Tag Archive: film proaborcyjny

  1. Vera Drake

    Leave a Comment Rzecz dzieje się w Londynie lat 50-tych XX w. Bohaterką filmu jest Vera Drake, na pozór przykładna obywatelka Zjednoczonego Królestwa. Ta miła pani w średnim wieku, nie dość, że ciężko pracuje jako pomoc domowa u zamożnych londyńczyków, prowadzi własny pełen ciepła i serdeczności, otwarty również na potrzebujących dom, nadto zajmuje się chorą matką, to jeszcze znajduje czas, by, jak to sama ujmuje „pomagać młodym kobietom, które mają kłopoty”. Na czym owa „pomoc” polega? Otóż, określając znów rzecz słowami głównej bohaterki, „przywraca miesięczne krwawienie” za pomocą strzykawki, startego mydła, wody i środka dezynfekcyjnego. Tę sielankę przerywa pewnego dnia policja, która zjawia się pod drzwiami Very, po tym jak jedna z tak potraktowanych dziewczyn omal nie umarła. Uważniejszego czytelnika już sam powyższy opis filmu powinien naprowadzić na powody, dla których nie mógł on zostać przez nas oceniony pozytywnie. Mike Leigh, reżyser i scenarzysta „Very Drake” w jednej osobie, mówi bowiem o tak trudnym i drastycznym temacie jak aborcja nie używając nawet tego „medycznego” i neutralnego światopoglądowo terminu – cały czas mowa jest tu jedynie o „pomocy kobietom”, słowa o zabijaniu małych dzieci pojawiają się tu tylko raz i padają z ust osoby, która jest w szoku, łatwo więc zdyskredytować ich wartość.  Cały temat jest tu zresztą przedstawiony w sposób niezwykle eufemistyczny. Reżyser unika zresztą nie tylko mocnych słów ale i mocnych obrazów. Czasami w sposób wręcz groteskowy. Przykładowo, najczęściej używanym przez główną bohaterkę wyrazem jest „słodziutki(a)”, którym zwraca się nawet do przesłuchującego ją komisarza policji. Cały film zresztą można by określić tymże słowem. „Słodziutka” jest tu przede wszystkim główna jego bohaterka, osoba prawdziwie serdeczna i bezinteresowna, rzeczywista podpora dla swej rodziny i przyjaciół. Oczywiście nie można zaprzeczyć, że nawet człowiek bardzo dobry (w naszym ludzkim postrzeganiu) może czynić bardzo złe rzeczy w zgodzie ze swoim subiektywnym osądem i błędnie ukształtowanym sumieniem. Tyle że w naszym kręgu kulturowym, gdzie prawda Ewangelii znana jest od wieków i w mniejszym lub większym stopniu jest już wpisana w nasze sumienia, jest to mało prawdopodobne. Zwykle jednak złe czyny są z naszej strony wynikiem złego serca. Nietrudno więc dostrzec cel, w jakim główna bohaterka filmu, która świadomie łamie prawo Boże i ludzkie, jest tak „słodziutka”. Służy to zapewne wzbudzeniu empatii widza, skłonieniu go by kibicował Verze, współczuł jej i oburzał się na „drakońską” karę 30 miesięcy więzienia, na którą zostaje skazana. W rezultacie film jest sprytnie nie wyrażonym wprost ale dość jednoznacznym głosem „za” w debacie o legalności przerywania ciąży. Przeniesienie zaś jego akcji  w lata pięćdziesiąte służy  zamknięciu ust przeciwnikom, gdyż zawsze można powiedzieć, że jest to film, o tym jak było, nie zaś aktualny głos w tej dyskusji. W innych okolicznościach można by pochwalić tę produkcję za takie skądinąd ważne zalety jak brak przemocy, wulgarnego języka, obscenicznych scen czy pokazanie kochającej się i wspierającej się w trudnych sytuacjach rodziny. Problem jednak w tym, że zalety te są jak lukier, który ma przykryć zatrute ciastko i ułatwić jego zjedzenie. Oczywiście, stwarzanie tak słodkiej otoczki dla zabijania niewinnych i bezbronnych dzieci w łonach ich matek trudno uznać za rzecz godną pochwały i polecenia. W kontekście tego filmu warto raz jeszcze przypomnieć sobie następującą biblijną prawdę: „Tych sześć rzeczy w nienawiści ma Pan,  a siedem budzi u Niego odrazę: wyniosłe oczy, kłamliwy język,  ręce, co krew niewinną wylały, serce knujące złe plany,  nogi, co biegną prędko do zbrodni, świadek fałszywy, co kłamie, i ten, kto wznieca kłótnie wśród braci” (Przysłów 6: 16-19). Marzena Salwowska /.../
  2. Babka

