Tag Archive: chrześcijańskie recenzje filmowe

  1. Cruella

    Leave a Comment Film inspirowany postacią Cruelli de Mon, znanej zapewne większości młodszych i starszych widzów jako charakterystyczny czarny charakter z klasycznej animacji Disneya 101 Dalmatyńczyków. Opowieść skupia się na pokazaniu wydarzeń, które miały uczynić z małej, buntowniczej Estelli okrutną Cruellę. Dzieciństwo głównej bohaterki zostaje przez scenarzystów umiejscowione w latach 60-tych XX w., jej dorastanie więc przypada na lat 70-te tegoż stulecia. Dzięki takiemu umiejscowieniu w czasie twórcy filmu łatwo mogli powiązać buntowniczy charakter i destrukcyjne skłonności Estelli z ogólnym klimatem tamtych lat. Przyszłą Cruellę poznajemy tutaj zatem jako małą dziewczynkę, która podróżuje ze swoją samotną matką (jak się później okaże przybraną) w poszukiwaniu godnych warunków życia. Nie udaje im się jednak długo zagrzać miejsca na angielskiej prowincji, gdyż nieakceptowana przez rówieśników i nauczycieli Estella (nie tylko ze względu na zachowanie, ale też odmienny wygląd jej naturalnych włosów) zostaje wyrzucona ze szkoły. Zdesperowana opiekunka małej bohaterki postanawia zapewnić dziewczynce lepsze warunki życia i wykształcenia, tak by Estella mogła rozwijać swoje talenty. Po pomoc zwraca się do swojej byłej pracodawczyni, jednak w jej posiadłości nie tylko spotyka się z odprawą, ale też ginie w dziwnych okolicznościach, zrzucona ze skały przez trzy dalmatyńczyki właścicielki. Osierocona dziewczynka (której na dodatek wydaje się, że sama jest w pewnej mierze winna śmierci matki) ucieka do Londynu, gdzie poznaje dwóch młodocianych złodziei. Razem z nowymi przyjaciółmi wiedzie odtąd przestępczy żywot, do momentu, kiedy, jak jej się zdaje, staje przed szansą, by zostać projektantką mody (o czym od dawna marzyła). Po pierwszych niepowodzeniach na tej drodze w domu mody, w którym pracuje wbrew oczekiwaniom jako sprzątaczka, rzeczywiście zjawia się ktoś, kto potrafi docenić potencjał dziewczyny. Tą osobą jest niepodzielnie władająca modowym światem Londynu baronowa von Hellman, kobieta bezwzględna, z którą, jak się wkrótce okaże główną bohaterkę bardzo wiele łączy. Początkowo Estella jest zachwycona swoją mentorką, kiedy jednak odkrywa, że stoi ona za śmiercią jej przybranej matki, postanawia zemścić się z pomocą swoich towarzyszy ze złodziejskiego gangu … Film ten jest wyraźnie pomyślany w ten sposób, żeby podobać się jednocześnie i dzieciom i dorosłym. Ze względu na jego ukierunkowanie zatem w dużej mierze na młodą widownię, podlega on oczywiście szczególnej ocenie pod względem przydatności wychowawczej. Niestety w produkcji tej jest sporo elementów, które mogą siać w umysłach dzieci zamęt i stanowić nie lada problem dla rodziców, którzy nie chcą wysyłać swoim pociechom sprzecznych sygnałów wychowawczych. Sam pomysł pokazania dzieciom, że zło nie bierze się znikąd i czarne charaktery nie rodzą się zepsute do szpiku kości, można by nawet pochwalić, gdyby przemiana Estelli w Cruellę była pokazana jako bardziej jednoznacznie negatywna. Zresztą jest tu niemal od początku duży zamęt, jeśli chodzi o to, co jest pokazywane już w postępowaniu młodej Estelli jako dobre, a co jako złe. Już bowiem na długo zanim stanie się osławionym czarnym charakterem, dziewczyna kradnie luksusowe przedmioty wraz ze swoimi kompanami. I jest to dość wyraźnie pokazane jako coś fajnego, trudno w tym miejscu naprawdę wyczuć jakąś dezaprobatę dla notorycznie i z wyrachowaniem popełnianego grzechu kradzieży. Jeśli chodzi o ten wątek, to można powiedzieć, iż skutkiem negatywnej przemiany głównej bohaterki nie jest to, że zaczyna ona kraść i oszukiwać, bo to robiła już dużo wcześniej jako „dobra” Estella, lecz jedynie to, że przestaje być miła dla swoich wspólników, czy wręcz zaczyna nimi pomiatać. Nauka dla dzieci jest więc raczej taka, że dopóki jesteś miłym złodziejem to nie ma w tym problemu. Sporo miejsca w filmie zajmuje także oczywiście wątek zemsty. Wątek ten jest jak dla dziecięcej widowni pokazany z pewnością w zbyt niejednoznaczny moralnie sposób. Trudno bowiem powiedzieć, czy bardziej ma on skłaniać widownię, żeby kibicowała głównej bohaterce w jej planach zemsty, które oczywiście łączyć się będą też z bezprawiem, kłamstwem i manipulacją; czy może jednak bardziej jest to pokazane jako działanie destrukcyjne dla samej bohaterki? Jak by nie patrzeć, nie ma tu jednak jakiegoś wyraźniejszego wskazania, że człowiek nie ma prawa szukać zemsty na własną rękę, a od karania złoczyńców są prawowite władze. Wprawdzie ten wątek kończy się tym, iż zbrodniczą baronową dosięgnie w końcu ramię sprawiedliwości, jednak dojdzie do tego właśnie na skutek intryg i kłamstw i różnych bezprawnych działań kierowanej żądzą zemsty Estelli – Cruelli. Tak że wnioskiem nasuwającym się dzieciom w tym przypadku może być, iż cel jednak uświęca środki. Innym problemem tego filmu też promowanie