wszyscyjestesmy Filmy
Wszyscy jesteśmy Chrystusami

Ocena ogólna:  Dobry ale z bardzo poważnymi zastrzeżeniami (+1)

Tytuł oryginalny
Rok produkcji
2006
Gatunek
Dramat
Czas trwania
107 minut
Reżyseria
Marek Koterski
Scenariusz
Marek Koterski
Obsada
Marek Kondrat, Andrzej Chyra, Michał Koterski, Tomasz Sapryk, Marcin Dorociński
Kraj
Polska
BrakNiewieleUmiarkowanieDużoBardzo dużo
Nieprzyzwoity język
Przemoc / Groza
Seks
Nagość / Nieskromność
Wątki antychrześcijańskie
Fałszywe doktryny

Jest to opowieść o tym, jak wielkie rany sobie, bliskim i rodzinie, zadaje osoba, która oddaje się nałogowi pijaństwa. Pismo święte ostrzega przed oddawaniem się tej nieprawości m.in., w takich słowach: U kogo «Ach!», u kogo «Biada!», u kogo swary, u kogo żale, u kogo rany bez powodu, u kogo oczy są mętne? U przesiadających przy winie, u chodzących próbować mieszanego wina (…) twoje oczy dostrzegą dziwne rzeczy, a serce twe brednie wypowie. Zdajesz się spać na dnia morza lub spoczywać na szczycie masztu. << Obili mnie, nic nie czułem, chłostali, nie wiedziałem. Kiedy się zbudzę, jeszcze nadal o nie poproszę>>” (Przysłów 23, 30 – 31; 33 – 35).  Echo tych biblijnych ostrzeżeń zostało bardzo dobrze odmalowane w tym filmie Koterskiego. Z każdym kwadransem obserwujemy bowiem tu postępujący upadek i degradację głównego bohatera (Adasie Miauczyńskiego).  Nawet jeśli czasami sposób portretowania zachowania się pijaków wywołuje w nas śmiech, to główną myślą i refleksją jaka narzuca się nam przy oglądaniu tego obrazu jest smutek i zatrwożenie do jak wielkiego zła może i nieraz rzeczywiście prowadzi grzech pijaństwa. Wątpliwe by jednak było, gdyby ten film zatrzymywał się tylko na drastycznym zobrazowaniu fatalnych skutków nadmiernego picia alkoholu. Na szczęście, Marek Koterski nie pozostawia widza, by ten domyślał się, jak jeszcze nisko mógł upaść w swym nałogu główny bohater. Miauczyńskiego ostatecznie bowiem zrywa z pijaństwem i podejmuje trud naprawienia szkód i uleczenia ran, które przez swe złe czyny zadał swym bliskim.  Ten „happy end” jest co ważniejsze powiązany z wiarą głównego bohatera w Boga (chociaż miejscami określanego dość mgliście i niejasno jako „Siła większa od nas samych”).  W filmie została też pokazana przewrotność diabelskiego kuszenia: w jednej ze scen diabeł namawia niepijącego już od 7 lat Miauczyńskiego do wypicia jednego kieliszka, łudząc go, że już nie wpadnie na nowo w nałóg.

Wszyscy1

Powyższe to bardzo mocne plusy omawianego filmu. Niestety jednak, to dzieło Koterskiego ma też swoje poważne wady i błędy, których nie sposób pominąć milczeniem. Chodzi w tym miejscu o:

1. Heretyckie sugestie zawarte już w samym tytule filmu, a także w kilku poszczególnych jego scenach.

Nazywanie kogokolwiek „Chrystusem”, a także przedstawianie poszczególnych bohaterów filmu w otoczeniu atrybutów zbawczej męki Pana Jezusa (z koroną cierniową na głowie, dźwigających krzyż i przybitych do krzyża, etc.) jest w rażący sposób sprzeczne z tradycyjną chrześcijańską prawowiernością. Śmierć Chrystusa na krzyżu miała bowiem absolutnie wyjątkowy charakter i nie może być porównywana z cierpieniem jakiegokolwiek człowieka. Ta wyjątkowość polega na tym, że tylko w przelanej krwi Pana Jezusa jest zbawienie i ocalenie naszych dusz. Jak uczy Katechizm Jana Pawła II: „Żaden człowiek, nawet najświętszy , nie był w stanie wziąć na siebie grzechów wszystkich ludzi i ofiarować się za wszystkich„. Biblia z kolei naucza: „Nikt bowiem samego siebie nie może wykupić ani nie uiści Bogu ceny swego wykupu – jego życie jest zbyt kosztowne i nie zdarzy się to nigdy” (Psalm 49, 8 – 9).  To prawda, że Chrystus wzywa nas „do wzięcia swego krzyża i naśladowania Go” (Mateusza 16, 24) i w pewnym sensie może to oznaczać też włączenie naszych pobożnych starań w Boży plan zbawiania innych. Z drugiej strony jednak, nasze cierpienia, smutki i domagania nie mogą być w żaden sposób stawiane na równi ze zbawczym cierpieniem i śmiercią Jezusa Chrystusa na krzyżu. Niestety tytuł omawianego filmu, jak i zawarte w nim sceny zamazują tą fundamentalną różnicę. Jest to obrzydliwa herezja, którą trudno znieść.

2. W filmie jest bardzo dużo wulgarnej mowy (co gorsza w jednej ze scen takiego słownictwa obficie używa nawet dobry Anioł). Jednak nawet „ciężka” tematyka filmu i troska o zachowanie w nim tzw. realizmu nie usprawiedliwiają epatowania widza tak niewybrednymi określeniami.

Podsumowując: film ma bardzo mocne moralnie punkty, ale osłabiane są one przez heretyckie, graniczące z bluźnierstwem sugestie oraz potok nieprzyzwoitej mowy. Doradzamy najwyższą ostrożność przy oglądaniu i doradzaniu innym oglądania tego filmu.

28 sierpnia 2015 17:11