Tag Archive: katolickie recenzje filmów

  1. Śniadanie u Tiffany’ego

    Leave a Comment Do pewnej eleganckiej kamienicy w Nowym Jorku wprowadza się początkujący pisarz Paul Varjak. W miejscu tym szybko zaprzyjaźnia się ze swoją sąsiadką mieszkającą z bezimiennym kotem – uroczą i ekscentryczną Holly Golightly. Młody mężczyzna, mimo że jest utrzymankiem pewnej zamożnej kobiety, szybko ulega urokowi nowo poznanej dziewczyny i pragnie się z nią związać. Ta jednak zdaje się marzyć raczej o poślubieniu któregoś ze swoich licznych bogatych adoratorów … Scenariusz tej może najbardziej rozpoznawalnej i jednej z najciekawszych komedii romantycznych w historii kina oparty został na opowiadaniu Trumana Capote’a z 1958 roku pod tym samym tytułem. Jednakże twórcy filmu na tyle odeszli od pierwowzoru, że produkcję tę można rozpatrywać w zasadzie niezależnie od niego. Film ów pomimo poważnych zastrzeżeń ocenić można pozytywnie, gdyż rozwój głównych bohaterów pod wpływem przyjaźni i miłości prowadzi do tego, że zmieniają się obydwoje na lepsze i przynajmniej po części zrywają ze swoim próżniaczym i niemoralnym życiem. Obraz ten w jakiś sposób pokazuje pozytywny wpływ jaki, zgodnie z Bożym zamysłem, mogą wywierać wzajemnie na siebie zakochany mężczyzna i niewiasta, jeśli nie dominuje w ich relacji egoizm. W przypadku Paula jest to pokazane w prosty i jednoznaczny sposób – zmiana stylu życia jest u niego szybka i oczywista, tak samo jak jego przyjaźń wobec Holy, pragnienie opiekowania się nią i jej dobra. Pod wpływem swojej znajomości z panną Golightly ów młody mężczyzna dość szybko i zdecydowanie porzuca wygodne życie utrzymanka zamężnej kobiety, postanawiając zarabiać na życie w bardziej godziwy sposób. Do pozytywnej zmiany swojego próżniaczego i ryzykownego stylu życia (przez kontakty z półświatkiem dziewczyna ociera się o więzienie) zmierza również Holy, chociaż bardziej niepewną i okrężną drogą. Ta „okrężność” wynika nie tyle z (pozornego raczej) wyrachowania tej bohaterki, co głównie z jej emocjonalnego rozchwiania, rozmaitych lęków i fiksacji. Film więc pokazuje też pozytywną możliwość przełamania takich nawet głęboko zakorzenionych lęków, uprzedzeń czy zranień poprzez decyzję „wyjścia ze swojej klatki”. Jakie są natomiast negatywne aspekty tego filmu? Zacznijmy od bardzo niejasnego przedstawienia sposobu życia i zarobkowania głównej bohaterki. O ile jeśli chodzi o Paula sprawa pokazana jest wprost, to znaczy, jest on utrzymankiem zamożnej kobiety, to kwestia zarobkowania Holy jest mocno zawikłana. Nie wiadomo, czy twórcy filmu „puszczają do widza oko”, czy rzeczywiście sami wierzą, że samotna dziewczyna z ubogiej rodziny jest w stanie utrzymać elegancki apartament w Nowym Jorku z napiwków od adoratorów, które otrzymuje „na toaletę”. Panna Golightly jest tutaj więc rodzajem „amerykańskiej gejszy” (zgodnie ze słowami samego Trumana Capote). Co znaczy właściwie, że trudno określić, czy zajmuje się ona prostytucją, czy jest to coś z pogranicza. Z pewnością nie ma ona określonego „cennika usług” i nie czuje się zobowiązana, by za każdym razem „odwdzięczać się” za napiwki na toaletę czy drogie prezenty, jednakże widz może się domyślać, że Holy potrzebuje też bardziej hojnych i stałych adoratorów, by utrzymać się na takim poziomie, mieszkając w drogiej dzielnicy i urządzając huczne imprezy. Z jednej strony można by powiedzieć, że to dobrze, iż sposób życia panny Golightly został pokazany w tak oględny sposób, z pełną dyskrecją; z drugiej jej nadmiernie wystylizowany wizerunek głównej bohaterki może być pociągający dla młodych i naiwnych dziewczyn, które mogą sądzić, że bogaci mężczyźni będą obsypywać je prezentami i pieniędzmi, nie oczekując od nich prędzej czy później „świadczeń seksualnych.” Poważną i jednoznaczną wadą filmu jest natomiast to, że pokazuje z pewną sympatią, a co najmniej pobłażliwością różne złe zachowania takie jak kradzieże w sklepach („dla sportu”), okazjonalne upijanie się, zakłócanie spokoju sąsiadom, nazbyt poufałe tańce, niezbyt skromne ubiory czy nawet odwiedzanie klubów ze striptizem. Inna rzecz, że takie zachowania są pokazywane raczej bez epatowania nimi i po części jako przejaw pustego i niezbyt chwalebnego życia śmietanki towarzyskiej Nowego Jorku. Z niewątpliwą jednakże sympatią, którą trudno wytłumaczyć, pokazany tu został grzech kradzieży i to na dodatek popełniony dla czczej rozrywki. Podsumowując, film ten pomimo poważniejszych zastrzeżeń, zdaje się prezentować jednak co do głównego wątku pozytywne moralnie przesłanie, nadto większość złych rzeczy pokazuje on raczej oględnie, w sposób który nie powinien zgorszyć dorosłego widza. Marzena Salwowska /.../
  2. Droga powrotna

