Tag Archive: film wojenny z 1957

  1. Ścieżki chwały

    Leave a Comment Film opowiada historię z frontu zachodniego I wojny światowej. Francuski generał Mireau dostaje od swego przełożonego rozkaz zdobycia obsadzonego przez Niemców wzgórza zwanego Ant Hill. Początkowo opiera się zwierzchnikowi wiedząc, że to niemożliwe, ale skuszony obietnicą awansu zgadza się przeprowadzić atak, nawet za cenę śmierci ponad połowy podwładnych. Natarcie załamuje się. Generał o niepowodzenie obwinia oddziały, które nie opuściły okopów (choć de facto rozkazy im wydane były niewykonalne z powodu silnego ostrzału nieprzyjacielskiego). Na trzech losowych żołnierzach z tych oddziałów ma być, dla dania nauczki reszcie, wykonana kara śmierci; obrony oskarżonych podejmuje się ich dowódca, „w cywilu” prawnik, pułkownik Dax. Przesłanie tego dzieła jest niezwykle proste, omawianemu filmowi (porównując go z innymi produkcjami nakręconymi przez tego samego reżysera) daleko pod względem złożoności do recenzowanego tu kiedyś bardzo zniuansowanego „Barry’ego Lyndona”, nie mówiąc o niełatwych w odbiorze i poddających się wielorakim interpretacjom „2001: Odysei kosmicznej”, „Mechanicznej pomarańczy”, „Lśnieniu” czy „Oczach szeroko zamkniętych”. Jednak wielka prostota przesłania „Ścieżek chwały” bynajmniej nie jest ich wadą, stanowi walor filmu, sprawia że płynąca z niego nauka moralna jest bardzo czytelna, jasna, dostępna dla szerokiej publiczności. Dzieło zaś jest tym bardziej przyswajalne, że nie jest ono mimo braku skomplikowania toporne ani naiwne; aktorzy dają swoim postaciom prawdziwe życie, przez kilkadziesiąt minut dają się widzowi szczerze podziwiać, autentycznie znienawidzić lub naprawdę litować nad ich losem. Nie należy obawiać się tu obecności przerysowanych, wręcz nieludzko podłych lub karykaturalnie kryształowych bohaterów, budzących raczej śmiech niż uczucia zamierzone przez twórców. Ponadto mamy tu dobre dialogi, wartką i trzymającą w napięciu akcję oraz budzące uznanie odtworzenie frontowych krajobrazów z czasów I wojny światowej (coś podobnego chwalone było na portalu przy okazji recenzji filmu „1917”, w którego przypadku scenografie robią zapewne jeszcze większe wrażenie, ale pamiętajmy, że omawiany film powstał kilkadziesiąt lat wcześniej, gdy twórcy nie dysponowali zbliżonymi środkami, przez co tym bardziej należy im się pochwała). Pod względem moralnym mamy w „Ścieżkach chwały” ostry podział na dobro i zło i jednoznaczne opowiedzenie się za pierwszym. Złem, które zohydzają twórcy jest karierowiczostwo; jego ucieleśnieniem jest generał Mireau.  Na przykładzie losów tej postaci widać zatrute owoce owej postawy. Żądza osobistych sukcesów przesłania mu trzeźwy osąd sytuacji (generał zaczyna sobie wmawiać, że rozkazy są wykonalne, mimo że doskonale wie, iż tak nie jest), skłania go do bezsensownego szafowania życiem żołnierzy, uzdalnia go do zbrodni (wydaje on rozkaz bombardowania pozycji własnej armii, by zmusić żołnierzy do ruszenia się z nich), wreszcie doprowadza wojskowego do fałszywego oskarżania niewinnych o tchórzostwo w obliczu wroga w celu ukrycia kompromitującego go faktu organizowania nietrafnych, skazanych na porażkę, działań wojennych. Tak obrazowe i obszerne odmalowanie zgubnych skutków pogoni za karierą, dochodzenia