Tag Archive: dobry chrześcijański film

  1. Ostatni zjadacz grzechu

    Leave a Comment Film oparty na bestsellerowej powieści F. Rivers, która to powieściopisarka jest również współautorką scenariusza doń. Główną bohaterką jest tu dziesięcioletnia Cadi Forbes, córka irlandzkich osadników, żyjących w drugiej połowie XIX w. w pięknej dolinie w Appalachach. Cadi nie jest jednak beztroskim dzieckiem, lecz przytłoczonym ciężarem winy małym człowiekiem na skraju samobójstwa. Jak się wkrótce dowiadujemy przyczyną tego stanu rzeczy jest przypadkowa śmierć młodszej siostry Cadi, za którą dziewczynka czuje się z pewnych przyczyn odpowiedzialna. Widzi też że za ów nieszczęśliwy wypadek obwinia ją również zrozpaczona matka. Kiedy więc na pogrzeb babci Cadi przybywa tzw. zjadacz grzechu, dziewczynka zaczyna upatrywać w tym mężczyźnie szansy na pozbycie się swoich własnych win. Postanawia zatem wraz z przyjacielem i z pomocą tajemniczej dziewczynki, Lilybet, odnaleźć owego człowieka i poprosić, by rytualnie zjadł również jej grzech. Nie jest to jednak takie proste, gdyż człowiek ów pojawia się w wiosce tylko wtedy, gdy ktoś umrze, poza tym jednak żyje jako samotny wyrzutek gdzieś w górach. Jest on bowiem przez mieszkańców wioski jednocześnie uważany za osobę niezbędną, gdyż ma zapewniać spokój wieczny duszom ich bliskich, ale też jest kimś, kto wzbudza powszechny strach i obrzydzenie, gdyż biorąc na siebie wszelkie cudze winy, sam kojarzy się już tylko z grzechem i złem. Film ten jest dziełem niedwuznacznie chrześcijańskim i jako taki pełen jest pięknych i czytelnych symboli naszej wiary. W oczywisty też sposób może on służyć do celów ewangelizacyjnych. Dzięki swojej nietypowej tematyce i intrygującemu tytułowi może być interesujący nawet dla osób, które nie tylko nie są zbytnio zainteresowane chrześcijaństwem, ale nawet żywią ku niemu pewną niechęć. Łatwo bowiem można wyobrazić sobie, że ktoś taki odpowiednio zachęcony sięgnie po ten film tylko po to, by dowiedzieć się czegoś więcej o owym tajemniczym celtyckim zabobonie, o którym mówi tytuł filmu. A kiedy już taki widz sięgnie po ten obraz, to łatwo może dostrzec, iż w owym pogańskim zwyczaju znajdowała ujście pewna słuszna intuicja, która mówiła poganom, że każdy człowiek jest przytłoczony grzechem, który oddziela od Stwórcy i zamyka drogę do zbawienia. W związku z czym potrzebuje kogoś, kto by zabrał ten grzech, biorąc go na siebie i samemu stając się jakby grzechem. Widz więc może się tu łatwo przekonać, tak jak Cadi, że żaden zwykły człowiek, żadne stworzenie, przy najlepszej swojej woli, nie jest w stanie zdjąć grzechu z drugiego stworzenia i dlatego właśnie sam Stwórca, w osobie Jezusa Chrystusa, musiał stać się człowiekiem i naszym prawdziwym „zjadaczem grzechu”. Innym ciekawym pytaniem, jakie może sobie zadać widz, jest to dlaczego osadnicy z chrześcijańskiej przecież Irlandii przybywszy do Nowego Świata nagle poganieją do tego stopnia, że właściwie oficjalnie wskrzeszają celtyckie zabobony, prawie całkiem już zapomniane w kraju, z którego przybywają. Otóż sprawa ta ma swoje mroczne rozwiązanie, ale, by nie zdradzać zbyt wiele, powiem tylko, że u źródeł tej zagadki tkwi zbrodnia popełniona dla „dobra” całej osady przez jej założycieli. I owa „zbrodnia założycielska” w ciągu kilkudziesięciu lat zabija właściwie chrześcijańską duchowość wioski. Mieszkańcy osady, choć nie rozmawiają o tym głośno, to jednak z pewnością czują, że bez wyznania win i skruchy, nie mogą wprost zwracać się o odpuszczenie grzechów do sprawiedliwego Boga. I dlatego uciekają się do takich dziwnych zabobonów. Spoganienie wioski następuje więc tak szybko, że dzieci z pokolenia Cadi, słyszą już tylko święte imię Jezus w formie wykrzyknika, na przykład, gdy ktoś dorosły zrani się w palec. W osadzie brak jest nie tylko głębszej wiary, ale nawet jakichś zewnętrznych oznak chrześcijańskiej religijności, nie występuje tu też żadna postać księdza czy pastora. Ta sytuacja zmienia się, dopiero gdy do wioski przybywa ktoś z zewnątrz – mężczyzna nieznany tu z imienia, lecz jako Mąż Boży. Człowiek ten głosząc