Tag Archive: I wojna światowa

  1. 1917

    Leave a Comment Trwa I wojna światowa. Na znanym ze swej statyczności froncie zachodnim wojska brytyjskie sprzymierzone z Francuzami wykrwawiają się w walkach z Niemcami. Generał Erinmore wydaje dwóm młodym żołnierzom – Williamowi Schofieldowi i Tomowi Blake’owi – rozkaz przedostania się za linie wroga i dotarcia do brytyjskich oddziałów, którymi dowodzi pułkownik Mackenzie. Mają go oni ostrzec przed pułapką, w jaką Niemcy chcą go wciągnąć podczas planowanego przezeń ataku, a która została uwidoczniona na zdjęciach wykonanych przez lotnictwo i przekazać mu zakaz przeprowadzania natarcia. Nie ma innego sposobu zapobiegnięcia masakrze setek Brytyjczyków, gdyż wycofując się Niemcy uszkodzili łączność  nieprzyjaciela. Dla wysłanej z nadzwyczaj odpowiedzialnym zadaniem dwójki żołnierzy stawka jest tym większa, że w zagrożonych oddziałach służy brat jednego z nich, czyli Blake’a.  Na płaszczyźnie artystycznej film ten jest iście porywający. Sporą zasługę w tej dziedzinie przypisać należy operatorowi Rogerowi Deakinsowi, który nie tylko wykonał piękne zdjęcia, ale we współpracy z reżyserem posłużył się unikatowym zabiegiem, jakim jest nakręcenie całego tego filmu w jednym ujęciu, a przynajmniej w sposób mający wywołać w widzu  nieodparte wrażenie, iż tak jest (znawcy technicznych aspektów związanych z tym dziełem mówią bowiem, że ukryto w produkcji pewne cięcia, ale pozostają one właściwie niewidoczne dla oglądającego). Nie jest to jedynie iluzjonistyczną sztuczką, wykonaną by się popisać (choćby tym, że aktorzy musieli rzekomo bezbłędnie za jednym razem odegrać całe swe wymagające fizycznie role od początku do końca, bo ewentualny błąd wymagałby zaczynania ujęcia od początku, albo tym, że dzieło prezentuje się tak jakby mimo rozmachu stworzono je w kilka godzin, czyli w czasie, przez który trwa owo jedno „nieprzerwane” ujęcie). Fakt, iż oglądamy losy postaci bez widocznych cięć sprawia, że jako widzowie niejako wchodzimy do ich świata. W codziennym życiu bowiem widzimy swymi oczami rzeczywistość w sposób ciągły, nieprzerwany, nie ma żadnych cięć. Twórcy omawianego filmu, oferując nam podobne doznania, osiągają wrażenie „rozbitej szyby” – znika ekran dzielący nas od żołnierzy i stajemy się jakby trzecią osobą wysłaną ze wspomnianą dwójką, by ostrzec pułkownika, i stale jej towarzyszącą. Wielkie wrażenie robią też efekty specjalne i scenografie (okopy, zasieki, leje po bombach, wioski, a nawet całe zrujnowane miasta) w niezwykle realistyczny sposób odtwarzające realia frontu zachodniego. Patrząc na przesłanie, w służbę którego zaprzęgnięte zostały te środki, również nie można narzekać. Pochwalić przede wszystkim należy podkreślenie przez dzieło tradycyjnych żołnierskich cnót – odwagi, wytrzymałości i poświęcenia – którymi wykazać się muszą dwaj żołnierze postawieni przed niebezpiecznym i wyczerpującym zadaniem. O ile Blake’a silnie motywować do jego wykonania może fakt, iż pozwala ono na ocalenie jego brata, o tyle Schofield musi wbrew sobie wykrzesać z siebie siłę i stawić czoło sytuacji. Jest on początkowo sportretowany jako dość daleki od ideału patriotycznego żołnierza, wątpi w sens walki, niechętnie przyjmuje misję i lekceważąco odnosi się do wojskowych zaszczytów spotykających zasłużonych (mowa, że sprzedał otrzymane odznaczenie za butelkę wina). Przemiana do jakiej zmusza się, w szczególności po śmierci