Tag Archive: polski dramat psychologiczny z 1939

  1. Druga młodość

    Leave a Comment Główna bohaterka tego filmu Irena Mohort to żona bogatego przemysłowca, która czuje się zaniedbywana przez swojego wiecznie zapracowanego męża. Odkrywając pierwszy siwy włos na swojej skroni, Irena popada w kryzys wieku średniego, uświadamiając sobie, że jej młodość przeminęła, a dzieci i mąż (jak sądzi) nie potrzebują jej już tak bardzo. W takim stanie ducha poznaje Jerzego, kolegę swojego dorosłego syna Ryszarda. Jerzy oczarowany jej wciąż świeżą urodą bierze ją początkowo za siostrę Ryszarda. Spragniona adoracji Irena szybko odwzajemnia romantyczne uczucia młodego zalotnika. Kiedy romans wychodzi na jaw, pani Mohort opuszcza rodzinę i wraz z kochankiem wyjeżdża do Zakopanego. Jednakże tam Jerzy zakochuje się w młodej dziewczynie – Tamarze … Film ten, często chwalony za wnikliwy portret psychologiczny głównej bohaterki, zasługuje też na pochwałę za swój ogólny moralny wydźwięk. Mimo że produkcja ta opowiada w romantycznym tonie o romansie zamężnej kobiety z kawalerem w wieku jej własnego syna, to trudno powiedzieć, żeby ta „miłosna awantura” była w niej pochwalana. Rozwój wypadków oraz powracający motyw Medei (postać z greckiej mitologi, która pod wpływem miłości do mężczyzny zamordowała własne dzieci), do której w pewien sposób porównywana jest Irena, nie pozostawiają złudzeń co do tego, że porzucenie przez nią męża i synów było fatalnym wyborem. Również samo zakończenie filmu bardzo wzmacnia jego, rzec można, pro-małżeńskie i prorodzinne przesłanie. Istotną zaletą tej produkcji filmowej jest też fakt, iż całkiem sprawnie obrazuje ona pewne problemy czy też nieporozumienia między małżonkami, które tworzą rysy w ich związku i osłabiają jego spójność. Mamy tutaj więc model, w którym mężczyzna przepracowuje się i nie ma czasu dla swojej żony, a jednocześnie jest przekonany, że jest wręcz idealnym mężem, bo dzięki jego pracy żonie „niczego nie brakuje”, gdyż może ona cieszyć się pieniędzmi i prestiżem. Z drugie strony pani Mohort też żyje we własnej „bańce”, w której do rangi najważniejszych rzeczy urasta okazywanie w sposób romantyczny uczuć oraz poczucie bycia uwielbianą oraz adorowaną przez ukochanego mężczyznę. Dodatkowo główna bohaterka, która właśnie wkracza w wiek średni, a w małżeństwo weszła bardzo wcześnie (w wieku 16 lat), musi się również zmierzyć z poczuciem utraty dotychczasowego celu życia, gdyż jej starszy syn niedługo się ożeni, a młodszy też już dorasta. Wbrew pozorom sytuacji nie ułatwia to, że pani Mohort nie musi zmagać się z bardziej prozaicznymi czynnościami gospodyni domu typu sprzątanie czy gotowanie, bo od tego ma służbę. Być może postać ta dobrze obrazuje pewien typ damy z wyższych sfer w okresie międzywojnia – kobiety, której „salonowy blask” już z wolna przygasa, a jednocześnie nie ma ona większych (czy też po prostu innych) ambicji czy życiowych celów niż właśnie bycie kochaną w domu i podziwianą w towarzystwie. Film ten – rzec można – ostrzega zatem przed zamykaniem się w takich bańkach i lekceważeniem potrzeb drugiej strony, a także brakiem szczerości i dialogu w związku małżeńskim. Z tych wszystkich rzeczy, jakby najszybciej zdaje sobie sprawę starszy syn państwa Mohortów, który usiłuje zapobiec rozpadowi małżeństwa rodziców. Stara się on zwłaszcza zwrócić uwagę ojca