Tag Archive: filmy o cudach

  1. Wiara jak ziemniaki

    Leave a Comment Film opowiada prawdziwą historię farmera Angusa Buchnana, który wraz z żoną i dziećmi w poszukiwaniu lepszych warunków życia przeprowadza się z Zambii do RPA. Na miejscu Angus energicznie zabiera się do dzieła, pracując nawet po 18 godzin. Mordercza praca, nieporozumienia z czarnymi robotnikami, niepewność zależnych od pogody zbiorów, a nadto ciągle powtarzające się informacje o masakrach dokonywanych na całych rodzinach białych farmerów, sprawiają, że mężczyzna żyje w stałym napięciu nerwowym. Żona Angusa – Jill, która nie akceptuje takiego stanu męża, stara się, by życie rodziny nie koncentrowało się wyłącznie na zabieganiu o doczesne potrzeby i dobra. Jill nalega więc, by Angus, niezależnie od zmęczenia i braku chęci, regularnie uczęszczał na chrześcijańskie nabożeństwa. Podczas jednego z takich zgromadzeń główny bohater przypomina sobie swoją głęboką wiarę z lat dzieciństwa i postanawia ponownie w pełni oddać swoje życie Bogu. Film ten, jak można się łatwo domyśleć, prezentuje dużo tradycyjnie chrześcijańskich wartości. W sposób szczególny podkreślona tutaj została waga wiary w to, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Obraz ten pokazuje, że wezwanie Pana Jezusa do tego, byśmy mieli wiarę, która „przenosi góry” jest zachętą dla Jego uczniów w każdym czasie, by prosić z pokorą o rzeczy, które wydają się wręcz niemożliwe, czy nawet wprost wymagają cudownej Boże interwencji. Chodzi oczywiście o dobre rzeczy, zgodne z wolą Bożą. Mamy tu więc przykład modlitwy o wskrzeszenie osoby umarłej, o deszcz dawno po ustaniu pory deszczowej, czy urodzaj ziemniaków posadzonych wbrew wszelkim regułom rolnictwa w czasie suszy. Ważnym aspektem filmu jest również pokazanie, że czas poważniejszych klęsk naturalnych, jest też ogromną szansą dla całych społeczności, na odwrócenie się od grzechów, ukorzenie się przed Bogiem i wspólnotową modlitwę. Produkcja ta przedstawia także szczere i głęboko przeżywane chrześcijaństwo jako najlepszą podwalinę dla zdrowej rodziny i ogólnie dobrych stosunków międzyludzkich. Kiedy główny bohater staje się gorliwym chrześcijaninem, to poprawiają się jego relacje nie tylko z żoną, ale też z robotnikami i całym czarnym sąsiedztwem (na które przedtem zdawał się patrzeć z góry). Dzięki żarliwej wierze główny bohater i jego bliscy jest też w stanie przeżyć rodzinną tragedię. Wreszcie poważnie traktowane braterstwo chrześcijan jest tu pokazywane jako jedyny sposób na tworzenie społeczności, w której ludzie nie będą się wzajemnie nienawidzić czy pogardzać ze względu na kolor skóry. Przy okazji kwestii rasizmu, to warto zauważyć, że sprawa ta nie jest pokazywana jednostronnie, co nie jest takie częste we współczesnym kinie. Wyraźnie, choć bez jakiegoś nawoływania do nienawiści wobec czarnych czy działań odwetowych, wybrzmiewa tutaj problem, który już od dziesięcioleci dotyka białych farmerów w RPA. Otóż nader często padają oni ofiarą zorganizowanych brutalnych ataków ze strony czarnoskórych bandytów. Jest to tym istotniejszy wątek, że masakry na farmach, są ciągle aktualnym i zdaje się lekceważonym problemem, chociaż okrucieństwo sprawców nieraz dorównuje temu z Rzezi wołyńskiej. Podobny wydaje się również cel, czyli zastraszenie niechcianej ludności i zmuszenie jej do opuszczenia terenu. Jeśli chodzi o bardziej wątpliwe elementy filmu, to raczej jest ich niewiele. Produkcja ta skupia się na podstawowych prawdach wiary chrześcijańskiej, można więc powiedzieć, że jest na poziomie ogólnym „do przyjęcia” przez katolików. Pewne zastrzeżenia można mieć do pozytywnie pokazywanego mało krytycznego podejścia głównego bohatera do swojej szkockiej spuścizny. Chodzi o pochwalanie jej niektórych negatywnych elementów. I tak na przykład Angus Buchnan wypowiada się pozytywnie o tym, że szkoccy wojownicy czasami obnażali się przed swoimi przeciwnikami, by ich w ten sposób znieważyć i wyprowadzić z równowagi (co gorsza słuchający tego pastor przyrównuje ich postępowanie do tańca Dawida w krótkiej szacie). Wyraźnym uwielbieniem główny bohater obdarza też tak wątpliwą postać jak William Wallace, którego prezentuje swoim zuluskim sąsiadom jako wzorcowego wojownika. Takie zachowanie najprawdopodobniej wynika jednak z tego, że zapewne był on wychowywany na bezkrytycznym kulcie Wallace’a, który tak się zrósł w jego umyśle z umiłowaniem ojczyzny przodków, że nie przyszło mu nawet na myśl, że rzeczywista postać nie musi pokrywać się z legendą. Niemniej, mimo tych pomniejszych zastrzeżeń jest to bardzo pozytywny film, zachęcający do modlitwy z wiarą i ufnością, która jest pokazana jako odpowiedź na najtrudniejsze nawet sytuacje. Marzena Salwowska /.../
  2. Przypływ wiary

    Leave a Comment Film ten bazuje na prawdziwych wydarzeniach, które miały miejsce zimą 2015 roku niedaleko Lake St. Louis (USA). Wówczas to troje nastoletnich chłopców nieroztropnie bawiąc się na zamarzniętym jeziorze wpadło doń, gdy załamała się pod nimi tafla lodu. O ile dwojgu chłopakom zasadniczo nic się nie stało, o tyle dla trzeciego z nich – który w filmie ma na imię John – skończyło się to kilkunastodniowym pobytem w szpitalu w stanie co najmniej bliskim śmierci. Przybrana matka Johna nie rezygnuje jednak ani na chwilę z walki o jego życie, gorliwie modląc się do Boga o uratowanie mu życia. Do tej modlitwy z czasem dołącza się większa ilość ludzi. Filmweb Jak można się domyśleć na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej produkcję tą należy ocenić jako dobre dzieło pokazujące siłę gorliwej modlitwy oraz Bożej łaski. Jak mówi wszak Pismo święte: „Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego. Eliasz był człowiekiem podobnym do nas i modlił się usilnie, by deszcz nie padał, i nie padał deszcz na ziemię przez trzy lata i sześć miesięcy. I znów błagał, i niebiosa spuściły deszcz, a ziemia wydała swój plon” (Jk 5, 16-18). Film pt. „Przypływ wiary” można więc uznać za dobrą okazję, by dostrzec i docenić realne Boże działanie w otaczającym nas świecie. Mirosław Salwowski /.../