Tag Archive: chrześcijańskie recenzje filmów

  1. Percy

    Leave a Comment Ogólnie rzecz biorąc, lubimy tego rodzaju filmy co oparty na prawdziwych wydarzeniach „Percy”. Nie dość bowiem, że odwołują się one do klasycznego motywu starcia potężnych „złych” z maluczkim „dobrym” to fakt, iż są one oparte na prawdziwych historiach, dodaje nam iskry nadziei, że i w realnym życiu reprezentowane przez „maluczkich” tego świata dobro może wygrać ze „złem”, za którym stoją wielcy tego świata (a więc np. korporacje, politycy, wpływowe mass media). A nawet, gdy „dobrzy” nie do końca wygrywają w takich filmach, to sama ich niezłomna walka dodaje nam otuchy i być może w jakiejś tam choćby bardzo małej cząstce inspiruje nas, by przynajmniej czasami być w swym życiu trochę bardziej odważnymi, uczciwymi i walecznymi. W filmie „Percy” widzimy więc prawdziwą historię kanadyjskiego farmera (Percy Schmeisera), który wdał się w spór z korporacją Monsanto zajmującą się patentowaniem nasion genetycznie modyfikowanych (tzw. GMO). Rzecz tyczyła się tego, iż ów koncern miał oskarżyć Schmeisera o to, że miał on do swych upraw używać opatentowanych przez tę firmę nasion. Sam Schmeiser z kolei twierdził, iż nie używał owych nasion w sposób świadomy i że takowe miały znaleźć się na jego uprawach przywiane przez wiatr z sąsiednich pól, albo też miały one wypaść z ciężarówek je przewożących. Z biegiem czasu Percy staje się ikoną rolników sprzeciwiających się GMO. Niemal wszystko byłoby więc z tym filmem w porządku, gdyby nie nasz brak pewności, iż jego twórcy nie byli zbyt jednostronni w pokazaniu tej historii. Chociaż bowiem mamy naturalną sympatię do stawania po stronie mniejszych i słabszych w ich starciu z większymi i silniejszymi, to nie zawsze musi być tak, że ci pierwsi mają w automatyczny sposób 100 procent racji. W przypadku zaś Percy Schmeisera można zastanawiać się, czy aby na pewno cała słuszność była po jego stronie. Jak bowiem pisze na łamach tygodnika „Polityka” p. Marcin Rotkiewicz: Percy Schmeiser bronił się, że odmiana GMO dostała się na jego pole bez czyjejkolwiek wiedzy i skaziła niemal całą uprawę. Zatem to on, a nie koncern, jest prawdziwą ofiarą. Zeznający przed sądem eksperci stwierdzili jednak ponad wszelką wątpliwość, że aż 97 proc. wysianego przez rolnika rzepaku było odmianą zmodyfikowaną genetycznie. Takiej koncentracji nie da się wytłumaczyć ani przypadkowym zapyleniem (bo i taką wersję prezentował Schmeiser), ani wywrotką nawet całej ciężarówki z transgenicznymi nasionami. Poza tym dowiedziono, że celowo selekcjonował rzepak GMO za pomocą środka chwastobójczego i zachował go do zasiewu. Podsumowując, sporo kombinował, jak użyć nasion Monsanto bez płacenia za nie. Ponadto, omawiany film zdaje się wpisywać w nurt przedstawiający GMO w kategoriach „samego zła”, ale czy tego rodzaju podejście jest prawidłowe, trudno jest nam ocenić. Oczywiście, samo nazewnictwo tejże praktyki, czyli „genetyczne modyfikowane” nie brzmi zachęcająco, ale nasz Pan Jezus Chrystus mówił: „Nie sądźcie z zewnętrznych pozorów, ale wydajcie wyrok sprawiedliwy” (J 7, 24), dlatego też nie powinniśmy się w wydawaniu bardziej kategorycznych opinii zatrzymywać na takich zewnętrznie zniechęcających oznakach. Niżej zaś podpisany, nigdy nie interesował się bliżej kwestią GMO, więc tym bardziej trudno jest mi oceniać moralną i światopoglądową słuszność omawianego filmu w tym konkretnym aspekcie. Zbliżając się powoli do końca tej recenzji, film ten można pochwalić za brak wulgarności, seksu, obsceniczności i zbyt wyrazistej przemocy, choć akurat jego tematyka i tak nie stwarzała większego pola do popisu w eksponowaniu tym podobnych scen. Za plus można tutaj uznać też, ukazanie, iż główny bohater jest wierzącym chrześcijaninem (którego jednak podejście do świętowania niedzieli jawi się w jednej scenie jako dość dwuznaczne). W jednym z wątków Percy Schmeiser odwiedza z kolei Indie, gdzie styka się z fałszywym, bałwochwalczym wierzeniem o świętości krów – nie zostaje to przez niego krytycznie skomentowane, co może część widzów utwierdzać -w i tak już mocno rozpowszechnionej -herezji obojętności i pluralizmu religijnego. Podsumowując: tak jak lubimy filmy z tradycyjnym motywem -starcie – pozornie słabszego – dobra, z – pozornie silniejszym złem, to nie mamy pewności, czy aby na pewno historia tu pokazana w 100 czy choćby powiedzmy 90 procentach w rzetelny sposób pokazuje przykład takiego zderzania. Mirosław Salwowski /.../
  2. Śniadanie u Tiffany’ego

