Tag Archive: strona Mirosława Salwowskiego

  1. Pan Smith jedzie do Waszyngtonu

    Leave a Comment Po śmierci jednego z senatorów jego koledzy partyjni gorączkowo poszukują odpowiedniego kandydata, który zajmie wolne miejsce w parlamencie. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ musi to być człowiek, który da im się łatwo manipulować, a zarazem cieszy się społeczną sympatią i nie sprawia wrażenia marionetki. Wybór pada na młodego instruktora harcerskiego z prowincji – Jeffersona Smitha. Zdaje się on idealny do tej roli – miły, prostoduszny, obdarzony dobrą aparycją, „zakochany” w amerykańskiej demokracji, owiany już sławą lokalnego bohatera i co najważniejsze zupełnie nieświadomy prawdziwej roli, jaką ma odegrać. W zamiarach swoich prawdziwych mocodawców ma stać się on częścią demokratycznej fasady, za którą skrywają się brudne interesy multimilionera Jima Taylora. Kiedy jednak nieświadomy gry nowy senator zgłasza projekt ustawy, który koliduje z interesami Taylora i mimo ostrzeżeń nie chce się z niego wycofać, cała machina polityczno-biznesowa kieruje się przeciw niemu. Po stronie Smitha staje tylko Clarissa Saunders, młoda, ale dobrze znająca kulisy polityki, sekretarka … Ten piękny film Franka Capry, mimo że dzieje się w świecie amerykańskiej polityki okresu tuż przed II wojną światową, pozostaje ponadczasowy i uniwersalny. Jest to w dużej mierze zasługą tego, że reżyser świadomie unika aluzji do konkretnych polityków czy partii w tym dziele. Nie da się więc powiedzieć np. z całą pewnością, która z amerykańskich partii została tu odmalowana jako przeżarta korupcją, lub które konkretnie gazety są na usługach Taylora. Choć film unika partyjniactwa, to jednak pozostaje filmem o polityce i jako taki prezentuje też pewien „pomysł” na tę dziedzinę życia. Receptą na kryzys państwa i jego struktur demokratycznych jest tutaj wewnętrzna czystość i zewnętrzna niezłomność ludzi dobrej woli. Wyraźnie zaakcentowana jest tu też potrzeba oddolnego organizowania się i wspierania się takich ludzi, by w razie potrzeby walczyć z rozplenionym na szczytach władzy złem. Walka ta jednak ma przebiegać uczciwie, z poszanowaniem prawa i ustroju. Sam główny bohater jest oczywiście pewnym wzorcem idealnego polityka i wskazaniem, jakich ludzi powinniśmy obierać na swoich przedstawicieli w parlamencie. Jego kandydatura nieprzypadkowo zostaje jakby wytypowana przez dzieci, których ziemskim ojcem jest skorumpowany polityk. Jest to oczywiście nawiązanie do słów Chrystusa, który stawiał dzieci jako wzór właściwie pojętej niewinności i prostoty, a także zaufania Bogu Ojcu (por. Mt 18, 1-4). Dzieci bowiem dokonując tu wyboru nie kierują się żadnym interesem, a jedynie „moralną oceną kandydata”, którego postawa i dotychczasowe czyny są im dobrze znane. W ten sposób dzieci w swojej prostocie spełniają wolę Boga, który najwyraźniej pragnie pomóc ludziom przerwać spiralę zła i naprawić sytuację. To, że w filmie kandydata wskazują dzieci, oczywiście nie oznacza, że jego twórcy dosłownie postulują ten sposób dokonywania wyborów. Chodzi tu raczej o to, że w swoich decyzjach, także, a może zwłaszcza politycznych, mamy być niewinni, prości i otwarci na wolę Ojca jak dzieci. O to żebyśmy nigdy nie postrzegali polityki jako sfery wyłączonej spoza moralnej oceny. Byśmy wreszcie zawsze wyżej cenili człowieka prawego, uczciwego, kierującego się szlachetnymi ideałami od kogoś, kto ma wprawdzie dużo politycznego sprytu i doświadczenia, ale brak mu moralnych kwalifikacji. Z drugiej strony nie oznacza to też zachęty do wybierania ludzi wprawdzie dobrych i szlachetnych, ale takich, którym brak np. intelektualnych zdolności do sprawowania władzy. Główny bohater filmu jest wprawdzie naiwnym idealistą, bez większego doświadczenia politycznego, jednakże jest już człowiekiem dobrze sprawdzonym w lokalnej działalności, nie brakuje mu też inteligencji, elokwencji i niezbędnego wykształcenia, by podjąć się tego zadania. Wskazanie jest więc jasne – spośród ludzi, którzy mają ku temu predyspozycje intelektualne i osobowościowe, powinniśmy w ramach demokracji dla własnego i ogólnego dobra wybierać ludzi, o jak najwyższym poziomie moralnym. Innym istotnym dla postulowanej tu odnowy moralnej polityki wątkiem jest przeciwstawienie prowincja – wielkie miasta. Wypada ono oczywiście na korzyść prowincji, której mieszkańcy (można powiedzieć statystycznie rzec biorąc) chętniej zachowują chrześcijańskie wartości i sposób bycia, są bardziej życzliwi, patriotyczni, skłonni do działania na rzecz wspólnego dobra, mniej egocentryczni, pyszni, zadufani i zepsuci niż mieszkańcy wielkich miast. Choć z drugiej strony docenia się tu też piękno, rozmach i splendor Waszyngtonu, które to cechy jakby uzasadniają potrzebę istnienia takich metropolii. Monumentalność Waszyngtonu wyraża bowiem nie tylko fizyczną potęgę i siłę kraju, ale także trwałość wartości, na jakich został on zbudowany i siłę jego ducha. Jednym z dominujących elementów tego obrazu jest też oczywiście podziw czy wręcz uwielbienie reżysera dla amerykańskiej demokracji. Momentami może to być wręcz śmieszne czy irytujące jak zachwyt nad wzorowanym na Zeusie olimpijskim posągiem Lincolna w Waszyngtonie, umieszczonym w budowli, która odtwarza kształt pogańskiej świątyni. Czasem można tu mieć wrażenie, że stosunek reżysera do amerykańskiej demokracji ociera się o kultowy i że zastąpienie demokracji jakimkolwiek innym ustrojem, uznałby on za zło moralne samo w sobie. Ten element jednak łagodzi świadomość, że demokracja, jaką wielbi tu Frank Capra, nie jest tu jakąś demokracją liberalną czy laicką, ale jest to ustrój wyraźnie oparty na chrześcijańskich wartościach i śmiało się do nich odwołujący. Słowo Boże czyli Biblia nie jest tu przywoływane tylko ogólnikowo, ale jest też w konkretnych dyskusjach politycznych, główny bohater czyta również Pismo św. w kongresie, a normalną praktyką jest modlitwa senatorów w tym miejscu. Tak że demokracja, którą tak ceni Frank Capra nie jest jakimś obojętnym religijnie tworem, ale ustrojem opartym i wprost odwołującym się do tradycyjnie chrześcijańskich wartości oraz wiary. Reżyser podkreśla też pozytywnie pewne cechy specyficzne cechy tego ustroju, które sprzyjają zachowaniu chrześcijańskiego ładu społecznego. A jest to chociażby ograniczenie pychy rządzących, podkreślenie służebnej funkcji władzy, współodpowiedzialność wszystkich obywateli za losy kraju, czy wreszcie pewna zdolność do oczyszczania systemu z narosłego zła za pomocą demokratycznych procedur i prawa. Żeby już bardziej nie przedłużać, to warto tylko zasygnalizować jeszcze trzy spośród licznych zalet tego filmu. Pierwsza to pozytywna przemiana jednego z kluczowych polityków tutaj pokazanych. Jest to ciekawa postać – mężczyzna, który w młodości sam był szlachetnych idealistą i co ciekawe nadal za takiego uchodzi, choć