Tag Archive: katolickie recenzje filmów

  1. Trener

    Leave a Comment Film ten opowiada o prawdziwych wydarzeniach, które w 1999 roku opisywała amerykańska prasa. Obiektem zainteresowania tychże mediów stał się trener szkolnej drużyny koszykówki – Ken Carter. Mężczyzna ten ściągnął na siebie oburzenie niemal całego Richmond, gdy zakazał gry odnoszącym coraz większe sukcesy na boisku licealistom i zamknął ich salę do ćwiczeń grubym łańcuchem. Film pokazuje, jak doszło do tego wydarzenia, jakie były motywy tego niecodziennego postępowania trenera i jak dalej potoczyły się losy drużyny i wzajemne relacje zawodników i ich mentora. Obraz ten w swoim zasadniczym wątku i przesłaniu jest jak najbardziej godny polecenia. Sam główny bohater jawi się wręcz jako świetlana postać, zdecydowanie godna naśladowania. Jest to człowiek, który w pełni reprezentuje tradycyjnie amerykańskiego ducha, w jak najlepszym znaczeniu tego słowa. Pan Carter bowiem sam będąc byłym wychowankiem szkoły w Richmond i niegdyś jej najlepszym koszykarzem podejmuje się zadania trenowania drużyny tej szkoły, mając na uwadze dużo większe cele niż poprowadzenie jej do sportowych sukcesów. Nie robi tego dla dodatkowego zarobku, gdyż wynagrodzenie, które oferuje szkoła, jest raczej symboliczne dla dobrze prosperującego prywatnego przedsiębiorcy, jakim jest. Główną motywacją nowego trenera, poza miłością do koszykówki, jest to, że chce on zrobić coś dobrego dla swojej dawnej szkoły oraz społeczności, z której sam się też wywodzi. Jako były uczeń Richmond High School wie on dobrze, że zaledwie połowa wychowanków tej szkoły zdaje maturę, a odsetek jej absolwentów w więzieniach jest znacznie wyższy niż na uczelniach. Ken Carter jest przekonany, że tak nie musi być, że przy odpowiednim podejściu do chłopców z drużyny, może z nich zrobić odpowiedzialnych, praworządnych młodych mężczyzn, którzy nie będą powielać błędów swoich rodziców czy kolegów. Jako że główny bohater jest idealistą, ale mocno stąpającym po ziemi, zdaje on sobie sprawę, że same „umoralniające pogadanki” (choć tę metodę też chętnie stosuje), to za mało, żeby osiągnąć powyższy cel. Od każdego z zawodników wymaga więc podpisania i przestrzegania dość szczegółowego i rygorystycznego kontraktu. W ramach tej umowy zawodnicy zobowiązują się przede wszystkim do osiągnięcia wyższej niż dotąd ich obowiązująca średniej ocen, punktualności i wysokiej frekwencji na lekcjach, a także okazywania sobie wzajemnie i trenerowi szacunku poprzez stosowne zwroty grzecznościowe, ubiór i ogólną postawę, również wobec sportowych przeciwników. Odstępstwa od tego regulaminu, czy raczej umowy karane są na ogół dużą ilością dodatkowych ćwiczeń typu pompki czy bieganie. Złamanie zaś najważniejszego punktu kontraktu, czyli osiągnięcia odpowiedniej średniej i frekwencji skutkuje bezwzględnym zakazem gry dla wszystkich zawodników, nawet dla dobrych uczniów, ponieważ drużyna ma stanowić jedność. Film ten wyraźnie opowiada się za bardziej tradycyjną „stresową” metodą wychowania. Pokazuje, że lepsze skutki przynosi jednak zazwyczaj podnoszenie poprzeczki niż jej zaniżanie. Uwypukla również to, że stawianie jasnych granic, twardych, ale przejrzystych wymogów, o ile czyni się to z zachowaniem miłości, sprawiedliwości oraz wzajemnego szacunku jest najlepszą ze znanych metod wychowywania młodych ludzi, a już szczególnie chłopców. Nie przypadkiem też postępowanie trenera szybciej doceniają sami licealiści, niż dorośli mieszkańcy miasteczka. Młodzi koszykarze rozumieją bowiem, że metody pana Cartera wynikają z troski o nich, podczas gdy inni mieszkańcy Richmond, także nauczyciele, chętnie obniżają im poprzeczkę, gdyż albo nie wierzą w ich możliwości (poza boiskiem), albo chcą sobie samym podnosić samopoczucie dzięki zwycięstwom drużyny. Trener Carter krytykuje ostro również tę drugą motywację, słusznie pokazując, że w ten sposób społeczeństwo uczy wybitnych sportowców, że są ponad prawem, co oczywiście ma nieraz opłakane skutki. Choć w życiu głównego bohatera koszykówka też ma duże znaczenie, to chce on przede wszystkim, by jego podopieczni odnosili sukcesy w szkole, a w przyszłości w pracy i w życiu rodzinnym, tym bardziej że kariera sportowca nie trwa długo. A zatem główny wątek i przesłanie filmu oceniamy bardzo pozytywnie. Niestety całość obrazu psują pewne poboczne wątki, w których zbyt lekkomyślnie lub nawet z życzliwością przedstawia się różne nieprawości. Mamy tu więc dość liczne sceny nieskromnego tańca. Głównie są to występy tak zwanych cheerleaderek, których stroje i pozy kojarzą się raczej z z erotyką i seksem aniżeli sportem. Jest też dłuższa scena tańca młodych bohaterów w jakimś klubie, w której przybierają oni zdecydowanie obsceniczne pozy. Najważniejszym jednak i najcięższym gatunkowo z negatywnych wątków filmu jest problem pokazania w nim aborcji. Otóż dziewczyna jednego z młodych koszykarzy jest z nim w ciąży. Ona, mimo młodego wieku, czuje się już w zasadzie gotowa na dziecko; on bez większego entuzjazmu godzi się z sytuacją, zwłaszcza że zależy mu na dziewczynie. Z czasem jednak coraz poważniejsze zastanawianie się chłopaka nad swoimi możliwościami, studiami, karierą i tym, jak chce, by wyglądało jego dorosłe życie, powoduje, że dzieli się on swoimi wątpliwościami z dziewczyną i niejako „popycha ją” do wiadomego czynu. Wprawdzie nie mówi się tu wprost o tym, że to dobre „rozwiązanie”, jednakże tak to można odczytać między wierszami. Tak zrozumieć można przede wszystkim scenę, w której młoda matka, przyznaje się ojcu dziecka, że je”usunęła”, mówiąc, że zrobiła to dla siebie. Co brzmi tak, jakby mówiła np. o podjęciu dokształcania, czyli o czymś, co będzie dla niej rozwojowe i pożyteczne na dłuższą metę. Chłopak zaś żałuje głównie tego, że mu nie powiedziała, iż wybiera się na aborcję, przez co nie mógł jej wspierać. Wspieranie więc zabijania niewinnych dzieci jest tu w domyśle pokazane jako szlachetny, rozumny czyn, godny odpowiedzialnego młodego mężczyzny. Jednakże, ponieważ te zastrzeżenia, choć bardzo poważne, dotyczą wątków pobocznych i nie mają też bezpośredniego czy bliskiego związku ani z osobą głównego bohatera, ani z jego misją, film wciąż oceniamy jako godny polecania. Marzena Salwowska /.../