    Leave a Comment Do pewnej eleganckiej kamienicy w Nowym Jorku wprowadza się początkujący pisarz Paul Varjak. W miejscu tym szybko zaprzyjaźnia się ze swoją sąsiadką mieszkającą z bezimiennym kotem – uroczą i ekscentryczną Holly Golightly. Młody mężczyzna, mimo że jest utrzymankiem pewnej zamożnej kobiety, szybko ulega urokowi nowo poznanej dziewczyny i pragnie się z nią związać. Ta jednak zdaje się marzyć raczej o poślubieniu któregoś ze swoich licznych bogatych adoratorów … Scenariusz tej może najbardziej rozpoznawalnej i jednej z najciekawszych komedii romantycznych w historii kina oparty został na opowiadaniu Trumana Capote’a z 1958 roku pod tym samym tytułem. Jednakże twórcy filmu na tyle odeszli od pierwowzoru, że produkcję tę można rozpatrywać w zasadzie niezależnie od niego. Film ów pomimo poważnych zastrzeżeń ocenić można pozytywnie, gdyż rozwój głównych bohaterów pod wpływem przyjaźni i miłości prowadzi do tego, że zmieniają się obydwoje na lepsze i przynajmniej po części zrywają ze swoim próżniaczym i niemoralnym życiem. Obraz ten w jakiś sposób pokazuje pozytywny wpływ jaki, zgodnie z Bożym zamysłem, mogą wywierać wzajemnie na siebie zakochany mężczyzna i niewiasta, jeśli nie dominuje w ich relacji egoizm. W przypadku Paula jest to pokazane w prosty i jednoznaczny sposób – zmiana stylu życia jest u niego szybka i oczywista, tak samo jak jego przyjaźń wobec Holy, pragnienie opiekowania się nią i jej dobra. Pod wpływem swojej znajomości z panną Golightly ów młody mężczyzna dość szybko i zdecydowanie porzuca wygodne życie utrzymanka zamężnej kobiety, postanawiając zarabiać na życie w bardziej godziwy sposób. Do pozytywnej zmiany swojego próżniaczego i ryzykownego stylu życia (przez kontakty z półświatkiem dziewczyna ociera się o więzienie) zmierza również Holy, chociaż bardziej niepewną i okrężną drogą. Ta „okrężność” wynika nie tyle z (pozornego raczej) wyrachowania tej bohaterki, co głównie z jej emocjonalnego rozchwiania, rozmaitych lęków i fiksacji. Film więc pokazuje też pozytywną możliwość przełamania takich nawet głęboko zakorzenionych lęków, uprzedzeń czy zranień poprzez decyzję „wyjścia ze swojej klatki”. Jakie są natomiast negatywne aspekty tego filmu? Zacznijmy od bardzo niejasnego przedstawienia sposobu życia i zarobkowania głównej bohaterki. O ile jeśli chodzi o Paula sprawa pokazana jest wprost, to znaczy, jest on utrzymankiem zamożnej kobiety, to kwestia zarobkowania Holy jest mocno zawikłana. Nie wiadomo, czy twórcy filmu „puszczają do widza oko”, czy rzeczywiście sami wierzą, że samotna dziewczyna z ubogiej rodziny jest w stanie utrzymać elegancki apartament w Nowym Jorku z napiwków od adoratorów, które otrzymuje „na toaletę”. Panna Golightly jest tutaj więc rodzajem „amerykańskiej gejszy” (zgodnie ze słowami samego Trumana Capote). Co znaczy właściwie, że trudno określić, czy zajmuje się ona prostytucją, czy jest to coś z pogranicza. Z pewnością nie ma ona określonego „cennika usług” i nie czuje się zobowiązana, by za każdym razem „odwdzięczać się” za napiwki na toaletę czy drogie prezenty, jednakże widz może się domyślać, że Holy potrzebuje też bardziej hojnych i stałych adoratorów, by utrzymać się na takim poziomie, mieszkając w drogiej dzielnicy i urządzając huczne imprezy. Z jednej strony można by powiedzieć, że to dobrze, iż sposób życia panny Golightly został pokazany w tak oględny sposób, z pełną dyskrecją; z drugiej jej nadmiernie wystylizowany wizerunek głównej bohaterki może być pociągający dla młodych i naiwnych dziewczyn, które mogą sądzić, że bogaci mężczyźni będą obsypywać je prezentami i pieniędzmi, nie oczekując od nich prędzej czy później „świadczeń seksualnych.” Poważną i jednoznaczną wadą filmu jest natomiast to, że pokazuje z pewną sympatią, a co najmniej pobłażliwością różne złe zachowania takie jak kradzieże w sklepach („dla sportu”), okazjonalne upijanie się, zakłócanie spokoju sąsiadom, nazbyt poufałe tańce, niezbyt skromne ubiory czy nawet odwiedzanie klubów ze striptizem. Inna rzecz, że takie zachowania są pokazywane raczej bez epatowania nimi i po części jako przejaw pustego i niezbyt chwalebnego życia śmietanki towarzyskiej Nowego Jorku. Z niewątpliwą jednakże sympatią, którą trudno wytłumaczyć, pokazany tu został grzech kradzieży i to na dodatek popełniony dla czczej rozrywki. Podsumowując, film ten pomimo poważniejszych zastrzeżeń, zdaje się prezentować jednak co do głównego wątku pozytywne moralnie przesłanie, nadto większość złych rzeczy pokazuje on raczej oględnie, w sposób który nie powinien zgorszyć dorosłego widza. Marzena Salwowska /.../
  3. Siedem sióstr