po trupach (w tym przypadku nawet nie w przenośni) do celu, nie pozostawia wątpliwości co do łajdackiego charakteru takiej postawy i potrzeby trzymania się od niej z daleka. Innym negatywnym bohaterem jest porucznik Roget, wykazujący się, odmalowanym jako żenujące, tchórzostwem, jak również brakiem dbałości o ludzkie życie oraz, co łączy go z generałem Mireau, nieumiejętnością wzięcia odpowiedzialności za swe czyny połączoną z gotowością popełnienia zbrodni, by je ukryć. W czasie zwiadu, bojąc się wroga, jest on gotów zostawić na pastwę losu towarzyszącego mu żołnierza, który zniknął z pola widzenia. Nadto bezmyślnie rzuca granat w rzekomego przeciwnika uśmiercając właśnie wspomnianego żołnierza. Potem zaś, by zachować twarz i pozycję, kłamie w raporcie ze zwiadu i wskazuje podwładnego, będącego świadkiem jego przestępstwa, jako jedną z osób mających niesłusznie ponieść śmierć za tchórzostwo w ramach wspomnianej akcji z inicjatywy generała Mireau. Skontrastowanie go ze wspomnianym podwładnym, Parisem, który, uczestnicząc w tym samym co Roget zwiadzie, nie daje się ponieść strachowi uwypukla prawdę o tym, iż nawet wojenne warunki nie usprawiedliwiają wszystkiego, a człowiek nigdy nie musi postępować niegodziwie oraz nie może być łatwo zwolniony z obowiązku zachowania zimnej krwi i rozważnego postępowania, zwłaszcza gdy służy ojczyźnie i jest odpowiedzialny za cudze życie. Podkreślenie zaś niegodziwości posłania bliźniego na śmierć dla ratowania własnej skóry (i to przecież bliźniego niewinnego i przykładnie pełniącego służbę, co w ogóle jawi się jako ewidentna niesprawiedliwość) tylko wzmacnia obecne już w wątku generała, potępienie zasady „cel uświęca środki” i przynagla do opierania swych działań na prawdzie, nawet za cenę osobistych strat. Inną wadą ludzką krytykowaną przez twórców (ustami Parisa) jest pijaństwo, jakiego dopuszcza się Roget, a jakie mogło mieć wpływ na jego nieodpowiedzialne zachowanie podczas zwiadu. Można rzec też, że film ukazuje, iż zło tkwić może nie tylko w pojedynczych ludziach, ale w całych systemach, nawet tych uważanych za nieszkodliwe. Odkrywa czarne karty z historii bynajmniej nie sowieckiego bolszewizmu lub nazizmu, lecz „wielkiej demokracji Zachodu”. Chodzi konkretnie o uprzedmiotowienie żołnierzy, czynienie z nich zwykłych narzędzi do odstraszania innych. Ukazuje, że zwyczajów takich jak arbitralne (poprzez losowanie lub wskazanie przez dowódcę) wyłanianie skazańców z szeregów oddziałów, które zawiodły, po to by ich śmierć (niejednokrotnie będąca nawiasem mówiąc znacznie przesadzoną karą, o ile na jakąś w ogóle zasługiwali) posłużyła za odstraszający przykład, nie da się usprawiedliwić. Powodowały one bowiem oderwanie kary od rzeczywistej winy i stwarzały niesprawiedliwą nierówność między tymi, którym (ze względów czysto praktycznych, tj. by nie „marnować” zasobów ludzkich) pozwalano łaskawie przeżyć a tymi, którzy, nie różniąc się od tych pierwszych, byli rozstrzeliwani, gdyż wyciągnęli pechowy los albo zostali wskazani przez przełożonego np. na podstawie niskiego pochodzenia bądź co gorsza, o czym była wyżej mowa, osobistych z nim porachunków. Co więcej wytknięto tu łamanie prawa poprzez rażące uchybienia w procedurze sądowej, jakich dopuszczano się, by maksymalnie