Tag Archive: katolicka strona o filmach

  1. Focus

    Leave a Comment Para głównych bohaterów filmu – Nicky Spurgeon i Jess Barrett poznaje się w restauracji eleganckiego hotelu. Znajomość zaczyna się od tego, że panna Barret próbuję oszukać i okraść pana Spurgeona, wcześniej pozorując chęć odbycia z nim stosunku intymnego. Jednakże niedoszła ofiara Jess okazuje się znaczniej bardziej szczwanym i doświadczonym oszustem niż ona sama. Zachwycona profesjonalizmem mężczyzny dziewczyna nakłania go, by został jej „mentorem”, ucząc ją, jak najskuteczniej okradać i oszukiwać bliźnich. Nicky poznaje też Jess ze swoją szajką złodziei i oszustów, którym szefuje. Jak można się spodziewać, para głównych bohaterów wkrótce rozpoczyna romans. „Sielanka” nie trwa jednak długo, gdyż mężczyzna, żywiąc ciągle wpojone przez ojca (również „zawodowego” oszusta) przekonanie, że w tym „fachu” nie ma miejsca na miłość, pewnego dnia porzuca zapłakaną Jess. Trzy lata później para głównych bohaterów ponownie spotyka się przypadkowo w Buenos Aires. W Argentynie Nicky pracuje dla miliardera Rafaela Garrigi, którego dziewczyną jest rzekomo Jess. Garriga jest właścicielem drużyny Formuły 1, której pragnie zapewnić zwycięstwo w nieuczciwy sposób. Planuje on pokonać konkurencję, która również nie zamierza grać uczciwie, sprzedając jej przy pomocy zawodowego oszusta trefną technologię … Jak się pewnie wiele osób spodziewa po przeczytaniu już powyższego opisu fabuły, film ten jest na bardzo niskim poziomie moralnym. Nie chodzi oczywiście o samo przedstawianie notorycznych oszustów i złodziei w konwencji komediowej. Wszak można też sobie łatwo wyobrazić komedię, w której przestępców po wyszydzeniu na koniec spotyka jeszcze sprawiedliwa kara. Niestety w tym filmie tak nie jest, wręcz przeciwnie, jego twórcy starają się usilnie, by złoczyńcy zyskiwali sympatię widzów, a ich kunszt w oszukiwaniu i okradaniu bliźnich był przedmiotem podziwu. Naprawdę trudno doszukać się w tym obrazie jakichś wyraźniejszych pozytywów. Przez chwilę wprawdzie można by się zastanowić nad tym, czy czymś takim nie jest wątek, w którym nieuczciwy biznesmen sam niejako wpada w zastawione przez siebie sidła. Po krótkiej chwili zastanowienia i ten potencjalny argument na rzecz filmu trzeba jednak odrzucić, gdyż jest to typowy chwyt stosowany po to, by wzbudzać w widzach sympatię wobec de facto bardzo złych moralnie bohaterów. Chwyt jest prosty – niech oszukają kogoś jeszcze gorszego i pozbawionego „łotrzykowskiego wdzięku”, a publiczność pewnie to kupi. Nadto takie podejście może tylko utwierdzać w odbiorcach popularny mit o tym, że rzekomo ofiarami większości przekrętów padają ludzie, którzy sami są nieuczciwi, tylko po prostu mniej sprytni od profesjonalnych oszustów. Ktoś może za dobry punkt tej opowieści mógłby uznać też wątek romantyczny filmu, to iż główny bohater przełamuje wpojone sobie uprzedzenia co do możliwości stworzenia z ukochaną stałego związku. Problem w tym, że coś takiego trudno nazwać szczęśliwym zakończeniem w sytuacji, kiedy zakochani raczej nie myślą rezygnować z dotychczasowego sposobu zarabiania na życie. W prawdziwym życiu raczej można by się obawiać, że takie osoby po stworzeniu rodziny wychowają swoje dzieci na kolejnych przestępców. Poza amoralnością głównego wątku film ten obfituje również w obsceniczne żarty odnoszące się do sfery seksualnej, a bohater, który jest ich głównym źródłem (przyjaciel Nicka i Jess) jest pokazywany jako w zamyśle twórców najwyraźniej postać sympatyczna, choć wielu widzom jednak bardziej pewnie kojarzyć się będzie ze słowem „obleśny”. Ocena zatem tej produkcji jest wyraźnie negatywna i nikomu jej nie polecamy. Na pocieszenie można powiedzieć, że nie jest to film zbytnio wciągający czy zapadający w pamięć i od strony czysto rozrywkowej i tak ten, kto go pominie, niewiele straci. Marzena Salwowska /.../
  2. Skarby króla Salomona

    Leave a Comment Uhonorowany dwoma Oscarami film na kanwie bestsellerowej powieści Henry’ego Ridera Haggarda z 1885 roku „Kopalnie króla Salomona”. Zasadnicza intryga tej opowieści jest dość prosta – Allan Quatermain, doświadczony afrykański przewodnik dostaje bardzo intratne zlecenie od pewnej bogatej damy – Elizabeth Curtis. Otóż, namawia ona głównego bohatera, by powiódł w głąb nieznanych ziem ekspedycję, której celem będzie odnalezienie jej męża. Pan Curtis bowiem zaginął jakiś czas wcześniej, poszukując w tych rejonach legendarnych kopalni diamentów króla Salomona. Allan Quatermain poprowadzi więc wyprawę, której celem będzie odnalezienie żywego bądź martwego małżonka Elizabeth. W wyprawie weźmie też udział brat pani Curtis oraz spora liczba miejscowych tragarzy i pomocników. Po drodze oczywiście, jak przystało na kino przygodowe w egzotycznej scenerii, na dzielnych uczestników wyprawy czyhać będą niebezpieczne zwierzęta i czasem jeszcze bardziej niebezpieczni od zwierząt ludzie. Film ten z powodzeniem wytrzymuje próbę czasu i może być dobrą alternatywą dla bardziej współczesnych, ale często mniej wartościowych produkcji przygodowych. Opowieść ta nie traci swojej świeżości mimo upływu ponad 70 lat od swojej premiery. Zawdzięcza to może faktowi, że nie wysuwają