    Leave a Comment Koniec XXI wieku. Walcząc z przeludnieniem, rząd USA wprowadza „politykę jednego dziecka”, która jest drastycznie egzekwowana. „Nadprogramowe” dzieci są wyłapywane, odbierane rodzicom przez służby bezpieczeństwa i przewożone do tzw. ośrodków dziecięcej alokacji, w której rzekomo są hibernowane, do czasu kiedy sytuacja na świecie zmieni się na lepsze. Tymczasem w rodzinie Settmanów młoda kobieta, Karen, rodzi siedem dziewczynek. Wyczerpana porodem samotna matka umiera zaraz po wydaniu na świat dzieci w podziemnej klinice. Opiekę nad bliźniaczkami przejmuje ich dziadek, który rejestruje tylko jedną z dziewczynek, jednak wychowuje wszystkie w swoim mieszkaniu. Po to by zapewnić wnuczkom odrobinę normalności, mężczyzna wymaga od nich, by, zachowując swoją indywidualność w czterech ścianach domu, na zewnątrz dzieliły jedną wspólną tożsamość – Karen Settman. Tylko bowiem jako oficjalnie zarejestrowana Karen każda z nich może wychodzić na zewnątrz w dzień tygodnia, który jednocześnie jest jej imieniem (Poniedziałek wychodzi w poniedziałki, Wtorek we wtorki, itd.). Panny Settman uczone są od małego, jak ważne jest, by trzymały się tego systemu. Tym większym szokiem jest dla nich, gdy pewnego dnia „Poniedziałek” nie wraca do domu po pracy w korporacji. Świadome, że to zniknięcie zagraża bezpieczeństwu całej rodziny, kobiety robią wszystko, żeby dowiedzieć się, co stało z siostrą. Tego zadania nie ułatwia im fakt, że znalazły się na celowniku służb specjalnych, podległych w rzeczywistości niejakiej Nicolette Cayman, która jest głównym autorem planu „dziecięcej alokacji”. Istnienie aż siedmiu dorosłych sióstr w oczach pani Cayman ośmiesza cały jej plan i grozi jego ruiną, dlatego swoim poddanym zleca zabicie bliźniaczek. Gdyby brać pod uwagę jedynie tematykę i przesłanie tego filmu, to niewątpliwie zasługiwałby on na pozytywną uwagę i dobrą ocenę. Sam scenariusz tego obrazu wydaje się bowiem całkiem prawdopodobny, jeśli chodzi o oparte na chińskim wzorcu pomysły na walkę z prawdziwym czy rzekomym przeludnieniem za parę dekad. Zaletą tego filmu jest więc to, że stanowi dystopijne ostrzeżenie przed nader prawdopodobnym scenariuszem, tego co rzeczywiście może zdarzyć się w przyszłości. Docenić można też fakt, że tego rodzaju pomysły na kontrolę urodzin zostały tu pokazane w wyraźnie złym świetle, jako zbrodnicza działalność, która powinna spotkać się z należną karą. Z zakończenia filmu dowiadujemy się nawet, że Nicolette Cayman oczekuje za swoje czyny na egzekucję. Ważne jest pokazanie, iż pani Cayman, mimo iż w swoim mniemaniu jest dobroczyńcą ludzkości, to w istocie jest zadufaną w sobie zbrodniarką, która myśli, że ma prawo poświęcać niewinne ludzkie życia po to, by zbudować „nowy lepszy świat”. Jej przeciwieństwem jest tutaj, rzec można, dziadek siedmiu sióstr, który ceni jako dar życie każdej z nich i w naturalny sposób staje na straży życia oraz rodziny. Ostatecznie też to jego postawa wygrywa i okazuje się słuszna w całej tej historii. Niestety to zasadniczo dobre moralnie przesłanie i ważna tematyka filmu zostały utopione w rynsztoku różnych złych rzeczy. Przede wszystkim chodzi tu o nadmiar krwawych i często wyrafinowanych scen przemocy oraz scenę seksu o bardzo lubieżnym i perwersyjnym charakterze. Jeśli chodzi o przemoc, to wprawdzie akcja filmu po części ją uzasadnia, gdyż siostry muszą się jakoś bronić przed niesprawiedliwą napaścią, mimo to widać, że jest ona przede wszystkim nakierowana na szokowanie i przyciąganie widza do ekranu, a rozwój akcji jest tu raczej pretekstem do pokazywania przemocy niż przyczyną, dla której się ją pokazuje. Obleśność zaś sceny seksu dodatkowo podkreśla jeszcze jej kontekst – siostry namawiają jedną spośród siebie, żeby współżyła z narzeczonym zaginionej panny „Poniedziałek” (mężczyzna myśli, że współżyje ze swoją narzeczoną). Przy okazji dowiadujemy się, że „Poniedziałek” lubi być podduszana w trakcie współżycia, a dla siostry, która współżyje z jej narzeczonym, jest to pierwszy raz, choć przedtem lubiła się chełpić przed rodzeństwem swoimi rzekomymi licznymi „przygodami erotycznymi”. Jest tu więc nadto pokazana jako moralnie akceptowalna rzecz pozamałżeńskie współżycie, którego celem jest uzyskanie pewnych ważnych korzyści. Podsumowując, jest to jeden z tych filmów, aż proszących się o cenzurę obyczajową, która jest rzeczą dobrą i słuszną, gdyż jedynie nie pozwala na pokazywanie pewnych rzeczy w sposób, który jest sam w sobie grzeszny, gdyż łatwo może prowadzić widza do grzechu. Wystarczyłoby więc wyciąć jedną lubieżną scenę seksu i kilka zbyt drastycznych scen przemocy i film ten byłby moralnie całkiem wartościowym obrazem, nie tracąc zresztą na swojej dynamice. Marzena Salwowska /.../
  4. John Q