  2. Czarny łabędź

    Leave a Comment Reżyser nowojorskiego zespołu baletowego postanawia zastąpić około 40-letnią primabalerinę Beth MacIntyre świeżą dla widowni twarzą. Nowa gwiazda zadebiutować ma w Jeziorze Łabędzim, grając, jak nakazuje tradycja jednocześnie rolę Białego i Czarnego Łabędzia. O roli tej marzy oczywiście każda dziewczyna w zespole, także główna bohaterka filmu – Nina. Chociaż zdążyła już ona zwrócić uwagę reżysera świetną techniką i pracowitością, to powątpiewa on, czy ta wręcz stworzona do roli Białego Łabędzia tancerka, da sobie również radę w roli Czarnego. Od odtwórczyni tej drugiej roli ów reżyser oczekuje bowiem emanowania drapieżnym erotyzmem, nieprzewidywalnością i dzikością. Mężczyzna ten sugeruje Ninie, że tylko wtedy będzie wiarygodna w tej roli, jeśli znajdzie czy wyzwoli w sobie mroczne cechy tej postaci . IMG_7135.CR2 Film ten to niestety przede wszystkim zaprzepaszczony materiał na całkiem dobry (także moralnie) i mądry dramat psychologiczny. Mamy tu bowiem ciekawą historię rozwoju autodestrukcyjnych skłonności, w młodej, dążącej do perfekcji kobiecie. Skłonności te, jak możemy się domyślać, rozwijają się w niej już od dziecka. Nina bowiem wychowywana jest przez nadopiekuńczą, samotną matkę. Kobieta ta, sama niezbyt spełniona tancerka, zakończyła swoją karierę zawodową w wieku 28 lat, kiedy to urodziła córkę. Nina jest więc od początku programowana tak, by wejść na baletowy szczyt, którego nie udało się zdobyć jej matce. Ażeby tego dokonać, nie może jednak popełniać błędów matki, czyli, jak się domyślamy, nie powinna np. zajść w ciążę, która automatycznie zakończyłaby jej karierę. Matka Niny stara się zapobiec takiej ewentualności, trzymając dorosłą córkę pod kloszem, nie dając jej dorosnąć i wprost udziecinniając (różowy pokój dobiegającej 30-tki Niny wypełniony jest pluszakami). Dziewczyna żyje więc tylko po to, żeby idealnie tańczyć. By to osiągnąć musi wręcz katować swoje ciało wielogodzinnymi ćwiczeniami, dietą, znoszeniem kontuzji i bólu. Do tego dochodzi teraz ogromna presja związana z tym, czy udźwignie kluczową rolę na scenie i uda jej się dorównać legendarnej poprzedniczce, kiedy wszystkie oczy skierowane będą na nią, a każdy błąd będzie widoczny w świetle reflektorów. Na takim gruncie oczywiście łatwo rozwijają się u Niny nerwice, lęki i autodestrukcyjne zachowania (narasta jej skłonność do samookaleczeń). Do całkowitego rozchwiania osobowości dziewczyny dochodzi właśnie w momencie, kiedy dostaje swoją wymarzoną rolę i z tego tytułu szczególną uwagę poświęca jej reżyser. Człowiek ten ma na Ninę równie silny wpływ co jej matka, tyle że jeszcze bardziej destrukcyjny, bo pozbawiony autentycznej troski o nią. Matka Niny bowiem mimo swoich ambicji i uwielbienia dla baletu, kiedy widzi, co dzieje się z jej córką, chce, by ta zrezygnowała z roli, która ją niszczy. Reżyser natomiast, który traktuje baletnice jak marionetki, zainteresowany jest tylko tym, by jego spektakl wypadł jak najlepiej, bez względu na cenę. Mężczyzna ten uświadamia Ninie, że sama techniczna perfekcja nie zapewni jej artystycznego sukcesu, nawet w tak zdyscyplinowanej dziedzinie, jaką jest balet. Wmawia Ninie, że będzie zdolna zagrać Czarnego Łabędzia tylko wtedy, kiedy otworzy się też w prawdziwym życiu na szaleństwo i kobiecość (przez którą rozumie on właściwie wyuzdanie). Reżyser ów próbuje więc pomóc głównej bohaterce uwolnić w pełni artystyczny potencjał praktycznie ją molestując, a także namawiając do takich zachowań jak masturbacja, czy celowe erotyczne prowokowanie mężczyzn. Mężczyzna ten namawiając Ninę, żeby dała ponieść się szaleństwu, nie zdaje sobie jednak sprawy, że jest ona osobą, która i tak ledwo trzyma się psychicznie i niewiele jej potrzeba, aby utracić resztki zdrowia psychicznego. Temat więc, który podejmuje ten film, jest całkiem ciekawy i mamy tutaj rzeczywiście sporo interesujących obserwacji odnośnie ludzkiej natury, czy różnych problemów występujących na styku sztuki i „zwykłego życia”. Niestety temat ów posłużył też twórcom filmu do epatowania widza różnego rodzaju moralnymi obrzydliwościami, czy nawet seksualnymi zboczeniami. Mamy tu więc tu pokazaną dość wyraziście scenę, w której główna bohaterka, za radą swojego mentora, masturbuje się w swoim pokoju. Jest też nawet długa i obliczona na ekscytowanie widza scena, w której Nina fantazjuje o lesbijskim stosunku seksualnym z koleżanką z baletu, przekonana zresztą, że ma to miejsce w rzeczywistości. W filmie tym nie brak też wulgarnej mowy, zdarza się nawet używanie imienia Bożego na daremno, są też plugawe słowne nawiązania do grzechu nieczystości. Nieczystość jest też elementem występującym w nieskromnych ubiorach baletowych (obojga płci) i czasem w tańcu tu pokazywanym. A ponieważ stroje baletowe nie zawsze mają wyraźnie nieskromny charakter i nie jest to nieodzownym elementem tej dziedziny sztuki (choć niestety często występującym), to taki, a nie inny ubiór aktorów tym bardziej obciąża moralnie reżysera. Innym elementem bardzo psującym odbiór filmu jest nadmiar scen przemocy (głównie samookaleczeń), niektóre z tych scen mają intensywność i charakter przywodzący na myśl horrory. Zresztą ten jakby brak zdecydowania czy film ten jest bardziej dramatem, czy horrorem jakoś zgrzyta i psuje odbiór filmu, a intensywność scen przemocy i grozy sprawia, że jest on wręcz męczący w odbiorze. Całość negatywnie wieńczy scena końcowa, w której poświęcenie Niny i jej zatracenie się w roli zostaje jakby zrozumiane i docenione przez reżysera baletu, a być może i reżysera samego filmu. Zakończenie zdaje się mówić widzowi, że ta „ofiara na ołtarzu sztuki” była piękna i może powinien ją z wdzięcznością przyjąć. Finał więc psuje niestety również przekaz filmu, który mimo fatalnych środków wyrazu, mógł być całkiem pozytywny. Marzena Salwowska /.../
