Możliwość komentowania Zamach stanu została wyłączona Jeden z nielicznych polskich filmów poświęcony wojskowemu przewrotowi z maja 1926 roku, za pomocą którego marszałek Józef Piłsudski obalił dotychczasowego Prezydenta i rząd Rzeczypospolitej i sam faktycznie przejął władzę w naszym kraju. Obraz ten pokazuje przygotowania do zamachu majowego, jego przebieg, a także owoce i skutki tego wydarzenia w następnych latach (np. represje wobec opozycji politycznej, umacnianie swoistego kultu marszałka Piłsudskiego, etc.).
Choć film ów był czasami przedstawiany jako radykalna krytyka ukazanych w nim działań marszałka Piłsudskiego, my ze swej strony raczej widzimy w owym obrazie próbę dość zrównoważonego i starannego ukazania racji i motywów stojących po różnych stronach owego politycznego sporu. Owszem, można powiedzieć, że widać w tej produkcji pewien nacisk położony na pokazywanie zwłaszcza lewicowej części opozycji wobec rządów Piłsudskiego i skupionego wokół niego obozu sanacji, co prawdopodobnie wynikało z politycznych sympatii samego reżysera, jednak raczej nie widać tu jakiejś całkowitej jednostronności w tym względzie. Ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć, iż twórcy filmu starali się oddać sprawiedliwość wszystkim stronom pokazanego w nim konfliktu politycznego, ukazując ich jako często kochających Polskę patriotów, jednak różniących się w ocenie tego, w jaki praktyczny sposób chcą ową miłość do ojczyzny realizować. Choć prawdopodobnie więc słuszną jest powszechnie przyjęta interpretacja tego obrazu jako krytyki działań obozu sanacji, to mimo wszystko nie wydaje się, by była to krytyka absolutna oraz jednostronna.
Pod omawianym wyżej względem można więc zaryzykować opinię, iż film „Zamach stanu” jest dziełem wartościowym, gdyż może skłaniać bardziej uważanych jego widzów do pogłębionych refleksji na temat tego, jak powinien objawiać się patriotyzm, służba ojczyźnie, gdzie przebiegają etyczne granice odnośnie tego, w jaki sposób realizować te cele.
Ponadto, dużym atutem omawianej produkcji wydaje się być umiar i powściągliwość użytych w niej środków wyrazu. Nie ma tu wszak żadnych scen seksu, obscenicznych aluzji, nie jest eksponowana nieskromność, bezwstyd oraz wulgarna mowa, a przemoc została pokazana w bardzo stonowany sposób (mimo, iż tematyka tutaj poruszona mogła stanowić pretekst do epatowania widokami przelewanej krwi, etc.).
/.../
Możliwość komentowania Trocki / Trotsky (2017) została wyłączona Serial ten pokazuje losy słynnego komunistycznego rewolucjonisty Lwa Trockiego od jego młodych lat aż do samej tragicznej śmierci. Widzimy więc poszczególne etapy politycznej drogi tego człowieka obejmujące między innymi: pobyt w carskim więzieniu, działalność na emigracji, wszczęcie bolszewickiej rewolucji w Rosji i wynikłą z tego wojnę domową oraz ostatnie tygodnie życia Trockiego, które spędził on wygnaniu w Meksyku.
Na płaszczyźnie światopoglądowej za plus tego serialu można chyba uznać to, iż bez większych złudzeń i przychylności pokazuje on postać Lwa Trockiego. Nie jest więc on tu przedstawicielem owego mitycznego „prawdziwego socjalizmu” (w domyśle dobrego i szlachetnego), którego ideały zbrukał oraz wynaturzył Józef Stalin. Trocki jest w omawianej produkcji pokazany jako człowiek bezwzględny, okrutny, który owszem wierzy szczerze w swe ideały, jednak owa okoliczność nie wydaje się wcale czynić go przez to postacią bardziej sympatyczną. Widzimy bowiem jak ów komunistyczny rewolucjonista w dążeniu do realizacji swych politycznych marzeń i celów po prostu zatraca się w swym człowieczeństwie, stając się – jakby – mówiąc słowami, które przypisane mu są w filmie – „demonem”. Poza nazwijmy to „polityczno-ideologiczną” stroną Lwa Trockiego widzimy go tu też jako po prostu słabego i skłonnego do różnych grzechów człowieka – zdradza on tak swoją pierwszą, jak i drugą żonę, zaniedbuje swe dzieci, okrutnie traktuje jednego z marynarzy, który wcześniej traktował go bardzo po przyjacielsku i wielu mu też pomógł.
Atutem omawianego serialu wydaje się też to, że wskazuje on na to, iż komunizm przyniósł Rosji znacznie więcej zła niż nadużycia poprzednio tam panującego ustroju, na który ów miał być wszak receptą i alternatywą.
Jako poważny minus tej produkcji należy z pewnością wymienić dosadne sceny ukazujące pożycie seksualne oraz kobiecą nagość. Co jeszcze gorsze są one czasami tak zmontowane, iż trudno się na nie w porę przygotować, by odwrócić od nich wzrok. Poza tym, przy całej negatywnej ocenie Trockiego jako ideologa, polityka i człowieka można zapytać, czy aby niektóre ze scen pokazanych w serialu aż nazbyt go nie oczerniają. Chodzi mi tu zwłaszcza o końcówkę ostatniego odcinka, gdzie pokazano Trockiego w gorszym świetle niż jest to powszechnie nam znane z historii. I choć nie można absolutnie wykluczyć takiego przebiegu wydarzeń, to trudno powiedzieć czy są ku temu jakieś poważne przesłanki – a jeśli takowych by nie było, wtedy mielibyśmy do czynienia z popełnieniem grzechu oszczerstwa wobec owej historycznej postaci.
Mirosław Salwowski
/.../
Możliwość komentowania Sarajevo (2014) została wyłączona Film ten przedstawia inną niż powszechnie przyjęta teorię odnośnie kulis i przyczyn zamachu na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda do którego doszło 28 czerwca 1914 roku w Sarajewie (co z kolei doprowadziło do wybuchu I wojny światowej). W obrazie tym widzimy dochodzenie jakie w tej sprawie prowadzi austriacki sędzia śledczy Leo Pfeffer. W miarę rozwoju śledztwa Pfeffer odkrywa związki zamachowców z austro-węgierskimi politykami i wojskowymi.
Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ten można pochwalić za to, iż pokazuje postać śledczego, dla którego bardzo ważna jest walka o ustalenie prawdy i który jest w imię tej wartości gotów ponosić ryzyko. Niestety jednak w pewnym momencie główny bohater zgadza się podpisać raport zawierający fałszywe bądź wątpliwe stwierdzenia po to, by ułatwić życie swej kochance i jej rodzinie – to zaś osłabia pozytywny aspekt owego filmu o którym wspomniałem przed chwilą. Zaletą tej produkcji jest też to, że w negatywnym świetle pokazuje prawdziwy (a nie urojony) antysemityzm. Leo Preffer jest co prawda bowiem Żydem z urodzenia, jednak przyjął on religię chrześcijańską i dał się ochrzcić. Mimo to jednak spotyka się pod swym adresem z antysemickimi szyderstwami i obelgami, co zostaje w filmie słusznie ukazane jako coś odstręczającego. Innym atutem omawianego obrazu jest też to, że nie epatuje on scenami przemocy, seksu, obscenicznością i wulgarną mową.
Jako wadę tego filmu można z pewnością wymienić wątek cudzołożnego związku głównego bohatera z pewną Serbką. Jest to raczej tu pokazane w życzliwym świetle. Można też zastanawiać się nad tym, czy komentarze niektórych z postaci filmowych odnoszące się do ufności Bogu, którą miał okazywać arcyksiążę Franciszek Ferdynand nie były utrzymane w duchu zbyt sceptycznym.
Mirosław Salwowski
/.../
Możliwość komentowania Ostateczna operacja została wyłączona Film ten przybliża widzom okoliczności porwania przez agentów izraelskiego Mossadu Adolfa Eichmanna jednego z największych zbrodniarzy hitlerowskich Adolfa Eichmanna. Człowiek ten po II wojnie światowej uciekł do Argentyny, gdzie pod fałszywym imieniem i nazwiskiem zaczął nowe życie, mieszkając wraz ze swą żoną oraz dziećmi na tamtejszej prowincji i będąc przy tym ochranianym przez lokalnych zwolenników nazizmu oraz skorumpowanych urzędników i policjantów. W 1960 roku został on jednak wytropiony i porwany przez specjalnie do tego powołaną komórkę izraelskiego wywiadu, a następnie przewieziony do Izraela, gdzie odbył się jego sądowy proces.
Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej główną zaletą owego filmu wydaje się być wskazanie na wyższość sprawiedliwości wymierzanej przez ustanowione przez Boga w tym celu urzędy i instytucje nad samosądami oraz zemstą. Przewodnim motywem tego obrazu jest bowiem dążenie do postawienia Adolfa Eichmanna przed sądem, co kontrastuje z początkowymi jego scenami, gdzie pokazano tragiczne w swych skutkach pomyłki będące efektem samosądu (chodzi o zabicie niewinnego człowieka, który został wzięty za zbrodniarza wojennego). Inną sprawą jest jednak to, że niektóre z dróg prowadzących do tego słusznego celu były z pewnością moralnie kontrowersyjne (chodzi głównie o celowe wprowadzanie w błąd za pomocą mówienia nieprawdy). Mimo to generalnie rzecz biorąc wskazany wyżej wątek tego filmu zasługuje na uznanie i pochwałę. Można nawet powiedzieć, że produkcja ta w pewien sposób przekazuje nam jedną z nauczanych przez Boga prawd, a mianowicie: Sprawiedliwy cieszy się, kiedy widzi karę, myje swoje nogi we krwi niegodziwca (Ps 58, 11-12).
Atutem „Ostatecznej operacji” jest też fakt, iż nie ma w niej scen seksu, eksponowania obsceniczności, nieskromności oraz przemocy.
Na pewną krytykę zasługuje zaś jeden z wątków owego filmu. Chodzi o to, że Kościół katolicki jest tam pokazany w zasadzie tylko w charakterze sprzymierzeńców i sojuszników nazizmu oraz nazistów. Tymczasem, choć istotnie nawet wśród wysoko postawionych hierarchów katolickich zdarzały się osoby rzeczywiście sprzyjające nazistom (czego przykładem był choćby abp Aloise Hudal) to jednak były wśród nich także przykłady żarliwych krytyków nazizmu. W tym więc aspekcie omawiany obraz jawi się nam jako zbyt jednostronny.
Ogólnie rzecz biorąc polecamy jednak ów film jako historycznie ciekawy oraz moralnie budujący.
Mirosław Salwowski
/.../
Możliwość komentowania Róża została wyłączona Film opowiada historię Tadeusza, żołnierza AK, którego żona została zgwałcona i zabita przez Niemców. Wypalony wojną dociera on na Mazury, które po klęsce III Rzeszy wejść mają w skład Polski Ludowej. Główny bohater udaje się do Róży Kwiatkowskiej, wdowy po żołnierzu Wehrmachtu, który przed śmiercią poprosił go o odniesienie żonie pamiątek po nim. Tadeusz zostaje u niej dłużej niż planował i pomaga jej zmagać się z trudną powojenną rzeczywistością (w szczególności napadami sowieckich żołnierzy).
Film ten zasługuje na pochwałę z kilku względów. Po pierwsze w osobie Tadeusza promuje on bardzo dobry wzorzec mężczyzny, w którym z jednej strony nie ma cienia zniewieścienia, z drugiej zaś w żadnym wypadku nie jest on typem „macho”, cechującego się chamstwem, brawurą i dla rozrywki „zaliczającego” kolejne przygodnie spotkane kobiety. Wręcz przeciwnie – główny bohater to „twardziel” z narażeniem życia broniący Róży i jej córki przed bandyckimi działaniami czerwonoarmistów, wytrwale stawiający w pojedynkę czoła problemom tak poważnym jak konieczność rozminowania pola, by można je było ponownie uprawiać, ale potrafiący być też troskliwym opiekunem dla chorej niewiasty. Przemocy używa tylko, gdy jest to konieczne dla obrony przed złoczyńcami usiłującymi gwałcić i rabować. Można rzec, że przez swe zachowanie bardzo dobrze spełnia on biblijny nakaz opieki „nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach” (Jk 1, 27), a raniąc czy zabijając ich prześladowców postępuje niczym Hiob, który opisując swe dobre uczynki mówił m.in.: „rozbijałem szczękę łotrowi i wydzierałem mu łupy z zębów” (Hi 29, 17).
