Tag Archive: katolicka strona o filmach

  1. Kształt wody

    Leave a Comment Akcja filmu przenosi nas na początek lat 60. XX wieku do amerykańskiego Baltimore. Główna bohaterka tego obrazu Elisa Esposito pracuje w tajnym rządowym centrum badawczym znajdującym się w tym mieście. Elisa jest osobą niemą, mieszka samotnie, przyjaźni się tylko z czarnoskórą koleżanką z pracy Zeldą i homoseksualnym sąsiadem Gilesem, który jest ilustratorem. Panna Esposito sprzątając w jednym z laboratoriów odkrywa przetrzymywane w tym miejscu tajemnicze stworzenie schwytane przez wojsko USA w wodach Amazonki. Jest to humanoidalny płaz brutalnie traktowany przez swojego „opiekuna” – agenta rządowego Stricklanda. Niema Elisa nawiązuje niewerbalne porozumienie z tym stworzeniem i kiedy dowiaduje się, że zapadła decyzja o jego uśmierceniu postanawia temu zapobiec. Planuje wykraść stwora z laboratorium, wciągając w swoją akcję również Zeldę, Gilesa i pewnego pracującego tu jako naukowiec radzieckiego szpiega … „Kształt wody” określany jest często jako „baśń dla dorosłych”. Określenie to budzi raczej sympatyczne skojarzenia z jakimś rodzajem fantastycznej opowieści – może niezbyt zrozumiałej dla dzieci, acz jednak dość niewinnej i zasadniczo moralnie akceptowalnej. Niestety, w tym przypadku nic bardziej mylnego niż takie skojarzenia. Film ten bowiem obfituje w ewidentnie złe bądź dwuznaczne moralnie treści. Już sam główny wątek filmu – bynajmniej nie platoniczny, a powiązany z seksualnym współżyciem, romans kobiety z nieokreślonym stworem (po części człekokształtnym, po części przypominający jakąś dziwną rybę, a nawet żabę) może wzbudzać uzasadnione obawy, czy nie chodzi tu o kolejne „poszerzanie granic tolerancji” przez sztukę filmową, tym razem o zoofilię. Na zarzut ten ktoś może powiedzieć, że przecież nawet w bajkach dla dzieci nieraz występują zbliżone wątki, kiedy to jakieś „relacje romantyczne” łączą człowieka np. z syrenką, bestią czy nawet żabą. Jednakże, mimo powierzchownego podobieństwa są tutaj zasadnicze różnice. Jeśli bowiem w takiej bardziej klasycznej baśni dochodzi do związku pary (a konkretnie małżeństwa), to nim jeszcze do tego dojdzie ta z istot, która nie jest człowiekiem (przynajmniej zewnętrznie), przyjmuje w pełni ludzką postać, bądź ją odzyskuje. W „Kształcie wody” natomiast mamy „zwieńczony” pożyciem seksualnym związek człowieka z istotą, która nie tylko z wyglądu, ale też zachowań bardziej jednak przypomina zwierzę niż człowieka. Tak, że raczej niż do baśni, niestety, bardziej przyrównać można ten wątek do innych opowieści o podobnie fantastycznej i perwersyjnej naturze – a mianowicie do pogańskich mitów, w których bogowie nieraz przybierali postać zwierzęcia, by współżyć z istotami ludzkimi (zwykle, choć nie zawsze, z kobietami). Trop ten zresztą być może nie jest jakimś przypadkowym skojarzeniem, gdyż owa płazo-rybo podobna istota, jak mówi jeden z bohaterów filmu, była czczona przez mieszkańców Amazonii jako bóg. Być może więc inspiracją dla pomysłu na taki romans były dla pana del Toro jakieś perwersyjne pogańskie opowieści. Sam zresztą tytuł filmu, co zresztą potwierdza jego reżyser i zarazem scenarzysta, jest aluzją do miłości, która rzekomo tak jak woda ma nie posiadać żadnego konkretnego kształtu i nie uznawać barier. Taka interpretacja tytułu, która i tak sama nasuwa się na myśl widzowi po obejrzeniu filmu, znajduje jednoznaczne potwierdzenie w wypowiedziach pana del Toro, co sprawia, iż trudno mieć większe złudzenia odnośnie do tego, jakie jest celowe przesłanie tej produkcji. Otóż sugeruje się tu wyraźnie odbiorcy, że wszystkie rodzaje miłości (czy raczej erotycznej namiętności) są sobie równe i nie muszą przyjmować jakiegoś określonego kształtu (czyli zawierać się w granicach konkretnego porządku moralnego czy prawa naturalnego). Warto też dodać, że poza głównym wątkiem o charakterze para-zoofilskim, mamy tutaj również wątek sąsiada głównej bohaterki, który jako homoseksualista wyraźnie cierpi z tego powodu, iż nie może wystarczająco swobodnie ujawniać swoich homoseksualnych skłonności i żyć w związku sodomickim z jakimś mężczyzną. Dość jasno daje on do zrozumienia, że gdyby społeczeństwo USA wcześniej zaakceptowało zachowania czy relacje o takim charakterze, to byłby pewnie teraz szczęśliwym człowiekiem. Wątek Gilesa jest bardzo znamienny dla całego filmu. Wpisuje on się bowiem, równie dobrze co romans Elisy ze skrzelastym stworem, w przesłanie całego obrazu, wyrażone przez jego tytuł (będący aluzją do miłości, która rzekomo tak jak woda ma nie mieć żadnego konkretnego kształtu i nie uznawać barier). Oba, opisane już wątki zapewne mają komunikować plastycznie widzom myśl, iż rzekomo świat, który nie akceptuje w pełni (bez moralnego rozróżniania) wszelkich inności, musi być światem złym. Co więcej, źli do szpiku kości muszą być też ludzie, którzy wszelakich inności nie akceptują. Nieprzypadkowo głównym czarnym charakterem jest tu biały, heteroseksualny mężczyzna, który zarabia na żonę i dzieci; jednocześnie będąc człowiekiem okrutnym i pozbawionym hamulców moralnych w dążeniu do swoich celów, przy okazji też wyjątkowo niemiłym i pogardliwie odnoszącym się do bliźnich o innym kolorze skóry, traktującym wszystkie osoby, które postrzega jako słabsze od siebie, z wyższością i instrumentalnie. Film ten wrzuca niejako do jednego worka różne rodzaje nietolerancji, narzucając widzowi przekonanie, że niechęć do złych moralnie zachowań jest tym samym, co niechęć do neutralnych moralnie cech bliźnich takich jak kolor skóry, płeć czy jakaś niepełnosprawność. Takie zestawienie jest oczywiście nieuprawnione. Twórcom tej produkcji zdaje się zresztą chyba nie mieścić w głowach, że można na przykładnie być rasistą ani osobą uprzedzoną do niepełnosprawnych, a jednocześnie uważać, że pewne grzeszne zachowania w sferze seksualnej powinny spotykać się ze słuszną krytyką. Najdobitniej to przekonanie widać w scenie, kiedy młody mężczyzna w odpowiedzi na zaloty starszego homoseksualisty wyprasza go ze swojego baru; a za chwilę robi to bez zasadnej przyczyny wobec grupki Afroamerykanów. Sugestia filmu jest taka, iż musisz akceptować wszystko, cokolwiek inni określają jako miłość, inaczej jesteś złym człowiekiem, tworzącym złe społeczeństwo. Poza głównym, demoralizującym przesłaniem „Kształtu wody”, które zawiera się już w samym jego tytule, warto zwrócić uwagę na jeszcze kilka ewidentnie złych, bądź co najmniej wątpliwych moralnie rzeczy w nim zawartych. Mamy więc w tym filmie dwie sceny, wyraźnie sugerujące, że główna bohaterka masturbuje się regularnie w wannie (później w tej samej wannie umieszcza uwolnionego z laboratorium stwora); a nadto że nie tylko tego nie żałuje, lecz wręcz martwi się, kiedy słyszy (ówczesne doniesienia naukowe), że płatki śniadaniowe mogą jakoś ograniczać chęć dokonywania onanizmu. Jeśli chodzi o wizualne przedstawianie nagości czy seksu, to jest tu parokrotnie