Tag Archive: kino familijne

  1. Biegnij i zwyciężaj

    Leave a Comment Film ten opowiada o trenerze sportowym Johnie Harrisie, który, po tym jak jego rodzinne miasto opuszcza setki rodzin (a co się z tym wiąże również część jego dotychczasowych uczniów), musi zmierzyć się z rozmaitymi problemami tak osobistymi, jak i zawodowymi. John czuje się tym wszystkim sfrustrowany, jednak pojawienie się w jego życiu młodej, obiecującej zawodniczki, która przy tym także zmaga się z własnymi problemami, skłania go do ponownej refleksji nad swym życiem. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ten należy pochwalić i docenić za stricte chrześcijańskie oraz ewangelizacyjne przesłanie, w którym akcent zostaje położony na pokazywanie wartości osobistego nawrócenia, modlitwy, wiary w Pana Jezusa, przebaczenia swym krzywdzicielom oraz próby naprawiania wyrządzanego przez siebie zła. W sposób przekonujący została tu również pokazana waga silnych więzów rodzinnych, a konkretnie ich braku, gdyż na przykładzie opuszczonej przez ojca dziewczynki widzimy jakie szkody przyniosło to dla jej życia. W obrazie tym nie ma także krwawej przemocy, seksu, wulgarnej mowy czy obsceniczności co czyni go dodatkowo zdatnym do oglądania w szerokim gronie rodzinnym. Warto przy tym zauważyć, iż te dobre oraz budujące treści zostały w tej produkcji połączone z dość dużym jej artystycznym poziomem, co nie zawsze jest oczywiste dla filmów o tematyce chrześcijańskiej. Z zastrzeżeń, jakie można wysunąć pod adresem omawianego filmu, odnosimy to, że w niektórych miejscach wydaje się on sugerować błąd o pewności wiecznego zbawienia w odniesieniu do tych osób, które przynajmniej raz w swym życiu szczerze nawróciły się do Chrystusa. Ponadto, pokazywane tu stroje sportowe uprawiających biegi dziewcząt wydają się jednak zbyt nieskromne, nawet jeśli bierze się pod uwagę kontekst takiego zajęcia, który prawdopodobnie może częściowo usprawiedliwiać zakładanie krótszych niż w wielu innych sytuacjach życiowych ubiorów. Zastrzegam przy tym, iż nie chodzi bynajmniej o to, bym oglądając takie sceny, czuł się osobiście kuszony np. do nieczystych myśli (gdyż nie czułem się do nich w ten sposób prowokowany) nie mniej jednak dałoby się pogodzić choćby i zawodowe bieganie z nieco dłuższymi strojami przy tym używanymi, a ponadto można uznać za dość prawdopodobne, że bardziej bezpośredni widok takiego odzienia jest dla zwłaszcza młodych chłopców i mężczyzn dość niebezpieczny. Mirosław Salwowski /.../
  2. Opowieść wigilijna (1984)

    Leave a Comment

    Przypowieść ta rozpoczyna się pewnej wigilijnej nocy w wiktoriańskim Londynie. Jej bohaterem jest Ebenezer Scrooge – bardzo zamożny człowiek interesu, zadufany w swoim bogactwie, skąpy do granic absurdu dla innych i samego siebie, nieczuły na ludzkie potrzeby i uczucia. Scrooge uważa Święta Bożego Narodzenia za „głupstwo” i bezsensowny przestój w interesach. Od lat nie obchodzi więc on Świąt Bożego Narodzenia, spędzając je, jak każdy inny dzień, w samotności. Tym razem jednak, Scrooga odwiedza niespodziewany gość -Marley, jego zmarły przed siedmioma laty wspólnik, który teraz jest potępieńcem, skutym przygotowanym sobie za życia łańcuchem. Co uważniejszych czytelników pragnę uspokoić, że Marley na chwilę przekracza normalnie nieprzekraczalną granicę pomiędzy żywymi i zmarłymi wyraźnie z woli Bożej, nie zaś jako rodzaj „błądzącego ducha”, i tylko po to, aby z Bożego rozkazu ostrzec Ebenezera przed podobnym losem. Marley odchodząc zapowiada, że Scrooga odwiedzą jeszcze trzy inne duchy, uosabiające jego przeszłe, teraźniejsze i przyszłe Święta Bożego Narodzenia. Dzięki tym niezwykłym odwiedzinom Ebenezer będzie miał okazję dowiedzieć się wiele o sobie samym, o bliźnich, którymi tak pogardza, dostanie też okazję by radykalnie zmienić swoje życie.