Drugą zaletą tej produkcji jest pokazanie prawdziwego oblicza „wyzwolenia”, które Armia Czerwona przyniosła Polsce. Choć zakończyło ono hitlerowskie ludobójstwo, to nie da się ukryć, że Sowieci traktowali tereny Polski (a zwłaszcza Ziemie Odzyskane) jak terytorium podbite, co, jak pokazuje ten film, wiązało się z rabunkami, a nawet zgwałceniami i zabójstwami na wielką skalę. Twórcy ukazują też, że pod radzieckimi auspicjami stworzono w naszym kraju totalitarny system oparty na inwigilacji społeczeństwa, arbitralnych aresztowaniach, torturach (ich ofiarą pada Tadeusz) i przez to masowo zastraszający ludność. Przypomnienie tych faktów przez omawiany film należy docenić, zwłaszcza w kontekście ciągle trwających dyskusji z tymi, którzy próbują zanadto wybielać ówczesnych Rosjan.
Dzieło krytykuje też branie odwetu za winy zbrodniarzy na całych grupach, z których się oni wywodzą. Widać to w negatywnym odmalowaniu nienawiści i pogardy, jaką tak Rosjanie, jak i wielu Polaków wyraża wobec cywilnej ludności mazurskiej, niegdyś mającej obywatelstwo niemieckie. Film, nie wchodząc otwarcie w dyskusję na temat samej zasadności jej wysiedleń jako takich, uświadamia widzowi, że wiele ze zniewag, a nawet samowolnych aktów przemocy kierowanych wobec niej dotykało niewinnych i nie trzeba, a wręcz nie wolno było na na zło (jakim było niemieckie ludobójstwo) odpowiadać złem w postaci prześladowań przypadkowych obywateli niemieckich. Prawdę o tym, iż wojna nie musi do końca zatruć ludzkich serc nienawiścią ukazuje tu zaś przede wszystkim wątek wzajemnej pomocy, jakiej udzielają sobie będący byłym akowcem Tadeusz i Róża – wdowa po niemieckim żołnierzu.
Wady filmu to:
– kilka wulgaryzmów (choć jak na twórczość Smarzowskiego i tak bardzo mało),
– scena, w której Tadeusz ze swej inicjatywy korumpuje komunistycznego urzędnika (doprowadzając go do grzechu), aby ulżyć doli Róży i nie spotyka się to z krytyką (dać łapówkę można jedynie temu kto sam ją od nas wymusza, bo i tak żywi on już grzeszny zamiar),
– krótka scena ukazująca dość zmysłowe pocałunki między głównym bohaterem, a Różą, którzy nie są małżeństwem,
– przedstawienie bez negatywnego komentarza zabobonnej wiary Mazurów w to, iż dusza pozostaje przy ciele zmarłego aż do pogrzebu,
– wzbudzający kontrowersje wątek ślubu Tadeusza i córki Róży, udzielonego po to, aby ta mogła pozostać w Polsce (choć trudno mi ocenić czy była to symulacja zawarcia małżeństwa skutkująca jego nieważnością).
Jeśli chodzi o przemoc i seks (ten drugi osadzony w kontekście zgwałceń) to owszem czynią one ten film nieodpowiednim dla młodszej widowni (nie bez powodu po wejściu do kin dozwolony był on od lat 18), ale nie są tu one z pewnością źródłem atrakcji i podkreślają jedynie wagę ludzkiego cierpienia.
Generalnie więc dzieło to można uznać za wartościowe i polecić starszym widzom.
Michał Jedynak
/.../
Możliwość komentowania Czarne bractwo. BlacKkKlansman została wyłączona Film ten został oparty na autentycznej historii Rona Stallwortha, który w latach 70-tych XX wieku jako Murzyn – w pewnym sensie – przeniknął do struktur amerykańskiego Ku Klux Klanu. Otóż, Stallworth był wówczas zatrudniony w sekcji wywiadu miejscowej policji i za pośrednictwem prowadzonych przez siebie rozmów telefonicznych nawiązał kontakt z działaczami Ku Klux Klanu (w tym ze znanym do dzisiejszego dnia Davidem Duke’m). W trakcie tych rozmów Stallworth przedstawiał się jako zdeklarowany biały rasista, a na osobiste spotkania z przedstawicielami Klanu wysyłał swego białego (acz też nie-aryjskiego, bo żydowskiego pochodzenia) kolegę z pracy Flipa Zimmermana. Flip przedstawia się działaczom Ku Klux Klanu jako Ron Stallworth (naśladując przy tym jego sposób mówienia) zaprzeczając jednocześnie swym żydowskim korzeniom (o które jest podejrzewany zwłaszcza przez jednego z działaczy Klanu). W dalszym toku fabuły okazuje się, iż część aktywistów wspomnianej wyżej rasistowskiej organizacji planuje dokonanie zamachu terrorystycznego na przedstawicieli jednej z murzyńskich organizacji studenckich, czemu Ron próbuje przeciwdziałać.
Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej omawiany film na tak swoje wyraźniejsze zalety, jak i ewidentne wady. Zacznijmy od tych pierwszych.
Zaletą tego obrazu z pewnością jest jego antyrasistowskie przesłanie. Co prawda, w dzisiejszych czasach nie potrzeba do tego, jakiejś większej odwagi, tym nie mniej jednak rasizm (przynajmniej w takim znaczeniu i przejawach, w jakich występował historycznie najczęściej) jest z pewnością nieprawością oraz obrzydliwością, dlatego też dobrze jest go piętnować i zwalczać.
Jako drugą zaletę owego filmu można wymienić to, iż pokazuje on obraz idealistycznie nastawionego policjanta, który w nie zawsze sprzyjających sobie okolicznościach i środowisku próbuje walczyć ze złem również w szeregach swych zawodowych kolegów.
Następnym plusem jest tu dostrzeżenie negatywnego wpływu, jaki nie tylko na nasze myślenie, ale również konkretne czyny, wywierać mogą treści, którymi karmimy się za pośrednictwem np. filmów. W produkcji tej wskazano bowiem na złowieszczą rolę, jaką na historię Stanów Zjednoczonych wywarł słynny film „The Birth of Nation” („Narodziny narodu”). Jest tu wszak nawet mowa o konkretnych przypadkach krwawych i jednocześnie pochopnych oraz niesprawiedliwych samosądów popełnianych na czarnych obywatelach USA, do których przyczyniła się emisja oraz popularność „The Birth of Nation”.
Wreszcie mianem dobrej strony omawianego filmu można nazwać fakt, iż nie epatuje on seksem, przemocą i nieskromnością mimo, że jego tematyka mogłaby stanowić pretekst do takiegoż eksponowania tych rzeczy. Z drugiej strony niestety jego twórcy wpletli w dialogi bardzo dużą ilość wulgaryzmów, czego dałoby się uniknąć.
Przejdźmy teraz do omówienia bardziej dwuznacznych i złych elementów filmu.