nadmiernego indywidualizmu i „kult odmienności”. To drugie może zaszczepiać w dzieciach błędne przeświadczenie, iż każdy rodzaj wyróżniania się z otoczenia jest dobry, niezależnie od jego moralnej wartości. Jeśli chodzi o nadmierny indywidualizm, to mowa tutaj o pielęgnowaniu w ludziach przeświadczenia o własnej wyjątkowości, zasługiwaniu na wszystko co najlepsze, prawa do wyrażania siebie wbrew wszelkim normom społecznym (także tym dobrym i mądrym). W filmie tym widać również pewne pretensje anarchistyczne. Nie przypadkowo chyba bowiem próba osiągnięcia sukcesu przez Estellę za pomocą ciężkiej i uczciwej pracy kończy się zawsze porażką, a łamanie prawa przynosi jej sukcesy. Ogólnie wydźwięk tego wątku jest mniej więcej taki, że jeśli społeczeństwo jest skostniałe i opresyjne, to trzeba je zmuszać do zmian za pomocą tych czy innych anarchistycznych działań. W filmie tym są też jednak i pewne dobre rzeczy. Spośród nich na czoło wysuwa się wątek, który można określić jako „Pro life”. Czarnym charakterem tej opowieści jest bowiem kobieta, która każe się „pozbyć” swojego dopiero co narodzonego dziecka własnemu lokajowi. To wielkie zło, jakim jest planowane zabicie bezbronnego dziecka jest tu mocno uwypuklone przez fakt, że baronowa nie ma żadnych „usprawiedliwień” dla tego czynu. Dziecko jest bowiem zdrowe, chciane przez ojca, jego rodzice mają świetną pozycję materialną i społeczną, są mu więc w stanie zapewnić jak najlepszy start w przyszłe życie. Wreszcie matka nie musiałaby się nim nawet zajmować zbyt wiele, bo stać by ją było na opłacenie opiekunek. Jedynym motywem baronowej do zbrodni jest więc to, że po prostu nie chce mieć dzieci i nie widzi się w roli matki. Jako budujące wzorce dla widzów natomiast w tej sytuacji jawią się postaci lokaja baronowej, który zamiast spełnić „rozkaz” bezpośrednio ratuje dziecko oraz przybranej matki Estelli, która właściwie całe swoje dalsze życie poświęca na rzecz ochrony i wychowania dziewczynki. Tak że ten wątek można uznać za największy atut filmu. Podsumowując, w filmie jako całości wysuwają się na plan główny raczej negatywne treści i pewien klimat przychylności dla zachowań aspołecznych i anarchistycznych. Jednakże nie są to rzeczy aż tak jednoznacznie pokazane, poza tym rzeczywistą wartość w tej produkcji stanowi „wątek Pro Life”, stąd też ocena filmu nie jest aż tak niska. Trudno jednak byłoby uznać ten obraz za bezpieczny i nieszkodliwy dla młodszych widzów, jeśli chodzi natomiast o starszych widzów, to prawdopodobnie w ich pamięci i tak zostanie głównie obraz „wojny na kiecki” pomiędzy baronową i Estellą, a nie moralne dylematy przedstawione tu raczej w dość infantylny sposób. Tak więc dla dzieci film ten może być zatrutym cukierkiem, a dla dorosłych raczej pustą błyskotką. Marzena Salwowska /.../
  2. Droga życia

    Leave a Comment Film ten opowiada o amerykańskim okuliście (Tomie), który, nie mogąc pogodzić się ze śmiercią swego syna (Daniela), postanawia dokończyć za niego pielgrzymkę do Santiago de Compostela (w Hiszpanii). Daniel bowiem, który rzucił wcześniej studia i poróżnił się ojcem, umarł właśnie na tym tradycyjnym szlaku pątniczym do grobu św. Jakuba Apostoła (czyli Santiago de Compostela). Dla Toma dokończenie za syna pielgrzymki staje się okazją do autorefleksji i zmierzenia się z własną przeszłością. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej ta filmowa produkcja posiada pewną zaletę, która jednocześnie może być postrzegana jako wada. Chodzi mianowicie o akcent położony na pokorne i krytyczne dostrzeganie własnych życiowych błędów. Z drugiej strony owo zaakcentowanie tej prawdy wydaje się – zwłaszcza w kontekście jakby nie było religijnych odniesień zawartych w samej tematyce tego obrazu – rozmazywać coś, co powinno być sednem tego typu refleksji i zmian mentalności, a mianowicie dostrzeganie i wyniesienie na piedestał Bożej łaski, która jest źródłem tego wszystkiego, co stanowi w naszym życiu dobro i cnotę. Patrząc na ów film ma się wrażenie, iż – mimo pewnych oczywistych religijnych odniesień – jego treść skupia się na czymś, co można by nazwać „badaniem własnej jaźni” aniżeli podążaniem za Bogiem oraz łaską Pana naszego i Zbawcy Jezusa Chrystusa. Nie od rzeczy będzie w tym miejscu wspomnieć o wyznaniu reżysera tego filmu, czyli Emilio Esteveza o tym, że produkcja ta: „Celebruje człowieczeństwo„. I rzeczywiście po jego oglądnięciu ma się wrażenie, iż jest to obraz bardziej humanistyczny i antropocentryczny aniżeli religijny czy chrześcijański. Pewną wątpliwość budzi także zarysowane w filmie tło konfliktu pomiędzy Tomem a Danielem. Otóż Tom jest stąpającym twardo po ziemi człowiekiem, a Daniel wydaje się być – w pewnym sensie – lekkoduchem, który wbrew radom ojca rzuca studia i wyrusza na religijną pielgrzymkę. Można się jednak zapytać, czy aby na pewno postawa Daniela była tu właściwa, a Toma rzeczywiście należało postrzegać w negatywnych