Tag Archive: filmy o Holocauście

  1. Strefa interesów

    Leave a Comment Ta polsko-brytyjsko-amerykańska produkcja z 2023 roku podejmuje trudny temat Holokaustu w niecodzienny sposób. Film skupia się na życiu Rudolfa Hössa, komendanta obozu Auschwitz oraz jego rodziny. Akcja toczy się w idyllicznym domu z ogrodem tuż miejsca zagłady, co kontrastuje z niewidocznym, ale wyczuwalnym horrorem pobliskiego obozu. Historia pokazuje głównie sielankę rodziny Hössów w tejże komfortowej willi. Obserwujemy zatem ich codzienne rytuały: pikniki, zabawy dzieci, wizyty bliskich … Tło jest jednak niepokojące – zza muru dobiegają odgłosy strzałów, krzyki i szum krematoriów, a dym unosi się w powietrzu. Rodzina zdaje się jednak akceptować pewne takie „niedogodności” jako cenę za spokojne, szczęśliwe życie. Prawdziwą tragedią okazuje się dla nich (zwłaszcza dla pani domu) dopiero wizja wygnania z tego raju, kiedy dowiadują się, że Höss wkrótce zostanie odwołany ze stanowiska komendanta Auschwitz … Obraz ten jest dziełem prowokującym do refleksji nad naturą zła i jego „banalnością” w warunkach, kiedy to zło jest akceptowalne. Film ten bawiąc się niejako w „Big Brothera w domu nazistów” w subtelny, a jednocześnie mocny sposób pokazuje, jak banalne może być zło, gdy sprawcy mają na swoje zbrodnie pełne poparcie ze strony władzy, a ich „praca” spotyka się z szacunkiem również ze strony ogółu społeczeństwa. W kontekście tego filmu często mówi się o mechanizmach dehumanizacji i wyparcia. Co do dehumanizacji możemy się w pełni zgodzić (daje się odczuć, że Żydzi już jakiś czas wcześniej stracili w oczach przedstawianych tu Niemców przestali być ludźmi, a przynajmniej bliźnimi). Jeśli chodzi o mechanizm wyparcia, to doszukiwanie się go w zachowaniach głównych bohaterów wydaje się jednak nietrafione. Stosowanie takiego mechanizmu wydaje się niemożliwe nawet w przypadku Pani Höss, która wprawdzie nigdy nie wchodzi na teren obozu, jednak kamera co jakiś czas uświadamia nam, jak blisko murów znajduje się jej willa. Zresztą rozmowy „Królowej Auschwitz” z koleżankami i groźby wobec służby wskazują, iż dobrze wie ona, co tam się dzieje. Zatem oboje małżonkowie mają pełną świadomość tego, co robią, chociaż próbują od tej prawdy oddzielić swoje dzieci. Sami jednak za bardzo tej prawdy nie wypierają, gdyż prawdopodobnie nie widzą ku temu powodów. Zdają się po prostu uważać, że mają do odegrania pozytywną rolę w historii Niemiec – tworzą dla rodaków przestrzeń życiową na Wschodzie, eliminując „szkodliwą rasę”. Państwo Höss są po prostu wyjątkowo praktyczni, „ogarnięci” i zdeterminowani, rzec można, z punktu widzenia swoich mocodawców „właściwi ludzie na właściwym miejscu”. Wszak Rudolf Höss to menadżer, który nie tylko zadba o spełnienie norm, ale wykaże się zaangażowaniem i dużą inicjatywą w prowadzaniu ulepszeń i innowacji do tej machiny śmierci, którą zarządza. Jego małżonka natomiast zadba, żeby po pracy mógł odpoczywać i cieszyć się wychowywaniem nowego pokolenia … Widzimy zatem, iż zbrodnie popełniane w owym niemieckim obozie koncentracyjnym, w których wielki udział ma też oczywiście ojciec tej „idealnej aryjskiej rodziny”, nawet pomimo wysokiego muru i próby izolowania dzieci od prawdy o Auschwitz, stają się integralną częścią funkcjonowania rodziny. Widzimy chociażby jak pani Höss bez skrępowania dzieli „łupy” zrabowane więźniarkom czy rozmawia o nich z koleżankami w formie „ploteczek”. Znamienna jest też scena, w której kąpiące się dzieci Hössów muszą wyskakiwać w popłochu z wody, gdy ojciec rodziny znajduje w rzece ludzką kość … Ktoś mógłby zarzucić tej produkcji, że jakoby pokazuje rodzinę Höss w sympatyczny sposób. Nie brak tutaj wszakże takich scen jak ojciec czytający bajki dzieciom, wspólne zabawy i pikniki rodzinne, wspomnienia i marzenia małżonków dotyczące wakacji, czy miłość Hössa do zwierząt i przyrody. Jednakże zarzut tego rodzaju nie jest chyba zbyt zasadny. Po pierwsze dlatego, że pokazanie pewnych autentycznie dobrych cech i zachowań nawet po stronie największych zbrodniarzy w dramacie historycznych jest wręcz kwestią rzetelności i oddania prawdy. Parafrazując nieco słowa naszego Pana