katahrinablum-plakat Filmy
Utracona cześć Katarzyny Blum

Ocena ogólna:  Wyraźnie niebezpieczny albo dwuznaczny (-1)

Tytuł oryginalny
Die Verlorene Ehre der Katharina Blum oder: Wie Gewalt entstehen und wohin sie führen kann
Data premiery (świat)
17 września 1975
Rok produkcji
1975
Gatunek
Dramat
Czas trwania
102 minuty
Reżyseria
Volker Schlöndorff, Margarethe von Trotta
Scenariusz
Volker Schlöndorff, Margarethe von Trotta
Obsada
Angela Winkler, Rolf Becker, Harald Kuhlmann, Hannelore Hoger, Regine Lutz, Karl Heinz Vosgerau, Werner Eichhorn, Jürgen Prochnow
Kraj
RFN
BrakNiewieleUmiarkowanieDużoBardzo dużo
Nieprzyzwoity język
Przemoc / Groza
Seks
Nagość / Nieskromność
Wątki antychrześcijańskie
Fałszywe doktryny

Młoda rozwódka, Katarzyna Blum, spędza noc z przypadkowo poznanym mężczyzną. Jako że jej kochanek okazuje się  poszukiwanym za napad na bank dezerterem, nieoczekiwaną, poranną wizytę składa Katarzynie uzbrojony po zęby oddział policji. Okazuje się jednak, że poszukiwany Ludwig zdążył zbiec, w związku z czym kobietę czeka seria niezbyt przyjemnych przesłuchań. Co gorsza, w jej życie wkracza teraz żądna sensacji prasa, w osobie reportera gazety Die Zeitung, który manipuluje świadkami, przeinacza słowa i fakty, wyolbrzymiana rzeczywiste winy Katarzyny, Kierując wobec niej nienawiść i pogardę opinii publicznej, całkowicie rujnuje jej życie.

Omówienie tego filmu zacząć muszę od uzasadnienia, dlaczego opatrzyliśmy go notą ujemną -1. Widzom, którzy nie pamiętają czasów i okoliczności, w jakich powstał, taka ocena może wydawać się niesprawiedliwa, zatem gwoli wyjaśnienia, warto cofnąć się trochę w czasie do zdarzeń, które zainspirowały powstanie tego obrazu. Kluczowa dla zrozumienia problemu jest tu postać przestępcy, któremu schronienia udziela Katarzyna. Nie jest żadną tajemnicą, że jest to wyraźne nawiązanie do działalności lewicowych organizacji terrorystycznych, które nękały Republikę Federalną Niemiec przez prawie 20 lat ( z szczególnym nasileniem w latach 70-tych XX w.) Osoby głównej bohaterki oraz Ludwiga przywodzą automatycznie na myśl osławioną parę kochanków – morderców – Ulrikę Meinhof i Andreasa Baadera. Niestety, ten nader zręcznie zrealizowany film, wydaje się być w dużej mierze obrazem propagandowym. Postaci tu przedstawione są niemal wyłącznie jednowymiarowe. Po jednej stronie mamy samotną, wrażliwą kobietę, zaszczutą i osaczoną, jej ściganego kochanka (ścigani zwykle wzbudzają sympatię widowni), po drugie stronie zaś znajdują się grubiański policjant, prokurator karierowicz, rzesza  „hejterów”, którzy telefonicznie lub listownie (oczywiście anonimowo) nękają Katarzynę pełnymi nienawiści i plugastw słowami, wreszcie wyjątkowo odpychający dziennikarz – bezwzględny manipulator i kłamca. W takim zestawieniu niechęć widzów kieruje się ku przedstawicielom prawa i porządku, a także wolnej prasie. Sympatia zaś ku tym, którzy prawo depczą, siłą analogii nie ograniczając  się do filmowego zbiega, lecz obejmując prawdziwych lewicowych terrorystów. Wzbudzanie sympatii do, mających przecież na rękach krew niewinnych, bandytów, to nie jedyna moralna wada tego filmu. Problemem jest też ukryta w filmie teza o „prawie” do grzechu w przestrzeni prywatnej, zwłaszcza gdy to rzekome prawo miałoby dotyczyć również cudzołóstwa (rozwiedziona Katarzyna ma dłuższy romans z żonatym mężczyzną), które w istocie jest złamaniem umowy społecznej, przez co narusza społeczny porządek,  i dlatego przez wieki było słusznie karane również przez prawo stanowione.

Pomimo swojej propagandowej wymowy, film nie jest pozbawiony pewnych istotnych zalet. Przede wszystkim, zwraca on uwagę na niedopuszczalne metody, którymi po dziś dzień posługuje się część prasy, zwłaszcza bulwarowej. Przy okazji tej nieco prywatnej krucjaty twórców „Utraconej czci Katarzyny Blum” przeciwko niezależnej prasie, wyłania się jednak uniwersalna zasada, że wyższe dobra, jakimi są prawda i sprawiedliwość,  są ważniejsze niż mniejsze jak, chociażby, wolność prasy.

Niestety, pomimo tych niewątpliwych zalet, mając na uwadze wyraźną sympatię i użyteczność tego filmu dla lewicowego terroryzmu, nie mogę ocenić go pozytywnie.

Marzena Salwowska

utraco

 

13 października 2014 19:47