  3. Test na przyjaźń

    Leave a Comment Film ten opowiada o 17-letniej dziewczynie (o imieniu Veronica) z amerykańskiego stanu Missouri, która po tym, jak dowiaduje się, iż zaszła w nieplanowaną ciążę ze swym chłopakiem, postanawia dokonać na swym jeszcze nienarodzonym dziecięciu „zabiegu” aborcji. By jednak to uczynić, Veronica musi jechać do innego stanu, gdyż w Missouri jako osoba niepełnoletnia nie mogłaby tego dokonać bez wiedzy oraz zgody swych rodziców (tymczasem ona wie, iż takiego przyzwolenia na ów czyn by nie otrzymała). W tym celu główna bohaterka prosi swą najbliższą przyjaciółkę Bailey, by ta zawiozła ją do jednej z klinik aborcyjnych w innym ze stanów, gdzie na przerwanie ciąży nie będzie musiała mieć zgody swych rodziców. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej nie wahamy się powiedzieć, iż film ów jest po prostu wstrętny oraz odrażający. Jego główne przesłanie jest bowiem w sposób jednoznaczny oraz bezdyskusyjny radykalnie proaborcyjne, a wszystkie pobocznie dobre rzeczy w nim pokazane, tj. przyjaźń czy wzajemna troska, tak naprawdę zostały tu zaprzęgnięte na służbę usprawiedliwiania tej wielkiej niegodziwości, jaką jest mordowanie nienarodzonych dzieciątek. Ta produkcja jest jeszcze tym bardziej haniebna, iż nie pokazuje się w niej nastolatki pragnącej dokonać aborcji ze względu na jakieś bardzo poważne czy dramatyczne okoliczności, w jakich się ona znalazła (np. gwałt czy widmo bezdomności) – co oczywiście i tak by było niemoralne i zakazane przez Boże prawo. W tym filmie widzimy bowiem, że rodzice głównej bohaterki byliby – najprawdopodobniej – gotowi jej pomagać w dziele wychowania dziecka, a co więcej ojciec poczętego dziecięcia niczym nieprzymuszony postanowił wziąć za nie odpowiedzialność oraz oświadczył się swej dziewczynie. Mimo jednak tych mocno sprzyjających urodzeniu i wychowaniu dziecka okoliczności Veronica i tak postanawia je zamordować, co tylko pokazuje, iż proaborcyjna propaganda nieraz schodzi już na coraz niższe poziomy deprawacji i degeneracji, nie próbując już nawet usprawiedliwiać owej zbrodni poprzez odwoływanie się do jakichś bardziej poważnych okoliczności. Gwoli jeszcze bardziej jasnego nakreślenia proaborcyjnego wydźwięku tego filmu wspomnijmy jeszcze tylko sposób, w jaki z jednej strony odmalowani są działacze „Pro Life”, a z drugiej sam „zabieg” aborcji. Otóż nieco mimowolna wizyta Veronici i Bailey w domu małżeństwa będącego aktywistami „Pro Life” w pewien co prawda trochę komediowy sposób, tym nie mniej jednak dość wyrazisty, przypomina nawiązania do scen z filmowych horrorów. Podczas gdy sama wizyta głównej bohaterki w klinice aborcyjnej jest utrzymana w bardzo spokojnej, by nie powiedzieć „ciepłej” atmosferze. Z innych pobocznych, a wspierających nieprawości wątków tego filmu można zaś też wymienić życzliwe przedstawienie w nim czynów homoseksualnych, a także to, iż w celu dokonania aborcji Veronica posługuje się kradzieżą, kłamstwem oraz oszustwem. Można zresztą dodać, iż kradzież dokonana przez Veronicę połączona jest z pewnego rodzaju rabunkiem, gdyż właścicielka lombardu, w którym główna bohaterka chce sprzedać pierścionek zaręczynowy, podarowany jej przez ojca dziecka, grozi temu ostatniemu bronią, gdy ów chce go odzyskać. Podsumowując: w żadnym wypadku nie polecamy tego filmu, gdyż jest on radykalnie proaborcyjny, a także z mniejszą bądź większą aprobatą pokazuje takie nieprawości jak kradzież, kłamstwo, oszustwo, rabunek oraz czyny sodomskie. Mirosław Salwowski /.../
  4. Pan Smith jedzie do Waszyngtonu

    Leave a Comment Po śmierci jednego z senatorów jego koledzy partyjni gorączkowo poszukują odpowiedniego kandydata, który zajmie wolne miejsce w parlamencie. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ musi to być człowiek, który da im się łatwo manipulować, a zarazem cieszy się społeczną sympatią i nie sprawia wrażenia marionetki. Wybór pada na młodego instruktora harcerskiego z prowincji – Jeffersona Smitha. Zdaje się on idealny do tej roli – miły, prostoduszny, obdarzony dobrą aparycją, „zakochany” w amerykańskiej demokracji, owiany już sławą lokalnego bohatera i co najważniejsze zupełnie nieświadomy prawdziwej roli, jaką ma odegrać. W zamiarach swoich prawdziwych mocodawców ma stać się on częścią demokratycznej fasady, za którą skrywają się brudne interesy multimilionera Jima Taylora. Kiedy jednak nieświadomy gry nowy senator zgłasza projekt ustawy, który koliduje z interesami Taylora i mimo ostrzeżeń nie chce się z niego wycofać, cała machina polityczno-biznesowa kieruje się przeciw niemu. Po stronie Smitha staje tylko Clarissa Saunders, młoda, ale dobrze znająca kulisy polityki, sekretarka … Ten piękny film Franka Capry, mimo że dzieje się w świecie amerykańskiej polityki okresu tuż przed II wojną światową, pozostaje ponadczasowy i uniwersalny. Jest to w dużej mierze zasługą tego, że reżyser świadomie unika aluzji do konkretnych polityków czy partii w tym dziele. Nie da się więc powiedzieć np. z całą pewnością, która z amerykańskich partii została tu odmalowana jako przeżarta korupcją, lub które konkretnie gazety są na usługach Taylora. Choć film unika partyjniactwa, to jednak pozostaje filmem o polityce i jako taki prezentuje też pewien „pomysł” na tę dziedzinę życia. Receptą na kryzys państwa i jego struktur demokratycznych jest tutaj wewnętrzna czystość i zewnętrzna niezłomność ludzi dobrej woli. Wyraźnie zaakcentowana jest tu też potrzeba oddolnego organizowania się i wspierania się takich ludzi, by w razie potrzeby walczyć z rozplenionym na szczytach władzy złem. Walka ta jednak ma przebiegać uczciwie, z poszanowaniem prawa i ustroju. Sam główny bohater jest oczywiście pewnym wzorcem idealnego polityka i wskazaniem, jakich ludzi powinniśmy obierać na swoich przedstawicieli w parlamencie. Jego kandydatura nieprzypadkowo zostaje jakby wytypowana przez dzieci, których ziemskim ojcem jest skorumpowany polityk. Jest