Tag Archive: dramat sportowy

  1. Droga powrotna

    Leave a Comment Film ten opowiada o byłym koszykarzu (Jacku), który w pewnym momencie zrezygnował z obiecująco rozwijającej się kariery sportowej. Jack, od tego czasu coraz bardziej pogrąża się w kłopotach: jego małżeństwo się rozpada, a on sam nadużywa alkoholu i cierpi na stany depresyjne. Gdy miejscowa szkoła katolicka szuka osoby, która mogłaby podjąć się roli trenera drużyny koszykarskiej, współpracujący z nią duchowny, zwraca się właśnie do Jacka z propozycją objęcia tej funkcji. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film pt. „Droga powrotna” wydaje się nieść dość silne i pozytywne przesłanie. Główny bohater co prawda jest pijakiem używającym wulgarnej mowy, ale rzeczy te są w filmie karcone, a nadużywanie alkoholu przez Jacka jest ukazywane jako jedno z głównych źródeł jego życiowych problemów. Dodatkowo w produkcji tej została też podkreślona rola wiary chrześcijańskiej i modlitwy. Jeśli chodzi o zastrzeżenia, jakie można wysunąć wobec tego filmu, to jest nim nadmiar wulgarnej mowy. Tradycyjnie przy takich okazjach zwracamy uwagę na to, czy nie dałoby się ukazać pewnych choćby i bardzo ciężkich problemów życiowych bez epatowania widzów wulgaryzmami? Mimo wszystko sądzimy, że – bez większej straty dla dramatyzmu filmów – byłoby to możliwe, czego przykładem są filmy kręcone w USA za czasów panowania tam „Kodeksu Haysa”. Wówczas to bowiem udawało się twórcom filmowym połączyć obrazowanie powagi pewnych nieprawości oraz życiowych problemów z jednoczesnym unikaniem stosowania wulgarnej mowy. Lekką dwuznacznością jest tutaj też jedna wypowiedź padająca z ust Jacka, w której ten zdaje się kwestionować to, iż życie pośmiertne w Niebie jest lepsze od życia na Ziemi. Z drugiej strony co do tej ostatniej rzeczy, to rzeczona wypowiedź jest osadzona w kontekście całego pogmatwanego życia głównego bohatera, a zatem nie należy jej raczej traktować jako zbyt „autorytatywnej” jeśli chodzi o przesłanie, które chcieli nam przekazać twórcy tego filmu. Mirosław Salwowski /.../
  2. Foxcatcher

    Leave a Comment

    „Foxcatcher” w dużej mierze oparty jest na prawdziwej historii tragedii, która wstrząsnęła opinią publiczną w USA w latach 80-tych ubiegłego wieku.

    Ten oszczędny w środkach wyrazu film rozgrywa się głównie na płaszczyźnie  skomplikowanych relacji między trojgiem mężczyzn – Markiem Schultzem, 27 letnim zdobywcą mistrzostwa świata w zapasach, a jego, jeszcze bardziej znanym bratem Davidem oraz milionerem Johnem du Pont. Ten ostatni najpierw zaprasza Marka do tworzonej i finansowanej przez siebie drużyny zapaśniczej, z której ma ambicje uczynić oficjalną drużynę narodową, następnie posługując się Markiem jako przynętą skłania do współpracy również Davida.

    Choć film Bennetta Millera, w żaden pozytywny czy negatywny sposób, nie odwołuje się do chrześcijaństwa to można go (przynajmniej subiektywnie) łatwo odebrać jako dość realistyczną wizję kondycji człowieka po grzechu pierworodnym. Zwłaszcza postać Johna du Pont obrazuje, jak zniszczona natura człowieka sama z siebie nie jest w stanie osiągnąć nic trwale dobrego, czy wielkiego. Zżerany mieszaniną ambicji i kompleksów du Pont to niemal modelowy przykład bogacza zadufanego w potęgę swego majątku i sławę rodu, typ człowieka, którego lepiej unikać, tak jak Psalmista, który prosił Boga tymi słowami, by „nigdy z ludźmi, co czynią nieprawość, nie jadł ich potraw wybornych” (Psalm 141, 4). Niestety (dla siebie i swoich bliskich) Mark nie zachowuje takiej ostrożności. Młody zapaśnik, podobnie jak jego trener i sponsor du Pont, „napędzany” jest do sukcesu głównie siłą ambicji i kompleksów. Z początku jednak, obdarza du Ponta, który daje mu szansę na finansową stabilizację i wyjście z cienia brata, szczerym zaufaniem i podziwem. Szybko i bezkrytycznie poddaje się też wpływom swojego mentora, m.in. zaczyna zażywać narkotyki, farbuje włosy, wygłasza wyuczone wcześniej pochwalne peany na jego cześć. Dopiero poniżenie, jakiego doświadczy od tego „filantropa” będzie dla Marka otrzeźwieniem.

