owego obrazu jako wyrażającego co najmniej pobłażanie dla śmiertelnego grzechu cudzołóstwa. Nota bene, w rzeczywistości ów wątek został wymyślony przez twórców filmu na jego potrzeby, gdyż Izabela miała zaledwie trzy lata w czasie bitwy pod Falkirk, więc nie mogła w krótkim czasie po tym wydarzeniu (jak z kolei jest to pokazywane w „Walecznym sercu”) dopuszczać się cudzołóstwa z Wallacem. Ponadto, jeden z jej synów, czyli przyszły król Anglii, Edward III nie mógł być synem Wallace’a (jak sugeruje ów film), gdyż urodził się on w kilka lat po jego śmierci. 2. Film ten w tak  plastyczny sposób pokazuje przelew krwi i przemoc, że można się zastanawiać, czy nie zostało to uczynione w celu ekscytowania tym publiczności. Mniej więcej do końca lat 80-tych XX wieku, w kinie zgodnie z zasadami obowiązującego Hollywood „Kodeksu Haysa” z dużą ostrożnością i umiarem podchodzono do pokazywania scen przemocy (np. unikano ukazywania scen agonii, ujęć rozlewania krwi, etc.). Jednak później filmowcy zaczęli coraz bardziej odchodzić od tej powściągliwości i umiarkowania w obrazowaniu rozlewu krwi. Często tłumaczono to troską o „realizm” życia przedstawionego w filmach, ale niektórzy wcale nie kryli, że taki sposób przedstawiania przemocy ma służyć podniesieniu atrakcyjności danej produkcji, a nawet wyraża własną ich dla niej fascynację i pragnienie jej celebracji. Można spytać, co przyświecało Melowi Gibsonowi w takim portretowaniu zadawania ran, śmierci i przelewu krwi? Zwłaszcza, gdy zważy się na to, iż w filmach przez niego kręconych i w tych, w których bierze on udział, tak wymyślnie pokazana przemoc jest regułą … 3. W filmie miesza się sprawiedliwa obrona i walka o swój kraj z osobistą zemstą. William Wallace mści się na tych, którzy go skrzywdzili i zdradzili, nawet wówczas, gdy ci są już bezbronni, nie biorą udziału w walce i nie mogą się obronić. Jest więc w tym obrazie krwawa i osobista zemsta, ale nie ma za to pokazanych cnót, które byłyby dla niej przeciwwagą, a więc np. nadstawiania drugiego policzka, modlitwy za swych nieprzyjaciół, przebaczenia okazywanego wrogom.   To wszystko są istotne wady i niedoskonałości, które znacząco obniżyły moje uznanie dla tego filmu. Mimo jednak świadomości, że takowe istnieją, byłem gotów zasadniczo docenić inne moralne walory tego filmu. Przysłowiową kroplą, która przelała „czarę goryczy” na jego niekorzyść jest jednak fakt, iż „Waleczne serce” jest tak niedokładny i nieprawdziwy pod względem historycznym, że można określić go mianem „bliskiego oszczerstwu”.  Mówiąc prościej, ten film pokazuje zupełnie nieprawdziwe rzeczy albo sugeruje wydarzenia, które są bardzo mało prawdopodobne. I nie mam tu bynajmniej na myśli, iż  film fabularny nawiązujący do historii powinien być w każdym szczególe zgodny z faktografią. Oczywiście pewna dowolność w ukazywaniu niektórych historycznych szczegółów jest prawem filmowców i nie należy im czynić z tego tytułu moralnych zarzutów. To prawo jednak kończy się, gdy ta dowolność zaczyna dotykać istotnych elementów historii,  które są potrzebne do moralnej oceny danego wydarzenia bądź postaci. Ilustrując to na przykładzie Adolfa Hitlera. Nie byłoby niczego niestosownego, gdyby jakiś reżyser filmowy