na coraz gorszy stan matki i skłonić go, by poświęcał jej więcej czasu i uwagi. Niestety zauroczona już kochankiem kobieta odrzuca starania męża. Docenić więc można ten film za mądre podejście do kwestii małżeńskich, które zachęca niejako i mężów i żony do wzniesienia się trochę ponad typowe dla własnej płci widzenie rzeczywistości i spojrzenie na pewne rzeczy z perspektywy współmałżonka. Film ten dobrze obrazuje również niebezpieczeństwo postrzegania miłości małżonków w kategoriach głównie emocjonalnych. Jako wielki błąd przedstawia się tutaj przekonanie, że jeśli w związku nie ma już „romantycznych uniesień”, to nie ma też miłości, i że w takim przypadku osoba, która czuje się niekochana ma prawo odejść. Koniec końców, to mąż Ireny okazuje się mężczyzną, który naprawdę ją kocha, podczas gdy kochanek, porzucając ją, stwierdza, iż jego namiętne uczucie było raczej pożądaniem. To stwierdzenie być może jest zaskakujące dla niego samego, gdyż jeszcze niedawno był przecież szczerze przekonany o tym, że darzy Irenę wielkim uczuciem. Tak więc film ten podkreśla powagę małżeństwa i potrzebę jego nierozerwalności, tym bardziej że pokazuje, jak cudzołóstwo rani nie tylko zdradzanego współmałżonka, ale także całą rodzinę. Jeśli chodzi o zastrzeżenia wobec filmu, to nie przyćmiewają one wprawdzie jego ogólnej bardzo pozytywnej moralnie wymowy, nie mniej warto o nich wspomnieć. Najpoważniejszym z minusów tej produkcji jest bodajże pewien ton lekceważenia wobec osób o „drobnomieszczańskiej moralności”. Chodzi tu zwłaszcza o wyśmiewanie pewnej rozwagi i ostrożności w stosunkach między obiema płciami. Przedstawicielką takiej postawy jest głównie przyszła teściowa starszego syna Mohortów, która nie chce np. żeby jej córka przebywała zbyt długo sam na sam ze swoim narzeczonym. W zestawieniu z nią, niestety, to właśnie trochę zbyt swobodnie zachowująca się i ubrana pani Mohort pokazywana jest z większą sympatią. Da się tutaj wyczuć traktowanie trochę z góry przez twórców filmu kręgów, nazwijmy to, drobnomieszczańskich, z korzyścią dla ówczesnych elit międzywojennej Polski. Można to uznać wręcz za pewien brak konsekwencji w przekazie, bo przecież gdyby pani Mohort była w pewnych kwestiach bardziej „prosta i drobnomieszczańska”, bardziej wystrzegała się sama pokus i starała się nie kusić też mężczyzn swoim strojem czy sposobem bycia, to prawdopodobnie nie zdradziłaby także swojego męża. Za pewną wadę czy może bardziej brak w tym filmie uznać też można pomijanie sfery głębszego życia duchowego bohaterów, co w filmie w dużej części traktującym o grzechu cudzołóstwa jest brakiem dość wyraźnym. Nie dowiemy się tu niestety nic o stosunku głównych postaci do wiary w Boga, czy do Jego przykazań, stąd nie wiemy np. czy dla Ireny cudzołóstwo jest grzechem, który napawa ją wstrętem i lękiem przed wiecznym potępieniem; czy też może nawet takiego pojęcia jak grzech nawet nie uznaje. Z drugiej strony film też nie kwestionuje chrześcijańskich prawd, a raczej skupia się na czysto ludzkim wymiarze przedstawianej historii. Może to mieć współcześnie tę zaletę, iż widz zmuszony będzie przyznać, że nawet nie trzeba odwoływać się do wymiaru religijnego, by uznać cudzołóstwo za wielkie zło. A zatem, z uwzględnieniem powyższych zastrzeżeń, film ten polecamy jako historię o zbrodni, karze i przebaczeniu. Marzena Salwowska /.../