    Z postawą młodszego brata kontrastuje postać Davida Schultza, który potrafi zachować wobec milionera zdrowy dystans. Kiedy uważa to za dobre dla siebie i przede wszystkim swojej rodziny, podejmuje z nim współpracę, jednak „nie oddaje mu swojej duszy”.  Davidowi łatwiej jest zachować ten rozsądny dystans, gdyż, mimo że jest świetnym sportowcem, nie przejawia takich ambicji jak brat. Zapasy nie są dla niego najważniejsze w hierarchii wartości, znacznie wyżej stoi w niej rodzina – żona, dzieci i brat. David, który jest oczywiście pozytywnym bohaterem tego filmu, cały czas otacza swojego młodszego brata szczerą miłością i troską. Dla jego dobra ryzykuje też utratą lukratywnej posady. A, jako że jest tu on reprezentantem dobra i pewnej normalności, to w świecie tak skażonym przez zło, będzie musiał ponieść najwyższą cenę za wyzwolenie swojego brata spod władzy Johna du Pont.

    Ogólną wysoką ocenę tego filmu obniżają jednak pewne jego mankamenty. Zacznijmy od lżejszego, którym jest niepotrzebne eksponowanie (pomijając kwestie typowych dla większości sportów dyskusyjnych strojów) nagości czy półnagości. Ma to wprawdzie charakter epizodyczny, nie mniej pozostaje minusem filmu. Ważniejszym jednak zarzutem wobec tej produkcji, która, jak warto przypomnieć, opiera się zasadniczo na prawdziwych wydarzeniach, (w związku z czym widz jest skłonny postrzegać ją niemal jak dokument) jest to, iż może być ona krzywdząca i szkodliwa dla prawdziwego Marka Schultza. A przynajmniej na to wskazuje gwałtowna i pełna oburzenia reakcja tego sportowca na najbardziej dwuznaczną scenę filmu, która może sugerować, że z Johnem du Pont łączyły go intymne, homoseksualne relacje. Oburzenie Marka Schultza wydaje się jak najbardziej uzasadnione, gdyż już samo sugerowanie, że mógł się on dopuszczać takich czynów, nie poparte żadnymi poważnymi dowodami, przynosi  mu realną szkodę, zwłaszcza jego dobremu imieniu.

    Jednakże, z uwzględnieniem powyższych zastrzeżeń, polecamy film jako rodzaj solidnego współczesnego moralitetu.

    Marzena Salwowska

      /.../

  3. Wstrząs

    Leave a Comment

    Dr Bennett Omalu, patolog nigeryjskiego pochodzenia, przeprowadzając sekcje zwłok kilku byłych zawodników amerykańskiego futbolu, odkrywa  dowody na powiązanie mikrowstrząsów, oraz urazów głowy sportowców z ich  samobójstwami oraz wcześniejszymi  ich destrukcyjnymi zachowaniami. Odkrytą przez siebie chorobę opisuje pod nazwą Przewlekłej Traumatycznej Encefalopatii w jednym z amerykańskich czasopism naukowych. To działanie, które zdawałoby się obowiązkiem każdego lekarza, bynajmniej nie spotyka się z należną pochwałą, ale ściąga na głowę dr Omalu gromy ze strony działaczy sportowych (NLF grozi wytoczeniem mu procesu), polityków i oczywiście kibiców futbolu, którzy nie wyobrażają sobie „amerykańskiego stylu życia” bez tego sportu i wszelkie zastrzeżenia wobec niego postrzegają jako zamach na „narodową świętość”. Główny bohater, jako że pochodzi z odmiennej kultury i ma dość wyidealizowany obraz kraju, do którego przybył, jest bardzo zaskoczony tym, że w całej tej sprawie najmniej zdaje się ważyć zdrowie i życie futbolistów, a merytoryczne argumenty nie znaczą tyle co emocjonalna obrona „narodowej świętości”.