Jezusa Chrystusa – nawet źli ludzie potrafią dawać dobre rzeczy swoim dzieciom (Mateusz 7, 11), cóż więc dziwnego, iż małżonkowie Höss również mogli szczerze troszczyć się o swoje dzieci czy o siebie nawzajem? Po drugie to pokazanie troski o najbliższych, zwierzęta, a nawet rośliny tym bardziej uwypukla okrucieństwo Hössów wobec tych ludzi, których już nie uważali za swoich bliźnich. Zarzut zbytniego ocieplania wizerunku tej nazistowskiej pary nie może się utrzymać, jeśli ogląda się ten film uważnie i w całości. Co i rusz bowiem widzimy, jak spod schludnej powłoki wychodzi z nich brudne, jadowite robactwo. Dowodem czego jest chociażby scena, w której pani Höss niezadowolona ze swej polskiej służącej, mówi do dziewczyny „Mogłabym poprosić męża, żeby rozsypał twoje prochy na polu w Babicach”. Jej małżonek z kolei, dla którego prawdziwym okrucieństwem dokonującym się w Auschwitz jest niedelikatne zrywanie bzów przez strażników, nawet podczas imprezy dla nazistowskich oficjeli fantazjuje o tym, w jaki sposób zagazowałby wszystkich obecnych na sali (Niemców!). Zresztą również małżeństwo Hössów okazuje się tylko z pozoru czyste, gdy zostaje nam pokazane (a ściślej tylko zasugerowane), że Höss zdradza swoją żonę (prawdopodobnie regularnie z prostytutkami). Nie można też chyba zarzucić filmowi całkowitego pesymizmu. Jest tutaj wszak pokazana wyraźnie dobra, a nawet wymagająca heroizmu postawa polskiej dziewczyny, która z narażeniem życia podrzuca jedzenie dla więźniów Auschwitz. Jako promyk nadziei można widzieć też wątek matki pani Höss, która mimo swojej głębokiej niechęci do Żydów, kiedy dociera do niej, co tak naprawdę dzieje się za murem, wstrząśnięta wyjeżdża, zostawiając córce list. Jest to mocny moralnie punkt filmu, który pokazuje, iż głos sumienia może poruszyć nawet najbardziej „zaczadzoną Ideologią” osobę, o ile jeszcze ma w sobie jakąś gotowość usłyszenia tego głosu. I zdaje się, że owa starsza pani, która nie może znieść przebywania w miejscu, które dla jej córki jest rajem i spełnieniem marzeń (zarówno tych osobistych jak i zbiorowych o „nowej przestrzeni życiowej dla Niemców”) jest poruszona tym głosem. I dlatego wstrząśnięta wyjeżdża, zostawiając córce list, którego treści wprawdzie nie poznamy, ale po reakcji pani Höss domyślamy się, że raczej nie był on tylko zdawkowy. Jedną z głównych zalet filmu może być zatem to, co z pozoru może się wydawać jego wadą, a mianowicie fakt, że nie pokazuje on masowego mordu w Auschwitz wprost. Robi to natomiast za pomocą dźwięków dobiegających zza murów czy obrazów takich jak popiół z krematoriów przysypujący piękne kwiaty państwa Höss. Dzieło to pokazuje toczącą się za murem tragedię jako układankę, jednak bardzo łatwą do poskładania dla osób, które są wystarczająco blisko. Jeśli chodzi o zarzuty, jakie można wysunąć wobec tej produkcji, to jest tu pewna ilość scen plażowych, w których widzimy ludzi obojga płci w dość skąpych strojach kąpielowych. Gwoli ścisłości trzeba jednak zaznaczyć, że kontekst (plażowanie rodzinne, nie na plażach publicznych) oraz sposób pokazywania tych scen raczej wyklucza ich podtekst erotyczny. Pewnym zarzutem wobec filmu może być też to, że zabrakło w tym obrazie ukazania konsekwencji zbrodniczych wyborów dla ich sprawców. Nie widzimy tu żadnej kary dla zbrodniarzy, na przykład sceny powieszenia Hössa. Nie ma nawet napisów końcowych, które by o tym mówiły. Dla kogoś, kto nie znałby historii, mogłoby to dawać wrażenie, że państwo Höss wyszli na swoim udziale w Auschwitz jednak nie najgorzej – spełnili swoje marzenia, żyli sobie wygodnie w willi z ogrodem, itp. Zapewne nie jest to wielkie ryzyko, jeśli założymy, że wszyscy dorośli widzowie zdają sobie sprawę i z tego, czym był Holocaust i z kar, które spotkały przynajmniej część sprawców tego ludobójstwa; niemniej, nie możemy wykluczyć, że film ten jest mniej przejrzysty moralnie dla odbiorców spoza naszego kręgu kulturowego. Reasumując, film polecamy z podanymi wyżej niewielkimi zastrzeżeniami, z zastrzeżeniem, że jest to obraz dla dorosłych widzów, dla których poruszana tematyka nie jest żadną nowością. Marzena Salwowska /.../
  2. Czekając na Anyę

