Tag Archive: Robert Downey Jr.

  1. Sherlock Holmes (2009)

    Leave a Comment W tej nowatorskiej ekranizacji przygód, najsłynniejszego chyba w historii literatury, detektywa, dane nam jest śledzić jego zmagania  ze złowrogim i nadzwyczaj wpływowym przestępcą – lordem Blackwoodem – który zbrodniczymi metodami dąży do przejęcia rządów w Imperium Brytyjskim. Holmes, wspierany przez wiernego przyjaciela, doktora Watsona, oraz (od pewnego momentu) także przez tajemniczą damę, Irene Adler, dąży do znalezienia odpowiedzi na pytania o to, w jaki sposób Blackwoodowi udało się „powrócić zza grobu” po wykonaniu na tym przestępcy wyroku śmierci, jakie jest źródło czynionych przez niego „cudów” oraz gdzie zamierza on uderzyć w celu zagarnięcia absolutnej władzy w państwie. Detektyw musi się spieszyć, bo spóźnienie skutkować będzie zamachem stanu i nastaniem w kraju tyranii. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ten prezentuje sporo zalet, dla których wart jest obejrzenia. Po pierwsze promuje on posłuszeństwo wobec prawa, w nieprzychylny zaś sposób odmalowuje usiłowanie bezprawnego przejęcia rządów w państwie. Negatywnymi bohaterami są tu bowiem osoby planujące krwawe obalenie legalnych władz i zastąpienie dotychczasowego systemu własną dyktaturą. Zamierzają oni to dokonać pod znanymi z historii populistycznymi hasłami „dania masom silnego pasterza” oraz walki ze „skorumpowanym i nieefektywnym rządem”. Widać tu wyraźnie, że różnej maści rewolucjoniści często troszczą się bardziej o własne interesy niż o dobro ludu i że, poprzez terror połączony z szermowaniem chwytliwymi sloganami, są w stanie tworzyć systemy dużo gorsze od tych, które obalają. Z takowymi złoczyńcami skontrastowani są w tym filmie pozytywni bohaterowie, którzy, stając w obronie społeczeństwa przed rewoltą i zniewoleniem, dają widzom dobry przykład. Po drugie w obrazie tym w nieprzychylny sposób przedstawione zostały masoneria i okultyzm. Blackwood nie działa bowiem w pojedynkę, ale jest przywódcą tajnego bractwa o ewidentnie wolnomularskim charakterze. Twórcy nie starają się przy tym niepotrzebnie demonizować masonów; do wspomnianej sekty należą też bohaterowie sportretowani jako rozsądniejsi od Blackwooda ludzie, a konkretnie amerykański ambasador, John Standish, oraz sir Thomas Rotheram, poprzedni zwierzchnik tego stowarzyszenia, którego Blackwood uśmiercił, aby zająć jego stanowisko. Jednak po obejrzeniu omawianego dzieła raczej nie ma się wątpliwości co do faktu, że tego typu hermetyczne organizacje stanowią realne zagrożenie, jako że mogą wywierać znaczny i szkodliwy wpływ na politykę, inspirować przewroty wymierzone w prawowite władze itp. Natomiast okultystyczne rytuały, które odprawia Blackwood (wykorzystując przy tym kojarzony z satanizmem symbol, jakim jest pentagram) są przedstawione w sposób tak odpychający, że wielu widzów może on zniechęcać do parania się podobną duchowością. Ciekawym aspektem tej produkcji jest też pokazanie starań owej kreującej się na wybawiciela narodu postaci, aby zyskać oddanych czcicieli za pomocą czynionych „cudów” (w tym sfingowanego „zmartwychwstania”), będących w rzeczywistości rezultatami użycia nowoczesnych wynalazków. Film zdaje się przez to potwierdzać przestrogę Chrystusa Pana, który mówił: „Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych” (Mt 24, 24). Po trzecie pochwalone zostały tu takie tradycyjne wartości jak przyjaźń, odwaga i wytrwałość w