    Leave a Comment Elle, tytułowa babka (babcia) to dość nietypowa starsza pani -poetka, feministka i lesbijka w jednym. Elle przechodzi właśnie kryzys twórczy, rzuca ją dużo młodsza kochanka, a u jej drzwi staje nastoletnia wnuczka w niechcianej ciąży. Dziewczyna nie ma pieniędzy na aborcję, oczekuje więc wsparcia od babci, która jednakże również nie dysponuje odpowiednią sumą. Tak właśnie zaczyna się odyseja tych dwóch pań, które odwiedzając różnych ludzi ważnych w ich życiu (teraz lub w przeszłości) proszą ich o potrzebne na aborcję pieniądze (lub ich żądają). Chyba najdziwniejszą rzeczą w tym filmie jest to, iż jest on komedią. Na dodatek happy endem (tak, będzie spoiler)  jest w nim to, że babci udaje się w końcu znaleźć pieniądze na aborcję wnuczki. Zatem jako szczęśliwe zakończenie  mamy tu zabójstwo niewinnego dziecka, w które zamieszane jest kilka osób. Chociaż jednak film ten jest tak z gruntu zły i nie sposób ocenić go inaczej niż negatywnie to, niejako mimochodem, obnaża on bezsens wcielania w życie feministycznej ideologii. Mamy tu bowiem trzy bohaterki (starszego, średniego i młodszego pokolenia), które owa ideologia zaprowadziła na manowce. Jak bowiem szybko się dowiemy, już przed laty najstarsza z pań usunęła dziecko swojego męża (bez jego wiedzy i woli), gdyż doszła do wniosku, że jednak nie odpowiada jej „opresyjna” instytucja małżeństwa, a tak właściwie to jest lesbijką i dziecko może mieć później z przypadkowym partnerem. Tak zaś „wytworzone” dziecko stanie się jej wkładem do związku ze stałą „partnerką”, która będzie odgrywać wobec tej małej istoty rolę drugiej matki. Później zaś wychowana w ów sposób dziewczynka, córka Elle, nie potrafi najwyraźniej zbudować normalnej więzi z mężczyzną, gdyż na ojca własnego dziecka wybiera dawcę z banku spermy. I wreszcie najmłodsza z pań, która, z wcześniej podanego powodu, nie zna nawet swojego biologicznego ojca, wychowywana przez twardą i dość męską bizneswoman, mimo intensywnej seksedukacji, zachodzi w ciąże z samolubnym i nieodpowiedzialnym chłopakiem, dla którego jest popychadłem. Trzeba więc przyznać, że film ten pomimo swojego odstręczającego przesłania ma pewien walor edukacyjny, gdyż pokazuje, jak niezdrowym gruntem dla wzrastania dzieci są ideologie rodziców spod znaku feminizmu czy LGBT. Z bardziej zamierzonych przez jego twórców zalet filmu wymienić można jeszcze to, że Elle w końcu przeprasza (chyba szczerze) swojego byłego męża za to, że bez porozumienia z nim zabiła ich wspólne dziecko (choć żałuje tu chyba tylko tego, że zraniła uczucia tegoż mężczyzny, nie zaś samego aktu dzieciobójstwa). Na tym jednak kończą się zalety tego filmu, które oczywiście nie zmieniają jego istoty i nie zaciemniają obrazu tego, czym on w istocie jest – propagandą rzekomego prawa kobiet do aborcji na życzenie. Nadto twórcy filmu każą nam się cieszyć, że dzisiaj owe zabiegi odbywają się w cywilizowanych warunkach, to znaczy legalnie, w bezpiecznych szpitalach i miłej atmosferze. Jedynym minusem tego procederu, jaki nam się tu przedstawia, ma być to, że aborcje nie zawsze są refundowane przez państwo. Na domiar złego zabicie dziecka jest tu prezentowane jako element spajający skonfliktowane ze sobą bohaterki, gdyż dzięki współdziałaniu przy aborcji, babcia i matka dziewczyny mogą jej okazać swoje zainteresowanie i troskę oraz czynnie ją wspierać, co zbliża je tak do dziewczyny, jak i do siebie nawzajem. W filmie tym nie brakuje również negatywnych odniesień do chrześcijan walczących o prawo do życia dla wszystkich dzieci. Jest tu nawet absurdalna scena, w której chrześcijańska dziewczynka zakłada kastet na rękę i bezkarnie bije starszą panią pod kliniką aborcyjną, przy czym nikt nawet nie wzywa policji. Nadto w filmie tym tytułowa babcia wtłacza swojej wnuczce, która zaczyna obawiać się, że za swój planowany czyn może trafić do piekła, uspakajające herezje  w stylu „że po śmierci nie ma absolutnie nic„. Produkcję tę oceniamy zatem wyraźnie negatywnie, ze względu na to, że szerzy fałszywą ideologię feminizmu (choć trzeba przyznać, że nie bezkrytycznie), pokazuje jako naturalne, a nawet piękne, wynaturzone lesbijskie relacje, lecz nade wszystko dlatego, że propaguje prawo do zabijania nienarodzonych dzieci jako rzecz dobrą i moralnie słuszną. Marzena Salwowska /.../