Filmy



Ocena ogólna: Wyraźnie zły (-2)
| Brak | Niewiele | Umiarkowanie | Dużo | Bardzo dużo | |
|---|---|---|---|---|---|
| Nieprzyzwoity język | ![]() | ||||
| Przemoc / Groza | ![]() | ||||
| Seks | ![]() | ||||
| Nagość / Nieskromność | ![]() | ||||
| Wątki antychrześcijańskie | ![]() | ||||
| Fałszywe doktryny | ![]() |
Rita, główna, choć nie tytułowa, bohaterka tego musicalu to sfrustrowana, niedoceniana prawniczka w dużej kancelarii, która zajmuje się wyciąganiem przestępców z więzienia. Pewnego dnia dostaje ona nietypowe, acz świetnie płatne zlecenie od Juana „Manitasa” del Monte – bossa jednego z największych karteli narkotykowych w Meksyku. Manitas oczekuje, że pani mecenas znajdzie mu bardzo kompetentnego i równie dyskretnego chirurga, który przeprowadzi tzw. korektę płci. Po sfingowanej śmierci Manitas zamierza zacząć życie od nowa jako kobieta – Emilia Pérez. Rita przyjmuje zlecenie. Organizuje całą operację: poszukiwanie klinik i chirurgów gotowych przeprowadzić zabieg w tajemnicy, fałszywą śmierć Manitasa, a także relokację jego żony i dzieci do Szwajcarii. Kilka lat później drogi Rity i Manitasa (zwanego teraz Emilią) ponownie się krzyżują. Okazuje się, że „Emilia” nie jest do końca zadowolona ze swojego nowego życia, tęskni bowiem za dziećmi. Tym razem ów bandyta zleca więc Ricie, aby ściągnęła jego rodzinę z powrotem do Meksyku (zamierza zamieszkać ponownie z bliskimi jako rzekoma kuzynka Manitasa – ciocia Emilia). Jednocześnie ów dawny boss narkotykowy zaczyna odczuwać pewne wyrzuty sumienia wobec rodzin swoich ofiar. W związku z tym zakłada fundację, która ma zajmować się odnajdywaniem (a raczej wykopywaniem) ciał zamordowanych. Dzięki tym działaniom zyskuje sobie szacunek i miłość lokalnej społeczność. W biurze fundacji poznaje również pewną wdowę, bynajmniej nie zbolałą, gdyż jej mąż był brutalem. Z ową panią Manitas szybko nawiązuje relację o charakterze romantyczno- seksualnym (podając się za kobietę). Tymczasem jego żona, która oczywiście też uważa się za wdowę, odnawia romans ze swoim dawnym kochankiem (byłym „żołnierzem” męża). Mimo zdecydowanego sprzeciwu „cioci Emilii”, u której mieszka w Meksyku, Jessi poślubia owego mężczyznę i wyprowadza się do niego z dziećmi. Wściekły Manitas, który jako „Emilia” wciąż zarządza swoim majątkiem odcina Jessi od pieniędzy. W efekcie nowożeńcy decydują się na desperacki krok – porwanie „Emilii”. Wysyłają Ricie odcięte palce Manitasa jako dowód i żądają okupu w wysokości 30 milionów dolarów. Pani adwokat organizuje akcję ratunkową z uzbrojonym zespołem. Dochodzi do strzelaniny. W chaosie „Emilia” i Jessi znajdują chwilę na rozmowę. „Emilia” wyznaje żonie, kim naprawdę jest, wspomina dobre i złe chwile ich małżeństwa. Dochodzi do pewnego rodzaju pojednania między nimi, jednakże na scenie znowu pojawia się Gustawo. Koniec końców, w wyniku strzelaniny i ciągu innych zdarzeń giną wszyscy troje: Manitas, Jessi i Gustawo. Dzieci Manitasa i Jessi zostają sierotami. Ich opiekunką zostaje Rita. W ostatniej scenie widzimy uliczną procesję. Rodziny „zaginionych”, którym pomogła fundacja „Emilii”, upamiętniają w ten sposób jej postać poprzez procesję i dają wyraz swojemu przekonaniu o jej świętości, godnej szybkiej kanonizacji.
