Tag Archive: bezbożność

  1. Dorian Grey (2009)

    Leave a Comment Jedna z filmowych ekranizacji znanej powieści Oscara Wilde’a pt. „Portret Doriana Greya”. Dorian, młodzieniec z XIX-wiecznej angielskiej prowincji przybywa do ówczesnego Londynu.  Tam spotyka artystę Basila, który zachwycony pięknym wyglądem młodzieńca postanawia namalować jego obraz. Ów młody człowiek bywa też na londyńskich salonach, gdzie poznaje lorda Wottona, który okazuje się tak w wyznawanych przez siebie poglądach, jak i postawie życiowej, piewcą libertynizmu oraz hedonizmu. Wotton zaczyna być swego rodzaju mentorem Doriana, zachęcając go do coraz głębszego wejścia w świat rozwiązłości i moralnego zepsucia,  uzasadniając to maksymami w rodzaju: „Wyrzuty sumienia to zbędny balast”, „Tłumienie pokus jest szkodliwe”, „Religia nas niepotrzebnie ogranicza”. Dorian zaczyna żyć i myśleć wedle filozofii, którą karmi go lord Wotton. W pewnym momencie wyraża pragnienie, by być zawsze młodym. Okazuje się, że owe życzenie ziszcza się i Dorian mimo upływu lat zachowuje wygląd dwudziestoletniego mężczyzny, jednak wraz z tym, jak pogrąża się w  niemoralnym i występnym życiu, jego namalowany wcześniej przez Basila portret staje się coraz bardziej brzydki, szkaradny i wstrętny. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film „Dorian Grey” można określić mianem wręcz „antylibertyńskiego”. Różne niemoralne czyny, które są dziś często usprawiedliwiane, a więc np. rozpusta, cudzołóstwo, homoseksualizm, sadomasochizm (którego jako jeden z elementów jest tu pokazane też np. tatuowanie się), kłamstwa, pijaństwo, zażywanie narkotyków, są tu wkomponowane w obraz przedstawiający kolejne stadia moralnego upadku i rozwydrzenia głównego bohatera.  Co więcej, fakt, iż pogrążanie się Doriana w występku wynika z jego wcześniejszego nasiąknięcia bezbożną i libertyńską filozofią głoszoną przez lorda Wottona, w bardzo sugestywny sposób wskazuje na wielką błędność i zwodniczość tego stylu myślenia. Trudno też, w tym filmie doszukać się jakichś „półcieni” czy większych niuansów w pokazywaniu tego do czego wiedzie libertynizm i hedonizm. Im bardziej wszak, główny bohater pogrąża się w odmętach takiego życia i myślenia, tym bardziej jego dusza staje się ohydna i plugawa, co też widać na namalowanym przez Basila obrazie, który po kilkudziesięciu latach życia Doriana nie przedstawia już pięknej twarzy i sylwetki młodzieńca, ale straszną twarz potwora. Możemy więc być wdzięczni za to, że w czasie negowania bądź poddawania w wątpliwość wielu z tradycyjnych cnót, wartości i zasad, twórcy filmu w jasny i przekonujący sposób pokazali do czego w istocie rzeczy to prowadzi. W inteligenty sposób ukazano tu też, chyba dość często spotykane zjawisko polegające na tym, iż nawet osoby, które są nastawione libertyńsko do życia, pragną chronić swych najbliższych przed podobnymi sobie ludźmi. Widzimy to w scenie, gdy lord Wotton mówi Dorianowi (który wszak jest jego wiernym uczniem) by trzymał się z dala od jego młodej córki. Można powiedzieć, że w swej głównej treści „Dorian Grey” obrazuje trafność następujących biblijnych przestróg: „Nie czyń zła, aby cię zło nie pochłonęło. Odstąp od nieprawości, a ona odstąpi od ciebie. Synu nie siej w bruzdy niesprawiedliwości, a zła nie będziesz żął siedmiokrotnie (…) Dziecko zgrzeszyłeś? Nie czyń tego więcej i za poprzednie swe grzechy proś o przebaczenie! Uciekaj od grzechu jak na widok węża, jeśli bowiem podejdziesz, ukąsi cię; jego zęby to zęby lwa, co porywają dusze ludzkie” (Mądrość Syracha 7: 1-3; 21: 1-2). Powyższe, bardzo pozytywne światopoglądowe przesłanie tego filmu jest jednak mocno osłabiane przez mnogość wyrazistych scen pokazujących rozpustę, bezwstyd, obsceniczność, a nawet homoseksualizm. Co prawda można by to próbować tłumaczyć troską o „realistyczne odwzorowanie istotnych cech powieści” oraz potrzebą ukazania głębi upadku tytułowego bohatera, jednak tak naprawdę argumentacja ta wydaje się być dość słabą. Wielość i wyrazistość owych scen sprawia bowiem wrażenie