Tag Archive: komedia z buddyjskimi demonami

  1. Złote dziecko

    Leave a Comment Gdzieś w Tybecie, w starym buddyjskim klasztorze, pod opieką mnichów żyje Złote Dziecko, od którego zależą losy świata. Pewnego dnia na klasztor napadają wojownicy Zła pod wodzą demona Sardo Numspy, który następnie więzi chłopca w klatce i próbuje zmusić do spożycia ludzkiej krwi, gdyż by go zabić, musi go wpierw uczynić „nieczystym”. Krew, którą Numspa chce nakarmić Złote Dziecko pochodzi od zaginionej (i zamordowanej) dziewczynki, której poszukiwaniem zajmuje się główny bohater filmu, mieszkający w Los Angeles, Chandler Jarrell. Stąd też Chandler znajdzie się wkrótce nie tylko w centrum zainteresowania Sił Zła, które porwały Złote Dziecko, ale także tych, którym zależy na jego uwolnieniu. Pośród tych drugich na pierwszy plan wysuwa się młoda Tybetanka, Kee Nang, która twierdzi, że Jarrell jest przepowiedzianym przez starożytną wyrocznię Wybrańcem, a jego przeznaczeniem jest ocalić Złote Dziecko. Z początku mężczyzna uważa, że dziewczyna jest niespełna rozumu, jednak pod wpływem jej perswazji i dalszego rozwoju wypadków szybko zmienia zdanie i daje się przekonać do udziału w poszukiwaniach i ratowaniu owego cudownego dziecięcia. Film ten może się wydawać niczym więcej jak lekką i naiwną rozrywką dla nastolatków. Jego istotą jest jednak promowanie pogańskiej religii, którą jest buddyzm i związanych z nią różnych fałszywych przekonań, niebezpiecznych duchowo praktyk i zabobonów.  Mamy tu więc np. pozytywne odniesienia do reinkarnacji, dążenia do stanu nirwany czy do medytacji transcendentnej, a nade wszystko do spopularyzowanej przez New Age koncepcji awatarów, czyli wyższych bytów (zwykle bóstw), które raz na jakichś czas mają wcielać się w niższe (zwykle ludzi) dla dobra ludzkości w celu przywracania ładu na ziemi. Te niezwykłe jednostki wcielają się więc w ludzką postać, by odegrać na ziemi jakąś wyjątkową zbawczą rolę. Nietrudno w tej koncepcji rozpoznać szatańską podróbkę wcielenia i misji jedynego prawdziwego Zbawiciela ludzkości – Jezusa Chrystusa. Na domiar złego buddyzm jest tu prezentowany w swojej chyba najgorszej postaci, to znaczy w odmianie tybetańskiej, która charakteryzuje się, między innymi, silnym nasyceniem okultystyczną mistyką. W filmie tym znajduje to głównie wyraz w dużej reprezentacji świata demonów, które zmagają się tu z „Siłami Dobra” i mają realne szanse, by ostatecznie zwyciężyć (co jest w jaskrawej sprzeczności nie tylko z twierdzeniami chrześcijaństwa, ale też innych religii monoteistycznych, w których demony jako byty upadłe walczą przeciw Bogu, ale bez szans na ostateczne zwycięstwo). Takie wyniesienie pozycji demonów jest niewątpliwie cechą okultystycznej duchowości. To mroczne oblicze tybetańskiego buddyzmu po stronie „Sił Dobra” znajduje tu też wyraźne odzwierciedlenie w postaci mistrza jednego z tybetańskich zakonów, który najwyraźniej posiada czarnoksięskie moce, gdyż potrafi np. bez trudu zniknąć czy zamienić się w zwierze. Nadto film ten prezentuje również pewne negatywne wzorce również w innych aspektach. Chodzi tu zwłaszcza o postać głównego bohatera, który od początku stara się uwieść Kee Nang (co mu się zresztą udaje), nadto lubi nieprzyzwoite żarty i aluzje (nawet odnośnie do sodomii). Oczywiście film ten ma też pewne moralne zalety, które łagodzą nieco jego negatywną ocenę. Chodzi tu głównie o fakt, że, jakby na to nie patrzeć, cała akcja obraca się tu wokół ratowania dziecka przez dorosłych, przy czym narażają oni własne życie. Nadto główny bohater od początku jawi się nam jako osoba szczerze zainteresowana dobrem dzieci (nie tylko tych „złotych” ale też zwyczajnych). Swoją pracę wykonuje on więc z dużym zaangażowaniem. Pewnym plusem filmu jest też to, że niezbyt czysty wątek romansowy przeradza się tu w miłosny, który zmierza do małżeństwa pary Chandlera i Kee. Jednakże te plusy nie są w stanie zrównoważyć negatywnego wpływu, jaki może mieć na umysły młodych ludzi podawanie im lekkiej i zjadliwej trucizny fałszywej religii. To, że forma tego filmu jest dość płytka i raczej niskich lotów nie znaczy jeszcze, że jest pozbawiona pewnej skuteczności, wszak miliony kiepskich produktów sprzedają się właśnie dzięki takim reklamom. Marzena Salwowska /.../