Ewangelię, okazuje się w oczach przywódców wioski zagrożeniem dla całej społeczności, gdyż boją się oni, że  Prawda może zniszczyć względne bezpieczeństwo i dobrobyt, które udało im się zbudować na kłamstwie. Jest to jednak film ze szczęśliwym zakończeniem, gdyż Bóg wychodzi naprzeciw młodemu pokoleniu, które choć po omacku poszukuje jednak Prawdy i wyzwolenia z grzechu. Dlatego też przysyła On tu też poza człowiekiem z Ewangelią również Swojego anioła, by wszystkich mieszkańców wioski, którzy z wdzięcznością przyjmą ofiarę Jego Syna, pojednać ze Sobą. Obraz ten zatem oceniamy zdecydowanie pozytywnie i gorąco polecamy. Marzena Salwowska /.../
  2. Córeczka

    Leave a Comment Angie, córka protestanckiego duchownego, nieco znudzona i stłamszona swym dotychczasowym życiem pod surowym okiem ojca, postanawia spróbować czegoś odmiennego i rusza w trasę koncertową z grupą muzyczno-teatralną.  Początkowo, jest to dla niej ekscytujące przeżycie, tym bardziej, że jest zakochana  w Devlinie, jednym z głównych artystów owego zespołu, który okazuje jej wielkie względy. Niestety jednak, owa „bajka” z biegiem czasu przemienia się dla Angie w swoisty koszmar. Oto bowiem, romantyczny, przystojny i zachwycający Devlin zaczyna odkrywać swą twarz brutala,  manipulanta i kobieciarza. Devlin bije  Angie, zdradza ją z innymi kobieta oraz poniża. Dziewczyna pragnie wrócić do domu i swego ojca, jednak nie będzie to łatwe, gdyż z ojcem rozstawała się w gniewie, i ów zapowiedział, że jeśli go opuści to nie będzie już dla niej powrotu. Ta kolejna wersja biblijnej opowieści o „synu marnotrawnym” (w tym wypadku o „córce marnotrawnej”) kieruje uwagę widzów w stronę ważnych prawd i zasad moralnych. Przede wszystkim jest to piękna historia o wzajemnym przebaczeniu, nadziei i pozytywnych zmianach.  Istotną zaletą tego filmu jest też to, iż ukazuje on złudność, zwodniczość i kłamliwość światowych oraz diabelskich pokus – wszak to co na początku wydawało się być takie barwne, ciekawe i zachwycające, na końcu objawia się jako  oszustwo, bagno i manipulacja. Bezpieczną i pełną miłości ostoją zaś okazuje się tu być rodzinny dom, który wcześniej jawił się jako nudnawe miejsce surowych i sztywnych zasad.  Obraz ten w pozytywny sposób pokazuje też wiarę w Boga, Chrystusa, modlitwę i chrześcijaństwo. Można by wręcz zaryzykować stwierdzenie, iż jest to film prawie że ewangelizacyjny – odwołania do Boga, Pana Jezusa, Pisma świętego i modlitwy są tu bowiem częste, jasne i ewidentne.  Z całą pewnością można określić go jako produkcję wyraźnie „pro-chrześcijańską”.  Owe wsparcie dla chrześcijaństwa nie ma jednak w tym filmie charakteru zbyt „przesłodzonego” czy nierealistycznego. W istocie rzeczy bowiem, w „Córeczce” widzimy dwa oblicza chrześcijan – jedno z nich jest jaśniejsze (choć nie idealne i doskonałe), a drugie ciemniejsze. Wszak, Angie wybierając się w koncertową trasę i nawiązując tragiczny dla siebie romans z Devlinem, czyni tak, łudząc się, iż dalej będzie żyła po chrześcijańsku, tłumacząc  sobie, że zespół do którego dołącza też składa się ze zdeklarowanych chrześcijan, którzy będą mówić innym o Bogu. Dość szybko okazuje się jednak, że akurat ci chrześcijanie są ludźmi, do których w dużym stopniu pasuje biblijna przestroga o tych, którzy „zachowując pozór pobożności, wyrzekli się jej mocy”  (2 Tymoteusza 3: 5). Owi chrześcijanie bowiem popełniają nierząd, kłamią, zażywają narkotyki,  wykorzystują  innych, a w wolnych chwilach karmią się pornografią.  Film uczciwie nie ogranicza się jednak do ukazania podobnej obłudy czy niekonsekwencji chrześcijan, ale wskazuje też na to, iż istnieją tacy chrześcijanie, którzy nawet jeśli nie są doskonali, to jednak prowadzą autentycznie pobożne i bogobojne życie. I tutaj takimi chrześcijanami są właśnie ci, którzy są bardziej konserwatywni, „sztywni” i „surowi” niż „wyluzowani” chrześcijanie w stylu Devlina i jego kolegów. Pewną zaletą omawianej produkcji jest też to, iż w dość powściągliwy i ostrożny sposób pokazuje ona sceny seksualnej intymności, nie epatuje wulgarną mową oraz obscenicznymi aluzjami – mimo że tematyka filmu mogłaby stanowić pretekst do bardziej szczegółowego i dosadnego odmalowania owych grzechów. Kilka scen w tym filmie wywołuje jednak trochę moralnych i światopoglądowych wątpliwości. Przykładowo, w jednej ze scen, Devlin siedząc „sam na sam” w pokoju z Angie proponuje jej wypicie lampki wina.  