    Leave a Comment Film ten opowiada o byłym koszykarzu (Jacku), który w pewnym momencie zrezygnował z obiecująco rozwijającej się kariery sportowej. Jack, od tego czasu coraz bardziej pogrąża się w kłopotach: jego małżeństwo się rozpada, a on sam nadużywa alkoholu i cierpi na stany depresyjne. Gdy miejscowa szkoła katolicka szuka osoby, która mogłaby podjąć się roli trenera drużyny koszykarskiej, współpracujący z nią duchowny, zwraca się właśnie do Jacka z propozycją objęcia tej funkcji. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film pt. „Droga powrotna” wydaje się nieść dość silne i pozytywne przesłanie. Główny bohater co prawda jest pijakiem używającym wulgarnej mowy, ale rzeczy te są w filmie karcone, a nadużywanie alkoholu przez Jacka jest ukazywane jako jedno z głównych źródeł jego życiowych problemów. Dodatkowo w produkcji tej została też podkreślona rola wiary chrześcijańskiej i modlitwy. Jeśli chodzi o zastrzeżenia, jakie można wysunąć wobec tego filmu, to jest nim nadmiar wulgarnej mowy. Tradycyjnie przy takich okazjach zwracamy uwagę na to, czy nie dałoby się ukazać pewnych choćby i bardzo ciężkich problemów życiowych bez epatowania widzów wulgaryzmami? Mimo wszystko sądzimy, że – bez większej straty dla dramatyzmu filmów – byłoby to możliwe, czego przykładem są filmy kręcone w USA za czasów panowania tam „Kodeksu Haysa”. Wówczas to bowiem udawało się twórcom filmowym połączyć obrazowanie powagi pewnych nieprawości oraz życiowych problemów z jednoczesnym unikaniem stosowania wulgarnej mowy. Lekką dwuznacznością jest tutaj też jedna wypowiedź padająca z ust Jacka, w której ten zdaje się kwestionować to, iż życie pośmiertne w Niebie jest lepsze od życia na Ziemi. Z drugiej strony co do tej ostatniej rzeczy, to rzeczona wypowiedź jest osadzona w kontekście całego pogmatwanego życia głównego bohatera, a zatem nie należy jej raczej traktować jako zbyt „autorytatywnej” jeśli chodzi o przesłanie, które chcieli nam przekazać twórcy tego filmu. Mirosław Salwowski /.../
  3. Debiutanci

    Leave a Comment Głównym bohaterem tej smętnej historii jest 38-letni rysownik Oliver. Cały film składa się właściwie z przeskoków czasowych, w których dowiadujemy się, co stoi za ustawicznym smutkiem bohatera. Oliver jest singlem, który nie potrafi na dłuższą metę utrzymać relacji z żadną ze swoich „poważnych partnerek”. Po śmierci matki zamieszkuje on z psem. Ojciec Olivera (Hal) też postanawia zmienić swoje życie, po tym jak zostaje wdowcem. 75-latek oświadcza, że jest „gejem”, zawsze nim był i teraz chce, żeby jego życie odzwierciedlało, to kim się czuje. Starszy pan nie tylko znajduje sobie dużo młodszego partnera, ale też zostaje gejowskim aktywistą i z dumą obnosi się ze swoim zboczeniem, aż do śmierci, która nadchodzi kilka lat po jego „coming out”. Oliver tymczasem poznaje mieszkającą w USA francuską aktorkę. Mężczyzna szybko zakochuje się w Annie, ta jednak, tak jak i Oliver, ma problemy z nawiązywaniem trwałych relacji. Sporą więc część filmu wypełniają zmagania tej pary o utrzymanie związku, na którym ich obojgu mimo wszystko jakoś zależy. Dla czytelników naszej strony nie będzie zapewne zaskoczeniem stwierdzenie, iż przesłanie tego filmu jest moralnie nie do zaakceptowania. Przede wszystkim dlatego, iż pokazuje się w nim jako rzecz dobrą i godną pochwały, to że starszy człowiek postanawia zostać jawnogrzesznikiem i otwarcie oddawać się wołającemu o pomstę do nieba grzechowi sodomskiemu. Można powiedzieć, że podeszły wiek Hala czyni sprawę jeszcze gorszą, gdyż jego złe wybory wydają się nie tylko przemyślane, ale też trwałe. A niestety, kiedy starszy człowiek decyduje się świadomie na grzeszny tryb życia, to prawdopodobieństwo nawrócenia, wydaje się już niewielkie. Tak też dzieje się w tym przypadku – Hal, mimo że świadomy śmiertelnej choroby, która go toczy, ciągle trwa przy swoich złych wyborach i wszystko wskazuje na to, że umiera on w stanie grzechu śmiertelnego. Co gorsza, po swoim „coming out” Hal znajduje sobie także zdeklarowanie homoseksualnego duchownego (zdaje się nawet księdza katolickiego), który cały czas wspiera go na drodze sodomii, nawet na łożu śmierci, czyli w chwili, kiedy ostatecznie decyduje się pośmiertny los człowieka. Wątek tego duchownego może oczywiście utwierdzać wielu widzów w fałszywym przekonaniu, że da się spójnie i bez hipokryzji połączyć praktykowanie pewnych grzechów z byciem „dobrym chrześcijaninem”. Jako piękny i budujący przykład postawiony jest tutaj więc duszpasterz, który zamiast prowadzić powierzone sobie owce do skruchy i nawrócenia, prowadzi je do zguby niczym wilk w owczej skórze. Zamieszanie co do pojmowania prawd chrześcijańskich widać też w scenie, gdy Hal czyta swoją wersję życia Jezusa Chrystusa, w której dożywa On późnych lat, starzejąc się i chorując. Widać więc ogólnie bardzo „luźny” stosunek tego bohatera do Słowa Bożego, co również pokazane jest w filmie przychylnie. W filmie tym pokazuje się też niestety jako dobrą rzecz proces dekryminalizacji praktyk sodomickich. Jako że w czasach młodości Hala tego rodzaju czyny były w kręgu cywilizacji chrześcijańskiej jeszcze dość powszechnie zagrożone pewnymi sankcjami karnymi, człowiek ten dokonywał ich w ukryciu. Twórcy tej produkcji pokazują więc sytuację, w której starszy sodomita może bezkarnie dawać gorszący przykład młodszym jako rzekomo zmianę na lepsze. Innym problemem jest tu też oczywiście bezkrytycznie pokazanie intymnego pożycia Olivera i Anny, którzy nie są (przynajmniej póki co) małżeństwem. Choć na tle promowania sodomii w tym filmie łatwo pominąć ów problem, to warto zwrócić uwagę, iż również jeśli chodzi o pary heteroseksualne, to ich pozamałżeńskie pożycie nie powinno być pokazywane w kinie jako rzecz dobra, czy moralnie obojętna. Z innych wad tej produkcji wskazać też można na przychylne pokazywanie wandalizmu w scenach, kiedy główny bohater wraz z przyjacielem piszą sprajem po nie swoich murach. Film ten ma też pewne zalety takie jak na przykład pokazywanie na przykładzie Olivera i Anny przyczyn, jakie mogą dwojgu dorosłych ludzi utrudniać tworzenie trwałych i udanych relacji, jednakże ta jaśniejsza strona tego obrazu jest całkowicie przyćmiona przez wyżej opisane jego wady. Marzena Salwowska /.../
