Tag Archive: Leonardo DiCaprio

  1. Czas krwawego księżyca

    Leave a Comment Film ten został oparty na prawdziwej historii indiańskiego plemienia Osagów, którego członkowie przed 100 laty w wyniku odkrycia na ich terenach bogatych złóż ropy naftowej, stali się jednymi z najbogatszych mieszkańców USA. Niestety fakt ten poskutkował serią mniej lub bardziej tajemniczych śmierci Osagów, za którymi stała szajka Białych ludzi, którzy w ten sposób chcieli przejąć prawa do wydobywania ropy na ich ziemiach. W filmie zostaje to pokazane na przykładzie działań Williama Hale i Ernesta Burkharta (wuja i siostrzeńca) opracowujących oraz wdrażających plan nabycia 13 indywidualnych praw do wydobywania ropy (oczywiście za pomocą morderstw popełnianych na Osagach). Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ten może, w ostateczności, być przez nas oceniony na najniższą z pozytywnych ocen, a więc „+1”. Jego reżyser zmarnował bowiem szansę na pokazanie w sposób wyrazisty tradycyjnego motywu walki dobra ze złem, gdyż koncentrując się w nim na działaniach złych postaci, jedynie na marginesie pokazał tych, których można by nazwać mianem „dobrych gości” (w tym wypadku agentów FBI). A przecież tematyka tej produkcji mogła być w łatwy sposób wykorzystana do wręcz przeciwnego rozłożenia akcentów, a więc ukazania obrazu, w którym uwaga widzów jest skupiona na działaniu tych dobrych bohaterów. Poza tym, o ile ktoś może rzec, iż „Czas krwawego księżyca” stanowi swego rodzaju ostrzeżenie przed wadą chciwości, to z drugiej strony można się zastanawiać, czy aby twórca tego filmu (Martin Scorsese) nie ma jakiejś obsesji na punkcie pokazywania właśnie złych moralnie ludzi? Wspomnijmy choćby o takich jego filmach jak „Wilk z Wal Street”, „Irlandczyk”, „Kasyno”, „Chłopcy z Ferajny” – wszystkie one skoncentrowane są na niemoralności, przestępczości i korupcji. Ostatecznie jednak dajemy nowemu filmowi Scorsese notę „+1”, gdyż, jakby nie patrzeć zło zostaje w nim ukarane, jakieś dobre postacie tam występują, a i ostrzeżenia przed chciwością można się w nim doszukać. Historia będąca podstawą do jego nakręcania dawała jednak potencjał do nakręcenia obrazu, o znacznie jaśniejszym i bardziej pozytywnym moralnie przesłaniu. Mirosław Salwowski Grafika dołączona została do powyższego tekstu za następującymi witrynami internetowymi:https://www.filmweb.pl/film/Czas+krwawego+ksi%C4%99%C5%BCyca-2023-805204 https://www.newsweek.pl/historia/czas-krwawego-ksiezyca-prawdziwa-historia/4gjfsl1 /.../
  2. Django

    Leave a Comment

    Opowieść o tytułowym Django, czarnym niewolniku z południa USA, który pewnego dnia zostaje uwolniony z rąk handlarzy ludźmi przez Schultza, niemieckiego łowcę nagród. Ów proponuje Django, by  wraz z nim zajął się tropieniem wyjętych spod prawa.  Schultz pomaga też niewolnikowi odnaleźć  żonę, która została wcześniej sprzedana na inną  plantację.