    Leave a Comment Film ten opowiada o zdesperowanym ojcu, który nie mogąc zapłacić za przeszczep serca dla swego ciężko chorego syna, postanawia wymusić ów zabieg poprzez wtargnięcie z bronią w ręku na szpitalną izbę przyjęć. John Archibald – bo tak nazywa się główny bohater tego obrazu – bierze więc zakładników i barykaduje się w izbie szpitalnej. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ów jest dwuznaczny, gdyż w przychylny sposób ukazuje niejednoznaczne moralnie zachowanie głównego bohatera. To zachowanie było wątpliwe etycznie, chociażby, dlatego że w realnym życiu straszenie niewinnych ludzi bronią w takim i tak już stresogennym miejscu, jakim jest szpitalna izba przyjęć, mogłoby się skończyć czymś znacznie gorszym, niż zostało to pokazane na ekranie. Poza tym, przeszczep serca który miał uratować syna Johna należy akurat do jednej z bardziej moralnie kontrowersyjnych operacji medycznych. Taki zabieg może być bowiem wykonany tylko na osobie, u której stwierdzono tzw. śmierć mózgową, a nie coś – co tradycyjnie uznawano za rzeczywisty kres ludzkiego życia – śmierć serca. Gdyby zaś przyjąć, iż kryterium śmierci mózgowej jest błędne, to oznaczałoby to, iż serca do przeszczepów pobiera się poprzez wcześniejsze zabijanie niewinnych ludzi. Oczywiście, byłoby to wtedy sprzeczne z tradycyjną moralnością chrześcijańską, która mówi, iż nie należy osiągać dobrych skutków (np. ratować życia) za pomocą złych ze swej natury czynów (np. bezpośredniego zabijania niewinnych osób). Mirosław Salwowski /.../
  5. Droga powrotna

