Tag Archive: Znachor

  1. Znachor (2023)

    Możliwość komentowania Znachor (2023) została wyłączona Ta, już trzecia, ekranizacja znanej powieści autorstwa Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej, nie wnosi niemal niczego nowego (poza jednak ważnym szczegółem, o którym będzie mowa poniżej) do tego, co już było opisywane na naszym portalu. Mamy tu więc chociażby wątek w nieprzychylny sposób pokazujący wywyższanie się przedstawicieli arystokracji ponad „prosty lud”. Oczywiście też w filmie tym wskazano na coś, co może wydawać się w naszych oczach konfliktem pomiędzy poszczególnymi normami moralnymi (tj. pomiędzy zakazem kradzieży a potrzebą ratowania życia) – choć dodajmy, iż w świetle tradycyjnej moralistyki katolickiej jest to konflikt pozorny, gdyż wedle takowej nie każde zabranie cudzej rzeczy (nawet bez zgody jej właściciela) stanowi kradzież. Wszystkie te rzeczy są więc i w nowej „netfliksowej” adaptacji „Znachora” odpowiednio wyeksponowane, a zatem i tym razem zasługuje ona na nasze docenienie. Dlaczego więc w przypadku „Znachora” z 2023 roku daliśmy mu ocenę nie „+3” (jak wobec jego wersji z 1938 roku), ale „+2”? Otóż rzecz w tym, iż w tej konkretnej adaptacji grzech nierządu i konkubinatu jest przedstawiany wręcz w przychylnym świetle. Co prawda, pewne słowa krytyki wobec owych występków są tutaj wypowiadane, ale padają one w takim kontekście, iż najpewniej „przeciętny” widz odbierze je jako niemal karykaturalne, a przez to nie warte poważnej refleksji. Dodajmy też, że od strony bardziej „graficznej” akty nierządu nie są w tej produkcji jedynie delikatnie zasugerowane, przez co ich oglądanie może być dla bardziej wrażliwych widzów okazją do grzechu. Powyższe to w zasadzie jedyna bardziej wyraźna krytyka, jaką można wysunąć wobec moralnej i światopoglądowej płaszczyzny owego filmu – ale jako, iż tyczy się ona czegoś, co jest materią ciężkiego (a więc poważnego) grzechu – za zasadne uznaliśmy danie najnowszemu „Znachorowi” noty „+2”, czyli „Dobry ale z poważnymi zastrzeżeniami„. Mirosław Salwowski Ps. Grafika dołączona została do powyższego tekstu za witrynami Filmweb oraz Netflix. /.../
  2. Znachor

    Możliwość komentowania Znachor została wyłączona

    Adaptacja powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Żona słynnego chirurga, profesora Rafała Wilczura ucieka z kochankiem, zabierając ze sobą ich kilkuletnią córeczkę Marysię. Zdruzgotany mąż, włócząc się po mieście trafia, wraz z przypadkowym  towarzyszem, do podrzędnej knajpy, gdzie za sprawą swojego nowego kompana zostaje ograbiony i pobity, na skutek czego traci nie tylko pieniądze i wszelkie dokumenty, ale i pamięć. Odtąd nie znając swojej tożsamości błąkać się będzie za chlebem od domu do domu, by wreszcie, po kilkunastu latach tułaczki osiąść w domu pewnego młynarza, gdzie zyska sławę jako niezwykle skuteczny znachor.