    Leave a Comment Większość akcji tego filmu toczy się podczas II wojny światowej w małej francuskiej wiosce w Pirenejach, okupowanej wówczas przez Niemców. Wydarzenia w tej pasterskiej osadzie śledzimy głównie oczyma chłopca o imieniu Jo. Chłopiec ten poza chodzeniem do szkoły, zajmuje się owcami. Na co dzień próbuje też pomagać swojej matce, która pod nieobecność męża (zabranego przez okupantów na roboty) musi jakoś sobie radzić z całym gospodarstwem i opieką nad małymi jeszcze dziećmi. Pewnego dnia w dość dramatycznych okolicznościach Jo spotyka w górach nieznanego mężczyznę. Zaintrygowany chłopiec potajemnie rusza jego śladem. Jo dowiaduje się w ten sposób, że ów nieznajomy – Benjamin, to ukrywający się przed Niemcami Żyd, który, głównie przy pomocy swojej teściowej (nie-Żydówki) przemyca na teren Hiszpanii przez górską granicą żydowskie dzieci. Mężczyzna ciągle żywi nadzieję, iż wśród dzieci przybywających potajemnie do wioski znajdzie się też jego własna córeczka – Anya, z którą musiał wcześniej się rozdzielić, by ratować jej życie. Poruszony tą historią Jo obiecuje Benjaminowi i wdowie Horcadzie (teściowej Benjamina), że nie zdradzi ich tajemnicy, i nadto sam wkrótce zaczyna pomagać w tym dziele. Powiedzmy od razu, że film ten jest przykładem bardzo wartościowego kina dla całej rodziny, poruszającego trudne tematy w sposób pozbawiony nadmiernej drastyczności. Obraz ten jest nie tylko głęboko nacechowany duchem chrześcijańskim, ale też pełen jest wprost biblijnych odniesień. Historia tutaj pokazana nawiązuje w ciekawy sposób np. do przypowieści o dobrym pasterzu. Główny bohater przypomina tu bowiem z początku raczej najemnika, który, kiedy pojawia się drapieżnik, natychmiast porzuca stado. Z czasem jednak, dzięki temu, iż podejmuje się chrześcijańskiego dzieła ratowania niewinnie prześladowanych, wykształca się w nim chrześcijański charakter. Film ten ogólnie odznacza się życzliwym podejściem do ludzi, przez co nie demonizuje też Niemców z okresu II wojny światowej, pokazując ich dość zróżnicowaną postawę wobec zbrodniczych działań Trzeciej Rzeszy. Najciekawsza jest pod tym względem postać sierżanta, który przyjaźni się z głównym bohaterem, czy nawet zastępuje mu trochę nieobecnego ojca. Mężczyzna ten pokazany jest jako człowiek dobry i serdeczny, traktujący pokonanych Francuzów z szacunkiem i życzliwością. Pod wpływem osobistej tragedii zaczyna on sobie też stawiać bardzo poważne pytania co do własnego udziału w zagładzie Żydów. W pewnym momencie przez celowe zaniedbanie swoich „obowiązków” przyczynia się on do uratowania grupy żydowskich dzieci. Jest to ciekawy przykład, że czasem nawet świadome zaniechanie