    Leave a Comment Film ten opowiada o byłym koszykarzu (Jacku), który w pewnym momencie zrezygnował z obiecująco rozwijającej się kariery sportowej. Jack, od tego czasu coraz bardziej pogrąża się w kłopotach: jego małżeństwo się rozpada, a on sam nadużywa alkoholu i cierpi na stany depresyjne. Gdy miejscowa szkoła katolicka szuka osoby, która mogłaby podjąć się roli trenera drużyny koszykarskiej, współpracujący z nią duchowny, zwraca się właśnie do Jacka z propozycją objęcia tej funkcji. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film pt. „Droga powrotna” wydaje się nieść dość silne i pozytywne przesłanie. Główny bohater co prawda jest pijakiem używającym wulgarnej mowy, ale rzeczy te są w filmie karcone, a nadużywanie alkoholu przez Jacka jest ukazywane jako jedno z głównych źródeł jego życiowych problemów. Dodatkowo w produkcji tej została też podkreślona rola wiary chrześcijańskiej i modlitwy. Jeśli chodzi o zastrzeżenia, jakie można wysunąć wobec tego filmu, to jest nim nadmiar wulgarnej mowy. Tradycyjnie przy takich okazjach zwracamy uwagę na to, czy nie dałoby się ukazać pewnych choćby i bardzo ciężkich problemów życiowych bez epatowania widzów wulgaryzmami? Mimo wszystko sądzimy, że – bez większej straty dla dramatyzmu filmów – byłoby to możliwe, czego przykładem są filmy kręcone w USA za czasów panowania tam „Kodeksu Haysa”. Wówczas to bowiem udawało się twórcom filmowym połączyć obrazowanie powagi pewnych nieprawości oraz życiowych problemów z jednoczesnym unikaniem stosowania wulgarnej mowy. Lekką dwuznacznością jest tutaj też jedna wypowiedź padająca z ust Jacka, w której ten zdaje się kwestionować to, iż życie pośmiertne w Niebie jest lepsze od życia na Ziemi. Z drugiej strony co do tej ostatniej rzeczy, to rzeczona wypowiedź jest osadzona w kontekście całego pogmatwanego życia głównego bohatera, a zatem nie należy jej raczej traktować jako zbyt „autorytatywnej” jeśli chodzi o przesłanie, które chcieli nam przekazać twórcy tego filmu. Mirosław Salwowski /.../
  6. Zambezia

    Leave a Comment

    Z dala od wielkich miast i uczęszczanych szlaków, gdzieś w Afryce pod nadopiekuńczymi skrzydłami ojca dorasta młody sokół Kai. Kai pragnąłby jak najszybciej opuścić gniazdo, jest żądny przygód i bardzo ciekaw świata. A to nie wzbudza zachwytu jego owdowiałego rodzica, dla którego to, co poza gniazdem, jest tylko zagrożeniem. Pewnego dnia młody sokół dowiaduje się przypadkowo o istnieniu wspaniałej ptasiej metropolii – Zambezi, której bezpieczeństwa strzeże elitarny oddział -Dziobasy Przestworzy. Zafascynowany Kai postanawia wyruszyć do ptasiego miasta -państwa, by tam wstąpić w szeregi Dziobasów.

    „Zambia”, jak już może czytelnik się domyśla, stara się kształtować w dzieciach postawy obywatelskie i patriotyczne (może nawet z lekką przesadą, gdyż parę razy w bajce tej pada powiedzenie „Zambia jest najważniejsza”).  A że coraz rzadziej promuje się takie wartości w produkcjach dla najmłodszych, warto docenić wysiłek twórców filmu.  Prezentuje się tu też wyraźnie pozytywny stosunek do służby wojskowej (również zawodowej) jako jednego z obowiązków wobec ojczyzny. Docenione jest też bohaterstwo w walce, obrona słabszych, gotowość do poświęcenia swojego życia dla ratowania innych, czy rycerskość wobec zwyciężonego wroga. Inną zaletą filmu jest wyważone ukazywanie „konfliktu pokoleń”.  „Zambezia” pokazuje, że młodsi i starsi mogą się od siebie nawzajem uczyć i jest to czynione bez podważania zasadności władzy rodzicielskiej i obowiązku czci wobec rodziców. Dużym atutem tego obrazu jest też pokazywanie pozytywnego (ale nieutopijnego) wzoru państwa, które dąży do sprawiedliwości i szczęścia swoich obywateli, nie prowadzi agresywnej polityki, ale jest gotowe do obrony, zachowuje też otwartość na pozytywne zmiany. Nie przypadkiem antybohaterem w tej opowieści jest bezwzględny i żądny władzy jaszczur, który pragnie zniszczyć ptasie miasto.

