Tag Archive: autentyczna historia

  1. Ukamienowanie Sorayi M.

    Leave a Comment Film opowiada prawdziwą historię niesprawiedliwego skazania na śmierć za rzekomą niewierność małżeńską obywatelki Iranu Sorayi M. Do tego tragicznego wydarzenia doprowadził Ali, mąż tej kobiety, który wcześniej wywierał na nią presję, by ta zgodziła rozwieść z nim, a on mógł wówczas poślubić o wiele młodszą od siebie, 14 -letnią dziewczynę. Kiedy Soraya uparcie się na to nie zgadza, Ali knuje intrygę mającą na celu doprowadzenie do jej skazania na śmierć pod fałszywym zarzutem cudzołóstwa. W tym celu rozsiewa  plotki na jej temat oraz szantażuje miejscowego mułłę (którego przeszłość kryminalną zna) oraz Hashema, mechanika samochodowego (grożąc, że doprowadzi do uwięzienia jego niepełnosprawnego syna, jeśli nie zezna, iż Soraya składała mu seksualne propozycje). O całej tej sprawie dowiaduje się jednak francuski reporter, który pragnie ją upublicznić. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej treści tego filmu trudno zarzucić coś konkretnego. Nie ma tu bowiem seksu, nagości, obscenicznych dialogów czy eksponowania wulgarności. Ukazana zaś brutalność i krwawa przemoc, choć owszem jest pokazana w sposób dosadny i dość obfity, nie sprawia wrażenia mającej ekscytować, podniecać czy czynić film bardziej atrakcyjnym w odbiorze. Ba, nawet sam fakt, iż tematyka tego obrazu pokazuje historię skazania na śmierć za cudzołóstwo, wcale ze  swej natury, nie musi być krytyką idei samej prawnej karalności niewierności małżeńskiej i tym podobnych występków przeciw moralności seksualnej. „Ukamienowanie Sorayi M” koncentruje się bowiem na konkretnym przypadku, w którym prawo nakazujące karanie cudzołóstwa, zostało nadużyte, zmanipulowane  i w skutek tego błędnie zastosowane wobec całkowicie niewinnej tego przestępstwa osoby. Tak więc samo opowiedzenie historii o tym, że fałszywe oskarżenia doprowadziły do niesprawiedliwego skazania pod nieprawdziwym zarzutem o niewierność małżeńską nie musi pociągać za sobą krytyki takiego prawa jako takiego (tak jak, film ukazujący historię kogoś wtrąconego do więzienia za kradzież, której nie popełnił, nie jest jako taki krytyką samej idei prawnego karania kradzieży). Co więcej, w samej treści omawianego filmu z ust występujących tam postaci, nie pada żadna wypowiedź, która sugerowałaby, iż pomysł prawnego karania za niewierność małżeńską jest sam w sobie zły, niedopuszczalny lub haniebny (co najwyżej niektóre ze słów mogą być odebrane jako podważanie zasadności aż tak surowego represjonowania owego grzechu jakim jest wymierzanie zań kary śmierci). Trudno też czynić względem owej produkcji zarzut z tego, iż uwypukla pewne rzeczywiste wady i złe elementy islamu (uściślijmy, że rzecz dotyczy szyickiego, czyli mniejszościowego nurtu islamu – akcja dzieje się w Iranie) i wyrosłej na jego glebie obyczajowości, tj. „tymczasowych małżeństw” (będących w rzeczywistości jedną z form prostytucji), molestowania seksualnego nieletnich dziewczynek czy po prostu nierównego i niesprawiedliwego traktowania niewiast w tych sytuacjach i płaszczyznach, gdy w sposób oczywisty powinno się traktować je w równy sposób (np. fakt, że w przypadku sądowego oskarżenia kobiety o cudzołóstwo, to ona ma dowieść swej niewinności, jednak wtedy, gdy mężczyźnie jest stawiany taki zarzut, to nie on ma dowieść swej niewinności, ale jemu trzeba