to oczywiście nawiązanie do słów Chrystusa, który stawiał dzieci jako wzór właściwie pojętej niewinności i prostoty, a także zaufania Bogu Ojcu (por. Mt 18, 1-4). Dzieci bowiem dokonując tu wyboru nie kierują się żadnym interesem, a jedynie „moralną oceną kandydata”, którego postawa i dotychczasowe czyny są im dobrze znane. W ten sposób dzieci w swojej prostocie spełniają wolę Boga, który najwyraźniej pragnie pomóc ludziom przerwać spiralę zła i naprawić sytuację. To, że w filmie kandydata wskazują dzieci, oczywiście nie oznacza, że jego twórcy dosłownie postulują ten sposób dokonywania wyborów. Chodzi tu raczej o to, że w swoich decyzjach, także, a może zwłaszcza politycznych, mamy być niewinni, prości i otwarci na wolę Ojca jak dzieci. O to żebyśmy nigdy nie postrzegali polityki jako sfery wyłączonej spoza moralnej oceny. Byśmy wreszcie zawsze wyżej cenili człowieka prawego, uczciwego, kierującego się szlachetnymi ideałami od kogoś, kto ma wprawdzie dużo politycznego sprytu i doświadczenia, ale brak mu moralnych kwalifikacji. Z drugiej strony nie oznacza to też zachęty do wybierania ludzi wprawdzie dobrych i szlachetnych, ale takich, którym brak np. intelektualnych zdolności do sprawowania władzy. Główny bohater filmu jest wprawdzie naiwnym idealistą, bez większego doświadczenia politycznego, jednakże jest już człowiekiem dobrze sprawdzonym w lokalnej działalności, nie brakuje mu też inteligencji, elokwencji i niezbędnego wykształcenia, by podjąć się tego zadania. Wskazanie jest więc jasne – spośród ludzi, którzy mają ku temu predyspozycje intelektualne i osobowościowe, powinniśmy w ramach demokracji dla własnego i ogólnego dobra wybierać ludzi, o jak najwyższym poziomie moralnym. Innym istotnym dla postulowanej tu odnowy moralnej polityki wątkiem jest przeciwstawienie prowincja – wielkie miasta. Wypada ono oczywiście na korzyść prowincji, której mieszkańcy (można powiedzieć statystycznie rzec biorąc) chętniej zachowują chrześcijańskie wartości i sposób bycia, są bardziej życzliwi, patriotyczni, skłonni do działania na rzecz wspólnego dobra, mniej egocentryczni, pyszni, zadufani i zepsuci niż mieszkańcy wielkich miast. Choć z drugiej strony docenia się tu też piękno, rozmach i splendor Waszyngtonu, które to cechy jakby uzasadniają potrzebę istnienia takich metropolii. Monumentalność Waszyngtonu wyraża bowiem nie tylko fizyczną potęgę i siłę kraju, ale także trwałość wartości, na jakich został on zbudowany i siłę jego ducha. Jednym z dominujących elementów tego obrazu jest też oczywiście podziw czy wręcz uwielbienie reżysera dla amerykańskiej demokracji. Momentami może to być wręcz śmieszne czy irytujące jak zachwyt nad wzorowanym na Zeusie olimpijskim posągiem Lincolna w Waszyngtonie, umieszczonym w budowli, która odtwarza kształt pogańskiej świątyni. Czasem można tu mieć wrażenie, że stosunek reżysera do amerykańskiej demokracji ociera się o kultowy i że zastąpienie demokracji jakimkolwiek innym ustrojem, uznałby on za zło moralne samo w sobie. Ten element jednak łagodzi świadomość, że demokracja, jaką wielbi tu Frank Capra, nie jest tu jakąś demokracją liberalną czy laicką, ale jest to ustrój wyraźnie oparty na chrześcijańskich wartościach i śmiało się do nich odwołujący. Słowo Boże czyli Biblia nie jest tu przywoływane tylko ogólnikowo, ale jest też w konkretnych dyskusjach politycznych, główny bohater czyta również Pismo św. w kongresie, a normalną praktyką jest modlitwa senatorów w tym miejscu. Tak że demokracja, którą tak ceni Frank Capra nie jest jakimś obojętnym religijnie tworem, ale ustrojem opartym i wprost odwołującym się do tradycyjnie chrześcijańskich wartości oraz wiary. Reżyser podkreśla też pozytywnie pewne cechy specyficzne cechy tego ustroju, które sprzyjają zachowaniu chrześcijańskiego ładu społecznego. A jest to chociażby ograniczenie pychy rządzących, podkreślenie służebnej funkcji władzy, współodpowiedzialność wszystkich obywateli za losy kraju, czy wreszcie pewna zdolność do oczyszczania systemu z narosłego zła za pomocą demokratycznych procedur i prawa. Żeby już bardziej nie przedłużać, to warto tylko zasygnalizować jeszcze trzy spośród licznych zalet tego filmu. Pierwsza to pozytywna przemiana jednego z kluczowych polityków tutaj pokazanych. Jest to ciekawa postać – mężczyzna, który w młodości sam był szlachetnych idealistą i co ciekawe nadal za takiego uchodzi, choć od dawna jest skorumpowany. Na pewnym etapie posuwa się on nawet do oszczerstw wobec głównego bohatera, jednakże pod wpływem jego niezłomnej postawy, najpierw przechodzi załamanie, potem skruchę i wreszcie wraca na właściwe tory. Druga z tych zalet to ciekawa postać kobieca, która nie jest tylko ładną dekoracją dla „męskiej historii”. Jest to oczywiście panna Clarissa Saunders, sekretarka senatora Smitha, bez której zapewne zagubiłby się on jako nowicjusz w świecie wielkiej polityki. Trzeci punkt, na który wreszcie warto zwrócić pozytywną uwagę to podkreślenie znaczenia wolnej prasy, której zadaniem jest patrzeć na ręce polityków, a także szukać i opisywać prawdę o ich poczynaniach. Tej roli prasy z początku nie rozumie główny bohater, który czuje się znieważony, kiedy nazywany jest przez dziennikarzy marionetką czy wręcz pajacem, jednak to właśnie prasa otwiera mu oczy na to, że właśnie taka rola została mu wyznaczona przez liderów partii. Podsumowując polecamy ten film jako ciągle aktualne wezwanie do moralnej odnowy nie tylko w życiu prywatnym ale też politycznym. Marzena Salwowska /.../
  5. I Am Woman

