Tag Archive: dobry film familijny

  1. Most do Terabithii

    Leave a Comment Film opowiada historię przyjaźni dwojga jedenastolatków, Jesse’go i Leslie. Jesse to chłopiec z dość dużej (jak na dzisiejsze światowe standardy rodziny), ma on bowiem trzy siostry, z którymi słabo się dogaduje. Rodzice chłopca mimo ciężkiej pracy ledwo wiążą koniec z końcem. Leslie zaś to jedyne dziecko świeżo przybyłych sąsiadów, zamożnych literatów. Dziewczynka jest obdarzona dużą wyobraźnią i ciekawością świata, którą udaje się jej zarazić ponurego i nad wiek poważnego Jesse’go. Mimo że dzieci te tak bardzo się różnią, to w szkole mają ten sam problem – uchodzą za dziwaków, przez co często są obiektem drwin i szykan. Wspólnie znajdują jednak odskocznię od tych problemów w postaci liny zawieszonej nad rzeką, która przenosi ich do krainy Terabithii. Jest to ich własne królestwo, które zapełniają mocą wyobraźni. Nie zdradzę chyba żadnej tajemnicy, kiedy powiem, że „Most do Terabithii” jest tylko pozornie fantastyką. I raczej rozczaruje się ten, kto spodziewa się tu spektakularnych efektów specjalnych czy naprawdę niezwykłych przygód. Tego jest  w tym filmie raczej niewiele. Jest tutaj natomiast dużo głębokich, acz subtelnie wyrażonych emocji oraz ciekawy obraz „słodko-gorzkiego” dzieciństwa. Aczkolwiek pokazany tu sposób spędzania przez dzieci wolnego czasu może się wydawać nieco archaiczny (bo kto widział, żeby współczesne jedenastolatki spędzały tyle czasu na świeżym powietrzu), to ta archaiczność jest pewną zaletą, gdyż może skłaniać dzieci do podobnych zachowań. Dużą zaletą tego filmu jest też to, że pokazuje on sposoby „budowania mostów” pomiędzy jego  różnymi bohaterami, którym z rozmaitych powodów trudno się porozumieć. Przykładowo, zostają tu „wyprostowane” relacje pomiędzy ojcem i synem, starszym bratem i małą siostrzyczką, czy pomiędzy szkolnymi kolegami. Film ten często pokazuje różne problemy tak z perspektywy dzieci jak i dorosłych, co może sprzyjać lepszemu porozumieniu najmłodszych widzów z rodzicami. Atutem filmu jest też to, że, mimo iż jest on pochwałą jednego z Bożych darów, jakim jest wyobraźnia, to dużo miejsca poświęcone jest tu też konieczności rozwiązywania problemów w rzeczywistości, a nie tylko oswajaniu ich w świecie wyobraźni. Film pokazuje dzieciom, że w ludzkim życiu jest miejsce na fantazję, rozwijanie talentów i podążanie za marzeniami, jak i na bardziej „przyziemne” sprawy. Nadto w filmie pozytywnie pokazane są takie tradycyjne wartości jak rodzina, przyjaźń, lojalność, czy obrona słabszych przed przemocą i niesprawiedliwością. Zasadniczo pozytywnie jest też w nim ukazane chrześcijaństwo. Tu jednak dochodzimy do najbardziej wątpliwej sceny tego filmu, kiedy to dzieci po wspólnym udziale w nabożeństwie zaczynają rozmawiać na ważne tematy dotyczące wiary. Scena ta jest z początku godna pochwały, gdyż Leslie (dziewczynka najprawdopodobniej wychowywana w ateistycznej bądź agnostycznej rodzinie) spontanicznie zachwyca się pięknem krzyżowej ofiary Jezusa Chrystusa, za chwilę jednak stanowczo przeczy możliwości, by Bóg kogokolwiek wysyłał do piekła, nawet tych, którzy świadomie odrzucili Ewangelię. I chociaż nie ma w tym nic szczególnego, że dziewczynka, która dopiero co zaczyna poznawać Ewangelię (i jej sedno zresztą przyjmuje z zachwytem), nie potrafi jeszcze przyjąć trudniejszych biblijnych prawd, to jednak scena ta może mieć negatywny wpływ na młodych widzów, zasiewając w ich umysłach ziarno poważnej herezji. Innym dość poważnym problemem jest to, że Jesse i Leslie dopuszczają się w pewnym momencie kłamstwa i manipulacji, które mają na celu publiczne poniżenie nękającej młodszych uczniów ośmioklasistki. I jest to raczej pokazane bez wyraźnej nagany. Mimo jednak powyższych zastrzeżeń polecamy ten film jako pochwałę przyjaźni i takich Bożych darów jak wyobraźnia czy rodzina. Warto też dodać na zakończenie, że nie jest to film naiwny, zdarza się tu bowiem poważna tragedia, z którą bohaterowie będą musieli sobie jakoś poradzić, przez co może on mieć dodatkową wartość wychowawczą. Marzena Salwowska   /.../
  2. Jestem Gabriel

