Tag Archive: Amerykańskie filmy z gatunku horror

  1. Harry Angel

    Leave a Comment Film ten jest nietypowym połączeniem horroru i czarnego kryminału. Jego akcja rozgrywa się w latach 50-tych XX wieku. Nowojorski prywatny detektyw, Harold Angel, przyjmuje z pozoru proste zlecenie od niejakiego Louisa Cyphre’a. Ma odnaleźć dłużnika zleceniodawcy – Johnny’ego Favourite’a. O poszukiwanym wie on na razie tyle, że ten był przed swoim zniknięciem popularnym piosenkarzem. W czasie II wojny światowej został ranny w głowę, doznawszy przy tym rozległych obrażeń twarzy oraz całkowitej amnezji, w związku z czym od wielu lat powinien przebywać w stanie wegetatywnym w prywatnym zakładzie opieki. Tu jednak urywa się ślad po Johnym, który rzekomo został 12 lat wcześniej przeniesiony do innego ośrodka. Prywatny detektyw szybko odkrywa, że wypis pacjenta został sfałszowany i postanawia przesłuchać lekarza, który dokonał wypisu. Wkrótce po tym, jak Angel wyciąga z doktora informacje na temat zaginionego, lekarz ten ginie brutalnie zamordowany. Taka sytuacja będzie się teraz ciągle powtarzać – osoby z przeszłości piosenkarza, które udaje się odnaleźć i przesłuchać detektywowi giną mordowane w brutalny sposób, a makabryczne szczegóły zbrodni zdają się wskazywać na jakieś mroczne rytuały. Sprawa staje się coraz bardziej przerażająca, tak że nieprzywykły do takich komplikacji Angel zamierza się wycofać, jednak zostaje skuszony do dalszej współpracy hojnością zleceniodawcy. Akcja filmu szybko przenosi się też do Nowego Orleanu i wciąga bohatera w coraz mroczniejsze piekielne kręgi świata magii i voodoo. Sam zaś zaginiony jawi się jako coraz bardziej podejrzana postać, człowiek uwikłany w mroczne sprawy, o którym jedna z bohaterek mówi wprost, że „był blisko zła„. Na jego tropie detektyw poznaje więc czarownicę z wyższych sfer, która była kochanką zaginionego, jej ojca milionera -satanistę oraz córkę Favourite’a – kapłankę voodoo, a także jego byłego kolegę z zespołu (również zaangażowanego w ten kult). Wszystkie te osoby wkrótce po kontakcie z Angelem giną, zamordowane w brutalny i jakby symboliczny sposób. Nic więc dziwnego, że detektywem zaczyna się też interesować policja. Sam Angel jest coraz bardziej niespokojny, dręczą go sny z demonicznym zleceniodawcą, zaczyna też przypominać sobie jakieś niejasne obrazy, jakby z cudzej przeszłości. Zlecenie, którego podjął się detektyw okazuje się równie przewrotne jak sam zleceniodawca. Louis Cyphre, czyli sam Lucyfer wynajmuje Harolda po to, by w sensie dosłownym i metaforycznym odnalazł samego siebie i spłacił zaciągnięty dług. Tym długiem jest oczywiście dusza, którą Harold oddał diabłu w zamian za sławę, bogactwo i karierę w biznesie muzycznym. Jednakże po pewnym czasie piosenkarz postanowił uniknąć spłaty długu. Wraz ze swoją kochanką – czarownicą złożył ofiarę z młodego żołnierza (którego serce dosłownie pożarł), w wyniku tego rytuału przejmując życie, tożsamość i wspomnienia swojej ofiary. Wierzyciel Harolda oczywiście nie zamierzał dać się okpić, a wynajmując detektywa, by odnalazł samego siebie, jedynie bawił się nim jak kot myszką, zmuszając go na koniec, by przyznał sam, kim jest, a także to jakich zbrodni dopuścił się, by ukryć swoją tożsamość. Film więc konsekwentnie kończy scena, w której zrezygnowany i zrozpaczony bohater zstępują windą do piekła. Powyższy spoiler jest oczywiście w pełni świadomy ze względu na negatywną ocenę filmu. Ma on na celu zaspokoić ciekawość widzów odnośnie do samej akcji, tak by pozbawić tę produkcję powabu tajemnicy i zaskoczenia. Dlaczego jednak produkcja ta zasłużyła sobie na wyraźnie negatywną ocenę? Uprzedzając domysły, powiem na początek, że nie chodzi bynajmniej o samą konwencję horroru. Na naszym portalu zdarzały się już pozytywnie ocenione filmy z tego gatunku (chociażby „Adwokat diabła”). Sama konwencja horroru stwarza bowiem duże możliwości do przypominania o tym, że istnieją zbuntowane wobec Boga i bardzo nam wrogie duchowe istoty, które wszelkimi sposobami starają się zgubić człowieka. Horrory zatem przypominając o takich rzeczywistościach jak demony, piekło, skutki magii i okultyzmu czy możliwości