    „Opowieść wigilijna” jest zapewne dobrze znana większości naszych czytelników, czy to z książkowego pierwowzoru Charlesa Dickensa , czy z jednej z jego licznych ekranizacji. Dziś chcemy zachęcić do pierwszego bądź ponownego zapoznania się z telewizyjną wersją tego opowiadania z 1984 r. Ta klasyczna przypowieść jest istną „kopalnią” tradycyjnie chrześcijańskich wartości. Z tego bogactwa zwróćmy uwagę na kilka najważniejszych:

    – nadzieja na to że nawet stary i zatwardziały grzesznik może się zmienić dzięki Bożej łasce

    – przypomnienie, że wszyscy kiedyś umrzemy i będziemy musieli zdać sprawę ze swojego życia

    – wyraźne napomnienie o możliwości wiecznego potępienia

    – zwrócenie uwagi na to jak ważny w oczach Boga jest nasz stosunek do bliźnich

    – przestroga przed hołdowaniem bożkom takim jak pieniądz czy praca

    – ukazanie prawidłowo funkcjonujących rodzin, które swoją siłę, jedność i wzajemną miłość zawdzięczają wierze w prawdziwość Ewangelii

    – uwypuklenie w bardzo pozytywnym świetle takich pobożnych praktyk jak: wspólna modlitwa przed posiłkiem, czy rodzinne błogosławienie pracodawcy głowy domu (w tym wypadku złego i niesprawiedliwego pracodawcy)

    – cierpliwe znoszenie, z pogodą ducha pewnych niesprawiedliwości i przykrości w doczesnym życiu

    – wyraziste ukazanie jak skąpstwo wyniszcza serce człowieka, przywodzące na myśl słowa z Mądrości Syracha : „Dla człowieka skąpego bogactwa nie są dobrem, a sknerze na co pieniądze?Ten, który gromadzi od ust sobie odejmując, dla innych gromadzi, a z jego dostatków inni wystawnie żyć będą. Kto jest zły dla siebie, czyż będzie dobry dla innych? – nie ucieszy się on swoimi pieniędzmi. Nie ma gorszego człowieka niż ten, który jest sknerą dla siebie samego… ” (tamże: 14, 3-6).

    Mankamentem tej produkcji jest jedynie pewne przesunięcie akcentów z prawdziwej istoty Świąt Bożego Narodzenia na czasami dość niejasno pojmowaną miłość do bliźniego. Początkowo pada tu nawet parę humanistycznych frazesów na temat „miłości do rodzaju ludzkiego”, później na szczęście rzecz idzie w kierunku rzeczywistej miłości bliźniego, rozumianej w tradycyjnie chrześcijański sposób jako postawa wobec konkretnego człowieka, a nie jako jakaś niejasna, mglista idea. Brak tu trochę wyraźnego stwierdzenia, że w dniach tych świętujemy narodziny Jezusa Chrystusa, który dla naszego dobra zgodził się stać prawdziwym człowiekiem. Może to martwić szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy ze Świąt Bożego Narodzenia coraz częściej próbuje się robić jakieś nieokreślone obchody końca roku, zapominając, że celebrujemy (choć z umowną datą) urodziny konkretnej Osoby.

    Tym niemniej gorąco polecamy opowieść wigilijną, jaką pełną nadziei i optymizmu klasyczną przypowieść o wielkiej przemianie serca zatwardziałego grzesznika.