Z pewnością bardzo wątpliwymi etycznie są pokazane w filmie metody pracy policjantów z wydziału wywiadu, które polegają na okłamywaniu i oszukiwaniu ludzi z rozpracowywanego przez nich środowiska. Kłamstwo jest zaś czynem wewnętrznie złym, przez co jest ono niedozwolone nawet dla osiągnięcia najlepszych celów. Co zaś jeszcze bardziej moralnie kontrowersyjne bohaterzy filmu na pewnym etapie swych działań sami pochwalają i utwierdzają w złych przekonaniach tych, z którymi przecież walczą.
Kolejnym dwuznacznym elementem jest tu raczej jednak zbyt mocne i jednostronne utożsamienie amerykańskiego chrześcijaństwa z rasizmem. Rasistowscy działacze Ku Klux Klanu są wszak pokazywani w tym filmie jako często gorliwi chrześcijanie. Prawdą jest, że Klan w silny sposób odwoływał się do religii chrześcijańskiej, a i różne chrześcijańskie wspólnoty w USA miały często swój mniejszy bądź większy wkład w utrwalanie rasowych uprzedzeń. Akcja omawianego filmu dzieje się jednak w końcówce lat 70-tych XX wieku, a więc w czasie, gdy amerykańscy chrześcijanie w dużej mierze wyzbywali się już rasistowskich przekonań i postaw. W filmie zaś chyba wszyscy co bardziej gorliwi chrześcijanie są rasistami, co przecież nie jest realistycznym odbiciem nastrojów czasów, w których usadowiona jest jego akcja.
Wydaje się też, iż końcowe sceny filmu, w których obecny prezydent USA Donald Trump pokazywany jest w kontekście mogącym sugerować jego sympatię dla białego rasizmu są co najmniej przesadzone. Trump co prawda ma za sobą pewne dwuznaczne – w aspektach rasowych – wypowiedzi i zachowania, jednak daleko im jeszcze do rasizmu wyznawanego przez Ku Klux Klan.
Mirosław Salwowski
/.../
Możliwość komentowania Narcos została wyłączona Serial ten oparty został na prawdziwej historii zmagań agentów DEA i części kolumbijskich sił bezpieczeństwa z mafiami narkotykowymi działającymi na terenie Kolumbii. Dwie pierwsze serie tej produkcji nakreślają nam przestępczą działalność słynnego Pabla Escobara, szefa Kartelu z Medelin. Ostatnia zaś trzecia z serii pokazuje nam losy innych narkotykowych baronów, którzy – kolokwialnie mówiąc – „przejęli schedę” po działalności Escobara (wówczas, gdy został już on zabity, do czego sami zresztą poniekąd w pewnej swej części doprowadzili).
Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej trudno ów serial ocenić w bardziej jednoznaczny sposób, gdyż pobudzana szlachetnymi motywami walka agentów DEA i części kolumbijskich sił bezpieczeństwa z przestępcami narkotykowymi wymieszana jest tu z mentalnością typu „Cel uświęca środki„, etc. Ci więc, którzy zwalczają przestępczość, przykładowo sami wchodzą w konszachty z innymi przestępcami, kłamią, zabijają ludzi bez sądu (również wówczas, gdy ci są już rozbrojeni). Rozwój zaś akcji i wypowiedzi jego głównych bohaterów nieraz zdają się usprawiedliwiać tego typu działania. Co prawda podział na „dobrych i złych facetów” jest w omawianej produkcji dostrzegalny, jednak to rozróżnienie nie jest już zbyt mocno widoczne, jeśli spojrzy się na środki działania, jakimi posługują się obie te przeciwstawione sobie grupy.
Z drugiej jednak strony na tej swoistej rzece mniej lub bardziej relatywistycznej moralności pojawiają się też co bardziej pokaźne statki wyrazistych cnót oraz postaw. Chodzi mi w tym miejscu np. o dowódcę jednej z kolumbijskich jednostek specjalnych, który determinację i gorliwość w ściganiu Escobara łączy z mocnym poszanowaniem pewnych moralnych zasad (gdy jeden z członków rządu sugeruje mu, by zabił owego narkotykowego bossa niezależnie od okoliczności, on odpowiada mu, że zrobi to wówczas, gdy ten uzbrojony będzie stawiał opór). Innym przykładem jaśniejącej cnoty jest postać jednego z dowódców wojskowych. Ów człowiek brzydzi się korupcją, a swą walkę z narkotykową przestępczością traktuje jako daną mu przez Boga świętą misję. Można wręcz powiedzieć, iż na jego przykładzie widzimy wcielenie współczesnego szlachetnego i pobożnego krzyżowca, który realizuje, to co na temat zadań władzy cywilnej mówi Pismo święte, a więc, że: nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle (Rz 13, 4).
Serial ten można też pochwalić za to, że w wyraźny sposób odmalowuje on stopień deprawacji i cynizmu jednego z jego głównych „anty-bohaterów”, a więc Pabla Escobara, pozbawiając go jakiekolwiek rzeczywistej romantycznej aury kolumbijskiego „Robin Hooda”, którą próbował on wokół siebie roztaczać. Do tego pozytywu trzeba jednak dodać pewną uwagę krytyczną. Otóż, twórcy „Narcos” nie ustrzegli się w swej pracy pewnych historycznych błędów, które może nie często, ale jednak w niektórych punktach wyolbrzymiają obraz demoralizacji Escobara. Oczywiście, to i tak nie zmienia istoty rzeczy, albowiem nawet, gdyby choćby połowa złych czynów owego człowieka pokazanych w tym serialu była prawdziwa, to i tak wyłania się z nich wizerunek osoby bezwzględnej, cynicznej i strasznie zdeprawowanej.
Jako pewnego rodzaju wątpliwość co do treści omawianej produkcji tradycyjnie możemy już podać fakt, iż seks, nieskromność oraz wulgarna mowa są tu nieraz eksponowane bez większych ogródek. Naszym zdaniem , co potwierdza zresztą doświadczenie filmów starszej daty, dałoby się pokazywanie takich rzeczy wyraźnie ograniczyć i to bez większego uszczerbku dla odmalowania powagi zła czynionego przez „antybohaterów” serialu „Narcos”.
