Tag Archive: film przygodowy z 2004

  1. Błękitny motyl

    Leave a Comment Film oparty na prawdziwej historii. Nieuleczalnie chory chłopiec (w filmie nosi on imię Pete) zafascynowany owadami pragnie przed śmiercią schwytać błękitny okaz o nazwie Morpho menelaus, uchodzący za najpiękniejszego motyla świata. Owad ten występuje jedynie w tropikach Ameryki Południowej. Aby zrealizować swoje marzenie, Pete stara się, z pomocą równie upartej co on sam matki, namówić znanego entomologa ( w filmie Alan Osbourn), by zabrał go do swojej stacji badawczej. Naukowiec z początku jednak nie przejawia entuzjazmu na myśl dzielenia trudów pracy i obozowiska w dżungli z dziesięciolatkiem poruszającym się częściowo na wózku inwalidzkim i jego zatroskaną matką … Film ten jest zasadniczo dobrą i bardzo optymistyczną opowieścią, tym bardziej krzepiącą, że jego fabuła w najważniejszych punktach opiera się na rzeczywistych wydarzeniach. Obraz ten pokazuje, że każde życie jest rodzajem cudu i tajemnicy. I w jakiś sposób wskazuje, że życie każdego stworzenia jest w ręku Stwórcy, dlatego też żadna ludzka diagnoza nie może być absolutnym „wyrokiem śmierci”. Film ów pokazuje też wagę międzyludzkiej życzliwości i otwartości, przejawianej w stopniu, który wymaga „wyjścia poza sferę komfortu„. Chodzi tu konkretnie o postawę entomologa, który zgadza się zabrać na wyprawę do dżungli chorego chłopca, mimo że każdy rozsądny człowiek zrozumiałby powody odmowy. Istnieje bowiem duże ryzyko, że dziesięciolatek wróci rozczarowany i podłamany, nie ma przecież gwarancji na złapanie Morpho, a obecność jego i matki raczej będzie dla Alana naturalnym balastem i przeszkodą w pracy. Naukowiec jednak poświęca swoją wygodę i spokój, żeby spróbować spełnić marzenie chłopca. Ta decyzja mężczyzny przynosi bardzo dobre owoce, nie tylko dla chłopca, ale również dla samego entomologa. Osbourn otwierając się na rolę ojca w kontakcie z Petem, porządkuje sobie niejako też „sprawy w głowie” odnośnie do własnej córki, którą porzucił siedemnaście lat wcześniej (w tym wątku występuje też wyraźnie motyw żalu za grzechy i wola zadośćuczynienia). Jeśli chodzi o inne pouczające wątki familijne, to oczywiście istotna jest tu relacja Pete’a z jego matką. Mimo że jest ona samotną wdową, wychowującą umierającego jedynaka, to potrafi powściągać swoją naturalną i zasadniczo dobrą opiekuńczość, wtedy, kiedy jest to pożyteczne dla jej syna. Pozwala ona chłopcu na realizację trochę ryzykownego marzenia i przygody, przez co może on naturalnie rozwijać swoją męską naturę. W filmie jest też oczywiście sporo innych dobrych akcentów, które w dużym stopniu wiążą się z jego przygodowym aspektem. Nadto niewątpliwą jego zaletą jest ukazywanie piękna natury. Niestety produkcja ta, choć przeważają w niej elementy dobre i budujące jest w pewnym stopniu zanieczyszczona elementami pogańskimi. Widoczne jest to zwłaszcza w scenie, kiedy przybysze i Indianie, siedzą przy ognisku i słyszą, jak jeden z tubylców w imieniu zbiorowości deklaruje, że będą bronić swoich tradycji i wierzeń. Jest to pokazane w duchu pozytywnym, mimo że owe wierzenia to głównie pogańskie zabobony. W pewnej scenie filmu wydaje się też, że nad głównym bohaterem odprawiane są jakieś szamańskie obrzędy. Innym pogańskim zabobonem pokazanym tu w wyraźnie pozytywnym świetle jest obdarowanie dziecka za zgodą matki naszyjnikiem – symbolem wojownika, który ma jednocześnie pełnić funkcję amuletu. W filmie tym są także wątki, które wymagałyby bardzo uważnego „odsiania ziarna od plewy”. Niektóre bowiem elementy światopoglądu prezentowanego tutaj plemienia, choć należą do ogólnego systemu jego pogańskich wierzeń, to jednak zawierają w sobie pewne ziarna prawdy. Do takich ziaren zaliczyć chyba można koncepcję złych i dobrych duchów, w prezentowanym ujęciu zbliżoną wyraźnie do demonów i aniołów. Występuje tu myśl, że zarówno dobry jak i zły duch mogą, korzystając z fascynacji człowieka Błękitnym Motylem, posłużyć się jego piękną postacią, pierwszy po to, żeby poprowadzić człowieka dobrą drogą, drugi po to, by go zwieść. Taki sposób działania tych istot rzeczywiście przypomina anioły i demony w ujęciu tradycyjnie chrześcijańskim. W filmie są też sformułowania, które można odbierać dwuznacznie. Przykładowo – indiańska dziewczynka przekonuje Pete’a, że wszystko i każdy, również on sam może być Błękitnym Motylem, co można to rozumieć zarówno tak, że każde życie jest cudem stworzenia, jak i w duchu jakiegoś pogańskiego monizmu, rzekomej jedności wszystkich bytów. Ze względu zatem na zbytnią trudność w odsiewaniu ziaren od plew, film ten nie nadaje się raczej do polecania jako familijny, gdyż może mącić w młodych umysłach, chyba że rodzice potrafią dzieciom jasno wytłumaczyć, dlaczego pewne wątki przejawiające się w tym obrazie są nie do pogodzenia z chrześcijaństwem. Marzena Salwowska /.../