Wstęp do niniejszej recenzji jest celowo wyjątkowo długi i obfituje w spoilery. Dzięki temu widzowie, którzy jeszcze nie widzieli tej produkcji, a chcieliby obejrzeć ją głównie tylko po to, żeby po prostu zobaczyć „o co tam chodzi”, mogą zaoszczędzić sporo czasu. Choć film ten ma kilka dobrych moralnie puntów (ostateczne pogodzenie się Manitasa z żoną, czy też pewne wątki, które można by uznać za prorodzinne), to zasadniczo jest to obraz pełen ideologicznej trucizny. Co prawda spotkał on się z dość silnym sprzeciwem ze strony części środowiska LGBTQ+, dla którego miał być prawdopodobnie hołdem, to jednak nie zmienia faktu, iż zawiera sporo trucizny, nawet jeśli ta trucizna w oczach niektórych „specjalistów” nie jest dość mocna.
Jakie są zatem główne składniki serwowanej tutaj trucizny? Przede wszystkim musical ten stara się utwierdzać widzów w fałszywym, acz dość już powszechnym przekonaniu, że można rozwiązywać pewne poważne problemy natury psychiczno–duchowej poprzez drastyczną ingerencję w ciało. Chodzi tu głównie o proces tzw. tranzycji, czyli coś, co jedni będą nazywać korektą płci, inni zmianą, a co w istocie jest okaleczaniem ludzkiego ciała poprzez próbę wymuszenia wyglądu i funkcjonowania typowego dla płci przeciwnej. Film ten nie tylko wspiera to urągające godności medycyny szaleństwo, ale posuwa się jeszcze dalej, próbując pokazać, iż „nieuzgodniona płeć” może być przyczyną nie tylko indywidualnych, ale też społecznych problemów. Produkcja ta stara się bowiem przekonać widzów, że gdyby Manitas od początku mógł być tym, kim się czuje, to prawdopodobnie nie byłby krwawym przestępcą, gdyż w tym złym mężczyźnie ukrywa się dobra kobieta. Niektórzy mogą zaprotestować, iż również „Emilia” wykazuje tu cechy przemocowe, kiedy stara się zawładnąć życiem Jessi. Jednakże ten element ma zapewne za zadanie dodawać wiarygodności przemianie Manitasa w „Emilię”, pokazując, że coś jeszcze łączy te dwie jakby już różne osobowości. Finałowa niby kanonizacja „Emilii” jest tutaj jednak „kropką nad i„, która ma potwierdzać, iż postać ta po zrzuceniu „niewłaściwego ciała” czyni dobro, którego czynić nie mogła „nie będąc sobą”.
Film ten zatem jako sposób na pozytywną zmianę człowieka i społeczeństwa daje receptę, stojącą w całkowitej sprzeczności z ewangelicznymi radami. Brzmi ona mniej więcej tak: „Świat będzie lepszy, kiedy ludzie będą ignorować Bożą wolę, naturę, a zaczną podążać za swoimi pragnieniami. Wtedy zniknie zło, przemoc, przestępczość”. W „świetle” tego musicalu największym złem okazuje się bowiem nietolerancja wobec tranzycji. Handel narkotykami, morderstwa, porwania ludzi, rozbijanie rodzin czy korupcja wymiaru sprawiedliwości – wszystko to zostaje zepchnięte na dalszy plan bądź przykryte za pomocą piosenek. Co więcej „zmiana płci” jest w nim pokazana jako prawdziwe nawrócenie. Jest to zatem obraz, który głęboko wykrzywia, a momentami nawet odwraca chrześcijańską moralność oraz tradycyjne pojęcie świętości. Co gorsza, istnieje niestety pewne ryzyko, iż produkcja ta może być dla niektórych widzów z podobnymi problemami co filmowy Manitas dodatkowym bodźcem do przejścia „tranzycji” i w ten sposób przyczynić się do rzeczywistych ludzkich dramatów. Odradzamy zatem ten film, szczególnie widzom młodym. W zamian zachęcamy do szczerej modlitwy o nawrócenie dla twórców tego musicalu.
Marzena Salwowska
30 stycznia 2026 19:28