Tag Archive: alkoholizm

  1. Spalone mosty

    Leave a Comment Bo Price to podupadający i rozpity gwiazdor muzyki country. Z wyglądu można wnioskować, iż powoli dobiega 40-tki.  Kariera muzyczna najwyraźniej nie przyniosła Bo radości i szczęścia, gdyż widać po nim, iż coś bardzo go gnębi oraz zasmuca. Nic dziwnego – nie jest już pierwszej młodości, największe sukcesy muzyczne ma też raczej za sobą, a w dodatku jeszcze nie ma żony, dzieci, a w związku z tym, bezpiecznego i ciepłego domu, do którego mógłby wracać po pełnym trudów dniu pracy. Ta ostatnia rzecz mogłaby wyglądać w życiu Bo inaczej, gdyby nie jeden z wyborów, których dokonał przed laty.  Otóż, w latach swej młodości, Bo zostawił swą dziewczyną Angelę, gdy ta była z nim w ciąży.  Angela co prawda urodziła to dziecko (córeczkę, której nadała imię Dixie)  i przez następne lata zapewniła jej obfite materialnie życie, jednak poważny mankament  wynikły z sytuacji polegającej na braku ojca w rodzinie musiał odcisnąć piętno tak na niej, jej córce, jaki i na samym Bo, którego najwidoczniej dręczą wyrzuty sumienia po tym, jak zamiast zachować się jak mężczyzna i wziąć odpowiedzialność za swe czyny, uciekł jak najdalej od swych obowiązków i powinności. Tymczasem jednak, nagle pojawia się szansa, by Bo mógł znów spotkać się z Angelą i poznać wreszcie swą, już nastoletnią, córkę Dixie. Niestety nie jest to wesoła okoliczność. W rodzinnym miasteczku Bo i Angeli trwają bowiem przygotowania do uroczystego pogrzebu kilku pochodzących z niego młodych żołnierzy, którzy zginęli w wypadku lotniczym pełniąc służbę wojskową. Wśród ofiar tej tragedii są  tak brat Bo, jak i brat Angeli.  Zresztą, naturalnie rzecz biorąc,  Bo i  Angela, wracają przy tej okazji do swego miejsca urodzenia nie po to, by znów się ze sobą zejść i ponownie przeżyć zakochanie, lecz by opłakiwać swych bliskich. Ponowne spotkanie nie jest zresztą dla nich żadną przyjemnością, ale tylko przywołuje smutne i bolesne wspomnienia z przeszłości. Angela zaś dodatkowo obawia się konfrontacji z własnym ojcem, który odnosi się do niej z wielką niechęcią po tym jak wraz ze swą małą córeczką uciekła  z domu. Powyższy zarys fabuły „Spalonych mostów” pozwala się domyśleć, jakie na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej zostaną poruszone tu tematy i problemy takie jak: rodzina, ojcostwo, przebaczenie i jego brak, alkoholizm, odpowiedzialność, przedwczesna aktywność seksualna oraz jej konsekwencje, wychowywanie dzieci w rozbitej rodzinie.  Szczęśliwie zaś te kwestie są pokazane w  filmie, raczej w pro-chrześcijańskim i konserwatywnym duchu, aniżeli libertyńskim, hedonistycznym  i liberalnym. Tak więc, np. odnośnie alkoholizmu mamy tutaj na przykładzie Bo, pokazany przykład człowieka, który zmaga się z takowym i któremu nadmierne picie najwyraźniej szczęścia nie daje. Co prawda, jego zerwanie ze spożywaniem trunków nie jest pokazane jeszcze jako postawa wytrwała, mocna i niezachwiana (w pewnym momencie Bo wyznaje wszak, że nie pije dopiero 8 dzień), ale paradoksalnie rzecz biorąc takie postawienie sprawy może dodawać otuchy i nadziei ludziom oglądającym ów film, którzy może sami borykają się z tym problem. Mogą wszak oni pomyśleć coś w rodzaju: „To nie jest najważniejsze, że nie piję dopiero kilka dnia. A może od tych kilku dni zacznie się moje wychodzenie z nałogu?