Tag Archive: Michał Jedynak recenzja

  1. Obcy – decydujące starcie

    Leave a Comment Po ujściu z życiem z tragicznych wydarzeń ukazanych w pierwszej części serii Ellen Ripley przez 57 lat dryfuje w kosmosie zahibernowana w kapsule ratunkowej. Zostaje odnaleziona przez przedstawicieli firmy, dla której pracowała. Po wybudzeniu się Ripley usilnie stara się przekonać zwierzchników, że na księżycu, na którym przed laty wylądował zniszczony obecnie statek Nostromo czyha wielkie niebezpieczeństwo w postaci Obcych, które warto czym prędzej usunąć. Gdy przebywający tam koloniści przestają dawać znaki życia, doświadczona już Ripley zgadza się wyruszyć jako doradca oddziału komandosów, mających sprawdzić co się stało.    Kontynuacja „Obcego – ósmego pasażera Nostromo” należy do nieco innego gatunku. O ile pierwszy film był w dużej mierze horrorem, o tyle ona jest przede wszystkim spektakularnym filmem akcji. I trzeba przyznać, iż zrealizowanym z olbrzymim rozmachem, znajdziemy tu bowiem zarówno realistycznie wyglądające statki kosmiczne, pojazdy wojskowe, monumentalne scenografie, profesjonalne sceny starć i zaprezentowane w pełnej „krasie” zastępy Obcych, nieporównywalnie liczniejszych od ukazanych w poprzedniej części (gdzie był obecny w zasadzie jeden osobnik z tego gatunku).   Można się zastanawiać czy to wszystko nie przesłoniło przesłania. Wydaje się jednak, że zachowano tu równowagę między formą a treścią. Od strony moralnej film nie zawodzi. Twórcy przestrzegają widza przed pokusą zbyt prędkiego, w efekcie szkodliwego, osądzania innych i wiarą w nieomylność takich wyroków. Ripley, która w obronie własnej i dla dobra wszystkich wysadziła niegdyś Nostromo doświadcza tu (mającej charakter kary za wyrządzenie szkód w majątku pracodawcy) niesprawiedliwej utraty stanowiska i konieczności wykonywania dużo gorszej pracy tylko dlatego, że przekonane o swych racjach kierownictwo jej firmy nie chciało jej rzetelnie wysłuchać. Ona także dopuszcza się zbyt pochopnego osądu względem będącego członkiem wspomnianego oddziału androida Bishopa (nauczona poprzednimi doświadczeniami z robotem Ashem traktuje kolejnego jak potencjalnego zdrajcę i zabójcę, nie zważając na zachodzące między nimi różnice); fakt, iż Bishop okazuje się jednym z najlepszych członków załogi ukazuje niesłuszność żywienia jakichś odgórnych uprzedzeń.  Mamy tu do czynienia z bardzo dobrą lekcją prawdziwej odwagi. Zaprezentowano nam bowiem czym ona nie jest, a mianowicie, że nie jest ona brawurą, popisywaniem się. Takie bowiem postawy wykazują komandosi, którym towarzyszy Ripley, starając się imponować siłą i doświadczeniem, drwiąc z zagrożenia; to jednak nie pomaga im, wręcz przeciwnie, gdy bowiem przychodzi do walki radzą sobie średnio, nie mają spektakularnych osiągnięć bojowych, dają się też ponieść panice (dotyczy to w szczególności pełniącego rolę lekko komediową szeregowego Hudsona, ale też całkiem poważnego dowódcy Gormana). Odwaga jawi się tu jako zdolność do poświęceń i wytrwania na przekór nieszczęściom, a nie gotowość „szpanowania”. Pokorna i mniej doświadczona, ale rozsądna i opanowana Ripley, kierowana poczuciem obowiązku zapobieżenia tragedii, zdobywa się na zmierzenie się z traumą, strachem przed potworami, z których jednego niegdyś z trudem pokonała, i powrót na LV-426. Jest w stanie uratować większość żołnierzy przed śmiercią (i to działając nawet wbrew zdjętemu lękiem, asekuranckiemu Gormanowi), organizować obronę przed Obcymi, a nawet z narażeniem życia ocalić przed śmiercią znalezioną w czasie akcji dziewczynkę Newt. Także ta mała, z pozoru słaba i strachliwa, dziewczynka wykazuje większy od niektórych żołnierzy hart ducha, przeżywając samodzielnie przez wiele dni i dodając innym swym przykładem otuchy. Nie zaniechano także potępienia chciwości. Na przykładzie przedstawiciela firmy, Burke’a, który obiecywał Ripley zniszczenie Obcych, lecz wcześniej poświęcił kolonistów, by posiąść te stwory, a potem usiłował przemycić na Ziemię owe „warte miliony” organizmy (nawet gdyby przemyt wiązał się z zarażeniem innej osoby owym pasożytem i uśmierceniem świadków) widać wyraźnie, iż nieopanowania żądza bogactw prowadzi do łamania obietnic, lekceważenia prawa, deptania ludzkiego życia i stanowi zjawisko szczególnie godne ubolewania i zwalczania. Warto dodać, iż Ripley powstrzymuje tu samosąd, których chciano na Burke’u dokonać, co wobec bycia przez nią pozytywną bohaterką, ma szansę pełnić rolę wzorca prawidłowego zachowania.   Wersja reżyserska oferuje bardziej rozbudowany wątek, który można uznać za prorodzinny. Jak się dowiadujemy, podczas kilkudziesięciu lat dryfowania Ripley w kosmosie straciła ona zmarłą ze starości córkę. Natomiast rodzina Newt zabita została przez Obcych. W czasie akcji mającej pomóc kolonistom z LV-426 między tymi postaciami nawiązuje się relacja podobna do łączącej matkę i córkę, która pozwala Ripley na złagodzenie poczucia straty, a Newt na ponowne zaznanie opieki i bliskości. Widać tu zatem, że dzieci i rodzice są sobie wzajemnie potrzebni, a ich dobre relacje są dla obu stron bardzo pożyteczne.  Jeśli chodzi o wątpliwe aspekty filmu, to pada tu trochę wulgaryzmów i jeden raczej mało przyzwoity żart. Mamy też scenę, gdy Ripley prosi żołnierza, aby, w razie gdyby mieli ją porwać Obcy, ten zabił ją (na co żołnierz niechętnie przystaje, starając się jednak z drugiej strony wlać w jej serce nadzieję, że unikną tego). Jako coś raczej niekontrowersyjnego pokazano tu służbę kobiet jako komandosów, co może budzić wątpliwości z uwagi na małą zgodność tej pracy z ich naturą. Pamiętać także trzeba, że z uwagi na obecne tu sceny grozy nie jest to film skierowany do dzieci.  Niemniej z pewnością jest on godny polecenia jako ciekawy przykład połączenia kina akcji, science fiction oraz wartościowej moralnej nauki.  Michał Jedynak /.../
  2. Obcy – ósmy pasażer Nostromo