    Jak można się domyślić już z powyższego opisu, główną zaletą tego filmu jest jego tradycyjne przesłanie, że należy bronić prawdy i troszczyć się o dobro bliźnich, nawet kiedy ma się przeciw sobie większość społeczeństwa, wspieraną przez uznane autorytety. We „Wstrząsie” mamy więc klasyczny wzorzec „ostatniego sprawiedliwego”, który, nie chcąc przemilczeć niewygodnej prawdy, będzie musiał znosić rozmaite szykany. W filmie tym pewną ciekawą innowacją jest to, że ów bohater nie jest amerykańskim „chłopakiem z sąsiedztwa” lecz imigrantem, przybyszem z dość odmiennej kultury. I może dzięki temu, że nie jest on niejako „genetycznie obciążony” kultem amerykańskiego futbolu, to, choć dostrzega w tym sporcie pewne piękno, nie podchodzi do niego w ów niemal religijny sposób, który jest niestety częsty wśród mieszkańców USA (podobnie jak wśród Europejczyków popularny jest kult piłki nożnej). Głównemu bohaterowi nie przyjdzie więc nawet na myśl, by postrzegać futbol jako rzecz, dla której warto narażać ludzkie życie czy zdrowie. Film więc pokazuje, że czasami warto posłuchać osoby z zewnątrz, która może wyraźniej widzieć zło, tak swojskie dla naszych oczu, że już niedostrzegalne, lub jakoś związane z tym, co najbardziej kochamy.

    Kolejną niewątpliwą zaletą filmu jest fakt, że zarówno jego główny bohater, jak i jego przyszła żona, są zdeklarowanymi chrześcijanami, którzy nie wstydzą się również publicznie manifestować swojej wiary (np. poprzez modlitwę przed posiłkami, czy przez powoływanie się na mądrość Bożego stworzenia jako na argument naukowy w dyskusji).

    Innym mocnym punktem filmu jest pokazanie na przykładzie głównego bohatera, że chrześcijanin nie tylko może, ale wręcz powinien być człowiekiem rozsądnym i trzeźwo myślącym, ceniącym prawdziwą naukę, czyli taką, która służy poszukiwaniu prawdy.

    Film ten w swoich pobocznych wątkach promuje też pewne dobre moralnie postawy takie jak:

    Zachowywanie czystości przedmałżeńskiej (na dodatek pomiędzy kobietą i mężczyzną, którzy, z ważnej życiowej potrzeby, wspólnie zamieszkują).
    Wzajemna pomoc w obrębie Kościoła, którą świadczą nie organizacje charytatywne czy duchowni, ale jego „szeregowi” członkowie.
    Pozytywne akcentowanie takich rzeczy jak miłość do rodziny czy duma ze swoich korzeni, jednak bez nadawania tym wartościom przesadnego znaczenia (można powiedzieć, że ponieważ w życiu głównego bohatera filmu Bóg jest na pierwszym miejscu, to reszta jest na właściwym).
     Dobrze pojęty patriotyzm, pokazywany na przykładzie imigranta, który kocha swoją wybraną ojczyznę (choć jeszcze nie ma obywatelstwa), pracuje na jej rzecz, przestrzega jej praw i stara się o jej dobro.
    Przedkładanie dobra bliźnich nad własne interesy, ambicje i sentymenty (na przykładzie „zakochanego” w futbolu lekarza NFL, który wspiera dr Omalu).

    Jak więc widać, film ten ma wiele zalet, a nadto prezentowane w nim wartości i dobre postawy bohaterów wynikają zazwyczaj wprost z ich wiary i chrześcijańskiej formacji. Tym bardziej więc szkoda, że ten piękny obraz jest dość mocno upstrzony (głównie w drugiej połowie) wulgarnym słownictwem. Zmusza nas to niestety do obniżenia oceny tego filmu i polecania go (zamiast z entuzjazmem) to z  pewną ostrożnością.

    Marzena Salwowska /.../