Tag Archive: strona Mirosława Salwowskiego

  1. Harry Angel

    Leave a Comment Film ten jest nietypowym połączeniem horroru i czarnego kryminału. Jego akcja rozgrywa się w latach 50-tych XX wieku. Nowojorski prywatny detektyw, Harold Angel, przyjmuje z pozoru proste zlecenie od niejakiego Louisa Cyphre’a. Ma odnaleźć dłużnika zleceniodawcy – Johnny’ego Favourite’a. O poszukiwanym wie on na razie tyle, że ten był przed swoim zniknięciem popularnym piosenkarzem. W czasie II wojny światowej został ranny w głowę, doznawszy przy tym rozległych obrażeń twarzy oraz całkowitej amnezji, w związku z czym od wielu lat powinien przebywać w stanie wegetatywnym w prywatnym zakładzie opieki. Tu jednak urywa się ślad po Johnym, który rzekomo został 12 lat wcześniej przeniesiony do innego ośrodka. Prywatny detektyw szybko odkrywa, że wypis pacjenta został sfałszowany i postanawia przesłuchać lekarza, który dokonał wypisu. Wkrótce po tym, jak Angel wyciąga z doktora informacje na temat zaginionego, lekarz ten ginie brutalnie zamordowany. Taka sytuacja będzie się teraz ciągle powtarzać – osoby z przeszłości piosenkarza, które udaje się odnaleźć i przesłuchać detektywowi giną mordowane w brutalny sposób, a makabryczne szczegóły zbrodni zdają się wskazywać na jakieś mroczne rytuały. Sprawa staje się coraz bardziej przerażająca, tak że nieprzywykły do takich komplikacji Angel zamierza się wycofać, jednak zostaje skuszony do dalszej współpracy hojnością zleceniodawcy. Akcja filmu szybko przenosi się też do Nowego Orleanu i wciąga bohatera w coraz mroczniejsze piekielne kręgi świata magii i voodoo. Sam zaś zaginiony jawi się jako coraz bardziej podejrzana postać, człowiek uwikłany w mroczne sprawy, o którym jedna z bohaterek mówi wprost, że „był blisko zła„. Na jego tropie detektyw poznaje więc czarownicę z wyższych sfer, która była kochanką zaginionego, jej ojca milionera -satanistę oraz córkę Favourite’a – kapłankę voodoo, a także jego byłego kolegę z zespołu (również zaangażowanego w ten kult). Wszystkie te osoby wkrótce po kontakcie z Angelem giną, zamordowane w brutalny i jakby symboliczny sposób. Nic więc dziwnego, że detektywem zaczyna się też interesować policja. Sam Angel jest coraz bardziej niespokojny, dręczą go sny z demonicznym zleceniodawcą, zaczyna też przypominać sobie jakieś niejasne obrazy, jakby z cudzej przeszłości. Zlecenie, którego podjął się detektyw okazuje się równie przewrotne jak sam zleceniodawca. Louis Cyphre, czyli sam Lucyfer wynajmuje Harolda po to, by w sensie dosłownym i metaforycznym odnalazł samego siebie i spłacił zaciągnięty dług. Tym długiem jest oczywiście dusza, którą Harold oddał diabłu w zamian za sławę, bogactwo i karierę w biznesie muzycznym. Jednakże po pewnym czasie piosenkarz postanowił uniknąć spłaty długu. Wraz ze swoją kochanką – czarownicą złożył ofiarę z młodego żołnierza (którego serce dosłownie pożarł), w wyniku tego rytuału przejmując życie, tożsamość i wspomnienia swojej ofiary. Wierzyciel Harolda oczywiście nie zamierzał dać się okpić, a wynajmując detektywa, by odnalazł samego siebie, jedynie bawił się nim jak kot myszką, zmuszając go na koniec, by przyznał sam, kim jest, a także to jakich zbrodni dopuścił się, by ukryć swoją tożsamość. Film więc konsekwentnie kończy scena, w której zrezygnowany i zrozpaczony bohater zstępują windą do piekła. Powyższy spoiler jest oczywiście w pełni świadomy ze względu na negatywną ocenę filmu. Ma on na celu zaspokoić ciekawość widzów odnośnie do samej akcji, tak by pozbawić tę produkcję powabu tajemnicy i zaskoczenia. Dlaczego jednak produkcja ta zasłużyła sobie na wyraźnie negatywną ocenę? Uprzedzając domysły, powiem na początek, że nie chodzi bynajmniej o samą konwencję horroru. Na naszym portalu zdarzały się już pozytywnie ocenione filmy z tego gatunku (chociażby „Adwokat diabła”). Sama konwencja horroru stwarza bowiem duże możliwości do przypominania o tym, że istnieją zbuntowane wobec Boga i bardzo nam wrogie duchowe istoty, które wszelkimi sposobami starają się zgubić człowieka. Horrory zatem przypominając o takich rzeczywistościach jak demony, piekło, skutki magii i okultyzmu czy możliwości opętania, mogą pełnić wręcz rolę swoistej katechezy na te trudne tematy. By jednak spełniały taką rolę, po seansie nie może pozostawać wrażenie, że Szatan i jego upadli aniołowie to dominująca we Wszechświecie siła, przed którą nie ma dla człowieka obrony i ucieczki. Aby zatem uznać horror za akceptowalny w ramach tradycyjnie chrześcijańskiego światopoglądu i pożyteczny dla widza musi być w nim wprost przedstawiona lub zasugerowana prawda, że bohater jakoś uwikłany w relacje ze światem demonicznym powinien szukać ocalenia w osobie Pana Jezusa, który jest „zwycięzcą śmierci, piekła i szatana„. Innym ważnym elementem, który decyduje o akceptowalności horroru, są oczywiście użyte w nim środki wyrazu. Nie może być bowiem tak, że film nawet i zdaje się mieć pozytywne przesłanie, ale zawiera sceny, które dla przeciętnego widza mogą być pobudką do grzechu (np. długie i bardzo zmysłowe sceny erotyczne) i raczej prowadzić w kierunku wiecznego potępienia, niż przed nim ostrzegać. Niestety te dwa warunki, dzięki którym moglibyśmy uznać film „Harry Angel” za jeden z tych dość rzadkich, ale, jednak co jakiś czas powstających dobrych i pożytecznych moralnie horrorów, nie zostały spełnione. Użyte słowo „niestety” jest jak najbardziej szczere, bo ten pod pewnymi względami ciekawy obraz miał szansę być właśnie naprawdę dobrym horrorem. Docenić w nim można takie rzeczy jak pokazanie bardzo ścisłego związku magii, okultyzmu czy praktyk w rodzaju voodoo ze sferą demoniczną. Nie ma tutaj na przykład rozmiękczania tematu na czarną i białą magię, „zabawy” w tej sferze źle