ukazana pełna kobieca nagość (w dłuższych ujęciach), wyrazista i połączona z częściową męską nagością scena współżycia pary małżeńskiej, oraz scena, w której aktorka w pełni i w prowokujący sposób obnaża swoją pierś. Co prawda nie ma tutaj pokazanego samego aktu współżycia pomiędzy Elisy z wodnym stworem, ale oczywistym jest dla widza, że do takiego aktu doszło, tym bardziej że główna bohaterka rozmawia o tym pokrótce ze swoją przyjaciółką w pracy. Wielu widzów przyzwyczajonych do bardzo obniżonych współcześnie standardów w tej dziedzinie może uznać, że tych elementów nie ma aż tak wiele, jednakże jak na ten rodzaj filmu – czyli baśń dla dorosłych – jest ich zaskakująco dużo (mimo wszystko przyzwyczajeni jesteśmy, że ów rodzaj produkcji jest bardziej powściągliwy w tej sferze). Film ten zawiera też sporą ilość przemocy i scen, które mogą być dla co wrażliwszych osób trudne w odbiorze. I czasem wydają się one nadmiernie już plastyczne. Osobną uwagę warto chwilę poświęcić kontekstowi, w jaki cytowane jest tu Pismo święte. Otóż jedyną osobą, która cytuje tę świętą Księgę, a nadto odwołuje się do wiary chrześcijańskiej jest główny czarny charakter filmu. Oczywiście łatwo sobie i w prawdziwym życiu wyobrazić mężczyznę, który z jednej strony odwołuje się do Pisma św. i wiary w Boga, z drugiej jest bezwzględnym okrutnikiem, egoistą, sadystą, człowiekiem pogardzającym osobami słabszymi czy stojącymi niżej w hierarchii społecznej, chętnym zdradzać swoją żonę, a nawet mordercą. Samo więc występowanie takiej postaci nie byłoby jeszcze w filmie niczym złym czy przynajmniej podejrzanym, jednak uzasadnioną obawę co do dobrej woli twórców budzi fakt, że, jak już była mowa, jest to jednocześnie jedyna osoba, która odwołuje się w tym filmie do chrześcijańskiej wiary w Boga. Warto też wspomnieć, że ów czarny charakter z początku szydzi też z amazońskich Indian, którzy czcili jako boga wodnego stwora, by na koniec samemu ową istotę uznać za boga. Nasuwa się tu sama interpretacja, że tą deklaracją uznaje wyższość pogańskich permisywnych bożków nad „opresyjnym Bogiem Biblii- Bogiem starego ładu”. Gwoli jednak sprawiedliwości trzeba jednak zaznaczyć, że jest pewna szansa, iż wątek ów nie ma antychrześcijańskich podtekstów, a jedynie „na to wygląda”, dlatego w rubryce „wątki antychrześcijańskie”, przyjmując łagodniejszą kwalifikację, wpisaliśmy „niewiele”. Z wątków, które trudno jednoznacznie ocenić, ponieważ są tylko pewnymi tropami, warto może jeszcze wspomnieć o czymś, co akurat samo w sobie jest zupełnie niewinną rzeczą, czyli karmieniu przez główną bohaterkę wodnego stwora gotowanymi na twardo jajkami. Problem jednak w tym, że reżyser i scenarzysta tego filmu Guillermo del Toro znany jest z tego, że chętnie odwołuje się do spuścizny innych filmowców i, co więcej, robi to w sposób bardzo przemyślany. A w kinematografii istnieje pewna zapadająca w pamięć scena, w której to aktor grający szatana (De Niro) zjada ugotowane na twardo jajko jako symbol ludzkiej duszy. Pewien niesmak może też budzić przesadna anty-amerykańskość tego filmu. Jego twórcy zdają się nie dostrzegać w USA (przynajmniej lat 60-tych ubiegłego wieku) nic dobrego. Przykładowo nawet radzieccy szpiedzy są w nim przedstawieni bardziej pozytywnie niż armia Stanów Zjednoczonych. Film ten nie jest oczywiście pozbawiony wszelkich zalet. Do takich zaliczyć można potępianie okrucieństwa wobec czujących istot, pogardy wobec osób słabszych czy niżej stojących w społecznej hierarchii (np. pracujących na mniej docenianych i gorzej płatnych stanowiskach), a także mających inny kolor skóry bądź niepełnosprawnych. Warto też docenić fakt, że główną bohaterką tej produkcji, co nie jest zbyt częste w kinematografii, jest osoba niepełnosprawna; a nadto twórcy filmu starają się przybliżyć jej świat widzom. Słuszna jest też krytyka maczyzmu, w rozumieniu przyzwolenia mężczyznom na takie złe zachowania jak nadużywanie siły, instrumentalne i pogardliwe traktowanie innych czy nagabywanie seksualne podwładnych. Podsumowując: nikogo chyba nie zdziwi, iż filmu tego nie polecamy. Dodajmy, że choć obraz ten otrzymał kilkanaście nominacji do Oscara i zdobył kilka statuetek tejże nagrody, to zdaje się to bardziej wynikiem upchania dużej ilości politycznie poprawnych wątków preferowanych przez Akademię Filmową niż wybitnych walorów artystycznych tej produkcji. Film ten raczej przypomina wytworzoną z milionów cudzych klisz grafikę AI, która jest dość sprawnie połączona w całość i pomyślana tak, aby łatwo trafiać w upodobania typowego odbiorcy. Trudno się w nim jednak doszukać jakiejś oryginalności czy prawdziwej siły wyrazu. A zatem film ten można przyrównać do ryby, która jest nie tylko, że bardzo oścista, ale i nieświeża. Marzena Salwowska /.../
  2. Ojciec Pio

    Leave a Comment Akcja filmu toczy się głównie w roku 1920 w San Giovanni Rotondo. W tym włoskim miasteczku wciąż żywe pozostają wspomnienia i skutki Wielkiej Wojny. Powojenna bieda zaostrza jeszcze, istniejące już wcześniej, konflikty w obrębie tej niewielkie społeczności. Pomiędzy biednymi a bogatymi narasta wzajemna wrogość. Biedni czują się wyzyskiwani, pogardzani i źle opłacani za swoją ciężką pracę, bogaci boją się (też nie bez racji), że robotnicy zasilający ruch socjalistyczny przyczynią się do rewolucji, która nie tylko zagrozi ich interesom, ale zniszczy cywilizację chrześcijańską we Włoszech. Sytuację zaostrzają jeszcze zbliżające się wybory, które będą starciem dwóch przeciwstawnych obozów. Przelew krwi w tak niewielkiej i zdawałoby się spokojnej miejscowości będzie już tylko kwestią czasu. W takich to okolicznościach, jakby na pewnym uboczu, rozgrywa się historia ojca Pio, który o problemach mieszkańców San Giovanni Rotondo dowiaduje się głównie z konfesjonału. Historia przyszłego świętego poprowadzona jest tu równolegle z „wątkiem społecznym” i symbolicznie splata się z nim, kiedy z jednej strony dochodzi do masakry robotników (idących pod czerwonymi sztandarami) z drugiej ojciec Pio otrzymuje pierwsze stygmaty. Już na wstępie trzeba powiedzieć, że nie jest to film do wspólnego rodzinnego oglądania – zdecydowanie nie polecamy go jako obraz odpowiedni dla dzieci, nastolatków, czy osób o sympatiach wyraźniej lewicowych. Zacznijmy więc może od tego, dlaczego film ten mimo iż w pozytywny sposób ukazuje jednego z wielkich świętych Kościoła nie otrzymał od nas wyższej oceny. Po pierwsze ogólne przesłanie tego obrazu bardzo mocno zbliża się do granicy jakiejś pro-lewicowej propagandy. Chodzi mianowicie o to, że w filmie zastosowana została niebezpieczna paralela pomiędzy marksizmem (potocznie pojmowanym) a chrześcijaństwem. Przesłanie tego obrazu można łatwo odebrać w ten sposób – istotą jednego i drugiego jest troska o bliźnich i pomoc im – są to więc dwie równorzędne drogi do tego samego celu. To wrażenie podkreśla fakt, że postaci związane z organizacją marksistowską są tutaj pokazane wyłącznie w