    „Znachor” to klasyka polskiego kina, niegdyś wielki przebój kasowy i jednocześnie dzieło, które, jak miło stwierdzić, opiera się na solidnych moralnych fundamentach. Opisując fabułę tego filmu, mogłam posłużyć się znacznie większą liczbą przymiotników, ujmując rzecz w takich przykładowo słowach:  „zaniedbywana przez swojego sporo starszego , spędzającego długie godziny w pracy męża, Beata ulega nadziei znalezienia szczęścia u boku zakochanego w niej młodego mężczyzny”. Wszystkie te określenia, choć zasadniczo prawdziwe, są tu jednak zbędne, gdyż zaciemniałyby tylko istotę sprawy. Mamy tu bowiem po prostu do czynienia z cudzołóstwem, które rujnuje życie kliku osób. Takie zawiązanie akcji, gdzie grzech niesie ze sobą (tak jak w prawdziwym życiu) rozmaite przewidywalne i nieprzewidywalne konsekwencje, jest wielkim atutem tego filmu. Kolejna jego zaleta to przemiana niezbyt pokornego doktora Wilczura, który na wieść o zdradzie żony chce się mścić zabierając jej córkę, w człowieka o ogromnej pokorze i łagodności, który nie rości wobec nikogo żadnych pretensji, rezygnując nawet z tego, co mu się słusznie należy. Inny atut filmu to wskazanie jako pozytywnych bohaterów prostych, ubogich, lecz ciężko pracujących i przede wszystkim bogobojnych chłopów. Chociaż, oczywiście, i oni nie są idealni, to sprawiają niemal takie wrażenie na tle  kapryśnych, snobistycznych, skłonnych do plotek i nieczułych przedstawicieli bardziej „oświeconej” części społeczeństwa. Jedynie z ust chłopów usłyszymy tu o Bogu i Jego sprawiedliwości, tak że łatwo zauważyć, że ich moralna przewaga bierze się wprost z ich bogobojności. Ciekawym aspektem filmu jest też pokazanie sytuacji, w której prawo stanowione przez ludzi, koliduje z Bożym. Twórcom filmu udało się, bez uszczerbku dla szacunku należnego temu pierwszemu, pokazać że prawo Boże stoi jednak wyżej, i że w przypadku konfliktu, to ono ma pierwszeństwo (jak powiedział św. Piotr Apostoł „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” Dz 5,29). Chodzi tu konkretnie o sytuację, gdy główny bohater staje przed sądem, oskarżony o przywłaszczenie sobie narzędzi chirurgicznych pewnego lekarza i nielegalną praktykę medyczną. Dla wyjaśnienia – użył on tych instrumentów celem ratowania życia dziewczyny (wykonał operację, której dokonania odmówił wcześniej lekarz, uznając stan dziewczyny za beznadziejny). W świetle porządku prawnego II RP była to kradzież czy przywłaszczenie, Katechizm Kościoła Katolickiego (2408) stwierdza natomiast „Nie mamy do czynienia z kradzieżą, jeśli przyzwolenie może być domniemane lub jeśli jego odmowa byłaby sprzeczna z rozumem i z powszechnym przeznaczeniem dóbr. Ma to miejsce w przypadku nagłej i oczywistej konieczności, gdy jedynym środkiem zapobiegającym pilnym i podstawowym potrzebom (pożywienie, mieszkanie, odzież…) jest przejęcie dóbr drugiego człowieka i skorzystanie z nich”. Podobnie rzecz się ma z wykonaniem nielegalnej operacji przez głównego bohatera, który wprawdzie (na skutek amnezji) przystępuje do niej będąc przekonany, że nie ma uprawnień medycznych, to jednak wie, że jest w stanie skutecznie ją przeprowadzić. Można więc powiedzieć, że łamie w tym momencie prawo, jednak Słowo Boże mówi wyraźnie „Ten, kto umie dobrze czynić, a nie czyni grzeszy”  (Jk 4,17).

    Myślę, że warto też w sposób szczególny docenić zakończenie tego filmu, w którym główny bohater, niczym biblijny Hiob, po czasie dojmującej niedoli staje się człowiekiem szczęśliwym i błogosławionym również w wymiarze doczesnego życia.

    Niestety, „Znachor” nie składa się  z samych wyłącznie równie zdrowych, co wyżej opisane, elementów. Kilka jego scen niesie ze sobą wątpliwy moralnie przekaz. Mamy tu więc sytuację, w której cudzołożna żona prosi współpracownika męża, aby nie myślał o niej źle, gdyż nie jest ona złym człowiekiem a jedynie nieszczęśliwym. Takie słowa zdają się sugerować jakiś fatalizm (nieuchronność) miłości romantycznej, za którą bohaterka zmuszona była podążać. Tę sceną po części łagodzi wcześniejsza, w której umierający kochanek Beaty bierze na siebie odpowiedzialność za ich wspólny grzech, stwierdza też, że nie można budować swojego szczęścia na krzywdzie innych, w końcu prosi Beatę, aby wróciła do męża. Pewnym mankamentem filmu jest też brak moralnej dezaprobaty dla postępowania jednego z bohaterów, który, będąc przekonany, że jego ukochana nie żyje, zamierza popełnić samobójstwo. Może  to sugerować zbyt wysokie stawianie na skali wartości miłości do drugiego człowieka, a więc pewne moralne nieuporządkowanie. Z innych mankamentów filmu trzeba też wymienić namiętny pocałunek dwojga młodych, nie związanych ze sobą małżeństwem oraz ich taniec „w objęciach”. A warto pamiętać, że zarówno namiętne pocałunki, jak i inne formy cielesnej  intymnej bliskości zarezerwowane są dla małżeństwa.

    Jednakże, myślę, że, z uwzględnieniem powyższych uwag, warto sięgnąć do skarbnicy polskiej kultury po to budujące i wartościowe dzieło, które pomimo upływu czasu niewiele straciło ze swej aktualności.

    Marzena Salwowska

    /.../