    Leave a Comment Film ten opowiada o znanej amerykańskiej (acz pochodzącej z Australii) piosenkarce Helen Reddy, której piosenka pt. „I Am Woman” stała się nieoficjalnym hymnem feministek w USA. Początkowo jednak Helen musiała zmagać się z różnymi niezbyt sprzyjającymi jej meandrami amerykańskiego show-biznesu i nieraz jako samotna matka i pochodząca z obcego kraju kobieta ledwo wiązała przysłowiowy koniec z końcem. Wytrwała praca, talent oraz pomoc mężczyzny, który później stał się jej mężem, sprawiły jednak, iż Helen Reddy osiągnęła wielki sukces jako piosenkarka muzyki pop. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ów oczywiście ma swoje zalety, a są nimi np. pokazanie wartości ciężkiej pracy z jednej strony oraz niszczycielskiej siły uzależnienia od narkotyków z drugiej. Trudno jest nam jednak ową produkcję w bardziej zasadniczy sposób pochwalić, gdyż w silny sposób został w nią wpleciony wątek ideologii feministycznej, którą Helen Reddy rzeczywiście w swym prawdziwym życiu gorliwie popierała. Rzecz jasna, nie można powiedzieć, by dokładnie wszystko w tejże ideologii było błędne oraz złe, nie mniej jednak rzeczy słuszne się w niej znajdujące są ściśle wymieszane z rzeczami fałszywymi (czego sztandarowymi przykładami są choćby walka o legalność aborcji czy wspieranie homoseksualizmu). I w tym filmie owe błędne aspekty ideologii feministycznej też są przychylnie pokazane. Na przykład, główna bohaterka w pewnym momencie mówi o Bogu używając zaimka osobowego „Ona”, a także występuje na demonstracji, na której widnieją hasła popierające legalność zabijania nienarodzonych dzieci. Ogólnie zatem, film ten przez swą mocną promocję feminizmu jest doktrynalnie dwuznaczny, a więc jeśli ktoś chce go obejrzeć doradzamy zachowanie sporej dozy krytycyzmu wobec treści w nim zawartych. Mirosław Salwowski /.../
  6. Troja

    Leave a Comment Film oparty luźno na Iliadzie Homera opowiada historię mitycznej (choć mającej zapewne jakiś swój historyczny pierwowzór) wojny trojańskiej. Zgodnie ze znanym z mitologii greckiej przekazem rozpoczyna się ona z powodu uprowadzenia Heleny, żony spartańskiego króla Menelaosa, przez trojańskiego księcia Parysa, będącego jej kochankiem. Zdradzony mąż udaje się po pomoc do swego brata i sojusznika, potężnego władcy Agamemnona, który od dawna chciał zawładnąć Troją, stanowiącą konkurencję dla jego państwa. Do wyprawy przeciw Trojańczykom, mającej na celu odbicie Heleny i zniszczenie Troi dołączają znani Europejczykom bohaterowie tacy jak Achilles czy Odyseusz, których losy jest nam dane śledzić przez resztę filmu. Tym co w tym filmie warto docenić jest odarcie go z nadprzyrodzoności, polegające na zupełnym usunięciu z fabuły pogańskich bogów wypełniających karty Iliady, przez co w dużej mierze znika problem ewentualnych względów okazywanych przez twórców politeizmowi. Bohaterowie wspominają wprawdzie nieraz o bogach, których czczą, ale wobec realistycznej konwencji, w jakiej zrealizowano to dzieło można uznać to jedynie za próbę oddania mentalności i przekonań pogańskich bohaterów, nie zaś promocję ich wierzeń. Z uznaniem wspomnieć też należy o fakcie, że opowiedziana tu historia została ciekawie zniuansowana, obu stronom konfliktu przyznano w niej pewne racje, ukazano różne ich wady i zalety, przez co od obu możemy się czegoś dobrego nauczyć, jak również mamy szansę uczyć się na błędach obu.  Jeśli chodzi o walory moralne tego filmu to warto podkreślić, że liczne cnoty cenione przez chrześcijaństwo doczekały się w omawianej produkcji pochwały. Jedną z najbardziej jaśniejących tu przykładem postaci, na którą twórcy mocno starają się też skierować sympatię widza, jest tu Hektor, książę i obrońca Troi, brat Parysa. Jest on przedstawiony jako wierny mąż (nie korzysta z propozycji cudzołóstwa z jedną kobietą), odpowiedzialna głowa rodziny (zawczasu myśli o zapewnieniu żonie i dziecku ucieczki z miasta), odważny żołnierz i patriota, a także rozważny dowódca (odradza rodakom przeprowadzanie ataków, które mogłyby skonsolidować targane konfliktem wojsko greckie). Okazuje on też szacunek przeciwnikowi, pozwalając by po bitwie Grecy zebrali i pogrzebali swych zabitych żołnierzy. Można rzec, że gdyby nie jego pogaństwo można by go uznać za ucieleśnienie ideału chrześcijańskiego rycerza. Przy okazji warto zaznaczyć, że wojna, w której bierze on udział może być uznana obiektywnie za sprawiedliwą, bo o ile przyczyną najazdu Greków był niemoralny czyn w wykonaniu Parysa, to dość szybko ich wyprawa przerodziła się w zwykłą napaść mającą na celu zniewolenie Troi (o czym świadczy, że była kontynuowana nawet po śmierci Menelaosa, gdy siłą rzeczy odbijanie Heleny nie miało już sensu).  Z Hektorem silnie kontrastuje Parys, który jest rozpustnikiem (mowa o tym, że miał liczne romanse), a nadto jest pozbawiony należytej odwagi i wykazuje się nieudolnością w czasie walk, od których przedtem stronił. Te jego wady odmalowane są w nieprzychylny sposób; skłonność do rozpusty i cudzołóstwo z Heleną stają się nawet przyczyną wojny i cierpienia wielu niewinnych ludzi oraz zostają napiętnowane przez Hektora. Innym występkiem, który twórcy wydają się krytykować jest osłanianie grzechu innego człowieka motywowane więzami rodzinnymi. Priam, władca Troi nie chce bowiem wbrew radzie Hektora odesłać Heleny do męża, ponieważ boi się, że Parys za nią podąży i zostanie zabity przez zazdrosnego męża kochanki. Przez owo postępowanie staje się on współodpowiedzialnym za konflikt i późniejszą zagładę miasta. Tak to zatem bezzasadne tolerowanie cudzołóstwa zostaje w tej opowieści ukarane, w czym chrześcijański widz może dopatrzeć się palca Bożego. Inną zaletą filmu jest wskazanie, iż zdrada Heleny nie wzięła się znikąd, ale była wynikiem złego traktowania jej przez Menelaosa, który ogólnie uważał żony za kogoś w rodzaju „klaczy rozpłodowych”, mających jedynie dostarczać potomstwa i nie zasługujących na większą uwagę i był otwarty na erotyczne kontakty z innymi kobietami. Historia ta może być dla widza przestrogą, aby trzymał się z dala od zachowań mogących jego małżonka prowadzić do ulegnięcia pokusie cudzołóstwa. Z innych zalet warto wymienić negatywne odmalowanie przeżartego żądzą władzy i bezwzględnego Agamemnona prowadzącego jak wspomniano niesprawiedliwą wojnę oraz źle traktującego wziętą do niewoli Trojankę Bryzejdę. Należy też zwrócić uwagę na przychylne zobrazowanie pozytywnych przemian u bohaterów. Chodzi tu w pierwszym rzędzie o Achillesa, który początkowo jawi