Tag Archive: Kartel z Cali

  1. Narcos

    Leave a Comment Serial ten oparty został na prawdziwej historii zmagań agentów DEA i części kolumbijskich sił bezpieczeństwa z mafiami narkotykowymi działającymi na terenie Kolumbii. Dwie pierwsze serie tej produkcji nakreślają nam przestępczą działalność słynnego Pabla Escobara, szefa Kartelu z Medelin. Ostatnia zaś trzecia z serii pokazuje nam losy innych narkotykowych baronów, którzy – kolokwialnie mówiąc – „przejęli schedę” po działalności Escobara (wówczas, gdy został już on zabity, do czego sami zresztą poniekąd w pewnej swej części doprowadzili). Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej trudno ów serial ocenić w bardziej jednoznaczny sposób, gdyż pobudzana szlachetnymi motywami walka agentów DEA i części kolumbijskich sił bezpieczeństwa z przestępcami narkotykowymi wymieszana jest tu z mentalnością typu „Cel uświęca środki„, etc.  Ci więc, którzy zwalczają przestępczość, przykładowo sami wchodzą w konszachty z innymi przestępcami, kłamią, zabijają ludzi bez sądu (również wówczas, gdy ci są już rozbrojeni). Rozwój zaś akcji i wypowiedzi jego głównych bohaterów nieraz zdają się usprawiedliwiać tego typu działania. Co prawda podział na „dobrych i złych facetów” jest w omawianej produkcji dostrzegalny, jednak to rozróżnienie nie jest już zbyt mocno widoczne, jeśli spojrzy się na środki działania, jakimi posługują się obie te przeciwstawione sobie grupy. Z drugiej jednak strony na tej swoistej rzece mniej lub bardziej relatywistycznej moralności pojawiają się też co bardziej pokaźne statki wyrazistych cnót oraz postaw. Chodzi mi w tym miejscu np. o dowódcę jednej z kolumbijskich jednostek specjalnych, który determinację i gorliwość w ściganiu Escobara łączy z mocnym poszanowaniem pewnych moralnych zasad (gdy jeden z członków rządu sugeruje mu, by zabił owego narkotykowego bossa niezależnie od okoliczności, on odpowiada mu, że zrobi to wówczas, gdy ten uzbrojony będzie stawiał opór). Innym przykładem jaśniejącej cnoty jest postać jednego z dowódców wojskowych. Ów człowiek brzydzi się korupcją, a swą walkę z narkotykową przestępczością traktuje jako daną mu przez Boga świętą misję. Można wręcz powiedzieć, iż na jego przykładzie widzimy wcielenie współczesnego szlachetnego i pobożnego krzyżowca, który realizuje, to co na temat zadań władzy cywilnej mówi Pismo święte, a więc, że: nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle (Rz 13, 4). Serial ten można też pochwalić za to, że w wyraźny sposób odmalowuje on stopień deprawacji i cynizmu jednego z jego głównych „anty-bohaterów”, a więc Pabla Escobara, pozbawiając go jakiekolwiek rzeczywistej romantycznej aury kolumbijskiego „Robin Hooda”, którą próbował on wokół siebie roztaczać. Do tego pozytywu trzeba jednak dodać pewną uwagę krytyczną. Otóż, twórcy „Narcos” nie ustrzegli się w swej pracy pewnych historycznych błędów, które może nie często, ale jednak w niektórych punktach wyolbrzymiają obraz demoralizacji Escobara. Oczywiście, to i tak nie zmienia istoty rzeczy, albowiem nawet, gdyby choćby połowa złych czynów owego człowieka pokazanych w tym serialu była prawdziwa, to i tak wyłania się z nich wizerunek osoby bezwzględnej, cynicznej i strasznie zdeprawowanej. Jako pewnego rodzaju wątpliwość co do treści omawianej produkcji tradycyjnie możemy już podać fakt, iż seks, nieskromność oraz wulgarna mowa są tu nieraz eksponowane bez większych ogródek. Naszym zdaniem , co potwierdza zresztą doświadczenie filmów starszej daty, dałoby się pokazywanie takich rzeczy wyraźnie ograniczyć i to bez większego uszczerbku dla odmalowania powagi zła czynionego przez „antybohaterów” serialu „Narcos”. Mirosław Salwowski /.../