od dawna jest skorumpowany. Na pewnym etapie posuwa się on nawet do oszczerstw wobec głównego bohatera, jednakże pod wpływem jego niezłomnej postawy, najpierw przechodzi załamanie, potem skruchę i wreszcie wraca na właściwe tory. Druga z tych zalet to ciekawa postać kobieca, która nie jest tylko ładną dekoracją dla „męskiej historii”. Jest to oczywiście panna Clarissa Saunders, sekretarka senatora Smitha, bez której zapewne zagubiłby się on jako nowicjusz w świecie wielkiej polityki. Trzeci punkt, na który wreszcie warto zwrócić pozytywną uwagę to podkreślenie znaczenia wolnej prasy, której zadaniem jest patrzeć na ręce polityków, a także szukać i opisywać prawdę o ich poczynaniach. Tej roli prasy z początku nie rozumie główny bohater, który czuje się znieważony, kiedy nazywany jest przez dziennikarzy marionetką czy wręcz pajacem, jednak to właśnie prasa otwiera mu oczy na to, że właśnie taka rola została mu wyznaczona przez liderów partii. Podsumowując polecamy ten film jako ciągle aktualne wezwanie do moralnej odnowy nie tylko w życiu prywatnym ale też politycznym. Marzena Salwowska /.../
  2. Farming

    Leave a Comment Film ten został oparty na prawdziwych wydarzeniach i stanowi on opowieść o Enitanie czarnoskórym chłopcu, który jako niemowlak został przez swych nigeryjskich rodziców przekazany na wychowanie do mieszkającej w Wielkiej Brytanii białej rodziny. Akt ten miał miejsce w ramach szerszego programu „adopcji” (w potocznym, acz nie ściśle prawnym tego słowa znaczeniu) nigeryjskich dzieci przez brytyjskie rodziny, który zwany był „farmingiem”. Jak się później miało okazać decyzja ta w przypadku Enitana nie należała – delikatnie mówiąc – do najszczęśliwszych. Chłopiec bowiem od małego wzrasta w mocno niestabilnej atmosferze, która w dużej mierze jest „zasługą” jego sprawiającej wrażenie rozchwianej emocjonalnie przybranej białej matki. Ponadto, Enitan dorasta w poczuciu pewnego rodzaju rozdarcia pomiędzy przeważającą jeszcze wówczas (rzecz dzieje się w latach 70 i tych i początku 80-tych XX wieku) w Wielkiej Brytanii kulturą białych ludzi, a społecznością czarnych do których z racji urodzenia też w jakiś sposób przynależy. Kiedy chłopiec wkracza w wiek nastoletni widzimy go jako już przepełnionego agresją młodego człowieka, który w pewnym momencie – mimo brutalnego traktowania przez miejscowych rasistowskich skinheadów – w poczuciu nienawiści do własnej rasy – postanawia się związać z tą złowrogą subkulturą. Oczywiście, nie byłoby to możliwe, gdyby owi skinheadzi nie zaakceptowali go jako jednego ze „swoich”, co, o dziwo po początkowym traktowaniu Enitana w sposób bardzo dla niego pogardliwy, dochodzi w rzeczywistości do skutku. Tak też ów nastoletni Murzyn staje się wiernym uczestnikiem jednej z lokalnych grup skinheadów, pogrążając się przez to tym bardziej w agresji, przemocy i nienawiści do własnej rasy. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej zasadniczo rzecz biorąc należy docenić ów film. Jest on bowiem przestrogą tak przed rasizmem, jak i przed oddawaniem się nienawiści oraz krwawej przemocy jako takim. Można też chyba powiedzieć, iż nawet jeśli twórcy filmu nie czynią tego w zamierzony sposób, to jedną z jego lekcji stanowi przesłanie o tym, że najlepiej jest, gdy dzieci są wychowywane przez swych własnych naturalnych rodziców, w ramach własnej jednolitej kultury. Pokazane w tej produkcji psychologiczne i emocjonalne rozdarcie Enitana wynika bowiem w dużej mierze właśnie z tego, iż dorastał on w dwóch dość mocno oddalonych od siebie światach. Chociaż, rozmiary pokazane w filmie zła mogą miejscami przytłaczać, gdyż niemal każda z bardziej wyraziście odmalowanych tu postaci ma jakieś mniej lub bardziej poważne wady, to zaletą tego obrazu jest jednak to, iż nie pozostawia on widzów samych sobie z owym ogromem nieprawości. Mimo bowiem owej bardzo dużej ilości zła, w filmie ukazana jest też w mocny sposób nadzieja na to, iż z nawet największego moralnego bagna można powstać, by prowadzić dobre oraz pożyteczne dla społeczeństwa życie. W produkcji tej widzimy też, że staje się to za przyczyną szczerej oraz wiernej miłości (ale tej pozbawionej erotycznych konotacji), którą jedna z nauczycielek okazuje pogrążającemu się w nienawiści i agresji Enitanowi. Czy zatem w tym filmie są jakieś poważniejsze wady? Tak naprawdę, trudno tak do końca orzec. Owszem jest tu bardzo dużo wyraziście pokazanej przemocy, która z jednej strony może być łatwo usprawiedliwiana treścią oraz tematyką omawianej produkcji, z jednak z drugiej strony może się w odniesieniu do takowej rodzić pytanie, czy aby nie dałoby się pokazać losów Enitana w sposób zarazem przekonujący, a jednocześnie unikający epatowania zbyt krwawymi szczegółami? Analogiczne pytanie, można wysunąć zresztą do obecności wulgarnego słownictwa w tym filmie, które naszym zdaniem mogłoby być łatwo złagodzone poprzez „wypikanie” co poniektórych wyrazów. Podsumowując: polecamy ten film, gdyż stanowi on co prawda momentami mogącą robić przytłaczające pokazanym w nim złem wrażenie, ale jednak ostatecznie rzecz biorąc krzepiącą moralnie opowieść. Oczywiście, głównie ze względu na mnogość pokazanej w nim w sposób wyrazisty przemocy, a także niektóre obsceniczne nawiązania do sfery seksualnej, w przypadku młodszych widzów doradzamy najwyższą ostrożność przy zapoznawaniu się z tą produkcją. Mirosław Salwowski /.../
  3. Alienista (Serial TV, sezon 1)

    Leave a Comment Serial psychologiczno-kryminalny osadzony w realiach Nowego Jorku końca XIX stulecia. Głównym bohaterem tej produkcji jest dr. Laszlo Kreizler, czyli tytułowy alienista (mianem tym określano przed wykształceniem się psychiatrii jako odrębnej dziedziny medycyny lekarzy specjalizujących się w chorobach psychicznych). Znany ze swoich nowatorskich teorii i trudnego charakteru nie jest on ulubieńcem policji, która mimo to (w osobie nowego szefa policji) decyduje się skorzystać z jego usług, kiedy w mieście dochodzi do serii wyjątkowo okrutnych mordów na dzieciach. Większość ofiar to chłopcy zajmujący się „zawodowo” prostytucją. Doktor Kreizler wierzy, że uda mu się odnaleźć mordercę, jeśli tylko dobrze zrozumie jego motywy działania i sens „rytualnych zbrodni”, których się dopuszcza. Tę wiarę sławnego alienisty kwestionuje większość starej policyjnej kadry, podziela natomiast pierwsza kobieta w nowojorskiej policji – Sara Howard. Poza panną Howard alienistę wspiera też jego przyjaciel, ilustrator John Moore. Serial ten jest istną mieszaniną dobrych ziaren z niskiej jakości czy wręcz szkodliwym zasiewem. Ponieważ po bliższym przyjrzeniu zdaje się jednak przeważać to drugie, jego ocena całościowa jest negatywna. Widać tu przede wszystkim prawie bezkrytyczne podejście twórców tej produkcji do ojców psychoanalizy, których uosobieniem jest doktor Kreizler (jest on nawet z pochodzenia Austriakiem