się kończą dla wszystkich bohaterów, którzy się im oddają. Równie pouczające mogłyby też być przedstawione tu historie rodziców, którzy sprowadzają zgubę na swoje dzieci, wprowadzając je w takie demoniczne praktyki jak Tarot czy pogańskie obrzędy. Jest też dobrze oddana głupota ludzi, którzy myślą, że mogą posługiwać się siłami demonicznymi dla osiągnięcia jakichś swoich korzyści, gdy w istocie sami służą tym siłom i są zabawką w rękach demonów. Film ten pokazuje, że człowiek rzeczywiście może w ten czy inny sposób zawrzeć pakt z diabłem w zamian za pieniądze, sławę czy inne doczesne korzyści, ale cena będzie nieporównanie wyższa niż wartość towaru. Jak mówi Pismo św. – Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? (Mat. 16:26). Ciekawy i pouczający jest też wątek, w którym główny bohater spotyka się po raz pierwszy jako detektyw z Lucyferem w jakimś bliżej nieokreślonym kościele protestanckim, którego pastor głosi coś, co chyba można nazwać teologią sukcesu w skrajnej postaci. W ten sposób obraz ten uwypukla biblijną prawdę, że diabeł może też czuć się dobrze w kościele, wśród ludzi, którzy codziennie mówią o Bogu, ale tak naprawdę czczą na przykład bożka mamony. Z powyższych względów film ten miał zadatki na naprawdę dobry moralnie oraz pouczający horror. Wszystko to jednak zostało zmarnowane przez dwie rzeczy. Pierwsza to pozostawienie widza w atmosferze beznadziejności i wszechogarniającego mroku, braku możliwości ucieczki przed władzą diabła. Nie widać tu drogi wyjścia ani dla głównego bohatera, ani dla innych postaci, nie ma mowy o zbawieniu w Jezusie Chrystusie, bez czego ilość zła tu pokazanego i potęga diabła są naprawdę przytłaczające. Zakończenie pokazuje pełen tryumf szatana, a w dodatku w filmie jest wątek dziecka, które ma być owocem rytualnego współżycia kapłanki voodoo z demonami. Drugą rzeczą, która czyni ten obraz odpychającym i moralnie złym jest nadmiernie sugestywny sposób pokazywania niektórych grzechów. Szczególnie odrażająca jest jedna z końcowych scen w filmie, kiedy to główny bohater współżyje z dziewczyną, która wkrótce potem okazuje się jego córką. Jest to scena przesiąknięta nie tylko lubieżnością, ale też bardzo brutalna, krwawa i demoniczna w swojej atmosferze. Z nadmierną dosłownością i pewnym upodobaniem wydaje się też przedstawiona scena obrzędu voodoo, w którym młoda kapłanka zabija koguta i smaruje swoją twarz i ciało jego krwią. Jako całość więc, pomimo pewnych ciekawych elementów, film ten zdecydowanie nie nadaje się do polecenia. Marzena Salwowska /.../
  2. Bo to grzech (serial TV)

    Leave a Comment Serial ten opowiada o grupie homoseksualnych przyjaciół żyjących w Londynie lat 80-tych i początku lat 90-tych XX wieku. Beztroska i skrajna rozwiązłość przez nich praktykowana zaczyna być coraz bardziej zaburzana przez doniesienia o śmiertelnej oraz nieuleczalnej chorobie, jaką jest AIDS, która zbiera krwawe żniwo zwłaszcza pośród męskich sodomitów. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej produkcja ta jest wręcz skrajnie beznadziejna, gdyż w życzliwy, a zarazem nachalny sposób, przedstawia widzom aktywność homoseksualną jako samą w sobie dobrą i budującą. Oczywiście, przy tym wszystkim próbuje się obrzydzić oglądającym tzw. homofobię, przez co twórców tego serialu można śmiało zaliczyć do tych ludzi, przed którymi ostrzegał biblijny prorok Izajasz mówiący: Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności, którzy przemieniają gorycz na słodycz, a słodycz na gorycz! (Izajasz 5, 20). Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze mnogość obrzydliwych scen pokazujących gejowski seks, która wręcz przelewa czarę nieprawości eksponowanych w tym serialu. L-R Richie and Jill Gdyby szukać już jakichś pozytywów w tej produkcji to owszem można by wskazać, iż przypadkowy seks w wykonaniu tzw. gejów jest tam ukazany dość krytycznie, jako będącym główną przyczyną wybuchu epidemii AIDS w tym środowisku. To krytyczne spojrzenie jest jednak utrzymane w duchu wsparcia dla aktywności sodomskiej jako takiej. Twórcom filmu chodziło więc raczej o wyrażenie wsparcia dla tezy: „Geje powinni być bardziej stali w swych relacjach erotycznych” aniżeli poparcie dla biblijnego i tradycyjnie chrześcijańskiego spojrzenia na te czyny, które można wyrazić w słowach: „Czyny homoseksualne są zawsze i wszędzie moralnie złe oraz niedozwolone„. Za inny z jaśniejszych punktów omawianego serialu można by uznać to, iż w życzliwy sposób przedstawia on takie rzeczy jak: pielęgnowanie chorych czy wzajemna pomoc. Ale i w tym wypadku te dobre rzeczy są tu sprzęgnięte na służbę ohydnego, diabelskiego zła, jakim jest promocja ideologii LGBT. Oczywiście, nie przeczymy temu, że również sodomici i lesbijki mogą czynić pewne dobre rzeczy – nawet w ramach swych dewiacyjnych związków – jednak fakt ten i tak nie sprawi, że same akty i czynności o charakterze homoseksualnym, staną się przez to dobre i cnotliwe. Tytułem analogii: jeśli zdarzało się, że prostytutki w czasie II wojny światowej ukrywały w swych lokalach niesprawiedliwie prześladowane żydowskie dzieci, to choć ten konkretny czyn był dobry i godny pochwały, okoliczność ta nie sprawiała, iż sama sedno ich „zawodowej” aktywności stawało się przez to moralnie dobre. Mirosław Salwowski /.../
  3. Wyrok na niewinnych

