Tag Archive: film jednego z braci Coen

  1. Suburbicon

    Leave a Comment Akcja tego dzieła ma miejsce w latach pięćdziesiątych XX w. w fikcyjnym miasteczku Suburbicon. Wydaje się, że warunki egzystencji w owym miejscu stanowią spełnienie „American dream” – zakorzenionego w etosie Stanów Zjednoczonych marzenia o prowadzeniu dostatniego i statecznego życia, w którym głównymi wartościami są rodzina, religia, uczciwa praca i praworządność. Tę niemal sielankową atmosferę zakłócają niespodziewanie dwa wydarzenia. Pierwszym jest wprowadzenie się do jednego z domów w owym miasteczku murzyńskiej rodziny Mayersów – wywołuje to sensację i protesty, bowiem są oni jedynymi czarnymi mieszkańcami w okolicy, a wielu spośród ich sąsiadów żywi rasowe uprzedzenia i nie chce, aby do „porządnej” i złożonej dotąd wyłącznie z białych społeczności przyjmować „niepożądane elementy”. Drugim z wydarzeń zakłócających życie miejscowych jest morderstwo, którego ofiarą pada pani Rose Lodge. Przez większość filmu śledzimy losy jej męża Gardnera, syna Nicky’ego oraz siostry Margaret. W wątku tym, w miarę upływu czasu, trup ściele się coraz gęściej, bowiem winni zabójstwa pani Lodge nie osiągnęli wraz z jej uśmierceniem wszystkich swoich celów i zbrodniczymi metodami próbują przezwyciężyć kolejne trudności pojawiające się na drodze do realizacji ich niecnych planów. Historia czarnoskórej rodziny, na którą padają podejrzenia o związek z tragicznymi wydarzeniami, schodzi na drugi plan, ale jest ona elementem niezbędnym dla zrozumienia przesłania tego dzieła. Najnowszy film George’a Clooneya jest ciętą i naprawdę udaną satyrą na cały wachlarz ludzkich wad. Po pierwsze wyraźnie napiętnowany został tu rasizm wyrażający się w okazywaniu bliźniemu nieufności czy wręcz pogardy ze względu na jego kolor skóry. Twórcy nie starają się przy tym robić widzowi jakiegoś nachalnego wykładu na temat szkodliwości takiej błędnej i niemoralnej postawy, ale osiągają dydaktyczny sukces poprzez umiejętne skontrastowanie łagodności i prostolinijności Mayersów z groteskową wręcz niechęcią z jaką czarnoskórzy bohaterowie spotykają się ze strony swych sąsiadów. W ten sposób obnażona zostaje głupota stereotypów zakładających z góry, że wszyscy  Murzyni są obywatelami gorszymi, skłonnymi do przestępczości i agresji. Docenione zaś zostaje traktowanie każdego bliźniego z szacunkiem i miłością, bez irracjonalnych uprzedzeń. Film jednak nie poprzestaje na wskazaniu na zło tkwiące w rasizmie jako takim, ale pokazuje jakie niebezpieczeństwa związane są ogólnie z ujawnianiem się w różnych społecznościach działania tzw. mechanizmu kozła ofiarnego, polegającego na tym, że, wobec grożącego danej grupie niebezpieczeństwa, obarcza ona winą za nie ofiarę wybraną przez siebie często na podstawie różnych negatywnych stereotypów (mogą, lecz nie muszą być one związane z rasą). Takie zjawisko widać w omawianym dziele w kuriozalnej sytuacji, w której, wraz z kolejnymi, związanymi ze wspomnianą wyżej kryminalną intrygą, zabójstwami mieszkańców Suburbiconu, wzrasta nienawiść do Mayersów (którzy nie mieli z owymi dramatycznymi wydarzeniami nic wspólnego, a jedyną podstawą oskarżania ich o różne nieprawości był kolor ich skóry). Twórcy filmu, chcąc oddać pełnię szkodliwości uczynienia rodziny Mayersów kozłami ofiarnymi, wskazują, że zachowanie takie nie tylko powodowało jej poniżenie, ale na dodatek odwracało uwagę od działań prawdziwych sprawców zbrodni. Obarczanie winą nowych sąsiadów w wyraźny sposób powiązane zostało nie tylko z uprzedzeniami wobec obcych, ale także z zaślepieniem członków przedstawionej społeczności, którzy nie chcieli przyjąć do wiadomości, że ich „porządni” znajomi mogą być w rzeczywistości hipokrytami winnymi rozmaitych świństw i zbrodni. Nie przeszło im przez myśl, że ci „stateczni” obywatele mogą być podobni „do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz” wewnątrz „pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa” (Mt 23, 27). Można więc powiedzieć, iż „Suburbicon” potwierdza wiele biblijnych przestróg – przestrzega przed zakłamaniem i przymykaniem oczu na zło, którego dopuszczamy się my sami lub nasze najbliższe otoczenie, a jednocześnie wzywa do powściągliwości w oskarżaniu (zwłaszcza nieznanych nam) bliźnich, odrzucenia przesądów, które zaciemniają trzeźwą ocenę sytuacji i naśladowania przez to Boga, który „naprawdę nie ma względu na osoby” (Dz 10, 34). Innym pozytywem filmu jest fakt, iż sprawcami przestępstw, które przypisywano Mayersom, są tu wyłącznie postacie negatywne. W czasach kiedy kręci się filmy przychylnie odmalowujące przestępczość (jak choćby „Ocean’s Eleven: ryzykowna zagrywka” czy też polski „Vabank”), obecna w różnych produkcjach krytyka zachowań kryminalnych (i innych grzechów) zasługuje na szczególne uznanie. Choć bowiem film George’ a Clooneya nie stroni od pokazywania nieprawości (takich jak morderstwa, cudzołóstwo, starania o wyłudzenie ubezpieczenia, przekupstwo), to trudno doszukać się w nim cienia sympatii dla tych obrzydliwości. Co istotne ich sprawcy zostają ostatecznie ukarani przez los; choć niektórym widzom ich koniec może się wydać dość przypadkowy, to myślę, że da się go odczytać jako znak działania Opatrzności Bożej. Docenić też trzeba, iż twórcy przy obrazowaniu zła zastosowali dość umiarkowane środki (przemoc, choć nieraz jest dość gwałtowna, ukazana jest w sposób, który raczej nie sprzyja rozsmakowaniu się w niej, seks między bohaterami zasugerowany jest przez jedno krótkie ujęcie, a nie pokazany w długich i sugestywnych scenach). Właściwie jedynym poważnym zastrzeżeniem jakie zgłaszam wobec tej produkcji jest nadmiar obecnej weń wulgarnej mowy. Choć w dużej mierze posługują się nią postacie negatywne (co może rodzić dezaprobatę dla tego sposobu wyrażania się), to jestem przekonany, iż dałoby się jej używania uniknąć. Ponadto, co gorsza, raz wulgaryzmy padają z ust bohatera pozytywnego, jakim jest wujek Nicky’ego, Mitch. Z uwzględnieniem powyższego zastrzeżenia polecam jednak ten film jako dzieło nie tylko bardzo udane pod względem artystycznym, ale również obfitujące w wartościowe wskazówki moralne. Michał Jedynak /.../