  4. Wiara jak ziemniaki

    Leave a Comment Film opowiada prawdziwą historię farmera Angusa Buchnana, który wraz z żoną i dziećmi w poszukiwaniu lepszych warunków życia przeprowadza się z Zambii do RPA. Na miejscu Angus energicznie zabiera się do dzieła, pracując nawet po 18 godzin. Mordercza praca, nieporozumienia z czarnymi robotnikami, niepewność zależnych od pogody zbiorów, a nadto ciągle powtarzające się informacje o masakrach dokonywanych na całych rodzinach białych farmerów, sprawiają, że mężczyzna żyje w stałym napięciu nerwowym. Żona Angusa – Jill, która nie akceptuje takiego stanu męża, stara się, by życie rodziny nie koncentrowało się wyłącznie na zabieganiu o doczesne potrzeby i dobra. Jill nalega więc, by Angus, niezależnie od zmęczenia i braku chęci, regularnie uczęszczał na chrześcijańskie nabożeństwa. Podczas jednego z takich zgromadzeń główny bohater przypomina sobie swoją głęboką wiarę z lat dzieciństwa i postanawia ponownie w pełni oddać swoje życie Bogu. Film ten, jak można się łatwo domyśleć, prezentuje dużo tradycyjnie chrześcijańskich wartości. W sposób szczególny podkreślona tutaj została waga wiary w to, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Obraz ten pokazuje, że wezwanie Pana Jezusa do tego, byśmy mieli wiarę, która „przenosi góry” jest zachętą dla Jego uczniów w każdym czasie, by prosić z pokorą o rzeczy, które wydają się wręcz niemożliwe, czy nawet wprost wymagają cudownej Boże interwencji. Chodzi oczywiście o dobre rzeczy, zgodne z wolą Bożą. Mamy tu więc przykład modlitwy o wskrzeszenie osoby umarłej, o deszcz dawno po ustaniu pory deszczowej, czy urodzaj ziemniaków posadzonych wbrew wszelkim regułom rolnictwa w czasie suszy. Ważnym aspektem filmu jest również pokazanie, że czas poważniejszych klęsk naturalnych, jest też ogromną szansą dla całych społeczności, na odwrócenie się od grzechów, ukorzenie się przed Bogiem i wspólnotową modlitwę. Produkcja ta przedstawia także szczere i głęboko przeżywane chrześcijaństwo jako najlepszą podwalinę dla zdrowej rodziny i ogólnie dobrych stosunków międzyludzkich. Kiedy główny bohater staje się gorliwym chrześcijaninem, to poprawiają się jego relacje nie tylko z żoną, ale też z robotnikami i całym czarnym sąsiedztwem (na które przedtem zdawał się patrzeć z góry). Dzięki żarliwej wierze główny bohater i jego bliscy jest też w stanie przeżyć rodzinną tragedię. Wreszcie poważnie traktowane braterstwo chrześcijan jest tu pokazywane jako jedyny sposób na tworzenie społeczności, w której ludzie nie będą się wzajemnie nienawidzić czy pogardzać ze względu na kolor skóry. Przy okazji kwestii rasizmu, to warto zauważyć, że sprawa ta nie jest pokazywana jednostronnie, co nie jest takie częste we współczesnym kinie. Wyraźnie, choć bez jakiegoś nawoływania do nienawiści wobec czarnych czy działań odwetowych, wybrzmiewa tutaj problem, który już od dziesięcioleci dotyka białych farmerów w RPA. Otóż nader często padają oni ofiarą zorganizowanych brutalnych ataków ze strony czarnoskórych bandytów. Jest to tym istotniejszy wątek, że masakry na farmach, są ciągle aktualnym i zdaje się lekceważonym problemem, chociaż okrucieństwo sprawców nieraz dorównuje temu z Rzezi wołyńskiej. Podobny wydaje się również cel, czyli zastraszenie niechcianej ludności i zmuszenie jej do opuszczenia terenu. Jeśli chodzi o bardziej wątpliwe elementy filmu, to raczej jest ich niewiele. Produkcja ta skupia się na podstawowych prawdach wiary chrześcijańskiej, można więc powiedzieć, że jest na poziomie ogólnym „do przyjęcia” przez katolików. Pewne zastrzeżenia można mieć do pozytywnie pokazywanego mało krytycznego podejścia głównego bohatera do swojej szkockiej spuścizny. Chodzi o pochwalanie jej niektórych negatywnych elementów. I tak na przykład Angus Buchnan wypowiada się pozytywnie o tym, że szkoccy wojownicy czasami obnażali się przed swoimi przeciwnikami, by ich w ten sposób znieważyć i wyprowadzić z równowagi (co gorsza słuchający tego pastor przyrównuje ich postępowanie do tańca Dawida w krótkiej szacie). Wyraźnym uwielbieniem główny bohater obdarza też tak wątpliwą postać jak William Wallace, którego prezentuje swoim zuluskim sąsiadom jako wzorcowego wojownika. Takie zachowanie najprawdopodobniej wynika jednak z tego, że zapewne był on wychowywany na bezkrytycznym kulcie Wallace’a, który tak się zrósł w jego umyśle z umiłowaniem ojczyzny przodków, że nie przyszło mu nawet na myśl, że rzeczywista postać nie musi pokrywać się z legendą. Niemniej, mimo tych pomniejszych zastrzeżeń jest to bardzo pozytywny film, zachęcający do modlitwy z wiarą i ufnością, która jest pokazana jako odpowiedź na najtrudniejsze nawet sytuacje. Marzena Salwowska /.../