Mirosław Salwowski
/.../
Możliwość komentowania Potop została wyłączona W omawianym filmie dane nam jest śledzić losy chorążego orszańskiego, Andrzeja Kmicica. Zakochuje się on w Oleńce Billewiczównie, którą zamierza poślubić. Jednak poważną przeszkodą w ich wzajemnej relacji są ekscesy, jakich Kmicic dopuszcza się ze swymi kompanami , a których idealistyczna narzeczona głównego bohatera nie może znieść. Są to pijackie libacje, niszczenie mienia, bójki i samosądy. Czarę goryczy przelewa spalenie przez Kmicica osady Wołmontowicze i wymordowanie wielu jej mieszkańców. Po tej tragedii Kmicic, nie mając już nadziei na związanie sięz Billewiczówną na normalnej drodze, porywa ją i zostaje ranny z ręki idącego tej pannie z pomocą pułkownika Wołodyjowskiego. Nadzieję na uniknięcie kary i odkupienie win daje mu wojna Rzeczypospolitej ze Szwecją (wstępując do wojska zapewniłby sobie ochronę przed sądami, a dzielnie walcząc dowiódłby, iż odmienił swe życie). Jednak hetman Janusz Radziwiłł, któremu Kmicic uroczyście przysiągł wierność, okazuje się zdrajcą, co stawia chorążego przed trudnym wyborem między wiernością swemu protektorowi, a lojalnością wobec Ojczyzny.
Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej najmocniejszym punktem tego klasycznego już dzieła polskiej kinematografii jest sugestywne ukazanie pozytywnej przemiany, jaka zachodzi w głównym bohaterze. Widzimy tu jak zdeprawowane towarzystwo (w rodzaju kompanów Kmicica) może powodować stopniową degenerację jednostki, ale również dane nam jest ujrzeć jak dogłębnie człowiek może nawrócić się pod wpływem cierpliwej miłości (żywionej tu przez Oleńkę), wyrażającej się w przebaczaniu drugiej osobie, modlitwie za nią przy jednoczesnym stawianiu jej konkretnych wymagań. Kmicic, aby stać się godnym swojej narzeczonej porzuca swe hulaszcze życie i stara się służyć swemu krajowi (początkowo błądzi co do sposobu w jaki winien to robić i wypełnia rozkazy Radziwiłła, lecz poznawszy jego faktyczne intencje obiera właściwą stronę). Po to, by zadośćuczynić za swe dawne grzechy naraża swe życie w obronie Jasnej Góry, króla Jana Kazimierza, do końca wojny z oddaniem walczy w celu całkowitego wyparcia najeźdźców z naszych granic.
W omawianym obrazie z szacunkiem odmalowywana jest pobożność. Modlitwa ukazana jest jako źródło nadziei w ciężkich chwilach (np. Kmicic nie wiedząc co ma czynić, aby odpokutować swe winy prosi Chrystusa o natchnienie). Czytelnym nawiązaniem do prawdy, iż łaska Boża oczyszcza ludzkie serca jest tu odczytanie pod koniec filmu fragmentu Ewangelii wg św. Mateusza opowiadającego o uzdrowieniu trędowatego przez Jezusa (koresponduje to z faktem, że główny bohater został w przedstawionej opowieści oczyszczony ze swego rodzaju „duchowego trądu”).
Inną ważną lekcją, jaką oferuje widzowi „Potop” jest wskazówka, aby z jednej strony nie przysięgać niczego pochopnie, a z drugiej nie trzymać się twardo bezwzględnie każdego złożonego przyrzeczenia (w sytuacji, gdy dotrzymanie słowa wiązałoby się z grzechem). Kmicic bowiem bez głębszego namysłu, uroczyście obiecując Radziwiłłowi absolutne posłuszeństwo, zaciąga bardzo poważne zobowiązanie, które po zdradzie hetmana staje się dla głównego bohatera źródłem ogromnych rozterek. Mądrym zdaniem, jakie na temat wierności przysięgom i przełożonym pada z ust Jana Kazimierza, jest stwierdzenie, że posłuszeństwo też musi mieć swoje granice, za którymi są już tylko wina i zbrodnia.
Wielkim plusem filmu jest także charakter Oleńki, która może dla nas stanowić dobry przykład przez to, że mimo, iż kocha Kmicica, nie godzi się przymykać oczu na jego nieprawości i wiązać z nim zanim ten nie zmieni swego postępowania. Można rzec, że idealnie realizuje ona zalecenie św. Augustyna, brzmiące: „nie powinniśmy kochać ludzi na tyle, by dla nich kochać ich występki, lecz nie powinniśmy nienawidzić występków na tyle, by dla nich nienawidzić ludzi”.
Obok tych oczywistych zalet film posiada także pewne wady. Jedną z nich jest dość przychylne ukazanie zemsty, jaką Kmicic wywiera na okrutnym pułkowniku Kuklinowskim (który wcześniej go torturował). Główny bohater odpłaca mu podobnymi mękami (choć zdecydowanie mniej intensywnymi). Inną poważną wadą jest tu scena, w której pan Zagłoba na widok zdrady Radziwiłła krzyczy doń: „bodajeś skonał w rozpaczy, bodaj ród twój wygasł, bodaj diabeł duszę z ciebie wywlókł zdrajco, zdrajco, po trzykroć zdrajco!”. O ile krytyka niewierności wobec Ojczyzny i prawowitego monarchy jest czymś dobrym, o tyle złorzeczenie bliźniemu (a zwłaszcza życzenie mu wiecznego potępienia) musi budzić sprzeciw. W fabule pojawia się przedstawione w pozytywnych barwach użycie kłamstwa w dobrej sprawie (wątek „wykiwania” Rocha Kowalskiego przez Zagłobę). Wątpliwości rodzą tu też dość dwuznacznie wyglądające pocałunki między Andrzejem a Oleńką (co prawda panna nieco opiera się swemu narzeczonemu, ale trudno się tu dopatrzeć jakieś krytyki podobnych zachowań).
Niemniej dzieło to pozostaje piękną opowieścią o nawróceniu, wierności wobec prawowitego władcy, waleczności, patriotyzmie i honorze. Z powyższymi zastrzeżeniami polecam je czytelnikom, życząc im nie tylko niezapomnianych wrażeń artystycznych, ale także owocnej refleksji nad jego moralnymi walorami.
Michał Jedynak
/.../
Możliwość komentowania Morderstwo pierwszego stopnia została wyłączona Oparty na faktach film opowiada historię Henriego Younga, 17 – letniego chłopaka, który według twórców pozostając bez pracy i perspektyw, a musząc wykarmić młodszą siostrę, ukradł w lokalnym sklepie 5 dolarów. Sklep ów służył także jako poczta, więc Younga skazano za, karane surowiej od zwykłej kradzieży, obrabowanie poczty. Karę miał odbywać w Alcatraz. Tam dokonał nieudanej próby ucieczki. Został za to zamknięty w karcerze. Taka kara mogła zgodnie z prawem trwać nie więcej niż 19 dni. Jednak sadystyczny i niewierzący w możliwość poprawy u więźnia zastępca naczelnika, Glenn, trzymał go tam w samotności przez 3 lata i wielokrotnie brutalnie torturował. Po wyjściu z ciasnej, ciemnej i brudnej izolatki Young, znajdujący się na skraju obłędu, zobaczył więźnia, który „wsypał” go podczas próby ucieczki. Ogarnięty szałem zabił go. Groziła mu za to śmierć w komorze gazowej. Jego obrony podjął się, lekceważony dotąd w swym środowisku, adwokat James Stamphill, który postanowił udowodnić, że sprawca działał w stanie ograniczonej poczytalności, do którego doprowadziły go metody stosowane w Alcatraz.