    Niestety, „Zambezia” nie jest wolna od pewnych, typowych dla współczesnych produkcji dla dzieci, wad. Chodzi tu głównie o chęć trafienia „przy okazji” do starszych odbiorców, co wiąże się z nasączaniem tej, zasadniczo dobrej bajki, niezbyt stosownym słownictwem (kilka wyrażeń na granicy wulgarności), czy aluzjami o charakterze erotycznym (typu „gorące skrzydełka”, „ktoś tu na kogoś leci”).

    Film jest jednak zasadniczo ciekawą i wartościową propozycją, którą można, z pewna ostrożnością ze strony rodziców, oferować również najmłodszym widzom.

    Marzena Salwowska

      /.../

  7. Debiutanci

    Leave a Comment Głównym bohaterem tej smętnej historii jest 38-letni rysownik Oliver. Cały film składa się właściwie z przeskoków czasowych, w których dowiadujemy się, co stoi za ustawicznym smutkiem bohatera. Oliver jest singlem, który nie potrafi na dłuższą metę utrzymać relacji z żadną ze swoich „poważnych partnerek”. Po śmierci matki zamieszkuje on z psem. Ojciec Olivera (Hal) też postanawia zmienić swoje życie, po tym jak zostaje wdowcem. 75-latek oświadcza, że jest „gejem”, zawsze nim był i teraz chce, żeby jego życie odzwierciedlało, to kim się czuje. Starszy pan nie tylko znajduje sobie dużo młodszego partnera, ale też zostaje gejowskim aktywistą i z dumą obnosi się ze swoim zboczeniem, aż do śmierci, która nadchodzi kilka lat po jego „coming out”. Oliver tymczasem poznaje mieszkającą w USA francuską aktorkę. Mężczyzna szybko zakochuje się w Annie, ta jednak, tak jak i Oliver, ma problemy z nawiązywaniem trwałych relacji. Sporą więc część filmu wypełniają zmagania tej pary o utrzymanie związku, na którym ich obojgu mimo wszystko jakoś zależy. Dla czytelników naszej strony nie będzie zapewne zaskoczeniem stwierdzenie, iż przesłanie tego filmu jest moralnie nie do zaakceptowania. Przede wszystkim dlatego, iż pokazuje się w nim jako rzecz dobrą i godną pochwały, to że starszy człowiek postanawia zostać jawnogrzesznikiem i otwarcie oddawać się wołającemu o pomstę do nieba grzechowi sodomskiemu. Można powiedzieć, że podeszły wiek Hala czyni sprawę jeszcze gorszą, gdyż jego złe wybory wydają się nie tylko przemyślane, ale też trwałe. A niestety, kiedy starszy człowiek decyduje się świadomie na grzeszny tryb życia, to prawdopodobieństwo nawrócenia, wydaje się już niewielkie. Tak też dzieje się w tym przypadku – Hal, mimo że świadomy śmiertelnej choroby, która go toczy, ciągle trwa przy swoich złych wyborach i wszystko wskazuje na to, że umiera on w stanie grzechu śmiertelnego. Co gorsza, po swoim „coming out” Hal znajduje sobie także zdeklarowanie homoseksualnego duchownego (zdaje się nawet księdza katolickiego), który cały czas wspiera go na drodze sodomii, nawet na łożu śmierci, czyli w chwili, kiedy ostatecznie decyduje się pośmiertny los człowieka. Wątek tego duchownego może oczywiście utwierdzać wielu widzów w fałszywym przekonaniu, że da się spójnie i bez hipokryzji połączyć praktykowanie pewnych grzechów z byciem „dobrym chrześcijaninem”. Jako piękny i budujący przykład postawiony jest tutaj więc duszpasterz, który zamiast prowadzić powierzone sobie owce do skruchy i nawrócenia, prowadzi je do zguby niczym wilk w owczej skórze. Zamieszanie co do pojmowania prawd chrześcijańskich widać też w scenie, gdy Hal czyta swoją wersję życia Jezusa Chrystusa, w której dożywa On późnych lat, starzejąc się i chorując. Widać więc ogólnie bardzo „luźny” stosunek tego bohatera do Słowa Bożego, co również pokazane jest w filmie przychylnie. W filmie tym pokazuje się też niestety jako dobrą rzecz proces dekryminalizacji praktyk sodomickich. Jako że w czasach młodości Hala tego rodzaju czyny były w kręgu cywilizacji chrześcijańskiej jeszcze dość powszechnie zagrożone pewnymi sankcjami karnymi, człowiek ten dokonywał ich w ukryciu. Twórcy tej produkcji pokazują więc sytuację, w której starszy sodomita może bezkarnie dawać gorszący przykład młodszym jako rzekomo zmianę na lepsze. Innym problemem jest tu też oczywiście bezkrytycznie pokazanie intymnego pożycia Olivera i Anny, którzy nie są (przynajmniej póki co) małżeństwem. Choć na tle promowania sodomii w tym filmie łatwo pominąć ów problem, to warto zwrócić uwagę, iż również jeśli chodzi o pary heteroseksualne, to ich pozamałżeńskie pożycie nie powinno być pokazywane w kinie jako rzecz dobra, czy moralnie obojętna. Z innych wad tej produkcji wskazać też można na przychylne pokazywanie wandalizmu w scenach, kiedy główny bohater wraz z przyjacielem piszą sprajem po nie swoich murach. Film ten ma też pewne zalety takie jak na przykład pokazywanie na przykładzie Olivera i Anny przyczyn, jakie mogą dwojgu dorosłych ludzi utrudniać tworzenie trwałych i udanych relacji, jednakże ta jaśniejsza strona tego obrazu jest całkowicie przyćmiona przez wyżej opisane jego wady. Marzena Salwowska /.../
  8. Brzemię (2018)