pokazał wodza III Rzeszy, jako posiadacza  psa typu kundel zamiast właściciela psa rasy owczarek (jak było w rzeczywistości). Ale, czy można by to samo powiedzieć, w wypadku, gdyby Hitler został pokazany jako kochający, pełen współczucia i litości dla Żydów??? Oczywiście, że nie i nikogo nie przekonałyby tu ewentualne tłumaczenia danego reżysera, że przecież jego dzieło to nie film dokumentalny, ale historyczny. Jakie zatem fakty istotne dla oceny moralnej wydarzeń i osób przestawionych w „Walecznym sercu” zostały tam zakłamane, zmanipulowane i zniekształcone? Po pierwsze:  wbrew filmowej wersji objęcia panowania przez angielskiego króla Edwarda I „Długonogiego” nad Szkocją nie doszło do tego w wyniku zbrojnej inwazji. „Waleczne serce” pokazuje, że w 1280 roku Anglicy z rozkazu swego króla mieli najechać Szkocję  i wymordować wielu szkockich szlachciców. Tymczasem, prawda jest taka, że król Anglii Edward I przynajmniej początkowo poddał sobie Szkocję w sposób pokojowy, na drodze pertraktacji i umów w ówczesnymi przywódcami tego kraju. W 1291 roku rada szkockich baronów uznała go bowiem najwyższym seniorem szkockich baronów. Konflikt zbrojny pomiędzy Anglią a Szkocją rozpoczął się zaś dopiero w 1296 roku, po tym jak król Szkocji Jan, wbrew swej wcześniejszej przysiędze wierności i poddania Edwardowi I, zawarł sojusz z jego wrogiem królem Francji Filipem I. Coś takiego znacznie zmienia moralną wymowę tych wydarzeń historycznych. Nie jest bowiem, tak jak to zostało pokazane w „Walecznym sercu”, że Edward I i Anglicy przemocą doprowadzili do poddania sobie Szkocji. Uczynili to sami przywódcy Szkocji, którzy w warunkach pokoju podporządkowali się Anglii, jednak później złamali obietnice i przysięgi, jakie złożyli Edwardowi I.  Nie była to więc w tym aspekcie historia „czarno-biała” (dobrzy Szkoci versus źli Anglicy). Po drugie: w filmie widzimy, jak Edward I „Długonogi” postanawia wprowadzić na terenie Szkocji tzw. prawo pierwszej nocy, po to by zyskać sobie przychylność szlachty. Przypomnijmy, że zwyczaj ów miał polegać na tym, iż szlachcicowi przysługiwać miało prawo do seksualnego obcowania z żoną swego poddanego w  noc poślubną.  Jednak, w rzeczywistości nie ma dowodów na to, by owa praktyka była szeroko rozpowszechniona w średniowiecznej Europie, a już nie ma żadnych historycznych przesłanek, by twierdzić, iż Edward I  popierał takowy zwyczaj. Tak więc twórcy „Walecznego serca” rzucili oszczercze i niesprawiedliwe pomówienie na tego człowieka, jako promotora rozpusty i cudzołóstwa, krzywdziciela słabszych. Po trzecie: jest mało prawdopodobne, by Edward I, naśmiewał się z postawy jego synowej, księżniczki Izabeli rozdającej duże jałmużny biednym (jak to zostało pokazane w filmu), gdyż w rzeczywistości źródła historyczne mówią nam, iż sam on był znany z hojnego wspomagania różnych charytatywnych dzieł. Podsumowując: film „Waleczne serce” ma mocne moralnie punkty, ale przychylność dla cudzołóstwa, sceny wymyślnej krwawej przemocy oraz przede wszystkim rażąca, stronnicza i niesprawiedliwa nierzetelność w przedstawianiu historycznego tła opisanych tam wydarzeń, sprawia, że nie możemy nawet w umiarkowanym stopniu go pochwalić i polecić innym do oglądania.       /.../