jak Freud). Mimo że diagnozy, które stawia, zdają się pochodzić głównie z jakichś jego własnych doświadczeń, luźnych obserwacji, intuicji i nieocenionego „widzimisię”, to jego swoista charyzma i niezbite przekonanie o własnej racji, intelekcie i naukowości sprawiają, że otoczenie często przyjmuje je niczym prawdy objawione. Serial ten więc uczy widzów przesadnego zaufania do niezweryfikowanych teorii, jeśli tylko mają one pozory naukowości. W fikcji tej (co często niestety również spotyka się w prawdziwym życiu) zadufany w swoją mądrość naukowiec stosuje swoje teorie na pacjentach, co gorsze nawet na dzieciach. Już w początkowych scenach dowiadujemy się tutaj na przykład, że Kreizler przekonał pewną nieszczęsną matkę, że powinna w pełni zaakceptować pragnienie swego syna, by ubierać się i zachowywać jak dziewczynka. Nie zaskakuje też niechęć Alienisty do Boga i religii, wyrażana dość dobitnie. Szczególnie wrogi jest on chrześcijańskiej moralności. Zdaje się zakładać, że to jego dopiero co powstająca nauka jest bardziej uprawniona do określania, co jest dobre, a co złe; co może być akceptowalne społecznie, a co jednak nie. Jest tu wyraźnie w świetle pozytywnym ukazane bałwochwalcze podejście do nauki, od której „nowy człowiek” ma już nie tylko naiwnie oczekiwać rozwiązania wszelkich zagadek i problemów swoich i świata, ale też pouczeń moralnych i jakiejś formy wyzwolenia czy zbawienia. Innym wyraźnie niebezpiecznym i fałszywym poglądem tu lansowanym jest przekonanie, że główne źródła zła (poza religią) to społeczeństwo i rodzina. Zły człowiek jest zaś w istocie tylko skrzywdzonym przez te czynniki dzieckiem. Pomija się tutaj jakby zupełnie kwestię skażenia ludzkiej natury przez grzech pierworodny oraz indywidualnych wyborów ludzkiej woli i odpowiedzialności za nie. Serial ten zawiera też dość wyraziste sceny heteroseksualnego nierządu i bardziej oględnie pokazaną prostytucję dziecięcą. Jest w nim też dużo elementów związanych z makabrycznymi mordami, które są tematem serialu. Choć w produkcji tej nie pokazuje się samego aktu zbrodni, to jednak wydaje się ona nadmiernie, w zbytnich szczegółach i bez konieczności dla rozwoju akcji epatować widza zdjęciami i opisami dokonanych zbrodni. Co gorsza, twórcy tego serialu powinni być świadomi, że epatowanie takimi rzeczami, może w niektórych umysłach wzbudzać chęć naśladownictwa. W końcu dowiadujemy się przecież, że morderca dzieci odtwarza wiele szczegółów indiańskich rzezi na osadnikach, którymi był w dzieciństwie często straszony przez rodziców. Serial ten, jak zaznaczyłam na początku, nie jest jednak pozbawiony pewnych wyraźniejszych zalet. Do mocniejszych punków tej produkcji zaliczyć można piętnowanie przymykania oczu na wykorzystywanie dzieci i nastolatków w tzw. seksbiznesie. Zjawisko to jest tu tym bardziej szokujące oraz wyraziście pokazane, że społeczność, która przymyka na nie oczy, ogólnie rzecz biorąc, szczyci się wysokimi standardami moralnymi, a młodej damie nawet nie przystoi użycie słowa „seks”. Elity miasta i duża część policji, pokazane jako kręgi dość skorumpowane, egoistyczne i przeżarte pychą nie przejmują się zjawiskiem dziecięcej prostytucji, tak że nawet działają tu praktycznie bez przeszkód specjalne domy publiczne. Jako wyjaśnienie tej sytuacji wskazuje się w serialu na to, że wykorzystywane dzieci pochodzą z biednych rodzin, czyli z warstwy ludzi, których los i życie, ma w oczach uprzywilejowanych niewielkie i służebne znaczenie. Mówiąc w uproszczeniu, skoro ich „przeznaczeniem” jest służyć bogatszym czy lepiej urodzonym, to mogą też czasem służyć też do zaspakajania perwersyjnych zachcianek, tym bardziej że im się za to płaci, nie mają więc co tak narzekać. Takie wyjaśnienie, dlaczego w niektórych społecznościach czy kręgach to zjawisko może być tolerowane na dużą skalę, wydaje się całkiem sensowne i uniwersalne. Zwrócić też należy pozytywną uwagę na wyraźne dobro, które czynią niektóre postaci tego serialu, czy też usiłują czynić. Niewątpliwym dobrem jest poszukiwanie i schwytanie mordercy. W przypadku jednej z postaci też widać jej wyraźny pozytywny rozwój. Chodzi tu o ilustratora – Johna Moore, który na początku jest pokazany jako nieodpowiedzialny alkoholik, oddający się rozpuście w domach publicznych. Człowiek ten, w dużym stopniu pod wpływem zakochania w dziewczynie o wyższych niż on sam moralnych standardach i ambicjach, wyraźnie zmienia się na lepsze. Walczy ze swoim alkoholizmem, a nadto bierze niejako na siebie odpowiedzialność za jednego z chłopców, którego spotyka podczas śledztwa i stara się go wyciągnąć ze światka prostytucji. Pewną pozytywną przemianę przechodzi też postać tytułowa. Doktor Kreizler z czasem trochę jakby pokornieje i dopuszcza do siebie myśl, że inne osoby też mogą mieć trochę racji. W jednej z końcowej scen przyznaje nawet przed swoim ojcem, że niesprawiedliwie obarczał go odpowiedzialnością za wszystkie swoje złe wybory. Docenić też można to, że zamierza szybko oświadczyć się swojej wybrance (z którą już niestety dopuścił się przedmałżeńskiego pożycia), co w jego towarzystwie może nie być mile widziane, gdyż jest to jego własna służąca, Indianka. Najbardziej pozytywną postacią (choć w końcu też daje się przekonać do pewnego publicznego kłamstwa) jest tutaj jednak zdecydowanie nowy szef policji. Ten młody ojciec rodziny wykazuje iście wiktoriańskie umiłowanie czystości i dobrych obyczajów, jednak pozbawione obłudy, którą odznacza się ukazana tu elita Nowego Jorku. Jest też człowiekiem zdeterminowanym, by jak najlepiej wykonywać swoją pracę i oczekuje tego samego sprawiedliwie od swoich podwładnych, nie tolerując korupcji czy niedbalstwa. W odróżnieniu od swojego poprzednika nie zamierza też wysługiwać się najbogatszym obywatelom miasta. Mimo tych wyraźniejszych zalet, ocena serialu pozostaje jednak negatywna, głównie ze względu na wyraźny tu zasiew fałszywych doktryn i epatowanie makabrą. Marzena Salwowska /.../
  4. Rząd (serial TV)