Na płaszczyźnie stricte moralnej i światopoglądowej – czyli jeśli chodzi tylko o treść pokazanych tam wątków, a nie o kwestię jej zgodności z faktami historycznymi – film ten ma bardzo wiele zalet. Przede wszystkim znajduje się w nim czytelny postulat uczynienia prawa karnego możliwie humanitarnym i represjonującym złe czyny w sposób proporcjonalny do ich szkodliwości. Można tu też wyczuć przekonanie, iż kara ma w pierwszym rzędzie zawrócić przestępcę ze złej drogi, a dopiero w ostateczności na zawsze zabezpieczyć przed nim społeczeństwo (poprzez dożywotnie pozbawienie wolności lub uśmiercenie winowajcy). Słusznie napiętnowany jest brak wiary w możliwość przemiany człowieka i wynikający zeń pogląd, mówiący że „niereformowalnych” z założenia przestępców należy jedynie bezwzględnie niszczyć. Wyrażone jest tu zdecydowane potępienie dla praktyk mających jawny charakter tortur. Świetnie pokazana jest przeciwskuteczność „zwyciężania zła złem”, używania wyrafinowanego okrucieństwa przy odpłacaniu za zabronione czyny (i to mniejszej wagi) – Glenn, chcąc ukarać drobnego złodziejaszka, uczynił go mordercą.
Tezy te znajdują swoje potwierdzenie w Słowie Bożym i nauczaniu Kościoła. Na przykład Pan Bóg dał Żydom wskazówkę dotyczącą umiaru w karaniu: „O ile winowajca zasłuży na karę chłosty, każe go sędzia położyć na ziemi i w jego obecności wymierzą mu chłostę w liczbie odpowiadającej przewinieniu. Otrzyma nie więcej niż czterdzieści uderzeń, ABY PRZEZ MNOŻENIE RAZÓW PONAD TĘ LICZBĘ CHŁOSTA NIE BYŁA NADMIERNA i nie został pohańbiony twój brat w twoich oczach” (Pwt 25, 2 – 3). Trzyletnie izolowanie człowieka i zadawanie mu wielkich cierpień za niewielkie w istocie przewinienia nie jest wszak postępowaniem zgodnym z duchem tej regulacji. Władza publiczna, która pochodzi od Boga, powinna Go jak najwierniej naśladować, a tymczasem działania Glenna dążącego obsesyjnie do wykończenia Younga były z pewnością radykalnie sprzeczne z postawą Pana, Który nie pragnie „śmierci występnego, ale jedynie tego, aby występny zawrócił ze swej drogi i żył” (Ez 33, 11). Widoczna w filmie krytyka stosowania tortur obecna jest też w Katechizmie Kościoła Katolickiego (pkt 2297): „Stosowanie tortur, polegające na przemocy fizycznej lub moralnej w celu (…) ukarania winnych, zastraszenia przeciwników, zaspokojenia nienawiści, jest sprzeczne z poszanowaniem osoby i godności ludzkiej„.
Inną ważną nauką płynącą z tej produkcji jest przestroga z jednej strony przed lekceważeniem bliźnich, a z drugiej przed załamywaniem się pod wpływem szyderstw innych ludzi. Adwokat James Stamphill, mimo młodego wieku, okazuje się bowiem być dużo lepszym prawnikiem niż przewidywali jego przełożeni; nie traci nadziei mimo ich początkowych ironicznych uwag i skutecznie broni Younga. Pochwalona jest w filmie także granicząca z heroizmem prawość i prostolinijność. Stamphill zwycięża dzięki swej fachowości, uczciwości, determinacji i odwadze. Jest on bezinteresownym idealistą. Nie cofa się bowiem przed rzuceniem wyzwania powszechnie szanowanym członkom władz Alcatraz i wyciągnięciem na światło dzienne haniebnych praktyk, jakich się oni dopuszczali. Jako pierwszy dostrzega też w Youngu raczej ofiarę systemu niż bezwzględnego zabójcę. W sprawę angażuje się całym sercem, nie baczy na prywatne korzyści lub straty (a takowe ponosi, bo traci dotychczasową pracę z uwagi na to, że jego zwierzchnicy nie chcą być kojarzeni z obrońcą, który wywołał tyle kontrowersji). Śmiało można powiedzieć, że należy on do tych błogosławionych, „którzy łakną i pragną sprawiedliwości” (Mt 5, 6). Dając zaś posłuch wersji wydarzeń przedstawionej przez będącego więźniem Henriego Younga, nie zaś tej forsowanej przez obłudnych „porządnych obywateli”, sprawujących nad skazanym nadzór, adwokat zdecydowanie odcina się od postawy, którą św. Jakub podsumował w słowach: „jeżeli zaś kierujecie się względem na osobę, popełniacie grzech i Prawo potępi was jako przestępców” (Jk 2, 9). Udzielona Youngowi przez obrońcę pomoc w wyjściu ze stanu katatonii i danie mu nadziei na uniknięcie kary śmierci, wpisuje się w chrześcijańską postawę pocieszania więźniów.
Film absolutnie nie pochwala łamania prawa (nie stara się usprawiedliwić drobnej kradzieży dokonanej niegdyś przez Henriego ani podjętej przezeń próby ucieczki z Alcatraz). Wręcz przeciwnie – można powiedzieć, że obraz wzywa do poszanowania przepisów, jako że kuriozalnie długa izolacja skazanego była, jak wyżej zaznaczono, sprzeczna z obowiązującymi, w miarę racjonalnymi regulacjami. Twórcy, przedstawiając przestępstwa, starają się natomiast wskazać ich źródła (przede wszystkim biedę) i ułomności systemu ich zwalczania oraz przeciwdziałania im. Z surową oceną spotkała się sytuacja, w której na wolności pełno było rozmaitych, korumpujących aparat państwowy „Alów Capone”, a ciężkie więzienia zapełniali, degenerujący się tam, ludzie winni wcześniej zaledwie drobnych deliktów o znikomej szkodliwości społecznej.