barwach? Czy rzucanie studiów, po których można by wszak realizować w bardziej owocny sposób talenty i dary dane przez Stwórcę i do urzeczywistnienia których przyczynił się wszak również życiowy trud rodziców, aby na pewno było dobrym moralnie wyborem? A podkreślmy, że mówimy tutaj o rzucaniu studiów nie na rzecz jakiegoś konkretnego i wyższego od nich dobra (np. pracy w wolontariacie na rzecz biednych i chorych). W filmie Daniel rzuca studia niejako bez celu i udaje się na pielgrzymkę do Santiago de Compostela (tak jakby nie mógł tam pielgrzymować bez porzucania studiów). W „Drodze życia” ponadto zbyt lekceważąco wydaje się być potraktowane używanie narkotyków, a także męska nieskromność w sposobie ubierania się. Dlatego też z wyżej wymienionych powodów – mimo, że film ten w pewien sposób nawiązuje do religii chrześcijańskiej – raczej nie polecamy go jako przykładu współczesnego, a dobrego kina o charakterze religijnym. Oczywiście są w nim pewne dobre wątki (akcenty położone na miłość, przebaczenie, przyznanie się do własnych błędów), ale to jednak chyba za mało, by mówić o „dobrym religijnym kinie”. Jeśli już to można – z pewnymi zastrzeżeniami – powiedzieć, iż film ten zawiera w sobie pewne mocne moralnie punkty. Mirosław Salwowski Źródła fotografii wykorzystanych w tekście: https://www.filmweb.pl/film/Droga+%C5%BCycia-2010-590595 The Way /.../
  3. Dom Gucci

    Leave a Comment Akcja filmu rozgrywa się pomiędzy rokiem 1978 a 1997. Zgodnie z tytułem głównymi bohaterami tej opowieści są przedstawiciele słynnego włoskiego rodu potentatów mody, a zwłaszcza Maurizio Gucci i jego żona Patrizia Reggiani. Wielu widzów zapewne orientuje się, że związek tej pary zakończył się w drastyczny sposób – Patrizia zleciła zabójstwo swojego niewiernego męża, za co też odpowiedziała przed sądem razem z wykonawcami „wyroku”. Twórcy filmu skupiają się zasadniczo na pokazaniu, jak doszło do tego dramatu, przedstawiają też przy okazji inne niesnaski wewnątrz Domu Gucci, które z czasem doprowadziły w nim do prawdziwej „wojny domowej” … Na wstępie pragnę zaznaczyć, że ogólnie pozytywna ocena tej produkcji jest jakby warunkowa. Bohaterami tego filmu są bowiem prawdziwe postaci – ludzie żyjący współcześnie, bądź też w miarę niedawno zmarli, i w jakimś sensie cały ród Gucci. Istnieje więc spore ryzyko niezbyt sprawiedliwego przedstawienia tych rzeczywistych osób i utrwalenia w oczach opinii publicznej tej właśnie wizji reżyserskiej na daną postać, kosztem prawdy. Sami twórcy filmu niestety nie zadbali o to, żeby jakoś podkreślić mocniej dystans pomiędzy tym, co jest w historii rodu Gucci niezbitymi faktami, a co może być udramatyzowaniem czy podkoloryzowaniem na potrzeby sztuki filmowej. O ile zasadniczo historia związku Maurizia i Patrizii, w pewnym uproszczeniu, ale wydaje się dość rzetelnie przedstawiona, o tyle zachodzą podejrzenia, że pewne postaci drugoplanowe zostały tutaj wizerunkowo pokrzywdzone. Chodzi zwłaszcza o Paola Gucci, który w filmie sprowadzony został do roli błazna i zupełnie niekompetentnego idioty. Ponieważ nie jesteśmy jednak w stanie obiektywnie ustalić, która ze stron „sporu o wizerunek” tej postaci ma rację, wychodzimy z założenia, że póki właściwy sąd nie orzeknie zniesławienia w tej sprawie, film ten jako całość można ocenić pozytywnie. Nie mniej, gdyby w przyszłości takie orzeczenie na niekorzyść twórców tej produkcji zapadło, to w takim przypadku można uznać że wady filmu jednak przeważają nad zaletami. Zostawiając już kwestię ewentualnego zniesławienia, trzeba przyznać, że jeśli chodzi o przekaz ogólny filmu, to wydaje się on dość pozytywny. Mamy tu bowiem klasyczną opowieść o upadku ludzkiej potęgi (imperium Gucci jako firmy rodzinnej) przez chciwość, zdrady i pychę oraz nadmierną zaciekłość w dochodzeniu swoich racji. W przypadku większości postaci nie jest to też obraz jednostronny, gdyż twórcy filmu starają się wyważyć winę poszczególnych członków rodziny Gucci za zaistniałą sytuację, przy okazji pokazując nie tylko ich wady i błędy, ale też bardziej pozytywne cechy osobowości i szczególny potencjał, jaki stanowili dla rodzinnej firmy. Nawet Patrizia nie jest tu przedstawiona wyłącznie jako chciwa, bezwzględna i mściwa kobieta. W filmie oddaje się bowiem również jej sprawiedliwość jako zdradzonej żonie, której mąż myśli, że może po prostu bez większych konsekwencji usunąć ją ze swojego życia. Choć oczywiście nie popieramy samosądów i szukania zemsty na własną rękę, to trudno jednak widzieć w cudzołożnym mężu niewinną ofiarę i film takim też nie przedstawia Maurizia. Również, jeśli chodzi o jego postępowanie w życiu zawodowym obraz wydaje się wyważony, pokazuje zarówno plusy (np. to że był dobrym prawnikiem), jak i minusy (np. trwonienie firmowych pieniędzy na własne zachcianki). Podobnie wyważony wydaje się wizerunek dwóch innych istotnych postaci, seniorów rodu – Rodolfa i Alda Guccich. Za plus filmu