    Leave a Comment Serial ten opowiada o Birgitte Nyborg Christensen, duńskiej polityk, która w swej karierze zawodowej podejmuje się misji sformowania rządu oraz przewodzenia mu w roli pani premier. Dwoje pozostałych najistotniejszych bohaterów tej produkcji to Katrine Fønsmark (ambitna i ideowa dziennikarka) oraz Kasper Juul pełniący do pewnego czasu funkcję spin doctora pani premier. Nie ulega wątpliwości, iż płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej serial ten posiada swe zalety, przedstawiając w pozytywnym świetle pewne dobre i wartościowe postawy moralne (np. troskę o rodzinę, sprawiedliwe podchodzenie do niektórych problemów społecznych). Z drugiej jednak strony, nie sposób nie zauważyć, iż ogólnie rzecz biorąc, różne kwestie polityczne, moralne i ideowe są tu ukazywane ze stricte liberalnej i/lub lewicowej perspektywy, przez co rzeczy dobre, mieszają się w tym obrazie z rzeczami złymi (w sensie przychylnego ich ukazywania). Tak więc widzimy tutaj tak troskę o rodzinę i sprawiedliwość, jak i np. sprzeciwianie się prawnemu zakazowi aborcji. W jednym zaś z odcinków nawet problem prostytucji został pokazany tak, jakby od strony etycznej sam w sobie nie stanowił problemu. Moralnie kontrowersyjny jest również sposób zobrazowania tego, iż główna bohaterka po swym rozwodzie z pierwszym mężem utrzymuje de facto cudzołożne relacje z pewnym mężczyzną. Chodzi o to, że jest to pokazane w tym serialu jako coś zupełnie normalnego oraz pożądanego. Warto także dodać, iż choć omawiana produkcja wskazuje na potrzebę zachowania pewnych wyraźniejszych standardów moralnych także w ramach walki politycznej (co jest jej plusem), to jednak z drugiej strony rzeczy takie jak kłamanie są w niej pokazywane raczej jako normalne działanie w ramach polityki. W tym miejscu nie chodzi nam oczywiście o to, by zaprzeczać, iż kłamstwo rzeczywiście jest bardzo często używane przez polityków (gdyż tak najprawdopodobniej się dzieje), ale by zwrócić uwagę na to, że coś takiego powinno być potępiane również w ramach aktywności politycznej. Podsumowując: do serialu tego trzeba podchodzić bardzo ostrożnie i krytycznie, w najlepszym razie przyswajając sobie z niego to co jest w nim dobre i szlachetne, a odrzucając to co jest niemoralne oraz bezbożne. Mirosław Salwowski /.../
  5. Barry Lyndon

    Leave a Comment Słynny dramat kostiumowy Stanleya Kubricka oparty na powieści Williama Makepeace’a Thackeraya, uznawany za arcydzieło gatunku, a opowiadający o losach ubogiego irlandzkiego szlachcica, który stara się rozmaitymi środkami zostać możnym arystokratą. Śledzimy jego losy kolejno jako dzielnego żołnierza, dezertera, szpiega, hazardzisty, nie zawsze wiernego męża poślubionej z rozsądku arystokratki, człowieka z wyższych sfer, troskliwego ojca, raczej złego ojczyma, łapówkarza i pechowego pojedynkowicza. Ta łotrzykowska z pozoru historia staje się pretekstem do ukazania tak specyfiki osiemnastowiecznego społeczeństwa, jak i niejednej uniwersalnej prawdy.  Jest to film, który bardzo słusznie zalicza się do klasyki kina. Od strony artystycznej (najczęściej branej pod uwagę przy tego rodzaju rankingach) oferuje on bowiem, wręcz legendarne już, prześliczne zdjęcia wzorowane na malarstwie epoki, wykonane we wspaniałych plenerach, cieszące oko pięknem przyrody i architektury. Dobór rekwizytów, scenografii, kostiumów oraz umiejętna charakteryzacja aktorów i dbałość o odwzorowanie niegdysiejszych obyczajów czy sposobów walki pozwalają autentycznie dotknąć epoki, w której dzieje się opowiadana historia. Doskonale dobrana jest też klasyczna muzyka, pochodząca z czasów przynajmniej zbliżonych do okresu życia Barry’ego i współtworząca nastrój poszczególnych scen. Historia wciąga, występy aktorskie utrzymane są na wysokim poziomie, a pojawiające się postacie nie są bynajmniej jednowymiarowe, płaskie – twórcom udało się zapełnić ekran złożonymi, nierzadko kontrowersyjnymi, bohaterami, mającymi przeróżne motywacje, zdolnymi zarówno do oczywistego dobra, jak i podłości, i przez to może bardzo bliskimi przeciętnemu widzowi. Czasem mym zdaniem lekko nadużywany jest w tym filmie narrator (którego sarkastyczne nieraz uwagi bywają jednak cenne, zabawne i trafne); niektóre rzeczy chciałoby się raczej zobaczyć niż o nich usłyszeć. Przechodząc do stricte światopoglądowych i moralnych wartości przekazywanych przez dzieło warto zacząć od krytyki bardzo silnego rozwarstwienia i skostnienia systemu stanowego występującego w XVIII wieku w Europie. Ukazany jest tu de facto deprawujący wpływ ówczesnych stosunków na ludzi (a zwłaszcza na ambitniejsze jednostki, takie jak Barry). Z jednej strony bowiem niższe warstwy wiodą tu często żywot nie do pozazdroszczenia, choćby będąc traktowanymi podczas wojen przez dowódców jako „mięso armatnie” i źródło rekruta pozyskiwanego także nielegalnymi środkami (np. poprzez porwania). Od takiego losu wyższe sfery są najczęściej zabezpieczone. Podczas pokoju ludzie z niższych warstw muszą liczyć się w przedstawionym świecie z tym, że na jednostki patrzy się przede wszystkim przez pryzmat ich urodzenia i majątku, a nie osobistych zalet, co stawia ich automatycznie w gorszej pozycji. Boleśnie przekonuje się o tym Barry, gdy jego pierwsza miłość, kuzynka Nora Brady, wychodzi za mąż za bogatego oficera angielskiego, mimo, że wcześniej żywił on podsycane przez tę pannę nadzieje na małżeństwo z nią. Samo jednak rozwarstwienie i różnice w położeniu różnych stanów (choć często nieuzasadnione i niesprawiedliwe) nie byłyby może tak dotkliwe, gdyby przez ciężką i uczciwą pracę dało się uzyskać awans społeczny. Tymczasem, jak ukazują twórcy dzieła, wyższe sfery zamknięte są na przyjmowanie nowych członków; nawet od człowieka, który przyjął arystokratyczny styl życia ciągle czują „smród” wyniesiony z poprzedniego okresu (o czym napomyka gardzący ojczymem pasierb głównego bohatera). Liczy się dla nich przede wszystkim tytuł nabyty od króla w drodze prawnych procedur (choć najlepiej jednak odziedziczony). Takie to społeczeństwo jawi się właśnie jako winne wydania Barry’ego Lyndona – człowieka inteligentnego i ambitnego, który nie chce się pogodzić ze swym położeniem, ale nie mogąc go łatwo (albo przynajmniej uczciwie) polepszyć, schodzi na drogę kłamstwa (po dezercji z wojska podszywa się pod brytyjskiego oficera), oszustwa (aby zebrać majątek dokonuje przekrętów podczas gier hazardowych), wyrachowania (żeni się z niekochaną  arystokratką, którą ponadto „zaklepuje sobie” jeszcze za życia jej męża, podejmując daleko posunięty flirt) czy korupcji (trwoni majątek żony na łapówki dla wpływowych ludzi, mających załatwić mu tytuł lorda). Takie to społeczeństwo degraduje małżeństwo do roli transakcji handlowej (wbrew pięknym naukom udzielanym przez pastora podczas jego zawierania) i sprawia, że ten świeżo upieczony arystokrata zaniedbuje żonę, rzucając się w wir upragnionych zabaw i romansów, na które wreszcie pozwala mu majątek. Jednak wspomniane złe czyny Barry’ego nie są tu usprawiedliwiane, a odpowiedzialność za nie nie jest w całości przerzucana na „system”. Główny bohater, skądinąd miejscami sympatyczny człowiek (początkowo szczery, wykazujący się odwagą na polu bitwy młodzieniec, a następnie kochający ojciec), jawi się czasem przez swe postępowanie jako niemal czarny charakter opowieści. Widać jak raniące dla poślubionej niewiasty są jego romanse ze służącymi (na taką refleksję zdobywa się zresztą sam Barry, który żałuje swych czynów i jedna się z żoną). Ogólna nieuczciwość bohatera i złe traktowanie małżonki rodzą także nienawiść, jaką darzy go wspomniany pasierb, lord Bullingdon, niekierujący się jedynie godnymi ubolewania uprzedzeniami wobec ojczyma, ale żywiący uzasadnioną niechęć do krętactwa Lyndona i trwonienia przezeń majątku jego matki. Ta nienawiść staje się zresztą przyczyną spektakularnego upadku Barry’ego w wyniku wyrafinowanej i dokonanej z zimną krwią prywatnej zemsty lorda. Nadmienić tu jeszcze wypada, że zemsta owa, choć jak wyżej powiedziano miała swe powody, także odmalowana została w negatywnych barwach (głównie przez pokazanie chorej zawziętości Bullingdona, nawet w sytuacji, gdy Lyndon wydawał się dążyć do pojednania, przyjmując pasywną postawę podczas pojedynku z nim). Z zadowoleniem i ulgą można zatem stwierdzić, że twórcy ukazują jak zło rodzi zło i nazywają owo zło (obecne po obu stronach konfliktu) po imieniu.  