Tag Archive: film o alkoholiźmie

  1. Zabawa zabawa

    Leave a Comment Dorota, Magda i Teresa to trzy kobiety, które łączy to, iż układa im się w życiu zawodowym, jednak jednocześnie ich problemem jest nadużywanie alkoholu prowadzące je wszystkie do coraz większych kłopotów. Dorota jest cenioną panią prokurator, jednak po pijanemu rozbija samochód, z czego udaje się jej wyjść obronną ręka, powołując się na swój prokuratorski immunitet i dzięki wstawiennictwu wpływowego męża (sprawującego urząd posła na Sejm). Magda jest zdolną studentką, która przebywa na obiecującym stażu w jednej z korporacji. Lubi ona jednakże chodzić na imprezy podczas których się upija, aż pewnego dnia w skutek takiej rozrywki zostaje zgwałcona przez nieznanego jej młodego mężczyznę. Teresa z kolei jest cenioną lekarką chirurgii i ordynatorem szpitala dziecięcego, która wieczorami zapija w różnych knajpach swe stresy, wyżywając się też psychicznie na własnej córce. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ten zasadniczo rzecz biorąc zasługuje na docenienie, gdyż ukazuje opłakane skutki grzechu pijaństwa, a także wskazuje możliwe drogi do jego przezwyciężenia. Jeden z pobocznych wątków tej produkcji można też uznać za niosący przesłanie „Pro Life”, gdyż mimo bardzo ciężkiej sytuacji i okoliczności, w których poczęło się nienarodzone dziecko, Magda decyduje się na jego urodzenie, a nie zamordowanie w wyniku aborcji. Mirosław Salwowski /.../
  2. Nazywam się Bill W.

    Leave a Comment

    Filmowa biografia Williama Griffitha Wilsona, założyciela, rozpowszechnionego na całym świecie, ruchu „Anonimowych Alkoholików” (dalej AA).  W produkcji tej widzimy drogę Wilsona od zanurzania się przez niego w skrajnym wręcz pijaństwie, aż do nagłego zerwania z piciem alkoholu, zaangażowania się w pomoc innym pijakom i założenia ruchu AA. W tle tego wszystkiego twórcy filmu pokazali nam też małżeńskie i zawodowe perypetie głównego bohatera.

    „Nazywam się Bill W.” ma z pewnością dużo zalet i mocnych punktów. Nie ma tu epatowania przemocą, nagością, nieskromnością czy seksem.  Biblijna zaś prawda o tym, iż z jednej strony  pijaństwo niszczy ludzi,  z drugiej jednak  istnieje też nadzieja na wyjście z tego stanu, została tu też bardzo wyraźnie przedstawiona. Dobrym wątkiem owego obrazu jest także pokazanie postaci żony Billy’ego, która mimo wielu upokorzeń i krzywd z jego strony, była dla niego oddaną i wierną towarzyszką życia.

    Jest jednak jeden poważny problem w tym filmie, który nie sposób pominąć milczeniem. Otóż, widzimy tam, coś co historycznie rzecz biorąc, było jedną z ideowych podstaw AA. Mianowicie chodzi o daleko posunięty religijny indyferentyzm tego ruchu, którego jednym z wyrazów jest zasada, będąca 3 krokiem tzw. 12 kroków AA: „Postanowiliśmy po­wierzyć naszą wolę i nasze życie Bo­gu takiemu, jak Go pojmujemy” (podkreślenie redakcyjne). Założyciel AA z pogardą odnosił się bowiem do zorganizowanych form religii i  tworząc swój ruch podkreślał, iż nie chodzi o sprzyjanie jakiejś konkretnej wizji Boga, ale o to by każdy w swych zmaganiach z pijaństwem mógł „wybrać sobie takiego Boga, jaki mu odpowiada”. To podejście Willsona zostało pokazane w tym filmie bez żadnych sugestii, iż może ono być błędne czy niebezpieczne. A że w istocie rzeczy zachęcanie ludzi do „wybrania sobie takiego Boga, jaki im odpowiada” jest szalenie dwuznaczne, nie trzeba długich wywodów. Zadaniem człowieka jest wszak raczej poddać swe życie Bogu takim jak Ów naprawdę jest i jak się nam w swej łaskawości objawił, aniżeli kreować sobie obraz Bóstwa wedle własnych wyobrażeń, fantazji i zachcianek. Dlatego też podejście założyciela AA do wiary w Boga i religii jest postawieniem sprawy do góry nogami.  Więcej na temat owego niebezpiecznego aspektu ruchu AA przeczytać można w tekście znajdującym się pod następującym linkiem (niektóre z wniosków tam zawartych wydają się być przesadzone, ale istota wskazywanego problemu wydaje się dobrze ujętą): http://www.tiqva.pl/o-psychologii/160-12-krokow-do-pieka

    Zachęcamy więc do krytycznego seansu „Nazywam się Billie W.”.  Jak tradycyjnie już mówimy w wypadku tego rodzaju filmów: „Zjedzmy mięso, wyplujmy kości„.

      /.../