    Krytycy filmowi  zwykli chwalić twórczość Quentina Tarantino. Wyjątkiem od tego nie jest też „Django”, który dostał wiele pozytywnych ocen m.in. za pokazywanie brutalnej rzeczywistości niewolnictwa na amerykańskim Południu USA. Można jednak zapytać, czy owa okoliczność przesądza o moralnej wartości tego filmu? Naszym zdaniem – nie. Oczywiście, niewolnictwo w większości swych historycznie istniejących form było zdecydowanie złe i niemoralne, jednak w naszym kręgu kulturowym współcześnie niemal nikt nie odważy się jawnie tego kwestionować. Nie potrzeba więc mieć zbyt wiele cywilnej odwagi, by mówić czy wskazywać na zło niewolnictwa.  Nie znaczy to rzecz jasna, że filmy, które owe zło nam uwypuklają nie mają żadnej wartości. Sami wszak na tym portalu, chwaliliśmy i polecaliśmy kilka z produkcji filmowych temu poświęconych (np. „Głos wolności”, „Chata wuja Toma”, „Amistad”). Warto o tym przypominać, choćby dlatego, by pokazywać ludziom, iż różne przejawy niemoralności i niesprawiedliwości cieszyły się niegdyś poważaniem, uznawane za normalne i pożądane przez większość ludzi – a skoro działo się tak kiedyś, to może i być tak dziś, tyle że w odniesieniu do innych rzeczy.

    Jak jednak ktoś to już trzeźwo zauważył, przesłanie piętnujące niewolnictwo w „Django” jest zalane przez morze krwi. I jak to już stało się tradycją dla filmów Tarantino pokazana przemoc jest ujęta tak, by widz mógł się w niej rozsmakować i nią upajać.  Sceny walk i brutalności są tu wszak długie, wymyślne, przekraczające kolejne granice, w jakich takie rzeczy były pokazywane dotychczas w kinie. Ponadto, obrazy, w których pokazany został tu przelew krwi, wydają się być tak naprawdę mało realistyczne. Dodajmy jeszcze, że nastrój grozy nieraz ściśle miesza się tu z atmosferą żartu i humoru.  Tym bardziej więc powstaje pytanie o cel owych scen. Czy było nim tylko pokazanie brutalnych aspektów rzeczywistości, czy jednak też ekscytowanie za ich pomocą widza? Na pochwałę nie zasługuje tu też obfitość wulgarnej mowy.

    To jednak nie koniec moralnych i światopoglądowych kontrowersji, które rodzi ów film. Trudno bowiem nie zauważyć, iż tytułowy Django, mści się na białych ludziach, zabijając ich niemalże „hurtowo”, bez zastanowienia, a także w sytuacjach, gdy czyn ten nie jest już wcale obroną siebie lub innych (np. zadaje śmierć siostrze wcześniej zabitego plantatora mimo, że ta nie ma broni i nikogo nie atakuje). Tymczasem, Pismo święte mówi: „(…) nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście [Bożej]! Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta. Ja wymierzę zapłatę” (Rzym. 12, 19). Czym innym jest obrona siebie i innych przed poważnym niebezpieczeństwem dla życia i zdrowia, a czym innym jest przysłowiowe „branie sprawiedliwości we własne ręce” (do wymierzania kar złoczyńcom są upoważnione przez Boga odpowiednie urzędy, a nie poszczególni ludzie działające ze swej prywatnej inicjatywy).  Niestety, w tym filmie, różnica pomiędzy obroną a zemstą została mocno zatarta.

    Poza tym, o ile niewolnictwo na południu USA miało rzeczywiście wiele swych złych moralnie aspektów, to Tarantino wydaje się w  swym filmie wyolbrzymiać jego nieprawość. Chodzi mianowicie o pokazane w nim walki na śmierć i życie w wykonaniu czarnych niewolników, które to miały być urządzane z polecenia i ku uciesze ich właścicieli.  Tymczasem, historycy wypowiadający się na ów temat wyrażają poważną wątpliwość, czy istnieją dowody na istnienie takiego zwyczaju w owym czasie, sugerując, że jeśli coś takiego miało miejsce to raczej na zasadzie wyjątku niż normy.

    Podsumowując – dobrze, że Tarantino nakręcił film o złu tkwiącym w amerykańskiej wersji niewolnictwa, ale źle, iż wykorzystał tę okoliczność, by cieszyć widzów obrazami rozpryskującej się na wszystkie strony krwi, darzyć ich potokiem obrzydliwej, wulgarnej mowy oraz w sposób dwuznaczny przedstawiać zemstę. Mimo to mamy nadzieję, że wreszcie kiedyś będziemy mogli na tym portalu pochwalić jakiś z filmów w jego reżyserii.

    /.../