Filmy
Oddyseja

Ocena ogólna:  Dobry ale z bardzo poważnymi zastrzeżeniami (+1)

Tytuł oryginalny
The Odyssey
Data premiery (świat)
6 lipca 2026
Data premiery (Polska)
17 lipca 2026
Rok produkcji
2026
Czas trwania
180 minut
Reżyseria
Christopher Nolan
Scenariusz
Christopher Nolan
Obsada
Matt Damon Tom Holland, Anne Hathaway, Zendaya, Robert Pattinson, John Leguizamo, Lupito Nyong’o, Charlize Theron, Jon Bernthal, Samantha Morton, Himesh Patel, Ryan Hurst, Mia Goth, Benny Safdie, Ellen Page
Kraj
USA/Wielka Brytania
BrakNiewieleUmiarkowanieDużoBardzo dużo
Nieprzyzwoity język
Przemoc / Groza
Seks
Nagość / Nieskromność
Wątki antychrześcijańskie
Fałszywe doktryny

W starożytnej Itace mijają już dwie dekady od chwili, gdy król Odyseusz wyruszył na wielką wojną przeciw Troi. Większość greckich wojowników ze sprzymierzonych pod wodzą Agamemnona wojsk powróciła już do swoich domów, on jednak nie wraca. Dom, który opuścił, wypełniają teraz chciwi adoratorzy, gotowi wziąć ślub z jego żoną Penelopą i przejąć tron. Królowa wraz z synem Telemachem nie traci jednak nadziei – wierzą, że Odyseusz żyje i kiedyś wróci. Telemach, pragnąc poznać prawdę o losach ojca, wyrusza z Mentorem w podróż do Sparty. Na dworze Menelaosa i Heleny, młody książę dowiaduje się, że dziesięć lat wcześniej Odyseusz wraz ze swoją armią wkraczał do Troi ukryty w drewnianym koniu. Po zwycięstwie popłynął inną drogą niż reszta koalicji i słuch po nim zaginął. Widz jednak szybciej niż Telemach dowie się o tym, jak Odys wraz ze swą załogą stawał twarzą w twarz z cyklopem Polifemem, ludożerczymi Lajstrygonami, wróżbitką Kirke, armią zmarłych w Hadesie, śpiewem syren oraz morskimi potworami Charybdą i Scyllą. Ostatecznie zaś trafił na wyspę nimfy Kalipso – do miejsca, z którego powrót będzie najtrudniejszy…

Mimo że film ten opiera się na eposie, który jest produktem pogańskiego świata, to reżyserowi udało się w dużej mierze zdemitologizować tę opowieść, zachowując z niej to, co najcenniejsze i najbliższe chrześcijaństwu. Mamy tutaj zatem zgodnie z pierwowzorem stawianą niejako na piedestale miłość małżeńską. Penelopa pozostaje niezmiennie wierna, korzystniej natomiast w porównaniu z homerycką Odyseją wypada sam Odys, który (świadomie) nie angażuje się w relacje pozamałżeńskie (romansuje z Kalipso w czasie amnezji). Penelopa pozostaje symbolem heroicznego wręcz wyboru trwania w małżeństwie wbrew wszelkim trudom, naciskowi otoczenia i coraz dłuższej rozłące z mężem. Powrót Odyseusza jako męża, ojca, głowy rodziny i państwa do żony i syna i swojego ludu jest tu centralnym motywem. Brak ojca prowadzi do chaosu i moralnego rozkładu w domu, brak króla do nieładu w całym państwie. Powrót przywraca ład rodzinie i społeczeństwu. Synowi zaś daje tożsamość oraz cel, prowadząc go do męskiej dojrzałości. Film podkreśla, że rodzina i trwałe więzi są fundamentem ludzkiej tożsamości i stabilności społeczeństwa. Pokazuje, jak ważna jest również prawdziwa obecność ojca i podejmowanie się odpowiedzialnych ról przez mężczyzn, takich, którym kobietom z natury trudniej jest sprostać.

Jedną z głównych zalet filmu jest to, iż przefiltrowuje homerycki epos przez współczesne, ukształtowane w chrześcijańskiej cywilizacji sumienie. Wprawdzie nie do końca jest to skuteczne i pewna ilość pogańskiego osadu niestety pozostaje nieoczyszczona (o czym później), to warto docenić ten trud. Tak zatem twórcy tej produkcji kinowej uwypuklają te elementy Odysei Homera, które są już same z siebie szlachetne, np. wierność Penelopy czy trwałą miłość małżeńską. Do takich wartości zalicza się tu również oczywiście xenia – gościnność. Chodzi o szacunek i życzliwość wobec obcych (traktowanie innych tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani, co oczywiście przywodzi na myśl słowa Pana Jezusa zapisane u ewangelisty Mateusza 7,12: Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! ). Naruszenie tej zasady, czy to przez gospodarza, czy jej nadużycie przez gości (drastycznie widoczne na przykładzie zalotników Penelopy) prowadzi do katastrofy, a jej przestrzeganie buduje cywilizację. Nolan podkreśla, że tak poziom całego społeczeństwa, jak i poszczególnych jednostek mierzy się tym, jak traktuje słabszych i przybyszy. Myśl ta była zresztą wspólna dla starożytnych Greków i protoplastów starożytnego Izraela, jako zapewne wszczepiona im przez Prawdziwego Boga, nawet jeśli ci pierwsi mogli nazywać ją „prawem Zeusa”.