    Leave a Comment Film ten został oparty na prawdziwej historii Mike’a Burdena będącego adoptowanym synem jednego z lokalnych liderów Ku Klux Klanu (Toma Griffina), który w pewnym okresie swego życia zaczyna zmagać się z myślą o porzuceniu tej rasistowskiej organizacji. Decyzja przed jaką staje Burden nie jest dla niego łatwa, gdyż z jednej strony członkowie Ku Klux Klanu (dalej KKK) stanowili dla niego co prawda przybraną, ale jednak prawdziwą – bo potrafiącą go otoczyć miłością i opieką – rodzinę, z drugiej zaś strony pod wpływem kobiety, w której się zakochał, Burden zaczyna sobie uświadamiać zło i szkodliwość ideologii głoszonej przez KKK (oraz wynikającej z niej złych czynów). W tle zaś historii wewnętrznych zmagań Burdena widzimy również postać pewnego czarnego baptystycznego pastora, który postanawia wytoczyć pokojową walkę miejscowemu oddziałowi KKK, gdy ten tworzy w okolicy sklep oferujący różne rasistowskie pamiątki i gadżety. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ten na pewno ma do zaoferowania wiele dobrych, budujących i pożytecznych treści. Pomijając już bowiem nawet jeden z jego głównych wątków, którym jest potępienie rasizmu i działalności KKK, wskazuje on też na to, że dla prawdy oraz dobra nieraz trzeba być gotowym do znoszenia wielkiego cierpienia. Ponadto, w produkcji tej podkreślona została waga wybaczania oraz miłosierdzia okazywanego również tym, którzy niegdyś byli naszymi wrogami. Na przykładzie postawy czarnego pastora w pozytywny sposób przedstawiona zostaje walka ze złem unikająca popadania w takie niemoralne praktyki jak samosądy czy też inne bardziej gwałtowne formy łamania prawa. Nad tymi zaś wszystkimi dobrymi rzeczami w filmie unosi się głęboko chrześcijański duch w postaci odwołań do Boga, modlitwy i nawrócenia się. Jeśli chodzi o bardziej wątpliwe elementy tego filmu, to są nimi: 1. Nadmiar wulgarnej mowy; 2. Co najmniej dwuznaczne przedstawienie przedmałżeńskiego pożycia seksualnego w wykonaniu głównego bohatera; 3. Jedna z wypowiedzi pastora mogąca być w bardzo łatwy sposób interpretowana jako przejaw mentalności marcjonistycznej, a więc przeciwstawiającej sobie Nowy i Stary Testament. Przy wszystkich jednak powyższych zastrzeżeniach polecamy ten film, jako stanowiący piękną, a zarazem prawdziwą opowieść o nawróceniu się, miłości wobec nieprzyjaciół oraz chrześcijańskiej dobroczynności. Mirosław Salwowski /.../
  9. Oblężenie Waco