można także uznać dość wyraźne ukazanie negatywnej roli, jaką w życiu Patrizi (popychając ją w końcu też do zbrodni) odegrała wróżka Pina. Korzystanie z jej usług jest tu pokazane jako ogłupiające i uzależniające dla pani Gucci. Jeśli chodzi o moralne wady tej produkcji, to można tu wymienić chociażby scenę przedmałżeńskiego współżycia Maurizia i Patrizii, która zresztą bez straty dla spójności filmu dałaby się łatwo wyciąć. Nadmierne wydaje się też eksponowanie pewnych nieskromnych, a nawet obscenicznych ubiorów, mimo że to akurat ma uzasadnienie historyczne w filmie o świecie mody. Rażący jest zwłaszcza fragment pokazu jednego z projektantów marki Gucci, podczas którego jeden z modeli właściwie nieprzyzwoicie się obnaża. W pozytywnym raczej kontekście sugerowane są też nieczyste i bardzo ryzykowne zachowania o charakterze seksualnym czynione przez małżonków (nie wdając się w szczegóły, chodzi o zachowania seksualne podczas jazdy samochodem). W filmie tym nie brakuje także wulgarnego języka. Mimo wszystko, z uwzględnieniem zastrzeżenia co do obrazowania postaci Paola Gucciego, o czym była wcześniej mowa, na dzień dzisiejszy polecamy ten film, gdyż nigdy za wiele ostrzegania przed grzechami głównymi takimi jak pycha, chciwość i gniew. Marzena Salwowska /.../
  4. Ziemia niczyja (2021)

    Leave a Comment Akcja tego filmu dzieje się we współczesnych czasach na terenie amerykańskiego stanu Teksas. Tam też, razem z rodzicami i bratem, mieszka młody Jackson. Pewnej nocy Jackson wraz z ojcem bierze udział w obchodzie przy granicy Teksasu z Meksykiem. Wówczas to dochodzi do tragicznego wydarzenia, na skutek którego Jackson odbiera życie jednemu z meksykańskich imigrantów. Od tego czasu chłopak będzie musiał uciekać przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości, stając się samemu imigrantem na terenie Meksyku. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ten stanowi budującą opowieść o takich tradycyjnych cnotach chrześcijańskich jak miłość bliźniego, wybaczenie, zadośćuczynienie oraz gotowość do wzięcia odpowiedzialności za popełnione przez siebie zło. W produkcji tej nie epatuje się też nieskromnością, obscenicznością oraz seksem. Przemoc jest w niej obecna, ale w stopniu wydającym się być dostosowanym do tematyki filmu, nie zaś takim, który sprawiałby wrażenie komercyjno-rozrywkowego epatowania takową. Co do wulgarnej mowy to w tabelce załączonej do recenzji zaznaczyliśmy ich „brak”, ale gwoli ścisłości i uczciwości trzeba w tym miejscu dodać, iż nie jesteśmy pewni, czy aby nie było tam żadnych wulgaryzmów. Nam jednak z pewnych względów nie udało się takowych odnotować. Ze względu na znajomość współczesnych realiów przemysłu filmowego należy jednak uznać za bardziej prawdopodobne, iż i w tym filmie jakaś wulgarna mowa była. Mirosław Salwowski /.../
  5. Doktór Murek

    Leave a Comment Film jest ekranizacją prozy jednego z najpoczytniejszych polskich pisarzy -Tadeusza Dołęgi-Mostowicza (znanego chociażby jako autor „Kariery Nikodema Dyzmy” czy „Znachora”). Głównym bohaterem tej opowieści jest bardzo wykształcony i niezwykle uczciwy wyższy urzędnik w prowincjonalnym mieście, tytułowy doktor Murek. Człowiekowi temu powodzi się nie tylko w pracy, ale też na gruncie prywatnym, gdyż niedługo ma poślubić ukochaną Ninę, pannę z tak zwanego dobrego domu. Całe szczęście dr. Murka pryska jednak jak bańka mydlana za sprawą niejakiego Jazwicza. Ów wpływowy biznesmen po nieudanej próbie skorumpowania głównego bohatera, doprowadza najpierw do zwolnienia uczciwego urzędnika, a później, dzięki swoim znajomościom i hakom na miejscowych prominentów, sprawia, że dr Murek otrzymuje nieoficjalny „wilczy bilet” i nie jest w stanie w swoim mieście znaleźć żadnej pracy, Mocno podłamany główny bohater postanawia szukać lepszych możliwości w Warszawie, licząc, że dzięki ciężkiej pracy i determinacji uda mu się w stolicy jeszcze odbić od dna i zacząć z Niną nowe życie. Warszawa okazuje się jednak bardzo nieprzyjaznym miejscem, w którym dr Murek popada w dalszą nędzę, złe towarzystwo, traci złudzenia co do ludzi, a także swoje uprzednie silne moralne zasady. Choć z początku próbuje on jeszcze wytrwać w trudnych warunkach i przez ciężką pracę (znacznie poniżej kwalifikacji) zarobić na siebie i swoje nieślubne dziecko, to seria dalszych rozczarowań popychają go na złą drogę, którą będzie odtąd coraz śmielej kroczył … Na początku omawiania tego filmu pragnę zaznaczyć, że będę odnosić się jedynie do filmu, gdyż powieściowego pierwowzoru tej opowieści nie znam, a z tego co mi wiadomo, różni się dość znacznie od ekranizacji, mimo że autor powieści i scenariusza jest w tym przypadku tożsamy. Przechodząc więc do samego filmu, jest to niewątpliwie wartościowe kino o silnym wydźwięku moralnym. Produkcja ta kończy się nawet w ten sposób, że główny bohater na podstawie kolei własnego losu wygłasza otwarcie morały skierowane do widza. W