pewnego rodzaju napawania się pokazanymi w nich nieprawościami. Poza tym, powieść „Portret Doriana Greya” była przedtem wielokrotnie ekranizowana i jakoś twórcom poprzednich filmowych jej adaptacji często udawało się połączyć przejmujący obraz upadku głównego bohatera z ostrożnością, stonowaniem i powściągliwością w pokazywaniu scen rozpusty, bezwstydu, perwersji i zboczeń. Innym brakiem omawianej produkcji wydaje się być brak przysłowiowego „happy endu” (podobnie jak w powieści), który w kontekście całej fabuły wydaje się wręcz tchnąć jakimś fatalizmem. Dorian wszak w pewnym momencie chce wyrwać się z moralnego bagna, w którym pogrążał się przez lata (jak mówi: „Chcę być dobrym„) lecz nie udaje mu się to, a wyjściem z dalszego pogrążania się w występkach staje pewne moralnie wątpliwe zachowanie. Co prawda, można ów wątek interpretować jako podkreślenie prawdy, którą głosili Ojcowie Kościoła, a mianowicie tego, iż im dłużej trwa się w grzechu, tym trudniej jest z niego się nawrócić (nawet, jeśli w pewnym sensie się tego chce), to jednak lepiej chyba jednak podkreślać prawdę o tym, że w przypadku szczerej skruchy ze strony człowieka:  „Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna” (Izajasz 1: 18).  Podsumowując: „Dorian Grey” to film dobry w swym antylibertyńskim i antyhedonistycznym przesłaniu, świetnie pokazujący do czego prowadzą błędne filozofie oraz ukazujący brzydotę i okropność trwania w nieprawościach. Niestety te dobre przesłanie jest w dużej mierze psute przez mnogość i wyrazistość zawartych tam obscenicznych scen. Dlatego też, jeśli już, to niech nie oglądają tego filmu dzieci oraz młodzież, a osoby starsze i doświadczone w uciekaniu przed pokusami – co w tym wypadku oznacza trzymanie w ręku pilota i szybką zmianę kanału w wielu momentach emisji tego dzieła.   /.../
  2. Happy Feet: Tupot małych stóp

    Leave a Comment Opowieść o pingwinie cesarskim o imieniu  Mambo, który w odróżnieniu od ogółu swych pobratymców nie potrafi śpiewać, ale ma talent do tańca. Okoliczność ta czyni go w pewnym sensie osamotnionym w swej społeczności. O ile bowiem, śpiew jest wśród pingwinów cesarskich powszechny, popierany i nauczany, o tyle taniec stanowi dla nich coś obcego, a w dodatku mocno piętnowanego przez rządzących tą społecznością starszych. Owe starsze pingwiny twierdzą, że tego rodzaju praktyki jak taniec jako bezbożne i bluźniercze  mogą tylko wywołać gniew „Wielkiego Pingwina” przez co w oceanie ma braknąć dla nich ryb (jest to bowiem kara  „Wielkiego Pingwina” za taniec). Mambo nie poddaje się jednak w swym zamiłowaniu do tańca i w końcu przeprowadza wśród cesarskich pingwinów swoistą rewolucję w tym względzie. Uważny czytelnik naszej strony zapewne nie jest zdziwiony dlaczego ta filmowa bajka otrzymała od nas jedną z najbardziej negatywnych not. W istocie rzeczy bowiem w produkcji tej oprócz kilku drobnych pozytywnych elementów mamy całą masę treści złych, dwuznacznych i niebezpiecznych. Co więcej główne wątki tego filmu wyraźnie zmierzają w kierunku apologii niemoralności i fałszywych doktryn. Poniżej wymienimy istotne punkty dla których nie możemy tej bajki nazwać inaczej niż wstrętną, bezbożną i niemoralną propagandą. A więc: 1. Mamy tu do czynienia z łatwą do rozpoznania apologią bezbożności i ateizmu oraz atakami na wiarę w Boga i religię. Jak to zostało już powyżej wskazane pingwiny cesarskie wierzą w „Wielkiego Pingwina”, a wiarę w to promują zwłaszcza rządzący nimi starsi, którzy często używają słów w rodzaju: „bluźniercze podrygi”, „bezbożne żądze”, „kara”, „potępiamy rozwiązłość”, etc. Nie trzeba być bardzo przenikliwym, by w „Wielkim Pingwinie” widzieć „zwierzęcą” metaforę Osoby Boga, zaś w typowej terminologii starszych pingwinów ujrzeć niczym w zwierciadle biblijnie i tradycyjnie chrześcijański język, który niegdyś często słyszało się z ambon i kazalnic. Niestety jednak wszystkie te rzeczy są tu pokazane jako błędne i w najlepszym wypadku będące  wynikiem ignorancji. Przyszłość należy tu do tych, którzy ignorują wiarę w „Wielkiego Pingwina” i nie przejmują się przestrogami starszych rządzących. 