pozytywny sposób, mogą więc uchodzić za niewinnie prześladowane. Sama też scena zmasakrowania robotników idących z czerwonymi sztandarami może się jawić jako ofiara tożsama z męczeństwem chrześcijan za wiarę – może nawet konieczna do tego, by ojciec Pio otrzymał stygmaty męki Pana Jezusa Chrystusa. Gdyby to zrównanie ruchów o proweniencji marksistowskiej z chrześcijaństwem było odrobinę bardziej wyraźne, to film otrzymałby już negatywną ocenę na naszym portalu. Jednakże wątek ten osłabiają różne tropy, które sugerują, że niekoniecznie chodzi tu jakąś apologię komunizmu; a raczej po prostu o dowartościowanie „zwykłego” cierpienia prostych ludzi; a także podkreślenie iż gnębienie biednych, czy nawet nie dbanie o ich los jest złem i obrzydliwością. I to nawet większą obrzydliwością, jeśli dopuszczają się tego osoby powołujące się na chrześcijańskie wartości. Za tym, że nie koniecznie chodzi w tym wątku o promocję błędnych ideologii, może przemawiać też fakt, iż robotnicy wstępujący w szeregi partii socjalistycznej zdają się tu niezbyt świadomi ideologii tego ruchu. Raczej wstępują tam kierowani biedą, szukając pomocy i nadziei na dobre zmiany w rodzaju większej społecznej sprawiedliwości, lepszych warunków pracy i płacy, itp. A tak się składa, że z takimi postulatami wychodzi w czasie i miejscu, w którym żyją akurat ruch socjalistyczny. Poza jednym pro-rewolucyjnie nastawionym młodzieńcem (zresztą z klasy wyższej) nawet przywódcy partyjni w San Giovanni Rotondo niezbyt poważnie traktują też marksizm, a także osobę Józefa Stalina. Jednakże, mimo że „wątek społeczny” jest tu wątkiem najbardziej wątpliwym (o czym wcześniej była mowa), to są w nim zawarte pewne słuszne spostrzeżenia. Taką rzeczą jest chociażby wskazanie na fakt, iż ruchy, nazwijmy je z grubsza, komunistyczne były swego czasu również w Europie atrakcyjne, gdyż odwoływały się do prawdziwej nędzy, rzeczywistego wyzysku i społecznych niesprawiedliwości. Film ten pokazuje obrazowo, że większą winę za powodzenie i rozprzestrzenianie się ideologii marksistowskich mogli ponosić ci, którzy wyzyskiwali robotników, bądź byli na ich los obojętni niż sami robotnicy, którzy często robili to w nieświadomości. Trzeba jeszcze pokrótce wspomnieć o innych co najmniej wątpliwych elementach tego filmu. Pierwszy z nich to używanie wulgarnej mowy przez aktora odgrywającego rolę ojca Pio. Wulgaryzmy są w nim użyte w sytuacji, gdy filmowy ojciec Pio krzyczy na nieskruszonego grzesznika (który prawdopodobnie jest w istocie diabłem): „Powiedz, że Jezus jest Panem”. Zatem wulgaryzm ten sąsiaduje bezpośredni z najświętszym imieniem Jezus, choć odnosi się do złego ducha. Warto zauważyć, iż nie ma dowodów, by prawdziwy Padre Pio posługiwał się, nawet w podobnych sytuacjach, wulgarną mową. Kolejny wątpliwy element filmu to nadmiernie obrazowe ukazanie kuszenia/nękania św. Pio przez Szatana, który przybiera postać nagiej młodej kobiety. Pokazana jest tu nie tylko wyraźnie sama nagość, ale co więcej postać ta zachowuje się w sposób lubieżny; co może stanowić pewne zagrożenie moralne dla wielu widzów. Zdecydowanie lepiej byłoby, żeby twórcy filmu zachowali większą powściągliwość w pokazywaniu takich kuszeń demonicznych. Dlaczego zatem pomimo tak wielu wątpliwości film ten otrzymuje – wprawdzie najniższą, lecz jednak – ocenę pozytywną? Otóż mimo wszystko przekazuje on obraz świętości, kształtującej się jakby na polu walki. Widzimy zatem człowieka z krwi i kości, który na tej drodze musi zmagać się nie tylko z własnymi słabościami, ale też tzw. nocą wiary, pokusami, a nawet bezpośrednimi atakami ze strony diabła, wreszcie z niechęcią i niezrozumieniem ze strony otoczenia (także bliskiego). Oczywiście pokazywanie tego rodzaju walki jest wręcz „klasyką” filmów o świętych. Nie mniej trzeba zauważyć, że ten włoski obraz z 2022 czyni to w sposób bardzo przekonujący i udany, co już aż tak częste w kinematografii nie jest. Jest w tym dużo zasługi aktora grającego ojca Pio, któremu udało się wręcz namacalnie przekazać zwłaszcza duchowe cierpienie tegoż świętego. Zdołał on też pokazać gorącą miłość Padre Pio do grzeszników, z której wynikało heroiczne pragnienie przyjęcia na siebie cierpień w intencji ich zbawienia. Jedną z wyraźniejszych zalet filmu jest też to, iż obok rysu psychologicznego, a także próby pokazania konkretnych okoliczności historycznych, w których żył ojciec Pio, nie zabrakło tu też rzeczy z porządku ponadnaturalnego takich jak cuda dokonywane przez Boga za pośrednictwem tegoż świętego. Nadto rzeczy te pokazywane są w sposób, w którym nie wyczuwa się jakiegoś sceptycyzmu, czy próby ich naturalistycznego tłumaczenia. A jednocześnie sposób pokazywania tych rzeczy daleki jest od jakiegoś sztucznego patosu czy cukierkowatości. Wreszcie zaletą tej produkcji jest pokazywanie w pozytywnym świetle duszpasterskiej posługi Padre Pio. Jest tu też dość dobitnie widoczne, że miłość, którą ten święty darzył grzeszników, kiedy trzeba potrafiła się też objawić w ostrych reakcjach. Podsumowując, mimo poważnych zarzutów wobec filmu, które też sprawiają, że polecać go można tylko z pewną ostrożnością dorosłym widzom, doceniamy to, iż jego twórcy zdają się kierować dobrą wolą i chęcią przybliżenia współczesnemu widzowi postaci ojca Pio. Ogólnie rzecz biorąc obraz ten ma też pewien potencjał, by wzbudzać, podtrzymywać, bądź bardziej rozpalać w widzach prawdziwą wiarę. Marzena Salwowska Ps. Powyżej opisany film można legalnie obejrzeć pod następującym linkiem internetowym: https://katoflix.pl/film/ojciec-pio /.../
  3. Czekając na motyle

    Leave a Comment Opowieść o spokojnej, amerykańskiej rodzinie z przedmieść pewnego miasteczka na amerykańskim Południu. Mimo że jest to familia (w swej większości) mocno hołdująca chrześcijańskim wartościom, zostaje ona pewnego dnia podzielona przez tragiczne wydarzenie i idący za tym ból i nieprzebaczenie. Skłócona rodzina zbierze się jednak wspólnie, by towarzyszyć w ostatnich chwilach seniorce rodu – Carolynn Archer. Starsza pani zanim dokona doczesnego życia, powierzy swojemu wnukowi (Johnowi) pewną misję … Film ten jest obrazem w oczywisty sposób chrześcijańskim. Jego celem jest niewątpliwie zbliżanie widzów do Boga i skłanianie do poszukiwania Jego woli w swoim życiu. Już na wstępie tej produkcji słyszymy cytat z Pisma świętego, później w rozmowach bohaterów pojawia się więcej biblijnych cytatów użytych stosownie do kontekstu rozmowy. Jest to więc jedna z tych cennych produkcji filmowych, w której twórcy starają się w ciekawy sposób pokazać działanie Bożej Opatrzności w życiu tak zwanych zwykłych ludzi. Można powiedzieć, iż film ten jest wypełniony po brzegi chrześcijańskimi wartościami. Najważniejsze z nich to pokazanie siły i wagi przebaczenia (udzielonego skruszonym winowajcom) czy podkreślanie wartości ufnej modlitwy. Warto też zwrócić uwagę na docenianie kluczowej dla zdrowych społeczności roli osób, które potrafią zawalczyć