Ostatnią ważną lekcją udzielaną przez to dzieło jest uwypuklenie marności doczesnych dóbr i osiągnięć. Nie odmawiając w sposób absolutny Lyndonowi prawa do prób polepszenia swej sytuacji, a arystokratom prawa do obrony swych majątków i pozycji przed tymi jego działaniami, które były nieuczciwe i szkodliwe, ukazuje, że tak naprawdę obie strony poświęcały swą energię i inwencję na szarpaninę o ulotne i doczesne wartości. Kruchość pozycji, jaką Barry sobie wywalczył obrazuje fakt, że wystarczył jeden raz, gdy dał się on ponieść emocjom, jedna wszczęta w zrozumiałym gniewie bójka, by stracił szacunek towarzystwa i mógł pożegnać się z tytułem lorda, o który się starał. Tak samo wszystkie swe myśli o zapewnieniu jak najlepszego losu swemu dziecku i dziedzicowi musi on porzucić, gdy niespodziewanie syna zabiera mu nieszczęśliwy wypadek, owoc zwyczajnej lekkomyślności. Obraz przeniknięty jest zatem dojmującym smutkiem płynącym z refleksji nad ludzką naturą, tak skłonną do gromadzenia sobie skarbów na ziemi, podczas gdy, jak stwierdza pastor podczas pogrzebu synka Lyndona, nic nie możemy stąd ze sobą zabrać. Znakomitym podsumowaniem tego aspektu przesłania filmu jest jego ostatnie zdanie, stwierdzające ironicznie, że mimo znacznego różnienia się między sobą, przestawione osoby teraz są w końcu równe. Istotnie – śmierć zrównuje ludzi wszystkich szczebli społecznej drabiny i czyni śmiesznymi ich wykrwawianie się w walkach o pozycję, tak zaciętych jakby pozycja miała trwać na wieki. Z pobocznych elementów warto docenić negatywne przedstawienie kuzynki Lyndona, Nory Brady, która niefrasobliwie bałamuci głównego bohatera (i z tego co wiadomo innych mężczyzn), mimo że nie wiąże z nimi poważnych planów. Zostaje to przez jednego z pozytywnych bohaterów określone dosadnie i pogardliwie jako „puszczanie się z każdym”.  Wątpliwym elementem jest scena, w której Barry obściskuje się i całuje z dwiema półnagimi niewiastami, z którymi zdradza żonę (choć sam czyn jest napiętnowany, to można by go zapewne oględniej przedstawić). U niektórych widzów może także budzić niesłuszną sympatię scena, gdy Lyndon bije się z towarzyszem broni dla błahych powodów (choć nie ma tu jawnej pochwały tego czynu, dopuszcza się go on, gdy jest jeszcze sympatycznym protagonistą, a scena ma lekko humorystyczny charakter). Jednak typowe pojedynki (orężne honorowe rozprawy) są szczęśliwie w tym dziele pokazane ogólnie jako źródło poważnych tarapatów bohatera, a choć jedna postać docenia śmiałość Barry’ego rwącego się do takiej walki, to sam pojedynek nazywa głupotą.  Zachęcam zatem Czytelników do obejrzenia owego znakomitego warsztatowo i cennego moralnie filmu oraz wyciągania wniosków z tej ciekawej i zniuansowanej historii.  Michał Jedynak /.../
  6. Fortepian

    Leave a Comment Ada McGrath, słysząca, lecz z niewiadomych przyczyn niema panna zgadza się wyjść za mąż za zupełnie sobie obcego farmera z Nowej Zelandii. Wyrusza więc, by rozpocząć nowe życie w dalekiej ziemi, zabierając ze sobą to, co dla niej najcenniejsze, czyli kilkuletnią córkę i fortepian. Stewart – pragmatyczny mąż Ady szybko akceptuje jej nieślubne dziecko, za to niezbyt rozumie, jakie znaczenie w życiu żony ma fortepian. To niezrozumienie będzie miało fatalne skutki. Niezbyt bowiem zainteresowaną mężem Adą zainteresuje się sąsiad, z pozoru prostolinijny analfabeta – George Baines (dodajmy, że w Anglii zostawił on żonę). Mężczyzna ten kupuje fortepian Ady od Stewarta w zamian za spory szmat ziemi. Jako warunek transakcji dodaje jednak lekcje gry na zakupionym instrumencie, których udzielać ma mu Ada. Kiedy jednak zostaje sam na sam ze swoją „nauczycielką” (córka Ady, która miała przyglądać się lekcjom, zostaje odprawiona pod pozorem nieśmiałości ucznia), Baines szybko ujawnia swoje zamiary. Praktycznie molestuje Adę już podczas pierwszej lekcji. Kiedy spotyka się z jej niechęcią i odrzuceniem proponuje jej układ – kobieta odzyska swój ukochany fortepian, jeśli będzie się godzić na różne czynności o charakterze erotycznym z jego strony, podczas gdy będzie grała. Im dalej pozwoli posunąć się mężczyźnie w tych „zalotach”, tym więcej klawiszy odzyska. W ten sposób para ta dopuszcza się kilku lubieżnych czynów. Po pewnym czasie Baines świadomy niegodziwości swojego postępowania zwraca fortepian Adzie bez żadnych dalszych targów. A wtedy kobieta oddaje mu się w pełni dobrowolnie. Romans zostaje jednak odkryty przez męża Ady, który jest oczywiście wściekły i zazdrosny, a nadto sfrustrowany tym, że żona nie wyraża jak dotąd gotowości, by w pełni skonsumować z nim związek. Dochodzi w końcu do tego, że przez pewien czas więzi ją w domu. Później trochę się opamiętuje i postanawia zaufać żonie, że więcej nie spotka się i nie będzie kontaktować z kochankiem. Kiedy jednak Ada dowiaduje się o tym, że Georges planuje rychły wyjazd, postanawia wysłać mu przez pisemne zapewnienie o swojej miłości (mimo że Baines jest analfabetą). To zadanie powierza swojej córce, która jednak jest niechętna związkowi matki, gdyż zdążyła się już przywiązać do przybranego ojca. Dziewczynka zamiast do kochanka matki zanosi wiadomość do jej męża. Stewart, którego zastaje przy pracy z siekierą w ręku, wpada w furię, biegnie do domu i w szale odcina Adzie jeden z palców dłoni. Następnie zmusza przybraną córkę, by zaniosła go Bainesowi, na dowód, do czego jest zdolny, gdyby para kontynuowała romans. Baines jednak nie daje się zastraszyć, odwiedza Stewarta z bronią i zastrasza na tyle, że może odejść spokojnie wraz z Adą, jej córeczką i fortepianem. Para odpływa łodzią, by zacząć nowe życie w innym miejscu. W drodze Ada każe wyrzucić fortepian, który jest teraz balastem, jej noga jest jednak zaplątana w linę przymocowaną do fortepianu, kobieta więc wpada do wody wraz z instrumentem. Przez chwilę zmaga się pomiędzy chęcią utonięcia a wolą życia, to drugie wygrywa, wypływa więc na powierzchnię. Na końcu widzimy, jak para rozpoczyna nowe życie wraz z córeczką Ady. Główna bohaterka, dla której kochanek zrobił metalową protezę palca, udziela korepetycji z muzyki, a sama uczy się wreszcie pomału mówić. Ten długi i dość szczegółowy opis fabuły to jak najbardziej zamierzony, celowy spoiler. Służyć ma