Tag Archive: na podstawie powieści Kazimierza Sławińskiego Przygody kanoniera Dolasa

  1. Jak rozpętałem drugą wojnę światową

    Leave a Comment Ta jedna z kultowych polskich komedii, będąca luźną adaptacją książki Kazimierza Sławińskiego „Przygody kanoniera Dolasa”, opowiada o przygodach, jakich w czasie II wojny światowej doświadczył polski żołnierz, Franek Dolas. Śledzimy jego losy od momentu, gdy 1 września 1939 r. znalazł się on przypadkiem tuż za polską granicą w Niemczech i tam oddał strzał, co do którego błędnie myślał później, że wywołał on globalny konflikt. Później towarzyszymy głównemu bohaterowi podczas pobytu w hitlerowskiej niewoli, a następnie w Jugosławii, Syrii, Włoszech oraz ponownie w wyzwalanej spod niemieckiej okupacji, Polsce. Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej film ten ma wiele mocnych stron. Jedną z nich jest charakter samego Franka Dolasa. Cechują go bowiem szczery patriotyzm i nadzwyczajna wprost determinacja, by wbrew wszelkim przeciwnościom wstąpić do którejś ze stworzonych w czasie wojny jednostek polskiej armii. Ta jego chęć nie wypływa z jakiegoś trywializowania wojny, traktowania jej jako okazji do dobrej zabawy, ale z gorącej (choć pozbawionej zbędnego „napuszenia”) miłości do Ojczyzny i przekonania o słuszności prowadzonej walki. Można więc rzec, iż film promuje nie tylko tradycyjny wzorzec prawego żołnierza, który nie uchyla się od swych obowiązków względem państwa i narodu, ale także pośrednio potwierdza on katolicką naukę o tym, że wojna, choć jest nieszczęściem, może być sprawiedliwa. Nadto Dolas jest ogólnie człowiekiem bardzo prostodusznym i starającym się szukać pojednania (chociażby z kolegą z oflagu, Józkiem Kryską, z którym początkowo się kłócił). Jest też wrażliwy na ludzką krzywdę – pomaga z narażeniem życia rannemu włoskiemu (a więc wrogiemu) żołnierzowi, nie mogąc znieść myśli, że mógłby on samotnie wykrwawić się. Za zaletę obrazu należy oczywiście też uznać jego zdecydowanie niechętny stosunek do systemu hitlerowskiego (choć od kilkudziesięciu lat jakie minęły od wojny jest to raczej standard, zarówno jeśli chodzi o dzieła polskie, jak też zagraniczne). Ponadto film delikatnie, ale raczej jednoznacznie wyszydza wojskowych, którzy od walki wolą organizowanie balang i korzystanie z usług prostytutek – wyraźnie tu widać, że takie zachowanie przeczy powołaniu żołnierza. Z sympatią natomiast odmalowano katolickich zakonników, którzy, choć są nieco naiwni, to okazują się ludźmi życzliwymi i pomocnymi. Jeśli chodzi o pewne wątpliwe elementy dzieła to w pierwszym rzędzie należy wskazać humorystyczną scenę, w której Dolas zdecydowanie nadużywa alkoholu oraz snuje zmyślone opowieści, dzięki którym chce zyskać podziw słuchaczy dla swego męstwa – nawet jeśli to zachowanie nie jest tu pochwalone, to nie jest też należycie zganione. Humorystyczny wydźwięk mają też: scena bójki w jugosłowiańskiej tawernie (chociaż akurat główny bohater bierze w niej udział w dużej mierze w obronie koniecznej) oraz scena, w której Franek w pewien sposób nadużywa przemocy wobec jednego Niemca z Legii Cudzoziemskiej. Na pewną krytykę zasługuje też słynna scena, w której Franek okłamuje oficera Gestapo, podając mu fałszywe (i niezmiernie ciężkie do wymówienia przez Niemca) dane. Znajdują się tu też dwa (na szczęście krótkie i oszczędnie pokazane) tańce nieskromnie odzianych niewiast; w obu jednak przypadkach jest to pokazane w dość negatywnym kontekście – jedna bowiem odwracając uwagę swej ofiary popełnia w tym momencie kradzież, a druga jest towarzyszką odmalowanego w negatywnych barwach francuskiego kapitana. Sporadycznie pojawiają się dość namiętne pocałunki. Prócz tych wad film nie zawiera obsceniczności, ciężkich wulgaryzmów czy też dosadnie ukazanej przemocy. Nie robiłbym natomiast zastrzeżenia wobec faktu, że Franek w pewnym momencie uprawia hazard. Jak bowiem naucza Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 2413: „Gry hazardowe (…) nie są same w sobie sprzeczne ze sprawiedliwością. Stają się moralnie nie do przyjęcia, gdy pozbawiają osobę tego, czego jej koniecznie trzeba do zaspokojenia swoich potrzeb i potrzeb innych osób”. Dolas natomiast nie tylko nie pozbawił się koniecznych do przeżycia środków, ale dzięki grze zdobył dla swego oddziału niezbędną dla niego żywność. Nie sądzę też, aby poważne zastrzeżenie można tu robić wobec faktu, iż Franek ostatecznie zaczyna walczyć w ramach (zorganizowanej przez komunistów) Armii Ludowej, bo trafił on akurat w jej szeregi przypadkiem, jego motywacją była chęć wyzwolenia Ojczyzny, a nie „utrwalanie władzy ludowej”, nie zawarto w filmie też żadnej typowo socjalistycznej propagandy. Co prawda Dolas, błędnie myśląc, że napotkani zakonnicy są Rosjanami woła: „Niech żyje dzielny naród rosyjski!”, jednak przecież słowa te, o ile odczytujemy je literalnie, nie odnoszą do radzieckiego systemu politycznego, ale do nacji, która walczyła wówczas przeciw III Rzeszy i formalnie była naszym sojusznikiem. Można je odczytywać jako wyraz dość naturalnej egzaltacji bohatera, który wszak nie doświadczył okrucieństwa Sowietów, natomiast pragnął klęski jawnie wrogich Polsce Niemiec. Nie pojawiają się natomiast w tej produkcji zdania, które zachwalałyby komunistyczną ideologię, ustrój ZSRR, deprecjonowały dorobek „burżuazyjnej” II RP i Polskiego Państwa Podziemnego albo też w jakiś jednoznaczny sposób wskazywały na „nieodzowność” przyszłego polsko – sowieckiego sojuszu. Oczywiście fakt, że „taktownie” nie poruszono tu np. kwestii zasług Armii Krajowej albo haniebnych czynów wielu żołnierzy Armii Czerwonej mógł być lekkim ukłonem wobec władz PRL – u. Jednak z drugiej strony wszelkie pozytywne odwołania do ZSRR są tu na tyle nieliczne oraz niepowiązane w żaden wyraźniejszy sposób z samą komunistyczną ideologią, że nie sądzę, aby mogły stanowić akieś poważne zagrożenie, zwłaszcza wobec dość szerokiego upowszechnienia wiedzy o sowieckich zbrodniach. Myślę więc, że można to dzieło polecić jako pogodną i pełną nadziei opowieść o trudnych czasach, zawierającą pochwałę tradycyjnego wzorca prawego i oddanego swemu krajowi żołnierza oraz po prostu szczerego i prostolinijnego w swych działaniach człowieka. Michał Jedynak /.../