    Leave a Comment Jest rok 2122. Statek kosmiczny Nostromo wraz z rafinerią do przetwarzania wzbogaconej rudy wraca z planety Thedus na Ziemię.  Ma on (nie licząc kota) siedmiu pasażerów poddanych hibernacji na czas podróży. Sterujący nim komputer, „Matka”, otrzymuje sygnał z księżyca LV-426, który zdaje się być wzywaniem pomocy. „Matka” wybudza więc pasażerów, którzy zgodnie z nakazami firmy, dla której pracują mają sprawdzić co jest źródłem sygnału. W odkrytym rozbitym statku jeden z członków załogi zostaje zaatakowany przez przysysającego się do twarzy pasożyta. Tak rozpoczyna się walka załogi o przetrwanie.  Film ten trwale zapisał się w historii kinematografii. Ciężko się temu dziwić. Posłużono się tu bardzo zaawansowanymi jak na czasy jego powstania efektami specjalnymi w niezwykle realistyczny sposób obrazującymi poszczególne pozaziemskie miejsca, używaną w wymyślonej przyszłości technikę czy tytułowego potwora. Sam pomysł na Obcego, odwołującą się do ludzkich fobii kreaturę łączącą w ciekawy sposób wiele cech różnych prawdziwych organizmów, tworzących razem niespotykanie groźnego drapieżnika jest na tyle interesujący, że łatwo zrozumieć późniejszą popularność tego straszydła. Więcej można o tym usłyszeć tutaj: https://youtu.be/YkrSJ8Y0ZXA. Akcja filmu nie spieszy się, a jednak bezustannie trzyma w napięciu. Scenarzyści mistrzowsko budują poczucie grozy (i to nie wylewając zbędne hektolitry krwi, a raczej odwołując się do wrodzonego ludzkiego strachu przed nieznanym) oraz atmosferę tajemnicy, jaką owiane są odkryty organizm i plany, które ma wobec niego korporacja, będąca właścicielem Nostromo. Mętna, początkowo ledwo dostrzegalna, intryga otrzymuje tu nieprzewidziane zwieńczenie, zwroty akcji są nieoczywiste, daleko im do bycia banalnymi. Nie da się też nie docenić gry aktorskiej, na czele z występem Sigourney Weaver odgrywającej przekonywająco „ikoniczną” rolę Ellen Ripley, czyli głównej bohaterki łączącej brak brawury, spokój, opanowanie, nawet lekkie wycofanie z wielkim zdecydowaniem i odwagą, które objawiają się, gdy są potrzebne.  Jeśli chodzi o moralną stronę tego dzieła, to na docenienie zasługuje przede wszystkim potępienie grzesznego dążenia do sukcesu za wszelką cenę, chciwości i instrumentalnego traktowania ludzi. W odpychający sposób zaprezentowano tu bezwzględne postępowanie firmy, która chcąc zdobyć Obcego, zapewne jako broń, która byłaby potem jednym z jej towarów, pozwoliła na śmierć kilku swych pracowników, świadomie utrzymując ich w niewiedzy co do ryzyka związanego ze zbliżaniem się do potwora oraz nakazując robotowi, zdrajcy załogi Ashowi wpuszczenie go na pokład i utrzymywanie przy życiu. Za jednym zamachem twórcy przestrzegli zatem przed poddawaniem się obsesyjnej żądzy budowania lub utrzymywania swej pozycji na rynku, prezentując skalę zła jakie w imię tych celów ludzie są skłonni popełniać i potwierdzając tym samym biblijną naukę o tym, że „korzeń wszego zła jest chciwość” (por. 1 Tm 6, 10) oraz docenili wartość ludzkiego życia, które, choć nie jest najważniejsze, zajmuje w chrześcijańskiej hierarchii wartości poczesne miejsce. Widać tu wyraźnie, że