o pojednanie, i w ten sposób wprowadzają Boży pokój na ziemię. W filmie jest również dobrze pokazane, że takie pojednanie dokonywać się musi też z uwzględnieniem prawdy i sprawiedliwości. Bardzo wychowawczy jest także wątek, w którym do rodzinnej tragedii przyczynia się z pozoru nie tak poważne zaniedbanie ze strony głównego bohatera – Johna. W filmie słyszymy, iż wcześniej wiele podobnych zachowań uchodziło mu „na sucho”, tak że pewna lekkomyślność czy nieodpowiedzialność stała się dla niego zwykłą postawą, aż do momentu brzemiennego w skutki dla całej jego rodziny. Jeśli chodzi o pomniejsze zastrzeżenia wobec filmu, to warto wspomnieć przede wszystkim o dość nieskromnym ubiorze dziewczyny głównego bohatera. Co gorsza, jest to dziewczyna przedstawiana jako wierząca chrześcijanka i jako taka jest obiektem podziwu ze strony rodziny Johna. Najwyraźniej więc twórcy filmu prezentują już pewną znieczulicę w tym temacie i nie widzą problemu w nieskromnym ubiorze chrześcijanek, albo też mają granice wrażliwości w tym temacie przesunięte dość daleko. Inne zastrzeżenie, jakie można wysunąć wobec tego obrazu, to fakt, że w pewnym momencie mówi się tutaj o osobie zmarłej jako o „Aniele”. Jednakże w tym przypadku być może jest to tylko skrót myślowy, który ma wyrażać przekonanie, iż owa osoba jest już w niebie, w związku z czym jest teraz niczym jeden z Bożych Aniołów. Podsumowując, mimo pewnych pomniejszych braków, polecamy zdecydowanie ten film. Marzena Salwowska Ps. Opisany powyżej film można legalnie obejrzeć pod następującym linkiem internetowym: https://katoflix.pl/film/czekajac-na-motyle /.../
  4. Czekając na Anyę

    Leave a Comment Większość akcji tego filmu toczy się podczas II wojny światowej w małej francuskiej wiosce w Pirenejach, okupowanej wówczas przez Niemców. Wydarzenia w tej pasterskiej osadzie śledzimy głównie oczyma chłopca o imieniu Jo. Chłopiec ten poza chodzeniem do szkoły, zajmuje się owcami. Na co dzień próbuje też pomagać swojej matce, która pod nieobecność męża (zabranego przez okupantów na roboty) musi jakoś sobie radzić z całym gospodarstwem i opieką nad małymi jeszcze dziećmi. Pewnego dnia w dość dramatycznych okolicznościach Jo spotyka w górach nieznanego mężczyznę. Zaintrygowany chłopiec potajemnie rusza jego śladem. Jo dowiaduje się w ten sposób, że ów nieznajomy – Benjamin, to ukrywający się przed Niemcami Żyd, który, głównie przy pomocy swojej teściowej (nie-Żydówki) przemyca na teren Hiszpanii przez górską granicą żydowskie dzieci. Mężczyzna ciągle żywi nadzieję, iż wśród dzieci przybywających potajemnie do wioski znajdzie się też jego własna córeczka – Anya, z którą musiał wcześniej się rozdzielić, by ratować jej życie. Poruszony tą historią Jo obiecuje Benjaminowi i wdowie Horcadzie (teściowej Benjamina), że nie zdradzi ich tajemnicy, i nadto sam wkrótce zaczyna pomagać w tym dziele. Powiedzmy od razu, że film ten jest przykładem bardzo wartościowego kina dla całej rodziny, poruszającego trudne tematy w sposób pozbawiony nadmiernej drastyczności. Obraz ten jest nie tylko głęboko nacechowany duchem chrześcijańskim, ale też pełen jest wprost biblijnych odniesień. Historia tutaj pokazana nawiązuje w ciekawy sposób np. do przypowieści o dobrym pasterzu. Główny bohater przypomina tu bowiem z początku raczej najemnika, który, kiedy pojawia się drapieżnik, natychmiast porzuca stado. Z czasem jednak, dzięki temu, iż podejmuje się chrześcijańskiego dzieła ratowania niewinnie prześladowanych, wykształca się w nim chrześcijański charakter. Film ten ogólnie odznacza się życzliwym podejściem do ludzi, przez co nie demonizuje też Niemców z okresu II wojny światowej, pokazując ich dość zróżnicowaną postawę wobec zbrodniczych działań Trzeciej Rzeszy. Najciekawsza jest pod tym względem postać sierżanta, który przyjaźni się z głównym bohaterem, czy nawet zastępuje mu trochę nieobecnego ojca. Mężczyzna ten pokazany jest jako człowiek dobry i serdeczny, traktujący pokonanych Francuzów z szacunkiem i życzliwością. Pod wpływem osobistej tragedii zaczyna on sobie też stawiać bardzo poważne pytania co do własnego udziału w zagładzie Żydów. W pewnym momencie przez celowe zaniedbanie swoich „obowiązków” przyczynia się on do uratowania grupy żydowskich dzieci. Jest to ciekawy przykład, że czasem nawet świadome zaniechanie gorliwości w czynieniu złych rzeczy już jest pewnym dobrem. Z drugiej strony ten sam sierżant posłusznie eskortuje schwytanego żydowskiego mężczyznę i dziecko na posterunek, zdając sobie zapewne sprawę, iż przyczyni się w ten sposób do ich śmierci. Nie zabrakło również w filmie zdecydowanie czarnego charakteru – dowódcy niemieckiego oddziału stacjonującego w okupowanej wiosce. Jest to człowiek, który dopuszcza się zbrodni wojennych, nie będąc nawet „przymuszonym” strachem, z upodobaniem i w poczuciu bezkarności. Co do reszty niemieckich żołnierzy, to zachowują się oni dość biernie, są na ogół mili wobec francuskich górali. Nie wykazują oni jakiejś szczególnej chęci do przemocy czy czynienia krzywdy komukolwiek; z drugiej strony zdają się też przyjmować swoją rolę w historii zupełnie bezrefleksyjnie. Jeśli chodzi o negatywne aspekty filmu, to nie ma ich wiele, a te które są mają charakter bardziej marginalny. Mamy tu np. pokazane, jak główny bohater w różnych sytuacjach kłamie, nie jest to jednak w jakiś sposób chwalone, w niektórych momentach spotyka się to zachowanie też z pewną wyraźniejszą krytyką. Być może niektórych rodziców zaniepokoi fakt, że pozytywny bohater, jakim jest Jo, nieraz próbuje się wymigiwać różnymi kłamstwami, jednakże, podkreślmy jeszcze raz, że nie jest to ukazywane w jakimś wyraźnie przychylnym duchu. Wystarczy więc chyba, jeśli rodzice uczulą swoje dzieci, że akurat tego zachowania Jo nie powinny naśladować. Poważniejszym zarzutem wobec filmu jest natomiast fakt, że dziadek Jo chwali się tym, iż jego ojciec przemycał alkohol przez granicę. I tutaj niestety wyczuwa się pewną jakby aprobatę dla tego zachowania, gdyż zestawione jest ono z innym „przemytem” – przerzucaniem zagrożonych śmiercią ludzi przez granicę. Oczywiście takie zestawienie, gdzie w kontekście ratowania dzieci przed morderczym okupantem chwali się człowieka, który dla zysku i z błahych przyczyn okazywał nieposłuszeństwo legalnej władzy, jest niesprawiedliwe i nieuprawnione. Nie jest to jednak bardzo jakiś poważny zarzut wobec filmu, gdyż jest to ledwie wzmianka. Nie mniej trzeba było o tym powiedzieć. Polecamy zatem zdecydowanie ten film, również do wspólnego oglądania z dziećmi. Jest to bowiem obraz, który łączy lekcje historii z walorami wychowawczymi. Dodajmy jeszcze tylko dla zachęty, że oprócz głównego wątku, są tu też poboczne wątki, które promują różne dobre postawy, takie jak np. nieuleganie nienawiści wobec wroga czy przełamywanie sąsiedzkich uprzedzeń. Marzena Salwowska Ps. Opisany powyżej film można legalnie obejrzeć pod następującym linkiem internetowym: https://katoflix.pl/film/czekajac-na-anye /.../
