Tag Archive: Kevin Costner

  1. Wyatt Earp

    Możliwość komentowania Wyatt Earp została wyłączona Oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść o Wyattcie Earpie, ukazująca jego życie od czasu, gdy  był nastolatkiem, aż do wieku dojrzałego. W filmie tym widzimy zatem, jak nastoletni Wyatt pragnie walczyć w wojnie secesyjnej po stronie Unii, by następnie będąc dwudziestokilkuletnim, przebywającym na tzw. Dzikim Zachodzie, mężczyzną, zakochać się w pewnej młodej damie i ożenić się z nią. Niestety jednak kobieta ta w niedługim czasie po ich ślubie, umiera na tyfus, w skutek czego Wyatt popada w rozpacz, pijaństwo i materialną nędzę.  To z kolei kończy się dla głównego bohatera tym, iż pewnego dnia, nie mając za co pić, napada i bije Bogu ducha winnego, a co więcej gotowego mu pomóc człowieka, by potem ukraść jego konia. Na „Dzikim Zachodzie” w XIX wieku koń był jednak uważany za rzecz niemal konieczną do przetrwania, przez co jego kradzież była karana nawet śmiercią. Gdy więc Wyatt zostaje złapany, grozi mu powieszenie. Ostatecznie jednak skórę  ratuje mu ojciec, który co prawda ze wzgardą dla syna, pomaga jednak Wyattowi uciec z aresztu.  Ów fakt okaże się dla Wyatta okazją do nowego życia, z której  skorzysta, stając się po kilku latach, jednym z szanowanych i cenionych stróżów prawa na „Dzikim Zachodzie”. Gdy zabierałem się do oglądania tego filmu, miałem mniej więcej takie oto nastawienie: „To chyba dobra produkcja. Coś w rodzaju tradycyjnych westernów z jasnym podziałem na dobro i zło, której morałem jest to, iż mimo wielu przeszkód warto postępować przyzwoicie”. Niestety jednak w miarę  zapoznawania się z jego treścią byłem coraz bardziej zawiedziony i zniesmaczony. Początek filmu zapowiadał się owszem obiecująco. Ot, widzimy tu młodego człowieka, wychowanego w normalnej rodzinie, któremu ojciec stara się wszczepić poszanowanie dla prawa i zwykłą ludzką przyzwoitość. Później widzimy, Wyatta jak co prawda bywa w niebezpiecznych dla moralności miejscach (czyli tzw. saloonach), ale potrafi się oprzeć pewnym seksualnym pokusom, gdyż jak mówi „jego serce ma już wybrankę”. I, nawet gdy widzimy go już na samym dnie moralnego upodlenia, gdy ciężko bije i okrada swego niedoszłego dobroczyńcę, to przy tej okazji, słyszymy przynajmniej krytykę grzechu pijaństwa, a co więcej widzimy, do czego ów może doprowadzić. Wreszcie, kiedy patrzymy na Wyatta kilka lat później, gdy jako stateczny obywatel, strzeże prawa i opiera się nieuczciwym propozycjom, to ciągle można mieć nadzieję, iż będzie to utrzymany w tradycyjnym duchu western. Niestety jednak później, jest już tylko gorzej. Wyatt sypia bowiem z kobietą, która nie jest jego żoną, a następnie nawet ją zdradza z inną niewiastą (mimo, że ta pierwsza popada z tego powodu w rozpacz i chce się nawet w związku z tym zabić). Nawet praworządność głównego bohatera ulega ostatecznie poważnemu nadszarpnięciu, gdy w akcie krwawej zemsty zabija mordercę swego brata (co prawda jako jeden z szeryfów miał on moralne i cywilne prawo to uczynić, jednak zrobił to w sposób ewidentnie wykraczający poza granice konieczności i z intencją dokonania prywatnej pomsty). Summa summarum: mamy tu więc mało budującą opowieść o tym, jak człowiek z biegiem lat staje się gorszy. Powie ktoś, że to przecież jeden z bardzo realistycznych i życiowych scenariuszy, niejako „Samo życie”. Pewnie i tak, ale czy aby zadaniem sztuki jest maksymalnie wierne odwzorowywanie otaczającej nas rzeczywistości? Czy aby może słuszniejszym nie jest bardziej tradycyjne spojrzenie na rolę kultury w naszym życiu, wedle którego ma ona nas raczej uwznioślać, dodawać otuchy, wskazywać na ideały i podnosić na duchu? Czy zamiast kolejnych filmów o tym, jakie to życie jest złe, paskudne i do kitu, nie lepiej jest kręcić obrazy o tym, że coś się może udać, z jakiegoś bagna można wyjść i że zło nie zawsze uchodzi płazem? Ta druga opcja też będzie wszak odpowiadać pewnej części rzeczywistości, a przy okazji nie będzie przynajmniej dołować widzów i podświadomie pogrążać w przekonaniu, iż świat jest tak bardzo zły, że  nawet nie ma sensu cokolwiek z tym robić. Ps.  