2. Film ten z sympatią przedstawia rozwiązłość seksualną, obsceniczność oraz  pozamałżeńskie tańce damsko-męskie.  Przychylność wobec tych niemoralnych bądź niebezpiecznych zjawisk najbardziej oczywiście jest widoczna w odniesieniu do tańców damsko-męskich. Taniec jest bowiem przez starszych rządzących piętnowany, tymczasem w filmie tym jest pokazywany jako radość, wyzwolenie i szczęście. I nie byłoby w tym nic podejrzanego, gdyby pochwalane tu pląsy miały charakter „rozdzielnopłciowy” (a więc istoty płci przeciwnej tańczyły w oddzielnych grupach, nie dotykając się nawzajem i nie wykonując względem siebie gestów oraz póz mających podkreślać ich fizyczną atrakcyjność). Niestety jednak, część z pokazanych w tej bajce tańców to nie tylko „tańce damsko-męskie”, ale również skrajnie wulgarne i obsceniczne ich odmiany (widzimy tu wszak nawet tzw. doggy dance style, który polega na tym, że tańcząca kobieta odwraca się tyłem do mężczyzny i przez pewne charakterystyczne ruchy naśladuje w ten sposób seks analny).  Dodajmy, że w tej przecież przeznaczonej dla dzieci bajce pingwiny płci obojga tańczą ze sobą w rytm ohydnego utworu autorstwa „Prince’a” pt. „Kiss” (w którym zawarte są słowa: „Potrzebuję tylko twojego ciała/Od zmierzchu do świtu„). Tych, których szokują powyższe krytyczne aluzje do tzw. pozamałżeńskich tańców damsko-męskich zachęcam do spokojnego i uważnego zapoznania się z materiałami znajdującymi się pod poniższymi linkami: https://www.youtube.com/watch?v=4JIkDohIC7A Ojcowie, Doktorzy i Święci Kościoła na temat tańców i balów (zbiór wypowiedzi)   O co chodzi z pozamałżeńskimi tańcami damsko-męskimi? (30 pytań i odpowiedzi)   Co do zaś rozwiązłości seksualnej, to prócz pewnego ładunku sympatii widocznego w powyżej wskazanych elementach, to najwyraźniej widzimy tę przychylność twórców bajki na przykładzie jednego z jej bohaterów, który zwie się „Lowelas”. Pingwin ów jest tu pokazany jako bardzo rozpustny (np. w pewnym momencie sugeruje, iż będzie uprawiał seks z ośmioma pingwinkami), ale jednocześnie pełni on funkcję swego rodzaju proroka, tego, który wskazuje i odkrywa prawdę (w przeciwieństwie do zrzędliwych, ignoranckich starców, którzy piętnują rozwiązłość oraz tańce). 3. Bajka ta z przychylnością pokazuje feminizm oraz brak szacunku dla władzy i starszych. Jedna z sympatycznych bohaterek tej produkcji mówi, iż „nie widzi swego powołania w wysiadywaniu jaja” (nie oznacza to jednak, że widzi się jako predysponowaną do życia w celibacie, gdyż w poufały sposób zachowuje się względem pingwinów płci męskiej). Oczywiście jest to nawiązanie do tego, iż w ludzkim świecie najczęstszą i ważną funkcją płci żeńskiej jest rodzenie i wychowywanie dzieci. Słowo Boże na tyle docenia tę niewieścią rolę, iż poucza nawet, że kobieta: „zbawiona będzie przez rodzenie dzieci” (1 Tymoteusza 2: 15). Niestety bezbożny feminizm atakuje lub przynajmniej poddaje w wątpliwość tę prawdę, a jego zwodniczy diabelski głos usłyszeliśmy w tej bajce.  Brak szacunku wobec starszych widzimy tu zaś na przykładzie postawy głównych pozytywnych bohaterów, którzy buntują się przeciwko dobrym pouczeniom starszych rządzących.  W ogóle starsze pingwiny są tu przedstawiane bez cienia jakiejkolwiek sympatii, jako pełne zrzędliwości, ignorancji i zaślepienia. Tymczasem tak Pismo święte, jak i tradycyjne doświadczenie ludzkości wskazują, że starość często niesie ze sobą wiele mądrości, rozeznania i rozwagi. W Biblii czytamy wszak: Przed siwizną wstaniesz, będziesz szanował oblicze starca, w ten sposób okażesz bojaźń Bożą. Ja jestem Pan! (Kpł 19: 32). „Happy Feet: Tupot małych stóp”  jest więc jednym z tych filmów, gdzie jak na dłoni widzimy następującą Bożą przestrogę: Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności,  którzy przemieniają gorycz na słodycz, a słodycz na gorycz! (Iz 5: 20). Tym bardziej zaś twór ów jest zły, wstrętny i niebezpieczny, gdyż został on w sposób szczególny skierowany do dzieci.     /.../