    Leave a Comment Film ten opowiada historię wydarzeń, które w Stanach Zjednoczonych doprowadziły w 1973 roku do legalizacji aborcji na żądanie. Postacią narratora, a zarazem głównym bohaterem tego obrazu jest – nieżyjący już – dr Bernard Nathanson, niegdysiejszy aktywista ruchu na rzecz legalizacji przerywania ciąży, który ponadto sam osobiście zabił kilkadziesiąt tysięcy nienarodzonych dzieciątek. Nathanson (a raczej aktor go odgrywający) zabiera więc widzów w swego rodzaju podróż, w której odkrywa on różne działania zwolenników legalizacji aborcji w USA, pośród których nie brakowało manipulacji, a nawet jawnych kłamstw. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film pt. „Wyrok na niewinnych” jest godny polecenia, gdyż oprócz ciekawie przedstawionego tła o charakterze historycznym, prezentuje nam też historię nawrócenia samego „króla aborcji”, którym zwano niegdyś Bernarda Nathansona. Ponadto, w prosty i przekonujący sposób pokazano tam też argumenty o charakterze naukowym, filozoficznym i prawnym, które przemawiają tak przeciw aborcji, jak i jej legalizacji. Jeśli chodzi o nieco bardziej wątpliwe elementy tego filmu to wspomniałbym tu o wydających się być zbyt długimi sekwencjami pokazującymi ładne i atrakcyjne kobiety odziane w stroje kąpielowe. Powyższe zastrzeżenia, jakie możemy podnieść wobec tego filmu, nie mają jednak charakteru zbyt poważnego, dlatego też możemy dać mu jedną z wyższych not na naszym portalu, czyli ocenę „Dobry (+3)”. Zachęcam zatem naszych Czytelników do zapoznania się z nim, co będzie można zrobić już od 18 kwietnia b. roku na stronie portalu „Rafael”. Mirosław Salwowski /.../
  4. Zły Samarytanin

    Leave a Comment Głównym bohaterem tego filmu jest Sean, który pracując jako parkingowy w luksusowej restauracji, jednocześnie „dorabia” sobie wraz z kolegą, włamując się do bogatych domów. Podczas jednej z takich złodziejskich akcji Sean znajduje zakneblowaną, strasznie posiniaczoną i przykutą łańcuchami do krzesła kobietę. W ten sposób dowiaduje się on więc o ponurym i złowieszczym sekrecie właściciela domu, który chciał właśnie okraść. Sean staje więc przed wyzwaniem, czy ratować tę kobietę, narażając przy tym również siebie na poważne niebezpieczeństwo, czy zostawić ją na pastwę psychopaty? Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ten można uznać za zasadniczo dobry i godny polecenia, gdyż ukazuje on pozytywną przemianę osoby, która do tej pory trudniła się złodziejstwem w człowieka gotowego z wielkim poświęceniem ratować przed okrutną śmiercią z rąk psychopaty niewinnego bliźniego. I bynajmniej nie mamy tu do czynienia z mogącą być odbieraną jako dwuznaczną historią, w której bohater z jednej strony robi coś poważnie złego (np. kradnie), a z drugiej czyni coś bardzo dobrego (np. ratuje niewinnego od śmierci) – jednocześnie nie żałując i nie reflektując się z czynionych przez siebie nieprawości. W wypadku tego filmu co prawda bowiem tytułowym „samarytaninem” jest złodziej, ale człowiek ten w trakcie rozwijania się filmowej fabuły przechodzi do pozytywnych refleksji nad moralnym złem swego dotychczasowego zajęcia. Jeśli chodzi o wady czy bardziej wątpliwe moralnie elementy omawianej produkcji filmowej to tradycyjnie możemy wskazać tu na nadmiar wulgarnej mowy w niej zawartej. Co prawda poniekąd okrutna tematyka tego obrazu może zdawać się po części tłumaczyć ów zastosowany przez jego twórców zabieg, jednak wciąż podnoszonym przez nas pytaniem jest to, czy rezygnacja z wulgaryzmów albo przynajmniej ich znaczące ograniczenie z pewnością miałoby się wiązać z ryzykiem mniej realistycznego przedstawienia powagi ukazanego w niej zła? Czyż wszak np. w latach 40 – 50-tych XX wieku Hollywood nie kręcił dobrych „dreszczowców” z wyraziście przedstawionymi złymi postaciami, unikając przy tym epatowania widzów potokiem wulgaryzmów? Jako pewną dwuznaczność można by też tutaj nadmienić wydający się być zbyt lekko przedstawionym wątek nierządu (czyli: seksu przedmałżeńskiego), którego dopuszcza się główny bohater, a także nieco lekceważące wypowiadanie się przez niego na temat religii. Z drugiej jednak strony te zachowania Seana mają miejsce, gdy dopuszcza się on jeszcze kradzieży i nie zostaje on postawiony przed wyzwaniem mającym przewartościować jego podejście do życia. Podsumowując zatem: film ten de facto opowiada o tradycyjnie chrześcijańskiej postawie, którą Pismo święte ujmuje w słowach: „Ratuj wleczonych na śmierć, wstrzymaj rózgi, by nie zabijały” (Przysłów 24, 11), a także wskazuje na słuszność biblijnego nauczania o tym, że „miłość zakrywa wiele grzechów” (1 P 4, 8). Zachęcamy zatem do zapoznania się z tym filmem – choć może jednak bez udziału dzieci i osób w wieku wczesnonastoletnim. Mirosław Salwowski /.../
  5. Skazani na siebie (2021)

    Leave a Comment Film ten opowiada o mieszkającej w Londynie niepoślubionej sobie parze (Lindzie i Paxtonie), która mimo zerwania ze sobą romantycznej relacji jest zmuszona – ze względu na trwający lockdown – wciąż przebywać ze sobą pod jednym dachem. Tak Linda, jak i Paxton nie czują się zbyt szczęśliwi w swym życiu. Lindzie uwiera praca w korporacji, zaś Paxton stracił dotychczasowe zatrudnienie i czuje się życiowym nieudacznikiem. Wskutek splotu różnych wydarzeń i okoliczności, para naszych bohaterów postanawia wpaść na pomysł kradzieży wartego przeszło 3 miliony dolarów diamentu. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film pt. „Skazani na siebie” (2021) zasługuje na wyraźną krytykę przede wszystkim z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest to, iż w przychylny sposób ukazuje on takie grzechy jak kradzież, kłamstwo oraz oszustwo. Fabuła tej produkcji zmierza bowiem do tego, by widz w życzliwy sposób spojrzał na owe występki popełniane przez postacie tu pokazane. Dodajmy zaś, że te złe uczynki nie są nawet dokonywane w czymś, co moglibyśmy nazwać „ekstremalnymi okolicznościami”, a i tak są odmalowane tak, by widz miał trudność z ich jednoznacznym potępieniem. Drugim powodem, dla którego omawiany film nie zasługuje na pochwałę, jest to, iż wyczuwalny jest w nim sceptycyzm tak wobec chrześcijaństwa, jak i religii jako takiej. Linda i Paxton co prawda stawiają sobie pytania o charakterze egzystencjalnym, jednak nie widać, by odpowiedzi na nie zmierzały w biblijnym oraz tradycyjnie chrześcijańskim kierunku. Mirosław Salwowski /.../
