Tag Archive: grzech

  1. Nigdy w życiu!

    Leave a Comment Ekranizacja jednej z powieści autorstwa Katarzyny Grocholi. Małżeństwo Judyty, po latach w miarę zgodnego związku, rozpada się, gdy wychodzi na jaw, że  mąż Judyty, Tomasz, nawiązał romans z o wiele młodszą od siebie kobietą. W wyniku rozwodu, Judyta zostaje sama wraz z dorastającą, 15-letnią córką Tosią, a na dodatek  ma wyprowadzić się do znacznie mniejszego mieszkania. W pewnym momencie, główna bohaterka za namową swej przyjaciółki Uli podejmuje ryzykowną decyzję o budowie nowego domu na wsi pod Warszawą. Kiedy zaś ów dom zostanie wybudowany, Judyta pozna pewnego przystojnego i sympatycznego mężczyznę – Adama, w którym to  zakocha się z wzajemnością i ostatecznie zwiąże z nim swe nowe życie. Film pt. „Nigdy w życiu!” zdecydowanie nie zasługuje na pochwałę, gdyż jako jeden z ważnych elementów nowego szczęśliwego życia głównej jego bohaterki, a także swoistego „happy endu” pokazuje wejście jej w cudzołożny związek z Adamem. Co więcej, Judyta postanawia trwać w owym występku, mimo, że Tomasz,  jej prawowity mąż, w końcu skruszony pragnie do niej powrócić. A jakby tego było mało, to jeszcze dodatkowo, Judyta intymnie obcuje z Adamem, nawet bez prawnego sformalizowania owego związku (co i tak w tej sytuacji byłoby nieprawością, ale przynajmniej ujętą w ramy jakichś wzajemnych prawnych zobowiązań). Tak też morał owej produkcji wydaje się być jasnym – rzucił cię mąż, jesteś wolna, jeśli zakochasz się w kimś innym, możesz z nim uprawiać seks i da ci to szczęście. To jest jednak coś zupełnie innego od Bożego polecenia zawartego w Piśmie świętym: Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz Pan: Żona niech nie odchodzi od swego męża! Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również niech nie oddala żony (1 Kor 7: 10 – 11). Wbrew temu i tym podobnym filmom pamiętajmy jednak, że żaden grzech szczęścia nie daje, a przeciwnie – jak mawiał św. Jan Vianney – najmniejszy nawet grzech jest gorszy od śmierci. Mirosław Salwowski /.../
  2. Dorian Grey (2009)