nie wolno granic moralnych przekraczać „dla wyższych celów”, np. naukowych; przeciwny zgubny pogląd jest niestety nieraz, również w filmach, usprawiedliwiany. Film stanowi też pochwałę opanowania i trzymania się ustanowionych dla dobra ogółu  zasad, które to postawy nie mogą być utożsamiane ze zwykłym wyrachowaniem i przesadnym formalizmem. Najlepiej widać to w scenie, gdy Ripley nie chce wpuścić na pokład członka załogi z jego pasożytem, wiedząc, że powinien on odbyć kwarantannę. Jej przedkładanie rozumu nad emocje i nacisk na zachowanie reguł niebędących per se głupimi, choć może jawiących się w danym momencie jako zbyt sztywne, zostaje w pewien sposób doceniony. Gdyby bowiem nie przeszkodzono jej, to niemal na 100% uniknięto by tragedii. Co godne uwagi Ripley postępowała w tej kwestii słusznie mimo nacisków ze strony swego przełożonego i (ukazanych w wersji reżyserskiej wypuszczonej w 2003 roku) pretensji ze strony innej członkini załogi; pokazuje to, iż warto zachowywać się jak trzeba bez względu na reakcje zwierzchników czy kolegów. Doceniono tutaj odwagę, zaradność w obliczu niebezpieczeństwa oraz, jak się zdaje, umiejętność współdziałania (bohaterowie jednoczą się mimo pewnych zachodzących między nimi sprzeczek i nieporozumień, choć z drugiej strony niewiele to daje, bo ostateczne pokonanie stwora to raczej wyłączna zasługa Ripley).  Jeśli chodzi o wątpliwe elementy to pada tu kilka zauważalnych wulgaryzmów. Nie jest to też film dla dzieci, jako że zawiera sugestywne sceny grozy (na czele ze słynnym „porodem”, podczas którego z ciała ofiary pasożyta wydostaje się Obcy). Wersja reżyserska zawiera też dość wątpliwą scenę, w której Ripley zabija miotaczem ognia swych dogorywających w kryjówce Obcego towarzyszy (na żądanie jednego z nich), by dłużej nie cierpieli. Jest to scena chłodno relacjonująca to zachowanie, od strony czysto formalnej można by ją traktować niczym niewinne relacje z innych nieprawości, np. biblijną wzmiankę o seksie Samsona z prostytutką. Jednak właśnie przez ów chłód relacji, brak jasnej negatywnej oceny moralnej czynu Ripley, nie jest owa scena w sposób absolutny zamknięta na próby nadania jej jakiejś pro-eutanazyjnej interpretacji. Nie stanowią jednak raczej problemu postać i charakter Ellen Ripley jako takie. Wprawdzie jako silna, zaradna, niezależna kobieta bywa ona używana jako ikona feminizmu (znalazła się np. na plakatach Strajku Kobiet), ale z samego dzieła wyłania się po prostu osoba, która skonfrontowana z problemem radzi sobie z nim, przypominając całkiem słusznie, że nawet słabsza z natury niewiasta może niejednokrotnie wyjść z opresji bez cudzej pomocy. Nie znajdziemy tu rewolucjonistki ogarniętej myślą o „wyniszczeniu w akcie dziejowej sprawiedliwości zaplutych karłów patriarchatu” czy „emancypacji kobiet przez wywalczenie pełni praw reprodukcyjnych”.     Podsumowując – starszym widzom polecam zapoznanie się z tym klasykiem, nie tylko z uwagi na kunszt artystyczny twórców, ale także ze względu na dominujące w nim pozytywne przesłanie.  Nie znaczy to jednak, że nie zalecam żadnej ostrożności.  Michał Jedynak /.../
  3. Przedszkolanka (2018)