  5. Przyjaciel domu

    Leave a Comment Film oparty na prawdziwej historii amerykańskiego małżeństwa – dziennikarza i aktorki teatralnej. Matt i Nicole wiodą raczej szczęśliwe, choć niewolne od problemów i nieporozumień, życie z dwoma córkami. Tę względną sielankę przerywa choroba nowotworowa Nicole – nieuleczalny rak żołądka. Świadomi jak niewiele wspólnego czasu im zostało małżonkowie starają się spędzić go jak najlepiej, przygotowując też dziewczynki na zbliżającą się śmierć matki. W zmaganiach z coraz cięższą teraz codziennością pomaga im wiernie tytułowy przyjaciel domu – Dane, który, by móc wspierać całą rodzinę, przeprowadza się do domu przyjaciół na wiele miesięcy z innego miasta, porzucając swoją pracę managera w sklepie. Opowieść ta zasługuję na pochwałę, gdyż w sposób bardzo pozytywny przedstawia tak istotne dla zdrowego społeczeństwa wartości jak miłość małżeńska i rodzicielska oraz wierna przyjaźń. Historia ta pokazuje między innymi, jak w obliczu śmiertelnej choroby jednego ze współmałżonków, ambicje i plany zawodowe drugiego schodzą na dalszy plan. Warto w tym miejscu docenić postawę Matta, który wobec Nicole wypełnia tak dobrze nam znane słowa przysięgi małżeńskiej: Wybieram Ciebie – na dobre i na złe, w dostatku i biedzie w zdrowiu i chorobie. W jego przypadku jest to tym godniejsze pochwały, że wcześniej został przez swoją żonę zdradzony (z kolegą z teatru), chociaż sam, mimo że jako reporter na częstych wyjazdach, miał ku temu „okazje”, nigdy swojej wybranki nie zdradził. Film więc pokazuje również, jak zdrada Nicole niemal niszczy małżeństwo oraz rozbija rodzinę. Niewierność małżeńska jest tutaj zatem wyraźnie napiętnowana i raczej nie daje się odczuć, by twórcy filmu jakoś nadmiernie próbowali ją usprawiedliwiać częstymi nieobecnościami męża w domu. W związku z tym wątkiem pojawia się też cenny motyw skruchy i przebaczenia. Co najmniej równie ważny co wątek małżeństwa i rodziny, jest też wątek przyjaźni, dla której próbą również jest choroba. W opowieści tej Dane jest wręcz podporą całego domu – bez niego może ten dom jakoś by się ostał – ale zniszczenia byłyby o wiele większe. Mężczyzna ten dzięki swojej empatii, naturalnemu ciepłu, ale także szczerości jest bezcennym wsparciem dla Matta, Nicole i ich córek. Kiedy trzeba poucza, a kiedy trzeba, rozładowuje atmosferę poczuciem humoru czy łagodnością. Z drugiej strony Dane nie jest tu przedstawiony jak ktoś idealny, ani nawet jako człowiek sam wyjątkowo silny psychicznie czy „życiowo poukładany”. Przeciwnie, mimo iż jest niezależnym finansowo mężczyzną w sile wieku, wciąż mieszka on ze swoimi rodzicami, boi się zobowiązań matrymonialnych, miewa też epizody depresyjne, a nawet myśli o popełnieniu samobójstwa w czasie samotnej podróży. Jednakże taka właśnie, a nie inna postać tytułowego przyjaciela domu podkreśla to, że każdy, kto ma dobrą ku temu wolę, jest w stanie pomóc swoim bliźnim, którzy akurat znajdują się w jeszcze cięższej sytuacji niż on sam. Taka myśl filmu, jest bardzo w swoim duchu tradycyjnie chrześcijańska, przeciwna natomiast różnym modnym pouczeniom, które mówią, że aby skutecznie pomagać innym trzeba najpierw przede wszystkim zadbać o siebie. Jeśli chodzi o wyraźniejsze wady tego filmu, to trzeba powiedzieć przede wszystkim o dość znaczącej liczbie wulgaryzmów, a także, co gorsza, o kilkukrotnym użyciu najświętszego imienia Jezus w charakterze wulgaryzmu. Choć nie jest to film obfitujący w elementy obsceniczne, to znajduje się tutaj także co najmniej jeden sprośny żart i pewne pomniejsze nawiązania (w charakterze humorystycznym) do grzechów przeciwko Szóstemu Przykazaniu. Powyższe elementy sprawiają, iż trudno ten film zarekomendować jako familijny. Innym problemem związanym z tym obrazem jest właściwie całkowity brak w nim odniesień do Boga i kwestii życia wiecznego. Ten brak jest mocno odczuwalny w filmie, w którym głównym motywem jest przecież towarzyszenie umierającej osobie w ostatnich miesiącach doczesnego życia. Tematów ostatecznych nie poruszają między sobą dorośli bohaterowie, ani ich dzieci czy przyjaciele umierającej kobiety. Obraz ten więc w żaden sposób nie przybliża widza do poważnego zastanowienia się nad życiem wiecznym, tym co po śmierci … Z drugiej strony, choć brak tutaj chrześcijańskiego spojrzenia na te kwestie, to nie ma w tym filmie też promowania jakichś fałszywych doktryn w to miejsce. Nie mówi się tu np. że „po śmierci nic nie ma„, „wszyscy trafiamy po śmierci do lepszego miejsca” albo „odradzamy się w nowych wcieleniach„. Jest zatem pustka, jednakże nie zasypana śmieciami. Trudno powiedzieć czy można jednak zrobić z tego faktu zarzut wobec twórców filmu, gdyż być może chcieli oni po prostu pozostać wierni prawdziwej historii swoich bohaterów i nie wprowadzać do tejże historii treści, których w prawdziwym życiu nie było. Niemniej polecamy tę produkcję ze względu na to, iż wyraźnie promuje ona takie szlachetne międzyludzkie relacja jak małżeństwo, rodzicielstwo i przyjaźń. Marzena Salwowska Ps. Powyżej opisany film można legalnie obejrzeć pod następującym linkiem internetowym: https://katoflix.pl/film/przyjaciel-domu /.../
  6. Ruby na ratunek

    Leave a Comment Oparta na faktach opowieść o policjancie i jego psie. Pierwszy z dwóch głównych bohaterów tej historii to policjant stanowy, 29-letni – Daniel O’Neil. Dan marzy o wstąpieniu do elitarnego zespołu poszukiwawczo-ratowniczego K-9, niestety kilka razy podchodził on już nieskutecznie do egzaminów kwalifikujących do tej jednostki. Ten rok jest dla niego ostatnią szansą na spełnienie marzenia, ponieważ kandydaci przyjmowani są tylko do 30 -tki. Daniel dowiaduje się od dowódcy K-9, że jego szanse wzrosną, jeśli sam znajdzie i wyszkoli odpowiedniego psa. O’Neil, którego nie stać na rasowego owczarka, udaje się więc do schroniska, gdzie jego wybór pada na Ruby, żywą i inteligentną suczkę, jednakże sprawiającą duże problemy swoim zachowaniem. Nie mniej policjant wierzy, że uda mu się uczynić z niesfornej Ruby prawdziwego psa-ratownika … . Jest to filmowa pozycja, którą śmiało polecić można rodzicom poszukującym wartościowej, a jednocześnie nienużącej opowieści do wspólnego oglądania z młodszymi czy starszymi dziećmi. Film ten w pełen ciepła i pogody sposób prezentuje wiele godnych naśladowania wzorców. Mamy tu więc przede wszystkim głównego bohatera – oddanego swojej pracy (postrzeganej jako służba bliźnim) młodego policjanta, który na dodatek jest wręcz wzorowym mężem i ojcem. Głowę domu wspiera zaś w rozsądny i łagodny sposób żona – łącząca swoje powołanie do pracy nauczycielki z powołaniem do bycia matką. W takim małżeństwie oczywiście z miłością też przyjmowane są dzieci. Wartościowy jest również oczywiście sam główny wątek filmu – w zasadzie spisanego już na straty psa, który dzięki właściwej postawie człowieka, staje się bohaterem-ratownikiem. Historia ta podkreśla