Tag Archive: stare kino

  1. Doktór Murek

    Leave a Comment Film jest ekranizacją prozy jednego z najpoczytniejszych polskich pisarzy -Tadeusza Dołęgi-Mostowicza (znanego chociażby jako autor „Kariery Nikodema Dyzmy” czy „Znachora”). Głównym bohaterem tej opowieści jest bardzo wykształcony i niezwykle uczciwy wyższy urzędnik w prowincjonalnym mieście, tytułowy doktor Murek. Człowiekowi temu powodzi się nie tylko w pracy, ale też na gruncie prywatnym, gdyż niedługo ma poślubić ukochaną Ninę, pannę z tak zwanego dobrego domu. Całe szczęście dr. Murka pryska jednak jak bańka mydlana za sprawą niejakiego Jazwicza. Ów wpływowy biznesmen po nieudanej próbie skorumpowania głównego bohatera, doprowadza najpierw do zwolnienia uczciwego urzędnika, a później, dzięki swoim znajomościom i hakom na miejscowych prominentów, sprawia, że dr Murek otrzymuje nieoficjalny „wilczy bilet” i nie jest w stanie w swoim mieście znaleźć żadnej pracy, Mocno podłamany główny bohater postanawia szukać lepszych możliwości w Warszawie, licząc, że dzięki ciężkiej pracy i determinacji uda mu się w stolicy jeszcze odbić od dna i zacząć z Niną nowe życie. Warszawa okazuje się jednak bardzo nieprzyjaznym miejscem, w którym dr Murek popada w dalszą nędzę, złe towarzystwo, traci złudzenia co do ludzi, a także swoje uprzednie silne moralne zasady. Choć z początku próbuje on jeszcze wytrwać w trudnych warunkach i przez ciężką pracę (znacznie poniżej kwalifikacji) zarobić na siebie i swoje nieślubne dziecko, to seria dalszych rozczarowań popychają go na złą drogę, którą będzie odtąd coraz śmielej kroczył … Na początku omawiania tego filmu pragnę zaznaczyć, że będę odnosić się jedynie do filmu, gdyż powieściowego pierwowzoru tej opowieści nie znam, a z tego co mi wiadomo, różni się dość znacznie od ekranizacji, mimo że autor powieści i scenariusza jest w tym przypadku tożsamy. Przechodząc więc do samego filmu, jest to niewątpliwie wartościowe kino o silnym wydźwięku moralnym. Produkcja ta kończy się nawet w ten sposób, że główny bohater na podstawie kolei własnego losu wygłasza otwarcie morały skierowane do widza. W tym dość krótkim obrazie jest zawartych rzeczywiście sporo pożytecznych obserwacji, które zdają się zmierzać do kształtowania w widzu moralnej wytrwałości, wbrew życiowym okolicznościom. Film ten bowiem pokazuje, że nawet kryształowo uczciwy i dobry człowiek może upaść i ulec totalnemu zepsuciu, kiedy ulegnie zwątpieniu w sens zachowywania moralnego ładu. Historia dr Murka przywodzi na myśl biblijne ostrzeżenie: Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł (1Kor 10,12). Przykład głównego bohatera pokazuje, że strzec się przed upadkiem trzeba może szczególnie w trudnych okolicznościach, kiedy wszystko się wali, a zwłaszcza wtedy, kiedy spotyka człowieka niezawiniona krzywda. Okoliczności takie są bowiem też swoistą pokusą do powiedzenia sobie czegoś w rodzaju : „Skoro do tej pory starałem się usilnie postępować dobrze i uczciwie i spotkało mnie coś takiego; to teraz będę postępować, jak mi wygodniej. Teraz, kiedy spotka mnie coś złego, to przynajmniej będzie zasłużone.” Dr Murek zdaje się wpadać w pułapkę takiego właśnie myślenia. Zapomina przy tym, że wszelkie zaburzenia Bożego ładu i powodzenie złoczyńców są tylko czasowe i nie będą trwać wiecznie. By się przekonać o tej prawdzie, nie musi on jednak czekać aż do Sądu Ostatecznego, gdyż w jego przypadku okazuje się, iż gdyby wytrwał na uczciwej drodze, to mógłby cieszyć się pełną rehabilitacją i dostatnim życiem w rodzinnym mieście. Docenić też można bardziej społeczny wymiar filmu, gdyż poddaje on mocnej krytyce stan państwa, w którym bardzo łatwo jest zniszczyć uczciwego człowieka, gdyż wystarczy, że u kilku wpływowych ludzi popadnie on w niełaskę. Nieskazitelna uczciwość i rzetelność w pracy dr. Murka okazują się w tym systemie tylko zawadą, a wysokie wykształcenie i intelekt w nowym życiu w Warszawie nie są zbyt pomocne przy zbieraniu śmieci. Obraz ten piętnuje więc słusznie taki układ społeczny jako patologię. Docenić też można wyraźniej wątek obyczajowy w historii dr. Murka, który wskazuje, że nieład w sferze intymnej często przekłada się też na inne problemy moralne. Nieprzypadkowo bowiem do upadku głównego bohatera w sporej mierze przyczyniają się też kobiety, z którymi wchodzi on w intymną, lecz pozamałżeńską zażyłość. Wreszcie, w dość istotnym wątku filmu, pokazuje się tu bardzo negatywnie międzywojenną fascynację polskiego społeczeństwa różnego rodzaju „jasnowidzami”. Tego rodzaju zjawisko opisywane jest w tej opowieści jako głupota i nowoczesny zabobon, ale bynajmniej nie jakaś rzecz błaha i nieszkodliwa. Kariera dr. Murka na tym polu wiąże się bowiem z bardzo realnym krzywdzeniem klientów, mimo iż jest on tylko hochsztaplerem i nie posługuje się żadnymi ponadnaturalnymi mocami. Podsumowując, zdecydowanie polecamy ten film, zwłaszcza jako przykład kina promującego wytrwałość w dobrych moralnie postawach. Marzena Salwowska /.../
  2. Ja tu rządzę