    Leave a Comment Film opowiada o przedszkolance, Lisie Spinelli, będącej miłośniczką sztuki, a przy tym marzącej o karierze poetki, lecz niemającej potrzebnego do niej talentu. U jednego ze swoich uczniów, Jimmy’ego, odkrywa ona umiejętności, których jej samej brakuje. Spostrzega ona także, że nikt w otoczeniu chłopca (ojciec, opiekunka) nie zauważa jego potencjału. Jej miłość do artystycznej twórczości (czy wręcz obsesja na jej punkcie) sprawia, że, skoro ona sama nie umie pisać dostatecznie pięknych wierszy, postanawia na własną rękę rozwinąć talent ucznia. To jednak prowadzi do bardzo daleko idących skutków. Omawiany film jest bardzo interesującą produkcją z wielowymiarową, kontrowersyjną postacią tytułową na pierwszym planie. Stawia on widzowi ciekawe pytania, na które odpowiedź jest równie trudna co ocena głównej bohaterki i skłania do zastanowienia się nad istotnymi problemami.  Pierwszą z kwestii poruszanych w fabule „Przedszkolanki” jest problem dzieci, które przejawiają określone umiejętności, lecz których najbliższe otoczenie nie robi nic, by mogły je one odpowiednio wykorzystać. Słusznie wskazuje się tu, że takie marnowanie darów, jakimi Bóg raczył niektórych obdarzyć, nie może mieć miejsca. Sugeruje się nie bez racji, iż, aby szansa na rozwinięcie talentów dziecka nie przepadła, potrzeba poświęcać mu czas i uwagę, zapoznawać je z kulturą (co wymaga nieraz oderwania się przez opiekunów od przyziemnych, codziennych zajęć) i nie można traktować go w infantylny sposób oraz zbywać jego dziecięcej twórczości jako jakichś „pioseneczek”. Nieraz bowiem utwory takie mogą być dużo bardziej dojrzałe i wartościowe niż wskazywałby na to wiek ich autora. W tym kontekście postać Lisy, starającej się w kreatywny sposób dotrzeć do Jimmy’ego, pobudzić jego wyobraźnię i zmotywować do rozwijania potencjału, skontrastowana z raczej obojętną wobec jego talentu resztą otoczenia może budzić sympatię i stanowić do pewnego stopnia wzór postępowania. Za plus filmu uznać też można pokazanie negatywnych skutków rozpadu małżeństwa, gdyż zaniedbanie chłopca pod wspomnianym względem wynikało w dużej mierze z rozwodu jego rodziców. Ojciec pracujący na utrzymanie siebie i chłopca nie miał czasu ani możliwości dostrzec jego umiejętności oraz rozwijać ich. Opiekunka traktująca spędzanie czasu z chłopcem zapewne po prostu jako sposób na zarabianie pieniędzy też nie wykazywała w tej dziedzinie inicjatywy. Może gdyby w domu, zamiast zawodowej niani, czekała na chłopca jego matka złączona z nim głębszymi uczuciami, chłopiec odnalazłby wsparcie tam gdzie powinien, to jest w rodzinie? Da się zatem rzec, iż tradycyjnie chrześcijańska moralność przeciwna rozwodom i promująca wzorzec zamężnej kobiety spełniającej w pierwszym rzędzie obowiązki żony i matki zyskuje w tym filmie przynajmniej nieśmiałe i być może niezamierzone, ale jednak wsparcie. Dlaczego jednak Lisa może być dla nas wzorem, jak to wyżej zaznaczono, jedynie do pewnego stopnia? To związane jest z drugą, niemniej istotną, kwestią poruszoną w omawianym dziele. Jest to zaś niebezpieczeństwo uczynienia sobie  z twórczości artystycznej bożka, któremu składa się