Spodobała Ci się ta recenzja? Przekaż nam choćby symboliczną darowiznę w wysokości 2 złotych. To mniej, niż kosztuje najtańszy z tygodników opinii, a nasze teksty możesz czytać bez żadnych limitów i ograniczeń. Mirosław Salwowski /.../
  2. Nietykalni (1987)

    Możliwość komentowania Nietykalni (1987) została wyłączona Opowieść o agencie FBI, Elliocie Nessie, który z grupą podobnych sobie idealistów wypowiada wojnę Al Capone oraz nielegalnemu handlowi alkoholem (akcja dzieje się w czasie obowiązywania w USA tzw. prohibicji). Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej powyższy film ma następujące mocne punkty i elementy: 1. Jest tu wyraźny podział na dobrych i złych bohaterów. Nie oznacza to wcale, że pozytywne postacie są tu idealizowane, a negatywne demonizowane – tym nie mniej jednak oglądający film widz nie ma wątpliwości po której stronie została usytuowana sympatia twórców. Dobrzy są więc tu stróże prawa, a źli gangsterzy. 2. Pozytywni bohaterowie są tu zarazem idealistami. Oni wierzą w to co robią, pragną walczyć z bezprawiem i są nieprzekupni, będąc gotowi nawet poświęcić swe życie w imię wyznawanych przez siebie wartości i zasad. 3. Są tu pewne sympatyczne odniesienia do Boga, chrześcijaństwa, modlitwy i kościoła. Co najmniej dwóch z pozytywnych bohaterów tego filmu (Elliot Ness i Jim Malone) pokazani zostali w tym obrazie jako wierzący chrześcijanie. 4. Chociaż – o czym szerzej mowa poniżej – pozytywne postaci, same poruszają się na co najmniej na granicy prawa, po to by dorwać groźnych przestępców, nadrzędnym ideałem, w imię którego walczą, jest tu jednak stanie na straży porządku prawnego i tępienie przestępczości. 5. W filmie nie ma nagości, seksu, nieskromności oraz eksponowania wulgarnej mowy, obscenicznych aluzji czy sprośnych dowcipów (jeden raz takowe wychodzą z ust negatywnych postaci, czyli gangsterów). Przemocy jest tu co prawda dość dużo, ale mimo, iż fabuła po części uzasadniałaby jej obecność, to nie ona stanowi większą część pokazanych tu scen, ani też nie wydaje się być pokazana w zbyt szokujący czy ekscytujący sposób. Niestety jednak „Nietykalni” mają też swoje poważne dwuznaczności. Przede wszystkim, wątpliwym rysem na całości tego filmu jest sugestia, iż, aby skutecznie walczyć z przestępczością, należy poruszać się nie tylko po granicy prawa, ale też moralności. W obrazie tym widzimy bowiem zestawienie dwóch postaw – z jednej strony Elliota Nessa, który początkowo chce walczyć z Al Capone z poszanowaniem prawa; z drugiej zaś patrzymy na Jima Malone, który sugeruje daleko idącą bezwzględność w walce z gangsterami. I rozwój fabuły wydaje się przyznawać rację temu drugiemu, tak, że w końcu sam Ness zaczyna ścigać przestępców stosując przy tym nie tylko prawnie, ale również wątpliwe moralnie środki (np. na własną rękę zabija zawodowego mordercę wówczas, gdy ten już mu się poddaje; okłamuje sędziego). Reasumując: film „Nietykalni” wydaje się być zasadniczo dobrym filmem o walce cnoty z występkiem, zawierającym nawet lekkie, ale dostrzegalne elementy pro-chrześcijańskie, którego jednak słuszny przekaz wydatnie osłabiają jego wątpliwe akcenty. Mirosław Salwowski http://kulturadobra.pl/wspieraj-nas/     /.../