  6. Amerykańska zbrodnia

    Leave a Comment Film jest oparty na prawdziwej historii, która wydarzyła się w latach 60-tych XX wieku w USA. Rodzice dwóch nastolatek, Sylvii i Jennie Likens, przez swój wędrowny styl życia i pracy często powierzają córki opiece innych ludzi. Tym razem zamiast, jak zazwyczaj, wysłać dziewczęta do domu jednej z babć, obdarzają zaufaniem pewną, ledwie co poznaną kobietę – Gertrudę Baniszewski. Pani Baniszewski jako samotna matka z kilkorgiem dzieci ledwo wiąże koniec z końcem, więc suma 20 dolarów tygodniowo jest dla niej sporym zastrzykiem finansowym. Wydaje się więc, że nowa opiekunka, nawet jeśli nie ze szlachetniejszych pobudek, to przynajmniej dla własnej korzyści powinna się dobrze zajmować dziewczętami. Wkrótce jednak Gertruda zaczyna okrutnie i niesprawiedliwie traktować Sylvię i Jennie, co jest dopiero wstępem do tragedii. Kiedy nabiera (niesłusznych) podejrzeń, jakoby Sylvia oczerniała jej córkę Paulę, cała jej nienawiść i złość skupia się właśnie na tej dziewczynie. Reszta filmu opowiadać będzie więc zasadniczo o znęcaniu się i torturach, jakich w domu swojej „opiekunki” doświadczyła Sylvia, nie tylko ze strony Gertrudy, ale także jej dzieci oraz dzieci z sąsiedztwa. Na końcu zaś dowiemy się, jaka kara spotkała oprawców Sylvii. Twórców tego filmu pochwalić można za to, że udało im się wyważyć pokazywanie przemocy i okrucieństwa. Z jednej strony bowiem te elementy są bardzo przekonujące i dają wyobrażenie, jakich cierpień zaznała zamknięta w piwnicy, bezbronna młoda dziewczyna, z drugiej strony nie są przedstawione w sposób zbyt naturalistyczny czy mający wyraźnie zabawiać widza, jak to ma nieraz miejsce w filmach z wątkiem sadystycznego znęcania się nad ofiarą. Twórcy filmu pominęli też (co można uznać za okazanie szacunku ofierze) niektóre z najbardziej poniżających tortur, jakie były zadawane Sylvii, a o których można przeczytać w łatwo dostępnych opisach tej głośnej sprawy. Takie rozwiązanie wydaje się z korzyścią dla widza, gdyż o pewnych rzeczach lepiej czytać niż oglądać je odtwarzane przez aktorów. Zaletą tego obrazu jest również to, że zdaje się w miarę wiernie pokazywać okoliczności tej zbrodni, jak też motywy i charakterystykę postaci zamieszanych w całą sprawę. Nie zawsze oczywiście oczekujemy, by wydarzenia filmowe pokrywały się z rzeczywistością, jednakże w przypadku takiej tematyki jest pożyteczne, kiedy widz może prześledzić, to jak mogło dojść do takiej, w sumie po ludzku patrząc, bezsensownej zbrodni, z udziałem tak wielu zwykłych ludzi, w tym sporej liczby nastolatków czy wręcz dzieci. Główna przyczyna tej zbrodni zdaje się tkwić w upadłej po grzechu pierworodnym ludzkiej naturze, która jest z sama z siebie bardziej skłonna do zła niż dobra. Film pokazuje, jak łatwo wyrasta ziarno zła, kiedy padnie na sprzyjający grunt i ma dobre warunki do rozwoju. W przypadku Gertrudy Baniszewski i jej córki Pauli nienawiść do Sylwii wyrasta na gruncie zawiści oraz urazy, przez rzekome czy też prawdziwe (trudno powiedzieć) pretensje, co do obmowy, której miałaby się dopuszczać dziewczyna wobec Pauli. Przy czym sama Gertruda jest tu przedstawiona jako kobieta o dość luźnej moralności, a Paula jako dziewczyna już podążająca śladem matki (w szkole średniej zachodzi w ciążę z żonatym mężczyzną). Matka jednak większy problem widzi w rzekomym obgadywaniu córki przez rówieśniczkę niż we własnym fatalnym przykładzie życia, jaki jej daje. W filmie występuje także wątek zazdrości Pauli o urodę i dziewictwo Sylwii, przez które to przymioty, postrzega Sylwię jako osobę, która się nad nią wywyższa. Chociaż w istocie tak nie jest, a to ona sama czuję się gorsza od swojej niewinnej w tej sferze rówieśniczki. Tak więc Paula i jej matka źle znosząc pod swoim dachem dziewczynę, która w podobnym wieku, co Paula jest jeszcze „niedoświadczona”, odreagowują, próbując na siłę przypisywać jej rozwiązłość większą od własnej i chyba po jakimś czasie same w to wierzą, a przynajmniej udaje im się do tego przekonać otoczenie. Rzekoma rozwiązłość Sylwii jest też dla reszty jej dręczycieli, którzy nie mają żadnych osobistych powodów, żeby ją nienawidzić, doskonałym pretekstem do „karania” dziewczyny. Ten argument zwłaszcza przemawia do dzieci z sąsiedztwa, które czują się teraz uprawnione, by dręczyć dziewczynę w coraz bardziej wymyślny sposób. Dzieci i nastolatki z dobrych domów mogą więc bez przeszkód czerpać przyjemność z dręczenia w sumie przypadkowej ofiary, pod pretekstem, że sama jest sobie winna. Taki mechanizm przerzucania winy na ofiarę jest oczywiście, jak najbardziej prawdopodobny i dobrze tu pokazany. Do tego dochodzi jeszcze poczucie pozornej bezkarności sprawców, jakie daje działanie w grupie oraz moralne przyzwolenie i zachęta ze strony dorosłej osoby – pani Baniszewski. Widzowie mogą też wyciągnąć pewne pożyteczne wnioski z tego filmu w tak ważnej kwestii, jak powierzanie opieki nad swoimi dziećmi obcym osobom. Początkiem pokazanej tu tragedii jest bowiem to, że rodzice, a zwłaszcza ojciec Sylvii i Jennie, powierzają dziewczęta dopiero co poznanej kobiecie, która po bliższym nieco spojrzeniu zapewne wzbudziłaby ich podejrzenia. Później też wydaje się, że nie dość interesują się tym, jak rzeczywiście wygląda sytuacja ich córek w domu pani Baniszewski. Większego zainteresowania sytuacją, kiedy pojawiają się już niepokojące sygnały, brakuje też ze strony sąsiadów Gertrudy oraz pastora, który zbyt łatwo wierzy w wersję kobiety, która twierdzi, że Sylwia została umieszczona w domu