Filmy



Ocena ogólna: Dobry ale z bardzo poważnymi zastrzeżeniami (+1)
| Brak | Niewiele | Umiarkowanie | Dużo | Bardzo dużo | |
|---|---|---|---|---|---|
| Nieprzyzwoity język | ![]() | ||||
| Przemoc / Groza | ![]() | ||||
| Seks | ![]() | ||||
| Nagość / Nieskromność | ![]() | ||||
| Wątki antychrześcijańskie | ![]() | ||||
| Fałszywe doktryny | ![]() |
Akcja tej komedii kryminalnej rozgrywa się głównie na pastwisku w angielskim Denbrook, gdzie pewnego dnia znaleziony zostaje hodowca owiec, George Hardy. Niedoświadczony posterunkowy z początku nie dostrzega w tej śmierci śladów przestępstwa i zamierza szybko zamknąć sprawę. Wówczas do gry wkraczają owce George’a, gdyż nie są to zwykłe owce, lecz zwierzęta o wiele bardziej rozmiłowane w literaturze kryminalnej niż w skubaniu trawy. Ich pasterz miał bowiem zwyczaj czytać całemu stadu co wieczór powieści kryminalne. Choć sam George sądził raczej, że zwierzęta nie rozumieją jego słów, to owce nie tylko w pełni je pojmowały, lecz także prowadziły między sobą ożywione dyskusje na ich temat. Szczególnym zacięciem i talentem do rozwiązywania zagadek wyróżniała się zawsze Lily. Nic więc dziwnego, że to właśnie ona po śmierci George’a „przejmuje śledztwo” i wraz z rozważnym i wiernym niczym doktor Watson baranem Mopple stara się naprowadzić posterunkowego na właściwy trop. Sprawa nawet dla owczych detektywów nie jest jednak prosta, ponieważ okazuje się, że ich ukochany pasterz skrywał niejedną tajemnicę. W związku z tym lista podejrzanych o morderstwo będzie się coraz bardziej wydłużać…
Film ten ma sporo uroku, jest całkiem zabawny i mógłby z powodzeniem stanowić bezdyskusyjnie dobrą, wartościową rozrywkę zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Mógłby – gdyby nie to, że obok wielu dobrych rzeczy próbuje się w nim przemycać dzieciom w formie żartów pewne fałszywe ideologie, a nawet elementy co najmniej ocierające się o szyderstwo z wiary chrześcijańskiej. W efekcie zamiast naprawdę dobrego filmu otrzymujemy produkcję bardzo wątpliwą, nad którą odpowiedzialni rodzice będą musieli się mocniej nachylić, wyjaśniając dzieciom, co w niej jest ziarnem, a co plewami. Da się to jednak zrobić, dlatego mimo wszystko przyznajemy „Sprawiedliwości owiec” ocenę +1, czyli pozytywną, choć z bardzo poważnymi zastrzeżeniami. Przejdźmy zatem do próby odsiania plew od ziarna. Zacznijmy od tego, co lepsze.
Po pierwsze warto zwrócić uwagę na ciekawy wybór głównego, zbiorowego bohatera – owiec. Zwierzęta te są zwykle postrzegane jako łagodne, nieco naiwne, mało spektakularne, za to bardzo użyteczne. Nie słyną ani z siły, ani ze sprytu, są jednak posłuszne głosowi swojego pasterza. Nic więc dziwnego, że w Biblii owce stały się symbolem dobrych chrześcijan, a dobry pasterz – obrazem Jezusa Chrystusa. Choć takie skojarzenia nasuwają się dorosłym niemal automatycznie, warto zwrócić na nie uwagę także dzieciom, dla których nie muszą być one jeszcze tak jasne. W filmie owce stają się nośnikiem prostych, lecz głębokich cnót i wartości: lojalności, wspólnoty, odwagi wobec nieznanego oraz uporu w poszukiwaniu prawdy i sprawiedliwości. Główną zaletą tej produkcji jest ukazanie, że stworzenia postrzegane przez świat jako naiwne i proste, kierowane miłością do swojego pasterza, potrafią wykazać się większą mądrością i prawością niż ci mądrzejsi w oczach świata. Owce podążają za instynktem poszukiwania dobra i sprawiedliwości, podczas gdy „mądrzejszy” świat pełen jest zakłamania, manipulacji, egoizmu, chciwości i ukrytych motywów. (Oczywiście mowa tu o owcach jako symbolu, a nie o prawdziwych zwierzętach, które same w sobie nie posiadają cnót ani wad moralnych). Film chwali również takie cnoty jak przyjaźń, poświęcenie dla dobra wspólnego oraz nieustępliwe dążenie do sprawiedliwości, nawet kosztem własnego komfortu. Wyraźnie brzmi w nim przesłanie, że prawda ma znaczenie i że bierność wobec zła jest niedopuszczalna. Ważnym motywem jest także radzenie sobie z trudnymi doświadczeniami, zwłaszcza ze śmiercią i odejściem bliskich osób. Twórcy słusznie podkreślają, że wypieranie tragicznych wydarzeń i unikanie bólu za wszelką cenę nie jest dobrym rozwiązaniem na dłuższą metę.