Inne elementy, które obecne są już mocno w homerowej Odysei, a w filmie mają jeszcze jakby głębszy i bliższy chrześcijaństwu wydźwięk to także wytrwałość, determinacja i odpowiedzialność. Odyseusz zmaga się tu z potworami, żywiołami natury, pokusami (Circe, Kalipso) i własną traumą, by wrócić do domu. Film, jak już była mowa, pokazuje trwanie Odyseusza przy obowiązkach – jako męża, ojca i władcy – zamiast (ostatecznej) ucieczki w przyjemność czy zapomnienie. Wybór odpowiedzialności i świadomości związanej z pamięcią i cierpieniem zamiast narkotycznego zapomnienia jest z jego strony aktem wolności i dojrzałości. Podobnie w sposób bliski chrześcijaństwu są tu pokazane takie rzeczy jak poświęcenie i ofiarność. Padają tu między innymi słowa „Siła ofiary leży w jej koszcie dla tego, kto ją składa”. Wreszcie warto wspomnieć o tym, co jest właściwie w tym filmie jedną z najistotniejszych rzeczy, o czymś, co ostatecznie stoi też za absurdalnie długim powrotem głównego bohatera do domu. Otóż Odyseusz po rzezi Troi zmaga się (z nienazwanymi przez większość filmu) wyrzutami sumienia. Mamy tutaj obraz króla Itaki, który walczy o swój powrót i zarazem go przez pewien czas sam sabotuje. Widz nie może mieć nigdy pewności, czy czyhają na niego zewnętrzne, czy tylko wewnętrzne demony i potwory. Możemy podejrzewać, że nie wraca do Penelopy, bo nie czuje się już tym samym mężczyzną, którego ona pokochała. Tak że nie możemy mieć pewności czy bardziej pogubił się na morzu, czy w życiu. Motyw odpowiedzialności za czyny popełnione również na wojnie jest tu oczywiście dużo silniej zarysowany niż w literaturze przedchrześcijańskiej. W homeryckiej Odysei człowiek nie miał aż tak wielkiego wpływu na życie swoje ani innych ludzi, był on bowiem zazwyczaj pionkiem w rozgrywkach „bogów”, a ci z kolei nie potrafili uczynić nic wbrew nieubłaganemu przeznaczeniu. Twórcy filmu jednak odchodzą od tej fatalistycznej pogańskiej logiki, wprowadzając tu sumienie, które skrywa się jedynie pod wyobrażeniem Ateny.

Z tradycyjnie chrześcijańskiego punktu widzenia bardzo godne pochwały jest też to, że twórcy filmu w dużym stopniu ograniczyli (w stosunku do homeryckiego pierwowzoru) „realność” bożków. Zachowując wprawdzie takie imiona z greckiej mitologii jak Zeus, Atena czy Posejdon nadali im inne znaczenie. Zeus nie jest tu już zatem głównym bożkiem, szefem innych bożków, a raczej symbolem uniwersalnego, moralnego prawa, którego złamanie nie pozostanie bez kary i udręki sumienia. Posejdon obrazuje ludzki lęk przed potęgą natury, zwłaszcza morza, mityczne stwory tej wielkiej wody takie jak syreny, też mają tu raczej naturalistyczne wytłumaczenie, które nie potrzebuje odwoływać się do przekonania starożytnych Greków o prawdziwości takich istot. Największą „metamorfozę” przechodzi tutaj jednak Atena, towarzysząca głównemu bohaterowi. Z początku może jeszcze się wydawać, iż jest jakąś „rzeczywistą” boginią, z biegiem akcji jednak okazuje się sumieniem Odyseusza. Taki zabieg podkreśla także moralną odpowiedzialność każdego człowieka za własne wybory, podczas gdy w homeryckiej Odysei, ludzie byli raczej zabawkami w rękach bogów i bezlitosnego przeznaczenia, przez co raczej nawet za wielkie zbrodnie trudno było ich winić. Podsumowując, twórcy filmu bardzo dobrze poradzili sobie problemem bożków, odzierając je nawet z pozorów boskości i zastępując je pojęciami bliższymi chrześcijaństwu, takimi jak sumienie czy prawo moralne.