temu, by zniechęcić do oglądania filmu tych z widzów, którzy kierowaliby się przede wszystkim potrzebą zaspokojenia ciekawości. Z pobieżnych opisów tego obrazu, które są zamieszczane na innych portalach, trudno się domyślić pewnych cech tego filmu, tak by podjąć świadomą decyzję co do jego obejrzenia. Czytając zapowiedzi można się wprawdzie łatwo domyślać, że jest to romans z zacięciem feministycznym, ale tym bardziej może zaskakiwać duża dawka lubieżności w tym filmie i dość pozytywne pokazywanie relacji o charakterze klient – prostytutka. Choć pewnie daleko temu obrazowi do ujęć pornograficznych, to ma on charakter wyraźnie lubieżny, pomyślany jest wyraźnie tak, by stopniować napięcie erotyczne pomiędzy parą głównych bohaterów i przekraczać kolejne naturalne granice wstydliwości. Poza tą ewidentną lubieżnością negatywnie rzuca się w oczy w tym filmie promowanie przekonania, że w życiu najważniejsze są emocje, zmienne uczucia, zaspakajanie swoich pragnień czy marzeń. I że tym wszystkim należy się kierować kosztem wypełniania obowiązków i podjętych zobowiązań. Szczególnie zlekceważonym dobrowolnym zobowiązaniem jest tu małżeństwo. Wprawdzie w przypadku głównej bohaterki jest to związek aranżowany, ale nie możemy mieć raczej wątpliwości, że za jej zgodą, gdyż szybko się dowiadujemy, że jest to kobieta o bardzo silnej woli i charakterze, która nie dałaby się po prostu zmusić do małżeństwa. A ponieważ ta silna wola Ady jest tak bardzo podkreślana, to bez wątpienia również jej cudzołóstwo nie wypływa z jakiejś słabości, ale jest świadomym wyborem, wynikającym z ogólnie przyjętej postawy, by w życiu nie kierować się konkretnymi normami moralnymi, lecz raczej pragnieniami i uczuciami. Ażeby jednak usprawiedliwić taki wizerunek głównej bohaterki i podkreślić jak niekorzystne i opresyjne jest dla kobiety małżeństwo, wprowadzona została w filmie bardzo drastyczna scena, w której mąż odcina Adzie palec siekierą. Choć taki samosąd jest oczywiście karygodny, to nie sposób nie zauważyć, że w myśl filozofii tego filmu powinien on raczej być ukazany z życzliwością, gdyż w tejże chwili Stewart kierował się nie rozsądkiem, a uczuciami, szczerą pasją i zasadnym gniewem. Gdyby był kobietą, to można byłaby tu mowa o prymacie uczuć w czystej postaci. Innym pobocznym, ale istotnym negatywnym wątkiem jest tu podkreślanie rzekomej wyższości podejścia do ludzkiej seksualności w wydaniu dzikich i pogańskich Maorysów od tego wytworzonego na gruncie chrześcijańskiej cywilizacji. Oczywiście film ten ma też swoje zalety, z których główną jest chyba podkreślenie, jak fatalny wpływ na małżeństwo może mieć to, że mąż nie liczy się z potrzebami, marzeniami czy zasadnymi ambicjami żony i zbyt łatwo oczekuje od niej, że będzie się ciągle poświęcać. Pytanie tylko czy warto schylać się po okruszyny chleba do kałuży błota? Marzena Salwowska /.../
  7. Grbavica

    Leave a Comment Tytułowa Grbavica to dzielnica Sarajewa, w której żyje główna bohaterka filmu Esma. Esma wychowuje samotnie dorastającą córkę i stara się jakoś związać koniec z końcem. Po tym, jak zamknięto klub, w którym pracowała jako kelnerka, zatrudnia się szybko w innym, dość szemranym miejscu, którego właściciel świetnie pasuje do określenia „typ spod ciemnej gwiazdy”. W lokalu tym poznaje Peldę, który pracuje tu jako ochroniarz. Mężczyzna jest miły i opiekuńczy wobec Esmy i zdaje się żywić do niej głębsze uczucia. Ta relacja uczuciowa głównej bohaterki niezbyt przypada do gustu jej córce, która i tak sprawia już wiele kłopotów wychowawczych. Bunt nastoletniej Sary narasta, zwłaszcza kiedy jej matka z niezrozumiałych przyczyn nie chce przedstawić w jej szkole zaświadczenia, że ojciec dziewczyny zginął jako żołnierz – szahid. Dzieci szahidów, których uważa się tu za bohaterów narodowych, mają różne przywileje, w tym również zniżkowe, bądź bezpłatne wycieczki szkolne, a na taką wycieczkę wybiera się właśnie Sara. Ociąganie matki jest więc dla nastolatki, dumnej z nieznanego ojca, coraz bardziej niezrozumiałe i frustrujące … Film ten, mimo że przedstawia koszmar i zniszczenia po wojnie w byłej Jugosławii (zniszczenia nie tylko w budynkach, ale i w ludziach, tak poszczególnych, jak i w ich wzajemnych relacjach). Stłuczone szkło trudno posklejać, jak pokazuje ten obraz. Bohaterowie filmu zdają sobie sprawę, że nie są już tymi samymi ludźmi, co przed wojną. Przykładowo, dawni studenci uniwersytetów, z całkiem dobrymi widokami na zawodową karierę dziś wysługują się prymitywnemu, szemranemu właścicielowi klubu nocnego jako kelnerka i ochroniarz. Wojna, którą przeżyli, wciąż jest jakoś obecna w każdym aspekcie ich życia. Uderzająca jest na przykład scena, w której Pelda chcąc podtrzymać rozmowę z interesującą go koleżanką z pracy, „podrywa” ją na wspólne doświadczenie z chodzeniem na ekshumacje. Ten temat zresztą później jeszcze wróci w najbardziej chyba romantycznej scenie filmu, kiedy Esma będzie próbowała powstrzymać ukochanego przed emigracją z kraju. Również dorastająca Sara przeżywa swoją pierwszą miłość, ćwicząc z rówieśnikiem strzelanie w jednym ze zrujnowanych budynków. Film ten można uznać za ostrzeżenie przed długofalowymi skutkami wojen. Przypomina też o tym, że w takich konfliktach często najbardziej cierpią najsłabsi, gdyż poczucie bezkarności i wojenne zdziczenie, o które zresztą szczególnie łatwo w wojnach domowych, przyczyniają się do takich obrzydliwości jak torturowanie jeńców czy zbiorowe gwałty. Sprawcy takich zbrodni nieraz niestety całkiem trafnie zakładają bowiem, że prawdopodobieństwo ich rozliczenia po wojnie jest stosunkowo niewielkie, ba nawet może będą w swoich środowiskach chodzić jeszcze w glorii bohaterów. Warto więc pochwalić twórców tego filmu, że zajmują się tak delikatnym i bolesnym tematem jak wojenne gwałty na kobietach. Jeśli chcemy, żeby to wreszcie sprawcy takich zbrodni wstydzili się i bali o swój los, a nie ich ofiary, to warto, żebyśmy doceniali takie produkcje, które otwarcie mówią o tym problemie. Obraz ten mimo ciężkiej tematyki jest jednak na swój sposób optymistyczny. Można powiedzieć, że daje on nadzieję zwłaszcza kobietom. Choć główna bohaterka nie jest tu zawsze osobą godną naśladowania (okłamuje swoją córkę, pali, lekko wspomina wąchanie kleju w czasach studenckich), to godna podziwu jest to, jak zachowała siłę i kobiecą godność, której zapewne chcieli pozbawić jej na zawsze oprawcy. Najpiękniejsze jednak jest w Esmie to, że nie utraciła ona zdolności kochania. Niezaprzeczalna jest miłość, jaką darzy swoją córkę (która mimo buntowniczej postawy odwzajemnia to uczucie), nadto jest też w stanie mimo swoich doświadczeń zaufać jeszcze mężczyźnie i odwzajemnić jego uczucia. Dlaczego zatem film ten nie został oceniony wyżej? Niestety poza sporą ilością wulgarnej mowy, mamy tu też przy okazji wątku z nocnym klubem pokazane sceny lubieżnego tańca oraz kelnerkę, która obnaża się do połowy, ukazując obfity biust (przy czym kamera mocną eksponuje te sceny). Wprawdzie są to wątki poboczne i raczej nie pokazane w pozytywnym świetle, jednakże widać, że mają one przyciągać oko widza, a nie być tylko mniej lub bardziej uzasadnionym elementem narracji. Mimo istotnych zastrzeżeń polecamy jednak ten film, gdyż pokazuje, że człowiek w każdych okolicznościach potrzebuje prawdy i miłości, że prawda wyzwala, a miłość daje siłę, by znieść nawet najtrudniejszą prawdę. Marzena Salwowska /.../