walce ze złem. Fabuła filmu obfituje w przykłady niesienia sobie nawzajem pomocy przez starych przyjaciół, jakimi są Holmes i Watson; nieraz robią to oni nawet z narażeniem życia. W intrygujący sposób odmalowano, charakterystyczne dla ich relacji, cierpliwe znoszenie nawzajem swych odmienności (zwłaszcza doktor, będący zasadniczo grzecznym i ułożonym dżentelmenem, wykazuje daleko posuniętą wyrozumiałość wobec oryginalnych pomysłów detektywa, który jest tu przedstawiony jako ekscentryk o dość nieuregulowanym trybie życia, w wolnym czasie parający się nie zawsze bezpiecznymi eksperymentami naukowymi). Za pozytywny element produkcji można uznać pokazanie jako pożądanej sytuacji, w której osoba nadzwyczaj utalentowana (Holmes) robi ze swego intelektu dobry użytek, służąc społeczeństwu. Uwypukloną w owym obrazie zasługą detektywa jest też to, iż, wbrew sugestiom czynionym w pewnym momencie przez panią Adler, nie decyduje się on uciekać wobec grożącego mu ze strony wrogów niebezpieczeństwa, ale postanawia doprowadzić śledztwo do końca. Pewien poboczny wątek wskazuje też, że nie należy bliźniego zbyt pochopnie osądzać – Sherlock, będący wszak wybitnie inteligentnym człowiekiem, na podstawie pewnych poszlak dochodzi do wniosku, że panna, o której względy Watson zabiega, chce być z nim wyłącznie z powodów finansowych. Jest to jednak nieprawda, a bezceremonialne wyrażenie takiej błędnej konkluzji przez detektywa powoduje u owej niewiasty uczucie zranienia. Ponadto choć Holmes jest początkowo niechętny związkowi Watsona jako takiemu (będąc człowiekiem samotnym zostałby po ślubie doktora pozbawiony towarzystwa jedynej bliskiej osoby) to ostatecznie decyduje się „nie szukać swego”. Zdobywa się na akceptację planów przyjaciela, a nawet kupuje pierścionek zaręczynowy, który ma być wręczony jego narzeczonej – stanowi to swego rodzaju „happy end”. Miłym aspektem filmu jest też to, że nie ma tu wulgarnego języka (poza jednym słowem balansującym na pograniczu przyzwoitej mowy), zaś przemoc, choć jest jej dość dużo, zasadniczo nie jest pokazywana w zbyt dosadny czy szokujący sposób (w niektórych momentach zobrazowano ją jedynie w trochę zbyt komediowej konwencji). Jeśli chodzi o wątpliwe elementy filmu to w pierwszym rzędzie zaliczyć do nich należy niegodziwą rozrywkę jakiej oddaje się detektyw, a mianowicie bicie się z ludźmi dla pieniędzy i uciechy publiczności. Zasugerowane jest też, że w swej pracy czasem „dopinguje się” on środkami o charakterze odurzającym (co prawda w XIX w. narkotyki takie jak np. opium były powszechnie dostępne w aptekach, bowiem ich szkodliwości nie znano jeszcze w dostatecznym stopniu, ale od filmu powstałego w wieku XXI można by wymagać jakiegoś negatywnego komentarza na temat stosowania podobnych używek). W obrazie tym znajdują się także dwa krótkie ujęcia częściowej nagości (ale dość oszczędnie pokazanej). Są tu też wypowiedzi, z których można wywnioskować, że między Sherlockiem a Irene Adler miał przed laty miejsce romans, co nie spotyka się z negatywnym komentarzem. Te wszystkie wady są jednak pobocznymi wątkami tej produkcji. Podsumowując – film pt. „Sherlock Holmes” w reżyserii Guya Ritchiego to zasadniczo dobre i budujące dzieło. Z zachowaniem pewnej ostrożności można je oglądać nie tylko ze względu na fakt, iż opowiada ono wartką, wciągającą i momentami zabawną historię, ale też z uwagi na to, że da się zeń wyciągnąć cenne lekcje moralne. Michał Jedynak /.../