Na to dziewczyna nieco zaniepokojona i zdziwiona mówi, że to jest przecież alkohol, na co z kolei Devlin odpowiada jej, że „Jezus też pił wino„. Co prawda, pomysł picia wina przez młodego mężczyzną i młodą niewiastę „sam na sam” nie wydaje się być szczęśliwym i stosownym konceptem, nawet, jeśli tego wina nie będzie dużo, to jednak budzi wątpliwość pokazanie tu picia alkoholu wyłącznie w negatywnym kontekście (przypomnijmy, że Devlin jest tu zdecydowanie „czarnym charakterem”, a owa scena jest pokazana jako element procesu kuszenia i demoralizacji Angie).  Być może wynika to z przyjętej w niektórych kręgach protestanckich całkowitej dezaprobaty dla rekreacyjnego picia alkoholu nawet w małych ilościach.  Takie założenie jest jednak błędne i przesadne, gdyż Słowo Boże nie piętnuje picia napojów alkoholowych, jeśli jest to czynione z dużą ostrożnością i w małych ilościach. Pismo święte wszak mówi: „Przy piciu wina nie bądź zbyt odważny” (Syrach 31, 25); „wystarczające jest człowiekowi wychowanemu trochę wina” (Syrach 31, 22, w tłumaczeniu ks. Jakuba Wujka); „Radością duszy i serca wino miernie pite” (Syrach 31, 37, w tłumaczeniu ks. Jakuba Wujka).  To co jest występne i co prowadzi ludzi do piekła to pijaństwo, czyli przebieranie miary w piciu alkoholu: „Biada tym, którzy są bohaterami w piciu wina” (Izajasza 5, 22); Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego (1 Koryntian 6: 10). Jeden z Ojców Kościoła, św. Cezary z Arles, nauczał zaś:  „Zło pijaństwa jest bardzo wielkie i Bogu obrzydłe (…) Ten kto zmusza drugiego, aby pił aż do upicia się, popełniłby mniejsze zło raniąc go mieczem, niż przez pijaństwo zabijając jego duszę(…) Wszyscy pijacy są niczym bagna(…) to, co rodzi się z pijaństwa jest przeznaczone dla ognia”. W innej z kolei ze scen, Angie z wyrazem wzgardy na twarzy, rzuca Devlinowi pod nogi łańcuszek, który kiedyś od niego otrzymała, po tym jak ten prosi ją o wybaczenie i by modliła się za niego. Takie zachowanie wydaje się być dość dwuznaczne moralnie. Co prawda, Angie oczywiście powinna zerwać z Devlinem i nigdy do niego już nie wracać (choćby dlatego, że ów nakłaniał ją do grzechu nierządu, a poza tym nieraz ją oszukiwał) jednak wskazane wyżej manifestowanie wobec niego pogardy wydaje się być niezbyt stosownym zachowaniem. Jako uczennica Pana Jezusa powinna powiedzieć mu raczej: „Z nami koniec, ale będę się za ciebie modlić„. Wątpliwość w tym filmie budzą też sceny i dialogi, które wydają się kierować serce widzów ku pewnemu pobłażaniu dla nieskromności w sposobie ubierania się. Oto bowiem, pewna niesympatyczna i zgryźliwa staruszka krytykuje młode niewiasty za to, iż ich suknie odsłaniają kolana, podczas, gdy w jej czasach każda kobieta nosiła strój zakrywający kolana. Ta dobra, tradycyjnie chrześcijańska zasada konkretyzująca na czym ma m.in. polegać wstydliwy i skromny ubiór niewiast (który jest wszak poleceniem samego Pisma świętego, patrz: 1 Tymoteusz 2: 9) zostaje tu osadzona w raczej zniechęcającym kontekście. Poza tym, prawie wszystkie niewiasty w tym filmie (również te reprezentujące „dobrą stronę”) są ubrane niezbyt skromnie. Z drugiej jednak strony, kłopoty Angie zaczęły się od tego, że poszła ubrana w bardzo bezwstydny sposób  na imprezę gdzie miały miejsce nieskromne tańce.  Dobrze by było, przy oglądaniu tego filmu, uczulić widzów na potrzebę zachowywania konkretnych i jasnych zasad wstydliwości i skromności w ubiorze. Mimo wszystko, powyższe zastrzeżenia co do treści omawianego obrazu, przynajmniej relatywnie rzecz biorąc, nie wydają się być takimi, które mocno osłabiałyby jego zasadniczo dobrą i pozytywną wymowę. Myślimy też, że o ile ze względu na swą tematykę film ów nie jest odpowiedni dla dzieci, to jednak dla młodzieży może już mieć charakter dydaktyczny, ostrzegawczy i wychowawczy.         /.../