Tag Archive: film o zemście

  1. Bodyguard Zawodowiec

    Leave a Comment Znany ze swego profesjonalizmu ochroniarz Michael Bryce, traci pracę po tym, jak jedna z chronionych przezeń osób ginie z ręki zawodowego zabójcy, Dariusa Kincaida. Bryce błędnie oskarża swą dziewczynę, Amelię Roussel, o to, że współdziałała z zabójcą; konflikt doprowadza do ich rozstania. Po latach Kincaid, a także jego żona zostają ujęci. Przestępca decyduje się na zeznawanie przeciwko jednemu ze swych najbardziej prominentnych klientów, fikcyjnemu prezydentowi Białorusi Duchowiczowi, który ma przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym odpowiedzieć za liczne zbrodnie. Kincaid liczy bowiem, że jego żona (której można było o wiele mniej zarzucić) zostanie uwolniona w zamian za jego współpracę z wymiarem sprawiedliwości. Jednak Duchowicz nie zamierza pozwolić świadkowi koronnemu dotrzeć przed sąd i zleca jego zabicie. Osobą, która ma go chronić zostaje przypadkiem Bryce. Między dawnymi wrogami nawiązuje się przyjaźń. Wspólnie stawiają czoła wpływowemu i demonicznemu prezydentowi  i ostatecznie go pokonują. Kincaid pomaga też ochroniarzowi pogodzić się ze swą byłą dziewczyną, bowiem dręczą go wyrzuty sumienia – zabójstwo, którego dokonał, było wszak praprzyczyną rozpadu związku jego nowego kolegi. Po lekturze tego opisu wielu czytelników zapewne dziwi zdecydowanie negatywna ocena tego filmu. Mamy tu wszak całe spektrum wątków, które wydają się nieść budujący przekaz. Z początku rzeczywiście również mnie, gdy siedziałem w kinie, wydawało się, że na przykładzie Kincaida zaprezentowana będzie historia nawrócenia zbrodniarza, który zrywa ze swą krwawą profesją i zaczyna walczyć ze złem, któremu dotychczas służył. Wydaje się on ponadto w tym zachowaniu kierować bardzo szlachetnymi motywami – prócz miłości do żony są to wyrażane przezeń coraz większe wątpliwości co do moralności zabijania ludzi za pieniądze (nawet jeżeli przeważnie zabijał mafiosów i innych bandytów). Były kiler całkiem sensownie i ostrzegawczo wypowiada się też o naturze zorganizowanej przestępczości, która jest według niego wciągająca niczym bagno – kto raz w nią wdepnie, ten zostaje zniewolony przez liczne powiązania z przedstawicielami owego odrażającego środowiska i bardzo ciężko jest mu wrócić do normalnego życia. Natomiast w wątku naprawy relacji między ochroniarzem Brycem i Amelią ogniskują się: pochwała starań Kincaida, by (poprzez mediację) naprawić wyrządzone zło oraz nauka o tym, że nie należy innych zbyt pochopnie osądzać (wszak związek rozpadł się z powodu bezpodstawnych oskarżeń rzucanych przez Bryce’a na dziewczynę). Niestety o tym, że nie jest to film dobry (choćby z bardzo poważnymi zastrzeżeniami) ani nawet „jedynie” dwuznaczny decydują zakończenia obu tych obiecujących wątków. Kincaid swą walkę z Duchowiczem kończy bowiem bezceremonialnym samosądem na swym dawnym zleceniodawcy; zabija go mimo, że ten jest rozbrojony i nie stanowi już zagrożenia. Morderstwo opatruje nadto humorystycznym komentarzem, co pokazuje jak „gruntowną” przemianę przeszło jego podejście do ludzkiego życia. Zresztą z filmu już przez dłuższy czas przed sceną tego zabójstwa sączy się jad przekonania o tym, że biblijne potępienie prywatnej zemsty nie sprawdza się w życiu. Kincaid, będący synem pastora, mówi wprost, że ojciec w oparciu o Pismo Święte uczył go, iż należy bliźnim wybaczać, a odpłatę pozostawić Panu Bogu, jednak życie sfalsyfikowało te wskazówki. Nie jest to zrównoważone żadnym potępieniem zemsty, a wręcz czuć tu sympatię dla opisanej postawy. „Happy end” stanowi kolejne bezczelne podeptanie prawa przez owego „nawróconego” przestępcę – ucieka on z więzienia, w którym był przecież słusznie osadzony, po to, aby „uczcić rocznicę ślubu” wraz ze zwolnioną już żoną (oczywiście nie ma zamiaru powrotu). Wątek odbudowy związku Michaela i Amelii skażony jest akceptacją dla ich pozamałżeńskiego współżycia. Choć nie jest pokazane, to z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością miało ono miejsce przed zerwaniem, bo para mieszkała ze sobą i spała w jednym łóżku. Nadto Kincaid robi obsceniczne aluzje co do nierządu, którego Michael i Amelia mają się ze sobą dopuszczać, gdy się już pogodzą i nic nie sugeruje, aby miało być inaczej. Mimo ponownego zejścia się bohaterów, nie ma mowy o ślubie czy choćby jego planach. Twórcy prezentują też bardzo namiętne pocałunki tych dwojga. Nadto żona Kincaida, przedstawiona w barwach humorystycznych, to osoba butna, wulgarna, nierzadko sprośna, posługująca się kłamstwem i terroryzująca kobietę, która siedzi z nią w celi; żadne z tych przewinień nie spotyka się tu z krytyką, ale mają one bawić widza. Z ekranu przez większość filmu wprost kipi przemoc, która niemal w całości przedstawiona jest w komediowej i mającej nas ekscytować konwencji.  A jakby tego było mało to mamy tu istny potop wulgarnej mowy, która sączy się obficie w niemal w każdej scenie. Raz nawet ciężki wulgaryzm (w oryginale f**cking) wstawiony jest między słowa „Jesus” i „Christ”, co znamionuje rażący brak szacunku dla imienia Zbawiciela, na które zgina się „każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych” (Flp 2, 10). Podsumowując – jest to film, który z początku daje nadzieję na pouczający i całkiem chrześcijański przekaz, by potem brutalnie wylać katolikowi na głowę kubeł zimnej wody. Choć, biorąc pod uwagę treści tu zaprezentowane, jest to raczej wiadro pomyj. Michał Jedynak /.../