się w niej na pierwsze miejsce spektakularne efekty specjalne czy żartobliwe aluzje do popularnych wówczas tematów. Nie opiera się więc ona na rzeczach, które dziś „trąciłyby myszką”, bądź mogły być niezrozumiałe dla współczesnego widza. Twórcy filmu mądrze wybrali inną drogę – osnuli całą przygodę głównie wokół motywacji bohaterów i ich wzajemnych relacji, co czyni ten obraz ponadczasowym i wartościowym również pod względem moralnym. Warto zwłaszcza docenić tak typowy dla amerykańskiego kina motyw drogi, na której bohaterowie muszą zajrzeć w głąb siebie i zderzyć się z niezbyt przyjemną nieraz prawdą o sobie samych, którą znajdą na tej drodze. Wątek ten jest szczególnie wyraźny w postaci Elizabeth, która z początku łudzi samą siebie, że głównym motywem jej działania jest miłość do zaginionego męża. Z czasem jednak (częściowo pod wpływem swojego brata, który jest jakby trochę głosem jej sumienia) przyznaje, że nie kochała i nie szanowała swojego męża, który właściwie uciekł do Afryki przez to, iż go źle traktowała. W zasadzie wyprawa ta staje się dla pani Curtis po części pokutą, która prowadzi do jej duchowego oczyszczenia. Warto też wspomnieć w tym miejscu o wątku, w którym Elizabeth przestają dręczyć koszmarne sny, po tym jak głośno wyznaje swoją winę wobec zaginionego współmałżonka. Korzyści moralne i duchowe z tej niebezpiecznej wyprawy zdaje się też odnosić główny bohater. Wprawdzie nie jest to jakoś wprost powiedziane, ale ogólne wrażenie jest takie, że Allan Quatermain zaczyna łagodnieć w swoim nadmiernie cynicznymi zgorzkniałym podejściu do świata i ludzi. Nadto film nie epatuje okrucieństwem czy krwawą przemocą. Bardziej pozytywni bohaterowie zabijają tutaj jedynie w ramach obrony koniecznej. Co ciekawe w obrazie tym wyraźnie też wybrzmiewa niechęć do niepotrzebnego czy pochopnego zabijania zwierząt. Jeśli chodzi o bardziej wątpliwe elementy filmu, to pewne zastrzeżenia można mieć co do tego, czy ze zbytnią wyrozumiałością nie jest pokazane to, jak po etapie początkowej niechęci Elizabeth lgnie do swojego przewodnika. A trzeba pamiętać, że choć Allan Quatermain jest wdowcem, to sytuacja Elizabeth jest mocno niejasna. Można wprawdzie spodziewać się, iż jest już ona wdową, ale są też jeszcze spore szanse, że jej mąż jednak przeżył. Z drugiej strony nie dochodzi tu do pocałunków ani jakichś innych jednoznacznie erotycznych sytuacji pomiędzy parą głównych bohaterów. Chodzi bardziej o to, że pani Curtis zachowuje się w pewnym momencie tak, jakby spodziewała się, że Allan za chwilę ją pocałuje i była temu przychylna. Również że strony głównego bohatera przytulanie cudzej żony może wydaje się zanadto ryzykownym zachowaniem, nawet jeśli nie towarzyszą temu jakież nieczyste intencje. Z drugiej strony para głównych bohaterów ostatecznie nie przekracza granicy, w której można by mówić o jakichś zdecydowanie niewłaściwych dla niemałżonków kontaktach i raczej zdaje się opierać rodzącym się uczuciom. Z innych wątpliwości pozostaje jeszcze kwestia pewnej wypowiedzi głównego bohatera, która trąci nihilizmem, z drugiej strony nie jest ona raczej podana jako pewnik, a raczej jako przejaw ogólnie nadmiernie zgorzkniałej postawy tego mężczyzny wobec życia. Podsumowując z pewną dozą ostrożności polecamy ten film jako wartościową rozrywkę, nie tylko na okres świąteczny. Marzena Salwowska /.../
  3. Samson

    Leave a Comment Film opowiada o biblijnym bohaterze Samsonie, który w kulturze popularnej znany jest głównie z nadludzkiej siły i z tego, że po ścięciu włosów przez kochankę ową siłę utracił. Produkcja ta stara się ambitnie przedstawić historię Samsona w szerszym kontekście historycznym – dominacji pogańskich Filistynów nad ludem Izraela. Podkreśla więc dziejową rolę głównego bohatera, który już przed swoim narodzeniem został wybrany przez Boga, po to by, gdy dorośnie, zacząć wyzwalać Jego lud spod ucisku owych pogan. Śledzimy więc sukcesy i porażki tej misji Samsona, powiązane z jego uczuciowymi perypetiami … Tę epicką opowieść pochwalić można, chociażby za ambitną próbę „wskrzeszenia” kina biblijnego w stylu Złotej Ery Hollywood, czyli połączenia widowiskowości z w miarę ortodoksyjnym podejściem do Biblii i otwarcie ewangelizacyjnym przesłaniem. W tym wydaniu historia Samsona zachowuje też swoje najbardziej dydaktyczne elementy, to znaczy pozostaje opowieścią o tym, że wielkie dary Boga są również wielkim zadaniem i odpowiedzialnością, jednak mogą też być marnotrawione wskutek własnej lekkomyślności, naiwności i ulegania żądzom. Co ważne twórcy filmu nie pokazują niezwykłej siły tytułowego bohatera jako jego „osobistej zalety” czy supermocy niewiadomego pochodzenia. Od początku podkreślają fakt, że pochodzi ona wyłącznie od jedynego prawdziwego Boga i jest Jego szczególnym darem dla Samsona, nie po to jednak by budować jego poczucie wyjątkowości, lecz by mógł spełnić swoje powołanie. W wątku tym podkreślona też jest różnica pomiędzy postrzeganiem wiary przez Izraelitów a pogańskich Filistynów. Ukazywany tutaj jako główny czarny bohater filistyński książę pragnie przejąć moc Samsona, by samemu „stać się bogiem”. Jednakże nie jest on w stanie zaakceptować odpowiedzi izraelskiego siłacza na