poprawczym i tym tłumaczyła jej zniknięcie. Pewną zaletą filmu jest też to, że mimo wszystko nie demonizuje głównej sprawczyni zbrodni, czyli Gertrudy Baniszewski. Na ile to możliwe i zgodne z prawdą prezentuje się tu również pewne jej problemy, które mogły w jakimś stopniu upośledzać jej osąd moralny sytuacji. Jest tutaj pokazane na przykład, że jako zapracowana astmatyczna matka, sama aplikowała sobie leki, które mogły ją po części otumaniać. Jeśli chodzi o negatywne aspekty filmu to można tu zauważyć pewien brak dezaprobaty do samego faktu spotykania się Pauli Baniszewski z żonatym już mężczyzną. Wprawdzie skutki tego postępowania są pokazane jako złe, ale twórcy filmu zdają się sugerować, że nie przez sam fakt cudzołożnego związku, co raczej przez niewłaściwy wybór mężczyzny, którego dokonała Paula. W pewnym stopniu problematyczny czy dwuznaczny wydaje się też stosunek twórców filmu do Boga i chrześcijańskiej koncepcji zaświatów. W końcowych scenach tego obrazu, domyślnie zbawiona i przebywająca w swoistym Niebie (wyobrażonym jako Wesołe Miasteczko), Sylvia mówi o Bogu w sposób, który w najlepszym razie wyraża myśl, że nawet Święci w Niebie nie znają jeszcze w pełni Jego zamiarów i dróg; w najgorszym zaś, że Bóg postępuje z ludźmi w jakiś dziwaczny i kapryśny sposób. W każdym razie jest to wątek dość dwuznaczny. Uwzględniając powyższe wątpliwości, polecamy jednak ten film, tym bardziej że w końcowych scenach pokazuje on też proces sądowy, w którym oprawcy Sylvii otrzymali w miarę surowe kary (choć można było się zasadnie spodziewać kary śmierci dla pani Baniszewski, która jednak nie zapadła). Marzena Salwowska /.../
  7. (Nie)znajomi

    Leave a Comment Kanwą tego filmu jest z pozoru całkiem zwyczajne spotkanie na kolacji grupy znajomych. Ten wieczór zmienia się jednak gwałtownie, gdy jego bohaterzy postanawiają, początkowo niby tylko dla zabawy, rozpocząć grę polegającą na odczytywaniu na głos wszystkich sms-ów, jakie podczas niego dostaną oraz odbierania przychodzących do nich telefonów na głośnikach (tak, by inni uczestnicy kolacji mogli słyszeć treść rozmów). Ta żartobliwa gra w miarę jej trwania przemienia się w coraz bardziej napiętą emocjonalnie i psychicznie sytuację, gdyż z pozoru znani sobie ludzie dowiadują się w ten sposób o sobie nowych, często wstydliwie skrywanych wcześniej, rzeczy. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ów jest dobrym przykładem produkcji w swej wymowie bardzo dwuznacznej. Z jednej bowiem strony za jego plus można uznać to, iż de facto uwydatnia on prawdę o grzeszności ludzkiej natury. Pokazana bowiem tutaj gra wskazuje wszak na to, jak w życiu zapewne każdego dorosłego człowieka można by znaleźć rzeczy dla niego bardzo wstydliwe, których ten nie chciałby w żaden sposób odkrywać przed innymi ludźmi. Ta obserwacja może ukierunkować widzów na dostrzeżenie biblijnej prawdy o tym, że „wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rzymian 3, 23). Z drugiej jednak strony w mocny sposób film ten w przychylny sposób ukazuje homoseksualizm, a więc grzech, przez który ci, którzy się go dopuszczają, nie odziedziczą Królestwa Bożego (patrz: 1 Kor 6, 9-10). Nie możemy zatem w bardziej wyraźny sposób pochwalić filmu pt. „(Nie)znajomi„, gdyż jego twórcy są jak ci, którzy jedną ręką budują, a drugą burzą i niszczą. Mirosław Salwowski /.../
  8. Pan Smith jedzie do Waszyngtonu

    Leave a Comment Po śmierci jednego z senatorów jego koledzy partyjni gorączkowo poszukują odpowiedniego kandydata, który zajmie wolne miejsce w parlamencie. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ musi to być człowiek, który da im się łatwo manipulować, a zarazem cieszy się społeczną sympatią i nie sprawia wrażenia marionetki. Wybór pada na młodego instruktora harcerskiego z prowincji – Jeffersona Smitha. Zdaje się on idealny do tej roli – miły, prostoduszny, obdarzony dobrą aparycją, „zakochany” w amerykańskiej demokracji, owiany już sławą lokalnego bohatera i co najważniejsze zupełnie nieświadomy prawdziwej roli, jaką ma odegrać. W zamiarach swoich prawdziwych mocodawców ma stać się on częścią demokratycznej fasady, za którą skrywają się brudne interesy multimilionera Jima Taylora. Kiedy jednak nieświadomy gry nowy senator zgłasza projekt ustawy, który koliduje z interesami Taylora i mimo ostrzeżeń nie chce się z niego wycofać, cała machina polityczno-biznesowa kieruje się przeciw niemu. Po stronie Smitha staje tylko Clarissa Saunders, młoda, ale dobrze znająca kulisy polityki, sekretarka … Ten piękny film Franka Capry, mimo że dzieje się w świecie amerykańskiej polityki okresu tuż przed II wojną światową, pozostaje ponadczasowy i uniwersalny. Jest to w dużej mierze zasługą tego, że reżyser świadomie unika aluzji do konkretnych polityków czy partii w tym dziele. Nie da się więc powiedzieć np. z całą pewnością, która z amerykańskich partii została tu odmalowana jako przeżarta korupcją, lub które konkretnie gazety są na usługach Taylora. Choć film unika partyjniactwa, to jednak pozostaje filmem o polityce i jako taki prezentuje też pewien „pomysł” na tę dziedzinę życia. Receptą na kryzys państwa i jego struktur demokratycznych jest tutaj wewnętrzna czystość i zewnętrzna niezłomność ludzi dobrej woli. Wyraźnie zaakcentowana jest tu też potrzeba oddolnego organizowania się i wspierania się takich ludzi, by w razie potrzeby walczyć z rozplenionym na szczytach władzy złem. Walka ta jednak ma przebiegać uczciwie, z poszanowaniem prawa i ustroju. Sam główny bohater jest oczywiście pewnym wzorcem idealnego polityka i wskazaniem, jakich ludzi powinniśmy obierać na swoich przedstawicieli w parlamencie. Jego kandydatura nieprzypadkowo zostaje jakby wytypowana przez dzieci, których ziemskim ojcem