gorliwości w czynieniu złych rzeczy już jest pewnym dobrem. Z drugiej strony ten sam sierżant posłusznie eskortuje schwytanego żydowskiego mężczyznę i dziecko na posterunek, zdając sobie zapewne sprawę, iż przyczyni się w ten sposób do ich śmierci. Nie zabrakło również w filmie zdecydowanie czarnego charakteru – dowódcy niemieckiego oddziału stacjonującego w okupowanej wiosce. Jest to człowiek, który dopuszcza się zbrodni wojennych, nie będąc nawet „przymuszonym” strachem, z upodobaniem i w poczuciu bezkarności. Co do reszty niemieckich żołnierzy, to zachowują się oni dość biernie, są na ogół mili wobec francuskich górali. Nie wykazują oni jakiejś szczególnej chęci do przemocy czy czynienia krzywdy komukolwiek; z drugiej strony zdają się też przyjmować swoją rolę w historii zupełnie bezrefleksyjnie. Jeśli chodzi o negatywne aspekty filmu, to nie ma ich wiele, a te które są mają charakter bardziej marginalny. Mamy tu np. pokazane, jak główny bohater w różnych sytuacjach kłamie, nie jest to jednak w jakiś sposób chwalone, w niektórych momentach spotyka się to zachowanie też z pewną wyraźniejszą krytyką. Być może niektórych rodziców zaniepokoi fakt, że pozytywny bohater, jakim jest Jo, nieraz próbuje się wymigiwać różnymi kłamstwami, jednakże, podkreślmy jeszcze raz, że nie jest to ukazywane w jakimś wyraźnie przychylnym duchu. Wystarczy więc chyba, jeśli rodzice uczulą swoje dzieci, że akurat tego zachowania Jo nie powinny naśladować. Poważniejszym zarzutem wobec filmu jest natomiast fakt, że dziadek Jo chwali się tym, iż jego ojciec przemycał alkohol przez granicę. I tutaj niestety wyczuwa się pewną jakby aprobatę dla tego zachowania, gdyż zestawione jest ono z innym „przemytem” – przerzucaniem zagrożonych śmiercią ludzi przez granicę. Oczywiście takie zestawienie, gdzie w kontekście ratowania dzieci przed morderczym okupantem chwali się człowieka, który dla zysku i z błahych przyczyn okazywał nieposłuszeństwo legalnej władzy, jest niesprawiedliwe i nieuprawnione. Nie jest to jednak bardzo jakiś poważny zarzut wobec filmu, gdyż jest to ledwie wzmianka. Nie mniej trzeba było o tym powiedzieć. Polecamy zatem zdecydowanie ten film, również do wspólnego oglądania z dziećmi. Jest to bowiem obraz, który łączy lekcje historii z walorami wychowawczymi. Dodajmy jeszcze tylko dla zachęty, że oprócz głównego wątku, są tu też poboczne wątki, które promują różne dobre postawy, takie jak np. nieuleganie nienawiści wobec wroga czy przełamywanie sąsiedzkich uprzedzeń. Marzena Salwowska Ps. Opisany powyżej film można legalnie obejrzeć pod następującym linkiem internetowym: https://katoflix.pl/film/czekajac-na-anye /.../
  3. Bezpieczna kryjówka