pytanie, jak miałby uzyskać przychylność Boga Izraela; gdy słyszy, że miałby ukorzyć się w tym celu przed Bogiem. W tejże filmowej opowieści wyraźnie pokazana jest też nicość pogańskich bóstw, zwłaszcza w scenie, w której sam król Filistynów uświadamia swojego syna, że bożki ich narodu nie mają żadnej mocy i są tylko użytecznym narzędziem do podtrzymywania władzy. To jak bardzo wiara Narodu Wybranego odróżniała się od magicznego myślenia pogańskich sąsiadów, jest też pokazane w wątku ścięcia włosów Samsona przez Dalię, w wyniku czego stracił on swą moc. Wcześniej bowiem uświadamia on kochankę, że nie chodzi o to, jakoby w tych włosach kryła się jakaś szczególna siła, ale że ścięcie ich oznaczałoby, że złamałby już trzeci ślub nazyreatu i przez to, jak przypuszcza, Bóg zabrałby mu ten dar nadludzkiej siły. Poza powyższymi najważniejszymi zaletami film ten posiada też sporo pobocznych wątków, które można określić jako dydaktyczne, chociażby pokazanie dojrzewania Samsona nie tylko do roli wojownika, ale też sędziego, czyli rzec można „męża stanu”. Z tych wątków pobocznych, by się już dłużej nie rozwlekać, warto też wspomnieć ukazanie na przykładzie Samsona, jak Bóg daje kolejne szanse, tym którzy żałują swoich grzechów i nieposłuszeństwa wobec Niego. Jeśli chodzi o zastrzeżenia wobec filmu, to można tu wymienić przede wszystkim fakt zmiany pewnych szczegółów z życia Samsona w stosunku do biblijnej historii (np. jego wesele z pewną Filistynką z miasta Timma trwa tylko dzień zamiast siedmiu i kończy się jednak nieco inaczej). Takie ingerencje w historię biblijną nie są tu może wielkie, ale nieuprawnione. Co innego gdyby chodziło tylko o „uzupełnienie” pewnych szczegółów, które w Piśmie świętym nie zostały przedstawione, wtedy taka fantazja twórców byłaby uprawniona. Jednakże zmienianie tych detali, które znamy z Biblii, nawet jeśli dotyczy rzeczy drugorzędnych, może podważać w widzu przekonanie o ważności wszystkiego, co zostało zapisane w tej świętej Księdze. Chociaż z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że nie wynika to ze złej woli twórców, a raczej jest to zabieg „czysto artystyczny”, to trzeba zganić takie działanie. Zresztą to zmienianie szczegółów historii Samsona, jak również nadanie milszego i bardziej „romantycznego” rysu postaci Dalii mści się na filmowej opowieści, gdyż szczegóły podane w Piśmie świętym jak też postać Dalii są po prostu ciekawsze od pomysłów scenarzystów. Z wad filmu można jeszcze wymienić pokazywanie dość namiętnych pocałunków pomiędzy osobami niezaślubionymi oraz chyba niekonieczne eksponowanie obnażonego torsu głównego bohatera. Niemniej jako całość film z pewnością ocenić należy pozytywnie, a wyżej wymienione błędy i potknięcia jego twórców, nie przesłaniają widocznych tu jak najlepszych intencji. Wyraźna jest tutaj chęć oddania chwały Bogu i zasadniczo wierne przedstawienie historii jednego z Bożych bohaterów. Dlatego zachęcamy do polecania tego filmu, zwłaszcza osobom młodszym, które lubią kino akcji, a może niezbyt chętnie sięgają po Stary Testament. Marzena Salwowska /.../
  4. Nie patrz w górę

    Leave a Comment Film ten opowiada o dwójce amerykańskich naukowców – profesorze Randallu Mindy (Leonardo DiCaprio) i jego asystentce Kate Dibiasky (Jennifer Lawrence) – którzy odkrywają, że w stronę Ziemi zmierza kometa mająca już za kilka miesięcy unicestwić wszelkie życie na naszej planecie. Słusznie zaniepokojeni tą okolicznością Randall i Kate postanawiają dotrzeć z tą informacją do prezydent Stanów Zjednoczonych Janie Orlean (w tej roli: Meryl Streep). Niestety jednak, władczyni najpotężniejszego państwa na świecie zdaje się nie przejmować w odpowiednio poważny sposób tą wiadomością. Dwoje naukowców postanawia zatem zaalarmować mass media. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ten, choć trudny do oceny, ostatecznie wydaje się nam być godnym polecenia – acz z bardzo poważnymi zastrzeżeniami. Z jednej strony stanowi on bowiem słuszną satyrę na miałkość dzisiejszej popkultury przejawiającą się, chociażby w tendencji do przesadzonego „śmieszkowania”, z drugiej sugestia mówiąca, że mass media w taki sposób traktują wszystkie z zagrożeń nie wydaje się być realistyczna. Jeśli już, to widać w mass mediach wyraźną tendencję do wyolbrzymiania różnych zagrożeń i niebezpieczeństw – być może po to, by przez stwarzany w ten sposób klimat sensacji czy wręcz grozy podnosić własną czytalność, oglądalność oraz „klikalność”. Nie sądzę, by akurat w Stanach Zjednoczonych sytuacja z mass mediami wyglądała tu jakoś diametralnie inaczej niż w Polsce – ale cóż mogą się mylić. Bardziej jednoznaczną ocenę tego filmu utrudnia także obecność w nim zmysłowych oraz wręcz erotycznych scen, ale z drugiej strony jeden z jego wątków można uznać za będący docenieniem trwałych małżeńskich więzi w opozycji do chwilowych przyjemności związanych z cudzołóstwem. Jako zaletę owego obrazu można uznać też to, iż jego główni bohaterowie godzą się z nieuchronnością śmierci (jeden z nich odrzuca nadzwyczajną możliwość ocalenia swego życia) i starają się ostatnie chwile swego ziemskiego bytowania przeżyć w godny sposób (również modląc się do Boga). Mirosław Salwowski /.../
