Tag Archive: kara śmierci

  1. Przed egzekucją

    Leave a Comment Oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść o staraniach siostry zakonnej Helen Preajan, mających na celu tak ocalenie przed karą śmierci jednego ze skazańców (Matthew Ponceleta, który wcześniej popełnił morderstwo oraz gwałt), jak i nawrócenie jego duszy. Na płaszczyźnie etycznej i światopoglądowej film ten wydaje się bardzo trudnym do jakiejś bardziej jednoznacznej oceny. Są w nim bowiem umieszczone, w niemal równej mierze i natężeniu tak rzeczy złe, jak i dobre. Z jednej strony mamy tu herezje, fałszywe doktryny oraz poważne dwuznaczności, z drugiej zaś obserwujemy piękny wątek, w którym siostra Preajan walczy o duszę skazańca, próbując mu uświadomić moralną wagę zła, które popełnił oraz  możliwość zbawienia dlań (które jest dostępne w Panu Jezusie). Jest tutaj też mowa o potrzebie przebaczania naszym winowajcom i krzywdzicielom. A jakie są herezje, fałszywe doktryny i dwuznaczności tego filmu? Z pewnością czymś takim jest wręcz absolutny sprzeciw wobec kary śmierci w nim wyrażony, w pewnych momentach zrównujący nawet sądowe uśmiercanie winnego bardzo złych czynów człowieka z umyślnym morderstwem wcześniej przez niego popełnionym. Pomijając już doktrynalną fałszywość takiego postawienia sprawy, jego błędność widzimy nawet w świetle samego zdrowego rozsądku. Skazany bowiem za morderstwo i gwałt Matthew Poncelet zanim została wykonana na nim kara śmierci, miał bowiem proces sądowy, w którym mógł się bronić, a po tym jak już owa sankcja została nań orzeczona, dysponował jeszcze na tyle długim czasem, iż mógł spokojnie przemyśleć swe życie, pożegnać się z bliskimi, przekazać innym swą ostatnią wolę, etc. Trudno takie okoliczności wymierzania śmierci złoczyńcy porównać z okolicznościami, w jakich ów zabijał swą ofiarę.  Mężczyzna, którego zabił nie mógł bowiem pożegnać się z bliskimi i rodziną, nie miał prawa do procesu, w którym mógłby się bronić, zaś spokojna refleksja nad swym życiem i zbliżającą się śmiercią, jest co najmniej bardzo trudna w sytuacji, gdy wcześniej jest się pod osłoną nocy nagle zaatakowanym i za chwilę później prowadzonym na rzeź (a przy tym słyszy się krzyki swej ukochanej, brutalnie gwałconej  przez okrutnych oprawców). I nawet, gdyby uznać, że w dzisiejszych okolicznościach historycznych, np. ze względu na rozwój systemu więziennego czy też to, że być może z różnych względów kara śmierci nie zmniejsza występowania brutalnej przestępczości, owa sankcja nie jest już potrzebna, to i tak nieuprawnionym jest stawianie jej na równi z umyślnym, zamierzonym odbieraniem innym ludziom życia czynionym samowolnie i bez wyroku sądowego. Zresztą przy okazji omawiania tego filmu, warto zauważyć, jak dalekie od postawy choćby św. Pawła Apostoła są rozmaite batalie na rzecz zniesienia kary śmierci. Poplecznicy owych mówią nam wszak: „Mordercy i gwałciciele też mają prawo żyć„, tymczasem wspomniany wyżej Apostoł Narodów będąc postawionym przed sądem rzekł: „Jeżeli zawiniłem i popełniłem coś podpadającego na karę śmierci, nie wzbraniam się umrzeć” (Dzieje Apostolskie 25: 11). Ponadto, w „Przed egzekucją” została zarysowana dość charakterystyczna dla części współczesnego kina próba dzielenia Kościoła i chrześcijaństwa na  dobrą i złą stronę. I nie trzeba się zbyt długo domyślać, kto jest tu przedstawiony jako „jasna”, a kto jako „ciemna strona mocy”. W filmie tym, po jednej strony mamy bowiem niesympatycznego, wzbudzającego emocjonalną niechęć księdza, który wyraźnie jest pokazany jako reprezentant bardziej tradycyjnego podejścia do wiary, moralności i kościelnej dyscypliny (np. zwraca siostrze Helen uwagę na brak u niej zakonnego habitu, broni godziwości kary śmierci). Po drugiej zaś stronie, mamy naszą główną bohaterkę, która poza tym, że gorliwie oponuje przeciwko karze śmierci, to zamiast tradycyjnego dla zakonnic habitu, nosi zwykły dla osób świeckich strój, który dodatkowo jeszcze z ledwością mógł by być uznany za relatywnie skromny nawet dla zwyczajnych niewiast (jej spódnica jest przynajmniej lekko obcisła, z trudnością zakrywa kolana). Mimo wszystko wydaje się nam jednak, że pokazane wcześniej dobre wątki owego obrazu lekko przeważają nad jego złymi i wątpliwymi aspektami, dlatego też – nie bez wahania – ale zdecydowaliśmy się  dać mu najniższą z pozytywnych ocen, czyli: „Dobry, ale z bardzo poważnymi zastrzeżeniami„.   Ps.  Spodobała Ci się ta recenzja? Przekaż nam choćby symboliczną darowiznę w wysokości 2 złotych. To mniej, niż kosztuje najtańszy z tygodników opinii, a nasze teksty możesz czytać bez żadnych limitów i ograniczeń. Numer konta: 22 1140 2004 0000 3402 4023 1523, Mirosław Salwowski /.../
  2. Komora