przyspieszyć wymierzenie „sprawiedliwości”. Warto docenić twórców za przypomnienie o takich niewygodnych faktach, gdyż nie dopuścili się oni oszczerstwa (historycy wykazali, że wbrew zapewnieniom francuskiej armii co najmniej raz miało miejsce podobne do ukazanego w filmie popisowe, demonstracyjne uśmiercenie francuskich żołnierzy, którzy zostali potem zrehabilitowani). Ponadto ponieśli pewne ofiary za swą szczerość – filmu aż do lat 70. nie wolno było wyświetlać we Francji, a w utrzymującej z nią dobre stosunki RFN był on przyjmowany bardzo niechętnie.  Przeciwwagą dla wspomnianych niegodziwości jest w tym dziele postawa pułkownika Daxa. Jawi się on jako rozważny dowódca niechętny bezsensownemu rozlewowi krwi. Daleko mu do jakiejś obsesyjnej chęci zostania bohaterem wojennym. Jednak nie brak mu odwagi i rozkazy dowódców dotyczące działań wojennych wypełnia z poświęceniem, co widać, gdy naraża swe życie prowadząc szturm na pozycje wroga. Co jednak chyba jeszcze ważniejsze potrafi się on też, gdy sprawiedliwość tego wymaga sprzeciwiać się oczekiwaniom dowódców i słusznie ich krytykować. Podejmuje się obrony swoich podwładnych przed sądem polowym i wytyka mu uchybienia mimo ewidentnej niechęci ze strony generała Mireau, patronującego pokazowemu procesowi. Dostarcza władzom wojskowym dowody wydania przez tego generała zbrodniczego rozkazu bombardowania własnych pozycji. Zwierzchnikowi Mireau, generałowi Broulardowi bezpardonowo wytyka obojętność wobec niesprawiedliwych egzekucji. O ile dobre rzeczy można czynić także dla bardziej przyziemnych korzyści i nie czyni ich to od razu złymi, o tyle w przypadku pułkownika Daxa mamy do czynienia z kierowaniem się jedynie szczerym pragnieniem sprawiedliwości, idealizmem (wściekłością reaguje na sugestie, iż dążył do zdyskredytowania Mireau, by samemu zająć jego miejsce). To czyni go przykładem niezwykle szlachetnego człowieka i wskazuje na ideał, do którego widz powinien konsekwentnie dążyć. Innymi wartościowymi wzorami obecnymi w filmie są kapitan Rousseau odmawiający wykonania wspomnianego rozkazu ostrzelania swoich (świadomy jak widać, że posłuszeństwo też musi mieć swoje granice) i kapitan Nichols, odważnie świadczący razem z Rousseau przeciw generałowi Mireau.  Film jak przystało na dzieło z czasów Kodeksu Haysa nie epatuje widzów wulgaryzmami, krwawą przemocą, nie ma w nim seksu, nagości czy obscenicznych aluzji. Można stawiać pytanie o zasadność sceny, gdy Dax niezbyt przychylnie mówi o patriotyzmie, ale z kontekstu wynika raczej, że chodzi mu o instrumentalne wykorzystywanie patriotyzmu przez różne kręgi, a nie o tę szlachetną postawę jako taką. Niektórych może zastanawiać też scena, gdy jeden ze skazanych w czasie wizyty duszpasterza wyraża spory, płynący z rozpaczy, sceptycyzm dla wszelkiej religii, ale z drugiej strony mamy tu też przykład skazanego przystępującego do spowiedzi, mimo że nie był zbyt religijny. Można więc uznać, że odmalowano tu po prostu zróżnicowanie ludzkich postaw.  Wobec tego bez wahania polecam ten film będący wyraźną przestrogą przed niepohamowaną żądzą sukcesu i uciekaniem od odpowiedzialności za swe czyny, a jednocześnie stanowiący piękną opowieść o stawaniu w obronie niesłusznie oskarżonych oraz walce o sprawiedliwość.  Michał Jedynak /.../