  5. Kim jest Anna?

    Leave a Comment Serial ten oparty jest na historii rosyjskiej imigrantki Anny Sorokin, znanej jako Anna Delvey – dwudziestokilkuletniej naciągaczki, która weszła do nowojorskiej socjety, przedstawiając się jako pochodząca z Niemiec dziedziczka wielkiej fortuny. Zanim została aresztowana w 2019 roku, Anna zdołała wyłudzić od swoich bogatych (zazwyczaj) „przyjaciół” oraz firm oferujących luksusowe usługi (typu drogie hotele, prywatne odrzutowce) ponad 200 tys. dolarów. W planach miała też pozyskanie wielomilionowej pożyczki bankowej na stworzenie fundacji swojego imienia i elitarnego klubu sztuki, który miał się mieścić w imponującym budynku na Manhattanie. Historię tę poznajemy głównie przez pryzmat dziennikarskiego śledztwa, które prowadzi Vivian (postać ta jak większość w tym serialu ma swój dość zbliżony odpowiednik w rzeczywistości). Choć twórcy serialu uprzedzają widza, że część sytuacji w nim pokazanych została całkowicie zmyślona, to jednak jednocześnie dają do zrozumienia, że snuta tutaj opowieść jest z grubsza prawdziwa. A skoro tak, to należy ocenić go bardziej jako rodzaj biogramu niż fikcji. Niestety jako relacja z kryminalnego okresu życia Anny ten serial jest moralnie trudny do obrony, gdyż jego twórcy zdają się cierpieć na rodzaj rozszerzonego „syndromu sztokholmskiego”, którym pragną też zarazić widza. Przez większość czasu starają się oni przekonać odbiorców, że ofiary panny Sorokin, nawet jeśli straciły na kontakcie z nią finansowo, to zyskały wiele cenniejszych rzeczy typu inspiracja twórcza, „druga młodość”, zastrzyk energii, nabranie pewności siebie i odwagi do realizacji swoich marzeń, itp.. Problem w tym, że fascynacja Anną czy nienaturalne przywiązanie do niej, które prezentuje nie tylko część jej ofiar, ale też pisząca o Annie artykuł Vivian, koledzy Vivian z pracy, a także prowadzący sprawę panny Sorokin obrońca, to nie są rzeczy po prostu tu relacjonowane. Takie podejście wymienionych osób do niegodziwego postępowania głównej bohaterki zdaje się bowiem również narzucane widzowi. W jaki więc sposób twórcy serialu próbują nas przekonać do moralnej zasadności postępowania Anny? Zasadniczo – grając na feministycznej nucie. W niemal każdym odcinku sama Anna bądź jakaś inna postać podkreśla, że główna bohaterka dokonała wielkich rzeczy, chociaż jest kobietą, albo że jest jej trudno, bo działa w świecie, w którym wciąż rządzą mężczyźni, a nawet – że nie trafiłaby do więzienia, gdyby była mężczyzną. Mamy wręcz wrażenie, że jeszcze chwila i okaże się, iż wszystkiemu winien prezydent Trump. Trochę to naciągane, gdyż bardziej prawdopodobna wydaje się teza odwrotna – gdyby Anna była mężczyzną, być może potraktowana zostałaby dziś nieco surowiej. Raczej też w przypadku mężczyzny nikt nie uznałby za „dokonanie wielkich rzeczy” przehulania ponad 200 tysięcy dolarów na konsumpcje luksusowych dóbr. Główny zatem „morał” całego serialu jest szyty grubymi nićmi i co najmniej dwuznaczny. Czy są jednak w tym serialu jakieś wyraźniej dobre rzeczy, za które można go pochwalić? Tak, do takich należy mimo wszystko jakaś jego wartość edukacyjna. Ponieważ produkcja ta jest w dużej mierze oparta na prawdziwej sprawie kryminalnej, to, nawet mimochodem, obnażane są tu pewne typowe metody podobnych Annie naciągaczy. Widz może zaobserwować na przykładzie ofiar głównej bohaterki, jakie rzeczy powinny zapalać również u niego/u niej lampkę ostrzegawczą. Są też oczywiście pewne pomniejsze zalety serialu takie jak np. pokazanie, dlaczego pozbawionej realnego doświadczenia młodej osobie udawało się nieraz zwodzić starsze „szczwane lisy”. Fabuła ta objaśnia, że było to możliwe, gdyż wychowana na mediach społecznościowych Anna jako „idealne dziecko swoich czasów” potrafiła perfekcyjnie kreować się na osobę bogatą i finansowo niezależną. Wiedziała też, jakie drobiazgi aktualnie urastają do spraw ogromnej wagi w modnym towarzystwie. Niestety początkowa satyra na świat, w którym dobór odpowiedniej kreacji traktuje się jak sprawę życia i śmierci, jest tutaj stępiony przez niezbyt skrywany podziw dla ludzi, którzy „potrafią zadbać o swój wizerunek”. Podsumowując, zasadniczo odradzamy oglądanie tego serialu. Jako zachętę do takiej decyzji dodam od siebie, że po pierwszych dość ciekawych odcinkach robi się on po prostu przewidywalny i miejscami wręcz nieznośnie nużący. Marzena Salwowska /.../
  6. Kruk. Szepty słychać po zmroku (serial TV)

    Leave a Comment Inspektor policji Adam Kruk zostaje oddelegowany z Łodzi do Białegostoku, gdzie ma zająć się sprawą pogranicznego przemytu papierosów na masową skalę. Przyjmuje on tę przeprowadzkę bardzo niechętnie nie tylko ze względu na związaną z tym konieczność pozostawienia żony w zaawansowanej ciąży w Łodzi, ale też przez ogromną niechęć do powrotu w rodzinne strony. Do wyjazdu niejako zmusza go jednak tajemniczy przyjaciel z dzieciństwa Sławek, który widzi w tym okazję, by Kruk przy okazji powrotu do rodzinnego miasta, zajął się wreszcie też inną sprawą. Sławek oczekuje, że po niemal 30 latach inspektor odnajdzie mężczyzn, którzy wykorzystywali seksualnie chłopców z domu dziecka, w którym obaj mieszkali w dzieciństwie. Kruk powraca zatem do Białegostoku, by oficjalnie zająć się sprawą przemytników, na miejscu jednak okazuje się, że czeka go pilniejsze zadanie. Będzie musiał najpierw odnaleźć uprowadzonego chłopca, który jest wnukiem podlaskiego „magnata” finansowego. Z czasem zresztą okaże się, że w sprawie porwanego dziecka łączą się również dwa poprzednie wątki kryminalne – domu dziecka i przemytników … Pomimo pewnych moralnych zalet (o których będzie mowa później) trudno byłoby z czystym