Tag Archive: Wind river. Na przeklętej ziemi

  1. Wind River. Na przeklętej ziemi

    Leave a Comment Film opowiada o śledztwie w sprawie zgwałcenia i śmierci nastoletniej Indianki, której ciało zostało znalezione na terenie rezerwatu Wind River. Dochodzenie prowadzi agentka FBI, Jane Banner, a pomaga jej lokalny specjalista od tropienia dzikiej zwierzyny, Cory Lambert, którego córka zginęła niegdyś w podobnych okolicznościach. Trop prowadzi do kolegów (także zabitego) chłopaka ofiary. Obraz ten z chrześcijańskiego punktu widzenia nie może być pochwalony z kilku względów. Po pierwsze w przychylny sposób przedstawia on prywatną zemstę. Lamert bowiem po odnalezieniu sprawców zbrodni porywa tego, który dopuścił się zgwałcenia i, działając poza jakimikolwiek granicami obrony koniecznej, wywozi go wysoko w góry, gdzie pozbawia go butów i każe mu biec po śniegu na siarczystym mrozie aż złoczyńca umiera z wyziębienia. Główny i pozytywny bohater z pewnością postępuje tu wbrew nakazom Słowa Bożego, które mówi: „…nie wymierzajci sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście [Bożej]!” (Rz 12, 19). Co gorsza zdaje się on czerpać z tego pewną satysfakcję; chwali się swym czynem ojcu martwej nastolatki tak, jakby właśnie spełnił jakiś zaszczytny obowiązek. Po drugie, nawet jeśli twórcy takowego zachowania nie pochwalają, to jako normalną rzecz przedstawiają współżycie osób niebędących małżeństwem (z retrospekcji wiemy, że dopuszczała się go ofiara ze swym chłopakiem, co nie spotyka się z żadnym negatywnym komentarzem). Nadto ojciec dziewczyny mówi, iż, jako że jego córka jest od niedawna pełnoletnia, to on nie będzie się wtrącał do jej „prywatnych spraw” (nie wspomina o współżyciu, ale można wywnioskować, że wchodzi ono w zakres tych spraw). Nikt z jego zdaniem nie polemizuje. Nie ma wzmianki o tym, że nierząd to grzech, przez który para kochanków narażała się na wieczne potępienie (czyli notabene los o wiele gorszy od śmierci z rąk przedstawionych bandytów). Po trzecie zawarto tu niemało wulgarnej mowy, której używania z pewnością dałoby się uniknąć. Film ma też pewne zalety. Ostatecznie Lambert i agentka Banner dążą przez większość czasu do ukarania ludzi winnych ohydnych czynów, a intencje tej drugiej nie wzbudzają etycznych wątpliwości (żywi ona szczere pragnienie sprawiedliwości). Jest tu też poboczny wątek degenerata i narkomana (brata tragicznie zmarłej nastolatki), który zaczyna odwracać się od swych nieprawości i dąży do pogodzenia się z rodziną. Są tu też słuszne (choć zdecydowanie za mało zaakcentowane) krytyczne aluzje do, uwarunkowanej dawnymi międzyrasowymi zaszłościami, opieszałości władz w kwestii ścigania przestępstw przeciw Indianom. Niegdysiejsza sprawa śmierci (będącej pół Indianką) córki Lamberta nie została bowiem należycie wyjaśniona i być może ten fakt po części motywuje go teraz do wymierzenia sprawiedliwości na własną rękę. Jednak zaświadczam, że powyższych zalet omawianej produkcji doszukiwałem się z trudem. Stanowią one względnie niewielką część fabuły, która orbituje wokół prywatnej zemsty, planowanej od początku śledztwa przez głównego bohatera. Pomijając już kwestię pozostałych wad filmu dodam tylko, że sprawia on dziwnie dołujące wrażenie; jego akcja toczy się w miejscu nie dającym ludziom żadnych życiowych perspektyw, pchającym ich w szpony alkoholu lub narkotyków i będącym przeto wylęgarnią patologii i przestępczości. Nie ma w nim wyraźniejszej nadziei na zmianę tak marnej egzystencji. Nie sądzę więc, by widz mógł odnieść z obejrzenia tego obrazu jakiś realny duchowy pożytek. Michał Jedynak /.../