Tag Archive: bunt przeciwko władzy

  1. Ostatni samuraj

    Leave a Comment Film opowiada o Nathanie Algrenie, kapitanie armii USA, weteranie wojny secesyjnej, który w 1876 roku przybywa do Japonii z zadaniem wyszkolenia tamtejszych żołnierzy w prowadzeniu walki bardziej nowoczesnymi metodami technicznymi (czyli zamiast tradycyjnych mieczy mają oni odtąd używać broni palnej) przeciwko zbuntowanym samurajom (którzy sprzeciwiają się modernizacji swego kraju ma modłę zachodnią).  Ów człowiek przybywając do tego kraju ma jednak za sobą smutną i mroczną przeszłość – jako żołnierz zabił wielu ludzi (w tym także niewinnych i bezbronnych) i z tego powodu popadł on w depresję, pijaństwo, a nocami dręczą go koszmary senne.  Kapitan Algren i podlegli mu japońscy żołnierze, w jednej z pierwszych bitew z samurajami ponosi sromotną porażkę, a sam dostaje się do niewoli. To jednak nie koniec tego filmu. Otóż główny bohater będąc jeńcem samurajów zaczyna krok po krok przesiąkać wyznawanymi przez nich zasadami (tzw. kodeksem bushido), w skutek czego odzyskuje też dawno utraconą równowagę psychiczną i spokój ducha. Kapitan Algren ostatecznie postanawia przejść w toczącej się w Japonii wojnie domowej na stronę samurajów. Na pierwszy rzut oka „Ostatni samuraj” może wydawać się piękną opowieścią o odwadze, waleczności, honorze i wierności wielowiekowej tradycji,  które to wartości pozwalają przywrócić pogubionemu człowiekowi sens i radość życia. Nie ma tu też scen seksu, eksponowania nieskromności czy też nieprzyzwoitych dialogów. Warto jednak zajrzeć głębiej ponad tą miłą powierzchowność owego obrazu i dostrzec poważne dwuznaczności i niebezpieczeństwa się z nim kryjące: 1. „Ostatni samuraj” na przykładzie bohaterskich i honorowych samurajów, którzy bronią tradycji i kultury swego kraju przed modernizacją w stylu zachodnim, „de facto” przejawia tendencję do idealizacji owej bardziej  tradycyjnej Japonii. Z drugiej strony, co jest dość typowe dla części dzisiejszej kultury popularnej, to właśnie wpływy chrześcijańskiej cywilizacji Zachodu (uosabiane tu przez USA) są pokazane w owym filmie w nieprzychylnym świetle. Jednak bardziej szczegółowe wejrzenia tak na ogólną historię Japonii, jak i na konkretne historyczne uwarunkowania wojny domowej, która została ukazana w „Ostatnim samuraju”, wskazuje na to, że sugestie zawarte w omawianej produkcji są zdecydowanie fałszywe i niesprawiedliwe. Tradycyjne dziedzictwo Japonii symbolizowane w tym filmie przez samurajskich wojowników w niejednym aspekcie było bowiem jawnie złe i przypominało bardzo to co dziś słusznie nazywa się „cywilizacją śmierci”. Pomijając już fałszywe pogańskie religie i duchowości będące religijnym fundamentem tego dziedzictwa, to w kraju tym przez wieki rozpowszechnione było dzieciobójstwo (również aborcja), sodomia (zwłaszcza w buddyjskich klasztorach), okrucieństwo (możni potrafili zabijać swych przypadkowo napotkanych poddanych tylko po to by sprawdzić, jak ostre są ich miecze) oraz honorowe samobójstwo.  Jednym z motywów przewodnich samurajskiego etosu była niezmiennie śmierć – śmierć w bitwie, ceremonialne zabicie samego siebie po to by uniknąć wstydu, konieczność wywarcia krwawej zemsty na tym, który nas krzywdzi. Jakże to wszystko dalekie jest od wzniosłej nauki Pana Jezusa i Apostołów o tym, że Chrystus  „zwyciężył śmierć” (2 do  Tymoteusza 1, 10 ), mamy „nie mścić się sami” (Rzymian 12, 19) oraz „błogosławić i czynić dobrze tym, którzy nas prześladują” (Mateusz 5, 44). Być może właśnie ze względu na te szlachetne zasady chrześcijaństwo tak nie pasujące do tradycyjnej kultury Japonii chrześcijaństwo było bezwzględnie i srodze tępione przez władców i możnych tego kraju. W kontekście omawianego filmu warto przypomnieć, że to właśnie w skutek otwarcia się Japonii na wpływu z krajów zachodnich (czemu przeciwstawiali się samurajowie) chrześcijanie mogli po wiekach krwawych prześladowań znów w miarę swobodnie wyznawać swą religię. Wbrew sugestiom zawartym w „Ostatnim samuraju” wielowiekowa tradycja Japonii była zdecydowanie moralnie niższa od chrześcijańskiej cywilizacji Zachodu i dobrze się stało, że przez otwarcie się na wpływu z USA i krajów europejskich niektóre z negatywnych jej aspektów uległy złagodzeniu i ograniczeniu. 