się jako opętany żądzą zdobycia sławy, arogancki, egocentryczny i do tego dość bezwzględny człowiek (pozwala swym żołnierzom na wymordowanie bezbronnych kapłanów Apolla, bezcześci zwłoki zabitego w pojedynku Hektora). Z czasem jednak zdobywa się na akty szacunku wobec wroga (wobec błagań Priama pozwala pogrzebać Hektora i nie prowadzi walk podczas uroczystości żałobnych), a także na swego rodzaju miłosierdzie (uwalnia brankę Bryzejdę, którą wcześniej zresztą obronił przed zgwałceniem). Na lepsze zmienia się też Parys, który w końcu staje dzielnie do walki w obronie swej ojczyzny. Można też docenić fakt, że trochę lekceważąco potraktowano tu pogaństwo, przewija się w filmie bowiem postać pogańskiego kapłana, którego wróżby zazwyczaj się sprawdzały, ale który ostatecznie przez swe błędne rady dotyczące wciągnięcia konia trojańskiego do miasta przyczynia się do jego upadku, a sam ginie marnie mimo oddania się w opiekę swych bóstw.  Jeśli chodzi o niewłaściwe elementy filmu, to w pierwszym rzędzie trzeba zganić nadmierną ilość nagości i seksu. O ile bowiem pewne złe czyny, takie jak cudzołóstwo Heleny i Parysa są tu napiętnowane, to samo ich przedstawienie pozostawia trochę do życzenia i mogłoby być oględniejsze. Poza tym czyny takie jak niemałżeńskie współżycie Achillesa z Bryzejdą są tu przedstawione dwuznacznie i ciężko rzec czy twórcy chcieli je zganić, zrelacjonować czy przedstawić z sympatią (choć o to ostatnie ich jednak raczej nie podejrzewam). Ze względu na te elementy, jak również niemałą ilość przemocy film ten nie nadaje się dla całych rodzin. Dla dorosłych może być on jednak pouczający. Zawiera on bowiem cenne wskazówki moralne, krytykę różnych odmian zła i pochwały dobrych czynów, które choć dokonywane przez pogan stanowią akty posłuszeństwa względem naturalnego prawa wyrytego przez Boga w ich sercach. Z tego powodu warto go obejrzeć.  Michał Jedynak /.../
  7. Alienista (Serial TV, sezon 1)

    Leave a Comment Serial psychologiczno-kryminalny osadzony w realiach Nowego Jorku końca XIX stulecia. Głównym bohaterem tej produkcji jest dr. Laszlo Kreizler, czyli tytułowy alienista (mianem tym określano przed wykształceniem się psychiatrii jako odrębnej dziedziny medycyny lekarzy specjalizujących się w chorobach psychicznych). Znany ze swoich nowatorskich teorii i trudnego charakteru nie jest on ulubieńcem policji, która mimo to (w osobie nowego szefa policji) decyduje się skorzystać z jego usług, kiedy w mieście dochodzi do serii wyjątkowo okrutnych mordów na dzieciach. Większość ofiar to chłopcy zajmujący się „zawodowo” prostytucją. Doktor Kreizler wierzy, że uda mu się odnaleźć mordercę, jeśli tylko dobrze zrozumie jego motywy działania i sens „rytualnych zbrodni”, których się dopuszcza. Tę wiarę sławnego alienisty kwestionuje większość starej policyjnej kadry, podziela natomiast pierwsza kobieta w nowojorskiej policji – Sara Howard. Poza panną Howard alienistę wspiera też jego przyjaciel, ilustrator John Moore. Serial ten jest istną mieszaniną dobrych ziaren z niskiej jakości czy wręcz szkodliwym zasiewem. Ponieważ po bliższym przyjrzeniu zdaje się jednak przeważać to drugie, jego ocena całościowa jest negatywna. Widać tu przede wszystkim prawie bezkrytyczne podejście twórców tej produkcji do ojców psychoanalizy, których uosobieniem jest doktor Kreizler (jest on nawet z pochodzenia Austriakiem jak Freud). Mimo że diagnozy, które stawia, zdają się pochodzić głównie z jakichś jego własnych doświadczeń, luźnych obserwacji, intuicji i nieocenionego „widzimisię”, to jego swoista charyzma i niezbite przekonanie o własnej racji, intelekcie i naukowości sprawiają, że otoczenie często przyjmuje je niczym prawdy objawione. Serial ten więc uczy widzów przesadnego zaufania do niezweryfikowanych teorii, jeśli tylko mają one pozory naukowości. W fikcji tej (co często niestety również spotyka się w prawdziwym życiu) zadufany w swoją mądrość naukowiec stosuje swoje teorie na pacjentach, co gorsze nawet na dzieciach. Już w początkowych scenach dowiadujemy się tutaj na przykład, że Kreizler przekonał pewną nieszczęsną matkę, że powinna w pełni zaakceptować pragnienie swego syna, by ubierać się i zachowywać jak dziewczynka. Nie zaskakuje też niechęć Alienisty do Boga i religii, wyrażana dość dobitnie. Szczególnie wrogi jest on chrześcijańskiej moralności. Zdaje się zakładać, że to jego dopiero co powstająca nauka jest bardziej uprawniona do określania, co jest dobre, a co złe; co może być akceptowalne społecznie, a co jednak nie. Jest tu wyraźnie w świetle pozytywnym ukazane bałwochwalcze podejście do nauki, od której „nowy człowiek” ma już nie tylko naiwnie oczekiwać rozwiązania wszelkich zagadek i problemów swoich i świata, ale też pouczeń moralnych i jakiejś formy wyzwolenia czy zbawienia. Innym wyraźnie niebezpiecznym i fałszywym poglądem tu lansowanym jest przekonanie, że główne źródła zła (poza religią) to społeczeństwo i rodzina. Zły człowiek jest zaś w istocie tylko skrzywdzonym przez te czynniki dzieckiem. Pomija się tutaj jakby zupełnie kwestię skażenia ludzkiej natury przez grzech pierworodny oraz indywidualnych wyborów ludzkiej woli i odpowiedzialności za nie. Serial ten zawiera też dość wyraziste sceny heteroseksualnego nierządu i bardziej oględnie pokazaną prostytucję dziecięcą. Jest w nim też dużo elementów związanych z makabrycznymi mordami, które są tematem serialu. Choć w produkcji tej nie pokazuje się samego aktu zbrodni, to jednak wydaje się ona nadmiernie, w zbytnich szczegółach i bez konieczności dla rozwoju akcji epatować widza zdjęciami i opisami dokonanych zbrodni. Co gorsza, twórcy tego serialu powinni być świadomi, że epatowanie takimi rzeczami, może w niektórych umysłach wzbudzać chęć naśladownictwa. W końcu dowiadujemy się przecież, że morderca dzieci odtwarza wiele szczegółów indiańskich rzezi na osadnikach, którymi był w dzieciństwie często straszony przez rodziców. Serial ten, jak zaznaczyłam na początku, nie jest jednak pozbawiony pewnych wyraźniejszych