    Leave a Comment

    Oparta na prawdziwych wydarzeniach historia holenderskiej rodziny ten Boomów, którzy w czasie II wojny światowej w swym domu ukrywali wielu prześladowanych przez niemieckich nazistów Żydów, a także angażowali się w działalność miejscowego ruchu oporu. Ostatecznie ten Boomowie trafili za tę swą aktywność do obozów koncentracyjnych, gdzie część z nich poniosła śmierć.

    Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film pt. „Bezpieczna kryjówka” jest w dużej swej części wspaniałą opowieścią o inspirowanej głęboką wiarą w Chrystusa heroicznej wręcz miłości bliźniego, obronie słabych, poświęceniu i przebaczeniu swym wrogom. W obrazie tym nie ma też żadnej wulgarnej mowy, nieskromności, obsceniczności i seksu, co również zasługuje na naszą aprobatę. Należy także wspomnieć o tym, iż film ten słusznie gani posunięty do skrajności legalizm. W jednej ze scen widzimy wszak pewnego pastora, który odradza angażowanie się w ratowanie Żydów, argumentując to tym, iż jest to sprzeczne z okupacyjnym prawem. Nie kwestionując jednak w żadnej mierze zasady posłuszeństwa i szacunku należnego każdej czy to chrześcijańskiej czy niechrześcijańskiej władzy jest przecież wiadomą reguła, iż w wypadku, gdy rządzący chcą nas zmusić do czynienia czegoś co jest jawnie złe, wówczas mamy obowiązek być nieposłuszni. W Piśmie świętym czytamy zaś:  „Ratuj wleczonych na śmierć, wstrzymaj rózgi, by nie zabijały” (Prz 24, 11). Jest więc wręcz Bożym nakazem – by ratować, w miarę swych możliwości – tych, którzy są niesprawiedliwie i brutalnie prześladowani. Poza tym, w Biblii napisane jest również, iż Bóg pobłogosławił hebrajskim położnym, które nie usłuchały rozkazu rządzącego Egiptem Faraona i wbrew jego poleceniu ratowały od śmierci nowo narodzonych żydowskich chłopców (Wj 1, 15 – 21). Nawet więc, gdyby okupujący Holandię Niemcy dzierżyli tam legalnie rządy (a tak się składa, że akurat ich władza była tam wówczas nielegalna), to i tak należałoby ratować prześladowanych z powodu swej etnicznej przynależności Żydów.