tym dość krótkim obrazie jest zawartych rzeczywiście sporo pożytecznych obserwacji, które zdają się zmierzać do kształtowania w widzu moralnej wytrwałości, wbrew życiowym okolicznościom. Film ten bowiem pokazuje, że nawet kryształowo uczciwy i dobry człowiek może upaść i ulec totalnemu zepsuciu, kiedy ulegnie zwątpieniu w sens zachowywania moralnego ładu. Historia dr Murka przywodzi na myśl biblijne ostrzeżenie: Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł (1Kor 10,12). Przykład głównego bohatera pokazuje, że strzec się przed upadkiem trzeba może szczególnie w trudnych okolicznościach, kiedy wszystko się wali, a zwłaszcza wtedy, kiedy spotyka człowieka niezawiniona krzywda. Okoliczności takie są bowiem też swoistą pokusą do powiedzenia sobie czegoś w rodzaju : „Skoro do tej pory starałem się usilnie postępować dobrze i uczciwie i spotkało mnie coś takiego; to teraz będę postępować, jak mi wygodniej. Teraz, kiedy spotka mnie coś złego, to przynajmniej będzie zasłużone.” Dr Murek zdaje się wpadać w pułapkę takiego właśnie myślenia. Zapomina przy tym, że wszelkie zaburzenia Bożego ładu i powodzenie złoczyńców są tylko czasowe i nie będą trwać wiecznie. By się przekonać o tej prawdzie, nie musi on jednak czekać aż do Sądu Ostatecznego, gdyż w jego przypadku okazuje się, iż gdyby wytrwał na uczciwej drodze, to mógłby cieszyć się pełną rehabilitacją i dostatnim życiem w rodzinnym mieście. Docenić też można bardziej społeczny wymiar filmu, gdyż poddaje on mocnej krytyce stan państwa, w którym bardzo łatwo jest zniszczyć uczciwego człowieka, gdyż wystarczy, że u kilku wpływowych ludzi popadnie on w niełaskę. Nieskazitelna uczciwość i rzetelność w pracy dr. Murka okazują się w tym systemie tylko zawadą, a wysokie wykształcenie i intelekt w nowym życiu w Warszawie nie są zbyt pomocne przy zbieraniu śmieci. Obraz ten piętnuje więc słusznie taki układ społeczny jako patologię. Docenić też można wyraźniej wątek obyczajowy w historii dr. Murka, który wskazuje, że nieład w sferze intymnej często przekłada się też na inne problemy moralne. Nieprzypadkowo bowiem do upadku głównego bohatera w sporej mierze przyczyniają się też kobiety, z którymi wchodzi on w intymną, lecz pozamałżeńską zażyłość. Wreszcie, w dość istotnym wątku filmu, pokazuje się tu bardzo negatywnie międzywojenną fascynację polskiego społeczeństwa różnego rodzaju „jasnowidzami”. Tego rodzaju zjawisko opisywane jest w tej opowieści jako głupota i nowoczesny zabobon, ale bynajmniej nie jakaś rzecz błaha i nieszkodliwa. Kariera dr. Murka na tym polu wiąże się bowiem z bardzo realnym krzywdzeniem klientów, mimo iż jest on tylko hochsztaplerem i nie posługuje się żadnymi ponadnaturalnymi mocami. Podsumowując, zdecydowanie polecamy ten film, zwłaszcza jako przykład kina promującego wytrwałość w dobrych moralnie postawach. Marzena Salwowska /.../
  6. Bóg nie umarł: My, Naród

    Leave a Comment Kolejna z odsłon chrześcijańskiej serii filmowej „Bóg nie umarł” zabiera nas tym razem do świata edukacji domowej w USA. Prowadząca taki właśnie model edukacji grupa chrześcijańskich rodzin spotyka się (w filmie) z utrudnieniami ze strony rządowych urzędników, którym nie podobają się religijne treści nauczane w jej ramach. W efekcie czego dostają oni wezwanie do sądu. By zatem walczyć o prawo do wychowywania i kształcenia swych dzieci zgodnie z wyznawaną przez siebie chrześcijańską religią rodzice ci udają się do samego Waszyngtonu, by tam przed Kongresem dowodzić swych racji. Co do zasadniczego przesłania tego filmu to oczywiście można powiedzieć, że jest ono cenne i słuszne. Rodzice mają w stosunku do władz cywilnych pierwszeństwo, jeśli chodzi o sposób wychowania i kształcenia swych dzieci. Jest to jedno z ich naturalnych praw, które może być ograniczane w drastycznych przypadkach (np. gdyby takie wychowanie i kształcenie naruszało oczywiste normy naturalnej moralności). Póki jednak coś takiego się nie dzieje, póty rodzice powinni być wolno od ingerencji rządu, nawet wówczas, gdy nauczają swych dzieci rzeczy błędnych (np. muzułmański rodzic uczy dzieci, iż Koran był prawdziwym Boskim objawieniem). Tym bardziej zatem należy strzec prawa rodziców do chrześcijańskiego wychowania swych pociech – co jest głównym przesłaniem twórców omawianej produkcji. Inną z zalet tego filmu jest też pokazanie wagi modlitwy, chrześcijańskiej odwagi oraz potrzeby angażowania się chrześcijan w sprawy polityki. Twórcy tej produkcji nie epatują też widzów przemocą, obscenicznością, wulgarnością oraz seksem – gwoli ścisłości to tych rzeczy w tym filmie w zasadzie nie ma. Można jednak zastanawiać się, czy opowiedzenie o problemie naruszania praw chrześcijańskich rodziców konkretnie w kontekście Stanów Zjednoczonych (jak zrobiono to w tym filmie) jest aby na pewno w pełni właściwe i sprawiedliwe dla rządu tego kraju? Być może piszący poniższe słowa okaże się ignorantem, ale wydaje mi się, że