  5. My, dzieci z dworca ZOO

    Leave a Comment Film jest ekranizacją „kultowej” książki będącej zapisem rozmów dwóch dziennikarzy niemieckiego „Sterna” z nastoletnią narkomanką – Christiane F. Autorzy tego filmowego dramatu również starali się do pewnego stopnia zachować paradokumentalny charakter opowieści. Główna bohaterka historii trzynastoletnia Christiane to dziewczynka z blokowiska w Berlinie Zachodnim, dorastająca w drugiej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Wychowuje się ona w rozbitej rodzinie, z często nieobecną matką, a także siostrą, która to postanawia przeprowadzić się jednak do ojca, chociaż, jak się dowiadujemy, nie był on wcześniej dobry dla żony i córek. Matka poza pracą poświęca też sporo uwagi swojemu „chłopakowi”, co niezbyt podoba się córkom. Christiane spędza czas po szkole głównie z rówieśnikami. Pewnego dnia wraz z koleżanką trafia do klubu muzycznego, w którym kwitnie handel narkotykami. Do tego miejsca często zagląda też niewiele starszy od głównej bohaterki Detlef, uzależniony już od heroiny i trudniący się prostytucją. Christiane zakochuje się w nim z wzajemnością i wkrótce zostają oni parą. Środowisko i zwyczaje chłopaka szybko stają się bliskie dziewczynie, mimo że na początku znajomości oboje młodzi zarzekali się, że będzie inaczej. Nastolatka również uzależnia się od narkotyków, kradnie i prostytuuje się na osławionym Dworcu ZOO, by zdobyć pieniądze na kolejną działkę. Dalsza część filmu jest więc zapisem pogłębiającego się uzależnienia oraz prób zerwania z nałogiem tak samej Christiane, jak i innych młodych ludzi z jej otoczenia. Co do zasadniczego przesłania i celu film ten można pochwalić, gdyż, jak się zdaje, jego twórcy starali się zrobić obraz, który pokazywałby wszelkie tragiczne czy odstręczające skutki zażywania twardych narkotyków (tu konkretnie heroiny). W ten sposób próbując, prawdopodobnie, ustrzec zwłaszcza młodych widzów przed wejściem na podobną drogę. Trzeba przyznać, że obraz różnych rzeczywistych skutków uzależnienia jest tu na tyle odpychający, że może rzeczywiście działać jako straszak. Dobrze ukazany jest też mechanizm, przez który główna bohaterka dostaje się w szpony nałogu. To jak najpierw w swoim dorastaniu zostaje ona zostawiona praktycznie samopas, przez co naturalnym wzorcem zachowań staje się dla niej grupa rówieśnicza, a później dalsze etapy, na których coraz szybciej przekracza granice, które wcześniej wydawały się jej nie do przekroczenia. W filmie tym jest zwłaszcza dobrze pokazane, jak człowiek staje się niewolnikiem swoim nałogów, w związku z czym musi służyć swojemu „panu” i robić dla niego wszystko. Oczywiście nie jest to niewola absolutna i nawet bardzo uzależniona osoba zachowuje jakieś resztki wolnej woli, dzięki której może zdecydować się na przetrwanie odwyku, co też jest mocno pokazane w tym obrazie. Na przykładzie relacji Christiane i Detlefa pokazuje też, dlaczego rodzice powinni strzec swoje dzieci przed niewłaściwymi znajomościami. Historia ta bowiem ilustruje, że w przypadku niedojrzałych osób, bardziej zdemoralizowana będzie ciężarem swoich grzechów pociągać ze sobą na dno tę „lżejszą”. To zagrożenie podkreśla jeszcze fakt, że Detlef nie ma wobec Christiane złych intencji, bynajmniej nie planuje wciągać ją w nałóg, czy zachęcać do prostytucji. Chłopak ten z początku wierzy, że Christiane może być jego dziewczyną, jednocześnie nie biorąc narkotyków i trzymając się z dala od osławionego Dworca ZOO. Dlaczego zatem pomimo tych ewidentnych zalet oceniamy film jednak jako wyraźnie niebezpieczny? Otóż w ukazywaniu pewnych nieprawości przekracza on bezpieczne granice, przez co może pobudzać niezdrową ciekawość, zwłaszcza u młodych ludzi. Chodzi tu głównie o problem nastoletniej prostytucji. Młodzi bohaterowie rozmawiają tutaj bowiem bez ogródek o różnych perwersyjnych zachciankach swoich „klientów” (zwłaszcza dotyczy to stosunków młodych chłopców z dojrzałymi mężczyznami). Zdecydowanie też przekracza granice scena, w której Christiane słucha odgłosów współżycia swojego chłopaka z „klientem”, a kiedy, nie mogąc tego wytrzymać, wpada do pokoju owego mężczyzny, to oczom widza ukazuje się spora ilość obrazów na ścianach o charakterze sodomickim (obrazy te są co najmniej na pograniczu pornografii). Przesadnie naturalistyczna zdaje się też scena, w której czternastoletnia dziewczyna chłoszcze (w kontekście erotycznym) dorosłego mężczyznę. Nadmierna obrazowość w sferze seksualnej człowieka, która to powinna być rzeczą raczej intymną i zakrytą dla oczu postronnych jest sama w sobie niepotrzebna, a tu tym bardziej szkodliwa, że na dodatek łączy się z różnymi perwersjami. A jak ostrzega Słowo Boże: Nie łudźcie się. Złe rozmowy psują dobre obyczaje. (1 Kor. 15:33). Niestety nie brak tu i złych rozmów i pewnych złych obrazów, które mogą zostać w pamięci. Inną poważną wadą filmu jest to, że samo przedmałżeńskie pożycie zakochanych nastolatków pokazuje raczej jako coś pozytywnego. Jako coś, co raczej należy do jaśniejszych stron tej historii i gdyby nie cała otoczka narkomanii i jej różnych skutków, pewnie byłoby samo w sobie naturalnym i pięknym wyrazem ich miłości. A zatem obraz ten zdaje się pozytywnie ukazywać przedwczesny seks młodych ludzi, którzy na dodatek do zawarcia małżeństwa zupełnie dojrzali nie są, nawet gdyby pozwalało im na to prawo. Tak więc, mimo pozytywnego potencjału i przesłania filmu, zdaje się, że widz, zwłaszcza młody, może odnieść więcej szkody z jego obejrzenia niż pożytku. Marzena Salwowska /.../