zalet. Do mocniejszych punków tej produkcji zaliczyć można piętnowanie przymykania oczu na wykorzystywanie dzieci i nastolatków w tzw. seksbiznesie. Zjawisko to jest tu tym bardziej szokujące oraz wyraziście pokazane, że społeczność, która przymyka na nie oczy, ogólnie rzecz biorąc, szczyci się wysokimi standardami moralnymi, a młodej damie nawet nie przystoi użycie słowa „seks”. Elity miasta i duża część policji, pokazane jako kręgi dość skorumpowane, egoistyczne i przeżarte pychą nie przejmują się zjawiskiem dziecięcej prostytucji, tak że nawet działają tu praktycznie bez przeszkód specjalne domy publiczne. Jako wyjaśnienie tej sytuacji wskazuje się w serialu na to, że wykorzystywane dzieci pochodzą z biednych rodzin, czyli z warstwy ludzi, których los i życie, ma w oczach uprzywilejowanych niewielkie i służebne znaczenie. Mówiąc w uproszczeniu, skoro ich „przeznaczeniem” jest służyć bogatszym czy lepiej urodzonym, to mogą też czasem służyć też do zaspakajania perwersyjnych zachcianek, tym bardziej że im się za to płaci, nie mają więc co tak narzekać. Takie wyjaśnienie, dlaczego w niektórych społecznościach czy kręgach to zjawisko może być tolerowane na dużą skalę, wydaje się całkiem sensowne i uniwersalne. Zwrócić też należy pozytywną uwagę na wyraźne dobro, które czynią niektóre postaci tego serialu, czy też usiłują czynić. Niewątpliwym dobrem jest poszukiwanie i schwytanie mordercy. W przypadku jednej z postaci też widać jej wyraźny pozytywny rozwój. Chodzi tu o ilustratora – Johna Moore, który na początku jest pokazany jako nieodpowiedzialny alkoholik, oddający się rozpuście w domach publicznych. Człowiek ten, w dużym stopniu pod wpływem zakochania w dziewczynie o wyższych niż on sam moralnych standardach i ambicjach, wyraźnie zmienia się na lepsze. Walczy ze swoim alkoholizmem, a nadto bierze niejako na siebie odpowiedzialność za jednego z chłopców, którego spotyka podczas śledztwa i stara się go wyciągnąć ze światka prostytucji. Pewną pozytywną przemianę przechodzi też postać tytułowa. Doktor Kreizler z czasem trochę jakby pokornieje i dopuszcza do siebie myśl, że inne osoby też mogą mieć trochę racji. W jednej z końcowej scen przyznaje nawet przed swoim ojcem, że niesprawiedliwie obarczał go odpowiedzialnością za wszystkie swoje złe wybory. Docenić też można to, że zamierza szybko oświadczyć się swojej wybrance (z którą już niestety dopuścił się przedmałżeńskiego pożycia), co w jego towarzystwie może nie być mile widziane, gdyż jest to jego własna służąca, Indianka. Najbardziej pozytywną postacią (choć w końcu też daje się przekonać do pewnego publicznego kłamstwa) jest tutaj jednak zdecydowanie nowy szef policji. Ten młody ojciec rodziny wykazuje iście wiktoriańskie umiłowanie czystości i dobrych obyczajów, jednak pozbawione obłudy, którą odznacza się ukazana tu elita Nowego Jorku. Jest też człowiekiem zdeterminowanym, by jak najlepiej wykonywać swoją pracę i oczekuje tego samego sprawiedliwie od swoich podwładnych, nie tolerując korupcji czy niedbalstwa. W odróżnieniu od swojego poprzednika nie zamierza też wysługiwać się najbogatszym obywatelom miasta. Mimo tych wyraźniejszych zalet, ocena serialu pozostaje jednak negatywna, głównie ze względu na wyraźny tu zasiew fałszywych doktryn i epatowanie makabrą. Marzena Salwowska /.../
  8. Rząd (serial TV)

    Leave a Comment Serial ten opowiada o Birgitte Nyborg Christensen, duńskiej polityk, która w swej karierze zawodowej podejmuje się misji sformowania rządu oraz przewodzenia mu w roli pani premier. Dwoje pozostałych najistotniejszych bohaterów tej produkcji to Katrine Fønsmark (ambitna i ideowa dziennikarka) oraz Kasper Juul pełniący do pewnego czasu funkcję spin doctora pani premier. Nie ulega wątpliwości, iż płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej serial ten posiada swe zalety, przedstawiając w pozytywnym świetle pewne dobre i wartościowe postawy moralne (np. troskę o rodzinę, sprawiedliwe podchodzenie do niektórych problemów społecznych). Z drugiej jednak strony, nie sposób nie zauważyć, iż ogólnie rzecz biorąc, różne kwestie polityczne, moralne i ideowe są tu ukazywane ze stricte liberalnej i/lub lewicowej perspektywy, przez co rzeczy dobre, mieszają się w tym obrazie z rzeczami złymi (w sensie przychylnego ich ukazywania). Tak więc widzimy tutaj tak troskę o rodzinę i sprawiedliwość, jak i np. sprzeciwianie się prawnemu zakazowi aborcji. W jednym zaś z odcinków nawet problem prostytucji został pokazany tak, jakby od strony etycznej sam w sobie nie stanowił problemu. Moralnie kontrowersyjny jest również sposób zobrazowania tego, iż główna bohaterka po swym rozwodzie z pierwszym mężem utrzymuje de facto cudzołożne relacje z pewnym mężczyzną. Chodzi o to, że jest to pokazane w tym serialu jako coś zupełnie normalnego oraz pożądanego. Warto także dodać, iż choć omawiana produkcja wskazuje na potrzebę zachowania pewnych wyraźniejszych standardów moralnych także w ramach walki politycznej (co jest jej plusem), to jednak z drugiej strony rzeczy takie jak kłamanie są w niej pokazywane raczej jako normalne działanie w ramach polityki. W tym miejscu nie chodzi nam oczywiście o to, by zaprzeczać, iż kłamstwo rzeczywiście jest bardzo często używane przez polityków (gdyż tak najprawdopodobniej się dzieje), ale by zwrócić uwagę na to, że coś takiego powinno być potępiane również w ramach aktywności politycznej. Podsumowując: do serialu tego trzeba podchodzić bardzo ostrożnie i krytycznie, w najlepszym razie przyswajając sobie z niego to co jest w nim dobre i szlachetne, a odrzucając to co jest niemoralne oraz bezbożne. Mirosław Salwowski /.../
  9. Gorączka złota (1942)

