Tag Archive: Woody Allen

  1. Na karuzeli życia

    Leave a Comment Akcja tego dzieła rozgrywa się w latach pięćdziesiątych XX w. na Coney Island – półwyspie w nowojorskiej dzielnicy Brooklyn. Bohaterami filmu są: mieszkająca tu była aktorka Ginny – osoba przepełniona niezadowoleniem i frustracją, która pracuje jako kelnerka w miejscowej knajpie, jej przysparzający problemów wychowawczych (zwłaszcza przez swe piromańskie skłonności) syn, nadto Humpty – pracujący w wesołym miateczku człowiek, z którym Ginny związała się po rozwodzie z mężem, Carolina – córka Humpty’ego oraz Mickey Rubin – ratownik i niespełniony poeta. Ginny, która przed laty poprzez niewierność zniszczyła swe małżeństwo, rozgoryczona i znużona swym obecnym monotonnym życiem, stara się znaleźć pocieszenie angażując się w romans z ratownikiem. Kobieta zaczyna traktować tę relację bardzo poważnie, podczas gdy jej kochanek (choć to on w dużej mierze był inicjatorem związku) stara się „wykręcić” od jakichkolwiek zobowiązujących deklaracji. Carolina, która niegdyś pod wpływem mrzonek o wygodnym, luksusowym życiu, wbrew radom ojca, wyszła za mąż za gangstera, ucieka teraz przed jego wspólnikami (bowiem po „wpadce” męża została przez policję zmuszona do złożenia obciążających go zeznań, za co bandyci chcą ją teraz zabić). Po powrocie do ojcowskiego domu także angażuje się w romans z niefrasobliwie uwodzącym niewiasty Mickeyem, nieświadomie stając się przez to rywalką swej macochy. Ostatecznie Ginny, zazdrosna o swego niewiernego kochanka, decyduje się na nieudzielenie swej pasierbicy pomocy w obliczu grożącego tej drugiej zabójstwa (a mianowicie nie informuje Caroliny o tym, że do miasta przybyli szukający zemsty kryminaliści). Jakich cennych wskazówek moralnych może udzielać film, w którym, jak z powyższego opisu wynika, nie brakuje grzechu, a wszystkie istotne postacie prowadzą życie dość dalekie od chrześcijańskiego ideału? Zacznijmy od tego, że o budującym przekazie można mówić nie tylko w przypadku ukazywania przez dzieło właściwych wzorców postępowania, ale także wtedy, gdy w negatywnym świetle prezentuje ono brnięcie w występki. Czy tak jest w omawianym przypadku? Wydaje mi się, że jak najbardziej. Fabuła filmu „Na karuzeli życia” skonstruowana jest bowiem w ten sposób, że widz nie jest skłonny kibicować którejkolwiek z przedstawionych tu osób, lecz może z dystansu spojrzeć na zgubną w skutkach głupotę działań poszczególnych postaci. Nie sądzę zatem, aby zachodziło tu ryzyko, iż oglądający przyklaśnie jakiemukolwiek z pokazanych grzechów ani też, że będzie niepotrzebnie usprawiedliwiał któregokolwiek ze sprawców czynionych tu nieprawości. Skoro przyjęliśmy, iż działanie wspomnianych grzeszników zostało w filmie poddane należytej krytyce, zastanówmy się przed jakimi konkretnie postawami (egzemplifikowanymi przez poczynania bohaterów) twórcy starają się nas ostrzec. Otóż film ten zdaje się być manifestem przeciw ludzkiej lekkomyślności Uwypuklając jej niebywałą szkodliwość zdaje się wołać „widzu żyj ostrożnie”. Pokazuje przy tym, że (charakteryzujące najważniejszych bohaterów) podejmowanie nieprzemyślanych działań ma często swe źródło w zapamiętywaniu się w marzeniach i fantazjach oraz braku umiejętności cieszenia się tym, co się już ma. Ginny zniszczyła swoje udane małżeństwo, bo, pragnąc „nowych doznań”, pozwoliła sobie na „przygodę” z jednym z kolegów po fachu – teraz wiedzie nudne i frustrujące życie przy boku Humpty’ego – człowieka często nadużywającego alkoholu i nieumiejącego dać jej satysfakcji w życiu uczuciowym. Jednak bezmyślnie zastosowane „lekarstwo” w postaci romansu z ratownikiem Mickeyem okazuje się gorsze od „choroby” – przynosi bohaterce rozczarowanie niestałością partnera, a zazdrość o nową jego kochankę pcha Ginny do kolejnego nieprzemyślnego (i zbrodniczego) czynu (który w żaden sposób nie naprawia sytuacji, a jedynie powoduje u niej wyrzuty sumienia i pogłębia jej gorycz). Carolina, wbrew mądrym wskazówkom ojca, poślubiła wpływowego kryminalistę (marząc o opływaniu przy jego boku w