    Nie wszystko jednak w omawianym filmie jest bez zarzutu. Jedną ze światopoglądowych jego dwuznaczności jest jego jednostronny i przesadzony filosemityzm. O ile bowiem, nazistowskie prześladowania Żydów były bezdyskusyjnie zbrodnicze i niesprawiedliwe, o tyle faktem pozostaje, iż judaizm, który ukształtował się w czasie po Panu Jezusie jest religią błędną i dość niechętnie nastawioną do chrześcijaństwa i Ewangelii. W filmie słusznie mówi się, że Żydzi dali nam Biblię i Zbawiciela, jednak istnieje też druga strona tego medalu, a mianowicie jak to ujmuje św. Paweł Apostoł to, iż „ze względu na Ewangelię są oni nieprzyjaciółmi” (Rz 11, 27). Apokalipsa św. Jana dodaje zaś, że żydzi tak naprawdę fałszywie zwą się żydami, a tak naprawdę reprezentują „synagogę szatana” (Ap 3, 9). W omawianej produkcji zostało zaś tylko przedstawione pozytywne spojrzenie na żydów, za to milczy się tu, a nawet w pewien sposób wręcz zaprzecza krytyce judaizmu obecnej na kartach Nowego Testamentu oraz potwierdzanej przez wieki w chrześcijańskiej Tradycji. Oczywiście, to krytyczne spojrzenie na judaizm i żydów nie uprawniało nazistowskich represji wymierzonych w ów naród. Nauczanie katolickie nigdy bowiem nie popierało karania śmiercią za samo wyznawanie judaizmu, a przeciwnie nawet popierało do pewnego stopnia prawną tolerancję wobec tej religii. Ponadto, wielu żydów mogło wyznawać swą błędną religię w dobrej wierze, dlatego tym bardziej tacy żydzi nie powinni być surowo traktowani.

    Należy też wspomnieć, iż w filmie „Bezpieczna kryjówka” dwuznacznie przedstawia się pewne z bardziej wątpliwych etycznie metod działania holenderskiego ruchu oporu (np. posługiwanie się kłamstwem) jednak nie jest to z drugiej strony pokazane jako coś jednoznacznie dobrego. Główna bohaterka w pewnym momencie jasno wyraża swe duchowe cierpienie z powodu posługiwania się takimi metodami.

    A zatem z pewnymi zastrzeżeniami natury światopoglądowej, tym nie mniej jednak serdecznie polecamy naszym Czytelnikom film pt. „Bezpieczna kryjówka”.

    Mirosław Salwowski /.../

  4. Colette

    Leave a Comment

    „Colette” przedstawia historię dość osobliwego romansu, gdyż jego bohaterami jest para żydowskich więźniów niemieckiego obozu zagłady w Oświęcimiu. Uczucie między tytułową Colette a Vilim (zwanym „Małe Piwo”) rozpoczyna się, kiedy chłopak, dzięki swojemu doświadczeniu w obozowych realiach, ratuje nowo przybyłej dziewczynie życie.  Vili, mimo że jest zakochany w pięknej więźniarce, jako zrozumiałą konieczność akceptuje fakt, że ukochana utrzymuje intymne relacje nie tylko z nim, ale również z oficerem SS Weissackerem. Zakochani starają się jednak nie tylko przetrwać, ale planują również wspólną ucieczkę …

    Jako że na przestrzeni lat, które dzielą nas od zakończenia II wojny światowej, powstało już wiele filmów, opowiadających o tym, co działo się za kolczastymi drutami nazistowskich obozów zagłady, warto się zastanowić, czy kolejna produkcja była potrzebna i jakie wartości jego twórcy starają się zaszczepić widzom, korzystając z podatnego gruntu naturalnej empatii i współczucia dla cierpiących. Otóż istotą tego filmu wydaje się moralne przyzwolenie na przekraczanie Bożych przykazań  celem zachowania życia. Takie postępowanie typu „życie za wszelką cenę”  jest tu pokazane już nie tylko jako „wstydliwa konieczność” ale bez większych ogródek jako będące właściwym w trudnych sytuacjach. Mamy tu więc do czynienia z herezją etyki sytuacyjnej, która wielokroć została potępiona przez Magisterium Kościoła, by wspomnieć choćby tylko z jego wypowiedzi na ów temat:

    „Żadne bowiem trudności nie mogą znieść prawomocności przykazań Bożych, zabraniających czynów z natury swej złych”  – Pius XI, Casti connubii.