    Marzena Salwowska

    /.../

  3. Noc w muzeum

    Leave a Comment

    Główny bohater filmu Larry Daley to rozwiedziony ojciec, który musi walczyć o szacunek swojego kilkuletniego syna, rywalizując z obwieszonym elektronicznymi gadżetami brokerem, „chłopakiem” swojej byłej żony. Szanse w tym starciu ma niewielkie, gdyż sam jest wiecznie niedocenianym wynalazcą bez grosza przy duszy, który co chwilę zmienia pracę i miejsce zamieszkania. Pewnego dnia postanawia jednak ustatkować się dla dobra syna. Znajduje więc niezbyt prestiżową, ale stabilną i spokojną (z pozoru) pracę nocnego stróża w Muzeum Historii Naturalnej. Nie jest jednak gotów na wyzwania, które czekają na niego w miejscu, gdzie określenie „żywe muzeum” należy traktować zupełnie dosłownie …

    Film ten, z uwzględnieniem pewnych zastrzeżeń, o których mowa później, uznać można za moralnie budujący. Jest tu bowiem pokazana pozytywna przemiana głównego bohatera z człowieka bujającego w chmurach i łatwo poddającego się w obliczu trudności w odpowiedzialnego, wytrwałego i walecznego mężczyznę. Zaletą filmu jest też przypomnienie ojcom, jak ważne jest dla synów, by mogli być z nich dumni. Kolejnym atutem tego obrazu jest też pokazanie wartości wspólnej walki w słusznej sprawie (z wątkiem pogodzenia się i przyjaźni dotychczasowych wrogów). Niewątpliwą zaletą filmu, zwłaszcza dla dzieci i młodzieży, jest też ożywienie historii przez ciekawe i zabawne „wskrzeszenie” postaci z różnych epok. „Noc w muzeum” z pewności może zachęcać młodszych widzów do innego spojrzenia na „zakurzoną” historię.

    Nie bez znaczenia jest też pokazanie w filmie negatywnych skutków rozpadu rodziny. Jak już było wcześniej wspomniane, Larry jest niejako zmuszony rywalizować tu o szacunek swojego własnego syna z obcym człowiekiem. Matka zaś chłopca przenosząc swoje uczucia na nowego mężczyznę ma, chyba nieświadomą, skłonność, by tego „starego” stawiać niżej i w ten sposób podważać jego autorytet w oczach dziecka.

    Ta zaleta filmu niestety w sposób bezpośredni łączy się z jego wadą. Chodzi tu, mianowicie, o pokazywanie rozwodów i „ponownego układania sobie życia” jako rzeczy zupełnie naturalnej i bezdyskusyjnej. Również główny bohater, którego żona żyje w cudzołożnym związku, zaczyna „randkować” z nowo poznaną koleżanką z pracy.

    Inne uzasadnione wątpliwości mogą tu budzić pewne, raczej niewielkie, elementy nawiązujące do magii i pogaństwa. Te jednak wyjęte są całkowicie z realistycznego kontekstu, na dodatek mają charakter całkowicie prześmiewczy. Zdecydowany za to niesmak budzić może użycie imienia Pana Jezusa w charakterze emocjonalnego wykrzyknika (w polskiej wersji językowej, nie wiem, czy problem ten występuje w oryginale).

    Jednakże, jako całość, film stanowić może miłą i użyteczną rozrywkę dla całej rodziny.

    Marzena Salwowska

    /.../

  4. Nowe szaty króla

    Leave a Comment

    Opowieść o Kuzco, młodym, egoistycznym i rozkapryszonym władcy, którego zła kobieta (zwolniona z funkcji królewskiego doradcy Yzma) zamienia przypadkiem (planowała zabić) w lamę. Aby odzyskać swoją ludzką postać i tron Kuzco musi sprzymierzyć się z chłopem o imieniu Pacha, którego, będąc królem, planował wysiedlić wraz z całą wioską, ponieważ upatrzył sobie górę, na której rodzina Pachy zamieszkiwała od pokoleń, na nowy pałac ze wspaniałą  zjeżdżalnią.