    Leave a Comment Ekranizacja jednej z powieści znanego amerykańskiego pisarza, Johna Grishama. W filmie tym widzimy, jak młody adwokat (Adam) próbuje ocalić swego, skazanego niegdyś za mord na dwójce dzieci żydowskiego prawnika, dziadka, przed wykonaniem zasądzonej na niego kary śmierci. Sam Cayhill, bo tak nazywa się dziadek, miał dokonać tego okrutnego czynu w czasach, gdy na Południu USA toczyła się walka z rasizmem i segregacją rasową, on zaś był wówczas gorliwym aktywistą Ku Klux Klanu. Zabite dzieci były zaś potomstwem jednego z działaczy na rzecz praw obywatelskich. Mimo że Adam z wielkim zaangażowaniem stara się uratować swego dziadka od śmierci, ten wydaje się  niewzruszony i zatwardziały tak w swych negatywnych uczuciach wobec innych ludzi, jak i rasistowskich przekonaniach, jakie żywi. Sam nie zdaje się też mieć żadnych wyrzutów sumienia względem czynu, za który został skazany na najwyższy wymiar kary. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film pt. „Komora” trudny jest do jednoznacznej oceny. W wyraźny sposób ścierają się bowiem w nim wpływy tak dobre i budujące, jak i złe oraz szkodliwe. Tytułem tych pierwszych należy wymienić potępienie dla rasizmu, miłość sprawiedliwości, ukazanie wartości przebaczenia i tego, iż człowiek może zmieć swój błędny światopogląd, nawet pomimo tego niemal przez całe życie go żarliwie wyznawał. Innym budującym wątkiem owego obrazu jest też to, że główny pozytywny bohater, a więc Adam próbuje pojednać ze sobą rozbitą przez nienawiść i uprzedzenia dziadka rodzinę. Na pochwałę zasługuje też fakt, iż twórcy tego filmu nie eksponują w nim scen seksu, czynności erotycznych, obscenicznych aluzji czy nieskromnych strojów albo póz. Rzeczami  błędnymi albo przynajmniej bardzo wątpliwymi w tej produkcji są zaś pokazywanie kary śmierci tak jakby ta, byłaby zawsze zła i okrutna, łączenie sprzeciwu wobec homoseksualizmu z rasizmem (jedyne „homofobiczne” uwagi, jakie padają w tym filmie, wypowiadane są przez rasistów), pochwała samobójstwa, a także dość dwuznaczne przedstawianie chrześcijaństwa (odniesienie do wiary w Boga, Sądu Bożego, etc., również padają tu z ust albo postaci negatywnych albo przynajmniej lekko dwuznacznych i zdających się nie wzbudzać sympatii). Istotnym brakiem tego obrazu jest też to, iż zmiana, jaka zachodzi w jego początkowo negatywnym bohaterze, a więc Samie, odmalowana jest w stricte humanistyczny sposób, to znaczy, owszem zmienia on swój stosunek do ludzi, ale nie widzimy, by w którymś momencie zwracał się do Boga z prośbą o przebaczenie popełnianych przez siebie nieprawości. Tradycyjnie też, nie możemy nie skrytykować tego, iż tak jak w wielu filmach – najpewniej w imię „realizmu” – twórcy omawianego obrazu postanowili umieścić w nim dużą ilość wulgarnej mowy. Pozostaje więc przed nami trudne pytanie, jak ostatecznie ocenić ten film? Czy mimo jego sympatii dla fałszywych i błędnych doktryn, ocenić go pozytywnie, gdyż przychylnie przedstawia też przy tym pewne dobre postawy? Czy może jednak uznać, że wspomniane złe rzeczy pełnią w tej produkcji rolę kilku kropel silnej trucizny, która wlana do choćby i pierwotnie bardzo zdrowego soku, czyni z niego napój szkodliwy dla życia i zdrowia? Cóż, z pewną niepewnością i wahaniem, dajemy temu filmowi, najniższą z wystawianych przez nas pozytywnych ocen, a więc „+1”, czyli „Dobry, ale z bardzo poważnymi zastrzeżeniami”. Mimo wszystko bowiem, w naszym odbiorze, główną treścią „Komory” są jednak rzeczy budujące, a złe i wątpliwe jego elementy są tu czymś mimo wszystko ubocznym. Oczywiście i te „uboczne rzeczy”mogą – w dalszej perspektywie – przyczynić się do zainfekowania widzów fałszywymi doktrynami i pojęciami. Dlatego też odradzamy puszczanie owego filmu dzieciom, nastolatkom,   dorosłe zaś osoby, jeśli już go oglądają, winny to czynić ze szczególną ostrożnością, będąc gotowe do konfrontacji pewnych błędów w nim zawartych z Prawdą zawartą w Słowie Bożym i nauczaniu katolickim.   Ps.  Spodobała Ci się ta recenzja? Przekaż nam choćby symboliczną darowiznę w wysokości 2 złotych. To mniej, niż kosztuje najtańszy z tygodników opinii, a nasze teksty możesz czytać bez żadnych limitów i ograniczeń. Numer konta: 22 1140 2004 0000 3402 4023 1523, Mirosław Salwowski     /.../