Istotną zaletą filmu jest również ukazanie znaczenia relacji rodzinnych, a zwłaszcza odpowiedzialności rodzicielskiej. Temat ten pojawia się głównie w kontekście żalu za popełnione grzechy i błędy z przeszłości oraz próby ich naprawienia i zadośćuczynienia. Warto docenić, że w tym familijnym filmie – co nie jest już dziś tak oczywiste – nie ma wulgarnego języka, nagości, scen seksu ani dwuznacznych żartów. Przemoc jest całkowicie niegraficzna, a scen naprawdę przerażających brak.
Kończąc omawianie pozytywów, warto wspomnieć o pobocznym wątku zimowego jagnięcia, które jest odrzucane i źle traktowane przez resztę stada z powodu pokoleniowych uprzedzeń. Wątek ten stanowi słuszną krytykę krzywdzących stereotypów i zabobonów wobec osób postrzeganych jako „gorsze z urodzenia”. Pokazuje również, jak taka postawa może niszczyć życie odrzucanym jednostkom. Dobrą przeciwwagą jest tu odmienne podejście pasterza, który stygmatyzowanemu jagnięciu okazuje jeszcze więcej miłości i akceptacji niż pozostałym owcom, starając się zaszczepić w nim zdrową pewność siebie. Cennym elementem filmu jest też sposób przekazywania wartości moralnych – wprost, zwięźle i dobitnie, jak w krótkiej przemowie jednego z baranów: „Trzeba zwalczać zło. Trzeba chronić słabych. Przyjaciół nie wolno zapomnieć”. Niestety mimo licznych zalet w filmie tym pojawiają się akcenty budujące nieprzychylną wobec chrześcijaństwa narrację. Najbardziej problematyczna jest scena, w której owce rozmawiają o Bogu jak o absurdalnej teorii i dochodzą do wniosku, że Bóg to pasterz, który jest jednocześnie „wielkim, gorącym barankiem z chleba”. Chociaż ktoś mógłby tłumaczyć tę scenę jako wypowiedzi naiwnych owiec, które po prostu wszystko, co bardziej skomplikowane widzą jako absurdalne, takie wyjaśnienie wydaje się naciągane. Zwłaszcza że niejako wychowujący te owce zamordowany pasterz George był najprawdopodobniej ateistą lub agnostykiem – stronił od Kościoła, a jako zdeklarowany wegetarianin ubój zwierząt uznawał za morderstwo. Scena pod kościołem sprawia więc raczej wrażenie świadomie położonej „wisienki na torcie”, mającej podkreślać rzekomą niedorzeczność chrześcijańskich wierzeń z „owczej” perspektywy. Nie jest to otwarty atak na Kościół, lecz jego trywializacja i ośmieszenie.
Innym elementem wyraźnie sprzecznym z chrześcijaństwem jest tu dość silne podkreślanie rzekomej moralnej wyższości wegetarianizmu. Posunięto się w nim nawet do nazywania hodowcy owiec na mięso oraz rzeźnika „mordercami”.
Film w sporej mierze jest owocem postmodernistycznej kultury, która bezprawnie przejmuje chrześcijańskie motywy (pasterz, owce, ofiara), by odwrócić ich znaczenie na potrzeby własnych celów, takich jak promocja wegetarianizmu czy zrównywanie zwierząt z ludźmi. Dlatego mimo wielu zalet trudno polecić „Sprawiedliwość owiec” w sposób jednoznaczny. Zdając sobie jednak sprawę z dość ograniczonego wyboru wartościowych produkcji familijnych – „na bezrybiu i rak ryba” – co bardziej cierpliwi rodzice mogą po ten film sięgnąć. Muszą jednak uzbroić się w cierpliwość, by dokładnie odsiewać ziarno od plew.
Marzena Salwowski
29 lipca 2026 18:57