ją udowodnić). Poza tym, choć w filmie tym da się wyczuć pewną niechęć do islamu, jako takiego (co oczywiście nie jest żadnym zarzutem, gdyż jest to zasadniczo rzecz biorąc fałszywa i zwodnicza religia), wydaje się, iż  twórcom filmu udało się uniknąć pułapki „demonizowania” muzułmanów. Mimo wszystko, niektórzy z przedstawionych tu wyznawców islamu jawią się bowiem jako osoby autentycznie bogobojne, uczciwe i pragnące strzec sprawiedliwości (w pewnej mierze dotyczy to nawet sędziego, który wydał niesprawiedliwy wyrok – film pokazuje bowiem, iż modlił się on o to, by postąpić sprawiedliwie, a jego błędem było to, że zaufał fałszywym świadkom i oskarżycielom). Co zatem jest ową „poważną wątpliwością”, którą zaznaczyliśmy przy ocenie filmu „Ukamienowanie Sorayi M.”? Otóż, problemem jest nie tyle jego treść, co fakt najbardziej prawdopodobnej interpretacji, która w naszym kręgu kulturowym zostanie nadana historii w niej pokazanej. A mianowicie, mieszkańcy Europy i Ameryki, niestety odwykli już od słusznego przekonania, że cudzołóstwo jako występek niszczący rodzinę, małżeństwo i społeczeństwo, powinien być prawnie karany i zakazywany przez władze cywilne.  Przeciwnie, dziś powszechnie twierdzi się, iż „państwo nie ma prawa zaglądać obywatelom do łóżka” i że karanie „prywatnych” grzechów seksualnych to przejaw wręcz skrajnie totalitarnych zapędów ze strony państwa. Oczywiście jest to pogląd nie tylko fałszywy i niezgodny z nauczaniem katolickim na ów temat, to jeszcze nie uwzględniający pewnych niuansów (np. tego, iż prawny zakaz i karalność cudzołóstwa wcale nie musi odbywać się na drodze jakiejś powszechnej inwigilacji społeczeństwa) oraz de facto przypisujący wielowiekowej tradycji prawnej i cywilizacyjnej krajów chrześcijańskich (w większości owych krajów prawny zakaz cudzołóstwa zniesiono bowiem dopiero gdzieś na przełomie lat 60 i 70-tych XX wieku) znamiona „skrajnego totalitaryzmu”.  Problem zatem z owym filmem może być taki, iż większość widzów przyzwyczajona do błędnego poglądu, iż władze cywilne nie mają prawa karać cudzołóstwa, oglądając historię okrutnego i niesprawiedliwego nadużycia podobnego prawa, utwierdzą się tylko w przekonaniu, iż wszelkie przepisy prawne represjonujące ową obrzydliwość są przejawem prymitywizmu, barbarzyństwa i totalitaryzmu. Dlatego, zanim obejrzy się ten film, lepiej być dobrze ugruntowanym z tradycyjnie katolickim poglądzie, wedle którego cudzołóstwa oraz niektóre z innych seksualnych występków, powinny być zakazywane i karane przez władze cywilne. W tym celu proponujemy uważne zapoznanie się z argumentacją ujętą w poniższym tekście: Dziesięć mitów na temat prawnej karalności cudzołóstwa   /.../
  2. Surferka z charakterem

    Leave a Comment Oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść o Bethany Hamilton, trzynastoletniej mistrzyni surfingu, która podczas jednego ze swych treningów w wyniku ataku rekina straciła lewą rękę. Mimo tej tragedii, Bethany nie załamuje się i postanawia kontynuować swą pasję, jaką jest trenowanie surfingu. W międzyczasie zaś razem z grupą młodzieży ze swej kościelnej wspólnoty, wyrusza z misją pomocy mieszkańcom Phuket w Tajlandii, którzy ucierpieli w wyniku Tsunami. Tam też, zajmuje się małym chłopcem, który po Tsunami boi się wejść do oceanu. Bethany przekonuje go jednak, by razem z nią zaczął surfować po wzburzonych wodach. Choć w filmie tym