    Leave a Comment Film ten opowiada prawdziwą historię wydarzeń, które w 1993 roku doprowadziły do oblężenia siedziby jednej z post-adwentystycznych wspólnot („Gałąź Dawidowa”), a następnie tragicznej śmierci w płomieniach większości z jej członków. Wówczas to samozwańczy „prorok” i „mesjasz” Vernon Howell (który nazwał siebie Davidem Koreshem) przygotowując swych zwolenników do mającej nadejść apokalipsy zabarykadował się wraz z nimi w siedzibie swej grupy znajdującej się na Mount Karmel w Teksasie (USA). Uzbrojeni w karabiny i granaty członkowie „Gałęzi Dawidowej” stawiali opór amerykańskim służbom porządkowym (ATF oraz FBI), co ostatecznie doprowadziło do pożaru siedziby w której oni się znajdowali i śmierci ogromnej większości z nich. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ów można docenić, gdyż w dość przenikliwy sposób ukazuje zwodniczość jednego z fałszywych proroków, jakim był David Koresh, który wybrane przez siebie fragmenty z Pisma świętego używał w celu manipulowania swymi zwolennikami poprzez narzucanie im bezwzględnego posłuszeństwa wobec własnej osoby, a także wymaganie od ogółu żeńskiej części swej wspólnoty (również mężatek) świadczenia mu usług seksualnych. W tym drugim aspekcie swego działania Koresh posunął się nawet do takiej bezczelności twierdząc, iż „cudzołóstwem” będzie ze strony już zamężnych członkiń jego wspólnoty współżycie płciowe ze swymi prawowitymi mężami (gdyż od pewnego momentu miały to one czynić tylko i wyłącznie z nim). Przykład Koresha pokazuje zatem jak niebezpieczne może być okazywanie ślepego posłuszeństwa człowiekowi, nawet jeśli ten kreuje się na religijny autorytet. Warto zresztą wspomnieć, że na gruncie katolickim mieliśmy do czynienia z podobnymi przypadkami co Koresh, gdy niektórzy księża wykorzystując religijne zaufanie jakie mieli u swych wiernych, nakłaniali inne osoby do tych czy innych nieczystych uczynków wmawiając im, że w danych okolicznościach nie są one materią grzechu. Przy tej okazji można też pochwalić twórców filmu za to, że nie wykorzystali jego tematyki (której częścią była wszak rozwiązłość seksualna w wykonaniu Koresha) do epatowania widzów scenami seksu czy też obscenicznością. Grzechy przeciw czystości są tutaj bowiem bardziej sugerowane aniżeli plastycznie obrazowane – co powinno być normą w przemyśle filmowym, a co niestety coraz częściej normą nie jest. Co do nieco bardziej dwuznacznych elementów tego filmu go można wskazać na wątpliwą sugestię w nim zawartą jakoby członkowie „Gałęzi Dawidowej” sami podpalili swój budynek, by następnie zginąć samobójczą śmiercią. Co prawda, ta wersja wydarzeń w czasie realizacji omawianej produkcji (rok 1993) wydawała się być jedną z bardziej wiarygodnych, jednak wraz z upływem czasu dość mocno straciła na swej wiarygodności. W ogóle, w świetle tego co dziś wiemy o okolicznościach oblężenia „Mount Karmel” można śmiało powiedzieć, iż zbrojne działania ATF oraz FBI były tu jednak nadgorliwe oraz nie skorzystano z pojawiających się szans na bezkrwawe rozwiązanie tego konfliktu. Oczywiście, nie chcę przez to powiedzieć, iż sam Dawid Koresh nie zasłużył na surową doczesną karę, gdyż jako notoryczny cudzołożnik, religijny manipulator i osoba fałszywie podająca się za ponowne wcielenie Chrystusa na taką karę najpewniej sobie solidnie zapracował, jednak prawdopodobnie dałoby się uniknąć tragicznej śmierci jego wielu oszukanych zwolenników (w tym również małych dzieci). Więcej na temat tego konkretnego aspektu owej smutnej historii można przeczytać w tym artykule. Mirosław Salwowski /.../
  10. Niepowstrzymany

    Leave a Comment Film ten został zrealizowany na podstawie prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce 15 maja 2001 roku w amerykańskim stanie Ohio. Wówczas to jeden z pociągów – pośród którego było kilka wagonów wypełnionych wybuchowymi substancjami – wymknął się spod kontroli i jego dalsza podróż groziła poczynieniem dużych strat w kilkutysięcznym miasteczku, przez które on miał przejeżdżać. W filmie tym zadania zatrzymania owego pociągu podejmuje się dwóch maszynistów: starszy i doświadczony Frank Barnes oraz młodszy Will Colson. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ów można uznać uznać za dobry i budujący, gdyż przedstawiona w nim historia opowiada o takich tradycyjnych wartościach jak rzetelna oraz uczciwa praca (a także kłopotach jakie mogą wyniknąć z braku tej cnoty) i gotowość poświęcenia się dla bliźnich. W tło całej akcji wplecione też zostały pozytywne odniesienie do małżeństwa i więzi rodzinnych. Poza nadmiarem wulgarnej mowy oraz nieco dłuższymi ujęciami niezbyt skromnych kobiecych strojów produkcja ta nie epatuje też widzów takimi niebezpiecznymi duchowo rzeczami jak seks, obsceniczność czy krwawa przemoc. Mirosław Salwowski /.../