  8. Dekalog II

    Leave a Comment Film jest drugą częścią cyklu telewizji polskiej, w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego. Ta z części cyklu odnosi się do Bożego przykazania: Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremno, choć do pewnego momentu może wydawać się, że chodzi tu bardziej o przykazanie Nie zabijaj. Akcja tego kameralnego obrazu jest dość skromna. Pewnego starszego ordynatora szpitala nachodzi młoda skrzypaczka, która jest żoną śmiertelnie (najprawdopodobniej) chorego mężczyzny. Dorota jest w ciąży z innym mężczyzną, z którym w przypadku śmierci męża zamierza ułożyć sobie życie za granicą. Jednakże, gdyby jej małżonek, którego, jak twierdzi, kocha, przeżył, zdecydowana jest dokonać aborcji i zostać u boku męża. Kobieta uzależnia swoją decyzję w sprawie życia bądź śmierci dziecka od tego, co powie jej ordynator. Jeżeli lekarz zapewni ją, że mąż umrze, to ona da szanse żyć dziecku … Film ten jest bardzo trudny do jednoznacznej oceny, gdyż nie sposób wręcz rozstrzygnąć, czy reżyser jedynie przedstawia w nim „komedię ludzką”, czy też może za pomocą szczególnie powikłanych przykładów z „życia wziętych” stara się tu poddać w wątpliwość drugie z Bożych przykazań? Pomijając na razie tę wątpliwość, jest to z pewnością ciekawy film, który z upływem czasu nie traci na swej uniwersalności. Warto też zauważyć, że nie ma w nim wulgarnej mowy, przemocy czy lubieżności. I jakoś bez tych wszystkich elementów produkcja ta przyciągnęła tłumy do kin. Reżyser wciąga bowiem widza nie przez takie „tanie chwyty”, lecz przez propozycje wspólnego myślenia, rozważania ważnych dylematów moralnych. Można więc powiedzieć, że szanuje się tu widza jako istotę rozumną, obdarzoną też sumieniem, z którego każdy z nas może i powinien korzystać. Najważniejsze jednak, że po obejrzeniu tego filmu pozostaje wrażenie, że choć człowiek ma obowiązek rozważać na płaszczyźnie etycznej, to co czyni, zastanawiając się zwłaszcza nad konsekwencjami swoich czynów nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim bliźnich, to jednakże sam człowiek nie jest, ani ustawodawcą ani sędzią praw moralnych. Na pozytywną uwagę zasługuje tu też niewątpliwie rozwinięcie wątku z aborcją, której zamierza z udziałem lekarza dokonać Dorota. Ponieważ w czasie, w którym dzieje się akcja filmu, jest to proceder szeroko dopuszczalny, lekarz jedynie wyraża lekki żal, bo dziecko rozwija się znakomicie, ale w pełni uznaje swobodę decydowania Doroty w tej sprawie. Krótko mówiąc, jeśli matka zdecyduje, że dziecko będzie żyło, to dobrze, a jak nie, to trudno. Nawet biologiczny ojciec dziecka (mężczyzna, z którym cudzołożyła Dorota) nie ma tu nic do powiedzenia. Tak więc decyzja o życiu bądź śmierci niewinnej istoty ludzkiej spoczywa tutaj w rękach bohaterki, która zresztą od początku wydaje się osobą dość destruktywną (co symbolicznie obrazuje scena, w której zawzięcie obrywa zdrowe liście rośliny). Widzowi z odrobiną wrażliwości chyba trudno sympatyzować z osobą, która szantażuje moralnie i obarcza odpowiedzialnością za własne złe wybory „Bogu ducha winnego” w tej sytuacji ordynatora. Lekarz ten, człowiek samotny i schorowany, który stara się jak najlepiej służyć swoim pacjentom, zostaje postawiony w sytuacji podobnej do osławionego przykładu z Niemcami wpadającymi w okupowanej Polsce do Polaka ukrywającego Żydów (który akurat brzydziłby się wszelkim kłamstwem) z pytaniem: „Czy są tu jacyś Żydzi?”. Ordynator podobnie chce ocalić niewinne życie, ale wie też, że nie powinien kłamać, a tym bardziej dopuszczać się krzywoprzysięstwa. I w rozwiązaniu tego dylematu leży właśnie pies pogrzebany – mała dygresja w filmie pogrzebany jest zając zgodnie z łacińskim brzmieniem tego przysłowia, dlatego w tym obrazie zwierzę to pojawia się kilkakrotnie i nikt nie chce go wziąć, uznać za swoje. Problem w tym, że krzywoprzysięstwo ordynatora przynosi w rezultacie bardzo dobre skutki. Przez co może się wydawać, że kłamstwo i krzywoprzysięstwo mogą być dobre a przynajmniej usprawiedliwionej w ważnej sprawie, a taka teza sprzeczna jest z nauczaniem Kościoła. Jak mówi Katechizm: Błędna jest więc ocena moralności czynów ludzkich, biorąca pod uwagę tylko intencję, która je inspiruje, lub okoliczności (środowisko, presja społeczna, przymus lub konieczność działania itd.) stanowiące ich tło. Istnieją czyny, które z siebie i w sobie, niezależnie od okoliczności i intencji, są zawsze bezwzględnie niedozwolone ze względu na ich przedmiot, jak bluźnierstwo i krzywoprzysięstwo, zabójstwo i cudzołóstwo. Niedopuszczalne jest czynienie zła, by wynikło z niego dobro. (Punkt 1756). Widz więc może zostać z przekonaniem, że dla ratowania życia można dopuszczać się krzywoprzysięstwa, skoro film niejako „omawia” to przykazanie. A przecież trzeba pamiętać, że drugie z przykazań Dekalogu bynajmniej nie jest mniej ważne niż piąte. Ten sam Bóg, który mówi nam Nie zabijaj, mówi wcześniej Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremno. Jest więc pewne ryzyko takiego zwodniczego odczytania filmu przez widza, chociaż niekoniecznie musi tak być, bo film raczej nie daje w tej sprawie jasnych i konkretnych odpowiedzi, a stawia się bardziej w pozycji obserwatora ludzkich wyborów. Marzena Salwowska /.../
  9. Enola Holmes

    Leave a Comment Wychowywana przez owdowiałą matkę Enola Holmes w dniu swoich szesnastych urodzin odkrywa, że jej rodzicielka zniknęła. W związku z czym do rodzinnej posiadłości powracają bracia dziewczyny, Sherlock i Mycroft. Mężczyźni jednak wydają się nie tyle zainteresowani odnalezieniem ekscentrycznej matki, co układaniem życia nastoletniej siostrze. Zwłaszcza Mycroft, który jako najstarszy, uważa się za głowę rodziny, wprost wyraża dezaprobatę dla dotychczasowego sposobu wychowania Enoli. Wysyła ją więc na pensję, którą prowadzi jego apodyktyczna znajoma. Enola ma jednak inny plan. Ucieka z domu z zamiarem odnalezienia matki. To detektywistyczne zadanie, utrudniane przez konieczność ukrywania się, skomplikuje dziewczynie jeszcze pojawienie się młodego markiza Tewkesbury. Chłopak, który tak jak Enola ucieka przed swoją rodziną, znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Ściga go bowiem morderca nasłany przez kogoś, kto pragnie wyeliminować markiza z polityki, gdyż wkrótce ma on zasiąść w Izbie Lordów, a