    W rzeczywistości (…) chociaż wolno niekiedy tolerować mniejsze zło moralne dla uniknięcia jakiegoś większego zła lub dla osiągnięcia większego dobra, to jednak nigdy nie wolno, nawet dla najpoważniejszych przyczyn, czynić zła, aby wynikło z niego dobro. Innymi słowy, nie wolno wziąć za przedmiot pozytywnego aktu woli tego co ze swej istoty narusza ład moralny – a co tym samym należy uznać za niegodne człowieka – nawet w wypadku, jeśli zostaje to dokonane w zamiarze zachowania lub pomnożenia dóbr poszczególnych ludzi, rodzin lub społeczeństw – Paweł VI, „Humanae vitae”, n. 14. 

    „Istnieją czyny, które same przez się i w sobie są zawsze bezwzględnie niedozwolone ze względu na ich przedmiot (na przykład: bluźnierstwo, zabójstwo, cudzołóstwo). Ich wybór pociąga za sobą nieuporządkowanie woli, to znaczy zło moralne, które nie może być usprawiedliwione odniesieniem do dobra, które mogłoby ewentualnie z nich wyniknąć” – Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego, n. 369.

    Kościół ukazuje wiernym przykłady licznych świętych (…), którzy głosili i bronili prawdę moralną aż do męczeństwa, albo woleli umrzeć, niż popełnić choćby jeden grzech śmiertelny. Wyniósł ich do chwały ołtarzy , to znaczy kanonizował ich świadectwo i publicznie uznał za słuszne ich przekonanie, że miłość Boga każe bezwarunkowo przestrzegać Jego przykazań nawet w najtrudniejszych okolicznościach i nie pozwala ich łamać nawet dla ratowania własnego życia (…). Męczeństwo odrzuca jako złudne i fałszywe wszelkie ludzkie tłumaczenia, jakimi usiłowałoby się usprawiedliwić – nawet w wyjątkowych okolicznościach – akty moralnie złe ze swej istoty – Jan Paweł II, „Veritatis Splendor”, n. 91.

     

    Warto też wspomnieć, że w samym nieomylnym Słowie Bożym nie brak twierdzeń, które w oczach wiernych wykluczać powinny możliwość przyjmowania takiej etyki. Oto kilka przykładów:

    „ Oczy Jego patrzą na bojących się Go – on sam poznaje każdy czyn człowieka. Nikomu On nie przykazał być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć” –  Mądrość Syracha 15, 19-20

    „I czyż to znaczy, iż mamy czynić zło, aby stąd wynikło dobro? – jak nas niektórzy oczerniają i jak nam zarzucają, że tak mówimy. Takich czeka sprawiedliwa kara” – List do Rzymian 3, 8

    „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” – List do Rzymian 12, 21.

     „Pokusa nie nawiedziła was większa od tej, która zwykła nawiedzać ludzi. Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania abyście mogli przetrwać” – 1 Kor 10, 13.

    Nikt walczący po żołniersku nie wikła się w kłopoty około zdobycia utrzymania, żeby się spodobać temu, kto go zaciągnął. Również jeżeli ktoś staje do zapasów, otrzymuje wieniec tylko [wtedy], jeżeli walczył przepisowo – 2 List do Tymoteusza 2, 4-5.

     

    Dewizą chrześcijanina powinno być raczej „lepiej umrzeć niż zgrzeszyć” niż „byle przeżyć„. Oczywiście różne okoliczności mogą sprawiać, że wina danej osoby za konkretny grzech może być mniejsza bądź większa. Tak więc, gdy widzimy cudzołożną relację pomiędzy Weissackerem a Colette, to przypuszczamy, że znacznie większy ciężar winy ponosi tu ów oficer SS niż zależna od niego więźniarka. Nie zmienia to jednak faktu, że i ona grzeszy, ponieważ dokonała świadomie wyboru, że woli cudzołożyć niż umrzeć. Później zresztą  w zamian za pewne korzyści zdeprawowana własną uległością Colette wchodzi też w lesbijskie relacje z jedną z funkcyjnych więźniarek. Dziewczyna nie waha się też długo, kiedy ma do wyboru poświęcić życie własne czy innej z więźniarek. Skupiam się tutaj na Colette, gdyż to ona jest tu niejako symbolem życia, które warto ratować za wszelką cenę. Vili zaś, który pełni też w całej historii rolę ukrytego narratora, jest tu natomiast głosem życzliwej akceptacji dla takiej postawy.