sumieniem polecić ten serial ze względu na obfitość i ważność pokazywanych tu w pozytywnym świetle pogańskich zabobonów. Produkcja ta jako koloryt i zaletę Podlasia przedstawia rzeczy, które bynajmniej nie przynoszą temu rejonowi chwały. Mamy zatem w tym serialu wyraźnie ukazywaną jako rodzaj moralnej wyroczni i skarbnicę mądrości postać szeptuchy (szeptunki), która przy pomocy magicznych obrzędów „odczynia zło”. Co gorsza, postać ta (co rzeczywiście chyba dość częste wśród szeptuch) lubi podkreślać swoje przywiązanie do wiary chrześcijańskiej (jest najprawdopodobniej osobą wyznania prawosławnego). Takie przykrywanie pogańskich praktyk chrześcijańską otoczką w klimacie kolorowego folkloru jako żywo kojarzy się z czymś w rodzaju VooDoo i naprawdę nie ma się czym zachwycać, że również w Polsce spotyka się coś takiego tysiąc lat po chrzcie naszej ojczyzny. A twórcy serialu najwyraźniej chcą, żebyśmy się tym zachwycali. Innym przykładem dowartościowywania w tej produkcji pogańskich zabobonów jest postać Sławka. Z początku wydaje się, że jest on rodzajem „wymyślonego przyjaciela” Adama Kruka, który tak sobie radzi z własną traumą i wyrzutami sumienia wobec przyjaciela z dzieciństwa, do którego śmierci w pewien sposób się przyczynił. Z czasem jednak okazuje się, że jest to kolejny pogański wątek, tym razem o pochodzeniu cygańskim. Postać Sławka zostaje bowiem wyjaśniona jako duch skrzywdzonej osoby, która błąka się pośród żywych, by szukać zemsty. Warto zaznaczyć, iż wprowadzanie tego zabobonu nie było nawet potrzebne dla fabuły, gdyż postać Sławka i tak była łatwa do wytłumaczenia chociażby tym, że główny bohater właśnie odstawił leki psychotropowe, wrócił do miejsca związanego z traumą z dzieciństwa, itd. Co gorsza, w kontraście do tych pozytywnie pokazanych pogańskich elementów, mamy tutaj z pewną uszczypliwością odmalowane postacie, które zdają się podchodzić do wiary w bardziej ortodoksyjnie chrześcijański sposób. Widać to zwłaszcza w scenie rozmowy żony głównego bohatera ze swoją matką. Kobieta ta z jednej strony zarzuca swojej córce, że problemy w jej małżeństwie wynikają z braku Boga w tej relacji (właściwie to poucza swoją córkę takim trochę „oazowym slangiem”), po czym gładko przechodzi do krytykowania męża córki w sposób, który u mniej asertywnej żony z pewnością naruszałby relacje ze współmałżonkiem. Dla oddania sprawiedliwości przejdźmy teraz do zalet tego serialu. Z góry zastrzegam, iż pominę walory artystyczne tej produkcji (mimo że w moim odczuciu są one wysokie), gdyż na tym portalu nie oceniamy filmów pod tym kątem. Spośród zalet tego serialu, które leżą w obszarze zainteresowań naszej strony, wymienić można na pierwszym miejscu pokazanie, iż są takie grzechy, które pozostawione bez kary, są jak pozostawione z korzeniem chwasty, nie dość, że same wzrastają, to ich nasiona łatwo rozsiewają się na wietrze. Do takich grzechów, które zdecydowanie nie powinny pozostawać bez kary ze strony wymiaru sprawiedliwości, zalicza się z pewnością wszelkiego rodzaju seksualne wykorzystywania dzieci. W tym miejscu można przejść do kolejnej zalety tego serialu, którą jest jego oględność w pokazywaniu czynów o charakterze pedofilskim. Już samo słowo „pokazywanie” właściwie tu nie pasuje, gdyż tak naprawdę nic nie jest pokazywane, wszystko dzieje się za zamkniętymi drzwiami, nawet z późniejszych rozmów o tych zdarzeniach nie dowiadujemy się żadnych szczegółów. Twórcy tego serialu świetnie udowadniają zatem, że da się mówić o takich tematach z jednej strony bez tworzenia tabu, z drugiej bez epatowania widza tymi obrzydliwościami. Dzięki temu nie ma niebezpieczeństwa, iż np. podobnie skrzywdzeni w dzieciństwie widzowie będą wracać w czasie oglądania serialu do traumatycznych wspomnień, czy też że pedofile będą oglądać go dla wiadomych bodźców. Inną z zalet serialu jest rysunek postaci, które są zaangażowane w szajkę pedofilską. Są one tu bowiem pokazane jako często osoby, które z jednej strony mogą mieć dość normalne życie rodzinne, cieszyć się jakimś autorytetem i szacunkiem otoczenia; z drugiej strony widać od razu, że z ich sukcesem też jest „coś nie tak”. To znaczy przejawiają pewną moralną łatwość wchodzenia też na drogę innych przestępstw (przemyt, korupcja, przestępczość zorganizowana). Oczywiście nie musi być tak, że każdy, kto dopuszcza się poważnego grzechu i przestępstwa w jednej dziedzinie, musi też postępować niemoralnie w innej, ale prawdopodobieństwo takich zachowań jest u takiego człowieka jednak wyższe. Za jedną z zalet serialu można również uznać samą postać głównego bohatera. Inspektor Adam Kruk jest bowiem osobą, z którą prawdopodobnie pod wieloma względami dość pozytywnie mogą utożsamiać się niektórzy widzowie z podobnie traumatycznymi zdarzeniami z okresu dzieciństwa czy dojrzewania. O głównym bohaterze trudno bowiem powiedzieć jednoznacznie, że sobie świetnie radzi lub że sobie nie radzi w ogóle. Raczej cały czas się zmaga. W każdym razie podejmuje walkę, również z własnymi słabościami. Widać także w nim taką pozytywną wolę, by pozostać dobrym i uczciwym policjantem. Cały czas musi bowiem walczyć ze sobą, żeby nie ulec pokusie wymierzenia sprawiedliwości na własną rękę. Można powiedzieć, iż w pewnym momencie pozwala wprawdzie, aby kto inny dokonał za niego zemsty, ale tu rzeczy dzieją się na tyle szybko, że raczej nie jest to z jego strony działanie z premedytacją. Docenić zatem można to, że twórcy serialu przeznaczyli tym razem dla postaci skrzywdzonej przez wykorzystywanie seksualne w dzieciństwie coś więcej niż rolę biernej ofiary czy przeciwnie krwawego mściciela. Docenić też można jako po części pozytywny przykład relację małżeńską głównego bohatera i jego żony Anny. Chociaż nie wszystkie zachowania w tym związku można pochwalić, to jest tu też wiele wzajemnej miłości, szacunku i oddania. W pewnym momencie, o czym już trochę była mowa, zwraca też uwagę dojrzała w tym względzie postawa Anny, która nie pozwala swojej matce na nadmierne krytykowanie Adama i nie daje się „nastawiać” przeciwko niemu. Coś takiego z pewnością może być przykładem dla widzów. Niestety powyższe zalety filmu nie są w stanie zrównoważyć faktu pokazywania tu w pozytywnym świetle, czy nawet wręcz promowania pogańskich praktyk, o których wcześniej była mowa. Marzena Salwowska /.../