„. Jeśliby dodać w tym punkcie  pewną łyżeczkę dziegciu do owej szklanki miodu, to piszącego te słowa raził nieco wątek pokazujący dwóch kumpli Bo, którzy wydali się być sportretowani jako pijaczkowie, ale przy tym całkiem sympatyczni, weseli i wzbudzający pozytywne uczucia. Owi znajomi Bo, są tu jednak postaciami trzecioplanowymi, a przez to złagodzenie obrazu nadużywania alkoholu, jakie może wyłaniać się ze sposobu ich pokazania, zdaje się blednąć w porównaniu z perypetiami głównego bohatera oraz faktem, iż alkoholizm pokazany jest tu jako jego poważny problem. Tak więc, sympatyczni pijaczkowie z trzeciego planu tego filmu są tu małą łyżeczką dziegciu w dużej szklance pożywnego miodu. Łyżeczka ta psuje nieco smak miodu, ale nie likwiduje jego wartości odżywczych. Co do rodziny, to wzorem, na który wskazują twórcy filmu, jest jej tradycyjny model, a więc mężczyzna, niewiasta i dzieci. To właśnie taka, tradycyjna rodzina jest tu pokazywana jako coś, co tworzy ciepły i dobry dla wychowania dzieci dom. Sytuacja, w której jednego z rodziców brakuje (w tym wypadku ojca) zostaje ukazana jako rodząca poważne problemy i cierpienia. Oczywiście, tradycyjny model rodziny nie jest tu idealizowany, gdyż pokazane przecież zostały w owym obrazie też bolączki dotykające i pełnych domów, jednak wiadomym jest co stanowi tu wyraźnie lepszą i sprzyjającą dobru opcję. Kwestia przebaczenia i braku takowego, także jest w „Spalonych mostach” odmalowana z dużą siłą i w bardzo sugestywny sposób. Ludzie, którzy noszą w swym sercu urazy i nieprzebaczenie, są tu pokazani jako cierpiący, rozbici i pełni smutku – dopiero przyjęte lub darowane komuś przebaczenie przynosi im ulgę oraz uzdrowienie. Jeśli chodzi o przedwczesną aktywność seksualną, to z pewnością widzimy tutaj więcej jej wad niż zalet. Przedwczesny, a w zasadzie pozamałżeński seks, jest tu wszak pokazany w kontekście nieplanowanej ciąży, rozbitych rodzin, braku ojca, a nawet próby gwałtu i wykorzystania czyjejś słabości. Taki obraz pozamałżeńskiej aktywności seksualnej zasadniczo więc raczej nie zachęca do takowej i niezbyt osładzają go romantyczne wspomnienia pierwszych młodzieńczych miłości czy żarty jednego z pijaczków o tym, że „czasami uda mu się jeszcze zaliczyć„.  Pozamałżeński seks w tym filmie to  nie przede wszystkim dobra zabawa, przyjemność i rozrywka, ale cierpienie, nieodpowiedzialność i bolesne konsekwencje, które ponosić trzeba czasem i całymi latami. Szkoda tylko, że w podobny, choć oczywiście odpowiednio proporcjonalny sposób, nie zostało tu odmalowane zło namiętnych pozamałżeńskich pocałunków i uścisków, które choć są oczywiście mniejszą niegodziwością niż aktywność seksualna sensu stricte, to jednak obiektywnie rzecz biorąc także są grzechem śmiertelnym. Niestety, zmysłowe pocałunki i uściski pomiędzy niepoślubionymi sobie ludźmi w pewnym momencie zostały pokazane z aprobatą (reakcją na nie jest bowiem uśmiech, a nie krytyka, napomnienie czy ukazanie do jakich negatywnych rzeczy takowe będą prowadzić). W filmie tym mamy wreszcie kilka pozytywnych odniesień do Pana Jezusa i chrześcijaństwa. Większość akcji dzieje się tu w małym amerykańskim miasteczku, gdzie gro mieszkańców to chrześcijanie, ludzie chodzą do kościoła oraz modlący się. W jednej z piosenek odgrywanej w tym obrazie przywołane zaś zostało imię Chrystusa. Choć nie jest to film ewangelizacyjny czy też wyraźnie pro-chrześcijański, to jednak z pewnością z sympatią pokazuje chrześcijaństwo, gdyż odniesienia doń nie są sceptyczne, krytyczne czy negatywne. W zasadzie, jedynym poważniejszym zarzutem jaki można mieć wobec „Spalonych mostów” jest to, iż zbyt dużo jest w nim wulgarnego słownictwa.  Ogólnie rzecz biorąc, film ów jest jednak ciepłą, pro-rodzinną, tradycyjną, konserwatywną opowieścią o przebaczeniu, wadze ludzkich wyborów, cierpieniu oraz o tym jak naprawić to co się wcześniej popsuło. Mirosław Salwowski /.../
  2. Wszyscy jesteśmy Chrystusami