    Animacja „Nowe szaty króla”, chociaż jej tytuł wyraźnie kojarzy się ze znaną baśnią Andersena, w rzeczywistości niewiele ma z nią wspólnego. Treść jej za to wykorzystuje popularny w klasycznych baśniach motyw zewnętrznej przemiany człowieka –  który nie będąc dość ludzki – w zwierzę. Taki nieszczęśnik, mógł odzyskać swoją ludzką postać, dopiero kiedy uczłowieczył się wewnątrz.

    Tak też dzieje się i w tej baśni, gdzie Kuzco, zanim przestanie być lamą, przejdzie pozytywną wewnętrzną przemianę. Jest to, oczywiście, bardzo cenny i budujący wychowawczo motyw, który można omawiać z dziećmi po projekcji. Przy okazji warto też zwrócić uwagę na pewne podobieństwo tej baśni z historią króla Nabuchodonozora, przedstawioną w Bożym Słowie (Daniela 4: 26-34). Oczywiście w opowieści o królu Babilonu nie ma zewnętrznej przemiany w jakiegoś czworonoga, ponieważ Biblia zawiera prawdziwe historie, a nie baśnie, jest jednak podobnie owładnięty pychą król, któremu zostaje odebrana władza, po czym żyje on jak zwierze, a po ukorzeniu się w sercu i uznaniu swojej małości powraca do ludzkiego życia i królewskiej godności.

    Kolejną zaletą filmu jest fakt, że Kuzco, aby wyjść z tarapatów, musi zaufać drugiemu człowiekowi, na dodatek takiemu, którego zamierzał skrzywdzić. Wyraźnym pozytywem jest tu postać samego Pachy, który pomaga Kuzco, mimo że nie leży to w jego interesie, wręcz przeciwnie, „zniknięcie” młodego króla rozwiązałoby jego problemy. I czyni to z łagodnością, cierpliwością i lojalnością, pomimo ciągłej wzgardy i niewdzięczności, jaka spotyka go ze strony Kuzca.

    Rodzice pragnący wychowywać swe dzieci w duchu chrześcijańskiej skromności powinni również docenić wybór czarnego charakteru. Uosobieniem zła jest tu bowiem „kobieta światowa” – osoba, mimo zaawansowanego wieku, niezbyt skromnie ubrana, trzepocząca sztucznymi rzęsami, przekonana o swojej wyjątkowości i wyższości, żądna władzy, egoistyczna, złośliwa, próżna i pretensjonalna.

    Myślę, że za spory atut filmu można też uznać fakt, że jego twórcy nie skorzystali z okazji do wprowadzenia doń różnych pogańskich elementów, pomimo że baśń ta dzieje się w bliżej nieokreślonym kraju Ameryki Łacińskiej, w epoce przedkolumbijskiej, a więc byłoby ku temu sporo okazji.

    Jeśli chodzi o negatywne strony filmu to do takich zaliczyć można czasami niezbyt elegancki (chociaż nie wulgarny) język filmu. Rażące jest to zwłaszcza w scenach, kiedy o Yzmie mówi się, że  jest tak stara, że „aż mózg się marszczy”. Takie podejście może sugerować dzieciom, że starość jest czymś godnym pogardy, nie zaś okresem życia, w którym ludziom należy się szczególny szacunek.  Najbardziej może niepokojącym pomysłem twórców filmu wydaje się jednak przedstawienie postaci anioła stróża i diabła kusiciela jednego z bohaterów jako rodzaju drugiego i trzeciego ego tej postaci. A że bohater ten jest tępym osiłkiem, podobną postać przybiera również jego anioł stróż.

    Całość, jednakże, niewątpliwie godna jest polecenia, również jako film dla młodszych dzieci, tym bardziej, że nie ma tu zbyt wielu przerażających scen, a finał jest tak skonstruowany, że zło zostaje wyraźnie ukarane, acz w sposób zabawny i dający nadzieję na poprawę negatywnych postaci.

    Marzena Salwowska

      /.../