bowiem hierarchię stworzeń, którą Stwórca ustanowił w naturze. W układzie tym człowiek jako korona stworzenia powołany jest, aby mądrze panować nad zwierzętami. I choć ma to przynosić korzyść głównie ludziom, to nieraz zyskują na tej relacji również zwierzęta, które zresztą mogą też być takimi „mniejszymi przyjaciółmi” człowieka. Na przykładzie głównego bohatera i jego psa jest też dobrze pokazane, iż człowiek, aby być dobrym przywódcą dla zwierzęcia, musi najpierw sam być opanowany. Film ten zatem uczy dzieci mądrego stosunku do innych żywych istot, a rodzicom pokazuje, że czworonóg w domu może pomagać w kształtowaniu różnych pozytywnych cech charakteru u dziecka, takich jak opanowanie, zdrowa pewność siebie, opiekuńczość czy empatia. Jedyne zastrzeżenia, jakie chyba trzeba wysunąć wobec filmu, to obecne tu wyrażenie, które zbliża się niebezpiecznie do użycia Bożego imienia do błahych rzeczy (angielskie OMG) oraz zostawione bez krytycznego komentarza stwierdzenie koleżanki z pracy głównego bohatera o tym, iż rzekomo gdyby wyginęły wszystkie mrówki, to świat by nie przetrwał, natomiast; gdyby wymarła ludzkość ekosystem tylko by na tym zyskał. Niemniej zdecydowanie polecamy ten film, tym bardziej że poza opisanymi już zaletami, znajdują się w nim, wprawdzie niezbyt mocne, ale wyraźne i pozytywne nawiązania do Boga. Marzena Salwowska /.../
  7. Angry Birds 2

    Leave a Comment Film jest kontynuacją animacji z 2016 roku. Po ocaleniu ptasiej wyspy przed podstępnymi świnkami, główny bohater pierwszej części – Czerwony – staje się bohaterem i ulubieńcem całej wyspy. Ptasia kraina nie jest jednak zupełnie bezpieczna, gdyż król świń Leonard nieustannie ją bombarduje, choć z raczej mizernym skutkiem. Na horyzoncie pojawia się jednak znacznie groźniejszy wróg – bezwzględna orlica, która chce zająć obie wyspy -ptasią i świńską. W związku z czym Leonard proponuje ptakom rozejm i współdziałanie obronne, co niezbyt podoba się Czerwonemu. Niezależnie od osobistych animozji, w obliczu potężnego niebezpieczeństwa powstaje drużyna złożona z asów spośród tak ptaków jak i świń. Do latających bohaterów znanych z pierwszej części dołącza siostra Chucka – Silver, co niezbyt podoba się Czerwonemu … Animacja ta może być dość wciągającą rozrywką dla widzów w różnym wieku, nadto ma ona dobre moralnie przesłanie, a także kilka wartościowych wątków pobocznych. Szczęśliwym zakończeniem głównego wątku (mały spoiler) jest tu ni mniej, ni więcej zawarcie tradycyjnego małżeństwa przez parę odmiennych płciowo bohaterów. Akt ten jest nie tylko wyrazem wzajemnej miłości tej pary, ale też ma w pewien sposób zadośćuczynić błędom z młodości jednego z bohaterów (który porzucił ukochaną przez lęk przed zobowiązaniami małżeńskimi) oraz dać wreszcie pełną rodzinę nieślubnemu dziecku. Mówiąc o wątkach prorodzinnych, warto też zwrócić uwagę na coś, co jest jakby bajkowym odpowiednikiem ochronny poczętego życia, chodzi tu o wątek, w którym pisklęta starają się uratować jajka z lęgu, które już zresztą traktują jak rodzeństwo. Warto również zauważyć, iż film ten kształtuje bardzo pozytywne prospołeczne zachowania, takie jak stawianie dobra całej społeczności ponad własne ambicje czy wygodę. Mamy tutaj też pozytywny przykład „polityki międzynarodowej”, kiedy dwie skonfliktowane strony potrafią zawrzeć pokój i połączyć swoje siły, jednak nie po to, aby razem czynić coś złego (dajmy na to napaść na sąsiada), ale żeby współpracować dla wspólnego dobra, którym jest obrona przed niesprawiedliwą napaścią. Dużą zaletą tej animacji jest także rozwój postaci głównego bohatera, który potrafi wyrosnąć z potrzeby pławienia się w glorii bohatera i dziecinnego strachu przed utratą poczucia bycia wreszcie lubianym i akceptowanym. Uczy się też bardziej współdziałać z innymi, nie stawiać się ciągle w centrum uwagi, a także godzić się z tym, że ktoś może być od niego bardziej chwalony, podziwiany czy nagradzany. W tym rozwoju Czerwonego duży udział ma „relacja romantyczna” z Silver; co może być dla dzieci dobrym przykładem, tego iż obie płcie powinny oddziaływać na siebie moralnie pozytywnie, korygując zwłaszcza typowe dla drugiej płci niewłaściwe postawy czy zachowania, wspierając zaś te lepsze. Film ten niestety nie jest wolny od pewnych wad czy dwuznaczności. Głównym problemem jest fakt, że poczucie humoru czasem posuwa się tu do granic dobrych obyczajów, a nawet je przekracza. Mamy tu więc poza „humorem toaletowym” odniesienia do nieskromnych ludzkich ubiorów, takich, które ludzie zwykle ubierają, po to, by mniej lub bardziej świadomie, wzbudzić erotyczne zainteresowanie u innej osoby bądź osób. Mamy w tej, skierowanej do dzieci, animacji przykładowo świnię w obcisłych trykotach czy samicę ptaka noszącą jako górną część ubioru jedynie stanik. Ten rodzaj przyodziania zwierząt w animacjach jest dość wątpliwym pomysłem. Bardziej wytłumaczalna jest bowiem albo umowna, naturalna dla zwierząt nagość, albo pójście w drugą stronę, czyli pełne ubranie, takie, które podkreśla antropomorfizację postaci. Szczątkowy czy wręcz kojarzący się z ludzką nieskromnością ubiór może być dla dzieci jakąś zachętą do rozwijania w przyszłości złego nawyku niedbałości o skromność i ludzką godność własnego stroju. Można się również zastanawiać, czy animacja ta aby nie kładzie nadmiernego akcentu na emocje jako najważniejszy rzekomo czynnik stojący za złymi czynami, bądź też niewłaściwym zachowaniem bohaterów. O ile można się zgodzić, że za niejednym grzechem, czy nawet zbrodnią stoi brak chęci bądź umiejętności panowania nad emocjami, to już nadmierne koncentrowanie się na tym aspekcie zdaje się podważać znaczenie wolnej woli oraz potrzebę wymierzania sprawiedliwych kar złoczyńcom. Wprawdzie w animacji tej nie kwestionuje się jakoś tych rzeczy, to z drugiej strony brak zupełnie tego, co występuje w klasycznych baśniach – kary dla złoczyńców. Po części można to wytłumaczyć tym, że złe postacie na końcu żałują tu swego postępowania i okazują skruchę; nie mniej nie ma również w finale wątku zadośćuczynienia za liczne szkody, które poczyniły. Jako że jednak wady tego filmu są tego rodzaju, iż powinna im zaradzić jakaś rodzicielska korekta, a dominują tu dobre przesłanie i inne pozytywne aspekty, polecamy ten obraz do wspólnego oglądania z dziećmi. Marzena Salwowska /.../
  8. Jurassic World: Dominion