jest skorumpowany polityk. Jest to oczywiście nawiązanie do słów Chrystusa, który stawiał dzieci jako wzór właściwie pojętej niewinności i prostoty, a także zaufania Bogu Ojcu (por. Mt 18, 1-4). Dzieci bowiem dokonując tu wyboru nie kierują się żadnym interesem, a jedynie „moralną oceną kandydata”, którego postawa i dotychczasowe czyny są im dobrze znane. W ten sposób dzieci w swojej prostocie spełniają wolę Boga, który najwyraźniej pragnie pomóc ludziom przerwać spiralę zła i naprawić sytuację. To, że w filmie kandydata wskazują dzieci, oczywiście nie oznacza, że jego twórcy dosłownie postulują ten sposób dokonywania wyborów. Chodzi tu raczej o to, że w swoich decyzjach, także, a może zwłaszcza politycznych, mamy być niewinni, prości i otwarci na wolę Ojca jak dzieci. O to żebyśmy nigdy nie postrzegali polityki jako sfery wyłączonej spoza moralnej oceny. Byśmy wreszcie zawsze wyżej cenili człowieka prawego, uczciwego, kierującego się szlachetnymi ideałami od kogoś, kto ma wprawdzie dużo politycznego sprytu i doświadczenia, ale brak mu moralnych kwalifikacji. Z drugiej strony nie oznacza to też zachęty do wybierania ludzi wprawdzie dobrych i szlachetnych, ale takich, którym brak np. intelektualnych zdolności do sprawowania władzy. Główny bohater filmu jest wprawdzie naiwnym idealistą, bez większego doświadczenia politycznego, jednakże jest już człowiekiem dobrze sprawdzonym w lokalnej działalności, nie brakuje mu też inteligencji, elokwencji i niezbędnego wykształcenia, by podjąć się tego zadania. Wskazanie jest więc jasne – spośród ludzi, którzy mają ku temu predyspozycje intelektualne i osobowościowe, powinniśmy w ramach demokracji dla własnego i ogólnego dobra wybierać ludzi, o jak najwyższym poziomie moralnym. Innym istotnym dla postulowanej tu odnowy moralnej polityki wątkiem jest przeciwstawienie prowincja – wielkie miasta. Wypada ono oczywiście na korzyść prowincji, której mieszkańcy (można powiedzieć statystycznie rzec biorąc) chętniej zachowują chrześcijańskie wartości i sposób bycia, są bardziej życzliwi, patriotyczni, skłonni do działania na rzecz wspólnego dobra, mniej egocentryczni, pyszni, zadufani i zepsuci niż mieszkańcy wielkich miast. Choć z drugiej strony docenia się tu też piękno, rozmach i splendor Waszyngtonu, które to cechy jakby uzasadniają potrzebę istnienia takich metropolii. Monumentalność Waszyngtonu wyraża bowiem nie tylko fizyczną potęgę i siłę kraju, ale także trwałość wartości, na jakich został on zbudowany i siłę jego ducha. Jednym z dominujących elementów tego obrazu jest też oczywiście podziw czy wręcz uwielbienie reżysera dla amerykańskiej demokracji. Momentami może to być wręcz śmieszne czy irytujące jak zachwyt nad wzorowanym na Zeusie olimpijskim posągiem Lincolna w Waszyngtonie, umieszczonym w budowli, która odtwarza kształt pogańskiej świątyni. Czasem można tu mieć wrażenie, że stosunek reżysera do amerykańskiej demokracji ociera się o kultowy i że zastąpienie demokracji jakimkolwiek innym ustrojem, uznałby on za zło moralne samo w sobie. Ten element jednak łagodzi świadomość, że demokracja, jaką wielbi tu Frank Capra, nie jest tu jakąś demokracją liberalną czy laicką, ale jest to ustrój wyraźnie oparty na chrześcijańskich wartościach i śmiało się do nich odwołujący. Słowo Boże czyli Biblia nie jest tu przywoływane tylko ogólnikowo, ale jest też w konkretnych dyskusjach politycznych, główny bohater czyta również Pismo św. w kongresie, a normalną praktyką jest modlitwa senatorów w tym miejscu. Tak że demokracja, którą tak ceni Frank Capra nie jest jakimś obojętnym religijnie tworem, ale ustrojem opartym i wprost odwołującym się do tradycyjnie chrześcijańskich wartości oraz wiary. Reżyser podkreśla też pozytywnie pewne cechy specyficzne cechy tego ustroju, które sprzyjają zachowaniu chrześcijańskiego ładu społecznego. A jest to chociażby ograniczenie pychy rządzących, podkreślenie służebnej funkcji władzy, współodpowiedzialność wszystkich obywateli za losy kraju, czy wreszcie pewna zdolność do oczyszczania systemu z narosłego zła za pomocą demokratycznych procedur i prawa. Żeby już bardziej nie przedłużać, to warto tylko zasygnalizować jeszcze trzy spośród licznych zalet tego filmu. Pierwsza to pozytywna przemiana jednego z kluczowych polityków tutaj pokazanych. Jest to ciekawa postać – mężczyzna, który w młodości sam był szlachetnych idealistą i co ciekawe nadal za takiego uchodzi, choć od dawna jest skorumpowany. Na pewnym etapie posuwa się on nawet do oszczerstw wobec głównego bohatera, jednakże pod wpływem jego niezłomnej postawy, najpierw przechodzi załamanie, potem skruchę i wreszcie wraca na właściwe tory. Druga z tych zalet to ciekawa postać kobieca, która nie jest tylko ładną dekoracją dla „męskiej historii”. Jest to oczywiście panna Clarissa Saunders, sekretarka senatora Smitha, bez której zapewne zagubiłby się on jako nowicjusz w świecie wielkiej polityki. Trzeci punkt, na który wreszcie warto zwrócić pozytywną uwagę to podkreślenie znaczenia wolnej prasy, której zadaniem jest patrzeć na ręce polityków, a także szukać i opisywać prawdę o ich poczynaniach. Tej roli prasy z początku nie rozumie główny bohater, który czuje się znieważony, kiedy nazywany jest przez dziennikarzy marionetką czy wręcz pajacem, jednak to właśnie prasa otwiera mu oczy na to, że właśnie taka rola została mu wyznaczona przez liderów partii. Podsumowując polecamy ten film jako ciągle aktualne wezwanie do moralnej odnowy nie tylko w życiu prywatnym ale też politycznym. Marzena Salwowska /.../
  9. Farming