  7. Arbitraż

    Leave a Comment Świętujący właśnie 60-te urodziny Robert Miller, spełniony mąż i ojciec, ceniony filantrop i mecenas sztuki, próbuje korzystnie sprzedać swoją firmę. Powodem takiej decyzji owego multimilionera nie jest jednak bynajmniej chęć przejścia na stosunkowo szybką emeryturę. W całej operacji chodzi o zatuszowanie pewnych finansowych przekrętów, które z kolei miały być remedium na fatalne finansowo skutki jednej z inwestycji Millera. W każdym razie wiele zależy teraz od tego, jak wypadnie kontrola finansowa związana ze sprzedażą firmy. Mężczyzna jest świadom, że stąpa teraz po kruchym lodzie i nie może pozwolić sobie na żaden skandal, który mógłby zwrócić zbytnią uwagę na jego sprawy i podważyć zaufanie inwestorów. Gdy więc powoduje śmiertelny wypadek, w którym ginie jego młoda kochanka, Miller za wszelką cenę stara się zatuszować sprawę … Pomimo pewnych mniejszych i większych zastrzeżeń, jakie można wysunąć wobec tego filmu, oceniamy go pozytywnie, gdyż jest to całkiem udany współczesny moralitet. Obraz ten bowiem bez większych ogródek piętnuje jako niemoralne cyniczne zachowanie głównego bohatera, całość zaś historii zmierza do tego, by zapłacił on w pewien sposób za swoje postępowanie. Robert Miller bowiem w swojej desperacji, by uniknąć odpowiedzialności i kary niszczy, w mniejszym bądź większym stopniu tych, na których mu zależy i to na czym mu zależy. Jedną z zalet filmu może być też pokazywanie zawsze aktualnego ryzyka sądzenia ludzi po pozorach. Nieraz bowiem i w prawdziwym życiu ktoś w drogim garniturze, z dobrymi manierami, chętnie wspierający różne piękne cele może być takim „grobem pobielanym”. Jest tutaj dobrze pokazane, że im większe jest skoncentrowanie społeczeństwa na pieniądzach, tym większa też potrzeba ukrycia tej koncentracji, poprzez stwarzanie coraz większej liczby pozorów, np. poprzez sztukę czy filantropię. Film też jest więc jakby ostrzeżeniem, by estetyka nie przesłaniała nam fatalnej etyki. Można również pochwalić ten obraz za to, że nie idzie na zbytnie skróty w przedstawianiu postaci głównego bohatera. Nie jest on demonizowany, czy stylizowany na „chciwą bestię z Wall Street”, ma zarówno swoje wady jak i dobre cechy. Te jednak dobre cechy też na pewnym etapie historii obracają się na służbę nieprawości. Najlepiej chyba widać to w relacji głównego bohatera z pewnym młodym człowiekiem, którego ojcu on kiedyś bardzo pomagał i to chyba bezinteresownie. Miller wykorzystuje ten fakt do stosowania wobec owego młodzieńca „miękkiego szantażu” i korumpowania go. Podobnie też wygląda jego relacja z córką. Z jednej strony dużo jej daje jako ojciec (nie tylko materialnie), z drugiej strony doprowadza do sytuacji, że będzie ona zmuszona wybrać pomiędzy lojalnością wobec niego a głosem sumienia. Jeśli chodzi o zastrzeżenia wobec filmu, to najbardziej oczywistym i prostym będzie tu duża ilość wulgarnej mowy, a także kilkukrotne użycie imienia Bożego w charakterze przekleństwa. Ta poważna wada tej produkcji została, jak się zdaje, stonowana w polskim tłumaczeniu, gdyż w wersji z lektorem dialogi aż tak nie rażą wulgarnością. Pewne wątpliwości może też budzić postać policjanta, który, słusznie obawiając się, że sprytny bogacz, jak to nieraz już widział w swojej policyjnej karierze, uniknie kary, chce wymusić niejako sprawiedliwość nieuczciwymi metodami. Zachodzi tu pewna obawa, że widzowie sympatyzujący z tą postacią, mogą również to jej złe postępowanie odbierać jako dobre. Z drugiej strony to właśnie nieuczciwe i bezprawne działanie detektywa zaprzepaszcza szanse na powodzenie śledztwa, co może być najlepszym komentarzem do sensowności takiego postępowania. Pewnym minusem jest również scena wprowadzająca do pokazania cudzołożnej relacji głównego bohatera z kochanką. Chodzi mianowicie o namiętne pocałunki tej pary. Jest to oczywiście niewłaściwe, z drugiej jednak strony można docenić fakt, że twórcy filmu nie posunęli się o krok dalej w pokazywaniu tej relacji. Podsumowując, z pewnymi zastrzeżeniami, jednakże polecamy ten film dorosłym widzom głównie ze względu na jego pozytywne moralne zacięcie. Marzena Salwowska /.../
  8. Ostateczne poświęcenie (2019)