    Leave a Comment Film jest już trzecią z części serii Jurassic World. Minęły cztery lata od wydarzeń z drugiej – wybuchu wulkanu Mount Sibo i zagłady Isla Nublar. Dinozaury, które uciekły z tej wyspy, sprawiają mniejsze bądź większe problemy w różnych rejonach Stanów Zjednoczonych. Jednym z nich jest samica welociraptora – Blue, która ze swoim małym ukrywa się w górach, w okolicy gdzie zamieszkuje też jej były opiekun, Owen Grady. Owen, wraz z Claire Dearing, wychowują czternastoletnią Maisie Lockwood, dziewczynkę, która powstała na drodze klonowania. Pewnego dnia nastolatka, wraz z młodym welociraptorem, zostają porwani przez przemytników dinozaurów. Na pomoc Maisie ruszają jej przybrani rodzice. W międzyczasie na horyzoncie pojawia się drugi główny wątek filmu – ogromna szarańcza w szybkim tempie pustosząca pola uprawne. Ponieważ spustoszenie, w jakiś tajemniczy sposób omija farmy stosujące sadzonki firmy BioSyn, to oczywiście bohaterowie filmu w siedzibie tejże korporacji zlokalizowanej we włoskich Dolomitach szukać będą rozwiązania problemu. W to samo miejsce trafiają również schwytane dinozaury. Zatem do Italii śladem Maisie i młodego dinozaura podążą Owen i Claire, śladem zaś szarańczy ruszą dawni „pogromcy dinozaurów”, znani z Parku Jurajskiego naukowcy – Ellie Sattler i jej dawny ukochany Alana Grant. Nowi i dawni bohaterowie połączą oczywiście swoje siły, by uratować dziewczynkę, dinozaura i resztę świata przy okazji … Na wstępie trzeba zaznaczyć, że poniższe omówienie dotyczyć będzie wyłącznie Jurassic World: Dominion, nie odnosząc się do poprzednich części serii. Nadto pragniemy także przypomnieć czytelnikom, iż nasz portal zasadniczo nie zajmuje się ocenianiem wartości artystycznej produkcji filmowych czy też warsztatowej sprawności ich twórców, a głównie tą ich treścią, którą można w skrócie nazwać „ideowo -moralną”. W przypadku tego filmu owa zawartość jest dość pomieszana, z pewnym jednak wskazaniem na plus, a przynajmniej główne przesłanie wydaje się tu pozytywne. Mamy bowiem w tym obrazie klasyczny wątek, znany już z „kultowego” Parku Jurajskiego, zderzenia ludzkiej chciwości i pychy z naturą, która takiej postawy nie wybacza. Obraz ten pokazuje, iż jest ogromna różnica pomiędzy wypełnianiem przez człowieka Bożego nakazu, by czynić sobie ziemię poddaną, a „zabawą w Boga”. Innym ważnym wątkiem jest tutaj pozytywne pokazanie macierzyństwa i ojcostwa (niekoniecznie biologicznego) jako ważnego zadania kobiety i mężczyzny. Główni bohaterowie opiekują się bowiem jako przybrani rodzice od 4 lat dorastającą dziewczynką, która przyszła na świat w wyniku klonowania. Troska o dziecko również pogłębia oraz umacnia ich związek. Nie wiemy wprawdzie, czy są oni małżeństwem, ale sprawiają takie wrażenie, nie ma też w filmie żadnego zdania czy sugestii, że są oni jedynie konkubinatem, zatem można założyć korzystniejszą wersję. Mimo drobnych ewolucyjnych wtrętów film ten dość spokojnie oglądać mogą również w towarzystwie swoich wychowanków widzowie sceptycznie nastawieni do teorii Darwina. Można wręcz rzec, że szalejące tu dinozaury tak żywo kojarzą się z tradycyjnymi wyobrażeniami smoków, iż mogą dla dzieci być świetną lekcją poglądową i ilustracją do tego jak np. wyglądały te stworzenia, kiedy zdarzało im się jeszcze współistnieć z ludźmi. Jeśli chodzi o negatywne aspekty filmu, to w pierwszym rzędzie wspomnieć trzeba o tym, że właściwie pozytywnie mówi się tu o klonowaniu ludzi. W jakiś sposób można by nawet zrozumieć to, iż życzliwi wobec Maisie ludzie starają się ją pocieszyć i podbudować, gdy przechodzi ona kryzys tożsamości związany ze swoim pochodzeniem. Niestety sposób w jaki to czynią owi ludzie, posuwa się już do jawnej aprobaty postępowania matki Maisie – naukowca, która sklonowała samą siebie. Bohaterowi ci zachwycają się geniuszem i światłością owej niewiasty, mówiąc o niej i jej czynie wyłącznie z aprobatą. Laboratoryjna produkcja nowych ludzi, tu na dodatek na potrzeby samotnej matki, zostaje pokazana w tej opowieści jako coś pozytywnego. Oczywiście nie chodzi o to, żeby umniejszać wartości osoby ludzkiej powstałej w tak nienaturalny sposób, a jedynie wskazać na nieetyczność samego sposobu. Podobnie rzec się ma z dziećmi pochodzącymi z gwałtu – choć dzieci te są nie mniej wartościowe niż zrodzone w związkach małżeńskich z miłości, to chyba nikt rozsądny nie będzie kwestionował samej niegodziwości gwałtów. A w filmie tym niestety mamy takie pomieszanie z poplątaniem w opisanym powyżej wątku. Jest tutaj niestety jeszcze kilka innych wątpliwych moralnie wątków, choć już pobocznych i mniej eksponowanych. Mamy tu np. do czynienia z sugestiami, że jedna z bohaterek interesuje się „romantycznie” własną płcią, a może nawet utrzymuje jakieś relacje o charakterze lesbijskim. Jest to jednak jedynie sugerowane, w takiej formie, iż może nawet ujść uwadze młodszych widzów. Z problematycznych wątków obyczajowych mamy w tej produkcji filmowej również wznowienie po latach romansu znanych z Parku Jurajskiego naukowców – Alana Granta i Ellie Sattler. Nie byłoby w tym nic złego, jako że rozkwitające między nimi ponownie uczucie pokazane jest bez lubieżności, gdyby nie fakt, iż Ellie przedstawiona jest jako rozwódka. Dowiadujemy się bowiem, że przed laty zawarła ona związek małżeński z innym niż Alan mężczyzną, urodziła mu dzieci, i nie ma w filmie żadnych wskazań, by te małżeństwo było zawarte w jakiś nieważny sposób. Ostatnim, choć nie najmniejszej wagi zastrzeżeniem, jest to, iż pewien znany również z Parku Jurajskiego matematyk w swojej prelekcji do młodych, zapatrzonych w niego ludzi zdaje się sprowadzać gatunek ludzki do tego samego poziomu, co reszta istot. A przynajmniej twierdzi, że nie możemy się spodziewać i oczekiwać jakiejś szczególnej pozycji i ochrony w świecie, co oczywiście w świetle Pisma świętego (por. Łukasz 12, 24) i Tradycji chrześcijańskiej nie jest prawdą. Reasumując, film ten polecamy za względu na jego ogólny wydźwięk, choć z niemałą liczbą zastrzeżeń. Zalecamy też większą ostrożność jeśli chodzi o młodsze dzieci, bo niektóre sceny z dinozaurami – smokami bądź ogromną szarańczą mogą być dość przerażające. Marzena Salwowska /.../
  9. Węzły życia

    Leave a Comment Jessica, młoda chrześcijanka z miasteczka na amerykańskiej prowincji, wplątuje się nieświadomie w „miłosny trójkąt” (platoniczny). Zakochuje się bowiem w dwóch niezwykle podobnych mężczyznach. Jednym z nich jest jej narzeczony Tom, drugim jego zagadkowy sobowtór, który na portalu randkowym dla chrześcijan używa nicku Tom Edison. Dziewczyna zaczyna flirtować z drugim Tomem, gdyż myśli, że to pierwszy Tom poszukuje nowych „romantycznych” znajomości na portalu i pragnie go zdemaskować. Po serii przebieranek i gagów film, z szytej trochę grubymi nićmi, komedii omyłek przechodzi do poważniejszych tematów. Dalej fabuła zaprowadzi więc nas do takich pytań jak – czy związek małżeński z osobą niepodzielająca wiary w Chrystusa ma sens; czy – co myśleć o wizytach zmarłych. W pogmatwanej intrydze poruszane są też takie kwestie jak aborcja, adopcja oraz, bodajże w największej mierze, działanie Bożej opatrzności. Poza powyżej wspomnianymi kwestiami film porusza również w duchu chrześcijańskim takie zagadnienia jak trudność „relacji romantycznych” pomiędzy osobą wierzącą a niewierzącą (czy jak w tym przypadku raczej obojętną w sprawach wiary). Przewijają się tu także takie tematy jak zachowanie czystości przedmałżeńskiej, utrata części znajomych ze względu na Jezusa Chrystusa, bezinteresowna