jest względnie dużo mowy o Bogu i Panu Jezusie, niestety nie możemy go, zasadniczo rzecz biorąc, polecić innym do oglądania, choćby i przy zachowaniu szczególnej ostrożności oraz świadomości, że obok dobrego głównego przesłania ów miałby pewne swe poważne wady i dwuznaczności. Powodem takiej naszej oceny owej produkcji jest bowiem fakt, iż owszem jest w niej relatywnie silnie rozwinięty wątek pro-chrześcijański, jednak ów wydaje się tu służyć tak naprawdę czemu innemu niż wywyższenie najchwalebniejszego imienia Jezus i zachęcania ludzi do prowadzenia uświęconego i bogobojnego życia. Całość tego filmu kręci się bowiem wokół rozterek, problemów i nadziei młodej Bethany związanych z uprawianiem wodnego surfingu. I być może nie byłoby to coś, co zasadniczo przekreślałoby ów obraz jako godny polecenia, jednak fakt, iż surfing jaki widzimy w tym filmie ma bardzo dwuznaczny i wątpliwy charakter, czyni nas wobec niego bardziej krytycznymi. Widzimy tu bowiem, jak ten sport uprawiany jest przez młodych ludzi płci obojga, którzy by móc go swobodniej praktykować, zakładają ewidentnie nieskromne i bezwstydne stroje. Co gorsza, widok tak ubranych (a raczej roznegliżowanych) osób przewija się przez całą fabułę i w zasadzie nie sposób ominąć pokazujących to scen (chcąc bowiem pomijać takowe, nie zrozumiałoby się treści tego filmu). Ba, w pewnych momentach tego filmu widzimy nawet, jak młoda niewiasta w wyraźnie nieprzyzwoity sposób pozuje do zdjęć i nie jest tu przez nikogo ani zganione, ani skrytykowane. Oczywiście, można powiedzieć: „Jak sobie zatem wyobrażacie surfowanie po wodzie? W długich szatach do kostek?„. Odpowiedzieć można na to, iż po pierwsze; kobiety i mężczyźni nie muszą i nie powinni pływać razem, zwłaszcza gdy są mocno roznegliżowani. Ostatecznie, sport, o którym mowa, mógłby być uprawiany przez rozdzielone wedle kryterium płci grupy. Po drugie: choć zrozumiałą jest chęć dostosowania ubioru stosowanego w danym sporcie do jego charakteru, tak by można było ów uprawiać w sposób swobodny i efektowny, to nie jest to argument o charakterze bezwzględnym i ostatecznym. Przyzwoitość, która nakazuje m.in. ukrywać widok swego ciała, obowiązuje także w sferze sportu i co najwyżej ze względu na specyfikę poszczególnych dyscyplin sportowych można dopuścić np. nieco krótsze niż w innych okolicznościach spodnie lub sukienki, ale nie powinno to iść zbyt daleko, posuwając się np. do ubierania sportowców w krótkie obcisłe majtki (jak to ma miejsce np. w surfingu). Film pt. „Surferka z charakterem” zasadniczo rzecz biorąc jest pochwałą i promocją dwuznacznego i wątpliwego sportu, jakim jest surfing wykonywany w mocno niekompletnych strojach i to jest główny powód, dla którego nie możemy dać mu swej pozytywnej oceny. A że wspomina się przy tym o Bogu, Chrystusie i modlitwie, to nawet tym gorzej. Przy tej okazji, polecamy obejrzenie innego filmu, w którym zostały podane oraz wyjaśnione tradycyjnie katolickie i chrześcijańskie zasady odnoszące się do skromności, wstydliwości oraz przyzwoitości w zakresie sposobu ubierania się. Oto link do tego materiału:   Ps.  Spodobała Ci się ta recenzja? Przekaż nam choćby symboliczną darowiznę w wysokości 2 złotych. To mniej, niż kosztuje najtańszy z tygodników opinii, a nasze teksty możesz czytać bez żadnych limitów i ograniczeń. Numer konta: 22 1140 2004 0000 3402 4023 1523, Mirosław Salwowski /.../