jego głos może być decydujący w sprawie ustawy o poszerzeniu praw wyborczych .. Historia opowiedziana w filmie pokazana jest oczami nastoletniej bohaterki, która też jest jego narratorką. Zasadniczo więc można założyć, że jest to film przeznaczony głównie dla młodej widowni i stąd też wynika jego miejscami nader irytująca naiwność. Trzeba jednak przyznać, że trudno jest mówić o tak złożonych kwestiach i procesach historycznych jak pokazane w tej produkcji w sposób przystępny dla młodego pokolenia, a jednocześnie nie „uproszczony do bólu”, dlatego porażkę w tym zakresie możemy akurat twórcom filmu darować. Czego natomiast twórcom filmu darować nie można? Otóż wtłaczania młodym widzom w sposób bezkrytyczny ideologii feministycznych i to również tych najgorszego sortu. Twórcy tego obrazu bynajmniej bowiem nie ograniczają się do pozytywnego ukazania pewnych moralnie słusznych bądź obojętnych przejawów „walki o prawa kobiet” takich jak pokojowe starania o prawa wyborcze, odrzucanie zbędnych czy wręcz szkodliwych konwenansów społecznych (typu ciasne gorsety), dostęp do edukacji na wyższym poziomie, czy prawa do dysponowania własnym majątkiem i życiem (w sposób oczywiście zgodny z moralnymi granicami i naturalnym porządkiem, co zresztą również stosuje się do mężczyzn). To bynajmniej twórcom tego obrazu nie wystarczyło. W pozytywnym świetle ukazuje się tu bowiem te działania aktywistek ruchu walczącego o prawa wyborcze kobiet, które nie tylko nie były zgodne z prawem i pokojowe, a miały charakter terrorystyczny. Kiedy Enola odkrywa, że podziwiana przez nią matka, która zniknęła w jej szesnaste urodziny, wytwarza teraz materiały wybuchowe dla pewnej tajnej organizacji, wydaje się z początku skonsternowana, jakby nie wiedziała co o tym myśleć. Jednakże w ostatnich scenach widzimy, jak aprobuje to, że jej matka wybrała własną drogę. Cel więc w tym filmie zdaje się uświęcać środki. Warto też zauważyć, że ten wątek jest dość często spotykany we współczesnej kinematografii. Nieco upraszczając, można powiedzieć, że dla wielu filmowców terroryzm jest „fuj”, kiedy kojarzy się z zacofaniem czy wstecznictwem, a „OK” kiedy z postępowością. W retrospekcjach widzimy też, że Enola była również uczona przez swoją matkę posługiwania się materiałami wybuchowymi. Rodzicielka więc zakładała pewnie, że córka może iść w jej ślady. Przykład więc dla młodych widzów raczej fatalny. Nadto film ten może wprowadzać młode dziewczęta w niepotrzebne kompleksy odnośnie do swojej płci. Mamy tutaj bowiem bohaterkę, która za wszelką cenę stara się dorównać swojemu sławnemu bratu, często też wciela się w postać chłopaka. Ze słabym jednak skutkiem, bo większość widzów przyzwyczajonych do błyskotliwości Sherlocka i tak oczekuje (choć nadaremnie), że wyjdzie on w końcu na pierwszy plan i film stanie się ciekawszy. Jeśli chodzi o samą Enolę, to zasadniczo wydaje się, że cechy, zalety czy umiejętności postrzegane jako bardziej kobiece uważa ona za słabsze lub mniej wartościowe od bardziej męskich. Tak więc kolejny raz dostajemy niezbyt udaną próbę stworzenia kobiecego odpowiednika klasycznego męskiego bohatera. To oczywiście nie jest zbyt korzystne dla młodych dziewczyn zachęcanych do nieudolnego naśladownictwa męskich wzorców (które, nawiasem mówiąc, często i dla samych mężczyzn nie są godne naśladowania). To tak jakby powiedzieć, że kobiety, o ile nie upodobnią się do mężczyzn, są zbyt nudne, żeby przedstawiać je jako główne bohaterki filmowych czy innych opowieści. Oczywiście film ten nie jest zupełnie beznadziejny i pozbawiony dobrych akcentów. Mamy tu na przykład wątek ukarania osób walczących złymi metodami o swoje przekonania. Mamy bohaterkę, która naraża własne życie, żeby chronić bliźniego przed zabójcami czyhającymi na jego życie. Jest też wątek naprawiania rodzinnych relacji. Pochwalić też można scenę, która nawiązuje do naśladowania Pana Jezusa jako dobrego pasterza. Dobrze wypada też pierwsza miłość dwojga młodych bohaterów pokazywana bez lubieżnych czy nieskromnych akcentów. Sporym atutem filmu jest wreszcie, wcielająca się w rolę Enoli, Millie Bobby Brown, która swoją energią i zaangażowaniem w postać ratuje widza przed totalnym znudzeniem. Niemniej tak poważne rzeczy jak pokazywanie w dobrym świetle postaci uwikłanej w działanie terrorystyczne, przekonanie, że każdy może wybierać własną drogę, niezależnie dokąd ona prowadzi oraz bezkrytyczne afirmowanie feminizmu (co zapewne ma otwierać młodych widzów również na jego bardzo współczesne, wrogie chrześcijaństwu odmiany) czyni ten film szkodliwym, zwłaszcza dla młodej widowni. Marzena Salwowska /.../
  10. Rambo: Ostatnia krew (2019)

    Leave a Comment Film ten jest ostatnim z serii opowieści o byłym uczestniku amerykańskiej wojny w Wietnamie – Johnie Rambo. W tej odsłonie widzimy, jak główny bohater mieszka spokojnie na ranczo w Arizonie, opiekując się tam swą przybraną nastoletnią córką Gabrielle. Sielanka ta jednak kończy się wraz z wyjazdem Gabrielle do Meksyku, gdzie się chciała ona spotkać się ze swym naturalnym ojcem. Tam właśnie przybrana córka Johna wpada w ręce bezwzględnych gangsterów zajmujących się m.in. sutenerstwem i stręczycielstwem. Rambo wyrusza zatem do Meksyku, by wyswobodzić Gabrielle z rąk tych złoczyńców. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ten oceniamy zdecydowanie negatywnie. O ile bowiem w przypadku pierwszej części filmów o Johnie Rambo pokazana tam brutalna przemoc mogła być potraktowana jako swego rodzaju tło dla przemycenia głębszych treści, o tyle w odniesieniu do tej ostatniej odsłony owej serii można powiedzieć coś dokładnie odwrotnego. A mianowicie, mamy tu do czynienia z istną orgią brutalnej i krwawej przemocy, która tak naprawdę jest sednem tego filmu, a cała jego reszta stanowi tylko tło dla jej pokazania. Poza tym, patrząc jeszcze od innej strony na ową produkcję, a mianowicie przyglądając się rozwojowi jej fabuły, to widzimy w niej historię prywatnej zemsty dokonanej przez Johna Rambo na oprawcach Gabrielle. Główny bohater, prowokując gangsterów, by ci przyjechali na jego ranczo w Arizonie mógł wszak wezwać odpowiednie służby, by te zatrzymały tych złoczyńców, ale w zamian tego postanowił sam się z nimi od początku do końca krwawo rozprawić. Innymi słowy, Rambo w tym filmie nie zabija tylko w ramach obrony koniecznej i nie wykorzystuje nadarzającej się okazji, by oddać przestępców w ręce policji. Przeciwnie, on sam stwarza sytuację, w której będzie mógł w sadystyczny i wymyślny sposób dokonać prywatnej zemsty na członkach gangu sutenerów i stręczycieli. Podsumowując, zdecydowanie nie polecamy filmu pt. „Rambo: Ostatnia krew”, gdyż pokazuje on krwawą, sadystyczną jatkę będącą aktem prywatnej zemsty, dodatkowo w żaden sposób nie sugerując widzom, że ma się tu do czynienia z czymś moralnie złym oraz nieprawym. Mirosław Salwowski /.../