opętania, mogą pełnić wręcz rolę swoistej katechezy na te trudne tematy. By jednak spełniały taką rolę, po seansie nie może pozostawać wrażenie, że Szatan i jego upadli aniołowie to dominująca we Wszechświecie siła, przed którą nie ma dla człowieka obrony i ucieczki. Aby zatem uznać horror za akceptowalny w ramach tradycyjnie chrześcijańskiego światopoglądu i pożyteczny dla widza musi być w nim wprost przedstawiona lub zasugerowana prawda, że bohater jakoś uwikłany w relacje ze światem demonicznym powinien szukać ocalenia w osobie Pana Jezusa, który jest „zwycięzcą śmierci, piekła i szatana„. Innym ważnym elementem, który decyduje o akceptowalności horroru, są oczywiście użyte w nim środki wyrazu. Nie może być bowiem tak, że film nawet i zdaje się mieć pozytywne przesłanie, ale zawiera sceny, które dla przeciętnego widza mogą być pobudką do grzechu (np. długie i bardzo zmysłowe sceny erotyczne) i raczej prowadzić w kierunku wiecznego potępienia, niż przed nim ostrzegać. Niestety te dwa warunki, dzięki którym moglibyśmy uznać film „Harry Angel” za jeden z tych dość rzadkich, ale, jednak co jakiś czas powstających dobrych i pożytecznych moralnie horrorów, nie zostały spełnione. Użyte słowo „niestety” jest jak najbardziej szczere, bo ten pod pewnymi względami ciekawy obraz miał szansę być właśnie naprawdę dobrym horrorem. Docenić w nim można takie rzeczy jak pokazanie bardzo ścisłego związku magii, okultyzmu czy praktyk w rodzaju voodoo ze sferą demoniczną. Nie ma tutaj na przykład rozmiękczania tematu na czarną i białą magię, „zabawy” w tej sferze źle się kończą dla wszystkich bohaterów, którzy się im oddają. Równie pouczające mogłyby też być przedstawione tu historie rodziców, którzy sprowadzają zgubę na swoje dzieci, wprowadzając je w takie demoniczne praktyki jak Tarot czy pogańskie obrzędy. Jest też dobrze oddana głupota ludzi, którzy myślą, że mogą posługiwać się siłami demonicznymi dla osiągnięcia jakichś swoich korzyści, gdy w istocie sami służą tym siłom i są zabawką w rękach demonów. Film ten pokazuje, że człowiek rzeczywiście może w ten czy inny sposób zawrzeć pakt z diabłem w zamian za pieniądze, sławę czy inne doczesne korzyści, ale cena będzie nieporównanie wyższa niż wartość towaru. Jak mówi Pismo św. – Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? (Mat. 16:26). Ciekawy i pouczający jest też wątek, w którym główny bohater spotyka się po raz pierwszy jako detektyw z Lucyferem w jakimś bliżej nieokreślonym kościele protestanckim, którego pastor głosi coś, co chyba można nazwać teologią sukcesu w skrajnej postaci. W ten sposób obraz ten uwypukla biblijną prawdę, że diabeł może też czuć się dobrze w kościele, wśród ludzi, którzy codziennie mówią o Bogu, ale tak naprawdę czczą na przykład bożka mamony. Z powyższych względów film ten miał zadatki na naprawdę dobry moralnie oraz pouczający horror. Wszystko to jednak zostało zmarnowane przez dwie rzeczy. Pierwsza to pozostawienie widza w atmosferze beznadziejności i wszechogarniającego mroku, braku możliwości ucieczki przed władzą diabła. Nie widać tu drogi wyjścia ani dla głównego bohatera, ani dla innych postaci, nie ma mowy o zbawieniu w Jezusie Chrystusie, bez czego ilość zła tu pokazanego i potęga diabła są naprawdę przytłaczające. Zakończenie pokazuje pełen tryumf szatana, a w dodatku w filmie jest wątek dziecka, które ma być owocem rytualnego współżycia kapłanki voodoo z demonami. Drugą rzeczą, która czyni ten obraz odpychającym i moralnie złym jest nadmiernie sugestywny sposób pokazywania niektórych grzechów. Szczególnie odrażająca jest jedna z końcowych scen w filmie, kiedy to główny bohater współżyje z dziewczyną, która wkrótce potem okazuje się jego córką. Jest to scena przesiąknięta nie tylko lubieżnością, ale też bardzo brutalna, krwawa i demoniczna w swojej atmosferze. Z nadmierną dosłownością i pewnym upodobaniem wydaje się też przedstawiona scena obrzędu voodoo, w którym młoda kapłanka zabija koguta i smaruje swoją twarz i ciało jego krwią. Jako całość więc, pomimo pewnych ciekawych elementów, film ten zdecydowanie nie nadaje się do polecenia. Marzena Salwowska /.../
  2. Ostatni dom po lewej