    Leave a Comment „Jeśli upokorzy się mój lud, nad którym zostało wezwane moje Imię, i będą błagać, i będą szukać mego oblicza, a odwrócą się od swoich złych dróg, Ja z nieba wysłucham i przebaczę im grzechy, a kraj ich ocalę.” Te słowa z Drugiej Księgi Kronik (7,14) otwierają film „Jestem Gabriel” i są jego przesłaniem, a jednocześnie najlepszym podsumowaniem. Akcja filmu rozgrywa się we współczesnym Teksasie, w miasteczku o pięknej nazwie Promise. Optymistyczna nazwa miasteczka kontrastuje jednak z panującym tu od lat marazmem i beznadzieją. Miasteczko gnębi bezrobocie, zubożenie, niepewność jutra, niektórzy z nich popadają w alkoholizm, innych dotykają ciężkie choroby, od paru lat panuje też susza, zgubna dla tej rolniczej okolicy. W środku tego fizycznego i moralnego rozkładu toczącego Promise pojawia się nagle tajemniczy chłopiec z nierozłączną matą. Chłopcem, który prosi, by zwracać się do niego per Gab, zaopiekuje się dwoje mieszkańców miasteczka – małżeństwo ciężko doświadczone przez stratę dziecka i dalszą bezpłodność. Z przybyciem tajemniczego dziecka, którego ulubionym zajęciem wydaje się  modlitwa i rozmowy o Bogu, w miasteczku zaczynają się dziać niezwykłe rzeczy, a nawet cuda. Wyschłe serca mieszkańców Promise ożywia nadzieja, równie niespodziewana, jak deszcz, który pada teraz na ich ziemię po latach suszy … Jedną z licznych zalet filmu „Jestem Gabriel” jest to, że jego akcja osadzona jest we współczesności, wśród zwykłych, rzecz można przeciętnych ludzi, których trapią dość powszechne dla ludzkiego rodzaju troski i problemy (choć na nieco większą skalę niż przeciętnie). Takie ulokowanie akcji filmu pomaga zrozumieć widzowi, że żywa relacja z Bogiem jest tak samo potrzebna człowiekowi dziś, jak tysiąc, dwa czy sześć tysięcy lat temu. I że jedynym „sposobem” na tę relację jest szczera modlitwa. Film pokazuje, że nawet pobożność i wiara mogą być pozbawione mocy, gdy wprawdzie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale zachowujemy się tak, jakby nasz Ojciec niewiele mógł. W takim właśnie stanie widzimy na początku filmu mieszkańców Promise, wśród których nie brak wprawdzie ludzi prawdziwie pobożnych, jednak i oni modlą się tak, jakby zapomnieli, że zwracają się do Boga, który stworzył cały Wszechświat i który naprawdę może wszystko. Nie pamiętają też już o tym, że „Prośba prawego człowieka skierowana do Boga ma wielką moc.Eliasz był człowiekiem takim jak my. I gdy modlił się, by nie padało, deszczu nie było przez trzy i pół roku! Potem jeszcze raz się modlił i z nieba spadł deszcz – ziemia odżyła i zaczęła wydawać plony.” (Jak 5, 16-19). Film pokazuje wyraźnie, że każde prawdziwe odrodzenie musi zacząć się od odnowy życia modlitewnego. Jest tu też mowa o odwróceniu się od grzechu, o tym że to Jezus Chrystus odkupił nas swoją krwią. Często też usłyszeć tu można o miłości Boga do człowieka, jednak bez uszczerbku dla Jego majestatu. Nie ma tu, tak częstego dziś, przesuwania akcentów z Boga na człowieka, przez które można nieraz odnieść wrażenie, że główną troską Boga jest zapewnianie ludziom fizycznego i psychicznego komfortu. Nie, tu nie mamy Boga na kształt Wielkiej Kosmicznej Przytulanki, lecz wielkiego Stwórcę, który pochyla się nad człowiekiem nie po to, aby temu było milej w jego błocie, lecz by podnieść go na wyższy poziom. Podsumowując, film „Jestem Gabriel” jest dziełem ze wszech miar godnym polecenia zarówno dla młodszych, jak i starszych widzów, może być też doskonałym wyborem do wspólnego oglądania z rodziną czy przyjaciółmi. Marzena Salwowska   Ps.  Spodobała Ci się ta recenzja? Przekaż nam choćby symboliczną darowiznę w wysokości 2 złotych. To mniej, niż kosztuje najtańszy z tygodników opinii, a nasze teksty możesz czytać bez żadnych limitów i ograniczeń. Numer konta: 22 1140 2004 0000 3402 4023 1523, Mirosław Salwowski /.../