    Leave a Comment Film ten został oparty na prawdziwych wydarzeniach i stanowi on opowieść o Enitanie czarnoskórym chłopcu, który jako niemowlak został przez swych nigeryjskich rodziców przekazany na wychowanie do mieszkającej w Wielkiej Brytanii białej rodziny. Akt ten miał miejsce w ramach szerszego programu „adopcji” (w potocznym, acz nie ściśle prawnym tego słowa znaczeniu) nigeryjskich dzieci przez brytyjskie rodziny, który zwany był „farmingiem”. Jak się później miało okazać decyzja ta w przypadku Enitana nie należała – delikatnie mówiąc – do najszczęśliwszych. Chłopiec bowiem od małego wzrasta w mocno niestabilnej atmosferze, która w dużej mierze jest „zasługą” jego sprawiającej wrażenie rozchwianej emocjonalnie przybranej białej matki. Ponadto, Enitan dorasta w poczuciu pewnego rodzaju rozdarcia pomiędzy przeważającą jeszcze wówczas (rzecz dzieje się w latach 70 i tych i początku 80-tych XX wieku) w Wielkiej Brytanii kulturą białych ludzi, a społecznością czarnych do których z racji urodzenia też w jakiś sposób przynależy. Kiedy chłopiec wkracza w wiek nastoletni widzimy go jako już przepełnionego agresją młodego człowieka, który w pewnym momencie – mimo brutalnego traktowania przez miejscowych rasistowskich skinheadów – w poczuciu nienawiści do własnej rasy – postanawia się związać z tą złowrogą subkulturą. Oczywiście, nie byłoby to możliwe, gdyby owi skinheadzi nie zaakceptowali go jako jednego ze „swoich”, co, o dziwo po początkowym traktowaniu Enitana w sposób bardzo dla niego pogardliwy, dochodzi w rzeczywistości do skutku. Tak też ów nastoletni Murzyn staje się wiernym uczestnikiem jednej z lokalnych grup skinheadów, pogrążając się przez to tym bardziej w agresji, przemocy i nienawiści do własnej rasy. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej zasadniczo rzecz biorąc należy docenić ów film. Jest on bowiem przestrogą tak przed rasizmem, jak i przed oddawaniem się nienawiści oraz krwawej przemocy jako takim. Można też chyba powiedzieć, iż nawet jeśli twórcy filmu nie czynią tego w zamierzony sposób, to jedną z jego lekcji stanowi przesłanie o tym, że najlepiej jest, gdy dzieci są wychowywane przez swych własnych naturalnych rodziców, w ramach własnej jednolitej kultury. Pokazane w tej produkcji psychologiczne i emocjonalne rozdarcie Enitana wynika bowiem w dużej mierze właśnie z tego, iż dorastał on w dwóch dość mocno oddalonych od siebie światach. Chociaż, rozmiary pokazane w filmie zła mogą miejscami przytłaczać, gdyż niemal każda z bardziej wyraziście odmalowanych tu postaci ma jakieś mniej lub bardziej poważne wady, to zaletą tego obrazu jest jednak to, iż nie pozostawia on widzów samych sobie z owym ogromem nieprawości. Mimo bowiem owej bardzo dużej ilości zła, w filmie ukazana jest też w mocny sposób nadzieja na to, iż z nawet największego moralnego bagna można powstać, by prowadzić dobre oraz pożyteczne dla społeczeństwa życie. W produkcji tej widzimy też, że staje się to za przyczyną szczerej oraz wiernej miłości (ale tej pozbawionej erotycznych konotacji), którą jedna z nauczycielek okazuje pogrążającemu się w nienawiści i agresji Enitanowi. Czy zatem w tym filmie są jakieś poważniejsze wady? Tak naprawdę, trudno tak do końca orzec. Owszem jest tu bardzo dużo wyraziście pokazanej przemocy, która z jednej strony może być łatwo usprawiedliwiana treścią oraz tematyką omawianej produkcji, z jednak z drugiej strony może się w odniesieniu do takowej rodzić pytanie, czy aby nie dałoby się pokazać losów Enitana w sposób zarazem przekonujący, a jednocześnie unikający epatowania zbyt krwawymi szczegółami? Analogiczne pytanie, można wysunąć zresztą do obecności wulgarnego słownictwa w tym filmie, które naszym zdaniem mogłoby być łatwo złagodzone poprzez „wypikanie” co poniektórych wyrazów. Podsumowując: polecamy ten film, gdyż stanowi on co prawda momentami mogącą robić przytłaczające pokazanym w nim złem wrażenie, ale jednak ostatecznie rzecz biorąc krzepiącą moralnie opowieść. Oczywiście, głównie ze względu na mnogość pokazanej w nim w sposób wyrazisty przemocy, a także niektóre obsceniczne nawiązania do sfery seksualnej, w przypadku młodszych widzów doradzamy najwyższą ostrożność przy zapoznawaniu się z tą produkcją. Mirosław Salwowski /.../
  10. Alienista (Serial TV, sezon 1)

    Leave a Comment Serial psychologiczno-kryminalny osadzony w realiach Nowego Jorku końca XIX stulecia. Głównym bohaterem tej produkcji jest dr. Laszlo Kreizler, czyli tytułowy alienista (mianem tym określano przed wykształceniem się psychiatrii jako odrębnej dziedziny medycyny lekarzy specjalizujących się w chorobach psychicznych). Znany ze swoich nowatorskich teorii i trudnego charakteru nie jest on ulubieńcem policji, która mimo to (w osobie nowego szefa policji) decyduje się skorzystać z jego usług, kiedy w mieście dochodzi do serii wyjątkowo okrutnych mordów na dzieciach. Większość ofiar to chłopcy zajmujący się „zawodowo” prostytucją. Doktor Kreizler wierzy, że uda mu się odnaleźć mordercę, jeśli tylko dobrze zrozumie jego motywy działania i sens „rytualnych zbrodni”, których się dopuszcza. Tę wiarę sławnego alienisty kwestionuje większość starej policyjnej kadry, podziela natomiast pierwsza kobieta w nowojorskiej policji – Sara Howard. Poza panną Howard alienistę wspiera też jego przyjaciel, ilustrator John Moore. Serial ten jest istną mieszaniną dobrych ziaren z niskiej jakości czy wręcz szkodliwym zasiewem. Ponieważ po bliższym przyjrzeniu zdaje się jednak przeważać to drugie, jego ocena całościowa jest negatywna. Widać tu przede wszystkim prawie bezkrytyczne podejście twórców tej produkcji do ojców psychoanalizy, których uosobieniem jest doktor Kreizler (jest on nawet z pochodzenia Austriakiem jak Freud). Mimo że diagnozy, które stawia, zdają się pochodzić głównie z jakichś jego własnych doświadczeń, luźnych obserwacji, intuicji i nieocenionego „widzimisię”, to jego swoista charyzma i niezbite