Niestety nie cała grecka mitologia została tu tak dobrze „rozbrojona”. A mianowicie niewłaściwe i być może nawet duchowo niebezpieczne jest ukazanie przez Nolana pogańskiej wizji zaświatów bez jakiegoś wyraźnego komentarza. Ktoś może oponować, że to przecież film mocno inspirowany homeryckim eposem, jak więc inaczej te zaświaty miały by zostać pokazane… Cóż, nie wszystko, co jest wytworem naszej kultury zasługuje na pokazanie, zwłaszcza w tak wyrazisty i zapewne zapadający w pamięć sposób jak zrobił to reżyser. Warto zauważyć, że sceny filmowe, zwłaszcza wyświetlane na dużym ekranie są bardziej „inwazyjne” niż np. czytanie czy słuchanie opowieści. Przed obrazem połączonym z dźwiękiem trudniej się obronić wyobraźni, zwłaszcza młodego widza. Dlatego będę się upierać, że w czasach silnego zamętu co do tego, jak rzeczywiście wygląda życie pozagrobowe, który spotyka się niestety powszechnie nawet wśród chrześcijan, taka rzecz nie jest właściwa. Sytuację komplikuje jeszcze to, iż grecka mitologia akurat odnośnie do Zaświatów była istną mieszaniną rzeczywiście słusznych intuicji (czy nawet pewnych ziaren Bożej prawdy) z ludzkimi fantazjami, bądź nawet demonicznymi podszeptami. I taki zlepek na ekranie może być bardziej niebezpieczny, gdyż te słuszne intuicje mogą uprawdopodabniać pogańskie wymysły i prowadzić wyobraźnię widza w niebezpieczne rejony. Tak więc słuszne było przeświadczenie starożytnych Greków, że nawet dusze sprawiedliwych wiodą po śmierci (jak wiemy do czasu Odkupienia) dość smutną, egzystencję w Hadesie, podobne do cieni, nieświadome tego, co dzieje się na ziemi. Te jednak wierzenia miały też swoją mroczną stronę, którą obrazowo pokazuje film. Chodzi mianowicie o składanie ofiar cieniom zmarłych, a nawet przywoływanie ich, celem zasięgnięcia jakiejś rady, czy przewidzenia przyszłości. Ta krwawa nekromancja jest tu pokazana w pełni, kiedy zmarli najpierw piją krew złożonego w ofierze zwierzęcia, a potem wchodzą w dialog z żywymi. Pismo Święte oczywiście już w Starym Testamencie jednoznacznie zabrania takich praktyk: „Nie znajdzie się u ciebie nikt, kto by… pytał duchów, ani wywoływał zmarłych. Obrzydliwością bowiem dla Pana jest każdy, kto to czyni” (Pwt 18,10-12; por. Iz 8,19; Kpł 19,31). W filmie rytuał działa, duchy pojawiają się, dają prawdziwe informacje i ostrzeżenia. Trudno więc dopatrzyć się tu jakiejś krytyki takiego działania. Wręcz przeciwnie atrakcyjna, kinowa prezentacja może budzić ciekawość podobnych, ale już współczesnych praktyk okultystycznych, mediumizmu czy „rozmów ze zmarłymi”, które otwierają drzwi na oszustwo demonów podszywających się pod dusze. Podsumowując ten wątek, ta scena raczej nie jest niebezpieczna dla dojrzałych chrześcijan, może jednak nieść realne zagrożenia dla widzów młodszych bądź jeszcze poszukujących swej duchowej drogi. I może to robić na dwa sposoby – z jednej skłaniać widza do przyjmowania ponurej, materialistycznej wizji życia bez żadnej nadziei, że nieunikniona śmierć nie jest prawdziwym końcem każdego człowieka; z drugiej może skłaniać do szukania nadziei w demonicznej iluzji spirytyzmu.

Innym pobocznym, ale ważnym zastrzeżeniem wobec filmu Nolana jest to iż w roli męskiego wojownika obsadził „trans-płciową” aktorkę. W ten sposób normalizując i niejako nawet nagradzając jej fatalną decyzję, by zaprzeczać płci, którą została obdarzona przez Boga. Decyzja ta na domiar złego prawdopodobnie została podyktowana chęcią zysku (w postaci większej szansy na Oskary). Występ pani Page bowiem wyraźnie odstaje od poziomu całości, gdyż oczom widza pojawia się aktorka, która wciąż wygląda, a nawet porusza się jak kobieta i z niewiadomych przyczyn uchodzi wśród greckich wojowników za mężczyznę.

Czy ostatecznie polecamy ten film? Tak, ale z bardzo poważnymi zastrzeżeniami. Przede wszystkim nie jest to film dla dzieci, ponieważ wiele scen w nim zawartych jest dość przerażających. Nie jest to też produkcja dla młodzieży, czy osób o nieugruntowanej wierze chrześcijańskiej, a to z powodów już wcześniej szerzej opisanych. Można go polecać za to osobom bardziej dojrzałym jako z rozmachem zrealizowany epos o gubieniu i odnajdywaniu siebie przez żal, skruchę i gotowość przyjęcia pokuty i przebaczenia. Obraz ten mimo jego ogólnie przygnębiającej atmosfery kończy się promykiem nadziei również na trochę małżeńskiego szczęścia dla Odyseusza i Penelopy, a także na lepszy los dla ich podupadłej Itaki pod rządami młodego króla. Warto docenić ten fakt, iż twórcy filmu, mimo wszystko starają się na koniec jakoś podnieść widza na duchu.

Marzena Salwowska

30 września 2026 17:05