    Leave a Comment W tej niemej komedii Charlie Chaplin wciela się, w ulubioną przez siebie, postać „eleganckiego trampa”. Tym razem ów włóczykij bierze udział w słynnej gorączce złota w Klondike (1898 r.), która ściągnęła do tego miejsca wielu śmiałków i desperatów. Tu, niemal zamarznięty, wraz z innym poszukiwaczem złota – „Wielkim Jimem” trafia do chaty pewnego bandyty. Przybysze niemal siłą zmuszają rzezimieszka do okazania gościnności. Zamknięci przez zimę w chacie trzej mężczyźni niemal umierają z głodu. Kiedy warunki wreszcie na to pozwalają rozchodzą się każdy w swoją stronę. Główny bohater udaje się do miasta, gdzie poznaje tancerkę Georgię, w której zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Dziewczyna, choć nie traktuje poważnie trampa, to żeby zakpić z pewnego natrętnego i zbyt pewnego siebie wielbiciela, okazuje głównemu bohaterowi widoczną przychylność. Tymczasem trampa odnajduje dawny towarzysz niedoli – Wielki Jim, a następnie prosi, by pomógł mu odnaleźć ukrytą górę złota. Te poszukiwania mogą uczynić z partnerów prawdziwych bogaczy … Ta perełka sztuki filmowej znana jest zapewne z niektórych scen również widzom, którzy nie widzieli jeszcze całego filmu. Do historii kina i zbiorowej pamięci przeszły zwłaszcza takie obrazy jak uczta z gotowanego buta czy balet odegrany przez Charliego Chaplina przy pomocy bułek. Chociaż te sceny mogą nadal bawić widza i mają pewien urok same w sobie, to warto sięgnąć jednak po cały film i zobaczyć je w szerszym kontekście. Te bowiem i inne sceny pokazane w filmie nie są stworzone tylko dla „pustego śmiechu” i zabawienia widza. Jest to specyficzny język reżysera, którym przekazuje swoje współczucie i zatroskanie nad niedolą biednych i pogardzanych ludzi. W języku tym Chaplin potrafi też pokazać zarówno grozę położenia poszukiwaczy złota odciętych od świata i głodujących w górskiej chacie, jak i zakochanie i „stan rozmarzenia” głównego bohatera. Reżyser korzysta więc ze swego talentu i umiejętności, by za pomocą lekkiego humoru przekazywać poważne treści. Pokazuje tutaj na przykład, jak w jednej chwili dzięki nagłemu wzbogaceniu główny bohater z postaci śmiesznej i pogardzanej staje się szanowanym i nader mile widzianym obywatelem. Chociaż przecież jest tym samym człowiekiem, co jeszcze dzień wcześniej, a jednak stosunek społeczeństwa i jednostek jest do niego zupełnie różny. Reżyser pokazuje, że sprawiedliwa postawa zarówno wobec bogatych i biednych testuje ludzką duszą. Przywodzi to bardzo na myśl fragment z Pisma świętego : „Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie,  a wy spojrzycie na bogato odzianego i powiecie: «Usiądź na zaszczytnym miejscu!», do ubogiego zaś powiecie: «Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego!»,  to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi?” (Jk 2, 2-4). Szybkie wzbogacenie nie ma za to deprawującego wpływu (co niestety często się zdarza w takich przypadkach) na duszę głównego bohatera, może dlatego, że jest on człowiekiem pokornym i nie przywiązującym zbytniego znaczenia do dóbr materialnych. W opowieści tej ukarane też zostaje zło i nagrodzone dobro (morderca i złodziej ponosi karę, nieoczekiwanie szlachetne zachowanie „światowej dziewczyny” zostaje nagrodzone). Choć więc w filmie tym nie ma jakichś wyraźniejszych nawiązań do chrześcijaństwa czy Biblii, to wiele myśli wydaje się zbieżnych z prawdziwą wiarą. Jeśli chodzi o minusy filmu, to można się tu doszukać zbytniego usprawiedliwiania pewnych niewłaściwych zachowań czy postaw u ludzi, którzy znajdują się w nędzy. Główny bohater, choć zasadniczo jest osobą szlachetną i dobrą, to zdaje się też mieć pewną skłonność do kombinatorstwa, a w pewnym momencie dopuszcza się też kłamstwa, żeby osiągnąć swój cel (będąc rzeczywiście głodnym, udaje, że zemdlał z głodu, żeby otrzymać ciepły posiłek i dach nad głową). Wydaje się, że choć taka postawa nie jest tu wprost chwalona, to jednak jest jakoś akceptowana jako zasadna w ciężkim położeniu strategia przetrwania. Gdyby było inaczej, to postawę trampa skorygowałby prawdopodobnie komentarz lektora. Podsumowując, film wydaje się godny polecenia i uwagi, przy uwzględnieniu zastrzeżenia co do zbyt łatwego usprawiedliwiania niektórych grzechów biedą. Marzena Salwowska /.../
  10. Banksterzy

    Leave a Comment Ten, mający być opartym na prawdziwych wydarzeniach, film nawiązuje do znanej w naszym kraju afery z kredytami frankowymi. W wyniku tejże afery w poważne kłopoty finansowe wpadło tysiące Polaków, czego odbiciem w filmie są losy prowadzącego dużą firmę Artura oraz jego współpracownika Mateusza, który z kolei jako młody mąż i ojciec, szukając korzystnej oferty kredytowej, dał się – mimo swych początkowych oporów – namówić na, jak się później okazało, oszukańczy kredyt frankowy. W produkcji tej zasugerowano, iż cała afera z kredytami frankowymi była zmową niemal wszystkich liczących się w Polsce banków, mającą na celu oszukanie kredytobiorców poprzez doprowadzenie ich do niekorzystnego rozporządzenia swymi finansami tak by za to wielkie pieniądze mogły zarobić na tym same banki. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ten – mimo wszystko – wydaje się zasługiwać na pozytywną ocenę ze względu na to, iż wskazuje on na niebezpieczeństwo popadania w chciwość oraz różne nieuczciwe i lichwiarskie praktyki ze strony instytucji bankowych. Można powiedzieć, że w pewien pośredni sposób twórcy tej produkcji skierowali uwagę na tradycyjne nauczanie chrześcijańskie o złu lichwy, a także biblijną, prawdę o tym, iż ” (…) ci, którzy chcą się bogacić, wpadają w pokusę i w zasadzkę oraz w liczne nierozumne i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie. Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami” (1 Tm 6, 9-10). Oczywiście, jak to często bywa, film ów, mimo że oceniliśmy go pozytywnie, ma też swoje poważne wady. Już wszak samo jego zakończenie nastręcza pewnych moralnych wątpliwości. Ponadto, grzech pijaństwa przedstawia się w nim w raczej pobłażliwy, by nie powiedzieć sympatyczny sposób. Nadto, w obrazie tym w obszerny i dosadny sposób zostały pokazane sceny rozpusty, choć w tym wypadku moralną ocenę faktu ich ukazania może – choć raczej nieznacznie – łagodzić to, iż osoby dopuszczające się tych występków odgrywają w filmie rolę „czarnych charakterów„. Mirosław Salwowski /.../