przekonanie o własnej racji, intelekcie i naukowości sprawiają, że otoczenie często przyjmuje je niczym prawdy objawione. Serial ten więc uczy widzów przesadnego zaufania do niezweryfikowanych teorii, jeśli tylko mają one pozory naukowości. W fikcji tej (co często niestety również spotyka się w prawdziwym życiu) zadufany w swoją mądrość naukowiec stosuje swoje teorie na pacjentach, co gorsze nawet na dzieciach. Już w początkowych scenach dowiadujemy się tutaj na przykład, że Kreizler przekonał pewną nieszczęsną matkę, że powinna w pełni zaakceptować pragnienie swego syna, by ubierać się i zachowywać jak dziewczynka. Nie zaskakuje też niechęć Alienisty do Boga i religii, wyrażana dość dobitnie. Szczególnie wrogi jest on chrześcijańskiej moralności. Zdaje się zakładać, że to jego dopiero co powstająca nauka jest bardziej uprawniona do określania, co jest dobre, a co złe; co może być akceptowalne społecznie, a co jednak nie. Jest tu wyraźnie w świetle pozytywnym ukazane bałwochwalcze podejście do nauki, od której „nowy człowiek” ma już nie tylko naiwnie oczekiwać rozwiązania wszelkich zagadek i problemów swoich i świata, ale też pouczeń moralnych i jakiejś formy wyzwolenia czy zbawienia. Innym wyraźnie niebezpiecznym i fałszywym poglądem tu lansowanym jest przekonanie, że główne źródła zła (poza religią) to społeczeństwo i rodzina. Zły człowiek jest zaś w istocie tylko skrzywdzonym przez te czynniki dzieckiem. Pomija się tutaj jakby zupełnie kwestię skażenia ludzkiej natury przez grzech pierworodny oraz indywidualnych wyborów ludzkiej woli i odpowiedzialności za nie. Serial ten zawiera też dość wyraziste sceny heteroseksualnego nierządu i bardziej oględnie pokazaną prostytucję dziecięcą. Jest w nim też dużo elementów związanych z makabrycznymi mordami, które są tematem serialu. Choć w produkcji tej nie pokazuje się samego aktu zbrodni, to jednak wydaje się ona nadmiernie, w zbytnich szczegółach i bez konieczności dla rozwoju akcji epatować widza zdjęciami i opisami dokonanych zbrodni. Co gorsza, twórcy tego serialu powinni być świadomi, że epatowanie takimi rzeczami, może w niektórych umysłach wzbudzać chęć naśladownictwa. W końcu dowiadujemy się przecież, że morderca dzieci odtwarza wiele szczegółów indiańskich rzezi na osadnikach, którymi był w dzieciństwie często straszony przez rodziców. Serial ten, jak zaznaczyłam na początku, nie jest jednak pozbawiony pewnych wyraźniejszych zalet. Do mocniejszych punków tej produkcji zaliczyć można piętnowanie przymykania oczu na wykorzystywanie dzieci i nastolatków w tzw. seksbiznesie. Zjawisko to jest tu tym bardziej szokujące oraz wyraziście pokazane, że społeczność, która przymyka na nie oczy, ogólnie rzecz biorąc, szczyci się wysokimi standardami moralnymi, a młodej damie nawet nie przystoi użycie słowa „seks”. Elity miasta i duża część policji, pokazane jako kręgi dość skorumpowane, egoistyczne i przeżarte pychą nie przejmują się zjawiskiem dziecięcej prostytucji, tak że nawet działają tu praktycznie bez przeszkód specjalne domy publiczne. Jako wyjaśnienie tej sytuacji wskazuje się w serialu na to, że wykorzystywane dzieci pochodzą z biednych rodzin, czyli z warstwy ludzi, których los i życie, ma w oczach uprzywilejowanych niewielkie i służebne znaczenie. Mówiąc w uproszczeniu, skoro ich „przeznaczeniem” jest służyć bogatszym czy lepiej urodzonym, to mogą też czasem służyć też do zaspakajania perwersyjnych zachcianek, tym bardziej że im się za to płaci, nie mają więc co tak narzekać. Takie wyjaśnienie, dlaczego w niektórych społecznościach czy kręgach to zjawisko może być tolerowane na dużą skalę, wydaje się całkiem sensowne i uniwersalne. Zwrócić też należy pozytywną uwagę na wyraźne dobro, które czynią niektóre postaci tego serialu, czy też usiłują czynić. Niewątpliwym dobrem jest poszukiwanie i schwytanie mordercy. W przypadku jednej z postaci też widać jej wyraźny pozytywny rozwój. Chodzi tu o ilustratora – Johna Moore, który na początku jest pokazany jako nieodpowiedzialny alkoholik, oddający się rozpuście w domach publicznych. Człowiek ten, w dużym stopniu pod wpływem zakochania w dziewczynie o wyższych niż on sam moralnych standardach i ambicjach, wyraźnie zmienia się na lepsze. Walczy ze swoim alkoholizmem, a nadto bierze niejako na siebie odpowiedzialność za jednego z chłopców, którego spotyka podczas śledztwa i stara się go wyciągnąć ze światka prostytucji. Pewną pozytywną przemianę przechodzi też postać tytułowa. Doktor Kreizler z czasem trochę jakby pokornieje i dopuszcza do siebie myśl, że inne osoby też mogą mieć trochę racji. W jednej z końcowej scen przyznaje nawet przed swoim ojcem, że niesprawiedliwie obarczał go odpowiedzialnością za wszystkie swoje złe wybory. Docenić też można to, że zamierza szybko oświadczyć się swojej wybrance (z którą już niestety dopuścił się przedmałżeńskiego pożycia), co w jego towarzystwie może nie być mile widziane, gdyż jest to jego własna służąca, Indianka. Najbardziej pozytywną postacią (choć w końcu też daje się przekonać do pewnego publicznego kłamstwa) jest tutaj jednak zdecydowanie nowy szef policji. Ten młody ojciec rodziny wykazuje iście wiktoriańskie umiłowanie czystości i dobrych obyczajów, jednak pozbawione obłudy, którą odznacza się ukazana tu elita Nowego Jorku. Jest też człowiekiem zdeterminowanym, by jak najlepiej wykonywać swoją pracę i oczekuje tego samego sprawiedliwie od swoich podwładnych, nie tolerując korupcji czy niedbalstwa. W odróżnieniu od swojego poprzednika nie zamierza też wysługiwać się najbogatszym obywatelom miasta. Mimo tych wyraźniejszych zalet, ocena serialu pozostaje jednak negatywna, głównie ze względu na wyraźny tu zasiew fałszywych doktryn i epatowanie makabrą. Marzena Salwowska /.../