    Leave a Comment

    Hulaka i utracjusz, młody hrabia Józio Lulewicz pragnie, wraz z parą przyjaciół, otworzyć w Warszawie teatr muzyczny. Jednakże, jego zarządzająca rodzinnym majątkiem matka zdecydowanie odmawia sfinansowania projektu. Młody hrabia nie poddaje się jednak tak łatwo, szybko obmyśla jak skłonić matkę do zmiany zdania. Postanawia zatrudnić się w zakładzie szewskim, w którym dzień wcześniej wybił okno, wracając z nocnej hulanki. W tym, wyjątkowo muzykalnym warsztacie, nikt nawet nie podejrzewa, kim jest nowy terminator, „koledzy od dratwy” traktują go więc jak każdego nowicjusza. Hrabia Józio z początku traktuje swoje obowiązki jaką przejściową katorgę, gdyż przekonany jest, że matka nie mogąc znieść takiej „niedoli” syna szybko pośpieszy mu na ratunek.  Oczekuje więc, że  jego plan zdobycia środków na teatr wkrótce się ziści. Ten doskonały plan komplikuje pojawienie się córki szewca – Joanny, której obecność sprawia, że nowy terminator przestaje być zainteresowany szybkim opuszczeniem zakładu …

    „Ja tu rządzę” to miła komedia, która z wyraźną sympatia traktuje swoich bohaterów, nawet tych niezbyt pozytywnych. Stąd też być może bierze się pewna wada tego filmu, jaką jest zbytnia pobłażliwość w traktowaniu pewnych grzechów i przywar, takich jak pijaństwo czy hazard. Zwłaszcza nadużywanie alkoholu, chociaż nie jest tu chwalone, to nie spotyka się z żadną wyraźną naganą, nawet ze strony, zwykle nader krytycznej, Joanny. Innym nieco wątpliwym elementem filmu jest forsowanie na pozytywną bohaterkę dziewczyny, która ma wprawdzie wiele zalet, jednak swoją apodyktyczną postawą daleko odbiega od ideału chrześcijańskiej niewiasty zdobnej „niezniszczalnym klejnotem łagodnego i cichego ducha” (1 P 3,4). Jest to osoba, która „trzęsie” całym zakładem, „szefując” nawet własnemu ojcu. Niestety, trudno sobie wyobrazić, żeby postawa Joanny uległa takiej zmianie po ślubie z ukochanym, by potrafiła być dla niego „żoną poddaną swojemu mężowi, jak przystało w Panu” (Kol 3,18).

    Mimo powyższych zastrzeżeń, film ma wiele zalet, a jego ogólna wymowa jest moralnie budująca. W osobie głównego bohatera, hrabiego Józia, przedstawia on bowiem pozytywną przemianę hulaki i utracjusza w odpowiedzialnego mężczyznę, który potrafi polubić i docenić ciężką i uczciwą pracę. Film (nie będąc jakąś komunistyczną propagandą) nie tylko podnosi wartość „prostej” acz solidnej pracy, ale zdaje się wyżej cenić szlachetność charakteru niż szlachectwo krwi. Co w II Rzeczypospolitej nadmiernie rozmiłowanej w tytułach i herbach mogłoby mieć duże znaczenie wychowawcze (gdyby film powstał nieco wcześniej). Film w łagodny sposób śmieje się również z innych problemów międzywojennej Polski, z których część jest i dziś aktualna (materializm i prymat pieniądza, starający się nadawać ton reszcie społeczeństwa prymitywni nuworysze, mącąca ludziom w głowach „literatura dla kucharek”), część zaś na szczęście już nie dotyczy naszych realiów (analfabetyzm, praca bez wynagrodzenie za same utrzymanie).

    Film zatem, choć z pewnymi zastrzeżeniami, wart jest polecenia głównie przez wzgląd na jego moralne przesłanie, po części zaś jako ciekawy obraz przedwojennej Polski.

    Marzena Salwowska

    /.../