    Leave a Comment Jest to opowieść o tym, jak wielkie rany sobie, bliskim i rodzinie, zadaje osoba, która oddaje się nałogowi pijaństwa. Pismo święte ostrzega przed oddawaniem się tej nieprawości m.in., w takich słowach: „U kogo «Ach!», u kogo «Biada!», u kogo swary, u kogo żale, u kogo rany bez powodu, u kogo oczy są mętne? U przesiadających przy winie, u chodzących próbować mieszanego wina (…) twoje oczy dostrzegą dziwne rzeczy, a serce twe brednie wypowie. Zdajesz się spać na dnia morza lub spoczywać na szczycie masztu. << Obili mnie, nic nie czułem, chłostali, nie wiedziałem. Kiedy się zbudzę, jeszcze nadal o nie poproszę>>” (Przysłów 23, 30 – 31; 33 – 35).  Echo tych biblijnych ostrzeżeń zostało bardzo dobrze odmalowane w tym filmie Koterskiego. Z każdym kwadransem obserwujemy bowiem tu postępujący upadek i degradację głównego bohatera (Adasie Miauczyńskiego).  Nawet jeśli czasami sposób portretowania zachowania się pijaków wywołuje w nas śmiech, to główną myślą i refleksją jaka narzuca się nam przy oglądaniu tego obrazu jest smutek i zatrwożenie do jak wielkiego zła może i nieraz rzeczywiście prowadzi grzech pijaństwa. Wątpliwe by jednak było, gdyby ten film zatrzymywał się tylko na drastycznym zobrazowaniu fatalnych skutków nadmiernego picia alkoholu. Na szczęście, Marek Koterski nie pozostawia widza, by ten domyślał się, jak jeszcze nisko mógł upaść w swym nałogu główny bohater. Miauczyńskiego ostatecznie bowiem zrywa z pijaństwem i podejmuje trud naprawienia szkód i uleczenia ran, które przez swe złe czyny zadał swym bliskim.  Ten „happy end” jest co ważniejsze powiązany z wiarą głównego bohatera w Boga (chociaż miejscami określanego dość mgliście i niejasno jako „Siła większa od nas samych”).  W filmie została też pokazana przewrotność diabelskiego kuszenia: w jednej ze scen diabeł namawia niepijącego już od 7 lat Miauczyńskiego do wypicia jednego kieliszka, łudząc go, że już nie wpadnie na nowo w nałóg. Powyższe to bardzo mocne plusy omawianego filmu. Niestety jednak, to dzieło Koterskiego ma też swoje poważne wady i błędy, których nie sposób pominąć milczeniem. Chodzi w tym miejscu o: 1. Heretyckie sugestie zawarte już w samym tytule filmu, a także w kilku poszczególnych jego scenach. Nazywanie kogokolwiek „Chrystusem”, a także przedstawianie poszczególnych bohaterów filmu w otoczeniu atrybutów zbawczej męki Pana Jezusa (z koroną cierniową na głowie, dźwigających krzyż i przybitych do krzyża, etc.) jest w rażący sposób sprzeczne z tradycyjną chrześcijańską prawowiernością. Śmierć Chrystusa na krzyżu miała bowiem absolutnie wyjątkowy charakter i nie może być porównywana z cierpieniem jakiegokolwiek człowieka. Ta wyjątkowość polega na tym, że tylko w przelanej krwi Pana Jezusa jest zbawienie i ocalenie naszych dusz. Jak uczy Katechizm Jana Pawła II: „Żaden człowiek, nawet najświętszy , nie był w stanie wziąć na siebie grzechów wszystkich ludzi i ofiarować się za wszystkich„. Biblia z kolei naucza: „Nikt bowiem samego siebie nie może wykupić ani nie uiści Bogu ceny swego wykupu – jego życie jest zbyt kosztowne i nie zdarzy się to nigdy” (Psalm 49, 8 – 9).  To prawda, że Chrystus wzywa nas „do wzięcia swego krzyża i naśladowania Go” (Mateusza 16, 24) i w pewnym sensie może to oznaczać też włączenie naszych pobożnych starań w Boży plan zbawiania innych. Z drugiej strony jednak, nasze cierpienia, smutki i domagania nie mogą być w żaden sposób stawiane na równi ze zbawczym cierpieniem i śmiercią Jezusa Chrystusa na krzyżu. Niestety tytuł omawianego filmu, jak i zawarte w nim sceny zamazują tą fundamentalną różnicę. Jest to obrzydliwa herezja, którą trudno znieść. 2. W filmie jest bardzo dużo wulgarnej mowy (co gorsza w jednej ze scen takiego słownictwa obficie używa nawet dobry Anioł). Jednak nawet „ciężka” tematyka filmu i troska o zachowanie w nim tzw. realizmu nie usprawiedliwiają epatowania widza tak niewybrednymi określeniami. Podsumowując: film ma bardzo mocne moralnie punkty, ale osłabiane są one przez heretyckie, graniczące z bluźnierstwem sugestie oraz potok nieprzyzwoitej mowy. Doradzamy najwyższą ostrożność przy oglądaniu i doradzaniu innym oglądania tego filmu. /.../