ofiarę z moralności. Pokusie takiego swoistego bałwochwalstwa ulega właśnie Lisa. O ile można bowiem docenić i pochwalić jej starania o rozwój ucznia, o tyle wiele kroków, jakie w tym celu podejmuje, należy jasno zganić. Krokami zaś tymi są nadmierna ingerencja w prywatne życie Jimmy’ego, bycie zaabsorbowaną jego sprawami do tego stopnia, że w pewnej mierze zaniedbuje ona własną rodzinę (zwłaszcza męża), a w szczególności okłamanie ojca ucznia po to, by chłopiec mógł wziąć udział w wieczorze poetyckim oraz, będące najgorszym ze wszystkich wątpliwych posunięć, uprowadzenie owego dziecka, aby móc mieć je pod stałym nadzorem i wpływać na nie. Choć wpływające na podjęcie tak nieszczęsnej decyzji autentyczna miłość do sztuki i pragnienie, by wyrastały nowe pokolenia artystów, podsycane przez niespełnienie własnych ambicji poetyckich oraz niekompetencję prawowitych opiekunów porwanego, a nadto dobre traktowanie Jimmy’ego przez Lisę po porwaniu pozwalają znaleźć dla tej, jakby nie było, przestępczyni trochę wyrozumiałości, to jednak nie zmienia to faktu, iż czyn taki był drastycznym i niedopuszczalnym przekroczeniem moralnych granic. I na szczęście twórcy nie starają się owego postępowania bohaterki usprawiedliwiać. Momentami portretują ją wręcz jako osobę szaloną bądź będącą na granicy szaleństwa. Pokazują przy tym jak cienka bywa czasem granica między słuszną i piękną, niemal matczyną, troską o innych a jawnym złem i jak łatwo można, nawet mając dobre intencje, ale absolutyzując, ubóstwiając pewne cele, zejść na zgubną drogę krzywdzenia bliźnich.  Innymi godnymi krytyki czynami Lisy, niewątpliwie związanymi z jej pasją albo raczej obsesją jest prezentowanie na kursie poetyckim, na który uczęszczała, spisanych przez siebie wierszy ucznia jako własnych (by choć przez chwilę poczuć się prawdziwą artystką) oraz cudzołóstwo jakie popełnia z prowadzącym ów kurs, zapewne jedynie z wdzięczności za pochwalenie jej za twórczość, którą sobie przypisała (wobec faktu, iż mąż przedszkolanki portretowany jest tu jako normalny człowiek, jak najdalszy od bycia np. domowym tyranem, zdrada owa jawi się jako szczególnie ciężka do jakiegokolwiek usprawiedliwienia).  Dobrze też, że pokazano walkę, jaka w sercu Lisy toczy się między dobrem i złem, uwypuklając prawdę o tym, że człowiek może odwrócić się od swych błędów (mam tu na myśli ostateczne ujawnienie prawdziwego autorstwa przypisanych sobie utworów czy też fakt, że bohaterka mimo popełnienia przestępstwa sama wydatnie przyczynia się do złapania jej przez policję).  Jako zastrzeżenia do tego filmu zgłosić wypada zbyt może śmiałe miejscami (ale nie tak plastyczne jak w zapewne wielu produkcjach) prezentowanie pieszczot małżonków oraz osób popełniających wspomniane cudzołóstwo (choć szczęśliwie nie pokazuje się tu samego obcowania płciowego) oraz pewną niezbyt wielką dawkę niepotrzebnej raczej nagości. Dałoby się bez tych rzeczy obyć bez szkody dla fabuły.  Jako całość jednak „Przedszkolanka” jawi się jako dzieło dające do myślenia, prezentujące właściwe moralnie wnioski i z tego powodu godne polecenia Czytelnikom.  Michał Jedynak /.../
  4. Ostatni dom po lewej