towarzysza, niebywały heroizm i poświęcenie z jakimi decyduje się ukończyć zadanie, czynią go jednym z lepszych przykładów moralnych obecnych w nakręconych w ostatnich latach filmach. Nawet zaś fakt, iż niezwykły wysiłek bohatera pozostaje po ludzku niedoceniony (ostrzeżony przed pułapką pułkownik co prawda odwołuje natarcie, ale wulgarnie wyprasza ze swej kwatery żołnierza, który „zmarnował” jego szansę na przewidywane zwycięstwo), to nie da się zatrzeć wywieranego przez film wrażenia, iż warto było zachować się jak trzeba.  Nie można nie docenić także tego, jak realistycznie i odstręczająco zobrazowano tu niszczące działanie wojny. Osiągnięto to głównie dzięki zestawieniu pięknych łąk i pól, rozciągających się po obu stronach linii frontu, z obskurnymi widokami, jakie widzimy na „ziemi niczyjej” (pomiędzy okopami wojsk Ententy i niemieckich) oraz w innych dotkniętych działaniami wojennymi miejscach, gdzie straszą ruiny, zryte pociskami puste, błotniste przestrzenie pozbawione wszelkiej zieleni, poplątane druty kolczaste tworzące zasieki i walające się trupy ludzkie i końskie podjadane przez szczury i insekty. Takie zestawienie pokazuje domyślnie, że świat został stworzony jako dobry i byłby takim, gdyby nie niszczyły go m. in. wojny ludzi. Negatywne skutki wojny zasugerowane są również przez zachowanie żołnierzy w większości sportretowanych jako smutni, oderwani od zwykłego życia (i np. tracący przez to rachubę czasu), będący na granicy depresji ludzie. Pojawiająca się opowieść o jednym z żołnierzy, który stracił ucho odgryzione przez szczura, który podszedł do niego, gdy ten spał po umyciu włosów przysłanym przez dziewczynę wonnym szamponem także pozwala na wyobrażenie sobie cierpień i podłych warunków, których doświadczali wplątani w ten konflikt ludzie. To wszystko sugeruje, iż wojny są zjawiskiem, któremu warto, na ile to możliwe, kłaść kres. Jest to słuszną, zwłaszcza w tym kontekście uwagą, warto bowiem pamiętać, iż skoro nawet sprawiedliwej wojny należy w miarę możności unikać ze względu na jej niszczycielską siłę i bycie bliską okazją do grzechu, to co dopiero rzec o wojnie napędzanej głównie pychą i zachłannością rządzących imperiami i przyczyniającej się do kresu starego, tradycyjnego i dość jednak mocno zakorzenionego w chrześcijaństwie ładu, jaką była I wojna światowa. Innymi zaletami jest podkreślenie potrzeby rozwagi podczas prowadzenia walki, choćby poprzez odpychające ukazanie zadufania pułkownika, na którym Schofield musi niemal wymusić odwołanie natarcia, gdyż dowódcy trzeźwy osąd przesłania wizja zostania bohaterem wojennym.  W pozytywny sposób zobrazowano tu też miłosierdzie wobec nieprzyjaciół, skontrastowane z całkowitą wobec nich  bezwzględnością (Schofield i Blake chcą udzielić pomocy rannemu zestrzelonemu pilotowi niemieckiemu, który potem niestety rzuca się na Blake’a z nożem).  Jeśli chodzi o wątpliwe elementy filmu to trzeba wymienić pewną ilość zawartych w nim wulgaryzmów, których dałoby się chyba uniknąć bez szkody dla fabuły. Mamy tu też krótką i utrzymaną niestety w lekko żartobliwym tonie wymianę zdań między wiadomą dwójką żołnierzy dotyczącą masturbacji.  Te jednak zastrzeżenia nie przekreślają pięknego przesłania filmu, będącego jedną z ważniejszych w ostatnich latach opowieścią wychwalającą żołnierskie cnoty, a jednocześnie ostrzegającą przed złem i niebezpieczeństwem tkwiącym w wojnie. Michał Jedynak /.../
  2. Legiony