    Leave a Comment

    Film opowiada o dramtycznych losach fikcyjnego małżeństwa Collingwoodów i ich córki, Mari. Wybierają się oni na wakacje do swego drugiego domu na prowincji. Mari bierze od rodziców samochód, aby wybrać się do swej pracującej nieopodal przyjaciółki, Paige. Dziewczęta spotykają chłopaka, Justina, który proponuje Paige, iż poczętuje je marihuaną. Ta trójka idzie do miejsca tymczasowego pobytu chłopaka, gdzie ma „spędzić miło czas” przy trawce. Niestety do owego domu wraca nieoczekiwanie ojciec Justina oraz dwoje jego kompanów – są to poszukiwani przez policję bandyci, którzy nie zawahają się przed niczym, aby uciszyć niewygodnych świadków. Dziewczyny zostają więc uprowadzone, Paige ginie, a Mari zostaje zgwałcona i ciężko zraniona. Samochód przestępców ulega jednak wypadkowi, a oni sami wobec braku innego wyjścia pukają do napotkanego domu i proszą o pomoc. Na ich nieszczęście okazuje się być to dom rodziców Mari.

    Film ten ma pewne zalety. Jedną z nich jest przestrzeganie ludzi, zwłaszcza młodych, aby nie obdarzali zbytnim zaufaniem ledwo poznanych osób, zwłaszcza, gdy ci proponują im tak podejrzane działania jak zażywanie narkotyków. Tego typu kontakty mogą bowiem prowadzić do zetknięcia się z niezbyt ciekawymi ludźmi, jeśli nie wprost z zawodowymi kryminalistami. W osobie Mari otrzymujemy przynajmniej lekką przeciwwagę dla lekkomyślnej Paige, chętnie idącej do domu Justina. Córka państwa Colingwoodów ostrzega bowiem swą koleżankę przed podejmowaniem nierozważnych kroków. Jest ona bardziej świadoma niebezpieczeństw związanych z kontaktem z narkotykami i preferuje zdrowe rozrywki, takie jak sport.

    Inną zaletą jest pokazanie, że człowiek nie jest w stu procentach zdeterminowany w swych działaniach przez środowisko w jakim żyje. Justin wychowujący się z ojcem kryminalistą i jego równie zdeprawowanymi kompanami ma mimo wszystko opory przed krzywdzeniem porwanych dziewcząt (do czego namawia go ojciec). Ostatecznie wybiera on dobro, informuje rodziców Mari o jej losie, a nawet walczy przeciw ojcu w obronie Collingwoodów.

    Za plus można uznać też to, iż rodzina, do której należą pozytywne postacie, pokazana jest jako wzajemnie kochająca się i odważnie niosąca sobie pomoc w obliczu zagrożenia.

    Jednak film ten jako całość jest nader wątpliwy. Po pierwsze zawiera on wiele obrazowych scen szokującej, momentami wręcz ekstremalnej przemocy. Mamy tu więc scenę brutalnego zgwałcenia, długie i krwawe walki, wymyślnie pokazane zabójstwa, zarówno w wykonaniu czarnych charakterów, jak też bohaterów pozytywnych. Co do tych ostatnich czynów, to przynajmniej część z nich mieści się w obronie koniecznej lub przekracza jej granice nieznacznie. Jednak ostatnia scena ukazuje już typową prywatną zemstę jakiej dopuszcza się ojciec Mari na jej gwałcicielu i niedoszłym zabójcy, Krugu. Mężczyzna zabija go w okrutny sposób, mimo, iż przestępca jest sparaliżowany (w wyniku urazu doznanego w walce) i nie stanowi w tej chwili zagrożenia. Jest to ukazane bez żadnego negatywnego komentarza, więc istnieje duże ryzyko, że uprzednie bestialskie zachowanie tego bandyty będzie tu rodzić sympatię dla brania sprawiedliwości we własne ręce. Poza tym tak dosadne pokazywanie na ekranie przemocy, jak to, które ma miejsce w omawianym filmie, jest bardzo wątpliwe, nawet jeśli chodzi o moralnie dozwoloną obronę przed niesprawiedliwą napaścią.

    Inną wadą filmu jest dość pozytywne pokazanie jak żona pana Collingwooda, Emma, w pewnym momencie, aby odwrócić uwagę jednego z przestępców od znajdującego się w jej domu zdjęcia na którym jest jej córka (nie chce być przez bandytę rozpoznana jako matka ofiary, bo mogłaby zostać zabita), niedwuznacznie sugeruje mu chęć dokonania z nim cudzołóstwa. Nie ma ona takiego zamiaru, ale podobne zachowanie jest nieakceptowalne jako kłamstwo, nadto takie, które wzbudza w owym przestępcy nadzieję na ów ciężki grzech; pani Emma poważnie szkodzi więc duszy swego jakby nie było bliźniego i nie jest to poddane krytyce.

    Podsumowując, film ten nie wydaje się być godnym polecenia, gdyż przychylność dla prywatnej zemsty, wyraźnie szkodliwych odmian kłamstwa oraz ogrom ukazanej tu przemocy przesłaniają jego zalety.

    Michał Jedynak /.../