  6. Królowie Charm City

    Leave a Comment Film ten opowiada o czternastoletnim chłopcu (Mouse) mieszkającym w jednej z murzyńskich dzielnic w USA, który bardzo pragnie dołączyć do motocyklowego gangu rządzącego okolicą. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej produkcja ta jest bardzo trudna do oceny, gdyż z jednej strony niesie ona ze sobą słuszne przesłanie przestrzegające młodych ludzi przed angażowaniem się w działalność przestępczą, z drugiej zaś strony jednym z kluczowych elementów tego obrazu jest wątek kłamstwa, którego dopuszcza się jedna z postaci po to, by uchronić głównego bohatera przed wstąpieniem do gangu. To „altruistyczne” kłamstwo może więc tym bardziej uwiarygadniać popularne, acz błędne przekonanie o tym, iż okłamywanie swych bliźnich jest moralnie dozwolone w celu osiągnięcia w ten sposób jakichś słusznych celów. Ponadto, widzowie są tutaj raczeni pewnymi sprośnymi komentarzami, które ukazywane są przez twórców w co najmniej neutralnym duchu. Ze względu więc na wskazaną wyżej „dwoistość” przesłania tego filmu tym razem uchylamy się od dania mu którejś z not, które tradycyjnie wystawiamy na naszym portalu. Mirosław Salwowski /.../
  7. Pod nadzorem

    Leave a Comment Uciekający do Wielkiej Brytanii przed prześladowaniami ze stron władz swego kraju erytrejski imigrant Haile zostaje podejrzany o terroryzm. Para brytyjskich urzędników imigracyjnych ma za zadanie zbadać jego przypadek i rozeznać, czy przyznać mu prawo do pobytu w nowym dla niego państwie. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej film ten zasługuje na uznanie, gdyż z jednej strony nie epatuje widzów brutalną przemocą, obscenicznością oraz seksem, a z drugiej strony pokazuje dużo dobrych postaw tj. odwaga, poświęcenie się dla bliźnich, nieposłuszeństwo rozkazom próbujących zmusić nas do popełnienia zła czy też gotowość do ponoszenia odpowiedzialności za poczynione przez siebie błędy. Trzy z czterech wymienionych powyżej zachowań widzimy wszak na przykładzie samego Haile, który ze swego kraju musi uciekać właśnie dlatego, iż jako żołnierz nie zabił cywila, a później zaś tułając się po krajach Europy był gotowy poświęcać się dla innych – znajdujących się w podobnej sytuacji jak on – bliźnich. To zresztą poświęcenie się dla innych sprawia, iż Haile zostaje podejrzany o bycie osobą niebezpieczną, albo i nawet mogącą mieć związki z ugrupowaniami o charakterze terrorystycznym. Z kolei postawę gotowości do ponoszenia odpowiedzialności za popełnione przez siebie błędy możemy obserwować u brytyjskiej urzędniczki imigracyjnej Wendy, która po tym jak zdaje sobie sprawę z tego, iż mogła popełnić błąd w ocenie przypadku Haile, podejmuje ryzykowne dla dalszego rozwoju swojej kariery zawodowej kroki, mające na celu naprawienie tej sytuacji. Atutem tego filmu jest też to, iż zwraca on uwagę widzów na ciężki los imigrantów, zachęcając przez to do przyjmowania względem nich empatycznego, a tym samym tradycyjnie chrześcijańskiego nastawienia. Oczywiście, jako pewnego rodzaju wątpliwość względem przesłania owego obrazu można by podnieść to, iż wydaje się ono usprawiedliwiać łamanie prawa przez imigrantów, próbujących się dostać do danego kraju w sposób nielegalny. W pokazanym jednak na przykładzie Haile’a przypadku widzimy, że nie było praktycznie innej możliwości dostania się przez niego do Wielkiej Brytanii, a przypomnijmy, iż uciekał on ze swego kraju przed niesprawiedliwymi, a zagrażającymi jego życiu, prześladowaniami. W tym podobnych więc okolicznościach za w miarę pewny wniosek odnoście oceny moralnej owego zachowania, można uznać stwierdzenie, że nie był on w sumieniu zobowiązany do posłuszeństwa wszystkim procedurom prawnym związanym z prawem do ubiegania się o legalny pobyt w danym kraju. Człowiek ten ratował bowiem swoje życie i troszczył się o zapewnienie sobie najbardziej elementarnych potrzeb życiowych – co powinno się stawiać wyżej nad posłuszeństwem poszczególnym przepisom prawnym. Taką sytuację można porównać do np. wtargnięcia na jezdnię podczas wyświetlania czerwonego świata dla przechodniów w celu ratowania małego dziecka, które byłoby zagrożone śmiertelnym potrąceniem przed nadjeżdżający samochód. Choć w normalnych okolicznościach powinno się przestrzegać przepisów zabraniających wchodzenia na jezdnię podczas wyświetlania czerwonego światła, to w wyżej nakreślonej sytuacji, należałoby by złamać takie przepisy, gdyż ratowanie życia jest od nich ważniejsze. Mirosław Salwowski /.../
  8. Harriet