wskazane w filmie problemy (ingerencja rządu w treści nauczane przez rodziców) występują w niektórych państwach europejskich, ale nie w USA. Również kreślony w nim obraz amerykańskiej elity politycznej jako – poza pewnymi wyjątkami – nastawionej bardzo niechętnie wobec chrześcijaństwa wydaje się być mocno przesadzony. I w tym wypadku wizja twórców „Bóg nie umarł: My, Naród” zdaje się znacznie bardziej odpowiadać rzeczywistości europejskiej niż amerykańskiej (a i w przypadku Europy nie jest ona aż tak bardzo ponura). Ponadto, w omawianym obrazie zbyt duży nacisk wydaje się być położony na dowartościowanie czegoś, co można by nazwać „chrześcijańskim liberalizmem”. W filmie tym wiele i pozytywnie mówi się o wolności, jako jednej z zasad amerykańskiego systemu politycznego – jednak chyba w żadnym jego momencie nie rozróżnia się wolności dla dobra od wolności dla zła. Takie de facto stawianie na równi owych wolności jest jednak poważnym błędem. Z nieco mniej istotnych zastrzeżeń jakie można podnieść wobec tego filmu jest też fakt pokazania w nim niezbyt skromnie ubranych chrześcijanek – co może uwiarygadniać i tak już bardzo duży kryzys oraz zamieszanie, jakie panują w tej sferze pośród chrześcijan różnych wyznań. Mirosław Salwowski /.../
  7. Przelotni kochankowie

    Leave a Comment Obsługa samolotu lecącego z Madrytu do Meksyku mierzy się z poważną awarią. Szukając bezpiecznego miejsca do przymusowego lądowania, maszyna długo krąży nad Hiszpanią. W międzyczasie, aby uniknąć paniki większa część pasażerów, a także spora część załogi zostaje odurzona i przesypia większość lotu, pozostali zaś próbują sobie radzić na swój sposób z zaistniałą sytuacją. Prym w „umilaniu życia” przytomnym pasażerom i pilotom wiodą zwłaszcza trzej stewardzi. Poza wątpliwą rozrywką, jaką stara się zapewnić to „gejowskie trio”, podróżni mają jeszcze do dyspozycji jeden telefon pokładowy, za pomocą którego próbują w obliczu zagrażającej śmierci wyjaśnić różne powikłane sprawy ze swoimi bliskimi … Jeśli za coś można by docenić ten film, to za sam pomysł samolotu, który nie może dotrzeć do swego celu ani długo wylądować przez ludzki chaos. Sama bowiem myśl zderzenia błahej komedii z tematami poważnymi i zarazem aktualnymi (jak kryzys w Hiszpanii) czy ponadczasowymi (jak człowiek skonfrontowany z zagrożeniem rychłej śmierci) może wręcz zwodniczo zapowiadać jakąś głębszą moralną refleksję. Niestety żadnej budującej moralnie opowieści o tym, jak ludzkie złe wybory, grzechy czy zaniedbania wywołują chaos i grożą katastrofą tu nie otrzymamy. Wręcz przeciwnie jako rozwiązanie problemów pogubionych ludzi proponuje się tu jeszcze większą dawkę tego, co ich gubi, na przykład więcej pustego śmiechu, więcej rozwiązłości, więcej narkotyków; czy wreszcie, w wątkach „bardziej na serio”, oczywiście więcej fatalnie pojmowanej tolerancji i samoakceptacji. W rzec można poważniejszych scenach, pokazuje się tu jako pozytywne rozwiązanie np. to że rodzice akceptują fakt, iż ich córka pracuje (i nadal zamierza) jako prostytutka (co wiąże się z „pozytywną” zmianą jej matki wcześniej gorliwej katoliczki); czy też główny pilot radośnie odkrywa, że może utrzymywać kontakty seksualne z innym mężczyzną, nie rezygnując jednak z rodziny i nie okłamując żony. Film zdaje się więc proponować jako najlepsze rozwiązanie na ludzkie problemy nieskrępowane niemal oddawanie się różnym mniej lub bardziej złym rozrywkom. Jako kluczową rzecz dla ludzkiej natury reżyser wskazuje tutaj przyjemność seksualną i przekazuje również w tym filmie swoje przekonanie, że ludzka natura w swojej głębi nie zna podziału na seksualność i płeć, liczy się przede wszystkim pragnienie bycia kochanym i chęć przekazania tego uczucia drugiej osobie, niezależnie od orientacji. Ta chęć przekazywania uczucia i zaspakajania żądzy jest na tyle ważna, że może być nawet zaspakajana wbrew świadomej woli drugiej osoby, czego w filmie przykładem jest scena, w której wróżka Bruna wykorzystuje seksualnie jednego z uśpionych pasażerów, z którym później po lądowaniu samolotu odnajduje się już na ziemi (sugerowane jest, że odtąd zostają parą). Nie pierwszy to już raz Almodóvar (zob. https://kulturadobra.pl/porozmawiaj-z-nia/ ) tego rodzaju gwałt przedstawia pozytywnie, jako wydający dobre owoce. W wątku wróżki Bruny wyszydza się ponadto dziewictwo, ta bohaterka bowiem jako kobieta już dojrzała (z wyglądu raczej trochę po 40-tce), zanim dopuszcza się wyżej wspomnianych perwersji jest dziewicą, co jest bardzo w filmie podkreślane. Pedro Almodóvar zdaje się więc mówić, że ludzie powinni poszukiwać na drodze przelotnej przyjemności trwalszej bliskości, wyzwalając się nie tylko z gorsetu tradycyjnej chrześcijańskiej moralności, ale wszelkich sztywnych wyobrażeń czy przekonań na temat swojej, czy cudzej natury. Można rzec, iż w ujęciu hiszpańskiego reżysera lepiej dać sobie usunąć kręgosłup, bo przeszkadza w giętkości ruchów. Poza