Tag Archive: film o uzbrojonym misjonarzu

  1. Kaznodzieja z karabinem

    Leave a Comment Autentyczna historia Sama Childersa, niegdyś narkomana i przestępcy, który w pewnym momencie nawraca się na chrześcijaństwo, po czy zaczyna prowadzić przyzwoity oraz odpowiedzialny styl życia. Kiedy jednak egzystencja Sama i jego rodziny staje się coraz bardziej stabilna oraz zasobna (np. z obskurnego mieszkanka w przyczepie przeprowadza się do dużego domu jednorodzinnego)  zaczyna on  interesować się pomocą wojennym sierotom w Ugandzie i Sudanie. To zaś wiąże się dla głównego bohatera z nowymi finansowymi kłopotami, gdyż taka pomoc pociąga za sobą duże nakłady pieniężne, na których pełne opłacanie go nie stać.  Ponadto, Sam w swej pomocy sierotom nie tylko organizuje dla nich jedzenie, ubrania i dach nad głową, ale jeszcze z biegiem czasu postanawia z bronią w ręku bronić ich przed zbrojnymi bandami porywającymi dzieci i czyniącymi z nich małych „żołnierzy” (a raczej małych morderców, rabusiów i okrutników). Film pt. „Kaznodzieja z karabinem” w swym zasadniczym przesłaniu i motywie z pewnością zasługuje na pochwałę z kilku względów. Po pierwsze: jest to opowieść o nawróceniu z pełnej występków i grzechów egzystencji do życia cnotliwego i przyzwoitego. Cudowność i potęga Bożej łaski są więc w tym obrazie wynoszone na piedestał. Po drugie: w filmie tym widzimy człowieka, który we wręcz w heroiczny sposób wdraża w życie nauczanie Pisma świętego o tym, iż należy pomagać biednym, opuszczonym i sierotom, wszak: „Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach” (Jk 1, 27). Po trzecie: wbrew dość mocno rozpowszechnionej dziś pacyfistycznej interpretacji chrześcijaństwa, w produkcji tej słusznie pokazano, że w autentycznej służbie dla Boga i bliźnich może się też mieścić zbrojna walka ze złoczyńcami. Sam Childers jest tu wszak niczym jak biblijny Hiob, który: „(ratował) biednego, gdy wołał, sierotę co nie miał pomocy. Dla biednych (stał się) ojcem (i rozbijał) szczęki łotrowi i zębów łup mu (wydzierał)” (Hi 29, 12; 16 – 17). Co zaś ważne nie można raczej przy tym powiedzieć, by przemoc, jaką praktykował w tym wypadku Sam była samowolna, a przez to moralnie niedozwolona. On bowiem w sposób zbrojny uwalniał dzieci porwane przez samozwańcze i nielegalnie działające bojówki, oraz chronił powierzonych sobie malców przez atakami tychże band. Childers stosował więc tu bardziej coś w rodzaju bezpośredniej obrony koniecznej przed niesprawiedliwą napaścią aniżeli prywatną zemstę i porachunki. Wreszcie po czwarte: film ten pokazuje także pewne pułapki choćby i słusznego zaangażowania o charakterze militarnym wskazując na to, iż należy strzec się w takiej aktywności popadania w nienawiść oraz okrucieństwo. Omawiany obraz ma jednak też swe dość poważne wady i ułomności. Jedną z takowych są chociażby niektóre ze sformułowań tu używanych. Na przykład Sam w pewnym momencie mówi, iż chrześcijanie powinni być jak wilki, a nie owce. Jest to jednak rażące naruszenie obrazów i symboli, które dał nam nasz Pan Jezus Chrystus, który demony opisywał jako „wilki”, a swych uczniów jako „owieczki”. Oczywiście, Childers powyższe swe słowa mógł wygłaszać nie rozumiejąc pod tym niczego w swej istocie złego czy fałszywego, jednak używane w Piśmie świętym obrazy i symbole należy szanować, a nie wprowadzać radykalnie z nimi sprzeczną frazeologię. Bardziej konserwatywnych katolików może też razić fakt, iż historia opowiedziana w omawianym filmie została głęboko osadzona w kontekście formacji o charakterze ściśle protestanckim, czyli takiej duchowości, która obok pewnych zalet ma też swe wady i braki. To prawda, jednak mimo wszystko, główna oś tej filmowej historii jest poświęcona temu co akurat jest w tej formacji dobre i słuszne, a nie temu co jest niej błędne i złe (w przeciwieństwie np. do o dziwo bardzo chwalonego przez konserwatywnych katolików filmu „Przełęcz ocalonych”, gdzie główny bohater to adwentysta dnia siódmego, który sprzecznie z katolicką moralnością odmawia brania do ręki broni nawet w czasie sprawiedliwej wojny). Warto zresztą przypomnieć, iż Magisterium Kościoła poleca katolikom docenianie i uznawanie tego co w niekatolickich wspólnotach jest dobre oraz słuszne: „muszą katolicy z radością uznać i ocenić dobra naprawdę chrześcijańskie płynące ze wspólnej ojcowizny, które się znajdują u braci od nas odłączonych. Słuszną i zbawienną jest rzeczą uznać Chrystusowe bogactwa i cnotliwe postępowanie w życiu drugich, którzy dają świadectwo Chrystusowi, czasem aż do przelania krwi. Bóg bowiem w swych dziełach jest zawsze podziwu godny i należy Go w nich podziwiać. Nie można też przeoczyć faktu, że cokolwiek sprawia łaska Ducha Św. w odłączonych braciach, może również nam posłużyć ku zbudowaniu. Wszystko, co szczerze chrześcijańskie, nigdy nie stoi w sprzeczności z prawdziwymi dobrami wiary, owszem, zawsze może posłużyć ku doskonalszemu wniknięciu w samą tajemnicę Chrystusa i Kościoła” (Sobór Watykański II, „Unitatis redintegratio”, n. 4). Mirosław Salwowski /.../