    Leave a Comment

    Film opowiada o dramtycznych losach fikcyjnego małżeństwa Collingwoodów i ich córki, Mari. Wybierają się oni na wakacje do swego drugiego domu na prowincji. Mari bierze od rodziców samochód, aby wybrać się do swej pracującej nieopodal przyjaciółki, Paige. Dziewczęta spotykają chłopaka, Justina, który proponuje Paige, iż poczętuje je marihuaną. Ta trójka idzie do miejsca tymczasowego pobytu chłopaka, gdzie ma „spędzić miło czas” przy trawce. Niestety do owego domu wraca nieoczekiwanie ojciec Justina oraz dwoje jego kompanów – są to poszukiwani przez policję bandyci, którzy nie zawahają się przed niczym, aby uciszyć niewygodnych świadków. Dziewczyny zostają więc uprowadzone, Paige ginie, a Mari zostaje zgwałcona i ciężko zraniona. Samochód przestępców ulega jednak wypadkowi, a oni sami wobec braku innego wyjścia pukają do napotkanego domu i proszą o pomoc. Na ich nieszczęście okazuje się być to dom rodziców Mari.

    Film ten ma pewne zalety. Jedną z nich jest przestrzeganie ludzi, zwłaszcza młodych, aby nie obdarzali zbytnim zaufaniem ledwo poznanych osób, zwłaszcza, gdy ci proponują im tak podejrzane działania jak zażywanie narkotyków. Tego typu kontakty mogą bowiem prowadzić do zetknięcia się z niezbyt ciekawymi ludźmi, jeśli nie wprost z zawodowymi kryminalistami. W osobie Mari otrzymujemy przynajmniej lekką przeciwwagę dla lekkomyślnej Paige, chętnie idącej do domu Justina. Córka państwa Colingwoodów ostrzega bowiem swą koleżankę przed podejmowaniem nierozważnych kroków. Jest ona bardziej świadoma niebezpieczeństw związanych z kontaktem z narkotykami i preferuje zdrowe rozrywki, takie jak sport.

    Inną zaletą jest pokazanie, że człowiek nie jest w stu procentach zdeterminowany w swych działaniach przez środowisko w jakim żyje. Justin wychowujący się z ojcem kryminalistą i jego równie zdeprawowanymi kompanami ma mimo wszystko opory przed krzywdzeniem porwanych dziewcząt (do czego namawia go ojciec). Ostatecznie wybiera on dobro, informuje rodziców Mari o jej losie, a nawet walczy przeciw ojcu w obronie Collingwoodów.

    Za plus można uznać też to, iż rodzina, do której należą pozytywne postacie, pokazana jest jako wzajemnie kochająca się i odważnie niosąca sobie pomoc w obliczu zagrożenia.

    Jednak film ten jako całość jest nader wątpliwy. Po pierwsze zawiera on wiele obrazowych scen szokującej, momentami wręcz ekstremalnej przemocy. Mamy tu więc scenę brutalnego zgwałcenia, długie i krwawe walki, wymyślnie pokazane zabójstwa, zarówno w wykonaniu czarnych charakterów, jak też bohaterów pozytywnych. Co do tych ostatnich czynów, to przynajmniej część z nich mieści się w obronie koniecznej lub przekracza jej granice nieznacznie. Jednak ostatnia scena ukazuje już typową prywatną zemstę jakiej dopuszcza się ojciec Mari na jej gwałcicielu i niedoszłym zabójcy, Krugu. Mężczyzna zabija go w okrutny sposób, mimo, iż przestępca jest sparaliżowany (w wyniku urazu doznanego w walce) i nie stanowi w tej chwili zagrożenia. Jest to ukazane bez żadnego negatywnego komentarza, więc istnieje duże ryzyko, że uprzednie bestialskie zachowanie tego bandyty będzie tu rodzić sympatię dla brania sprawiedliwości we własne ręce. Poza tym tak dosadne pokazywanie na ekranie przemocy, jak to, które ma miejsce w omawianym filmie, jest bardzo wątpliwe, nawet jeśli chodzi o moralnie dozwoloną obronę przed niesprawiedliwą napaścią.