Niestety film ten, pomimo umieszczonych w nim mądrych uwag moralnych i kryminologicznych zawiera, jeśli chodzi o jego zgodność z historią, wiele przekłamań czy wręcz oszczerstw. Po pierwsze – mocno zmitologizowana jest postać Henriego Younga.
W rzeczywistości nie był on drobnym złodziejaszkiem zepsutym przez system, lecz trafił do Alcatraz jako recydywista winny napadów na banki oraz morderstwa. Prawdą jest, że chciał uciec i za karę osadzony został w izolatce, lecz wbrew temu co przedstawili twórcy nie był to ciemny, zimny i brudny loch, ale cela z oświetleniem i normalnym potrzebnym do życia wyposażeniem; nie wiadomo też nic o torturach jakim miał być poddawany. Faktycznie zabił on współwięźnia, ale motywy tego zabójstwa nie zostały w rzeczywistości wyjaśnione; nadto Young użył do tego samodzielnie wykonanego wcześniej noża co wskazuje raczej, że była to dokonana z premedytacją zbrodnia, a nie uśmiercenie człowieka pod wpływem usprawiedliwionego okolicznościami wzburzenia. Na rzekome cierpienia jakich doznawać miał w Alcatraz zaczął powoływać się (prawdopodobnie kłamliwie) dopiero przed sądem w celu zmniejszenia swej odpowiedzialności. Nie zmarł też w więzieniu (jak to jest powiedziane w filmie), lecz doczekał się warunkowego zwolnienia. Po drugie – twórcy demonizują tu przedstawicieli personelu więziennego. Strażnicy są przedstawieni jako banda sadystów, a naczelnik to człowiek zupełnie niezorientowany w tym co dzieje się w zarządzanej przezeń placówce. Tak naprawdę Alcatraz było więzieniem sprawnie zarządzanym i chwalonym jako takie, w którym osadzonych traktowano w ludzki i podmiotowy sposób (a opinia ta nie brała się bynajmniej z jakiejś propagandy uprawianej przez zwierzchników owej placówki, lecz była owocem wizytacji, których dokonywali liczni sędziowie, członkowie parlamentu, powołane do takich celów komisje oraz organizacje promujące humanitarne idee). Strażnicy byli surowo karani w razie nadużywania swej władzy, zaś wymierzanie kar cielesnych było zakazane (co zresztą stanowiło traktowanie więźniów w sposób jeszcze względniejszy niżby tego wymagała wiara chrześcijańska, która akceptuje umiarkowane stosowanie tego typu sankcji). Ponadto naczelnik James A. Johnston (w przeciwieństwie do tego co sugeruje ten obraz) był człowiekiem bystrym, sumiennie wykonującym swe obowiązki oraz znanym z humanitaryzmu.
Niestety prócz niezgodności z historią, w filmie znalazły się także wady o charakterze ściśle moralnym a mianowicie scena, w której Stamphill przyprowadza do celi Younga, podającą się za redaktorkę, prostytutkę Blanche , która dokonuje z więźniem (na szczęście bardzo oszczędnie przedstawionego) aktu nierządu celem „umilenia” mu ciężkich chwil w więzieniu. Twórcy, przedstawiając to dość humorystycznie, wydają się w ogóle nie zauważać, iż adwokat, dążący do uratowania Henriego przed karą śmierci, organizując dlań takie spotkanie, naraża go na, nieskończenie gorszą od konania w komorze gazowej, wieczną mękę w piekle. Zanim do tego doszło Henri zdradzał niezaspokojone potrzeby seksualne, co przejawiło się w scenie dokonywanej przezeń masturbacji (choć szczęśliwie i tutaj jest ona raczej zasugerowana niż pokazana). Natomiast już po spotkaniu z Blanche pada w filmie jeszcze krótki, lecz nieskromny żart dotyczący tamtego wydarzenia. W filmie znajduje się także, może nie wielka, ale zauważalna garść wulgaryzmów.
Podsumowując, film ten, gdyby dotyczył zupełnie fikcyjnego więzienia oraz postaci, które nie miałyby pierwowzoru w rzeczywistości, można by (choć z poważnymi zastrzeżeniami) polecać jako ciekawą opowieść o potrzebie umiejętnego karania winnych przez władzę oraz opowieść o niezłomnej walce o poszanowanie przez nią sprawiedliwości i ludzkiej godności. Niestety, jak wskazano wyżej dzieło ma wyraźnie oszczerczy charakter, więc jeśli ktoś zdecyduje się je zobaczyć ze względu na walory artystyczne lub moralne, musi pamiętać, aby w żadnym razie nie traktować go jako podręcznika do historii.
Michał Jedynak
/.../
Możliwość komentowania Pianista została wyłączona Film opowiada o próbie przetrwania podjętej podczas II wojny światowej przez Władysława Szpilmana, polskiego pianistę żydowskiego pochodzenia. Uznany kompozytor, znany jako m.in. autor muzyki do filmów „Wrzos” czy „Dr Murek”, musi zmierzyć się z niezwykle brutalną rzeczywistością jaką przynosi podbój i okrutna okupacja naszego kraju przez hitlerowskie Niemcy.
W obrazie tym pieczołowicie ukazane są: kampania wrześniowa widziana z perspektywy Warszawy, nadzieje na pokonanie wroga, srogi zawód związany z polską klęską, nasilające się szykany wobec ludności polskiej i żydowskiej, przerażające warunki egzystencji w getcie, wywózki do obozów zagłady, działalność zarówno polskiego podziemia starającego się ratować Żydów, jak również jednostek dążących do ich wydania lub cynicznego wykorzystania, dwa powstania – na terenie getta i warszawskie, przejęcie stolicy przez wojska polskie i sowieckie oraz próba powrotu przez głównego bohatera do normalnego życia. Na tle kolejnych etapów wojny toczą się losy Szpilmana i wielu innych zwykłych ludzi, przybierających rozmaite postawy wobec orgii nienawiści jaka rozpętała się w pierwszej połowie lat czterdziestych XX w.
Liczne walory, tak artystyczne, jak też przede wszystkim moralne i światopoglądowe czynią ten film zdecydowanie godnym polecenia. Przede wszystkim w obrazowy i zniechęcający do tej ideologii sposób odmalowuje on obrzydliwość wcielanego w życie nazizmu – doktryny przesiąkniętej skrajnym szowinizmem i bałwochwalczym kultem „rasy panów”, za którą władze III Rzeszy i znaczna część jej obywateli uważały Niemców. Wyraźnie widać tu, iż idee (w tym te fałszywe) mają konsekwencje – z teoretycznych rozważań filozofów i polityków zrodził się potop zbrodni egzemplifikowanych w tym dziele przez liczne sceny dokonywanych beznamiętnie masowych egzekucji, pojedynczych morderstw, wywózek niewinnych ludzi w celu ich uśmiercenia oraz zróżnicowanych prób upokorzenia tych, których oprawcy uważali za gorszych od siebie (dokonywano tego poprzez zakaz posiadania przez Żydów gotówki większej niż 2000 zł, zakaz obsługiwania ich w kawiarniach i restauracjach, nakaz chodzenia przez nich rynsztokiem, a nie chodnikiem lub po prostu przez bezkarne bicie ich).