  3. 72 godziny

    Możliwość komentowania 72 godziny została wyłączona Ethan Renner to śmiertelnie chory agent CIA, który przed swym zgonem pragnie uporządkować relacje rodzinne ze swą – dotychczas zaniedbywaną przez niego – nastoletnią córką. Kiedy Renner chce się już wycofać ze swego zawodu otrzymuje od przedstawicieli rządu propozycję otrzymania eksperymentalnego leku mogącego przedłużyć mu życie w zamian za zabicie międzynarodowego przemytnika tzw. brudnej bomby. Film „72 godziny” mimo, iż opowiada o jednej z wątpliwych moralnie form zabijania innych ludzi zawiera też w sobie niejeden silny i de facto chrześcijański motyw. Ot choćby, główny bohater okazuje swe serce i miłosierdzie pewnej wielodzietnej, afrykańskiej rodzinie, która pod jego nieobecność zajmuje mieszkanie Ethana w Paryżu. Najmocniejszym punktem tej produkcji jest jednak chyba też jej główny wątek, a więc coś co można nazwać „przyśpieszonym kursem ojcostwa”, który przechodzi Ethan w relacjach ze swą córką. W filmie widzimy bowiem jak główny bohater w ciągu 3 dni krok po kroku przechodzi to, co przez lata staje się zwykle udziałem dobrych ojców. Innymi słowy, Ethan uczy się, jak kochać i chronić swe dziecko. Spokojnie można więc uznać „72 godziny” za obraz wyraźnie pro-rodzinny i propagujący w tym swym wymiarze tradycyjne wartości. Oczywiście spytać można o moralną ocenę zawodowej pracy Rennera, która polegała wszak na – nazwijmy to – „pozasądowym” zabijaniu ludzi uznawanych przez jego rząd i zwierzchników za stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Chodzi mianowicie o to, że wedle katolickiego nauczania moralnego zabijanie złoczyńców jest moralnie usprawiedliwione tylko w trzech wypadkach: na wojnie sprawiedliwej, w ramach kary śmierci orzeczonej przez sąd oraz w obronie koniecznej siebie lub innych. Jest zaś etycznie problematyczne to, czy choćby i zlecane przez rząd skrytobójstwa pewnych złych osób mieszczą się w którejś z tych trzech kategorii. Ta recenzja nie jest miejscem na przeprowadzanie szczegółowych wywodów analizujących ów problem, ale można chyba uznać za dość prawdopodobną tezę, iż niektóre z przypadków skrytobójstw mogą w pewien sposób spełniać te kryteria – np. wówczas, gdy nie da się danej groźnej osoby skutecznie porwać, jej działania stanowią wielkie zagrożenia dla życia tysięcy niewinnych ludzi, a wina takiego człowieka została już wcześniej dokładnie zbadana i rozeznana. A mniej więcej przypadek takiego człowieka na którego „zlecenie” od rządu USA dostaje Ethan Renner został pokazany w filmie „72 godziny”. Poza tym w obrazie tym i tak zostało wyraźnie zasugerowane, iż aktywność zawodowa głównego bohatera jest moralnie zła (co być może jest zbyt surową opinią). Podsumowując, mimo pewnych wątpliwych elementów, główne przesłanie filmu „72 godziny” wydaje się być budujące, pro-rodzinne oraz konserwatywne, jednak lepiej oglądać go z dużą ostrożnością i czujnością. Mirosław Salwowski /.../
  4. Tańczący z wilkami