    Leave a Comment Film ten opowiada prawdziwą historię Harriet Tubman, amerykańskiej niewolnicy, która po tym jak zbiegła od swego pana zajęła się organizowaniem ucieczek dla innych czarnych osób pozostających w niewoli. Niewiasta ta walczyła też jako żołnierz po stronie Unii w czasie wojny secesyjnej. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej obraz ów zasługuje na pochwałę, gdyż pokazuje takie tradycyjnie chrześcijańskie cnoty i postawy jak: odwaga, męstwo, niezłomność, współczucie dla uciemiężonych, ufność pokładana w Bogu i modlitwie, rezygnacja z prywatnej zemsty oraz pomoc swym bliźnim. Oczywiście, w filmie tym odmalowano też zło rasistowskiego niewolnictwa, które miało miejsce dawniej na południu Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie twórcy „Harriet” nie epatują widza scenami krwawej przemocy, obscenicznością, nieskromnością czy seksem – co dodatkowo czyni ową produkcję, pod tym względem, bardziej bezpieczną również dla dzieci i osób będących w wieku nastoletnim. Cynthia Erivo (left) stars as Harriet Tubman along with Aria Brooks (right). Ta zasadnicza pochwała z naszej strony nie oznacza jednak, że w „Harriet” nie ma pewnych mniejszych bądź większych problemów. Takowe problemy tam są i o nich poniżej też napiszemy. Po pierwsze zatem: w filmie tym niejako skonfrontowane zostały słowa Pisma świętego o tym, iż niewolnicy powinni być posłuszni swym panom (patrz: Kol 3, 22; Ef 6, 5-8; 1 P 2, 18-19) z postawą głównej bohaterki, która kieruje się w swej pracy nad uwalnianiem niewolników własnymi prywatnymi wizjami oraz natchnieniami mającymi pochodzić od Boga. Tego rodzaju skonfrontowanie ze sobą słów Biblii, która jest pewnym i nieomylnym źródłem Bożego Objawienia z prywatnymi wizjami oraz natchnieniami Harriet może rodzić wrażenie wyższości tych drugim nad samym Pismem świętym. Oczywiście, nie można przyjąć takiej sugestii, a sprzeczność jaka na pierwszy rzut oka wydaje się nam wyłaniać z zestawienia biblijnego nauczania na temat posłuszeństwa niewolników swym panom z postawą głównej bohaterki filmu wcale nie musi być konieczna i absolutna, ale może być pozorną sprzecznością – co poniżej postaram się w pewien sposób uwiarygodnić. Po drugie: postawa Harriet Tubman polegająca na pomaganiu niewolnikom w ucieczce od ich panów rzeczywiście – jak to powyżej zasygnalizowałem – wydaje się być na pierwszy rzut oka sprzeczna z Pismem świętym, które poleca niewolnikom okazywanie posłuszeństwa swym panom. Co więcej, św. Piotr Apostoł swe nauczanie o owym posłuszeństwie odnosił nie tylko do „dobrych i łagodnych panów„, ale pisał, że ma się ono stosować także do „surowych panów” (patrz: 1 P 2, 18). I żeby tego było mało, św. Piotr Apostoł odwoływał się przy tym do postawy samego Pana Jezusa, który cierpliwie znosił dotykającą Go niesprawiedliwość (por. 1 P 2, 19-23). Wniosek jaki zatem płynie z tej części Pisma świętego wydaje się być jasny i jest nim to, że niewolnicy winni być posłuszni swym panom nawet jeśli ci byli wobec nich surowi i niesprawiedliwi. Z drugiej jednak strony w tej samej Biblii wydają się być zawarte pewne sugestie i wskazówki wskazujące na to, że istniała jednak pewna granica surowości i niesprawiedliwości po przekroczeniu której ze strony panów, niewolnicy mogli okazywać im nieposłuszeństwo. Chodzi mianowicie o to, że wedle objawionego przez Boga Prawa danego Mojżeszowi Hebrajczycy nie mieli wydawać ich właścicielom niewolników, którzy od nich zbiegli (patrz: Pwt 23, 16). Święty Tomasz z Akwinu tłumaczył ów przepis Prawa Mojżeszowego w ten sposób, iż odnosił się on do sytuacji, w której właściciel zagrażał życiu niewolnika lub też chciał użyć go do popełnienia jakiegoś grzechu (patrz: Summa, 1-2, 105, art. 4). Łącząc zatem sens tak nauczania św. Piotra Apostoła o posłuszeństwie nawet surowym i niesprawiedliwym panom z przepisem Prawa Mojżeszowego zakazującego wydawania zbiegłych niewolników można więc dojść do wniosku, iż istniały jednak pewne granice niesprawiedliwego traktowania po przekroczeniu których niewolnicy mieli prawo uciec od swych panów. Przytaczany przeze mnie św. Tomasz z Akwinu sugerował, że taką granicą było zagrożenie dla życia lub cnotliwego postępowania niewolnika. Jeśli więc Harriet Tubman pomagała w ucieczce tym niewolnikom i niewolnicom, których panowie zmuszali np. do popełniania grzechów przeciw cnocie czystości (co w praktyce działo się prawdopodobnie bardzo często) to zgodnie z interpretacją Pisma świętego daną przez św. Tomasza z Akwinu postępowała ona w takich wypadkach słusznie. Trzecią dwuznacznością jaką możemy wytknąć temu filmowi jest fakt, iż pokazuje on z aprobatą pewne działania, które część tradycyjnych moralistów katolickich uznałaby za kłamstwa i oszustwa. Z drugiej jednak strony inna część owych moralistów (chociaż była to mniejszość z nich) zaliczyłaby te czyny nie do kłamstwa, ale do uprawnionego moralnie zastrzeżenia domyślnego. Czwartą rzeczą, która rodzi w nas wątpliwość jest to, że Harriet Tubman pokazuje się na ekranie jako czasami ubraną w męski strój. Nie wiem co prawda, czy tak było w rzeczywistości, ale okoliczność ta rodzi pytanie, czy przez ów zabieg twórcy nie chcieli czasem wyrazić swego ewentualnego poparcia dla feminizmu i maskulinizacji niewiast? Reasumując zatem: doceniamy różne wartościowe i budujące elementy tego filmu, ale doradzamy jednocześnie pewną ostrożność w obcowaniu z nim ze względu na bardzo możliwe takie jego interpretacje, które będą sprzyjać pewnym doktrynalnym oraz moralnym błędom. Mirosław Salwowski /.../