    Leave a Comment Akcja tego filmu rozgrywa się w czasie I wojny światowej, a jego głównymi bohaterami są Józek Wieża, Tadek Zbarski oraz Ola Tubilewicz. Wszyscy oni walczą w ramach utworzonych wcześniej Legionów, których celem jest uzyskanie przez Polskę po zakończeniu wielkiej wojny niepodległości. Józka i Tadka łączy też miłość do jednej dziewczyny, czyli Oli Tubilewicz, co też w skutek różnych wojennych powikłań wystawi ich wszystkich na poważne rozterki. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ten należy ocenić raczej krytycznie. Głównym ku temu powodem wydaje się fakt, iż ów promuje postawę nieposłuszeństwa wobec rządzących wówczas Polską władców trzech cesarstw (Rosji, Prus i Austro-Węgier). To przesłanie tego filmu widać choćby w słowach, jakie padają z ust Stanisława Kaszubskiego (ps. Król), który mówi o sobie i żołnierzach Legionów, że mają oni: „w du***e cesarzy„. Podobną postawę reprezentuje Kaszubski w rozmowie z przesłuchującym go rosyjskim oficerem, który słusznie wszak przypomina mu, że jako poddany rosyjskiego cara powinien służyć w jego armii, nie zaś dezerterować do wojska innego państwa. Oczywiście dążenie do ponownego uzyskania przez Polskę niepodległości było samo w sobie dobrym zamierzeniem, jednak okoliczność ta nie zmieniała jednej z zasad tradycyjnej moralności chrześcijańskiej, jaką jest obowiązek okazywania szacunku i posłuszeństwa tym, którzy w danym czasie dzierżą legalnie władzę. Wyjątek od tej zasady jest zasadniczo tylko jeden i sprowadza się do sytuacji, w których rządzący nakazywaliby czynienie czegoś jawnie sprzeczne z Prawem Bożym, kościelnym lub naturalnym. Więcej na ten temat można przeczytać pod poniższym linkiem: O posłuszeństwie władzy i granicach tego posłuszeństwa Nieco dwuznacznym elementem omawianego filmu wydaje się też być wyeksponowanie roli niewiast w prowadzonych walkach zbrojnych. Jeden z jego producentów p. Maciej Pawlicki mówił wszak, iż zabieg ten został uczyniony poniekąd w celu docenienia zdobyczy ruchu emancypacji kobiet. I choć część z tych zdobyczy istotnie należy ocenić pozytywnie to sam bardziej aktywny udział kobiet w walce zbrojnej wydaje się być dla nich niezbyt naturalny, a ponadto zachodzi wątpliwość, czy aby na pewno patrząc z perspektywy historycznej tak miały się rzeczy w czasie I wojny światowej. Pewnego rodzaju podkreśleniem owego „feministycznego” wątku filmu jest też fakt, iż jedna z kobiecych jego bohaterek, czyli Ola Tubilewicz nosi krótkie jak na ówczesne standardy dla kobiet włosy. Co też jest pewnego rodzaju zatarciem naturalnych różnic pomiędzy męską a damską płcią. Oczywiście, w omawianej produkcji są też dobre rzeczy, np. pokazanie waleczności, odwagi i poświęcenia walczących w ramach Legionów polskich żołnierzy. Poza tym można też powiedzieć, że w filmie pokazano negatywne skutki grzechu, jakim jest nierząd (czyli seks przedmałżeński pomiędzy osobami wolnymi), gdyż takowy okazuje się przynieść poważne problemy jego bohaterom. Mirosław Salwowski PS. Drogi Czytelniku jeśli doceniasz naszą wieloletnią i wytrwałą pracę w dziele propagowania dobrej i chrześcijańskiej kultury oraz uwrażliwiania na dostrzeganie złych lub wątpliwych moralnie i światopoglądowo aspektów przemysłu filmowego to prosimy Cię o wsparcie finansowe naszej działalności. Uczynić to możesz wpłacając dowolnie wybraną przez siebie kwotę pieniężną na poniższe konto bankowe: 22 1140 2004 0000 3402 4023 1523Mirosław Salwowski, Toruń Dane do przelewu bankowego dla osób z zagranicy to: PL 22 1140 2004 0000 3402 4023 1523 Kod SWIFT: BREXPLPWMBK Mirosław Salwowski, Toruń /.../
  3. Sarajevo (2014)