    Powie ktoś może, że, co mają, wcześniej wspomniane chrześcijańskie wartości czy zasady do filmu, którego głównymi bohaterami są Żydzi? Jednakże popularne stwierdzenia, że „życie ludzkie jest najważniejsze i trzeba je ratować za wszelką cenę” nie są prawdziwe już w świetle tych ksiąg Starego Testamentu, które za święte uznają żydzi. Mamy w nich bowiem rozliczne przykłady niewiast i mężczyzn spośród Narodu Wybranego, którzy woleli oddać swoje życie niż okazać nieposłuszeństwo Bogu. Woleli oni bowiem stracić to, czego i tak nie mogli zachować niż narazić swoją relację z Bogiem Izraela. W ten sposób i życiem i śmiercią zaświadczali, że mają tylko jednego Boga. Jedną z takich postaci była np. opisana w księdze Daniela niewiasta o imieniu Zuzanna, o której przykładzie w następujący sposób pisał papież Jan Paweł II w swej zwalczającej herezję etyki sytuacyjnej encyklice „Veritatis splendor”:

    Już w Starym Przymierzu spotykamy się z godnymi podziwu świadectwami wierności wobec świętego prawa Bożego, aż do dobrowolnego przyjęcia śmierci. Ich symbolem może być historia Zuzanny: dwaj niesprawiedliwi sędziowie, którzy grożą jej śmiercią ponieważ nie chce ulec ich nieczystym żądzom słyszą odpowiedź: << jestem w trudnym ze wszystkich położeniu. Jeżeli to uczynię, nie ujdę waszych rąk. Wolę jednak niewinna wpaść w wasze ręce , niż zgrzeszyć wobec Pana>> (Dn 13, 22-23). Zuzanna, która wolała <<niewinna wpaść>> w ręce sędziów, daje świadectwo nie tylko wiary i zaufania do Boga, ale także posłuszeństwa wobec prawdy i absolutnych wymogów porządku moralnego: swoją gotowością przyjęcia męczeństwa głosi, że nie należy czynić tego, co prawo Boże uznaje za złe, aby uzyskać w ten sposób jakieś dobro.Wybiera dla siebie lepszą cząstkę: przejrzyste, bezkompromisowe świadectwo prawdzie dotyczącej dobra oraz świadectwo Bogu Izraela; w ten sposób przez swoje czyny ukazuje świętość Boga – Jan Paweł II, tamże, n. 91.

    Zupełnie inaczej ma się sprawa Colette, która oddając się esesmanowi w zamian za większe szanse na przeżycie, w praktyce uznaje go za swojego pana i boga, w którego mocy jest określać jej życiowe zasady.

    Poza pochwałą etyki sytuacyjnej film ten niestety posiada też inne poważne wady takie jak prezentowanie w pozytywnym świetle pożycie pozamałżeńskie pomiędzy Colette a Vilim czy duża ilość dość naturalistycznie pokazywanych scen erotycznych i nagości.

    Obok tych ewidentnych wad film ma też swoje mocniejsze strony. Widzimy tu wszak wiele pozytywnych postaw, kiedy więźniowie (czasami bezinteresownie) troszczą się o siebie nawzajem, czasami z narażeniem życia. Są nawet momenty, w których tak okrutna i zdeprawowana postać jak Weissacker okazuje ludzkie uczucia (cierpi po stracie brata). W pewnej scenie jest nawet pokazane, jak ów oficer SS czyni dobro, kiedy to chroni Colette przed sterylizacją. Jest też w tym filmie coś na kształt szczęśliwego zakończenia, za które uznać można powojenne losy Colette i jej rodziny.

    Jednakże, jako całość film wydaje się niegodny polecenia.

    Marzena Salwowska /.../