    Leave a Comment Film ten opowiada prawdziwą historię Williama Pitsenbargera, amerykańskiego żołnierza, który podczas wojny w Wietnamie w bohaterski sposób uratował przed śmiercią swych sześćdziesięciu kompanów. Niestety sam Pitsenbarger zapłacił za to poświęcenie własnym życie. Mimo ogromnej ofiary i odwagi, jaką się wykazał, żołnierz ten przez wiele lat nawet pośmiertnie nie został odznaczony przyznawanym w tym podobnych przypadkach „Medalem Honoru”. Po przeszło 30 latach od tych wydarzeń do zbadania sprawy Pitsenbargera skierowany zostaje Scott Huffman, młody pracownik Pentagonu. Wraz z odkrywaniem przez siebie coraz to nowych szczegółów sprawy, Huffman jest coraz bardziej przekonany do tego, iż William Pitsenbarger zasłużył sobie na „Medal Honoru” i że brak przyznania mu takowego odznaczenia był krzyczącą wręcz niesprawiedliwością, którą należy naprawić. Niestety, starania Huffmana nie spotykają się z należnym zrozumieniem ze strony jego zwierzchników. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej produkcja ta może być doceniona za to, iż wykorzystuje się w niej klasyczny dla bardziej zdrowej części naszej zachodniej kultury motyw niezłomnej walki o sprawiedliwość oraz prawdę (co czyni Scott Huffman), a także za to, że nie epatuje ona widzów nieskromnością, obscenicznością czy seksem. Na przykładzie zaś historii samego Williama Pitsenbargera, w filmie w pozytywny sposób zostały ukazane takie tradycyjne cnoty i wartości jak: bohaterstwo, odwaga oraz wręcz heroiczne poświęcenie się dla swych bliźnich. Ponadto, przychylnie została tutaj też pokazana modlitwa (choć w pewnych aspektach niezbyt ortodoksyjnie – o czym więcej poniżej) i mimo uznania dla wojennej odwagi i poświęcenia odmalowane zostały także złe skutki, jakie na polu psychologicznym i emocjonalnym rodzi każda wojna. Naszą uwagę zwróciły także wątki wskazujące na z jednej strony siłę więzów tradycyjnej i kochającej się rodziny (przykład: rodziców Williama), z drugiej zaś strony prezentujące, jakie trwały szkody może wyrządzić dziecku brak ojca. Wreszcie też w filmie tym widzimy, iż błędy popełnione w przeszłości nie muszą nas wiązać oraz zniewalać, ale można i należy je naprawiać. Co do tych elementów filmu względem których doradzamy zachować pewną szczególną ostrożność, to są nimi duża ilość wulgaryzmów tam zawartych oraz pewne elementy synkretyzmu religijnego w nim przedstawione. Co do tych drugich to widzimy je na przykładzie pewnego amerykańskiego żołnierza, który po skończonej wojnie wietnamskiej został w tym kraju na stałe i będąc religijnym człowiekiem łączy w swej pobożnościowej praktyce elementy katolicyzmu z buddyzmem. Nie wiemy, czy ten konkretny wątek był wiernym odwzorowaniem realiów historycznych, dlatego też nie chcemy otwarcie krytykować jego obecności w omawianym filmie, jednak zwracamy nań szczególną uwagę w myśl przysłowia: „Ostrzeżony – Uzbrojony!”. Mirosław Salwowski /.../
  9. Mroczny rycerz

    Leave a Comment Gotham City od lat pogrążone jest w mroku panoszącej się przestępczości i korupcji. W tej sytuacji ratunkiem dla miasta wydaje się sojusz, a może raczej triumwirat, w skład którego wchodzą porucznik policji James Gordon, prokurator okręgowy Harvey Dent i Batman. Najważniejszym zadaniem tych trzech mężczyzn jest, póki co walka z lokalną mafią, którą próbują uderzyć po kieszeni, przejmując ukryte w bankach fundusze tej organizacji. Sprawy jednak komplikują się przez korupcję w szeregach stróżów prawa, a także przez wejście do gry nieobliczalnego Jokera … Głównym powodem, dla którego przyglądamy się tej ekranizacji komiksowych opowieści o Człowieku Nietoperzu, jest jej wyraźne zacięcie moralne. W szeregu dziwnie wręcz pompatycznych brzmiących dialogów porusza się tutaj bowiem szereg ważnych kwestii moralnych. I część z dylematów, które rozważają bohaterowie, jest ciekawa i uniwersalna, a wiele odpowiedzi całkiem słusznych. Zacznijmy może od silniejszych moralnie aspektów tej opowieści. Pierwszym będzie po części sama postać głównego bohatera – nocnego „rycerza”, który za dnia jest szanowanym i wpływowym biznesmenem (Bruce Wayne). Przez większą część filmu Batman nie jest bowiem aż tak bardzo jednostką, która stawia się ponad prawem, jak można by się tego spodziewać. Ba, nawet stara się on ściśle współpracować z policją, a także jako Bruce Wayne wspiera karierę prokuratora okręgowego Harveya Denta, ze względu na jego nieposzlakowaną uczciwość i właśnie poszanowanie prawa. Główny bohater nie dokonuje też samosądów na złoczyńcach, nawet kiedy z pewnością uszłoby mu to płazem. Nie jest więc żadnym „samotnym mścicielem”, ani chyba nawet samozwańczym stróżem prawa. Bliżej mu może do czegoś w rodzaju jednoosobowej, super straży obywatelskiej, gdyż jego działania są raczej wsparciem dla policji niż działaniem wbrew jej. Taki rys tej postaci jest niewątpliwą zaletą filmu. Na docenienie zasługuje też promowanie w postaci Batmana – Wayna takich tradycyjnych cnót jak: rycerskość wobec przeciwnika czy rywala, czy też stawianie szerszego dobra swojej społeczności ponad własny interes. Widać to szczególnie w stosunku głównego bohatera wobec Harveya Denta, który jest jego konkurentem do ręki ukochanej Rachel. Bruce potrafi wznieść się ponad ten fakt, docenić zalety swego rywala i wspierać jego karierę, ponieważ uważa, że będzie to najlepsze dla Gotham City, za które czuje się odpowiedzialny. Odpowiedzialność za losy tego miasta prowadzi tego bohatera również do dramatycznego wyboru, kiedy ratuje najpierw Denta, świadom, że może nie zdążyć uratować Rachel. Na największą jednak może pochwałę zasługuje w tym filmie klasyczny wątek konieczności walki ze złem, tak w sferze społecznej, jak i w sobie samym. Tę moralną konieczność czy raczej powinność najpełniej symbolizuje tu nie tylko postać Batmana-Wayna, ale jeszcze bardziej Denta, który ma wręcz opinię „rycerza bez skazy”. Bohater ten przez większość akcji pozytywny, w końcu jednak upada moralnie, gdy po osobistej tragedii nie jest w stanie zapanować nad swoimi uczuciami. Upadek tego bohatera skontrastowany jest z postawą Bruca Wayna, który jak najwyraźniej zdaje sobie sprawę, jak ważne jest samoopanowanie, prymat woli i rozumu nad emocjami i instynktami. Nie chodzi o to, że postać ta wyprana jest z ludzkich uczuć, czy emocji, ale jak przystało na dojrzałego człowieka, panuje nad nimi, a nie jest przez nie opanowana. Do czego prowadzą odmienne wybory pokazują zarówno postać „upadłego rycerza bez skazy” Denta jak i głównego