ogólnie bardzo złym przesłaniem trzeba też uprzedzić widza, że film ten jest pełen obscenicznych dialogów, w których pojawiają się nawiązania również do perwersyjnych praktyk seksualnych. Ze szczególnym upodobaniem rozmawia się tu zwłaszcza o stosunkach oralnych (zarówno w układzie kobieta – mężczyzna, jak i mężczyzna – mężczyzna). W pewnym momencie jest to tak obrzydliwe, że trzeba mocno walczyć z odruchem wymiotnym (i nie jest to przenośnia). Jak można się spodziewać po nazwisku Almodóvar jest tutaj też wyraźnie zaznaczona „duma LGBT”. Sam reżyser określa ten film jako najbardziej „gejowski” ze swoich filmów. Niektórych widzów może to wręcz zaskakiwać, gdyż oddający się otwarcie sodomii stewardzi są tu tak „gejowscy”, że wydają się raczej świadomie ośmieszać to środowisko. Spotkałam się nawet z określeniem tego obrazu jako „homofobicznego” (sic!). Choć określenie hiszpańskiego reżysera jako homofoba jest urocze i zabawne w swojej absurdalności, to niestety wynika chyba z niezrozumienia jego otwartej i bezwstydnej postawy obnoszenia się z „gejowską kulturą”. W świecie Almodóvara „geje” już dawno na przykład nie muszą się nawet silić na udawanie, że jakąś wartością jest dla nich rzeczywista monogamia. U Almodóvara „gej” nie musi silić się na pokazywanie, że może być równie męski co mężczyzna nieoddający się sodomickim praktykom, może sobie pozwolić na charakterystyczny sposób mówienia, poruszania czy specyficznie erotomańskie poczucie humoru. Mówiąc w skrócie „gej” ma być dumny właśnie z tej swojej charakterystycznej śmieszności i obsceniczności w sposobie bycia. Tak że niestety również w wypadku „Przelotnych kochanków” Almodóvar robi wiele, żeby przesuwać czy rozmywać granice opartej na chrześcijaństwie moralności Zachodu, deprawując od kilku już dekad nie tylko ojczystą Hiszpanię, ale też, po swoim międzynarodowym sukcesie, także inne kraje. Nie powinno więc nikogo zdziwić, że film ten otrzymuje jedną z najniższych ocen na naszym portalu. Marzena Salwowska /.../
  8. Aida

    Leave a Comment Film ten opowiada prawdziwą historię z czasu wojny w byłej Jugosławii (która miała miejsce w l. 90-tych XX wieku), kiedy to serbskie oddziały zajęły opuszczoną wcześniej przez muzułmańską ludność Srebrenicę. Mieszkańcy Srebrenicy udali się wówczas do jednej z baz wojsk ONZ w nadziei, że te uchronią ich przed masakrą ze strony serbskich żołnierzy. W owej bazie jako tłumaczka dla ONZ pracuje Aida (dawniej nauczycielka w jednej z jugosłowiańskich szkół), która próbuje ratować przed mordem tak członków swej rodziny, jak i innych mieszkańców Srebrenicy. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ten można docenić za to, iż z jednej strony nie epatuje się w nim przemocą, wulgarnością, seksem czy obscenicznością (co w filmie o tematyce wojennej byłoby raczej łatwe), a z drugiej strony składa się w nim wyrazy uznania dla biblijnej i tradycyjnie chrześcijańskiej w swej istocie postawy głównej bohaterki, którą Pismo święte wyraża w następujących słowach:  Ratuj wleczonych na śmierć, wstrzymaj rózgi, by nie zabijały (Przypowieści 24: 11). W produkcji tej podkreślona zostaje też waga silnych rodzinnych więzi, które to mogą okazać się ostoją również w obliczu ekstremalnych okoliczności, które niesie za sobą wojna. Mirosław Salwowski Źródło zdjęć wykorzystanych w tekście: Filmweb.pl /.../
  9. Córki Rzeszy

    Leave a Comment Akcja filmu rozgrywa się latem 1939 roku w pewnej szkole dla dziewcząt w Wielkiej Brytanii. Jest to szkoła o tyle wyjątkowa, że uczęszczają do niej młode Niemki – córki najważniejszych urzędników III Rzeszy. Nic więc dziwnego, że w przededniu wojny, pensjonat ten staje się obiektem szczególnego zainteresowania tak brytyjskich jak i niemieckich służb wywiadowczych. Jako że w miejscu tym brakuje właśnie nauczyciela angielskiego (który nagle zniknął, rzekomo porzucił pracę bez słowa), wywiad brytyjski postanawia umieścić na tym miejscu swojego człowieka. Ten plan się udaje, gdyż zdesperowana dyrektorka szkoły (panna Rocholl) szybko zatrudnia na to stanowisko nieznanego mężczyznę o częściowo niemieckim pochodzeniu – Thomasa Millera … . Najważniejszą z zalet tego filmu jest bodajże to, że łączy on wyraźne pokazywanie stopniowego zatrucia ideologią nazistowską niemieckiego (i nie tylko niemieckiego) narodu z nieuleganiem pokusie demonizacji tej społeczności. Z jednej strony więc obraz ten przedstawia, iż za przyszłymi zbrodniami III Rzeszy nie staną jacyś ponadnarodowi naziści, ale konkretni Niemcy, którzy umożliwią owe zbrodnie albo przez czynne wsparcie, albo przez bierne przyzwolenie. Z drugiej strony film nie demonizuje tej zbiorowej odpowiedzialności, gdyż na przykładzie historii niemieckich uczennic pokazuje, że stopień ich świadomości i co za tym idzie indywidualnej już odpowiedzialności, był zupełnie inny niż ich piastujących wysokie stanowiska w rządzie Trzeciej Rzesz ojców. Twórcy tego obrazu