    Leave a Comment

    Film ten przedstawia inną niż powszechnie przyjęta teorię odnośnie kulis i przyczyn zamachu na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda do którego doszło 28 czerwca 1914 roku w Sarajewie (co z kolei doprowadziło do wybuchu I wojny światowej). W obrazie tym widzimy dochodzenie jakie w tej sprawie prowadzi austriacki sędzia śledczy Leo Pfeffer. W miarę rozwoju śledztwa Pfeffer odkrywa związki zamachowców z austro-węgierskimi politykami i wojskowymi.

    Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ten można pochwalić za to, iż pokazuje postać śledczego, dla którego bardzo ważna jest walka o ustalenie prawdy i który jest w imię tej wartości gotów ponosić ryzyko. Niestety jednak w pewnym momencie główny bohater zgadza się podpisać raport zawierający fałszywe bądź wątpliwe stwierdzenia po to, by ułatwić życie swej kochance i jej rodzinie – to zaś osłabia pozytywny aspekt owego filmu o którym wspomniałem przed chwilą. Zaletą tej produkcji jest też to, że w negatywnym świetle pokazuje prawdziwy (a nie urojony) antysemityzm. Leo Preffer jest co prawda bowiem Żydem z urodzenia, jednak przyjął on religię chrześcijańską i dał się ochrzcić. Mimo to jednak spotyka się pod swym adresem z antysemickimi szyderstwami i obelgami, co zostaje w filmie słusznie ukazane jako coś odstręczającego. Innym atutem omawianego obrazu jest też to, że nie epatuje on scenami przemocy, seksu, obscenicznością i wulgarną mową.

    Jako wadę tego filmu można z pewnością wymienić wątek cudzołożnego związku głównego bohatera z pewną Serbką. Jest to raczej tu pokazane w życzliwym świetle. Można też zastanawiać się nad tym, czy komentarze niektórych z postaci filmowych odnoszące się do ufności Bogu, którą miał okazywać arcyksiążę Franciszek Ferdynand nie były utrzymane w duchu zbyt sceptycznym.

    Mirosław Salwowski

      /.../

  4. Boże Narodzenie (2005)

    Leave a Comment

    Oparty na prawdziwych wydarzeniach film opisujący wigilię i święta Bożego Narodzenia 1914 roku, które odbywały  się na jednym z pól bitewnych I wojny światowej.  Nie było by w tym pewnie nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż święta te spędzili razem żołnierze zwaśnionych ze sobą stron (Wielkiej Brytanii i Francji z jednej, a Niemiec z drugiej strony), którzy wcześniej w ferworze walki strzelali do siebie, zabijając i raniąc siebie nawzajem.

    Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej „Boże Narodzenie” może na pierwszy rzut oka wydawać się filmem pacyfistycznym, a nawet zawierającym pewne antychrześcijańskie akcenty. W całym tym obrazie wyczuwamy wszak absurd i tragizm wojny, w której z rozkazu rządzących walczą na przeciw siebie zwykli normalni ludzie. Wszyscy ci ludzie mają swe uczucia, rodziny, nadzieje, lecz muszą do siebie strzelać tylko dlatego, że dane im było mieszkać w innych krajach i należeć do innego narodu. Podczas, gdy rządzący w imię swych interesów wywołując wojny pragną napełnić podległych sobie żołnierzy wrogością i nienawiścią do siebie nawzajem, atmosfera Bożego Narodzenia sprawia, iż ci nie tylko odkładają na ten czas broń, ale jeszcze razem jedzą, śpiewają, świętują i cieszą się. Co do możliwej antychrześcijańskiej interpretacji tego filmu, to najbardziej wymowna może się tu wydawać scena, w której jeden z anglikańskich duchownych po nienawistnej tyradzie swego przełożonego (gdzie ów piętnuje jako niepatriotyczne wspólne świętowanie żołnierzy z wrogich krajów i twierdzi, że wobec ludzi z nieprzyjacielskiego kraju trzeba być bezlitosnym), zdejmuje krzyżyk ze swej piersi i udaje się w nieznanym kierunku.

    Skąd więc wzięła się jedna z najwyższych not dla tego filmu ze strony naszego portalu? Otóż, choć owszem nie można wykluczyć wskazanych powyżej interpretacji owego obrazu (a zwłaszcza możliwie jego radykalnie  pacyfistycznego przesłania) nie wydaje się nam, by była to jedynie możliwa jego interpretacja. Choć nie da się bowiem zaprzeczyć temu, iż produkcja ta wskazuje na tragizm i absurd wojny, to trudno stwierdzić, czy sugestia ta dotyczy każdej wojny czy może pewnych konkretnych wojen, a w tym wypadku, konfliktu zbrojnego toczącego się w latach 1914 – 1918? Jeśli wszak, interpretacja ta miałaby się tyczyć konkretnie I wojny światowej, to trudno odmówić jej słuszności. Wojna ta w dużej mierze była bezsensowna i toczyła się nie w imię obrony naprawdę ważnych dóbr i zasad, ale raczej z powodu wybujałych ambicji rządzących poszczególnymi, a uczestniczącymi w niej krajami. I dlatego bardzo słusznie piętnuje się w nim to, iż zwykli żołnierze giną na froncie, podczas, gdy rządzące elity delektują się w tym czasie „indyczkami w kasztanach„.

    Co do zaś możliwego antychrześcijaństwa tego filmu to jak już bardziej można się w nim dopatrzeć pewnej (i to jeszcze nie złej samej w sobie) formy antyklerykalizmu. Antyklerykalizm pojmowany jako krytyka czy piętnowanie pewnych złych zachowań niemałej części duchowieństwa wcale wszak nie musi łączyć się z antychrześcijaństwem. W przeciwnym wszak razie trzeba by jako „antychrześcijan” określić i tych Świętych, którzy w historii Kościoła nie wahali się otwarcie ubolewać nad złym postępowaniem ze strony licznych duchownych (np. św. Katarzyny ze Sieny czy św. Pio z Pietlerciny).  W kontekście zaś zachowania się w czasie I wojny światowej  niemałej liczby, zwłaszcza wyższych rangą duchownych, różnych wyznań chrześcijańskich, to trzeba sobie jasno powiedzieć, iż nieraz było ono wręcz karygodne. W obliczu wszak tak wątpliwej w swych celach wojny, nieraz podgrzewali oni wojenną, przesyconą nienawiścią wobec wrogów, atmosferę. Tym bardziej trudno zaś nazywać ów film „antychrześcijańskim”, gdy zważymy na to, iż wiele jest w nim pozytywnych odniesień do naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa (choćby w postaci pięknych, tradycyjnych kolęd), zaś to właśnie celebracja wspomnienia Jego narodzin jest czymś co przynajmniej na pewien czas pozwala wnieść do serc żołnierzy ciepłe promienie wzajemnej miłości, serdeczności, radości i nadziei.

    Warto dodać, że w omawianym obrazie nie epatuje się widza scenami seksu, krwawej przemocy, nieskromności oraz wulgarną i obsceniczną mową. Co też czyni to tym bardziej godnym pochwały i polecenia.

    /.../