  9. Kobieta w oknie

    Leave a Comment Film jest ekranizacją powieści A. J. Finn pod tym samym tytułem. Główna bohaterka – Anna Fox to psycholog dziecięca, która cierpli na agorafobię, wskutek czego nie opuszcza własnego domu na Manhattanie. Anna zmaga się nie tylko ze stratą zdrowia, ale też pracy i rodziny. „Hobby” osamotnionej kobiety staje się podglądanie sąsiadów z naprzeciwka. Gdy po drugiej stronie ulicy wprowadza się rodzina Russellów, relacje Anny z sąsiadami stają się jednak mniej jednostronne. Panią Fox odwiedza bowiem najpierw nastoletni Ethan Russel, a później jego matka. Oboje sprawiają na Annie bardzo sympatyczne wrażenie, czego nie można powiedzieć o ojcu rodziny. Przypuszcza ona, że mężczyzna tyranizuje swoich bliskich i być może znęca się nad synem. Te podejrzenia sprawiają, że Anna jeszcze uważniej obserwuje sąsiadów, aż pewnego dnia widzi przez okno, jak w domu Russelów dochodzi do morderstwa. Zawiadamia policję. Czy jednak niedoszła samobójczyni, która łączy leki psychotropowe z alkoholem, okaże się wiarygodnym świadkiem? Pomysł na ten film przypomina oczywiście „Okno na podwórze” Alfreda Hitchcocka. Ciekawym urozmaiceniem jest tu może fakt, że główną bohaterkę „Kobiety w oknie” ogranicza nie ciało, a psychika, gdyż fizycznie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wyszła z „więzienia” własnego domu. A jako że stan psychiczny Anny jest konsekwencją jej bardzo złych wyborów moralnych z przeszłości, to można powiedzieć, że film ten odzwierciedla słowa Pana Jezusa: „Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (J 8, 34). I jest to oczywiście jedna z zalet tego obrazu. Docenić też można motywacje, jakie kierują główną bohaterką wtedy, kiedy intensywnie „wtrąca się” ona w życie sąsiadów (choć oczywiście samo podglądactwo, od którego zaczyna, trudno pochwalić). Anna szczerze chce pomóc w tej sytuacji, narażając się najpierw na różne nieprzyjemności, potem na ośmieszenie, a w końcu na utratę życia. Inną z zalet filmu jest pokazanie, jak przeświadczenie o własnej nieomylności u specjalisty w danym temacie może prowadzić na manowce. Anna jest tak pewna swojej wiedzy psychologicznej, doświadczenia i czegoś, co można by nazwać zawodową intuicją, że dopiero skonfrontowana z brutalnymi faktami, uznaje, że błędnie oceniła poszczególne „postacie dramatu”. Jest w tym być może jakieś ostrzeżenie, by nie zawierzać bez reszty opiniom specjalistów w danej dziedzinie, gdyż jako ludzie i oni też są omylni i ograniczeni w swoim sposobie myślenia. Największą chyba jednak zaletą tego filmu jest pokazanie, jak wielkim złem jest, dość powszechnie dziś lekceważony grzech, jakim jest cudzołóstwo. Historia Anny pokazuje smutną prawdę, że współczesny człowiek, jeśli nie doświadczy drastyczniejszych konsekwencji tego zła niż „zwykły rozpad rodziny”, to może nawet resztę życia spędzić nie żałując zbytnio i nie pokutując za swoją niegodziwość. Ba, może nawet jak w tym obrazie postrzegać zdradzanego współmałżonka jako osobę „toksyczną”, gdy tenże nie chce, czy nie potrafi udawać przy dziecku szczęśliwej rodziny. Tu natomiast mamy pozytywne zakończenie tego wątku (choć skutki tego grzechu są już nieodwracalne), kiedy winna cudzołóstwa osoba szczerze wyznaje swoją winę i mówi o potrzebie przebaczenia. Jeśli chodzi o poważniejsze zastrzeżenia wobec filmu, to są nimi dość duża ilość wulgarnej mowy oraz nadmierna, zdaniem piszącej te słowa, drastyczność jednej z jego ostatnich scen. Nie mniej jako całość polecamy tę produkcję. Marzena Salwowska /.../
  10. The Chosen (sezon 1)

    Leave a Comment Serial ten jest nową filmową wersją zapisanych w czterech kanonicznych Ewangeliach wydarzeń z życia Pana Jezusa oraz Apostołów. Twórcy tej produkcji skupiają się na przybliżeniu widzom rozmaitych problemów i dylematów, z jakimi musieli mierzyć się ludzie, którzy później spotkali Chrystusa. Mamy tu więc pokazanego np. Piotra, któremu grozi widmo całkowitego bankructwa; Mateusza będącego pogardzanym przez swych rodaków, a przez to też osamotnionym i emocjonalnie zaburzonym, poborcą podatkowym; Marię Magdalenę wykorzystywaną przez różnych mężczyzn i dręczoną przez demony. Właśnie z perspektywy tych rozmaitych ludzkich problemów, które najczęściej nie są zbyt dalekie od kłopotów, które przeżywamy jako ludzie i dziś, zostaje pokazana w serialu osoba i misja naszego Pana i Zbawcy Jezusa Chrystusa, przez co twórcom tej produkcji udało się osiągnąć efekt polegający na tym, iż Syn Boży jako osoba niejako wkraczająca w pogmatwane losy tych wszystkich ludzi, jawi się tym bardziej jako bliski nam Przyjaciel. Zalety tego serialu na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej zostały już powyżej w zasadzie więc wskazane. Dodam zatem może tylko, iż wskazany wyżej zamysł twórców polegający na bardzo mocnym powiązaniu nauczania i życia Pana Jezusa z tym jak wkracza on w skomplikowane życie rozmaitych ludzi, może wzbudzać