2. „Ostatni samuraj” w pozytywnym świetle przedstawia działania buntowników przeciwko legalnej władzy (samurajów) oraz zdrajców własnego kraju (postać głównego bohatera, kapitana Algrena). To jest jawnie niemoralne i bezbożne, ponieważ z zasady należy być posłusznym i uległym rządzącym danym krajem, póki ci, nie nakazują nam czynienie czegoś ewidentnie złego. A nawet, kiedy władcy polecają nam grzeszyć, to mamy odważnie odmówić wykonania takiego rozkazu, jednak nie chwytać przy tym za broń i nie wywoływać krwawych rozruchów. Tymczasem w tym filmie widzimy w glorii bohaterów, którzy są nieposłuszni  władzy, gdy ta wprowadza do ich kraju dobre zmiany i jakby tego było mało czynią to za pomocą miecza i rozlewania bratniej krwi. 3. W filmie tym wyraźnie życzliwie została pokazana jedna z cech tradycyjnego etosu samurajskiego, jaką jest zadawanie sobie śmierci, po to by uniknąć hańby (np. mającej wynikać z bycia pojmanym przez przeciwnika). Widzimy to zwłaszcza w jednej z ostatnich scen tej produkcji, gdy kapitan Algren po początkowych oporach, pomaga swemu samurajskiemu przyjacielowi i towarzyszowi walki popełnić samobójstwo (za jego zachętą wbija mu miecz w brzuch). To jest całkowicie przeciwne moralności chrześcijańskiej, zaś zwłaszcza w kontekście dzisiejszych czasów jakiekolwiek sympatyczne przedstawianie samobójstwa jest bardzo niebezpieczne. Współcześnie mamy bowiem do czynienia z dążeniem do nadania prawnej i moralnej legitymacji jednej z form samobójstwa zwanej eutanazją. Przyjazne przedstawianie zaś samobójstwa dokonywanego zazwyczaj z bardziej błahych powodów niż eutanazja jest tylko niepotrzebnym dostarczeniem argumentów na rzecz tej drugiej z form owej nieprawości. Film „Ostatni samuraj” niesłusznie zatem wywyższa pogańskie dziedzictwo Japonii, poniżając przy tym chrześcijańską cywilizację Zachodu. Poza tym gloryfikuje on samobójstwo oraz zbrojny bunt i nieposłuszeństwo przeciwko rządzącym. Coś takiego to zbyt mocna trucizna, której niszczycielskie działania jest tylko trochę osłabiane przez dobre moralnie punkty zawarte w tym dziele. I z tych powodów zdecydowanie odradzamy oglądanie owego i polecanie go innym.   /.../
  2. Szwadron

    Leave a Comment Powstanie styczniowe widziane oczami młodego rosyjskiego oficera, porucznika Fiodora Jeremina. Główny bohater  wstępuje do armii na ochotnika i sam zgłasza się do oddziału wysłanego w celu tłumienia zbrojnych rozruchów na terenie Królestwa Polskiego. Początkowo więc wydaje się on być wiernym i przekonanym żołnierzem Rosyjskiego Imperium. Jednak w miarę upływu czasu, a zwłaszcza obserwując okrucieństwo carskiego wojska wobec Polaków, Fiodor zaczyna mieć coraz większe wątpliwości co do sensowności i moralności misji jakiej się podjął. Bardziej uważny czytelnik naszego portalu nie powinien zdziwić się tym, iż recenzja tego filmu będzie tu zdecydowanie krytyczna. Dlaczego? Ano, dlatego, że konstrukcja owego dzieła Machulskiego jest – przynajmniej jeśli chodzi o kwestię sympatii dla styczniowych powstańców – prosta jak konstrukcja cepa. Nawet, jeśli działania powstańców jawią się tu jako tragiczne i skazane na porażkę, to oni są tu tymi dobrymi, szlachetnymi, mającymi rację i walczącymi w słusznej sprawie. Ci zaś, którzy powstanie styczniowe krytykują, zwalczają i się mu przeciwstawiają, są zobrazowani w „Szwadronie” tak, by widz nie miał tendencji głębiej zastanowić się, czy aby nie oni mieli słuszności.  Przykładem tego jest choćby postać okrutnego rotmistrza Dobrowolskiego, który będąc Polakiem walczy w armii carskiej  reprezentuje pogląd piętnujący powstanie styczniowe, a zachwalający powolną i stopniową pracę nad polepszaniem sytuacji narodu polskiego. Innym przykładem „sceptycyzmu” wobec owych zbrojnych rozruchów jest postać rządcy Petersigla, który z panicznego wręcz strachu płaszczy się przed Rosjanami. Okrutnik i tchórz – oto reprezentanci po stronie polskiej krytyki powstania styczniowego – czy łatwo w takim kontekście przemyśleć, czy może jednak oni nie mieli racji? Oczywiście, że nie. Tym nie mniej jednak, obiektywnie rzecz biorąc, powstanie styczniowe