pomoc bliźnim, określanie granicy pomiędzy uzasadnioną prowokacją a kłamstwem, oraz inne dylematy, z którymi chrześcijanin/ka może spotkać się w codziennym życiu. Niewątpliwą zaletą tego obrazu jest też to, iż pozytywnym wzorcem jest w nim rodzina, która zaadoptowała dziecko zagrożone aborcją. Jako wzajemnie wartościowe pokazane są w tym filmie także relacje pomiędzy pełnosprawnym i niepełnosprawnym rodzeństwem. Pośrednio promowane są tutaj również takie ważne dla zdrowego społeczeństwa cechy jak odpowiedzialność, rzetelność, kreatywność i przedsiębiorczość. W filmie nie zabrakło też wątku żalu za grzeszne decyzje z przeszłości, a także nawrócenia i decyzji o pełnym oddaniu życia Jezusowi Chrystusowi. Jeśli chodzi o zastrzeżenia wobec filmu, to można się zastanawiać, czy pewne słowa pastora w rozmowie z Jessicą po śmierci bliskiej jej osoby nie podważają aby nauczania Kościoła katolickiego o czyśćcu. Mężczyzna ten zdaje się zakładać z góry, że nawiedzająca dziewczynę osoba (którą ona rozpoznaje – czy też postrzega – jako duszę zmarłej bliskiej osoby), wykluczając jakieś omamy, może być wyłącznie złym duchem „w przebraniu”. Taka możliwość jest oczywiście bardzo prawdopodobna, gdyż Szatan potrafi korzystać z okazji, którą daje mu pewne zagubienie osoby pogrążonej w żałobie. Bardzo dobrze więc, że pastor uczula Jessicę na taką możliwość. Problematyczne jest jednak to, iż zdaje się on też wykluczać inną możliwość, a mianowicie, że za Bożym przyzwoleniem odwiedza tę dziewczynę dusza czyśćcowa, by np. prosić o modlitwę. Niemniej, film ten jest wartościową produkcją, która w dodatku nadaje się do wspólnego rodzinnego oglądania. Niewątpliwie jest to jeden z tych obrazów, które cechuje szczera i otwarta intencja zbliżania widza do Boga, sławienia Jego miłości wobec człowieka, opiekuńczej dobroci i opatrzności, oraz mądrości dróg, którymi prowadzi On swoje dzieci. Jedni widzowie mogą uznać ten film za zabawny i wzruszający jednocześnie; inni za nieco infantylny i irytujący, zwłaszcza przez naciągane zakończenia powikłanych wątków; jeszcze inni za po części udany, po części „spalony”. Nie mniej pewnie każdy nieuprzedzony odbiorca przyzna, że jest to produkcja nacechowana ciepłem, sympatią do ludzi, a przede wszystkim przyświeca jej cel ewangelizacyjny. A zatem zdecydowanie polecamy ten film jako wartościową rozrywkę dla widzów w różnym wieku. Marzena Salwowska Ps. Powyżej opisany film w legalny sposób można obejrzeć pod następującym linkiem internetowym: https://katoflix.com/film/wezly-zycia /.../
  10. Lena i Śnieżek

    Leave a Comment Po rozwodzie rodziców Lena zamieszkuje ze swoim ojcem w nowym miejscu – miasteczku na amerykańskim Południu. Jąkająca się, skupiona na samotnej pracy artystycznej w garażu 13-latka jest obiektem częstych kpin ze strony rówieśników. Jedynym jej przyjacielem jest obecnie własny pies. Sytuacja zmienia się, gdy w życiu Leny pojawia się niespodziewanie białe lwiątko, które znajduje w pobliżu bagien. Dziewczynka niewiele myśląc, przygarnia kota i ukrywa go przed ojcem w garażu. Nie wie jeszcze, że lwiątko jest tropione przez dwóch przemytników, którzy mają je dostarczyć swojemu bardzo wymagającemu zleceniodawcy … Produkcja ta to ciepła, sympatyczna opowieść, nadająca się zasadniczo również dla małych dzieci, choć z zachowaniem pewnej wychowawczej czujności (o czym później). Głównym napędem akcji w filmie jest nielegalny przemyt dzikich zwierząt (obejmujący gatunki zagrożone wyginięciem) dokonywany dla czczej rozrywki bogatych ludzi. Ten nielegalny proceder jest słusznie tutaj pokazany jako nietyczny, okrutny i pozbawiony jakiegoś bardziej racjonalnego usprawiedliwienia. Można rzec, że główny czarny charakter tego filmu jest zaprzeczeniem bardziej szlachetnych form myślistwa, gdyż poluje nie np. dla pozyskania pożywienia czy dla dobra ekosystemu, ale wyłącznie dla zaspokojenia swojej próżności, nadto w sposób szkodliwy dla środowiska. Taki rodzaj „łowiectwa” pozostaje w negatywnym kontraście choćby do tego, który zobaczyć można, w również opisanym na naszej stronie „Łowcy jeleni” (http://kulturadobra.pl/lowca-jeleni/). Oprócz próżności i chciwości słusznie piętnuje się też w tej opowieści takie złe rzeczy jak znęcanie się (tutaj: psychiczne) nad osobami w jakiś sposób słabszymi. W omawianym filmie bowiem główna bohaterka jest obiektem szyderstwa dla grupy chłopaków, głównie dlatego, że się jąka. Jest to wątek, z którym pewnie będzie łatwo utożsamić się wielu młodym widzom, mającym w szkole podobne problemy. Lena nadto nie ma w nowym miejscu zamieszkania przyjaciół wśród rówieśników, a chłopak, do którego czuje jakąś wzajemną sympatię, długo nie może zdobyć się na odwagę, by stanąć po jej stronie. Zatem kolejną rzeczą pokazywaną tutaj jako niechlubna i niegodna naśladowania jest tchórzostwo, czy też może zbytnia chęć pasowania do grupy i bycia lubianym. Ważnym wątkiem w tym filmie jest również motyw rozpadu małżeństwa rodziców Leny. Dowiadujemy się, iż jakiś czas temu rozwiedli się oni, z inicjatywy żony, która to weszła w nowy związek i ma już dziecko z nowym „partnerem”. Widzimy, że Lana cierpi z tego powodu, mimo że jej samotny ojciec stara się jak może zapewnić jej ciepły dom i właściwe warunki do dorastania. W jakimś więc sensie negatywnie pokazane jest tu też zjawisko rozwodów. Z pokazywanych zaś pozytywnych rzeczy warto wymienić pewne cechy i postawy, które wyraźnie przejawia główna bohaterka. Lena nie potrafi przejść obojętnie wobec cierpienia bezbronnego stworzenia i stara mu się jak najlepiej pomóc. Poza tym wykazuje takie godne naśladowania cechy jak odwaga, pracowitość czy kreatywność. Mimo że czuje się samotna w nowym miejscu, nie zabiega też na siłę o sympatię rówieśników. Główna bohaterka mimo, iż jest nastolatką, spędza swój wolny czas pracowicie i twórczo, nie wykazuje też skłonności dla typowych dla swego wieku przywar, typu nadmiernie zainteresowanie wyglądem, nieskromnymi strojami, itp. Jeśli chodzi o wątki filmu wymagające większej uwagi ze strony rodziców, to trzeba tu powiedzieć o tym, że główna bohaterka okłamuje swojego ojca odnośnie lwiątka, które też przed nim ukrywa. To złe zachowanie nie spotyka się później z żadną naganą, ani karą ze strony tegoż rodzica. Ogólnie można powiedzieć, że chyba promuje się w tym obrazie model ojca już nadmiernie wyrozumiałego. W pewnym momencie troska o zwierzęta ze strony Leny posuwa się też wyraźnie za daleko, gdyż prowadzi do tego, iż naraża ona życie swoje i kolegi dla ratowania lwiątka. I niestety jej postawa jest pokazywana jako właściwa. Podsumowując, polecamy ten film dla całych rodzin, jednakże zachęcamy do zachowania rodzicielskiej czujności i wskazywania dzieciom niewłaściwości pewnych zachowań pokazanych w filmie jako dobre, bądź neutralne. Marzena Salwowska Ps. Powyżej opisany film można legalnie obejrzeć pod następującym linkiem internetowym: https://katoflix.pl/film/lena-i-sniezek /.../