tym większą miłość oraz przywiązanie do Zbawiciela. Czy zatem w – w pierwszym sezonie – „The Chosen” są jakieś rzeczy, na które należałoby zwrócić uwagę w bardziej krytycznym świetle? Owszem, istnieją takowe i postaram się je, poniżej zasygnalizować. Pierwszym wzbudzającym wątpliwości elementem jest sposób pokazania tu Marii Magdaleny, jako niewiasty mającej być – obok Apostołów – stałą towarzyszką wędrówek Pana Jezusa. Nie jest to co prawda w sposób absolutny wykluczone, ale w Piśmie świętym jest tylko raz mowa o tym, by Maria Magdalena towarzyszyła Chrystusowi oraz apostołom wówczas, gdy Ten wędrował przez miasta i wsie, głosząc Ewangelię o Królestwie Bożym (patrz: Łk 8, 1-3). Gwoli jednak ścisłości w tym konkretnym fragmencie Ewangelii Łukasza (8, 1-3) jest napisane, że oprócz Marii Magdaleny uczestniczyło w tym jeszcze kilka kobiet, podczas gdy w omawianym serialu Maria Magdalena jest pokazywana jako jedyna niewiasta, która wraz z apostołami towarzyszy Jezusowi. Trudno więc nie odnieść wrażenia, że w „The Chosen” Maria Magdalena jest traktowana w sposób wyjątkowy – a gdy zważy się na to, iż aktualnie rozpowszechniane są pewne heretyckie twierdzenia o tym, jakoby ta niewiasta miała być jedną z pierwszych przywódczyń i nauczycielek Kościoła – rodzi to jednak pewien niepokój. Doradzamy więc w tym aspekcie baczniejsze przyjrzenie się temu, jak w przyszłych seriach tej produkcji będzie obrazowana Maria Magdalena. Co prawda, jak na razie nic jawnie błędnego tu zarzucić nie możemy, ale ostrożność na przyszłość nie zawadzi. Drugim, nieco dyskusyjnym wątkiem pierwszego sezonu „The Chosen” jest sposób przedstawiania w nim postaci Najświętszej Maryi Panny. Chodzi mianowicie o to, że Maryja na tle innych hebrajskich niewiast pokazywana jest tutaj jako kobieta ubrana trochę bardziej wykwitnie niż inne niewiasty z Jej społeczności. Matka Boża ma mianowicie w uszach kolczyki, podczas gdy inne hebrajskie niewiasty raczej takowych ozdób w tym serialu nie mają. Takie sportretowanie Maryi budzi wątpliwości, gdyż Ona jako osoba bezgrzeszna jeśli już to bardziej gorliwie niż inne niewiasty wystrzegałaby się jakichś niepotrzebnych czy dodatkowych ozdób. Pamiętajmy zaś, iż Nowy Testament, a za nim Ojcowie Kościoła raczej odradzali strojenie się w złoto czy srebro, aniżeli je aprobowali (por. Tm 2, 9; 1 P 3, 2-5). To co prawda nie musi oznaczać, że noszenie kolczyków przez niewiasty jest zawsze zakazane czy choćby „zawsze odradzane”, jednak czym innym jest przystrajanie tym podobnych ozdób w pewnych nadzwyczajnych sytuacjach, a jeszcze czym innym akceptowanie ich na zasadzie stałego zwyczaju. Treść zaś prywatnych objawień danych bł. Annie Katarzynie Emmerich sugeruje, iż Maryja Panna dość niechętnie odnosiła się do tym podobnego sposób ubierania się. W tych objawieniach czytamy bowiem, iż Maryja miała przez swą pokorę wzbraniać się przed założeniem bardziej strojnych szat, jakie z okazji zawarcia przez nią ślubu Anna miała jej przynieść. Warto zresztą zauważyć, że odnośnie drugiego sezonu „The Chosen” pojawiły się głosy niektórych konserwatywnych katolików o tym, iż sposób przedstawiania tam niektórych aspektów życia Maryi jest już jawnie błędny, albo i nawet „bluźnierczy”. Jako jednak, że piszący te słowa nie oglądał jeszcze tych scen, a ta recenzja jest poświęcona tylko pierwszemu, a nie drugiemu sezonowi tego serialu, mimo wszystko nie uwzględniamy owych uwag krytycznych w tym konkretnym naszym tekście. Czytelnicy, którzy chętni są, by się z nimi zapoznać mogą to uczynić klikając na odnośniki, jakie to tychże uwag zostały zamieszczone powyżej. Trzecim elementem, który wzbudza tu naszą wątpliwość, jest męski strój, jaki miał być wedle wizji twórców serialu, noszony przez Pana Jezusa i innych hebrajskich mężczyzn. Otóż Jezus oraz apostołowie są tutaj często pokazywani przebrani nie w długie (jak to do tej pory tradycyjnie przedstawiono), ale krótkie – sięgające znacznie powyżej ich kolan – tuniki. Coś takiego budzi pytania tak od strony historycznej, jak i moralnej. Z tego co bowiem do tej pory czytałem o sposobie ubierania się hebrajskich mężczyzn w I wieku naszej ery to tego rodzaju krótkie tuniki były noszone przez nich jeśli już jako coś w rodzaju bielizny pod zwyczajowo zakładanymi dłuższymi szatami. Poza tym, można by rozważać, na ile tego typu ubiór u mężczyzn spełniałby kryteria skromności i wstydliwości. Co prawda, niewiasty są w mniejszym stopniu niż mężczyźni kuszone do nieczystych myśli i czynów przez widok odsłoniętego ciała, jednak i ten aspekt nie może być całkowicie ignorowany, jeśli chodzi o to, w jaki sposób mężczyźni powinni się ubierać dla miejsc publicznych. Powyższe wątpliwości, które podnieśliśmy względem treści zawartych w pierwszym sezonie serialu „The „Chosen” nie są jednak ani na tyle duże, by odradzać obejrzenie go z ich powodu, ani nawet, by chwalić ową produkcję jednak przy jednoczesnym podniesieniu wobec niej „poważnych” albo „bardzo poważnych” zastrzeżeń – jak nieraz to wszak czynimy. Zachęcamy zatem do zapoznania się z tym serialem, co można, w legalny sposób, uczynić za pośrednictwem tej witryny internetowej. Mirosław Salwowski /.../