    Możliwość komentowania Tańczący z wilkami została wyłączona Film ten opowiada historię oficera armii Unii (Johna Dunbara) z czasów wojny secesyjnej, który pragnął popełnić samobójstwo (prowokując żołnierzy Konfederacji do strzelania w niego) lecz paradoksalnie w skutej tej akcji został uznany przez swych dowódców za bohatera (gdyż jego czyn pobudził żołnierzy Unii do zwycięskiego natarcia na oddziały wroga). Dunbar zostaje później wysłany na tereny należące do plemienia Siouxów, gdzie ma utworzyć zręby nowej placówki wojskowej. Tam też główny bohater nawiązuje z biegiem czasu coraz bardziej przyjacielskie relacje z Siouxami, by ostatecznie przejąć ich styl życia, zwyczaje, ożenić się z jedną z członkiń plemienia, a nawet walczyć razem z Indianami przeciw żołnierzom armii USA.   To tyle, jeśli chodzi o krótki opis fabuły tego filmu. Pod względem moralnego i światopoglądowego przesłania jaki on niesie możemy w tym obrazie zaobserwować następujące negatywne i dwuznaczne tendencje: Obraz Siouxów jest tu wręcz idylliczny, zwłaszcza, gdy porówna się go z na ogół chciwymi i zdemoralizowanymi białymi Amerykanami. W takim portretowaniu tego plemienia z jednej strony oraz prawie, że „demonizowaniem” Amerykanów z drugiej można dostrzec wpływ błędnej doktryny „Dobrego dzikusa” wedle której to rozwój kultury i cywilizacji powoduje deprawację człowieka, podczas, gdy utrzymywanie go w stanie naturalnej dzikości i prymitywności służy jednocześnie pielęgnowaniu w nim dobroci oraz szlachetności. Taka koncepcja jest jednak w oczywisty sposób nieprawdziwa choćby gdy bliżej przyjrzymy się historycznej rzeczywistości z jednej strony „ludów dzikich” z drugiej zaś bardziej cywilizowanych. Poza tym wyidealizowany obraz konkretnie Siouxów jest historyczną manipulacją, gdyż ci byli faktycznie znani z okrutnych praktyk i zwyczajów, przez co zyskali sobie przydomek „podrzynaczy gardeł”. Choć w filmie nie ma jawnej polemiki z chrześcijaństwem, to jednak można go uznać za wyrażający sympatię dla pogaństwa. John Dunbar w pewnym momencie pokazany jest rytualnie tańczy wokół ogniska (co było pogańską praktyką), jednak nigdy nie widzimy go, by modlił się do Pana Jezusa, czytał Biblię albo też mówił Indianom o Ewangelii. Mimo, że w obrazie tym złe cechy Amerykanów nie są łączone z ich chrześcijańskimi przekonaniami to minimum wiedzy historycznej wyniesionej ze szkoły podstawowej pozwala widzom na dopowiedzenie sobie schematu: „Dobrzy poganie Siouxowie kontra źli chrześcijańscy Amerykanie”. Co więcej wspomniane wyżej uczestniczenie głównego bohatera w pogańskich obrzędach jest wkomponowane w ukazywany proces duchowego i emocjonalnego jego odrodzenia, co dodatkowo wydaje się podkreślać sympatię dla tych błędnych wierzeń. John Dunbar w jednej ze scen filmu de facto wyrzeka się swego chrześcijańskiego imienia (po polsku „Jan”) i w języku Siouxów przedstawia się przydomkiem, który nadali mu pogańscy Indianie. Choć ilość zawartych tam ujęć seksu i nagości nie jest duża i pozwala przy zaangażowaniu minimum dobrej woli i współpracy z Bożą łaską na ich ominięcie bez szwanku dla zrozumienia całości fabuły, to jednak sposób pokazania tam seksualności również jest co najmniej dwuznaczny. Pomijając już to, że główny bohater, co jest niestety tradycyjne dla ogółu filmów, „nie czeka do ślubu” by fizycznie skonsumować swą miłość z ukochaną, pewien niepokój budzi scena w której indiańskie małżeństwo obcuje ze sobą cieleśnie w namiocie pełnym innych (co prawda w większości śpiących) ludzi. Gdy owa para dostrzega, że John Dunbar nie śpi i widzi co czynią, nie wydaje się tym speszona i kontynuuje dalej. To pogwałcenie intymności małżeńskiej i quasi-ekshibicjonizm w kontekście ogólnie pozytywnego przedstawienia stylu życia Siouxów może być życzliwie odebrane przez widzów, tym bardziej, że nie spotyka się tam z żadnym negatywnym komentarzem. Ps.  Spodobała Ci się ta recenzja? Przekaż nam choćby symboliczną darowiznę w wysokości 2 złotych. To mniej, niż kosztuje najtańszy z tygodników opinii, a nasze teksty możesz czytać bez żadnych limitów i ograniczeń. Numer konta: 22 1140 2004 0000 3402 4023 1523, Mirosław Salwowski /.../