czarnego charakteru tej opowieści Jokera. Postać Jokera jest najbardziej znamienna, gdyż jest to człowiek nie tyle nawet upadający przez niezbyt silne opieranie się swoim złym skłonnościom, co istota świadomie wybierająca brak nad nimi kontroli. Joker reprezentuje tutaj typ osób, które czynią zło nie dla zysku czy rzeczy takich jak władza, sława … a raczej z „czystej” potrzeby „podpalania świata”, niszczenia i destrukcji. Można powiedzieć, że Joker symbolizuje dziecięcą stronę natury człowieka, ale bynajmniej nie chodzi tu o niewinność czy ufność dziecka, tylko o te skłonności, które popychają przedszkolaka, by bez żadnej innej przyczyny dla samej przyjemności niszczenia zburzyć cudzy zamek z klocków. Postać Jokera jest sama w sobie krytyką przeróżnych anarchistycznych ruchów, działań czy tendencji we współczesnym świecie. I jest to niewątpliwie duży atut tego filmu. Pokazuje bowiem, że ten rodzaj zła, jest szczególnie destrukcyjny, gdyż z niego biorą się krwawe rewolucje. Ba, nawet przedstawiany jest jako coś jeszcze gorszego niż tak wielkie zło, jakim jest przestępczość zorganizowana. Jeśli chodzi o konstrukcję postaci Jokera, to docenić tu można jeszcze przynajmniej dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest fakt, że jest on ukazywany jako istota, która nie tylko sama wybiera zło, ale czerpie też satysfakcję z upadku innych i pragnie udowodnić całemu światu, a zwłaszcza Batmanowi, że inni ludzie są równie źli co on sam, wystarczy dać im tylko odpowiedni impuls do działania. I w tym miejscu należy pochwalić twórców filmu, gdyż pokazują, że ludzie są wolni w swoich moralnych wyborach, przez co też nie do końca te wybory da się przewidzieć. Można powiedzieć, że w jakiś niedoskonały sposób relacja Batman-Joker-mieszkańcy Gotham City odzwierciedla relację Bóg-szatan-ludzie. Jednakże nie w sensie jakiegoś bluźnierczego przyrównania Batmana do Boga, ale raczej na zasadzie chyba nie w pełni świadomego wzorowania Jokera na szatanie, który stara się niszczyć i doprowadzać ludzi do ostatecznego upadku, by w ten sposób uderzyć w Boga i wykazać mu swoje „racje”. Ten demoniczny wizerunek Jokera wiąże się też z jego łatwością dostrzegania w ludziach skaz czy słabości moralnych, które może wykorzystać. W postaci tego klauna zawarty też jest jeszcze jeden ciekawy przytyk do współczesnych trendów w patrzeniu na przestępczość. Otóż Joker lubi opowiadać o tym, w jaki sposób powstały blizny na jego twarzy. Każda z tych opowieści jest na tyle smutna, że z pewnością wzruszyłaby ławę przysięgłych i została wykorzystana przez obronę na zasadzie „Oskarżony miał takie ciężkie życie, że nic dziwnego, iż szedł na drogę przestępstwa”. Szkopuł jednak w tym, że wersje tej opowieści wzajemnie się wykluczają i razem tworzą kpinę z nadmiernego psychologizowania przyczyn przestępczości. Podsumowując więc, jako główna zaleta tego filmu jawi się wysiłek pokazania na przykładzie Gotham City całego spektrum źródeł zła w naszym świecie, począwszy od tych bardziej przyziemnych (typu chciwość), po te bardziej transcendentne. Pewną wątpliwość na płaszczyźnie moralnej budzi zakończenie filmu. Otóż w finale Batman wraz z przedstawicielami prawa dokonują zmowy, postanawiając, że główny bohater weźmie na siebie odpowiedzialność za przestępstwa nieżyjącego Denta. Batman, czyni to, by społeczeństwo Gotham City nie straciło swojego „rycerza bez skazy” i zachowało w mrocznych czasach jakiś ideał. Wydaje się więc, iż końcówka filmu propaguje błędną ideę zakładającą, że rzekomo istnieje coś takiego jak „kłamstwo w dobrej” sprawi, że społeczeństwo można oszukiwać dla jego dobra, a historię fałszować zgodnie z wymogami aktualnej „polityki historycznej”. Z drugiej jednak strony przesłania „Mrocznego rycerza” nie należy rozpatrywać w oderwaniu od innych filmów z Batmanem, w których ukazane zostały zgubne skutki wskazanego wyżej zła, jakim jest okłamywanie i oszukiwanie ludzi. Marzena Salwowska /.../
  10. Najważniejszy głos

    Leave a Comment Film ten opowiada o ojcu (Budzie – w tej roli: Kevin Costner) samotnie wychowującym córkę (Molly), który boryka się z problemem alkoholowym, a także ma problemy z utrzymaniem stałej pracy. Pewnego dnia Molly w sekretny sposób próbuje oddać w imieniu swego taty głos w wyborach prezydenckich. Ze względu jednak na kłopoty techniczne nie dochodzi to do skutku, jednak w systemie liczącym głosy zostaje odnotowane, iż Bud miał próbować wziąć udział w wyborach. A, jako że tak się składa, iż głos Buda miał zadecydować o tym, który z kandydatów na prezydenta wygra, ten bezrobotny i nieudaczny alkoholik staje się z dnia na dzień obiektem zainteresowania i zabiegów ze strony sztabów wyborczych. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej zasadniczą wadę tej komedii stanowi fakt, iż jej główny motyw został oparty na kłamstwie i oszustwie dokonanym przez Molly. Może to sugerować widzom fałszywą doktrynę, jakoby dobre cele mogły być – w moralnie usprawiedliwiony sposób – osiągane przez popełnianie takich wewnętrznie złych czynów jak np. kłamstwo. Mimo to jednak możemy, przy bardzo poważnych zastrzeżeniach, pochwalić ów film, gdyż kładzie on akcent na takie tradycyjne wartości jak przyznawanie się do swych błędów czy też branie współodpowiedzialności za losy kraju, w którym się żyje. Ponadto, w produkcji tej ganione jest nadużywanie najświętszego imienia Jezusa oraz cynizm polityków gotowych w imię zdobywania głosów wypierać się swych dotychczasowych przekonań. Ważnym i cennym atutem tego filmu jest także to, iż nie epatuje on widzów przemocą, obscenicznością oraz seksem. Jest w nim jednak zbyt dużo wulgarnej mowy. Mirosław Salwowski /.../