    Inną wadą filmu jest dość pozytywne pokazanie jak żona pana Collingwooda, Emma, w pewnym momencie, aby odwrócić uwagę jednego z przestępców od znajdującego się w jej domu zdjęcia na którym jest jej córka (nie chce być przez bandytę rozpoznana jako matka ofiary, bo mogłaby zostać zabita), niedwuznacznie sugeruje mu chęć dokonania z nim cudzołóstwa. Nie ma ona takiego zamiaru, ale podobne zachowanie jest nieakceptowalne jako kłamstwo, nadto takie, które wzbudza w owym przestępcy nadzieję na ów ciężki grzech; pani Emma poważnie szkodzi więc duszy swego jakby nie było bliźniego i nie jest to poddane krytyce.

    Podsumowując, film ten nie wydaje się być godnym polecenia, gdyż przychylność dla prywatnej zemsty, wyraźnie szkodliwych odmian kłamstwa oraz ogrom ukazanej tu przemocy przesłaniają jego zalety.

    Michał Jedynak /.../

  5. Arktyka

    Leave a Comment

    Film opowiada historię pilota, którego samolot rozbił się na Arktyce. Stara się on przetrwać, łowi ryby, zostawia znaki dla ludzi poszukujących go (np. rysuje na śniegu wielkie litery – SOS). W pewnej chwili odnajduje go załoga przelatującego helikoptera. Kiedy główny bohater już myśli, iż zostanie uratowany, maszyna rozbija się, a jedyną ocalałą z katastrofy okazuje się być ciężko ranna kobieta.

    Dzieło to zasługuje na pochwałę, gdyż przy zastosowaniu bardzo oszczędnych środków, niemniej w nadzwyczaj przekonujący sposób prezentuje dwie właściwe postawy ludzkie – naturalną dążność do zachowania swego życia, jak też posuniętą do heroizmu służbę bliźniemu. Co do pierwszej to widać ją w działaniach głównego bohatera, który nie załamuje się, stara się znaleźć sposób przetrwania w ekstremalnych warunkach i powrócić do domu. Co prawda człowiek ma obowiązek w pewnych sytuacjach zrezygnować z życia doczesnego i przyjąć śmierć (zwłaszcza w sytuacji, gdy jedyną alternatywą jest popełnienie grzechu), jednak generalnie powinien on troszczyć się o swe życie i zdrowie, których nie jest właścicielem, lecz które Bóg mu jedynie użyczył, aby ten mógł Mu dobrze służyć. Błogosławiona Aniela Salawa zwracała się do Pana słowami: „żyję, bo każesz, umrę kiedy zechcesz”. Nie jest zatem niczym chwalebnym szukanie śmierci lub wystawianie się nań dla błahych powodów, przeciwnie – to poważna nieprawość. Dobrze więc, że twórcy nie zanurzyli nas tym razem w otchłań nihilizmu i zwątpienia zwieńczonych samobójstwem, ale pokazali historię człowieka, który stara się obronić Boży dar, jakim jest jego życie.

    Inną, jeszcze ważniejszą, zaletą filmu jest ukazanie, iż nawet w niezwykle ciężkich okolicznościach można zdobyć się na okazanie bliźniemu pomocy, życzliwości i wsparcia. Pilot bowiem nie skupia się jedynie na sobie, nie daje się ponieść egoizmowi (który mógłby przecież uzasadniać swym krytycznym położeniem), lecz poświęca wielką część swej energii na opatrzenie, nakarmienie, napojenie, transport, a nadto pocieszenie wspomnianej ciężko rannej niewiasty. Nie zostawia jej, choć po ludzku jest ona dlań tylko balastem. Chrześcijańskie z ducha umiłowanie drugiego człowieka lśni w tym dziele jasnym blaskiem.

    Ważne też, że nie ma tu scen seksu, nagości, obsceniczności, antychrześcijańskich i heretyckich aluzji, a groza (np. atak niedźwiedzia polarnego na bohaterów) ukazywana jest w bardzo stonowany jak na taką tematykę filmu sposób. Za plus można uznać także wyraźnie zasugerowany, okupiony cierpieniem i wysiłkiem, ale jednak happy end w postaci dotarcia pilota i będącej z nim kobiety do celu. Wadą jest niewielka ilość nieprzyzwoitego języka, o tyle zapadająca w pamięć, że wobec początkowej samotności głównego bohatera, jak również późniejszej nieprzytomności jego towarzyszki dialogi są tu bardzo skąpe.

    Niemniej serdecznie polecam film „Arktyka” jak bardzo udane pod względem artystycznym i moralnym dzieło.

    Michał Jedynak /.../