zdają się też na przykładzie angielskiej dyrektorki szkoły dla niemieckich dziewcząt zadawać widzowi pytanie, czy aby na pewno w podobnej sytuacji nie uległby podobnemu mentalnemu zaczadzeniu? Czy bowiem można aż tak dziwić się nieznającej przyszłości nauczycielce, która dając się ponieść entuzjazmowi swoich wychowanek, wykonuje niekojarzący jej się jeszcze raczej z niczym szczególnie złym gest faszystowskiego pozdrowienia? Z drugiej strony film jednak w pewien sposób pokazuje, że jako wykształcona, inteligentna i dojrzała osoba powinna ona już widzieć więcej od swoich uczennic i nie dawać zwodzić się tak łatwo. Zaletą tego obrazu jest też promowanie życzliwego i sprawiedliwego podejścia do bliźnich, nawet jeśli znajdują się „po złej stronie historii”. Widoczne jest to zwłaszcza w postawie głównego bohatera, który wykonując zadania wywiadowcze, wrogie wobec Trzeciej Rzeszy, jednocześnie zachowuje sympatię i opiekuńczą postawę wobec nastoletnich obywatelek nazistowskich Niemiec. Niewątpliwą zaletą tego filmu, jest też fakt, iż jest on praktycznie pozbawiony takich elementów jak różne rodzaje obscenicznych scen, wulgaryzmy czy krwawa przemoc pokazywana w sposób, który miałby się odwoływać do jakichś złych skłonności widza. Są tu wprawdzie sceny z niezbyt kompletnie ubranymi dziewczętami, są one jednak osadzone w historycznym kontekście – niemieckie dziewczęta wychowywane w kulcie aryjskiej doskonałości ciała, chętnie ćwiczą i popisują się swoją tężyzną. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie widać, aby twórcy filmu korzystali z okazji, jaką łatwo dawałyby te ćwiczenia do niewłaściwego skupiania uwagi odbiorców. Nie ma tutaj bowiem zbliżeń na ciała tych młodych aktorek czy jakichś innych zabiegów mających na celu przyciągać męskie oko. Jest to raczej tylko reportażowe pokazanie wagi, jaką nazistowskie wychowanie przywiązywało do tężyzny i doskonałości ciała, co często wiązało się z odrzucaniem tradycyjnej judeochrześcijańskiej skromności ubiorów. Jeśli chodzi o sferę języka, to choć właściwie nie ma w tym filmie wulgaryzmów, jest niestety jednorazowe użycie Imienia Bożego nadaremno. Innym niebezpieczeństwem, z którego dość sprawnie jednak wybrnęli twórcy filmu, była możliwość wspierania czy przynajmniej usprawiedliwiania często stosowanych w pracy wywiadowczej niegodziwych środków takich jak np. kłamstwa, uwiedzenia, bezprawne zabijanie. Mimo że niektóre wątki scenariusza mogły i w tym obrazie zostać łatwo poprowadzone w taką stronę, to jednak tak się nie stało. Ze strony bowiem głównego bohatera, który jest tu z założenia reprezentantem słusznej sprawy i postacią pozytywną nie ma takich działań. Nawet jeśli chodzi o kwestie kłamstwa, to w zasadzie nie jest nim, o ile możemy to rozeznać, związane z jego staraniem się o posadę nauczyciela, która jest mu niezbędna do działań wywiadowczych, jako że rzeczywiście tę pracę rzetelnie wykonuję. Być może nieprawdziwy jest jego życiorys, który starając się o tę posadę przedstawia, ale tego nie dowiadujemy się jako widzowie. Podsumowując, polecamy film jako wartościowy obraz łączący historię z kinem akcji. Marzena Salwowska /.../
  10. Plan A

    Leave a Comment Film ten został osnuty na podobno prawdziwej historii wedle której grupa żydowskich radykałów planowała po II wojnie światowej dokonanie na narodzie niemieckim bardzo krwawej zemsty za Holocaust. Na płaszczyźnie moralnej oraz światopoglądowej można powiedzieć, że produkcja ta z pewnym trudem, ale jednak zasługuje na uznanie. Morałem tej historii jest bowiem – ostatecznie rzecz biorąc – rezygnacja z prywatnej zemsty – na rzecz prowadzenia dobrego i owocnego życia, które ma być, mówiąc słowami jednego z bohaterów „najlepszą zemstą”. Niestety jednak ten główny morał jest mocno przyćmiony przez inne wątki owego filmu, które nie są w nim krytycznie komentowane. Mam tu na myśli wysoce dwuznaczne moralnie zachowanie żołnierzy jednego z żydowskich oddziałów armii brytyjskiej, którzy bez procesów sądowych zabijają Niemców, co do których mieli pewność, że ci brali udział w zbrodniach wojennych. Oczywiście, takie postępowanie względem morderców niewinnych ludzi (czy ich pomocników) jest zrozumiałe, gdyż trudno jest litować się nad takimi złoczyńcami. Z drugiej jednak strony, patrząc na sprawę nie od strony emocji, ale rozumu i obiektywnej moralności nie można jednak zapominać o tym, że kara śmierci – zasadniczo rzecz biorąc – powinna być wymierzana po przeprowadzeniu procesu sądowego, w trakcie którego oskarżony miałby się prawo bronić. Wracając zaś do bardziej pozytywnych elementów tego filmu, to zwraca on też uwagę na doniosłość różnych z pozoru drobnych zachowań i gestów, które mogą być elementem budowania większego społecznego zła – w przypadku narodu niemieckiego chodzi oczywiście o klimat przyzwolenia czy wręcz aprobaty dla strasznych zbrodni popełnianych z inspiracji władz III Rzeszy. Mirosław Salwowski /.../