zbytki). Skończyło się to tragicznym wciągnięciem jej w bezwzględną grę prowadzoną przez nieznający litości świat zorganizowanej przestępczości. Angażując się nieopatrznie w kolejny przypadkowy związek, nie wiedząc nic o poprzednich relacjach swego kochanka, wzbudziła zazdrość odtrąconej przezeń Ginny, która zdecydowała się wobec tego ułatwić gangsterom zadanie. Mickey, chętnie przeżywający przygodne romanse, nieopatrznie rani kobietę, u której wzbudził nadzieję na „coś więcej” i ten jego błąd staje się praprzyczyną utraty Caroliny (którą darzył głębszym uczuciem niż inne spotkane niewiasty). Jego ukochaną dosięga bowiem zemsta jej macochy. Wszystkie te poczynania sprawiają, że ludzie „chcący więcej” nie zyskują nic, a nawet tracą coś co już mieli i cenili w swym życiu. Przy tej okazji warto zaznaczyć, że oryginalny tytuł tego filmu brzmi „Wonder Wheel”, co po polsku oznacza „diabelski młyn”. Nawiązanie do tego rodzaju pionowej karuzeli (a więc takiej, gdzie ludzie będący wcześniej na górze zjeżdżają potem na dół) stanowi świetny symbol przedstawionej tu sytuacji, w której wskutek własnej głupoty bohaterowie pogarszają swe dotychczasowe położenie. Inną dobrą, obecną w omawianym dziele, metaforą niebezpieczeństwa związanego z beztroskim podejmowaniem brzemiennych w skutkach decyzji są pożary rozniecane tu i ówdzie przez, mającego jak wyżej zaznaczono piromańskie zapędy, synka Ginny – obie te aktywności dają chwilę rozrywki, ale ich skutki mogą być tragiczne. Można pochwalić twórców, że ze wszystkich możliwych przejawów lekkomyślności dla zobrazowania jej zgubnych konsekwencji wybrali przede wszystkim dokonywany z ledwo poznanymi osobami nierząd oraz prywatną zemstę. Nie brak bowiem obrazów, które te akurat zachowania pokazują w pozytywnym świetle (jako odpowiednio „szlachetny odruch serca” oraz „sprawiedliwą odpłatę za zło”). Tu widać wyraźnie, iż niefrasobliwe nawiązywanie intymnych relacji jest skrajną naiwnością, grożącą byciem wykorzystanym przez rozmaitych lekkoduchów, a nieraz nawet (jak w przedstawionej sytuacji), gorszymi konsekwencjach do śmierci włącznie. Woody Allen, świadomie bądź nie, potwierdził tu biblijną przestrogę: „Ku mojej mądrości zwróć się, mój synu, ku mojej rozwadze nakłoń swe ucho, abyś zachował roztropność, twe usta niech strzegą rozsądku! Bo miód wycieka z warg obcej, podniebienie jej gładkie jak olej, lecz w końcu będzie gorzka niby piołun i ostra jak miecz obosieczny. Jej nogi zstępują ku śmierci, do Szeolu zmierzeją jej kroki, byś nie ujrzał drogi życia, jej ścieżki wiją się niedostrzegalnie” (Prz 5: 1 – 6). Również mszczenie się na własną rękę jest odmalowane jako niemogące nikomu zapewnić prawdziwego szczęścia. Na marginesie, warto też podkreślić, iż dzieło to wskazuje na pewne niebezpieczeństwa związane z wykonywaniem zawodu aktora – związek z pierwszym kochankiem, który był przyczyną rozpadu małżeństwa Ginny, zaczął się bowiem od pocałunków na scenie (w trakcie odgrywania przez nich ról w spektaklu). Widać więc, że różne nieobyczajne rzeczy, które gwiazdy robią w ramach swej pracy, często nie pozostają jedynie grą, udawaniem. Jeśli chodzi o negatywne elementy filmu to na pierwszym miejscu wymieniłbym tu wzywanie w nim do czczych rzeczy Najświętszego Imienia Jezus oraz używanie słów takich jak „Boże!” czy „Chryste!” w błahych sytuacjach. Ponadto, choć seks między postaciami jest tu raczej sugerowany przez niedługie ujęcia lub co najwyżej pokazywany przez krótki czas i w mało sugestywny sposób, to myślę, iż twórcy mogliby obrazowanie takowych erotycznych czynności jeszcze bardziej skrócić, jak również darować sobie widok paru dość zmysłowych pocałunków, by nie narażać widzów na jakiekolwiek pokusy przeciw czystości. Jednak jako całość film zasługuje na pochwałę. Warto go obejrzeć, by przypomnieć sobie, iż warto prowadzić życie rozważne, zadowalać się dobrami, którymi Bóg już nas raczył obdarzyć oraz, że od cudzołóstwa, przygodnych intymnych relacji i zemsty, choć mogą się nam one wydawać atrakcyjne, należy usilnie uciekać. Michał Jedynak /.../