    Leave a Comment Jedna z filmowych ekranizacji znanej powieści Oscara Wilde’a pt. „Portret Doriana Greya”. Dorian, młodzieniec z XIX-wiecznej angielskiej prowincji przybywa do ówczesnego Londynu.  Tam spotyka artystę Basila, który zachwycony pięknym wyglądem młodzieńca postanawia namalować jego obraz. Ów młody człowiek bywa też na londyńskich salonach, gdzie poznaje lorda Wottona, który okazuje się tak w wyznawanych przez siebie poglądach, jak i postawie życiowej, piewcą libertynizmu oraz hedonizmu. Wotton zaczyna być swego rodzaju mentorem Doriana, zachęcając go do coraz głębszego wejścia w świat rozwiązłości i moralnego zepsucia,  uzasadniając to maksymami w rodzaju: „Wyrzuty sumienia to zbędny balast”, „Tłumienie pokus jest szkodliwe”, „Religia nas niepotrzebnie ogranicza”. Dorian zaczyna żyć i myśleć wedle filozofii, którą karmi go lord Wotton. W pewnym momencie wyraża pragnienie, by być zawsze młodym. Okazuje się, że owe życzenie ziszcza się i Dorian mimo upływu lat zachowuje wygląd dwudziestoletniego mężczyzny, jednak wraz z tym, jak pogrąża się w  niemoralnym i występnym życiu, jego namalowany wcześniej przez Basila portret staje się coraz bardziej brzydki, szkaradny i wstrętny. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film „Dorian Grey” można określić mianem wręcz „antylibertyńskiego”. Różne niemoralne czyny, które są dziś często usprawiedliwiane, a więc np. rozpusta, cudzołóstwo, homoseksualizm, sadomasochizm (którego jako jeden z elementów jest tu pokazane też np. tatuowanie się), kłamstwa, pijaństwo, zażywanie narkotyków, są tu wkomponowane w obraz przedstawiający kolejne stadia moralnego upadku i rozwydrzenia głównego bohatera.  Co więcej, fakt, iż pogrążanie się Doriana w występku wynika z jego wcześniejszego nasiąknięcia bezbożną i libertyńską filozofią głoszoną przez lorda Wottona, w bardzo sugestywny sposób wskazuje na wielką błędność i zwodniczość tego stylu myślenia. Trudno też, w tym filmie doszukać się jakichś „półcieni” czy większych niuansów w pokazywaniu tego do czego wiedzie libertynizm i hedonizm. Im bardziej wszak, główny bohater pogrąża się w odmętach takiego życia i myślenia, tym bardziej jego dusza staje się ohydna i plugawa, co też widać na namalowanym przez Basila obrazie, który po kilkudziesięciu latach życia Doriana nie przedstawia już pięknej twarzy i sylwetki młodzieńca, ale straszną twarz potwora. Możemy więc być wdzięczni za to, że w czasie negowania bądź poddawania w wątpliwość wielu z tradycyjnych cnót, wartości i zasad, twórcy filmu w jasny i przekonujący sposób pokazali do czego w istocie rzeczy to prowadzi. W inteligenty sposób ukazano tu też, chyba dość często spotykane zjawisko polegające na tym, iż nawet osoby, które są nastawione libertyńsko do życia, pragną chronić swych najbliższych przed podobnymi sobie ludźmi. Widzimy to w scenie, gdy lord Wotton mówi Dorianowi (który wszak jest jego wiernym uczniem) by trzymał się z dala od jego młodej córki. Można powiedzieć, że w swej głównej treści „Dorian Grey” obrazuje trafność następujących biblijnych przestróg: „Nie czyń zła, aby cię zło nie pochłonęło. Odstąp od nieprawości, a ona odstąpi od ciebie. Synu nie siej w bruzdy niesprawiedliwości, a zła nie będziesz żął siedmiokrotnie (…) Dziecko zgrzeszyłeś? Nie czyń tego więcej i za poprzednie swe grzechy proś o przebaczenie! Uciekaj od grzechu jak na widok węża, jeśli bowiem podejdziesz, ukąsi cię; jego zęby to zęby lwa, co porywają dusze ludzkie” (Mądrość Syracha 7: 1-3; 21: 1-2). Powyższe, bardzo pozytywne światopoglądowe przesłanie tego filmu jest jednak mocno osłabiane przez mnogość wyrazistych scen pokazujących rozpustę, bezwstyd, obsceniczność, a nawet homoseksualizm. Co prawda można by to próbować tłumaczyć troską o „realistyczne odwzorowanie istotnych cech powieści” oraz potrzebą ukazania głębi upadku tytułowego bohatera, jednak tak naprawdę argumentacja ta wydaje się być dość słabą. Wielość i wyrazistość owych scen sprawia bowiem wrażenie pewnego rodzaju napawania się pokazanymi w nich nieprawościami. Poza tym, powieść „Portret Doriana Greya” była przedtem wielokrotnie ekranizowana i jakoś twórcom poprzednich filmowych jej adaptacji często udawało się połączyć przejmujący obraz upadku głównego bohatera z ostrożnością, stonowaniem i powściągliwością w pokazywaniu scen rozpusty, bezwstydu, perwersji i zboczeń. Innym brakiem omawianej produkcji wydaje się być brak przysłowiowego „happy endu” (podobnie jak w powieści), który w kontekście całej fabuły wydaje się wręcz tchnąć jakimś fatalizmem. Dorian wszak w pewnym momencie chce wyrwać się z moralnego bagna, w którym pogrążał się przez lata (jak mówi: „Chcę być dobrym„) lecz nie udaje mu się to, a wyjściem z dalszego pogrążania się w występkach staje pewne moralnie wątpliwe zachowanie. Co prawda, można ów wątek interpretować jako podkreślenie prawdy, którą głosili Ojcowie Kościoła, a mianowicie tego, iż im dłużej trwa się w grzechu, tym trudniej jest z niego się nawrócić (nawet, jeśli w pewnym sensie się tego chce), to jednak lepiej chyba jednak podkreślać prawdę o tym, że w przypadku szczerej skruchy ze strony człowieka:  „Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna” (Izajasz 1: 18).  Podsumowując: „Dorian Grey” to film dobry w swym antylibertyńskim i antyhedonistycznym przesłaniu, świetnie pokazujący do czego prowadzą błędne filozofie oraz ukazujący brzydotę i okropność trwania w nieprawościach. Niestety te dobre przesłanie jest w dużej mierze psute przez mnogość i wyrazistość zawartych tam obscenicznych scen. Dlatego też, jeśli już, to niech nie oglądają tego filmu dzieci oraz młodzież, a osoby starsze i doświadczone w uciekaniu przed pokusami – co w tym wypadku oznacza trzymanie w ręku pilota i szybką zmianę kanału w wielu momentach emisji tego dzieła.   /.../