Reżyser jednak nie pozostawia widza w poczuciu bezradności wobec srożącego się zła. W filmie pokazana jest siła międzyludzkiej solidarności, która niejednokrotnie potrafi pokrzyżować zbrodnicze plany i przynieść ocalenie. Znajomy żydowski policjant ratuje Szpilmana, wyciągając go z tłumu ludzi ładowanych do wagonów towarowych pociągu do Treblinki, członkowie polskiego podziemia z narażeniem życia udzielają kompozytorowi schronienia, wreszcie nawet niemiecki oficer, Wilm Hosenfeld, który natknął się na ukrywającego się Szpilmana zdobywa się na akt bezinteresownej pomocy, dostarczając głównemu bohaterowi pożywienie i ubranie. Te postawy są niczym promienie słoneczne przebijające się przez ciemne burzowe chmury ukazanej tu nienawiści i zwiastujące odbudowę, wyniszczonego przez zbrodnicze ideologie, świata opartego na fundamencie zdrowych zasad moralnych. Wymowne są w tym kontekście dwie sceny – pierwsza, w której Szpilman gra w siedzibie Polskiego Radia we wrześniu 1939 r. oraz ostatnia, w której daje on wspaniały koncert już po wojnie; można je łącznie odczytywać jako wyrażające wiarę w to, iż Piękno (stanowiące wszak obok Prawdy i Dobra jeden z fundamentów, na których Bóg wzniósł świat) jest w stanie przetrwać wszystkie dziejowe zawieruchy. Obecne jest tu również mocno zaakcentowane odniesienie do Boga jako źródła nadziei na ową restaurację właściwego porządku świata – pianista i kapitan Hosenfeld, żegnając się, wyrażają przekonanie o tym, iż to Pan pozwolił im przetrwać gehennę wojny i odnaleźć w sobie dobro. Wyczuwalne jest też odrzucenie przez twórców postawy mściwości wobec nieprzyjaciół – muzyk Lednicki, znajomy Szpilmana i więzień obozu w Oświęcimiu, po wyjściu z niewoli w gniewie znieważa napotkanych niemieckich jeńców, ale później stwierdza, że nie jest z tego dumny i widać, że nie przyniosło mu to ulgi.
W filmie z uznaniem spotyka się także postawa Szpilmana, który nie załamuje się w trudnych czasach i stara się zrobić ze swych zdolności dobry użytek – grając na pianinie w kawiarni „Sztuka”, zarabia na utrzymanie swych najbliższych, po ich wywiezieniu do Treblinki muzyk pracuje jako murarz, później angażuje się on w pomoc w dostarczaniu broni dla żydowskich podziemnych formacji zbrojnych. Za zaletę filmu należy także uznać wyraźnie przychylne ukazanie kochającej się i wspierającej w ciężkich czasach rodziny – zarówno na przykładzie rodziny Szpilmana, jak również małżeństwa Dzikiewiczów – Michała i Doroty – znajomych kompozytora.
W produkcji tej pojawiają się momenty, które początkowo mogą budzić kontrowersje. Znajduje się tu krótka scena, w której jeden z Żydów, wobec ogromu zbrodni, które widzi, stwierdza, że przestał wierzyć w Boga. Uważam jednak, iż nie mamy tu do czynienia z jakąś pochwałą czy usprawiedliwieniem ateizmu, ale po prostu z pokazaniem jego źródeł, do których należeć mogą ciężkie doświadczenia życiowe. Może to stanowić ostrzeżenie dla wierzących, aby przygotowali się na fakt, iż Bóg nie będzie ich koniecznie prowadził zawsze po drogach lekkich, łatwych i przyjemnych. Zresztą, wobec wyżej wspomnianych, pozytywnych odniesień do Boga jakie się w filmie znajdują, taka interpretacja wydaje się bardziej poprawna. Drugi z pozornie wątpliwych elementów to ukazanie chwili, w której Szpilman, błędnie myśląc, iż został wyśledzony przez Niemców czyni przygotowania do ewentualnego popełnienia samobójstwa. Myślę jednak, że i tutaj nie starano się w jakikolwiek sposób wyrazić poparcia dla takiego czynu, ale zobrazowano do czego człowieka może prowadzić atmosfera szalejącego terroru, którą stworzyli w Polsce okupanci.
Ponadto, choć wyraźnie widać po czyjej stronie plasują się sympatie reżysera, sprawiedliwie ukazano zróżnicowanie postaw po obu stronach konfliktu – są tu zarówno Żydzi uczciwi, jak i żydowscy spekulanci, szmuglerzy oraz osoby wysługujące się okupantowi, zarówno polscy bohaterowie dążący do ocalenia Żydów, jak i Polak, który pieniądze przeznaczone na pomoc Szpilmanowi przeznaczył na własne cele, zarówno Niemcy pyszni i sadystyczni, jak i przykład Niemca, który odnalazł w sobie człowieczeństwo.
Na koniec pochwalić należy Polańskiego za to, iż mimo brutalnej tematyki obrazu zastosował on dość umiarkowane środki jej przedstawienia – choć, jak wyżej zaznaczono, przemocy jest tu naprawdę dużo, to sposób jej zobrazowania w żaden sposób nie skłania widza, aby się nią napawać i ekscytować, nie ma tu żadnych scen seksu, zaś ilość nagości i nieprzyzwoitej mowy jest tu tak znikoma, iż pozostaje niemal niezauważalna. Do tego charakter obecnej w tej produkcji nagości bynajmniej nie jest erotyczny, a co do wulgarnego wyrażania się, to nie ma tu właściwie żadnych jawnie ordynarnych słów, lecz około trzy wyrażenia ocierające się o granicę przyzwoitego języka (typu „cholera”).
Zdecydowanie polecam więc ów film odmalowujący grozę zbrodni motywowanych fałszywą, szatańską ideologią, ale przede wszystkim eksponujący siłę dobra, które jest niczym nadmorska skała będąca
w stanie przetrwać każdy sztorm.
Michał Jedynak
/.../