nie było słusznym i moralnym pomysłem. Choć nie można pochwalać zbyt brutalnych metod jego tłumienia przez carską armię (pokazanych zresztą w tym filmie), fakt ów nie może przyćmiewać nam tego, iż samo wywołanie powstania było niemoralnym aktem buntu i nieposłuszeństwa przeciw legalnej władzy, jaką wówczas nad Królestwem Polskim dzierżył rosyjski car. Owszem była to władza etnicznie i kulturowa obca dla Polaków, tym nie mniej była ona legalna, gdyż wcześniej tak król Polski, jak i sejm Rzeczpospolitej przekazał władzę królewską rosyjskiemu caratowi, co zostało usankcjonowane i potwierdzone przez postanowienia Kongresu Wiedeńskiego. Przechodząc zaś od tych stricte prawno-legalistycznych rozważań na grunt bardziej moralno-etyczny, to sam fakt kulturowo i etnicznie obcej władzy nad danym krajem nie daje moralnego upoważnienia dla jej zbrojnego obalania. Ostatecznie bowiem, Pismo święte mówi:  „Nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione (…) kto przeciwstawia się władzy, przeciwstawia się Bożemu postanowieniu. Ci zaś,  którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia  (…)” ( Rzymian  13, 1 – 3).  Poza tym, nie od rzeczy będzie przypomnieć, iż w czasach ziemskiego życia naszego Pana Jezusa Chrystusa, Żydzi też znajdowali się pod obcą im władzą Rzymskiego Imperium,  i Zbawiciel nie tylko, że nie popierał dążeń części żydowskiej ludności do obalenia tejże władzy, ale jeszcze przy różnych okazjach potwierdzał legalność i potrzebę podporządkowania się tej zwierzchności – ot, choćby wskazując Żydom, iż należy płacić podatki Cezarowi (Mateusza 22: 21) czy też mówiąc do namiestnika Rzymu, Poncjusza Piłata, iż jego władza „została mu nadana z góry”  (Jana 19: 11). Idąc jeszcze dalej: Daniel,  jeden z wielkich biblijnych Bożych mężów był ważnym urzędnikiem na dworze babilońskiego króla Nabuchodonozora, który wcześniej najechał jego kraj i podbił w niewolę jego rodaków (czyli wedle nomenklatury niektórych był „kolaborantem”). W omawianym filmie Machulskiego, słyszymy też swego rodzaju polemikę powstańczego pułkownika Markowskiego z tezą zakładającą, iż rozbiory Polski były Bożą karą za to, iż wcześniej panował w niej chaos, mentalna anarchia i nieporządek. Oczywiście, nie musimy dodawać, iż owa polemika brzmi tu sugestywnie i przekonująco. Tymczasem jednak teza, iż rozbiory mogły być Bożą karą za grzechy Polaków była dość popularna wśród katolickich kaznodziejów. Przykładowo, autor kilkutomowych „Nauk Katechizmowych zebranych na podstawie różnych autorów” tak o tym pisał: „Naród oddał się rozpuście, pijaństwu, kłótniom, uciskom współrodaków, wielbił P. Boga więcej językiem aniżeli sercem, tak iż mógł się żalić P. Bóg (Mat. 15. 8): 'Lud ten czci Mię wargami, serce zaś ich daleko jest ode mnie’.  Zapomnieli Polacy o życiu świątobliwym, nie pamiętając na słowa Boże, iż jeden człowiek święty broni nieraz wielu od gniewu Bożego. (…) To też gniew Boży spadł na nasz naród, spadła kara przepowiedziana przez mężów wzywających naród do pokuty, zostaliśmy rozdzieleni na troje”. Innym wątpliwym elementem tego filmu jest sposób pokazania w nim samobójstwa pułkownika Markowskiego. Otóż człowiek ten, najpewniej po to, by uniknąć niebezpieczeństwa wydania na mękach swych współtowarzyszy walki, wbija sobie igłę w serce, co oznacza nie natychmiastową, lecz tym nie mniej niezbyt oddaloną w czasie i pewną śmierć. Wezwany do umierającego Markowskiego Ksiądz, gdy ów już faktycznie nie żyje (a przynajmniej nie daje już żadnych oznak życia) daje mu (a właściwie wpycha do ust) Hostię. Problem polega jednak na tym, iż wcześniej Markowski w żaden sposób nie pokazuje, iż zaczął żałować za samobójczy zamach na swe życie – tak też Ksiądz dający mu Komunię poważnie w ten sposób ryzykuje dokonanie świętokradczego aktu. W filmie jednak w żaden sposób nie zostaje podkreślona czy zasugerowana niewłaściwość całej tej sytuacji. Tak więc, stanowczo nie polecamy tego filmu. Polacy dosyć już byli karmieni nieodpowiedzialną, pro -insurekcjonistyczną i rewolucyjną propagandą. Czas więc, byśmy wreszcie na poważnie wzięli biblijną prawdę o tym, iż „każda władza pochodzi od Boga” – każda, a więc również ta nam obca. /.../